Uroda 7 sierpnia 2012

Szczotka, pasta i dużo dobrego humoru

Jak ważna jest pielęgnacja małych ząbków, chyba nie muszę wspominać. Wszyscy doskonale wiemy, że czym skorupka za młodu nasiąknie… pytanie tylko jak czasem dokonać „cudu”? Jak zaczarować mycie zębów tak, żeby nasze dzieci z uśmiechem sięgały po szczoteczkę.

Najprostszym sposobem jest praktyka w myśl zasady im wcześniej tym lepiej – korzystajmy z zainteresowania niemowlęcia wszystkim co nowe. Niech mycie zębów – lub zęba ☺ – stanie się naturalną codzienną czynnością! Czy potrzebne nam zęby do mycia? Bynajmniej, przygodę ze „szczoteczką” zaczynajmy korzystając z darów natury – dobrym momentem na wprowadzenie nowego punktu wieczornego rytuału, będzie początek ząbkowania – dziecko z największą przyjemnością odda się podgryzaniu każdego napotkanego obiektu – oszczędzając nam czasu na zbędne „maskarady”.

Obecnie z pomocą rodzicom przychodzi cała gama akcesoriów poświęconych pielęgnacji małych ząbków. Na sklepowych półkach znajdziemy barwną i urozmaiconą ofertę.

Co przyda się na początek? Woda przegotowana i gazik na naszym palcu. Całkiem dobrze sprawdzają się szczoteczki-paluszki do nałożenia na palec mamy – jednak z doświadczenia polecam je tylko na sam początek naszej podróży – powód prozaiczny: zęby służą do gryzienia, w przeciwieństwie do palców. Kolejnym produktem są zestawy edukacyjne składające się zazwyczaj z 3 rodzajów szczoteczek – to dobre rozwiązanie, zaczyna oswajać nasze dziecko z „dorosłą” formą szczoteczki – na początek używamy „wałeczka” z wypustkami, następnie szczoteczki z gumowymi/silikonowymi włoskami, a na koniec tradycyjnej szczoteczki.

Masaż dziąseł ma również korzystny wpływ, przynosi ulgę obolałym od ząbkowania buziom.

Kiedy nasz „Maluch” zdmuchnie już na torcie pierwszą świeczkę – to pora na następny krok w dorosłość!
Szczotka i pasta – nowe artefakty w życiu młodego człowieka! Osobiście wybrałam pastę, która jako jedyna nie była „owa”- czyli owocOWA, cukierkOWA lub czekoladOWA – założyłam, że ponieważ kształtuje u dziecka nowy nawyk nie będę wprowadzała przekupstwa, które jeszcze nie jest konieczne. Delikatny smak mięty przeznaczony dla dzieci w wieku 1-6 lat sprawdza się doskonale. Jeśli jednak Wasze pociechy są starsze, a gimnastyka w przekonaniu Malca do mycia ząbków wymaga szczególnych podchodów – samodzielny wybór smaku pasty może się okazać biletem do raju. Korzystajcie więc z tego co macie pod ręką i zadziała.

Następnym etapem – cieszącym się wśród dzieci największym zainteresowaniem i powodującym salwy śmiechu jest „plucie”, czyli nauka jak wypłukać buzię – tutaj jedyne co mogę Wam doradzić to dużą cierpliwości i nie traktowania wszystkiego serio – wymaga to czasu i co tu kryć sporo przebierania, wycierania. Mam tylko jedną radę, żeby nie frustrować się mokrą podłogą i trzecią piżamą jednego wieczoru – przymrużcie jedno oko i przyłączcie się do Waszych dzieci, niech będzie mokro – ale wesoło!

Życzę Wam zdrowych, białych ząbków, w małych i uśmiechniętych buziach!

Inne ciekawe porady dotyczące dbania o higienę znajdziecie w poradniku przygotowanym w ramach akcji Domestos dla Unicef , której celem jest walka z kryzysem sanitarnym na świecie.

Przeczytajcie poradnik, klikając w ilustrację poniżej:

Wrolimamy.pl wspiera akcję “Razem dla zdrowia dzieci” – warto pomagać i wierzyć w lepszy świat, lepsze jutro… Z największą przyjemnością zapraszamy Was do przyłączenia się do tej inicjatywy! W poradniku znajdziecie również tekst naszej autorki.

Więcej informacji:
Wpis na naszym blogu (koniecznie zobaczcie filmik)
Strona główna akcji
Polska grupa społecznościowa

Subscribe
Powiadom o
guest

9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ania Stanczak
12 lat temu

u nas nie ma problemów z myciem ząbków;) zaczełam mycie właśnie już od 1 ząbka… miałam taką gumową szczotke na palec zakładaną i Amelka bardzo to lubiła przynosiło też ulge dziąsłom teraz myje sama ząbki a ma 2,5 i po kąpieli nie wyjdzie z łazienki jak jej nie dam szczotki i pasty nieraz w ciągu dnia biegnie 3 razy do łazienki i pokazuje ze chce myć ząbki ;)) największa frajda jest jak myjemy wszyscy razem;)

Marta Ulińska
12 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

Mam nadzieje, że będę równie systematyczna 🙂

Żaklina Kańczucka
12 lat temu

Z Bartkiem mam inny „kłopot” jest takim zapaleńcem mycia ząbków, że gdy tylko wpada za mną do łazienki, od razu pokazuje palcem na kubeczek ze szczoteczką. To zasługa mycia ząbków od „białej kreski” , najpierw silikonowymi szczoteczkami, teraz gdy ma piękne uzębienie, czyści je szczoteczką o standardowym włosiu. Pasta jest „smakowa” więc nie muszę zachęcać Bartka do higieny 🙂

Ania Stanczak
12 lat temu

hahahhaa no to u nas identycznie;)!!

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
12 lat temu

zazdroszczę:)

sylwiagkap
sylwiagkap
12 lat temu

U nas w tej chwili także nie ma problemu z myciem ząbków u dziecka, ponieważ jak sobie przypomni to potrafi nawet 5 razy dziennie myć ząbki z pomoca mamy oczywiście. Jesteśmy na etapie uczenia się wypluwania pasty, ale to jeszcze chwilkę potrwa jak się nauczy. Synek tak mógłby siedzieć cały czas w łazience, żeby mama jego nie zabierała.

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
12 lat temu

Moja mała owszem lubi myć, ale sama:) Nie chce dać poprawić po sobie więc mycie zębów to awantura na całego:)

Marta Ulińska
12 lat temu

Jestem za nauką regularnego szczotkowania zębów, przykro mi się robi jak widzę u znajomej 3-letniego syna z czarną plamą na zębach

Zabawa 24 maja 2012

Savoir-vivre w piaskownicy

Bycie grzecznym dzieckiem nie jest proste. Ktoś oczekuje zachowania zupełnie dla niego nie zrozumiałego, tylko dlatego, że nazywa się to „dobrym wychowaniem”. Prawdopodobnie w całym tym zamieszaniu najgorzej mają się jedynacy. Nie dzielą się (w naturalny sposób) z rodzeństwem z oczywistych przyczyn, więc muszą to robić z obcymi dziećmi, napotkanymi na palcu zabaw. Ta umiejętność oczywiście jest pozytywną cechą życia w społeczeństwie. Należy się dzielić, ale również należy nauczyć dziecko jak to robić.

Płaczący w piaskownicy Smyk, który nie chce oddać swojego wiaderka nowemu koledze nie jest niczym nowym. Właściwie jest to normalna sytuacja. Zdrowy rozsądek nakazuje wytłumaczyć dziecku, że należy podzielić się zabawką z kolegą („bo trzeba się dzielić”). Jakże się z tym nie zgodzić? To jest jedna z nauk, jakie przekazujemy naszym dzieciom. „Dzielić się trzeba, nie wolno być samolubnym”. Bywa i tak, że rodzic który nie reaguje, lub co gorsza głośno wyraża opinię, że jak dziecko nie chce się podzielić to nie musi, może spotkać się z dezaprobatą pozostałych dorosłych. Z ogromną chęcią poprosiłabym te osoby o to, by dały mi „pobawić się” ich telefonem, torebką lub portfelem (bo niby dlaczego nie?). Reakcja byłaby oczywista – to są ich prywatne, osobiste rzeczy. Tu przejawia się hipokryzja dorosłych, bo dziecko też ma swoje własne, osobiste rzeczy. Mają tylko nieco inną formę, są pod postacią zabawek: foremek, lalki, samochodu etc.

Czy zmuszanie dzieci do dzielenia się takimi rzeczami faktycznie sprzyja jego prawidłowemu rozwojowi? Być może to wiaderko jest właśnie dla dziecka najbardziej osobistą rzeczą jaką posiada, więc dlaczego ma się nim dzielić? Czy na prawdę chcemy nauczyć go, że musi się dzielić wszystkim co ma?

Dla mnie histeria dziecka, które nie chce oddać swojej zabawki jest zupełnie zrozumiała, w przeciwieństwie do histerii z powodu, że nie otrzymało pozwolenia na zabawę od swojego kolegi. Myślę, że słuszniej byłoby nauczyć dziecko, że nie może zawsze dostawać tego czego chce tu i teraz; że są zabawki którymi wcale nie musi się dzielić; że należy mu się w domu taki kąt, gdzie nawet mama nie ma wstępu, bez jego zaproszenia. Nie uczmy dzieci czegoś tylko dlatego, że tak wypada, że inni tego oczekują. Być może nasze dziecko zostanie uznane za źle wychowanego, ale czy „dobre wychowanie” oznacza podporządkowywanie się oczekiwaniom często obcych ludzi? Na te wszystkie pytania każdy rodzic musi odpowiedzieć sobie sam.

Kochane mamy czy pozwalacie dzieciom odmawiać dzielenia się z innymi? Czym dla Was jest „dobre wychowanie”? Odpowiedź dzieci czasem nie jest taka oczywista 🙂

Zresztą same posłuchajcie!

 

Subscribe
Powiadom o
guest

177 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Bombel
Bombel
12 lat temu

Zgadzam się z tobą Magda – powinniśmy pozwalać dzieciom na swoją małą prywatność i na pewno nie powinniśmy nakazywać robić bądź nie tego czego my sami nie chcemy/ nie lubimy/ nie robimy. Kiedyś na tvp2 był taki serial „Licencja na wychowanie” i pamiętam odcinek w którym mały chłopczyk nie chciał dać innemu dziecku w piaskownicy zabawek, mówiąc przy tym -„MOJE”. Jego mama powiedziała – „Ok,jak nie chcesz dać to nie”. Na co mama „poszkodowanego” chłopca strasznie się oburzyła. Później, będąc już w domu mama tego „niewychowanego” 😛 chłopca zauważyła, że on bardzo często używa słów -„to jest MOJE”, strasznie jej… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
12 lat temu

Ale chciałam jeszcze dodać, że jakiś czas temu sama byłam w podobnej sytuacji – poszłam z synem (14 mies.) na plac zabaw. Pogoda była przepiękna więc i dzieci było sporo. Usiadłam sobie na brzegu piaskownicy (wszystkie ławki były już okupowane przez zakumplowanych rodziców) i pozwoliłam synowi swobodnie biegać. Moje dzieciątko było najmłodsze (z tych mobilnych) a więc niestety ale nikt ze starszaków nie chciał się z nim bawić. Było mi go strasznie żal bo syn należy do bardzo pogodnych, wesołych i niezwykle towarzyskich małych człowieczków. Do każdego (obojętnie czy to dorosły czy dzieciak) podchodzi odważnie z szerokim uśmiechem na twarzy,… Czytaj więcej »

Magda Kupis
12 lat temu

Co do charakteru to Tola jest identyczna i czasem podobnie starsze dzieci reagują lub ją lekceważą ją. Ale na szczęście na naszym placu zabaw jest „gwiazdą” i wszystkie dzieci bardzo chcą się z nią bawić, czasem aż do przesady 🙂

Generalnie trzeba wyważyć to (nie)dzielenie się, pokazać że czymś można się dzielić a czymś innym nie trzeba.

Martela89
Martela89
12 lat temu

Dokładnie,moja Vanesska wie,że nie można bawić się wszystkim na raz i tym czy się nie bawi to się dzieli,nawet sama czasami daje swoje zabawki drugiemu dziecku.
Ale bywa też tak,że zabiera coś innemu dziecku,wtedy wkraczam 😀

M&Msy
M&Msy
12 lat temu

Nasz plac zabaw to jakby jedna wielka rodzina 😉 wszyscy się znamy i dzieci też. Mateusz ma swoją osobistą zabawkę (traktor) nie dzieli się nią i Ja to akceptuje, nie karze się ją dzielić mówię innym dzieciom, że to ukochana zabawka Mateuszka i nie lubi gdy jest w innych niż jego dłoniach (nawet moich ;)) 🙂 Ja zawsze multum zabawek przynoszę, w końcu plac zabaw mam za oknem 😉 I każdy może się nimi pobawić, Mateo nie wyraża sprzeciwu, a inne Smyki też chętnie się dzielą 🙂

Paulina Garbień
12 lat temu

u mnie za to jest problem z dziećmi które przychodzą z rodzicami na plac zabaw i nie mają ani jednej zabawki… oczywiście problem polega na tym, ze te dzieci przychodzą i po prostu sobie chcą brac zabawki ale ja wtedy mówię, ze jeśli chcą to tylko pożyczyc na chwilę, należy zapytać i bawić sie obok mnie jeśli im nie pasuje to rudno, inaczej bym tego nie opanowała i wrócilibyśmy do domu bez zabawek… oczywiście problem niestety dotyczy tylko irlandczyków – polacy, rosjanie, chińczycy, węgrzy i inne nacje jakoś potrafią kupić i przynieść zabawki do piaskownicy, irlandczycy nie umieją w 95%… Czytaj więcej »

Magda Kupis
12 lat temu

Przyznam szczerze, że jeszcze nie nabrałam nawyku zabierania zabawek, bo po 1 nigdy nie wiem gdzie nas nogi poniosą, po 2 Tola woli ślizgawkę i huśtawki, więc i tak się tym nie bawi. Na szczęście mamy mini zestaw do piaskownicy, więc chyba najwyższa pora mieć go z wózku 🙂

Bombel
Bombel
12 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Ja mam ten sam „problem” – nigdy nie wiem gdzie nas nogi poniosą 🙂 I tak wystarczająco dużo tobołków już bierzemy: np. bluzę w razie gdyby się ochłodziło, herbatkę bo przecież ciągle chce się pić 🙂 jakąś przekąskę na małego głoda 🙂 kocyk żeby można było przycupnąć gdzieś na trawce, pieluchę na zmianę (tak na wszelki wypadek), chusteczki nawilżane, no i dla mnie również: sweterek, woda, telefon, portfel, zapas chusteczek higienicznych (jestem alergikiem), książkę żeby mi się nie nudziło jak mój Bąbel zaśnie…….no generalnie trochę tego jest 🙂 Zabawki do piaskownicy wzięliśmy raz i w sumie żałowałam bo Jasiek i… Czytaj więcej »

Sylka
Sylka
12 lat temu
Reply to  Bombel

U nas wyprawka spacerowa wygląda podobnie. Zamiłowaniem cieszą się ślizgawki, drabinki i boisko do nogi. Dlatego prawie zawsze w koszu mam dodatkowo małą piłkę do nogi, ale i łopatkę jak zechce się mojemu Bąblowi pobawić w piasku. Gdy wychodzimy przed obiadem na plac zabaw tuż przed blokiem wówczas biorę ze soba caly zestaw do piaskownicy. Co do dzielenie się zabawkami. Denerwują mnie rodzice którzy nie pytają czy mogą pożyć od nas zabawki a biorą je jak swoje :/ i dają dziecku. Ja gdy synek chce pobawić się w piaskownicy a akurat nie mam zabawek zawsze pytam czy pożyczą na chwilę.… Czytaj więcej »

Katarzyna Jaroszewicz
12 lat temu

Dobry sposób na upilnowanie zabawek

M&Msy
M&Msy
12 lat temu

Ja nie mam takiego problemu, więc biorę zabawki i wszyscy się bawią, a jak chcę iść dalej. Wrzucam reklamówkę z zabawkami przez płot i po kłopocie 😉 Ale są dzieci i ich rodzice bardzo niekulturalni 🙁

Beata Prusińska
Beata Prusińska
12 lat temu

Zgadzam się całkowicie z tym, co Pani napisała. Niestety spotykam dzieci, które na siłę wyrywają zabawki mojemu malcowi. I to dzieci w takim wieku, że powinny już umieć się zachować. Ja mam pytanie. Moje dziecko ma rok i 5 miesięcy, Nie do końca jeszcze wszystko rozumie, choć z dzieleniem się nie ma większego problemu. Problem mam następujący, co zrobić w sytuacji kiedy to on chce od kogoś zabawkę lub jeśli tej czyjejś zabawki nie chce oddać. Zazwyczaj jest tak, że czyjeś zabawki są fajniejsze (bez względu na to ile wzięłam ich ze sobą). Jak się zachować, żeby mały zrozumiał?

Magda Kupis
12 lat temu

Zazwyczaj tłumaczę, że to jest zabawka dziewczynki/chłopca i nie wolno brać u nas wystarcza. gorzej gdy zobaczy taką samą zabawkę u innego dziecka i myśli, że jest jej i zabiera- wtedy staram się ją zagadać i odchodzę

sylwiagkap
sylwiagkap
12 lat temu

My nie mamy z tym problemu, za każdym razem tłumaczę dla synka co można a czego nie w piaskownicy. Mieliśmy kiedyś taką sytuację, przyszła babcia z wnuczkiem bez zabawek do piaskownicy,synek miał swoje zabawki także małe koparki i ciągniki, wnuczek tej pani bez pytania wziął sobie i bawi się, wszystko da się zrozumieć, tylko dlaczego jak połamał nawet ona nie umiała powiedzieć”przepraszam” starsza osoba wiadomo, ale zaraz zabrała wnuczka i wyszła tak jak by się nic nie stało. Przykre, to jest że w taki sposób jest uczenie młodego pokolenia bez żadnego szacunku do innych. Od samego początku uczę synka, że… Czytaj więcej »

Renia Kot
Renia Kot
9 lat temu
Reply to  sylwiagkap

To jak ta pani mogla jeszcze z wnuczkiem wychodzic, skoro byla taka stara, ze nawet mowic juz nie mogla biedulka? Podejrzewam, ze ma solidne doswiadczenie w takich akcjach.

Katarzyna Ewa
12 lat temu

Mam inny problem. Córka (raczej starszaczka;)) bawi się w piaskownicy sporadycznie. Ale bateria zabawek musi być;) No i przychodzi takie „lepsze państwo”, ani „dzień dobry”, ani pytania – czy może dziecko się pobawić, zawłaszczą wszystko i zabawa na całego. A córka jest taka, że jak ktoś ruszy jej rzeczy, to ona jak pokorny cielaczek odchodzi. Krąży wokół, ale nie podejdzie, słowa nie powie. Denerwuje mnie to, próbuję jej wytłumaczyć, że jak chce się bawić SWOIMI rzeczami, to niech nie ucieka, tylko je bierze. Niestety, bez rezultatu. A „kulturalni inaczej” odziani od stóp do głów w GAP-a, Ecco i inne cuda… Czytaj więcej »

Ania Stanczak
12 lat temu

Ale mi dałaś do myślenia… nigdy w ten sposób na to nie spojrzałam….zazwyczaj troszkę się denerwowałam jak nie chciała podzielić się zabawką, to z obawy że wyrośnie właśnie na takiego samoluba bo jest jedynaczką… ale faktycznie to jej osobiste rzeczy … ale i tak nie rozumiem mam które widzą jak dziecko się bawi i inne podchodzi i tamta krzyczy schowaj zabawki bo Ci zabierze .. no jasne bo nie ma swoich i tylko patrzy co tu zabrać…

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
12 lat temu

Wreszcie ktoś patrzy na dziecko jak na człowieka. Dzieci też mają prawo do decydowania o swoich rzeczach. Oczywiście warto uczyć, że można się podzielić, bawić razem, wymieniać na czas zabawy. Tylko to musi być poparte zgodą dziecka. Jeśli dziecko mówi: „nie” to ma do tego prawo. Pomagajmy w negocjacjach, sugerujmy sposoby rozwiązywania problemów i zostawiajmy dzieciom decyzję. Zawsze można powiedzieć, że taka decyzja nie jest zgodna z tym, co byśmy chcieli ale ją szanujemy. Dużo więcej osiągniemy jeśli dziecko będzie chciało się podzielić z własnej woli niż kiedy zrobi to bo mama patrzy i każe. A jak mama przestanie patrzeć… Czytaj więcej »

katyja
katyja
11 lat temu

Dzielimy się, ale w rozsądnych granicach. Mam zawsze jakąś „rezerwę”, ale nie zabieram mojemu dziecku, by dać cudzemu. W końcu „mój Ci on”!. Nie znosimy z synami tłoku w piaskownicy, wolimy naszą przed blokiem i tam już moi synowie dzielą się tylko brat z bratem 🙂 Nie znoszę sytuacji, gdy mama plotkuje z koleżanką, a jej dziecko robi co chce, łącznie z sypaniem piaskiem i zabieraniem zabawek.

Aneta Błąd
8 lat temu

Ja daję decydować dziecku samemu. O dziwo jako jedynak często pożycza swoje rzeczy. Czasami jak przychodzi do niego kolega to przed wizytą przypominam żeby schował najpierw zabawki którymi nie chce się dzielić. Denerwuje mnie strasznie takie gadanie: „no daj…no pożycz chłopczykowi zaraz ci odda”. A później te same mamusie dziwią się dlaczego ich dzieci nie potrafią być asertywne albo dają się namówić na głupie psikusy kolegom -właśnie dlatego że zawsze ktoś za nich decydował.

Katarzyna Płuciennik

Moje dzieci się dzieliły, do czasu kiedy nasza kolekcja zabawek do piasku zmniejszyła się prawie o połowę. I najgorsze jest to że jak już dzieci pożyczają to matki nie reagują, że mają później tą zabawkę oddać.

Monika Binkowska
8 lat temu

Ja podpisuje teraz zabawki bo jak ktos wezmie a wroci na plac innym razem to jest szansa ze zabawka do nas wroci bo zauwaze nasz podpis.

Izabela Wojtyczka
8 lat temu

Ale Aleks mały

Monika Binkowska
8 lat temu

Moja corka ma dwa latka. Wczoraj w piaskownicy bawila sie tylko swoja lopatka i wiatraczkiem do ktorego wsypuje sie piasek inne zabawki lezaly i kto chcial mogl pozyczac ale cisnienie mi podniosla jedna mama ktora stala obok, i jej syn wyrwal malej wiatraczek i wyniosl w drugi kat piaskownicy a ona zero reakcji a stoi i widzi. Mloda w ryk a ona nic. Wiec zwrocilam uwage ze chce nasza zabawke bo sie nia bawimy. To laskawie powiedziala Michalku oddaj dziewczynce.

Alicja Alutka Drzazga

moje córki pozwalały sobie pozabierać, a nawet upomniec się o swoje nie umiały jak szły do domu…Syn nie dał nic swojego ale tez nie chciał nic od innych dzieci.Z dwojga wolałam metodę syna.

Zabawa 7 maja 2012

Łobuz czy odkrywca?

Kiedy rodzic po raz kolejny zbiera z podłogi rozłożoną na części zabawkę, pewnie obiecuje sobie w myślach: „już nigdy więcej nie kupię nowej rzeczy”, „temu łobuzowi nie opłaca się nic dawać”, „koniec z tym”. Nasza natura „nakazuje” nam być narzekającym, pesymistycznym, mistrzowsko uprawiającym czarnowidztwo człowiekiem.

Rozumiem jednak, że 15 minutowy żywot nowego prezentu  może doprowadzić do szewskiej pasji (nie wiem tego jeszcze z autopsji). Gdy ktoś pyta Cię o Twoje dziecko, a Tobie przychodzi do głowy tylko jedno określenie: łobuz – zastanów się czy masz rację?

Osobiście uważam, że kiedy nie mamy do czynienia z psuciem zabawek ze złości, a jednak jakieś „zło” powoduje, że nie są one w całości, to mamy ogromny powód do dumy i naszym obowiązkiem jest pielęgnowanie tego co się właśnie nam wykluwa. Tak, to paradoks, jednak bardzo istotny. Kiedy dziecko rozbiera na części samochodzik to mamy dowód na to, że pod naszym dachem rośnie mały ODKRYWCA, nie łobuz. Dziecko ciekawe świata, który je otacza. To wspaniały atrybut, który niestety w naszych oczach nacechowany jest negatywnie. Gorszym jest, że często zduszamy to w zalążku – tą pasję, chęć poznania tego co kryje się przed dzieckiem.

Kiedy sama byłam mała czułam niesamowitą satysfakcję, dumę, gdy udało mi się dokonać jakiegoś odkrycia. Może to odkrycie dotyczyło tylko tego, że woda z olejem nie chce się połączyć, albo tego, że kiedy zostawimy lody na stoliku w kuchni to zamienią się w mokrą plamę, ale doszłam do tego odkrycia sama! I pewnie nasze dziecko czuje dokładnie to samo… do czasu, kiedy nie podetniemy mu skrzydeł, ukarzemy po raz kolejny.

Oczywiście zaraz odzywa się głos rozsądku, że przecież te wszystkie zabawki sporo kosztują, a w dzisiejszych czasach nikomu się nie przelewa. Teraz trzeba sobie zadać pytanie, czy nasz Odkrywca musi posiadać zabawki z najwyższej póki, przez których zakup, nasz budżet znacznie się uszczupli? Na rynku mamy dostęp do całej gamy zabawek, zarówno jeśli chodzi o ich różnorodność jak i cenę. Oczywiście nie każdy ma chęć i odwagę kupić „buble”, więc jest alternatywa – zabawki kreatywne, zmuszające dziecko do myślenia, działania, wyobraźni.

   Czasem (a może i na stałe) załóżmy różowe okulary, zobaczmy coś z zupełnie innej perspektywy, bo nie zawsze czarne musi być czarne. Optymizm pomaga żyć szczęśliwie, więc zanim ocenisz swoje dziecko, zastanów się, czy to co robi nie oznacza zupełnie czegoś innego. Doszukujmy się nawet w negatywnych cechach pozytywnych ich stron. Nie odbierajmy dzieciom pasji poznawania świata, bo nauka to nie tylko książki i szkolna ławka.

   A Wy kogo macie w swoim domu- Łobuza czy jednak Odkrywcę?

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest

11 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
KOPECANN
KOPECANN
12 lat temu

Po tym, co przeczytałam zmieniam swoje zdanie o moim dziecku. On uwielbia majstrować przy zabawkach, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, iż nie robi tego złośliwie, ale ze zwykłej ciekawości.
U nas w domu mamy parę zabawek „bubli” i w momencie kiedy zostają zepsute tak na prawdę mi nie żal – wcześniej gdy mały majsterkowicz rozbrajał zabawki, które swoje kosztowały, to wychodziłam ze skóry, złościłam się.
Teraz wiem, że mam w domu ODKRYWCĘ!

Magda Kupis
12 lat temu
Reply to  KOPECANN

Cieszę się bardzo, że mogłam przeczytać choć jeden taki komentarz!
My dorośli zapominamy, że dziecko to niezapisana karta, która tylko przez własne doświadczenia zapisuje zdania, które są najbardziej trwałe. Mimo, że dziecko z czasem nabywa umiejętność abstrakcyjnego myślenia i mimo bardzo bogatej wyobraźni nic nie zastąpi własnych odkryć, W dodatku człowiek,nawet taki młody najlepiej na własnych błędach 🙂

Bombel
Bombel
12 lat temu

Ja zawsze powtarzam naszemu Tatusiowi, ze DZIECKO MUSI JAKOŚ ODKRYWAĆ ŚWIAT ! 🙂 Nie wiem skąd ta różnica się bierze, ale kiedy Nasz syn „psoci” mąż mówi, że jest niegrzeczny i że ja mu na wszystko pozwalam…a ja się z tym nie zgadzam! Uważam, że dziecko musi pewne rzeczy dotknąć/zrobić/….. by je poznać! Nie zabraniam „wszystkiego” tylko dlatego, że tak jest wygodnie, bo nie trzeba później po dziecku sprzątać kiedy np. wyciągnie garnki z szafki (mój syn uwielbia się nimi bawić! Może w przyszłości będzie kucharzem?! 🙂 ) Moim zdaniem każdy rodzic powinien choć czasami spojrzeć na świat z punktu… Czytaj więcej »

Magda Kupis
12 lat temu
Reply to  Bombel

Bomleku u nas jest dokładnie tak samo- dla taty to psocenie, dla mnie uciecha, że mam ciekawskie dziecko, nawet uciążliwe krzyki i próby stawiania na swoim (choć są czasem uciążliwe) dla mnie są budowaniem charakteru – ja zawsze należałam do osób widzących większość rzeczy nieco inaczej, często słyszałam- „nie filozofuj tak”, a dla mnie to szukanie pozytywów 🙂

Paulina Garbień
12 lat temu

czasami trochę sie złoszczę na synka kiedy próbuje grzebać w koszu na śmieci, w szafkach w kuchni lub właśnie coś psuje, ale tłumaczę sobie, że nie mogę się za bardzo na niego złościć… przecież to dobrze, ze chce poznawać otaczający go świat, owszem grzebanie wkoszu nie jest dobrym pomysłem ale ja obracam to w zadanie do wykonania i daję mu różne rzeczy do wrzucania i jest ok, jedna szafka w kuchni jest dla niego dostępna, kaszki, puszki, makarony itp może sobie wyciągać i walać po kuchni, to jest jego mini królestwo odkrywcy 😉 niektóre rzeczy są zabronione ze względu na… Czytaj więcej »

cościk
12 lat temu

Popieram.. a co do rozwalania zabawek, to nie dziecka wina, że dostanie od nas zabawkę, którą wystarczy mocniej dotknąć i ta się rozpada 😉 Wiem co mówie, bo mamy w domu niezniszczalne ciuchcie hehe, a różne rzeczy z nimi były robione. A niektóre zabawki kupione były na raz ;(

ps. był czas, że Młodemu specjalnie dawałam śrubokręt i zabawki, aby rozbierał zabawki na części

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 lat temu

łobuz-odkrywca u mnie szaleje cały czas z tym że łobuz jest pozytywnym określeniem 🙂 choć czasem pojawia się czarny charakter -złośnika-psuji 🙂 ale to już inna historia 🙂

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
11 lat temu

Bardzo fajny artykuł. Ja od zawsze mówiłam, że moja córka powinna mieć na imię demolka. Niektóre odkrycia tak jej się podobały, że powtarzała je wielokrotnie. Tym sposobem mieliśmy kilka pilotów, a każdego umiałam złożyć z zamkniętymi oczami póki się całkiem nie rozpadł, kompletnie zdekompletowane zestawy szkieł, bo widocznie fajnie brzęczało tłukąc się. Na początku się wściekałam, krzyczałam, denerwowałam, nic to nie dawało. W pewnym momencie zaczęłam tłumaczyć, że się zniszczyło i już nie da się naprawić. A wiele lat później dotarło do mnie coś ciekawego. Ilu rodziców budowało wieżę z klocków i pokazywało dziecku jak zburzyć? I zawsze dawało się… Czytaj więcej »

Kinga Jurkiewicz
10 lat temu

Pół na pól

Elzbieta Mazurczyk
10 lat temu

W moim 50/50 :-):-) lobuzoodkrywca 😉

Natalia Zalewska
10 lat temu

Ł O B U Z zdecydowanie…i to płci żeńskiej… 😉

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close