Brzuchowi na ratunek, czyli najprostsze sposoby na poprawę trawienia i świąteczne przejedzenie


Święta, święta i po świętach. Tak jak szybko przyszły, tak prędko minęły. I zapewne gdyby nie przepełnione jedzeniem brzuchy, równie szybko można by było o nich zapomnieć. Ale kto nie potrafił sobie odmówić i dał się zwieść podstępnym zapachom, kusząco wyglądającym ciastkom, czy innym kapustom, dziś może kwiczeć. I raczej się kulać, niż swobodnie chodzić ;-) 

Ale spokojnie, jest kilka prostych, naturalnych sposobów, które mogą nieco poprawić trawienie, złagodzić dolegliwości żołądkowo-jelitowe i tym samym przynieść ulgę zmęczonemu brzuchowi, a jego właścicielowi poprawić samopoczucie.

ZIOŁA
Szybką ulgę mogą przynieść ogólnodostępne dobrodziejstwa natury, czyli zioła. Najskuteczniejsze w przypadku problemów trawiennych są napary, które pozwalają na uwolnienie substancji czynnych z suszu do płynu. Aby przyrządzić napar wystarczy zalać zioła przegotowaną, gorącą wodą i zaparzać je pod przykryciem przez określony czas, zazwyczaj około 15 minut.

Najpopularniejsze i najbardziej skuteczne zioła to:
Mięta – zwiększa wydzielanie żółci, ma działanie rozkurczające w przypadku nieżytów żołądka i jelit, zwalcza też nudności, wzdęcia i niestrawność po ciężkostrawnych daniach.
Koper włoski – zmniejsza napięcie mięśni gładkich jelit i przewodów żółciowych, ma działanie wiatropędne, łagodzi wzdęcia i pobudza wydzielanie soków trawiennych.
Rumianek – działa rozkurczająco na mięśnie gładkie jelit i dróg żółciowych, wspomaga trawienie.
Pokrzywa – wspiera wydzielanie enzymów trawiennych, ułatwia przemianę materii, oczyszcza układ trawienny.
Mniszek lekarski – pobudza trawienie i wspomaga usuwanie nadmiaru wody z organizmu.
Siemię lniane – zwalcza zaparcia i łagodzi dolegliwości żołądkowe.

PRZYPRAWY
Podkręcają tempo przemiany materii i wspomagają układ trawienny. Ich zastosowanie jest ogromne, można dodawać je do zup, mięs, sałatek, posypywać kanapki, czy przyrządzać napoje bądź napary.

Na układ trawienny zbawienne działanie mają:
Bazylia – zmniejsza napięcie mięśni gładkich przewodu pokarmowego, pobudza wydzielanie soku żołądkowego, przyspiesza pracę jelit, ma działanie wiatropędne, zapobiega wzdęciom.
Oregano – działa przeciwskurczowo, moczopędnie , łagodzi wzdęcia.
Lubczyk – pobudza wydzielanie soku żołądkowego, zmniejsza napięcie mięśni gładkich jelit , przeciwdziała wzdęciom, działa także moczopędnie
Majeranek –  ułatwia trawienie, pobudza wydzielanie żółci, przyspiesza przemianę materii.
Kminek – wzmaga wydzielanie soku żołądkowego, poprawiając przy tym trawienie, działa rozkurczowo i łagodzi wzdęcia.
Imbir – zwiększa produkcję soków trawiennych i przyspiesza przemianę materii, ułatwia wydalanie wody i tłuszczu.
Natka pietruszki – pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego.
Chili – dzięki kapsaicynie stymuluje wydzielanie śliny, soków żołądkowych i przyspiesza przemianę materii.

KISZONKI
Kiszonki bogate są w witaminy, błonnik i bakterie kwasu mlekowego, dzięki czemu usprawniają pracę jelit. Ponadto zawierają enzymy, które ułatwiają trawienie i przyspieszają metabolizm.

MLECZNE PRODUKTY FERMENTOWANE
Jogurt naturalny, kefir, maślanka – zawarte w nich bakterie probiotyczne wspomagają florę bakteryjną jelita grubego, regulują trawienie i przyspieszają usuwanie zbędnych produktów przemiany materii.

HERBATA
Gorąca herbata rozgrzewa, pobudza wydzielanie soków żołądkowych oraz wspomaga trawienie tłuszczów. Można pić zwykłą – czarną, zieloną, czerwoną bądź ziołową, np. miętową, rumiankową, imbirową bądź z kopru włoskiego.

WODA
Woda oczyszcza drogi pokarmowe. Pozwala na nawilżenie mas kałowych, a przez to łatwiejsze i regularne ich  usuwanie.

RUCH
Ruch to oczywiście podstawa. Żadne leżenie plackiem i słodkie leniuchowanie nie wpływa dobrze na pracę układu pokarmowego. I nie trzeba wcale biegać maratonów czy katować się na siłowni, co zresztą przy przejedzeniu byłoby katorgą. Wystarczy najprostsza forma ruchu jaką jest SPACER. 30 minut dziennie to nie jest dużo i w zupełności wystarczy.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Na zgagę pomagały mi trochę migdały w ilościach hurtowych. Kupowałam np. migdały w płatkach, bo szybciej się je jadło. Ulgę też przynosiło zimne mleko. Ale najskuteczniejsze było urodzenie dziecka, przeszło całkowicie

    1. Mleka nie lubię. Migdały owszem – więc chętnie spróbuję. Ale najbardziej podoba mi się opcja urodzenia dziecka! :P ;) :D

  2. chociaż się nie przejadłam to przy Hashimoto moje trwienie sfiksowalo totalnie, więc ograniczyłam mocno nabiał i gluten i pije różne herbaty na trawienie w ilościach hurtowych

    1. A jakie konkretnie herbaty pijesz??

    2. różniaste, ostatnio na zbicie cholesterolu, poprawiające trawienie, kontrolujące masę ciała, herbaty z czystka etc

    3. od nowego roku mam zamiar wypróbować post Dąbrowskiej…

  3. Banany na zgage tylko uwaga bo mogą powodować zaparcia ;-)

    1. Serio, banany na zgagę??? :) Nigdy o tym nie słyszałam :)
      Jeśli to skuteczne to może spróbuję, choć nie lubię bananów : :P

    2. Skuteczne zawsze można dodać banan do innych owoców skoro nie przepadasz albo banan w cieście

  4. Ja mam teraz potworne zgagi… dzień w dzień męczę się potwornie a to dopiero 7 miesiąc… już nie wiem co robić by przeszlo… mleko odpada bo mam nietolerancję na nabiał… herbata z cytryną też nie pomaga… Może wy znacie sprawdzone sposoby bym mogła zasnąć??? :(

    1. Herbatę miętową z dwóch torebek najlepiej,mocną.

    2. Gosia migdały to naturalny i jak dla mnie mega skuteczny sposób na zgagę, u mnie mija odrazu :)

    3. Dzięki Barbara Radziewicz muszę spróbować:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Renifery już dzwonią, święty Mikołaj pakuje sanie…


…w domach czuć zapach makowca i choinki, okna błyszczą, karp pływa w wannie. Wszystko wskazuje na to, że Święta Bożego Narodzenia tuż tuż. Dlatego pozwalam sobie złożyć Wam życzenia.

Jako katoliczka życzę Wam wszystkim, wierzącym i niewierzącym po równo, dużo błogosławieństw od Bożego Dzieciątka, niech Jego narodziny przyniosą radość Wam i Waszym rodzinom. Niech się Wami opiekuje i strzeże przed nieszczęściami, tymi dużymi i małymi. Nie raz doświadczyłam działania ręki Bożej w moim życiu. Bóg jest. Tak po prostu.

Jako kobieta, w tym trudnym dla kobiet okresie, życzę wszystkim kobietom, by czuły się ważne, kochane i szanowane. Niech kobiecość będzie naszą tarczą i bronią.

Jako matka życzę wszystkim rodzicom, by rodzicielstwo niosło ze sobą więcej blasków niż cieni. I życzę dużo zdrowia Wam i Waszym dzieciom, w zdrowiu jakoś łatwiej. A na wypadek choroby, życzę Wam dużo siły, by ją przetrwać.

Jako żona, szczęśliwa i spełniona, życzę wszystkim żonom takiego męża, jakiego ja mam. Kochającego, cierpliwego, ale z charakterem. Wszystkim mężom życzę takiej żony, jaką ma mój mąż (no dobra, to był żart ;) ).

Jako dziecko (w każdym z nas ono tkwi, prawda?) życzę Waszym dzieciom pogodnego, beztroskiego dzieciństwa. Dzieciństwa pełnego śmiechu i kochających rodziców. I śniegu na święta. Bo co to za święta bez śniegu?

Jako sąsiadka życzę Wam więcej empatii. Bo warto czasem pomyśleć o kimś, kto mieszka za ścianą. A czasem fajnie, jak za tym myśleniem pójdzie działanie. Pozytywne oczywiście. Sąsiedzka życzliwość to niestety towar deficytowy ostatnio. Życzę Wam i sobie zmian w tej dziedzinie.

Jako blogerka życzę wszystkim blogerom wiernych i zaangażowanych czytelników. I jeszcze, żeby Facebook nie wariował co chwila ze swoimi algorytmami, bo to nam bardzo utrudnia pracę. Bo blogowanie to nie jest zabawa, jak myślą niektórzy.

Jako internautka życzę Wam mniej hejtu w sieci. Życzę też mniej marketingowego bełkotu a więcej prawdziwych, wartościowych treści. I nowych algorytmów dla Google, bo niestety póki co, to sam bełkot podrzuca.

Jako człowiek życzę Wam, żebyście spotykali na swojej drodze samych dobrych ludzi. Nauczmy się na nowo dbać o relacje międzyludzkie. I starajmy się częściej patrzeć sobie w oczy.

Wesołych Świąt Moi Drodzy. Odpocznijcie

                                                                                                                                  Mirella

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Ból brzucha w święta? Zapomnij! Zespół jelita nadwrażliwego da się okiełznać


Święta to wspaniały dla podniebienia czas, w którym potrawy na suto zastawionym stole, aż proszą się o skosztowanie. Szczególnie w Wigilię, podczas której tradycja nakazuje przygotowanie 12 potraw i spróbowanie każdej z nich przez biesiadników, aby przez kolejny rok w domu panował dobrobyt.

Wiecie, ja jestem prawdziwym smakoszem. Kocham jeść, a już absolutnie uwielbiam barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, potrawy rybne. Na szczęście metabolizm jeszcze się za to nie zemścił! Tymczasem mam inny kłopot, w przeciwieństwie do super metabolizmu, nie do pozazdroszczenia.

Wiecie czym jest zespół jelita nadwrażliwego? Ja niestety wiem –  powoduje on przykre dolegliwości ze strony jelit, takie jak naprzemienne biegunki czy zaparcia, wzdęcia i naprawdę intensywny ból, a także bóle krzyża. Podczas rozmowy z lekarzem dowiedziałam się, że cierpią na to przede wszystkim kobiety i co ciekawe, to schorzenie ujawnia się najczęściej po 20 roku życia. U mnie też tak było, z tym że, na szczęście, dotknęła mnie łagodna postać nadwrażliwości.

Przywykłam do czasowych dolegliwości, bo choć ta przypadłość bywa bolesna, nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia. Najlepiej unikać tego, co szkodzi, ale umówmy się – kto lubi ograniczenia? Tym bardziej, że święta rządzą się odmiennymi prawami. Ja nie lubię sobie niczego odmawiać (pewnie nie tylko ja) i bywa, że z tego powodu cierpię. Jestem więc przygotowana za każdym razem do walki z bólem.

A jeśli już przychodzi fala bólu, to, co u mnie zawsze skutkuje, to termofor i No-spa. Mogę wam to uczciwie polecić przy zespole jelita nadwrażliwego. Nie znam lepszego sposobu, by walczyć z bólem brzucha różnego pochodzenia. No-spa szybko łagodzi bolesne skurcze, które wielu “nadwrażliwcom” utrudniają, a chwilami wręcz uniemożliwiają normalne funkcjonowanie.

Poza tym sięgajcie po naturalne probiotyki (np. kiszonki, naturalne jogurty), bo ważne jest, by flora bakteryjna jelit była w dobrym stanie. I to, co mogę jeszcze polecić, to unikanie stresu (ha ha ha!), który nasila dolegliwości. Na szczęście przy świątecznym stole stresu nie ma za wiele, więc zauważam tu działanie terapeutyczne rodzinnego biesiadowania ;).

Mam nadzieję, że wasza nadwrażliwość nie odezwie się w święta i spędzicie cudowny, relaksujący czas z najbliższymi.

Wesołych Świąt, bez bólu i zmartwień!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Oj znam doskonale co to za paskudna choroba ☹

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Oczekiwanie na trzecie dziecko – nie ma już ekscytacji, fajerwerków i szampana…


Oczekiwanie na trzecie dziecko  znacznie różni się od tego, które przeżywałam za pierwszym i drugim razem. Nie ma już takiej ekscytacji, fajerwerków i szampana (bezalkoholowego ;-) )  po każdym skończonym tygodniu, miesiącu, czy oberwanym kopniaku. Czas płynie okrutnie szybko i w zapewne zanim się obejrzę, już będzie po ptakach. Albo raczej – już będę tulić kolejnego członka rodziny. 

Pamiętam jak w pierwszej ciąży odliczałam każdy skończony tydzień ciąży, jak dużo czytałam na temat poszczególnych etapów rozwoju maleństwa, jak niecierpliwie wyczekiwałam terminów wizyt u gina, bo ciekawość – co słychać u mojej fasolki? – zżerała mnie od środka.

Pamiętam, że dużą część wolnego czasu spędzałam na buszowaniu w sieci i przeglądaniu dziecięcych ubranek, pościeli, wózków, mebelków i wszystkich innych wyprawkowych gadżetów. Okropnie trudno było mi wtedy powstrzymać się przed zakupowym szałem. Ani myślałam też czekać z tym do samego końca, w myśl przesądu – żeby nie zapeszać!

Kupione malutkie ubranka od razu prałam i prasowałam (czego na co dzień nie lubię robić, a tu robiłam ochoczo), a później miliony razy oglądałam nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu będę mogła je wykorzystać.

Tak mijały mi kolejne tygodnie, miesiące… Aż w końcu dotrwałam do półmetka i z podobną ekscytacją czekałam na finisz.

Za drugim razem też towarzyszyło mi mnóstwo emocji i sporo niecierpliwości, ale było trochę inaczej. Głównie dlatego, że nie miałam już tyle czasu wolnego i możliwości, by tak bezkarnie sobie siedzieć z nosem wciśniętym w ekran komputera. Poza tym, część wyprawki już miałam, więc nie musiałam wszystkiego kompletować od nowa.

Zdobyta wcześniej wiedza i doświadczenie pozwoliły mi również ograniczyć do minimum poszukiwanie informacji  na parentingowych portalach. A wizyty u gina, choć nadal stanowiły super okazję do podglądnięcia mojej córeczki w brzuszku, to jednak nie były już tak bardzo wyczekiwane. Po pierwsze dlatego, że mniej więcej wiedziałam już, co mnie na nich czeka i co mogę zobaczyć w obrazie USG, a po drugie mając w domu przedszkolaka, czas biegł mi zdecydowanie szybciej niż w poprzedniej ciąży, więc nawet nie miałam głowy do tego, by codziennie odhaczać kolejny (ty)dzień w kalendarzu.

Do finiszu też nie odliczałam dni, ale to raczej dlatego, że przyszedł niespodziewanie, prawie miesiąc wcześniej, więc jakby nie miałam okazji do tego nerwowego wyczekiwania ;-)

Z kolei trzecia ciąża to jest już całkiem inna bajka. Niby też się bardzo cieszę i ciekawość rychłego poznania kolejnego członka rodziny jest równie silna, ale tym razem nie mam już kompletnie czasu na to, by beztrosko sobie siedzieć pod kocykiem, w ciszy i spokoju, oddając się rozmyślaniom, planowaniu, czy odliczaniu.

Czas pędzi jak szalony, w ciągu dnia niejednokrotnie łapię się na tym, że od rana jeszcze na chwilę nie usiadłam, że zmęczenie dobija się do mnie niczym komornik do dłużnika, ale o chwili odpoczynku i drzemce mogę jedynie pomarzyć. Efekt tego jest taki, że tygodnie mijają, kartki z kalendarza spadają, brzuch rośnie, a wizyty u gina stały się tylko formalnością.

Do niczego już nie odliczam, bo nie mam do tego głowy, ani czasu. Rzadko czegoś szukam w sieci i czytam, bo wiele już wiem. Nie głaszczę obsesyjnie brzuszka, bo zazwyczaj ręce mam pochłonięte ogromem obowiązków. A ruchów maluszka zdarza mi się przez to wszystko nawet nie zauważać – no chyba, że on właśnie postanowi spróbować przebić się swoją stópką przez skórę, złamać mi żebro, albo zagrzebać nieprzyzwoicie nisko… ;-)

I generalnie rzecz biorąc, w przeciwieństwie do poprzednich dwóch razów, nie jestem zbytnio przygotowana do powitania na świecie kolejnego dzidziusia, mimo że spokojnie może to nastąpić nawet za (około) pięć tygodni!! Jak tak teraz o tym myślę, to aż się sama sobie dziwię, bo zwykle nie lubię niczego zostawiać na ostatnią chwilę.

A tu pokoik nieprzygotowany, wózek właśnie sprzedaliśmy, niby na rzecz nowego, no ale jeszcze go nie zamówiliśmy. Fotelika nie mamy (bo poszedł razem z wózkiem) więc na chwilę obecną, co uświadomił mi kilka dni temu mąż, nawet nie miałabym jak wrócić z bobasem ze szpitala do domu :-P   

Łóżeczko aktualnie zajmuje córeczka, a wypadałoby dla niej kupić nowe miejsce do spania, żeby mogła zwolnić dotychczasowe wyro dla przyszłego brata, tylko jakoś tak nam nie po drodze do sklepu meblowego. Zresztą, a propos mebli – dla maluszka mam tylko przewijak, nic więcej, więc jego rzeczy na ten moment też nie mam gdzie trzymać.

Tak prawdę powiedziawszy to mam tylko kilka ubranek, które zostały w spadku po rodzeństwie. Całą resztę muszę zorganizować. Włącznie z wyprawką dla siebie – koszuli do porodu nie mam, podkładów i podpasek też nie… No jednym zdaniem – jestem w czarnej d*pie.

Ale obiecuję sobie, że po świętach, trochę zwolnię tempo i ogarnę temat… ;-)

A na pocieszenie mogłybyście powiedzieć mi matulki, że wy też tak miałyście w kolejnych ciążach i nie jestem jedyna – nieprzygotowana ;-)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U mnie za kazdym razem te same emocje te same wariacje..kazdy ruch kazdy kopniak tak samo przezyty

  2. Nie zgadzam się z ta teoria. Znaczenie ma ile czasu minęło od ostatnich ciąż. U mnie 17 i 11. I znowu czułam to podekscytowana. Oczekiwanie nie miało końca. Zakupy mikro ubranek sprawiało radość.
    Kaźda ciąża dla mnie to ekscytujący czas.

    1. To nie jest teoria. To moje osobiste refleksje.
      Każda moja ciąża jest chciana i planowana. Każde dziecko bardzo wyczekiwane, ale jednocześnie mam coraz więcej obowiązków i coraz mniej czasu wolnego – a to siłą rzeczy, nie pozwala mi przeżywać kolejnej ciąży tak samo jak poprzednich.

    2. Ja miałam to samo. Czasem zapomniałam o tym ze jestem w ciąży – tyle obowiazkow – po narodzinach natomiast przeżyliśmy totalne zauroczenie – mam wrażenie, że poziom endorfin był podobny jak przy zakochaniu się. Cudowny, piękny czas. Świadome macierzyństwo też ma dodatkowe zalety – bardziej cieszy wszystko i mniej frustracji wywołują obowiązki i nieprzespane noce.

  3. Inaczej jest za każdym razem – nie tylko ciąże są różne, tak samo ja byłam już trochę inna. Może było mniej ochów i achów przy kolejnych ciążach, ale znowu pojawiały się inne wspaniałe rzeczy – kiedy dzieci dowiadywały się o rodzeństwie, snuły plany, czego będą bobasa uczyć… Po trzeciej ciąży (w przeciągu 4 lat urodziła nam się trójka dzieci) aż żal mi było, że to już koniec… Dlatego czwartą ciążą cieszyłam się tak, jak gdyby była pierwszą (oczywiście na ile tylko się dało). :D

    1. Racja – my kobiety też się zmieniamy. Z każdą kolejną ciążą dojrzewamy, a przez to inaczej przeżywamy – i nie chodzi o to, że gorzej, po prostu inaczej.
      P.s. Troje dzieci w 4 lata – wow! :) Jesteś cudowna :) :*

    2. tak jakoś wyszło ;) trzecie było w planie kiedyś później, jednak pojawienie się dwóch kresek było cudowną niespodzianką :D a czwarta dziecinka super uzupełniła naszą rodzinkę :D

    3. córcie trzy, synek jeden – razem drużyna nie do pokonania :)

  4. dla mnie było mega wyczekiwanie gdyż po 10 latach od ostatniej ciąży :) czułam się super zajarana tym faktem :)

    1. Noo po 10 latach to co innego :) U mnie przerwa jest znasznie krótsza ;)

  5. W czerwcu urodziłam trzeciego syna. Najstarszy ma 15 lat, średni 9 lat. To było coś po tylu latach. Ciąża całkiem spoko, nawet chyba najlepiej ze wszystkich. Mój mały Wojtek eh… Co tu dużo pisać.

    1. Różnica wieku dosyć duża – to w jakimś stopniu ma wpływ na przeżywanie. U mnie różnica wieku będzie zdecydowanie mniejsza :)

  6. Nieprawda czeka się za każdym razem w stanie euforii i radosci

    1. Po pierwsze – to są moje OSOBISTE refleksje, dlatego nie rozumiem skąd wniosek, że napisałam nieprawdę?
      Po drugie – nie napisałam, że trzecia ciąża mnie nie cieszy, wręcz przeciwnie! Chodzi jedynie o to, że mając już 2 małych dzieci mam tyle obowiązków i pracy przy nich, że najzwyczajniej w świecie brakuje mi czasu na to by każdego dnia rozmyślać o ciąży i przeżywać ją w taki sam sposób jak poprzednimi razy.

    1. Skąd wniosek, że moje OSOBISTE przemyślenia są kłamstwem??
      To nie jest teza postawiona wobec wszystkich kobiet, to są moje refleksje…

  7. Kazda kolejna ciaza jest na innym etapie naszego zycia i to tez wplywa na to jak odczuwamy ciaze

  8. A ja sie ciesze, jak przy kazdej ciazy, czekam na kazda wizyte u lekarza z motylkami w brzuchu, ale… brak czasu na odpoczynek odbija sie na mnie tak, ze czasem zapominam, ze jestem w ciazy
    Najstarsza ma 3 lata, mlodsza poltora roku, a jestem w 13tc.

    1. No właśnie – ja też czasem zapominam, że w ciąży jestem, choć bliżej mi do finału niż początku :P

    2. Hihi. No to ja jeszcze mam prawo😂

  9. To chyba pisał ten artykuł ktoś kto dzieci niema

  10. Ekscytacja ta sama, tylko obaw ciut mniej ;)

  11. Ekscytacja, odliczanie, rozmowy z synkiem, głaskanie… Z czwartym, piątym i szóstym dzieckiem podobnie

  12. Trzecie dziecko było trochę zaskoczeniem (miało być, ale trochę pozniej;)) ciąża trochę inna od pozostałych bo nie było szans na odpoczynek itp kiedy wokół biega roczny maluch. Ale dzidziuś bardzo wyczekiwany a uparciuch urodził się po terminie

  13. Tak samo oczekiwane i tak samo udane

  14. Przy pierwszej ciąży miałam tak samo . Oczekiwanie odliczanie itd. Za drugim razem już nieco mniej czasu wiadomo. Za trzecim razem to już wgl czasu brak. Wszystko na ostatnią chwilę było przygotowane. Trzeba było ubranka kompletować,bo maleństwo okazało się chłopakiem a w domu już 2 dziewczyny ;) były.kazda ciąża inna,poród inny. Za każdym razem gorszy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku