Psycholog dziecięca: Czy wiesz, ile ruchu potrzebuje Twoje dziecko każdego dnia?


– Aktywne dzieci lepiej pracują w grupie, lepiej radzą sobie z porażkami, wykazują się większą cierpliwością i rozumieją, że na nagrodę za wysiłek trzeba czasem trochę poczekać – mówi Magdalena Chorzewska, znana psycholog dziecięca i specjalistka ds. żywienia.

Choć łacińska wersja sentencji „w zdrowym ciele zdrowy duch” wywodzi się ze starożytnego Rzymu, to dziś jej przesłanie jest aktualne jak nigdy dotąd, ale też zachęcenie dzieci do ruchu jest trudne jak nigdy przedtem.

Jak pokazują międzynarodowe badania, problemem występującym niemal we wszystkich krajach rozwijających się jest hipoaktywność, czyli zbyt niski poziom aktywności fizycznej u dzieci i młodzieży w stosunku do ich potrzeb. Co ciekawe, ten problem dotyka w sposób szczególny bogatsze społeczeństwa, które mogą korzystać z lepiej rozwiniętej infrastruktury sportowej.

Co zatem zrobić, aby zachęcić dzieci do ruchu oraz jakie korzyści daje najmłodszym aktywność fizyczna – zapytaliśmy znaną psycholog dziecięcą i specjalistkę ds. żywienia, Magdalenę Chorzewską.

Czy możliwe jest określenie optymalnego poziomu aktywności fizycznej u dzieci? Albo inaczej – ile wysiłku i w jakiej formie potrzebuje dziecko w różnym wieku?

Magdalena Chorzewska: Według wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia, dziecko w wieku 5-17 lat potrzebuje minimum 60 minut różnorodnego wysiłku dziennie. Ponadto 5 razy w tygodniu powinno wykonywać przez pół godziny bardziej intensywny wysiłek, po którym pojawi się uczucie zmęczenia. W przypadku młodszych dzieci, WHO zaleca 15 minut takiego wysiłku 3 razy w tygodniu.

Jeżeli chodzi o formę aktywności, wszystko zależy od możliwości dziecka i ewentualnych ograniczeń. Szczególnie zaleca się jednak ćwiczenia ogólnorozwojowe, które są dobre dla wszystkich. Mam tu na myśli np. pływanie, które nie obciąża układu kostno-stawowego, a przy tym rozwija wszystkie cechy motoryczne. Przebywanie w wodzie i trenowanie w takich warunkach dodatkowo hartuje organizm poprzez zmianę środowiska. Oczywiście wszystko powinno odbywać się w konsultacji z trenerem pływania.

A inne przykłady dyscyplin, w których kładzie się nacisk na ćwiczenia ogólnorozwojowe?

– Na pewno mogę polecić judo czy gimnastykę. To dyscypliny, w których jest dużo ewolucji gimnastycznych, co przygotowuje organizm ogólnorozwojowo. Dzieci, które je uprawiają, w przyszłości będą miały świetną bazę do uprawiania każdego sportu.

Z pewnością wiele zależy od wieku dziecka, stanu jego zdrowia i warunków życiowych. Czy istnieje prosta i skuteczna recepta na to, jak zachęcić młodego człowieka do sportowego trybu życia?

– Najlepiej poprzez modelowanie, czyli uczenie dziecka na własnym przykładzie. Trudno jest opowiadać podopiecznemu o zbawiennym wpływie sportu na nasze życie i zachęcać do jego uprawiania, jeśli sami prowadzimy kanapowy tryb życia i narzekamy, kiedy trzeba wejść po schodach na drugie piętro.

Ważne jest, aby dziecko przez cały czas aktywności fizycznej dobrze się bawiło. Wtedy wysiłek nie będzie przykrym obowiązkiem, a nagrodą i wyczekiwanym momentem w ciągu dnia. Trzeba oczywiście pamiętać też o częstym uzupełnianiu płynów, w czym może pomóc wygodna butelka z korkiem niekapkiem.

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę, zachęcając dziecko do ruchu?

– Ważne jest motywowanie do sportu poprzez dawanie dziecku pozytywnej informacji zwrotnej, na zasadzie „świetnie ci idzie, tak trzymaj!”. Powinniśmy też umożliwiać podopiecznym uprawianie sportu w przyjaznym środowisku czy otoczeniu. Istotne jest też wsparcie grupy, w której dziecko ćwiczy. Warto też poszukać wspólnie z dzieckiem jego sportowego wzoru, autorytetu i pokazanie na jego przykładzie, jak ważna jest aktywność i co wnosi w nasze życie.

We wszystko to, o czym Pani mówi, idealnie wpisują się takie akcje jak „Rusz się z Kubusiem!”, w ramach której marka Kubuś mobilizuje dzieci i wspiera ich mamy w propagowaniu ruchu oraz aktywnego i  szczęśliwego dzieciństwa. Przykładem dla najmłodszych są właśnie ich idole, piłkarze – Kamil Grosicki, Bartosz Kapustka i Michał Pazdan, którzy zostali ambasadorami akcji, a ich wizerunek jest też dostępny na specjalnej wodzie smakowej Waterrr Sport, idealnej np. na trening.

– Dokładnie tak. Jeśli brakuje nam inspiracji, nie bójmy się skorzystać z wiedzy specjalistów i idoli. Warto śledzić tego typu akcje i szukać w nich tego, co zainteresuje nas i nasze dziecko. Myślę, że piłkarze mogą dawać dzieciom bardzo dobry przykład: ważny jest ruch każdego dnia i jest on dobrą zabawą, a zmiany naszych przyzwyczajeń zależą tylko od nas.

A czy Pani ma swój pomysł jak dotrzeć do rodziców, a może raczej nauczycieli i zredukować rosnącą liczbę zwolnień z lekcji WF-u?

­- Jeżeli chodzi o coraz większą liczbę zwolnień z lekcji wychowania fizycznego, trzeba odwołać się do przyczyn takiego stanu rzeczy. Często jest tak, że na prośbę o zwolnienie wpływają nudne lekcje i nauczyciel, który nie ma pomysłu na zajęcia, a także przyzwolenie rodziców. Kluczowy jest też wiek, w którym dzieciaki zaczynają unikać ćwiczeń – niechęć pojawia się najczęściej około 12-13. roku życia. Często dzieje się tak z powodu narastającego lęku społecznego, strachu przed wyśmianiem, oskarżeniami o niezdarność itp. Żeby usunąć przyczynę, trzeba odwołać się do źródła. Atrakcyjnie prowadzone lekcje i motywujący nauczyciel mogą zdziałać cuda. Korzystanie z pomocy ekspertów może być nieocenionym źródłem wsparcia dla rodziców i nauczycieli w tym zakresie.

Dobroczynny wpływ aktywności fizycznej na nasze ciało jest dość oczywisty. Uprawianie sportu wpływa jednak nie tylko na poprawę kondycji ruchowej, ale także intelektualnej. Liczne publikacje z zakresu medycyny i psychologii potwierdzają tę tezę. A jak teorie naukowe przekładają się na życie codzienne?

– O wpływie aktywności z punktu widzenia psychologii jest bardzo dużo publikacji. Mowa w nich o pozytywnym wpływie uprawiania sportu na funkcje poznawcze – myślenie, zapamiętywanie, przetwarzanie informacji, koncentrację uwagi.

Sport ma także wpływ na kształtowanie postaw i zachowań. Aktywne dzieci lepiej pracują w grupie, lepiej radzą sobie z porażkami, wykazują się większą cierpliwością i rozumieją, że na nagrodę za wysiłek trzeba czasem trochę poczekać. Z mojego doświadczenia wynika dodatkowo, że rzadziej trafiają do mnie dzieci z diagnozą zaburzeń nastroju, które aktywnie uprawiają sport.

Miałam kiedyś 12-letniego pacjenta, który czynnie uprawiał pływanie i trenował po dwa razy dziennie 5-6 razy w tygodniu. Chłopiec miał niezwykle silną wewnętrzną motywację, nikt go do tego nie zmuszał.

Trudno jest oddzielić przymuszanie od motywowania? Co by Pani podpowiedziała w tej sprawie rodzicom? Bardzo często jest niestety tak, że rodzice przekładają swoje niespełnione ambicje na dzieci i nieumiejętnie motywując, skutecznie zniechęcają swoje pociechy do sportu.

– Motywacja działa wtedy, kiedy odwołuje się do wewnętrznej motywacji dziecka. To znaczy, że zadziała wtedy, kiedy to „coś” będzie faktycznie ważne dla naszego dziecka. Będąc rodzicem należy skupiać się na pozytywach, pokazywać plusy i chwalić, gdy malec wróci zmęczony z treningu. Powinniśmy podkreślać, że podoba nam się to, co robi i zauważać progres – chwalić, gdy dziecko przebiegnie 6 okrążeń, zamiast zwyczajowych 3 – a także podkreślać pozytywny wpływ aktywności. Tak jak mówiłam, najważniejsza jest pozytywna informacja zwrotna.

***

Podczas ruchu niezwykle istotne jest również prawidłowe nawadnianie organizmu. Marka Kubuś wyszła naprzeciw potrzebom młodych sportowców, wprowadzając nową wodę witaminową Kubuś Waterrr Sport.

Kubuś Waterrr Sport jest dostępny w trzech pysznych smakach (Citrus-Mix, Jagoda oraz Malina-Granat), w poręcznych i wygodnych opakowaniach, z wizerunkami ambasadorów akcji „Rusz się z Kubusiem!” Kamila Grosickiego, Bartosza Kapustki i Michała Pazdana na etykietach.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. 8 lat, pływanie i łucznictwo :)

  2. 6,5 roku – piłka nożna i pływanie, 3,5 roku- póki co “zabawa” na basenie plus piłka nożna :)

  3. Syn (niecałe 7 lat) od 4 roku życia trenuje piłkę nożną :-) ⚽

  4. Prawie 6 lat – karate i rower, najmłodszą rowerek biegowy zamiast wózka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Jeśli nie wiecie jak się zachować, zachowajcie się przynajmniej przyzwoicie


Nie jestem matką Teresą, nie udzielam się dla innych bardziej, niż każe mi zwykła ludzka przyzwoitość. Ale nigdy, przenigdy nie ominęłabym człowieka, bez upewnienia się, że nie potrzebuje on pomocy.

W drugi dzień Świąt Wielkanocnych wychodziłam po 22.00 z psem na spacer. W przedsionku klatki schodowej siedział człowiek, od którego było czuć alkohol. Zapytałam czy wszystko dobrze, bo nie powinien tu siedzieć. Odpowiedział, żebym pozwoliła mu tu zostać albo podała adres noclegowni, bo on nie jest pijany tylko “wczorajszy”, życie mu się zawaliło i nie ma dokąd pójść, a jest mu bardzo zimno. Faktycznie, nie był może wymuskany, ale na menela też nie wyglądał.

Zadzwoniłam do centrum kryzysowego po adres przytuliska, okazało się, że nie przyjmują tam poza zimą. Przekazałam to jemu i poprosiłam, by jednak wrócił do domu, bo klatka schodowa to nie miejsce na spanie.

Po kwadransie wracałam z psem, a facet wyglądał jakby gorzej, nie miał siły siedzieć. Zapytałam go ponownie, czy nie potrzebuje pomocy. Poprosił o szklankę wody. Przyniosłam mu ją, a on ze łzami  przyznał, że dziś wcale nie pił, tylko wczoraj zapijał smutki, bo on nie ma po co żyć, nie ma już do kogo wracać. Poza tym jest cukrzykiem i od wczoraj rana nie przyjmował insuliny. Myślał po prostu, że zaśnie i się nie obudzi jak się zapije, bo nie miał ani dokąd pójść ani odwagi zrobić sobie krzywdy.

Po prostu zamarłam i w jednej chwili facet z “menela” przeistoczył się w człowieka, który na chwilę zgubił sens życia. Wezwałam pogotowie, mężczyzna zgodził się przyjąć pomoc medyczną i karetka zabrała go do szpitala. Szczerze mam nadzieję, że się jakoś pozbiera. Jaki by nie był, to zawsze człowiek, o czym niestety nie każdy pamięta.

Gdy próbowałam mu pomóc, mijały mnie dwie osoby, jedna spojrzała z niechęcią w naszą stronę a druga udała, że nas nie widzi. Ja rozumiem, że można się bać obcych ludzi, nie wiadomo, co w człowieku siedzi. Sama miałam sytuację, gdy latem natknęłam się w lesie z psem, na pijaczka leżącego na ścieżce, który wyglądał na mocno obitego. Dobrze, że miałam psa na smyczy (bez ujadającego Morrisa raczej nie zbliżyłabym się do niego), bo na moje pytanie o pomoc, facet z rozwalonym nosem wybełkotał stek przekleństw, pozbierał się z ziemi, zabrał butelkę i potoczył się dalej.

Uważam jednak, że moralnym (i chyba nawet prawnym) obowiązkiem każdego z nas, jest udzielić pomocy, gdy istnieje taka konieczność. W takich sytuacjach, gdy się boicie o siebie i to was powstrzymuje przed udzieleniem pomocy, warto poprosić kogoś by był z wami. Znajomy, sąsiad czy ktokolwiek inny, byle razem było raźniej. O własne bezpieczeństwo należy zadbać przede wszystkim.

Ja nie wyobrażam sobie, bym miała rano natknąć się na martwego faceta, bo nocą ominęłam go na klatce dla własnego spokoju. Taka jestem, po prostu.

P.S. Koleżanka, którą prosiłam o pomoc, napisała mi smsa, czy adoptowałam już tego bezdomnego. Pół żartem, pół serio odpisałam, że raczej kupiłam sobie bilet do nieba, pomagając człowiekowi.

Jeśli nie wiecie jak się zachować, zachowajcie się przynajmniej przyzwoicie.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Klaudia Sobantka

    Ja też kiedyś miałam taką sytuację. Wychodziłem wieczorem z psami a koło sklepu pod domem leżał człowiek. Nie mogłam do Niego podejść ponieważ moje psy nie lubią zawierać nowych znajomości. Ciężko z odległości było ocenić czy jest pijany czy zasłabł a jego głowa była niebezpiecznie blisko krawężnika. Zadzwoniłam na 112 i wytłumaczyłam jak wygląda sytuacja więc przełączono mnie na pogotowie. Niestety zamiast zrozumienia dostałam opiernicz od Pani z pogotowia czemu nie dzwonię na straż miejską. Myślałam, że mnie krew zaleje tyle się mówi żeby nie przechodzić obojętnie a jak człowiek chce pomóc to jeszcze obrywa za to. Na szczęście Straż Miejska była bardziej wyrozumiała i przyjechali błyskawicznie. W tym przypadku mężczyzna miał chyba po prostu zły dzień, ale było zimno. Sumienie nie dałoby mi spokoju jakbym przeszła obojętnie.

    1. Brawo za podejście. Szkoda, że pani na pogotowiu też miała “zły dzień”. Najważniejsze to mieć ludzki odruch i trochę wyobraźni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Kiedy telefon zamiast dzwonić, kradnie Ci Twoje życie


Telefon to zdaje się od zawsze był pewnego rodzaju luksus – nie każdy miał go w domu. Niektórzy, by z niego skorzystać, chodzili do sąsiadów (o ile dobrze z nimi żyli ;-)) inni musieli wychodzić na ulice i korzystać z budek telefonicznych. Pamiętacie je?

Najpierw były na monety i żetony, później pojawiły się na kartę, które obowiązkowo zbierało się jak znaczki czy popularne karteczki ;-)

Pamiętam, jak dzwoniłam z takiej budki do mamy, z kolonii, na których byłam w 6 klasie podstawówki. Zresztą nie tylko ja, cała klasa szła wówczas na miasto, dzwonić do rodziców – to były czasy! :-)

Ale wracając do telefonów stacjonarnych, jak już zagościły w większości domów, pojawiły się nowsze – bezprzewodowe i to był jeszcze większy luksus, którego my niestety nie mieliśmy. I rozmawiać musieliśmy stercząc przy telefonie, w obecności wszystkich domowników – zero intymności! ;-)  

Aż w końcu przyszła era telefonów komórkowych. Wielkich jak cegły, z długimi antenkami, czarno-białymi wyświetlaczami…
Niby nic nadzwyczajnego, patrząc na to, czym dysponujemy obecnie, ale jednak kto miał komórę, to był gość!

Nie pamiętam, ile miałam lat, gdy dostałam swój pierwszy telefon, w każdym razie kojarzę, że była to Motorola. Szajs straszny, no ale dzwonił i wysyłał smsy! A to wtedy było najważniejsze. Pamiętam też Alcatele, Panasonici, Ericsony i Nokie – najbardziej pożądane chyba… Sama też się w końcu doczekałam – model 3310 – to był hit! Niezniszczalny i całkiem zgrabny! ;)

Dziś tamte telefony to przeżytek. Aktualnie bowiem królują smartfony, z wbudowanymi aparatami, kamerami, a właściwie to całymi komputerami – można by rzec.

Z jednej strony to fajnie, świat idzie do przodu, technologia również. Dla nas, ludzi zabieganych i zapracowanych, to często duże ułatwienie, bo w kieszeni spodni czy torebce, możemy nosić niewielkie urządzenie, za pośrednictwem którego jesteśmy w stanie zrobić tak wiele – dzwonić, korespondować, czytać książki, pracować, uczyć się, robić zdjęcia….

Jednak z drugiej strony, smutne jest to, że ludzie tak bardzo przywiązują się do swoich smartfonów. Noszą je zawsze przy sobie, nie tylko poza domem, ale i w nim. Są tacy, co nie rozstają się z telefonem, będąc nawet w toalecie! Albo przy stole, podczas rodzinnego obiadu. Zamiast cieszyć się wspólnym posiłkiem, razem spędzanym czasem, zamiast rozmawiać – o tym co dziś nam się przytrafiło, o wszystkim i o niczym – wolą patrzeć w ekrany swoich smartfonów i dziubać na fejsie czy innym Instagramie.

Bo dla coraz większej liczby ludzi istotniejsze jest pstrykanie “sweet foci”, meldowanie się z każdego miejsca na ziemi, sprzedawanie swojej prywatności na publicznym forum, komentowanie, lajkowanie, udostępnianie, podglądanie innych…

Przykre to jest, nie uważacie?

I nie wiem, kto daje sobie większy przykład w tym temacie – dorośli dzieciom, czy odwrotnie?

Ale na pewno warto się nad tym zastanowić i coś z tym zrobić, zanim wirtualny świat, mieszczący się w małym smartfonie, ukradnie nam całe prawdziwe życie.

 

A na koniec mam dla Was króciutki i trochę zabawny spot – czy tata skutecznie zwrócił uwagę swoim synom… ?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ha, a ja nawet w dzisiejszych czasach mam zwykły telefon do dzwonienia, pisania smsów, ustawiania budzika i ew.zapisywania do kalendarza – i jestem zadowolona. Jak idę z dziećmi do lekarza, to zabieram książeczkę i czytam w poczekalni :) Chociaż mam “zapasowy” stary poobijany smartphone męża by czasami pstryknąć na szybko zdjęcie córeczce bez wyciągania dużego aparatu fotograficznego, to do kupna nowego mnie nie ciągnie ani trochę. W rossmanie dzisiaj pani przy kasie proponowała mi nową aplikację na telefon, a ja powiedziałam, że mój telefon tego nie obsługuje – to spojrzała na mnie jak na kosmitkę :D

    1. Ja długo używałam zwykłego telefonu. Do nowego i do wszystkich tych aplikacji i atrakcji mnie nie ciągnęło. Jedyne czego chciałam to dobry aparat (w tel. żeby móc pstrykać dzieciom zdjęcia, w każdej chwili). W końcu dostałam smartfona w prezencie i prawdę powiedziawszy cieszę się bo to niesamowite urządzenie. Dla przykładu – od ok. 2óch tygodni mam niesprawny komputer i gdyby nie możliwości mojego tel. nie mogłabym pracować! A tak, daję radę wiele czynności wykonać właśnie za pośrednictwem telefonu ;)
      No ale to nie zmienia faktu, że nie należę do tych ludzi, którzy potrzebują telefonu jak ręki i noszą go zawsze przy sobie ;) Wręcz przeciwnie – lubię od niego odpoczywać ;)

    2. Ja jestem na urlopie macierzyńskim (chwilami też wychowawczym) już od przeszło siedmiu lat :D i pracuję z domu, komputer jest mi potrzebny codziennie, więc jak ostatni się zepsuł to do dwóch dni musiałam sobie załatwić nowy, niestety nie wszystko przez telefon można załatwić (albo można, ale z lapkiem wygodniej,…) Jedyne co mnie ew. skłania w stronę smarta to właśnie aparat, na wyprawy z dziećmi wspaniała sprawa, ale nie chę, by dzieci nauczyły się, że mogą wychciewać filmy czy jakieś gry…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Czy istnieje życzliwość wobec kobiet w ciąży?


Czy Wy również macie wrażenie, że niektórzy ludzie specjalnie starają się nie zauważać kobiet w ciąży? Od kiedy dowiedziałam się o swoim odmiennym stanie, obserwuję zachowania innych osób wobec przyszłych mam. Niestety z moich obserwacji wynika, że nie jest zbyt dobrze. Z przykrością muszę stwierdzić, że życzliwość wobec kobiet ciężarnych w naszym kraju nadal pozostawia wiele do życzenia.

Niektórzy z Was mogą się oburzyć, bo przecież ciąża to nie choroba i skoro kobiety domagały się kiedyś równouprawnienia, to w czym jest problem? Dlaczego miałyby być traktowane inaczej niż ktokolwiek inny? Pewnie, można wychodzić z takiego założenia. Ja sama również jestem zdania, że ciąża to nie choroba, jednak uważam, że kobiety przy nadziei powinny być traktowane nieco inaczej. W końcu noszą w sobie nowe życie, o które powinny dbać już od samego poczęcia i niestety niejednokrotnie może to wymagać reakcji obcych im osób.

Kobiety w ciąży nie mają w Polsce łatwego życia! Dlaczego tak uważam? Z trzech powodów:

1. Obecnie jestem w 8 miesiącu ciąży. Brzuszek już widać, nawet w kurtce. Jednak tylko raz zostałam przez kogoś przepuszczona w kolejce do kasy sklepowej, a dało mi to jedynie tyle, że przed sobą miałam jeszcze 4 a nie 5 osób. Reszta udawała, że mnie nie widzi.
2. W wielu marketach stoję (bez kurtki) w długich kolejkach – nikt mnie nie zauważa, nawet obsługa sklepu. Wyjątek stanowiła jedna miła kasjerka w Lidlu, ale to potwierdza tylko regułę. W wielu hipermarketach nie ma nawet specjalnych kas dla ciężarnych czy rodziców z dziećmi.
3. Ostatnio musiałam zrezygnować z podróży autobusem. Był tak zatłoczony, że zwyczajnie bałam się nim jechać. Tam też nikt nie ustąpił mi miejsca. Innego dnia kiedy podczas podróży poczułam się gorzej i poprosiłam o ustąpienie miejsca, to musiałam się jeszcze nasłuchać.

Wśród ludzi panuje znieczulica i jest mi naprawdę przykro z tego powodu.

U lekarza czy w aptece, kobiety ciężarne mają prawnie zagwarantowane przyjęcie bez kolejki, ale czy tak rzeczywiście jest? O ile w przychodni, laboratorium czy innych placówkach medycznych jako tako to funkcjonuje, tak w aptekach nie zauważyłam żeby ktoś tego prawa przestrzegał.

Od dziecka byłam uczona szacunku do osób starszych. Zdarza mi się wnieść im zakupy po schodach, pomóc wypełnić druki na poczcie czy też ustąpić miejsca w autobusie. Większości z nas takie zachowanie wydaje się zupełnie naturalne, prawda? To dlaczego w przypadku kobiet przy nadziei jest inaczej? Jak wspomniałam na początku, ciąża to nie choroba, ale prawda jest taka, że nie mamy pojęcia jak się w danej chwili czuje przyszła mama i czy aby na pewno nie potrzebuje naszej pomocy albo chociaż odrobiny życzliwości…

Zauważyłam, że najwięcej empatii mają w sobie młode mamy, które pamiętają jak się w tym okresie czuły i czasem marzyły o tym, by ktoś przepuścił je w kolejce, czy też ustąpił miejsca w komunikacji miejskiej. Najgorzej natomiast zachowują się starsze panie, a przecież większość z nich jest mamami, babciami, więc z założenia powinny rozumieć powagę sytuacji. Prawda jest taka, że to właśnie one zwykle mają najwięcej do powiedzenia. Młodzież natomiast udaje, że nas nie widzi. Nadzieja jest jeszcze w mężczyznach, choć z tymi też różnie bywa.

Ja nie dopominam się specjalnego traktowania, poza laboratorium czy przychodnią, bo tam po prostu dbam o siebie i maluszka. W sklepach natomiast, jeśli czuję się dobrze to nie mam takiej potrzeby. Nie korzystam też z pierwszeństwa obsługi, jeśli w danym sklepie jest tabliczka z informacją, że kobiety w odmiennym stanie obsługiwane są poza kolejnością. Chciałabym jednak żeby hasła z tych tabliczek nie były jedynie pustymi hasłami, a były znane obsłudze, która zwróci szczególną uwagę na kobietę w ciąży i zaproponuje podejście do kasy bez kolejki. To naprawdę drobne gesty, ale od takich powinno się zaczynać wprowadzać zmiany. A w kwestii traktowania kobiet ciężarnych nasze społeczeństwo potrzebuje zmian.

Nadzieja w naszych dzieciach. Jeśli wychowamy je zgodnie z osobistymi przekonaniami to jest szansa, że coś się w przyszłości zmieni.

Autorka bloga parentingowo – lifestylowego http://polishgirlolga.pl zaprasza do siebie :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. oczywiście, że istnieje życzliwość wobec kobiet w ciąży, tylko dobrze by było, by kobiety w ciąży pamiętały, że istnieją tez inni ludzie ze swoimi problemami…

    1. Oczywiście masz rację. Jednak wierzyć mi się nie chce żeby w autobusie, w którym jest około 70 miejsc siedzących, każda osoba miała takie problemy, by nie mogła ustąpić miejsca kobiecie w ciąży.

    2. Polishgirlolga blog no właśnie ja nie mogę zrozumieć/uwierzyć, że ktoś ze zwykłej wygody może nie ustąpić miejsca kobiecie w ciąży… może czasami po prostu się nie widzi, przecież stojąc w kolejce w sklepie nie oglądamy się za siebie co kilka sekund, by sprawdzić czy akurat nie pojawił się ktoś kogo należy przepuścić… wydaje mi się, że zdecydowana większość ludzi odpowiednio reaguje, może tylko czasami się zagapią…

  2. Wystarczy pójść do lekarza , przychodzi pani w ciąży i mają to gdzieś

    1. Dlatego ja się w przychodni zwyczajnie upominam o swoje prawa, jeśli jest przede mną długa kolejka.

    2. z tym lekarzem to ostrożnie. zwłaszcza kiedy jest to ginekolog. U mojego- kobieta ciężarna w gabinecie oznacza dobre pół godziny pod drzwiami. Jest bardzo dokładny i kiedy sama byłam w ciąży też tyle mnie zawsze trzymał, bo egzaminował ze wszystkiego. Wybaczcie, ale kiedy ja wpadam do ginekologa przed pracą (a bardzo często tak się umawiam), to nie mam aż tyle czasu. Nie jestem w ciąży i nie wytłumaczę swojemu szefowi, że musiałam poczekać w kolejce, bo z uprzejmości przepuściłam ciężarną (albo trzy, bo ciężarna u ginekologa to nie taki rzadkie zjawisko). Jesteśmy umawiane na konkretne godziny i w rejestracji na każdą przypada 10 minut. Przychodzę o swojej godzinie. Jeśli ciężarna jest przede mną- grzecznie czekam, ale jeśli po mnie- wybaczcie, ale nie jestem uprzejma i nie przepuszczam. Natomiast, jeśli nie ma miejsca siedzącego, to zawsze ustąpię, podobnie w tramwaju, czy w kolejce w sklepie. Myślę. że zrozumienie musi być z dwóch stron.

  3. Mi kilka razy zdarzylo sie ze w NFz czY US panie Z obslugi mi pomogly przyspieszyc moja wizyte, rowniez w banku. Wiele jest super reakcji ale raz bylo faktycznie nie milo jak w rejestracji jedna pani rejestrowala wszystkich a druga prosila w pierwszenstwie ciezarne-wtedy zastanawialam sie czy podejsc gdyz kilka pań starszych z kolejki tak krzyczalo i ublizalo,ze jak opadly emocje to smialam sie ze bylo o wlos od linczu? ogolnie nie jest zle. ale moim zdaniem w supermarketach w kasach dla ciezarnych nie powinien byc obslugiwany nikt inny, a w takiej kasie zamontowac dzwonek i kasjer nie musialby siedziec i czekac jak raz na 30min podeszlaby ciezarna a bylaby to kasa na wezwanie. Pozdrawiam.

    1. polishgirlolga

      Niegłupi pomysł z tymi kasami. Ostatnio w wielu sklepach potworzyli jedną kolejkę do wszystkich kas i dla mnie to jest przegięcie. Kasy uprzywilejowane zostały polikwidowane.

  4. Ja miałam chyba szczęście do ludzi, w każdej z czterech ciąż :) korzystałam z kolejek do kas z pierwszeństwem dla ciężarnych w dużych sklepach, w jednym ostatnio nawet sama pani kasjerka przeprosiła innych klientów i poprosiła mnie do przodu poza kolejką, nikt nie protestował, ja mile zaskoczona podziękowałam i chętnie skorzystałam :) Podczas nabożeństwa w Wielki Piątek starsza pani chciała mi ustąpić miejsce siedzące w kościele, już wprawdzie nie jestem w ciąży, ale miałam córeczkę (4m. na rękach) :) są jeszcze wśród nas ludzie o dobrych sercach :)

  5. Mnie tekst “ciąża to nie choroba” doprowadzał do szału. Owszem, nie choroba, ale również nie stan, który można bagatelizować. Zazdroszczę wszystkim kobietom, które ciążę przechodziły bezproblemowo i do 9 miesiąca biegały i skakały. Ja takiego szczęście nie miałam. Całą ciążę ciśnienie tak niskie, że podczas długiego stania (zwłaszcza w ciepłych pomieszczeniach) zwyczajnie robiło mi się słabo i niedobrze. Mdłości do 5 miesiąca. Dlatego za przeproszeniem gdzieś miałam komentarze innych, że ciąża to nie choroba. Dla czyjegoś widzimisię miałam ryzykować zdrowie dziecka? Choćby upadkiem, bo ktoś nie ustąpił. W autobusie to samo. Tu nie chodzi o wygodę, ale bezpieczeństwo. Kierowcy często jeżdżą, jak wariaci i ryzykując upadkiem, narażam życie mojego dziecka! Nie wspomnę już o przepychających się ludziach, którzy biją łokciami, gdzie tylko można. Sama nie prosiłam się o miejsce, ani nie wymuszałam go w kolejce, ale zawsze, jak ktoś ustąpił byłam bardzo wdzięczna i nigdy nie oceniam po pozorach, bo sama byłam przykładem na to, że ciążę przechodziłam źle i prawa takie należą się nie z czyjegoś widzimisię.

  6. Całkiem niedawno bo trzy miesiące temu urodziłam druga córeczkę i doskonale pamietam jak przez cała ciąże nawet w dziewiątym miesiącu mój brzuszek był niewidoczny. Niejednokrotnie stałam w ogromnych kolejkach często ze starsza czteroletnia córeczka i tak naprawdę jeden raz zostałam poproszona przez kasjerke o przejście do kasy co spotkało sie z ogromnym niezadowoleniem Pani stojącej przede mną. Najczesciej nikt nic nie widział. A pózniej postanowiłam walczyć o swoje podchodziłam do kasy i prosiłam o obsłużenie. Niestety musimy same o siebie dbać a zwłaszcza o maluszka mieszkającego w brzuszku mamy.

    1. trzeba było się Kasia od początku upominać o swoje, nam się wydaje, że ktoś niegrzeczny bo nie ustąpił, a on zwyczajnie nie zauważył; a im większy brzuch tym trudniej stać w kolejkach….

  7. Żaneta Garczyńska

    Mi zdarzyło się jeden raz, by ktoś przepuścił mnie w kolejce. Najgorsze są kobiety, gdzieś ok. 50tki – patrzą na Ciebie kątem oka, a później udają, że są zajęte czekaniem, oglądaniem mięsa itp. Nie ma względów, ludzie patrzą, ale mało kiedy reagują.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku