Zatruty ogród – Alex Marwood

Tytuł: Zatruty ogród
Autor: Alex Marwood
Wydawnictwo: Albatros
Okładka: miękka
Liczba stron: 382

 Wystarczył jeden rzut oka na nowości wydawnictwa Albatros, na znaną mi autorkę kryjącą się pod pseudonimem, Alex Marwood, i już wiedziałam, że „Zatruty ogród” prędzej czy później znajdzie się w mojej biblioteczce. Spodziewałam się po tej książce dobrej lektury i nie zawiodłam się.

O czym jest „Zatruty ogród”? Co kryje się pod tajemniczym tytułem?

Można by rzec, że książka zaczyna się z przytupem, ponieważ wprowadza nas w opowieść od masowego samobójstwa. A przynajmniej tak uznaje policja, która wezwana została na odosobnioną farmę, położoną na wzgórzach Parku Narodowego w Walii, przez farmera z przeciwległej strony wzgórza. Wiedział, że zamieszkujący tu ludzie są dziwni, nie lubią (niezapowiedzianych) gości, a teraz dodatkowo zaniepokoił go nieprzyjemny zapach i wrzaski mew oraz kruków, latających nad zamkniętym terenem.

Policjantka Nita dobrze znała ten odór. Smród świadczący o rozkładzie. Domyślała się więc, że za ogrodzeniem może leżeć czyjeś ciało, nie spodziewała się jednak, że znajdzie ich tam aż sto pięćdziesiąt, w tym dzieci! Służby prawa wykryły, że ludzie zmarli na skutek zatrucia, a ponieważ tworzyli sektę, uznali, że było to masowe samobójstwo.

Dlaczego właściwie traktowali ich jako członków sekty?

Plas Golau, czyli tytułowy Zatruty ogród, to  miejsce, w którym mieszkała całkiem spora grupa ludzi, oddzielona od świata zewnętrznego i wszelkich jego dobrodziejstw. Żyli dosyć biednie, żywili się tym, co znaleźli na otaczających ich polach i w lasach oraz tym, co sami wyhodowali.

Całą ich społecznością zarządzał jeden człowiek, Lucien Blake, nazywany przez wszystkich Ojcem. To on ustalał zasady panujące w Plas Golau, przydzielał zadania, pilnował, by nikt nie opuszczał terenu Ogrodu i nie wchodził do zepsutego świata Martwych – jak nazywali ludzi żyjących poza ich wspólnotą.

Lucien uczył swych podwładnych wszelkich sztuk przetrwania, by byli gotowi na nadejście Apokalipsy, której się spodziewali, a przy tym zasiał ziarno nadziei, że któregoś dnia jedno z jego dzieci (których miał w sekcie wiele, z różnymi kobietami – jego wybrankami), okaże się Jedynym i ocali ich od zagłady.

Z pozoru stworzona przez nich rodzina zdaje się być szczęśliwa, jednak to tylko powierzchowne wrażenie. Z czasem na jaw wychodzą różne dziwne, a wręcz złe rzeczy, które dzieją się w tym miejscu. Coraz więcej ludzi złości się i buntuje, a potem znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.

W takim miejscu, w zamkniętej grupie i ciągle pogarszającej się sytuacji, nietrudno o głosy sprzeciwu oraz zamach stanu. Czy więc tragedia, która się tam wydarzyła, to rzeczywiście było masowe samobójstwo? Czy jednak za tymi wszystkimi ciałami kryje się jakiś spisek i celowe działanie – nazywając rzeczy po imieniu – morderstwo?

Gnijące ciała oczywiście nic już czytelnikom nie zdradzą, ale szczęśliwie dla nas, okazuje się że kilku członków wspólnoty jednak przeżyło. Między innymi Romy – dwudziestodwulatka, spodziewająca się dziecka. Czy za jej sprawą dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się w Plas Golau? Kto odpowiada za śmierć stu pięćdziesięciu osób? Czyje dziecko nosi w sobie Romy? No i czy nauczy się żyć w świecie Martwych? W świecie, do którego od najmłodszych lat była nastawiana sceptycznie, a wręcz wrogo?

„Zatruty ogród” Alex Marwood to niewątpliwie bardzo dobra lektura. Wciągająca od pierwszych stron – informacja o odnalezieniu ponad stu ciał, ofiar rzekomego samobójstwa, brzmi tak mrocznie i intrygująco, że nie da się, przejść obok tej historii obojętnie. Wręcz przeciwnie! Człowiek szybko chce się dowiedzieć o co chodzi, co się stało w „Zatrutym ogrodzie” i skąd właściwie pomysł na taki tytuł?

Autorka bardzo umiejętnie buduje napięcie, co rusz je zwiększając i obniżając, tak by na chwilę można było uspokoić tętno, po czym znowu je przyspiesza. Nieustannie pobudza i karmi naszą ciekawość, poruszając przy tym wiele różnych emocji.

Książka, mimo że okryta jest mrokiem – poczynając od jej tytułu, przez okładkę, aż po samą treśc – nie jest straszna, można czytać ją do poduszki, a przynajmniej ja czytałam i nie narzekałam na żadne koszmary ;-) Nie mniej poruszane w niej wątki bywają, jakby to powiedzieć… drastyczne, oburzające, momentami wywołujące uczucie obrzydzenia, gniewu i chęci sprzeciwu. Aczkolwiek dzięki temu lektura nie jest nudna i chce się ją przeczytać szybko, od deski do deski.  

Poza tym poruszane w książce tematy zmuszają czytelnika do pewnych refleksji. Zatrważające bowiem jest to, jak jeden człowiek potrafi najpierw zrzeszyć pewną grupę ludzi, wzbudzić ich wielką sympatię, a nawet miłość, zniewolić, nastawić przeciwko reszcie świata, a potem wykorzystywać i zbuntować, doprowadzając (chcąc nie chcąc) do wielkiej tragedii.

Reasumując „Zatruty ogród” spełnił me oczekiwania i cieszę się, że wpadł w moje ręce. Polecam wszystkim tym, którzy lubią książki z dreszczykiem emocji.

 

Dziękuję wydawnictwu Albatros za przekazanie recenzenckiego egzemplarza książki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close