Emocje 8 stycznia 2013

Sprzeczka „telefoniczna”

Jakiś czas temu wybiegłam w przód myślami o przyszłości mojej córki. Konkretnie o tym, jak potoczy się nasze życie. Na dłużej zatrzymałam się przy telefonach komórkowych. Jaki to ma związek?

Niedawno usłyszałam o 14 miesięcznym dziecku, które bez najmniejszych problemów korzysta ze smartfona rodziców. Ten przypadek nie jest odosobniony. Przyznam, że bardzo mnie to zaskoczyło, chociaż określenie „wstrząsnęło” jest bardziej adekwatne. Jeśli mnie ktoś zapyta – kiedy planuję zakup telefonu komórkowego czy innego gadżetu (sprzętu) służącego komunikacji z dzieckiem dla swojej córki, ze stanowczością odpowiem, że nie wcześniej niż za 10 lat i mam nadzieję, że mi się to uda.

Wiem, że wielu rodziców mogłoby to uznać za pobożne życzenia, ale ja właśnie życzę sobie i mojej rodzinie, by moje dziecko długo nie potrzebowało telefonu komórkowego. Myślę, że jego zakup to bardziej wygoda niż potrzeba. Kilkulatek nie powinien przebywać bez opieki dorosłych, więc zawsze wiemy gdzie jest. Jeśli jest z kimś innym niż my, to nie tyle co możemy, a powinniśmy kontaktować się waśnie z tą osobą, nie z dzieckiem. W szkole jest sekretariat lub wychowawca, który odpowiada za nasze dziecko  do którego w każdej chwili możemy wykonać telefon z prośbą o informację. Nie wyobrażam sobie również wołania dziecka na obiad SMSem czy sprawdzania w ten sposób, gdzie ono właśnie jest i co robi.

Myślę, że wszytko zależy od ustalonych zasad i wywiązywania się z wcześniej ustalonych umów. Poza tym strasznie nie podoba mi się widok okupujących ławki dzieci z telefonami w rękach. Pamiętam jak wymieniałam się z koleżankami kolorowymi kartkami z segregatora, dziś dzieci wymieniają się plikami Mp3 i tapetami na pulpit.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy musi się z tym zgadzać i pewnie tak jest, ale ja znajduję jeszcze jeden argument – niebezpieczeństwo. Nie chciałabym, żeby z powodu bardziej lub mniej nowoczesnego telefonu mojemu dziecku stała się jakaś krzywda. Chyba nie muszę przytaczać przykładów o tym, jak o przysłowiowe „5zł” tragicznie kończyła się niejedna historia. Chuliganem może okazać się starszy kolega lub zupełnie obcy rabuś. Chyba nie warto sprawdzać tej tezy. Poza tym na wszystko przyjdzie czas…

Oczywiście to, że jestem przeciwna posiadaniu telefonu komórkowego przez dziecko nie oznacza, że nie będę uczyła swoich dzieci jak z niego skorzystać by wezwać pomoc. Uważam to za swój obowiązek i zachęcam wszystkich do tego, by nauczyć dzieci wykręcania numerów alarmowych lub najzwyczajniej do mamy, taty czy babci.

Ciekawa jestem czy idziecie z duchem czasu pod rękę ze swoimi dziećmi, czy bardziej skłaniacie się ku temu co napisałam? Według Was jest to modny gadżet, czy jest to przydatny sprzęt, który może okazać się niezbędny np przy potrzebie namierzenia dziecka gdy zaginie?

źródło zdjęcia: flickr.com

14
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Katalog stron internetowych żłobków warszawskichRenata WojtysiakGosia PorębskaAnia BaciochaMoc-Cynamonu.blogspot.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna Pawlińska
Gość
Joanna Pawlińska

Absolutnie się z Tobą zgadzam. Moje dziecko dostało telefon po zerówce jak pojechało na obóz, tylko dlatego że uznałam, że łatwiej jej będzie zadzwonić do mnie niż biegać do wychowawcy i prosić o zadzwonienie do mamy. To też dało dziecku jakąś formę niezależności. Szybko okazało się, że to ja bardziej potrzebowałam kontrolować dziecko niż ona do mnie dzwonić. Po 3 dniach ciszy wymusiłam jeden telefon dziennie, żebym wiedziała, że jest ok. Rozmowy wyglądały tak: cześć córcia… cześć mamuś, żyję, pa! nie mam czasu, a następnie sygnał oznaczający, że rozmowa została rozłączona. Potem nosiła telefon do szkoły bo po lekcjach sama… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość

Piękny i mądry komentarz. Ja również zgadzam się z Joanną. Na szczęście mam jeszcze dużo czasu do tej decyzji ;)i z pewnością używanie telefonu będzie związane z przestrzeganiem pewnych reguł.

Joanna Pawlińska
Gość
Joanna Pawlińska

Znacznie mniej niż myślisz :) czas leci zdecydowanie za szybko a nadążanie za dzieckiem jest niemożliwe. Ważne, żeby mieć świadomość tego jak daleko zostajemy z tyłu i słuchać dziecka.

Magda Kupis
Gość

Moja córka za te 10 lat będzie w wieku w którym Pani córka dostała telefon. Myślę, że jest to odpowiedni czas, oczywiście zakładając dojrzałość dziecka o którym Pani wspomniała. Jednak wiem, że życie układa własny scenariusz i czasem wymusza na nas pewne decyzje. Bycie nastolatkiem rządzi się innymi prawami niż bycie kilkuletnim dzieckiem i czym innym jest danie dziecku telefonu kiedy musi samodzielnie przemierzyć drogę do domu, a czym innym pozwalanie na zabawę nim na placu zabaw, zamiast czerpać ze wspólnej zabawy z rówieśnikami. Każdy musi znaleźć swoje własne najlepsze rozwiązanie :) Mam nadzieję, że spotkam na swojej drodze rodziców,… Czytaj więcej »

Joanna Pawlińska
Gość
Joanna Pawlińska

Moja córka pierwszy telefon dostała jako sześciolatka. Wtedy ten telefon był bardziej dla mnie niż dla córki. Miała dawać mi sygnał, że na obozie nic się złego nie dzieje a potem że przeszła bezpiecznie do innego budynku. To był mój komfort i nauka odpowiedzialności dla dziecka. Jeśli zapomniała mnie poinformować to później tłumaczyłam, że się denerwowałam czekając. Dodzwonienie się do dziecka graniczyło z cudem, bo telefon zamykała w szafce z rzeczami. Pierwszy raz kiedy zaczęła coś wspominać, że chciałaby taki lepszy mniej więcej jako 11 latka. Było dużo rozmów n/t tego do czego jej potrzebny gadżet i do czego powinien… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
Gość

Nasza córeczka (3 latka i 3 miasiące) uwielbia bawić się komórką – ma jedną swoją – starą, nieużywaną, bez baterii. Potrzebna jest jej do tego, by udawać rozmowy dorosłych, nie ma na razie pojęcia, jak należy się z tym naprawdę obchodzić, ale wie, że trzeba szanować. Gdy przypadkiem dorwie się do naszych „dorosłych” telefonów (klasyczne do dzwonienia, żadne gadżety), to nie psoci, są zablokowane i tyle. A jak będzie kiedyś, za kilka lat, to się okaże. Mam nadzieję że jeszcze długo będzia na tyle pod naszym okiem, że nie będzie potrzebny. Ale jeżeli ma być inaczej, to najpierw będzie rozmowa,… Czytaj więcej »

Gosia Porębska
Gość

mam 2 synów wieku 3,5 i 8 lat i córeczkę 15 mcy i moim zdaniem cała trójka, a nawet syn 8letni ma czas na posiadanie telofonu komórkowego, miał przez jakiś czas bo dostał od mojej siostry i niestety pokazał ze nie jest jeszcze gotowy na posiadanie takiego gadżetu

Ania Baciocha
Gość

Moja prawie 4 latka telefon uzywa moj . Uklada na nim puzle albi gra w engry birds gdy siedzimy u lekarza. Ale np posiada swob tablet w domu. Jest on tylko jej ma na nim swoje ulubione bajli do sluchania i ogladania. Choc z tego co zauwazylam tylko to na nim robi . W domu woli ukladac puzzle normalnie.

Moc-Cynamonu.blogspot.com
Gość

mój opanował proste gry na tablecie. Pozwalam mu około pół godzinki dziennie. Za 3 miesiące skończy 3 latka :)

Renata Wojtysiak
Gość

Moja Corka (3,5 r) bawi się czasem telefonem moim lub taty, ale warunek taki, że siedzi na łóżku, żeby nie upadł. Ogląda zdjęcia lub gra. Czasem bajkę obejrzy np w kolejce w przychodni czy w podróży. Nie widzę w tym nic złego osobiście dopóki elektronika nie zastępuje rodziców i nie jest używana przez dziecko godzinami. Swojego rzecz jasna nie posiada i jeszcze długo nie będzie mieć.

Katalog stron internetowych żłobków warszawskich
Gość

Mama pozwala….. osobiście jestem przeciwnikiem. Kolejna kropelka do przebodźcowania.

Ciąża 4 stycznia 2013

Ciężarówką przez Irlandię cz.4 – Rozładunek, czyli wyskakuj maluszku :)

Spanie z półtorarocznym maluchem nie należy do łatwych, zwłaszcza jeśli jest to bardzo ruchliwe dziecko, a jest się w ciąży… Przywykłam więc już do tego, że zasłaniam rękami brzuch podczas snu albo śpię odwrócona plecami do synka a on serwuje mi intensywny „masaż” pleców swoimi stopami. Końcówka ciąży nie należała więc do łatwych, bo poza owym „masażem”, odczuwałam też typowe dolegliwości jak skurcze, kłucia i pobolewania, występujące z mniejszą lub większą częstotliwością oraz „wygibasy obcego”, który zamieszkał w moim brzuchu.

Niestety mój mały „obcy” nie planował szybko wyprowadzić się z brzuszka, bo mimo że termin upłynął nic specjalnego się nie działo. Przynajmniej tak mi się wydawało. Poniedziałkowa wizyta w szpitalu pokazała, że się myliłam. Miałam rozwarcie a po masażu szyjki pojawiły się mniej lub bardziej regularne skurcze. Pojawiały się całą noc i następnego dnia. Około godziny 14:00 były już regularnie co 5 min. Były jednak dość słabe, więc nie przejmowałam się zbytnio. Wieczorem wzięłam gorącą kąpiel i położyłam się spać.

Około 23:00 obudził mnie ból pleców. Odwróciłam się więc, żeby przesunąć nieco nogi Adiego. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam jedynie męża śpiącego obok. Po kilku minutach ból wrócił i był bardzo intensywny. Poszłam do łazienki, bo mój organizm postanowił się „oczyścić”. Po kilku minutach ból znowu się pojawił. Wiedziałam już, że czas się zebrać z łóżka. Ubrałam się i zeszłam do salonu. Usiadłam przed TV, włączyłam jakiś program muzyczny i czekałam. Początkowo skurcze pojawiały się co 7 min, niedługo potem  już co 4 min. Kiedy o 3:00 zaczęły pojawiać się co 3 min. Zadzwoniłam po taksówkę, poszłam powiedzieć mężowi, że już czas i pojechałam do szpitala zostawiając moich mężczyzn (męża z synem) w domu.

Po przyjeździe do szpitala trafiłam do Emergency Room czyli Izby przyjęć. Zaprowadzono mnie na salę. Po chwili przyszła położna, poprosiła o rozebranie się od pasa w dół i przykrycie jednorazowym ręcznikiem, który leżał na łóżku. Sprawdziła rozwarcie – były 3cm. Podłączyła mnie pod aparat do KTG i pomogła założyć spodnie i buty, żebym mogła sobie chodzić jeśli tak będzie mi wygodniej. Skurcze były dość silne. Dochodziły do 160-170 wg wskazań aparatu. Otrzymałam informację, że w ciągu pół godziny zwolni się sala na porodówce i przyjdzie po mnie położna. Tuż po 4 rano pojawiła się położna i zaprowadziła mnie na salę porodową. Następnie pomogła się przebrać. Zbadała mnie – rozwarcie było już na 5 cm, a z maleństwem nadal wszystko dobrze.

Skurcze pojawiały się już co 2 minuty. Były dość mocne, a ból promieniował i odczuwałam go na całych plecach i w dół aż do kolan, ciężko było mi chodzić więc często przysiadałam na brzegu łóżka, żeby było mi lżej. Koło godziny piątej położna zaproponowała mi gorącą kąpiel. Zgodziłam się chętnie. Spędziłam w wannie jakieś pół godziny. Zaczęłam czuć lekkie parcie podczas skurczów, dlatego poprosiłam o sprawdzenie rozwarcia. Było 8 cm więc położna zaproponowała, że przebije mi pęcherz płodowy aby nieco przyspieszyć akcję przez odejście wód. Miała rację, bo już po 10 minutach było pełne rozwarcie.

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Najpierw 4 skurcze, w czasie których położna kontrolowała kiedy mam przeć a kiedy oddychać spokojniej, pomagając mojemu kroczu dopasować się do rozmiarów maleństwa i już po chwili maleńka Nikola pojawiła się na moim brzuchu. Patrzyła na mnie swoimi maleńkimi czarnymi oczkami, a ja płakałam ze szczęścia. Wpatrywałam się w nią i przypominałam sobie jak 1,5 roku wcześniej tak samo witałam po drugiej stronie brzuszka Adiego. Jednak wtedy był ze mną mąż i było to w Polskim szpitalu. No właśnie – mąż. Poprosiłam o podanie telefonu i szybko zadzwoniłam do niego, żeby powiedzieć, że o 6:08 został ponownie Tatusiem, a Adi otrzymał rolę Starszego Brata :)

Położna zbadała małą i zważyła. To było Nasze 3140g szczęścia :)
Chwilę później urodziłam łożysko. Położna pomogła mi przenieść się na chwilę na fotel a sama zmieniła mi pościel na łóżku. Położyłam się ponownie, po chwili zjawił się lekarz i zszył mnie bo lekko popękałam, choć jak twierdziła położna to tylko ze względów kosmetycznych, bo otarcia były niewielkie.

W międzyczasie córeczka zasnęła i leżała sobie spokojnie na ogrzewanym łóżku. Położna zaproponowała mi abym wykorzystała okazję i wzięła prysznic, żeby się nieco odświeżyć a ona zostanie z małą. W towarzystwie pielęgniarki poszłam do łazienki. Mimo trudów porodu wystarczyło trochę gorącej wody abym poczuła się jak nowonarodzona. Wróciłam na salę porodową gdzie czekało już na mnie śniadanie w postaci tostów z dodatkami i gorącej herbaty oraz świeżo zaścielone łóżko. Taki posiłek dostaje każda rodząca aby wzmocnić się trochę po trudach porodu. Zaczęłam jeść kiedy obudziła się Niki. Podałam jej jedną pierś. Po kilku minutach maleńka wypuściła ją z buzi i usnęła. Byłam zdziwiona, bo nadal pamiętałam swoje problemy przy karmieniu Adiego. Ucieszyłam się, że tym razem jest łatwiej.Kiedy zjadłam śniadanie położna zawiozła mnie z córeczką na salę poporodową. Przekazała położnym oddziałowym wszelkie informacje dotyczące porodu. Zostałam ponownie zbadana, sprawdzono moje ciśnienie i temperaturę. Położna obejrzała też maleńką. Za chwilę zjawiła się taca ze śniadaniem, bo na oddziale akurat je podawali. Zjadłam, bo nadal byłam nieco głodna. Położyłam się z małą do łóżka i usnęłyśmy. Po ponad 2 godzinach obudziłam się. Niki nadal spała, za to ja patrzyłam zdziwiona na nią, zastanawiając się czemu nie obudziła się jeszcze na jedzenie. Po kilku minutach obudziłam ją i nakarmiłam. Znowu spokojnie usnęła a ja poczułam niesamowity spokój. Wiedziałam już, że moje pozytywne nastawienie i świadomość, że poradzę sobie w razie jakichkolwiek problemów z karmieniem zaprocentowało i problemów nie mam.
Niedługo potem przyjechał mąż z Adim, żeby przywitać Nikusię. Adi wpatrywał się w maleńką siostrzyczkę i uśmiechał, a my z mężem obserwowaliśmy ich. To było takie niesamowite. W jednej chwili Nasza rodzina powiększyła się i było Nas już czworo.
Dzięki temu, że obie z Nikusią  czułyśmy się świetnie a karmienie przebiegało bezproblemowo już następnego dnia wróciłyśmy do domu gdzie powitali Nas nasi kochani mężczyźni. Już nie byli tylko moi. Teraz muszę się nimi dzielić z córeczką ;)

Cały poród i pobyt w szpitalu był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Biorąc pod uwagę, że rodziłam w jednym z najstarszych szpitali położniczych w Europie, poziom opieki, wygląd szpitala i jego wyposażenie budziło mój podziw. Wszyscy, którzy się mną opiekowali byli niezwykle mili i uprzejmi. Zachowywali się przy tym bardzo profesjonalnie i chętnie pomagali w razie potrzeby.
Mimo, że poród w Polsce wspominam bardzo miło, to jednak trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że w wielu aspektach jest nam jeszcze daleko do Europy.

Leżałam na sali czteroosobowej, jednak każde łóżko było od pozostałych oddzielone zasłonką, wiec gdy pojawiała się położna czy lekarz aby zbadać pacjentkę i jej maleństwo mogły liczyć na to, że nikt nie będzie przeszkadzał. Przed każdym badaniem byłam informowana co to będzie za badanie i pytano mnie czy wyrażam zgodę. Nigdy nie zrobiono nic bez mojej wyraźnej zgody począwszy od przyjęcia mnie w Emergency Room, aż do wyjścia ze szpitala. Kiedy byłam badana w trakcie porodu położna czekała aż skończy się skurcz a ja będę gotowa na badanie. Mile zaskoczył mnie fakt, że żadne badanie nie było dla mnie bolesne. Kiedy rodziłam Adiego każde badanie było dla mnie koszmarem, zwijałam się i krzyczałam z bólu. Tym razem nie było ani jednej takiej sytuacji.
Mimo, że szpital w Dublinie przyjmuje 30 porodów na dobę, położna była tylko do mojej dyspozycji przez cały czas trwania porodu, a pod koniec dołączył do niej za moją zgodą student. Cały czas czułam, że to Ja jestem najważniejsza i położna jest dla mnie, a nie Ja dla niej. W Polsce położna biegała miedzy kilkoma salami i zjawiała się od czasu do czasu tylko po to, żeby zbadać tętno dziecka lub sprawdzić rozwarcie.

Podsumowując całość muszę stwierdzić, że opieka nad rodzącą i jej maleństwem w Polsce wymaga jeszcze ogromnych zmian. Mimo, że wiele już się zmieniło, biorąc pod uwagę obowiązujące standardy dotyczące opieki, to jednak ich stosowanie to już zupełnie inna bajka.

Zaglądnij do pozostałych części:

Ciężarówką przez Irlandię cz. 1
Ciężarówką przez Irlandię cz. 2
Ciężarówką przez Irlandię cz. 3

 

źródło zdjęcia: flickr.com

20
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika Stradza
Gość

aż mi się zachciało rodzić za granicą.Ja mimo,że wspominam swój poród naprawdę całkiem nieźle, to nie była bym w stanie opisać go z takim spokojem.Widać,że zapewniono Ci najwyższy możliwy komfort.Po cichu zazdroszczę i się zgadzam,że w PL daleko nam do Europejskich standardów :(

milena
Gość
milena

Rok po ślubie razem z mężem podjęliśmy decyzje o powiększeniu naszej rodzinki. Gdy na teście ujrzeliśmy dwie kreski, chcieliśmy za jakiś czas zrobić rodzinie niespodziankę,zaprosić na kolację i podarować rodzicom małe buciki. Niestety nie udało się. Zachorowałam, w nocy dostałam wysokiej gorączki, dreszcze, ból nerek. Nocowaliśmy wtedy u teściów, dlatego teściowa troszcząc się o mnie naszykowała lekarstwa. Z mężem popatrzyliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy. A teściowa od razu zapytała:w ciąży jesteś?No i musieliśmy powiedzieć.Nici z planu. Stan mój się pogarszał więc zadzwoniliśmy do mojej mamy. Rozmowa o 1 w nocy wyglądała tak: Mama odbiera telefon: co się stało? Ja –… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Jestem wstrząśnięta Twoją opowieścią, to straszne i niesprawiedliwe, że w cywilizowanym kraju dzieją się takie rzeczy, że można tak traktować kobietę, w ogóle jakiegokolwiek pacjenta, to jest nie do pomyślenia. Strasznie współczuję a jednocześnie gratuluję wytrwałości i woli walki, jesteś bardzo dzielną kobietą fantastyczną Mamą

Małgorzata Golonka
Gość
Małgorzata Golonka

Normalnie mnie ciarki przeszły jak czytałam Twoją opowieść. Cieszę się, że ja urodziłam w szpitalu, gdzie zarówno personel medyczny jak i wyposażenie było na wysokim poziome, choć to szpital państwowy. Szkoda tylko, że tyle się wycierpiałaś przez błędne diagnozy lekarzy. A tego lekarza, który chciał Ci usunąć ciążę powinno się pozbawić praw do wykonywania zawodu! Ja miałam cukrzycę ciążową i niedoczynność tarczycy. Urodziłam w 35 tygodniu ciąży, jadąc jedynie na egzaminy na studiach do miasta położonego o 130 km od domu. Synek jednak chciał już nami być i zamiast na egzaminy pojechałam do szpitala. Jak zobaczyłam Synka, łzy same płynęły.… Czytaj więcej »

Anna Kozubek-Bortniczuk
Gość

oj tak z tym ostatnim zdaniem to zgadzam się w 100%…w Polsce jeszcze trzeba dużo, dużo zmian, aby było jak należy…ja m.in po tym co zobaczyłam na naszej porodówce, w trakcie praktyk, za żadne skarby nie chciałam się tam znaleźć…dlatego jak okazało się, że jestem w ciąży postarałam się spełnić swoje marzenie, potrzebę i spróbować porodu domowego…udało się! córeczka przyszła na świat w domu z wagą 3570g 5 lat temu, a w lipcu ubiegłego roku dołączył do nas synek, również w naszym domu z wagą 3930g :) oba porody szybkie, we wspaniałej atmosferze, bez obrażeń…dla mnie najcudopwniejsze doświadczenia w życiu…….każdej… Czytaj więcej »

Marcin Banach
Gość

Ja sam zaczynam sie bac jak to bedzie z porodem mojej kobiety,a co dopiero co bedzie po porodzie juz mnie straszy ze nie pujdzie do szpitala drugi raz rodzic ze woli w domu w wannie :D Moja kobieta ma córke a teraz to bedziemy miec synka prawdopodobnie ale szczerze nie mam zadnego doswiadczenia w rodzicielstwie troche sie boje jak to jest miec dziecko od poczatku ,jak nosic ,przebierac ,kapac ale na szczęscie moja kobieta ma doświadczenie powiedziała ze da sobie rade tak jak dawała zawsze

Sylwia Kotewicz
Gość

55 godzin od skurczy do porodu ;), w szpitalu bylam 2 dni, bo chcialam karmic piersia i polozne walczyly o to, a tak moglam wyjsc szybciej bo rodzialam w angli

Veronika Kate
Gość

Od przyjazdu do szpitala do porodu 80 minut z pierwszą córką, wyszłam na drugi dzień, z drugą nagła, nieplanowana cesarka, około tygodnia w szpitalu bo sporo krwi straciłam, okropne przeżycie.

Olga Kloda
Gość

32 godz zakonczone cc. Lezalam 8 dni bo dziecko mialo infekcje przez dlugi porod. Rodzilam niestety w polsce

Katarzyna Kujańska
Gość

od momentu gdy zaczęły odchodzić mi wody do końca porodu 3h25min, a ze szpitala wyszłam po 2 dobie

Katarzyna Kuta
Gość

U nas było cesarskie cięcie wyszliśmy w czwartej dobie: -)))

Kamila Maria Meżykowska
Gość

1- poród trwał 3 i pół godziny, w szpitalu byłam z córką 3 doby, córa urodziła sie w 35 tygodniu, 2- poród trwał 3 godziny i 20 minut, w szpitalu byłam 3 doby, syn urodził sie w 40 tygodniu, 3- poród trwał 3 godziny, w szpitalu byłam z córką 2 doby, córka urodziła się w 40 tygodniu, 4- poród twał 2 godziny i 15 minut, w szpitalu byłam 2 doby, cynek urodził się w 40 tygodniu.

Rhona Szalona
Gość

sie pogubiłam :D

Kamila Maria Meżykowska
Gość

teraz lepiej ;-)

Regina Adamiec Babula
Gość

Poród trwał 19 godzin. Wyszlismy ze szpitala po 2 dobach.

Ewa Gołębiewska
Gość

Starszą córkę rodziłam 13 godzin, do domu poszłam pod koniec pierwszej doby życia małej, młodszą rodziłam 6 godzin i wychodziłyśmy do domu w trzeciej dobie.

Kamila Sophie Parypa
Gość

W dniu porodu okazało sie, ze corka przyjdzie na Swiat przez CC, a po 48h wyszlysmy z corka do domu gdzie czekała najbliższa rodzina. Po niecałych 40godzinach stałej opieki oraz aparatury, otrzymaliśmy do dyspozycji swój pokoj z łazienka. Co posiłek dostawałam kartkę z menu do wyboru, byłam w szoku, na liscie było około 20pozycji na cały dzien, trzeba było wybrac sobie śniadanie+napój, pozniej obiad nawet z dwoch dań i do tego napój oraz deser do wyboru gdzie mozna było wybrac nawet lody, no i kolacja+napój. Dodatkowo Wodę polozna wymieniała co godzine czy dwie, miałam duzy dzbanek, z tym ze tutaj… Czytaj więcej »

Kinga Ubysz
Gość

1 córa poród 4 h w Anglii po 3 godzinach byłam w domu drugi poród w Polsce też około 4 h i 3 doby w szpitalu zdecydowanie lepszy poród w angli i szybkie wyjście

Anna Grunt
Gość

2,5 godziny i 5 dni w szpitalu :)

Basia P-k
Gość

12h i 10 dni pobyt

Zabawa 1 stycznia 2013

Dzikus

Niedawno byliśmy na parapetówce u znajomych, którzy nie mają jeszcze dzieci. Synek od małego nie lubi obcych miejsc, zwłaszcza takich gdzie nie ma innych dzieci i początkowo zawsze jest bardzo ostrożny. Tym razem było podobnie choć z powodu gorszego nastroju skończyło się płaczem i chęcią wyjścia. Po kilku minutach udało się go jednak uspokoić i zajął się zabawkami, które przynieśliśmy. Potem pojawili się goście ze swoimi dziećmi i Adi rozkręcił się, choć nadal co chwilę przybiegał do męża, żeby pobawił się z nimi.

Mąż spędził więc wieczór częściowo z dorosłymi a częściowo bawiąc się z dziećmi. Synek był bardzo zadowolony, często się do niego przytulał i obdarzał go buziakami.

Usłyszeliśmy wtedy od jednego z gości, że wychowaliśmy dziecko na dzikusa. Nie skomentowałam tego, bo uznałam to za zbędne, w sytuacji kiedy większość gości była już na lekkim rauszu, choć swoje sobie pomyślałam.

Po powrocie do domu wróciliśmy z mężem do owej kąśliwej uwagi, bo mąż podobnie jak ja pozostawił ją bez komentarza.

Oboje mamy na ten temat takie samo zdanie. Staramy się nasze dzieci uczyć okazywania swoich uczuć, często je przytulamy, spędzamy z nimi dużo czasu na zabawie aby czuły, że są dla nas ważne i w każdej chwili mogą na nas liczyć. Chcemy, żeby wiedziały i czuły, że są kochane. Ze względu na Dzieci wyjechaliśmy do Dublina, bo tu możemy sobie pozwolić na to, żebym sama zajmowała się dziećmi i nie musiała zostawiać ich pod opieką innych, a co za tym idzie wychowywała je po swojemu bez ingerencji babć, dziadków czy opiekunek.

To jest nasz świadomy wybór i uważamy to za najlepsze dla naszych maluchów.
To jakie będą w przyszłości zależy tylko od nas i jeśli popełnimy błędy to będziemy mogli mieć pretensje sami do siebie, dumą również nie będziemy się z nikim dzielić.

Dla nas przytulanie jest czymś oczywistym, spędzanie czasu z dzieckiem – nawet jeśli właśnie przy stole dorośli prowadzą ciekawą dyskusję – również. Tak samo jak wyjście z imprezy kiedy dzieci są już zmęczone po to, żeby spokojnie położyć je spać w domu. Okazuje się jednak, że dla niektórych to dziwne i obce.

Dla mnie decyzja o dziecku to nie tylko przyjemności ale też obowiązki, bierzemy na siebie i plusy i minusy jakie to ze sobą niesie. Przecież to nie jest salon samochodowy, w którym mówię, że biorę klimatyzację, bo będzie mi potrzebna ale już alufelg nie bo za dużo kosztują. To jak z małżeństwem – na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie…
Jak napisał Antoine de Saint-Exupéry „Już zawsze będziesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.”

Czy uważacie, że to dziwne? Czy dziecko, które nie lubi obcych to błąd rodziców? Jestem ciekawa Waszych opinii.

Źródło zdjęcia: Flickr

18
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
adam
Gość
adam

Zdjęcia dodawane na blogu (np. przy temacie in vitro oraz powyższym) są niezwykle stereotypowe i krzywdzące.

Ewka
Gość
Ewka

Każdy widzi co chce… nie mogę się zgodzić – Pan widzi kolor skóry w pierwszej kolejności, a ja widzę zadziorne dziecko, które chichra się, zapewne z jakiegoś psikusa.
A z in vitro przyznam, że nie rozumiem uwagi?

Hanna Szczygieł
Gość

też nie rozumiem :) widać taka karma :P

Paulina Garbień
Gość

czy mogę prosić o rozwinięcie tej tezy?

magda
Gość
magda

Dla mnie komentarz znajomych jest dziwny… Nie wiem czy to bezdzietni tak spomentowali (jeszcze moglabym zrozumiec) czy inni rodzice (to byloby zastanawiajace) ale przeciez to prawidlowe zachowanie dziecka i jego rodziciow. Nowe miejsce, nowa sytuacja, nowi ludzie- dorosly tez czulby sie niekomfortowo w takiej sytuacji. Poza tym na usposobienie dziecka chyba nie mamy wielkiego wplywu, a juz u tak malego tymbardziej. Mozna budowac jego pewnosc siebie, ale to trwa. My gdy jestesmy u znajomych kilkakrotnie wstajemy od stolu by sprawdzic czy nasze dzieco czuje sie komfortowo, mimo ze nalezy raczej do towarzyskich.

Hanna Szczygieł
Gość

Abstrahując już od „dziczenia” – nie wyobrażam sobie w ogóle zostawienia bez „nadzoru” mojej dwulatki. Nie sądzę żebym była nadopiekuńcza, nigdy nie wiadomo co strzeli malcowi do głowy – tym bardziej ubawił nie ten oskarowy komentarz o dzikusie :) uwielbiam takie „teksty”. A najlepsze jest to, że życie weryfikuje wiele poglądów czy wyobrażeń. Ciekawa jestem jak zmienią się „znajomi” gdy sami zostaną rodzicami ;)

Paulina Garbień
Gość

Oni już są rodzicami, a wypowiedział to „wszechwiedzacy” tatuś …

milena
Gość
milena

ja też okazuje swoim dzieciom swoją miłość przez uściski, pocałunki słowa na każdym kroku nie wstydzę się tego. Dziecko musi czuć się bezpieczne. Normalne jest to ze człowiek (dorosły czy dziecko)w nowych sytuacjach czuje się niepewnie nieswojo. Jeśli będziemy pomagać dzieciom radzić sobie w takich sytuacjach, dawać im poczucie bezpieczeństwa nabiorą dystansu zaufania do innych i będą bardziej otwarci jest to proces, który u jednych trwa krócej u innych dłużej.To znajomi pokazali kto to jest dzikus.

Joanna Pawlińska
Gość
Joanna Pawlińska

Nie widzę nic dzikiego w tym, że dziecko chce kontaktu z rodzicami. Zwłaszcza kiedy rodzice starają się mu pokazywać że jak będą potrzebni to są. Zrozumiałabym komentarz gdyby dziecko siedziało całą imprezę na kolanach mamy i wybuchało płaczem jak ktoś tylko na nie spojrzy. Taka sytuacja to faktycznie porażka rodziców. Dziecko z wiekiem potrzebuje coraz mniej nadzoru i ciągłego posiadania rodzica w zasięgu wzroku. Paradoksalnie im więcej tego kontaktu dostanie za malucha tym bardziej samodzielne będzie w przyszłości. Mi wszyscy mówili, że jak będę nosić na rękach to przyzwyczaję. Do ukończenia 8 miesięcy nosiłam prawie non stop, potem dziecko się… Czytaj więcej »

ewa
Gość
ewa

Ja bolesnie zderzyłam się z rzeczywistością kiedy wróciłam do pracy. Okazało się, że normą jest bycie matką która jest zmęczona swoim dzieckim, która tylko czeka okazji żeby gdzieś się wyrwać (bez tego męczącego balastu czyli dziecka)zarówno po 8 czy 9 godzinach w pracy jak i w weekend. Ja zostałam szybko wpisana w przedział matki dziwaczki bo kto to widział mówić, że się tęskni w pracy za dzieckiem, chcieć z nim być w chorobie itd. Odchorowałam słowa koleżanki, że jestem złą matką, nadopiekuńczą która wychowa rozwydrzonego bachora może mogłam wtedy zareagować na wiele sposobów ale to tak bardzo mnie dotknęło, że… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

ja swój prawie cały czas poświęcam dzieciom, również nie widzę w tym żadnego problemu, nie czuję potrzeby biegania na imprezy i zostawiania dziecka z kimś… nie czuję potrzeby „wyrwania” się z domu, od dzieci… może dla niektórych to dziwne ale ja jestem z tym szczęśliwa i to pozwala mi się czuć spełnioną :) owszem, czasem kiedy maluchy płaczą czy marudzą cały dzień mam dość, ale wtedy gorąca kąpiel pozwala się zrelaksować a uśmiech moich szkrabów rekompensuje cały ciężki dzień i od razu mi lepiej :) Ewo nie przejmuj się opiniami innych, to Twoje życie i Twoje dziecko :) najważniejsze to… Czytaj więcej »

Anna Sztelak
Gość
Anna Sztelak

Kubuś za miesiąc skończy rok czyli w sam raz by się przydały takie kredeczki:) Może tym razem się uda coś u was wygrać:)

Joanna Pyzik
Gość

Czytając artykuł, poczułam się jak jego bohaterka ,bo świat w nim przedstawiony tak podobny był do mojego. Gdy synek skończył roczek zaczął bać się wszystkiego i wszystkich, a pobyt w szpitalu jeszcze bardziej zaognił sytuacje. Doszło do tego, że malec obawiał się nieznanych mu pomieszczeń i reagował płaczem o iście histerycznym charakterze, łącznie z ucieczką. Bardzo się tym martwiłam, lecz nie zamknęliśmy się w czterech ścianach i razem wędrowaliśmy przez świat. Synek powoli oswajał się z nowymi ludźmi i sytuacjami. Rodzina, jak i znajomi nigdy nie powiedzieli wprost, że mam w domu „dzikusa”, lecz ich gesty i niektóre słowa mówiły… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
Gość

Nasza starsza córka jest dzikusem… Dlatego, że lubi skakać po łóżku, wisieć na tapczanie głową w dół, okazywać 10mies. braciszkowi miłość poprzez podnoszenie czy dzielenie się ciasteczkiem :) No i lubi nas też przytulać, włazić za nami do łóżka nad ranem, mówić jak bardzo nas kocha, i nie ma mowy by tatuś mógł odejść do pracy bez pożegnalnego buziaka. Staramy się w niej też rozwijać poczucie własnej osobowości, więc jeżeli nie powoduje to sytuacji konfliktowej, to staramy się jej pozwalać wybierać z różnych opcji. I dzięki temu w przedszkolu potrafiła w wieku niespełna 3 lat grzecznie poprosić o herbatkę czy… Czytaj więcej »

Guest
Gość
Guest

„Grzeczna jest?” to jedno z pytań, jakie słyszę. Córeczka skończyła 7 miesięcy… Uśmiecham się odpowiadając-zgodnie z prawdą- że jest bardzo pogodna. Ona ma 7 miesięcy..Grzeczna być nie musi, w ogóle dla mnie ten przymiotnik odnoszący się do niemowlęcia to jakaś abstrakcja… ;) I rozumiem, co mogą mieć na myśli pytający, ale… Docelowo marzę sobie, żeby była wciąż pogodna, zadowolona z życia. Żeby miała dystans do obcych (ależ matka! Dzikusa chce mieć chyba-patrząc na komentarze osób z przyjęcia) i wiedziała, że ma oparcie w najbliższych. Nie zamierzam się wstydzić, że moje dziecko np. nie będzie wyciągać rączek i chętnie iść do… Czytaj więcej »

Guest
Gość
Guest

„Grzeczna jest?” – takie pytanie słyszę często odnośnie mojego 7-miesięcznego dziecka. Uśmiecham się odpowiadając-zgodnie z prawdą-że jest bardzo pogodna. Dla mnie grzeczna w odniesieniu do niemowlaka jest totalną abstrakcją… Ale rozumiem, o co może chodzić pytającym się, więc się uśmiecham przy odpowiedzi. Chciałabym, żeby ta pogoda ducha została, chciałabym, żeby moje dziecko miało poczucie spełnienia, zadowolenia. Żeby miało dystans do obcych (dzikusa chcę :D ) i świadomość oparcia w najbliższych. Nie musi uśmiechać się, czy wyciągać rączek do obcych. Nie będę tego komentować „wstydzi się”. Nie zna. Czy ja dorosły człowiek lecę z otwartymi ramionami do ludzi, których nie znam?… Czytaj więcej »

Kasia Zabun
Gość
Kasia Zabun

moja 2 i pol letnia julka jest bardzo odwazna i otwarta na ludzi dziewczynka,a jednak na obcych reaguje bardzo powsciagliwie…zazwyczaj „nowych” poprostu ignoruje,wogole sie do nich nie odzywa i jakby ich nie zauwaza…mysle,ze lepiej tak niz jakby do kazdego obcego leciala…teraz w tych czasach pedofili za kazdym rogiem,wole wlasnie,zeby byla troche nieufna i „dzika”.

Kasia Zabun
Gość
Kasia Zabun

to,ze dziecko jest nieufne w stosunku do obcych jest tylko zaleta…teraz w tych czasach,nie kazdy chce dla dzieci dobrze.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close