Na zakupach 29 sierpnia 2011

Targi, targi i po targach.

W minioną sobotę i niedzielę, w Warszawie na Torwarze odbyły się targi MOJE DZIECKO. Specjalnie dla Was, byłyśmy na miejscu, zwiedziłyśmy wystawę wzdłuż i wszerz i na gorąco relacjonujemy co udało nam się wypatrzeć.

Na targach dostępne było multum atrakcji przewidzianych dla dzieci w różnym wieku – miedzy innymi dmuchane zamki i trampoliny na świeżym powietrzu, oraz okazje dla rodziców – bardzo atrakcyjne ceny – wielu z wystawców oferowało swoje produkty z kusząco obciętą ceną, konkursy  i co rusz wabiące ze stoisk gratisowe słodkości.

Można było znaleźć produkty z całej branży dziecięcej od magazynów począwszy, przez różne rozmaite tekstylia, akcesoria, mniej lub bardziej potrzebne gadżety, zabawki – rzecz jasna i wiele innych drobiazgów na wózkach ( tych zwyczajnych i kosmicznych – również cenowo) i mebelkach kończąc.

Pozwolę sobie polecić Wam kilku wystawców którzy  z powodzeniem przykuli moją uwagę swoją niebanalnością i niepowtarzalnym ciepłem.

Swoim pięknym desing’em i promieniującym, wszechogarniającym milusiństwem, na swoje stoisko zwabiła mnie firma Lamillou – producent przepięknych kocyków, kołderek, przytulanek i śliniaków. Z kolei królik Kizia Mizia – jeden z członków zespołu Ziabaqlu , górował wesoło nad pałętającymi się wokół szkrabami. Jednym z głównych bohaterów tegorocznych targów był premierowy katalog „Dziecko w Warszawie” – który nabyłam i obecnie przeglądam. Musze Wam zdradzić, ze nieco odbiega on od moich pierwotnych wyobrażeń i oczekiwań, ale daję sobie jeszcze chwilę na bliższe poznanie i test ogniowy w potrzebie. Klara została też dumną posiadaczką kubeczka ze słomką firmy Tiny Tum Tum – który aktualnie w naszym domu rozpocznie fazę i serię Crash – testów (obiecuję Wam szczegółową relację, czy zakończyły się pozytywnie i dla kubka i dla Klary). Nasze oczy przyciągnął również sklep Tulimy-Bawimy oferujący „mądre” zabawki dla naszych dzieci oraz Wydawnictwo Dookoła Świata oferujące pięknie ilustrowane książki dla nieco starszych pociech. Swoistą technologią „kosmiczną” okazały się laktatory firmy Ameda – ich cena nie należała do najniższych, jednak widząc opis cudów, których miały dokonywać zaczęłam się zastanawiać, czy można by je nauczyć np. gotować obiad? Ale całkiem poważnie mówiąc, jeśli planujecie lub już musicie odciągać pokarm w dużej ilości i nie wystarcza ręczny laktator, polecam właśnie takie cudo (również firmy Medela i Philips Avent proponują bardzo dobre rozwiązanie wspomagające karmienie piersią ).Nie sposób opisać wszystkie produkty, które można było obejrzeć na targach, więc przytoczyłam tutaj jedynie te które w jakiś szczególny sposób uwiodły mnie swoją postacią.

Jeśli pytacie o szczegóły takiej wyprawy – w moim przypadku z maluchem u boku, już odpowiadam:

Niestety pod względem organizacyjnym Targi zarobiły u mnie sporego minusa! Targi reklamowały się jako targi dla rodziców i dzieci – jednak wybierając się z dzieckiem napotykało się na sporo przeszkód i niedociągnięć.

Po pierwsze – SCHODY – wszędzie było ich pełno, ledwo człowiek skulał się z jednych to musiał z powrotem włazić po następnych ( raz w górę, raz dół), organizatorzy zadbali o to, by obsługa pomagała nosić wózki – jednak przy większym natłoku ludzi nie byli wstanie pomóc każdemu. Na pociechę dodam, ze można było zaparkować swoją terenówkę z napędem na mamę i wypożyczyć chustę lub nosidło – jednak ja zrezygnowałam z tej opcji, ponieważ nie miałam dodatkowego backupu w postaci Tatusia, który mógłby ponieść tzw. cały ten kram ( mam tu na myśli torby, pieluszki, gryzaki i inne akcesoria tego typu).

Po drugie – spory minus dla nas rodziców konsumentów – z jakiś nieznanych mi przyczyn w stadzie zaczynamy nieco „dziczeć”. Ogarnia nas przemożna chęć taranowania wszystkich i wszystkiego co napotkamy – wliczając w to zanik zdroworozsądkowego myślenia ( czasem zapominamy o tym że jeśli jest tłok to raczej go nie przefruniemy i trzeba grzecznie poczekać aż będzie się dało przejść).

Po trzecie –  i tu znów minus dla organizatorów – nie udało mi się trafić na żadne ( ani żadnej z mam które wypytywałam, czy im nie wpadło w oko ) na jakiekolwiek wyznaczone czy przygotowane miejsce do przewinięcia malucha i spokojnego nakarmienia. My skorzystałyśmy ze swojego kocyka i kawałka trawki pod daszkiem reklamowym – w niczym nam ta trawka nie przeszkadzała (choć byłoby miło gdy nie wyrastały z niej śmieci). Nie jestem pewna czy ww. miejsc w ogóle nie było, czy tez zostały dobrze ukryte – efekt ten sam.

Czwartym – i ostatnim minusikiem, były wąskie alejki miedzy stoiskami –  można było zarezerwować choć kilka dodatkowych centymetrów, ponieważ wózki z wielkim trudem i po niewybrednych manewrach wymijały się na trasie.

Jednak mimo kilku niedogodności wróciłyśmy ZADOWOLONE i zmęczone ilością wrażeń. Następne targi już za rok więc zapraszamy Was do zarezerwowania sobie czasu, a my nauczone doświadczeniem wybierzemy się w trójkę, z Tatusiem.

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bombel
Bombel
9 lat temu

Bardzo fajna relacja :) Szkoda że nie można się z taką zaznajomić przed wyprawą na imprezę,żeby się lepiej przygotować :-P :-)
Ale na przyszły rok rady będą jak znalazł :-)

Baby_55
Baby_55
9 lat temu

po targach, które odbyły się wcześniej w Krakowie (chyba w maju lub czerwcu – skleroza ;) )miałam podobne wrażenia :)

Zafa
Zafa
9 lat temu

Pozwolę sobie dodać do tej – bardzo dobrej zresztą -relacji jeszcze jeden minus dla organizatorów: zakonczenie Targów w niedzielę o godzinę wcześniej, czyli o 16.00, mimo, że na wszystkich materiałach rekalmowych wyrażnie byla podana data i godz. 10.00-17.00. My wybraliśmy się na Targi dosyć póżno, bo ok. 15.30 i bylismy (nie tylko my) BAAAARDZO rozczarowani i źli, gdy wyproszono nas z hali o 16.00.. Gdy probowaliśmy wraz z innymi uczestnikami dowiedzic sie, dlaczego jest skrócony ten dzień, usłyszeliśmy, ze – UWAGA – „na ulotce nie zmieścila sie inofrmacja, ze w niedzielę Targi bedą krócej”. Po prostu – lekceważenie klientów. Na… Czytaj więcej »

me
me
9 lat temu

na stoisku Ziabaqlu za parawanem można było przewinąć dziecko na oferowanym przez nich przenośnym przewijaku, oraz nakarmić bo dla mam karmiących produkują ubrania i tak na swoją korzyść minusy organizatora przerobili :-)

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Zafa i me – dziękujemy, że dopowiedziałyście o Waszych spostrzeżeniach. Dobrze by było, żeby nie tylko odwiedzający rodzice lepiej mogli się przygotować do tego typu imprezy, ale żeby organizatorzy wyciągali wnioski.

Www
Www
9 lat temu

Przepraszam bardzo, wydaje mi się że niektórzy są ślepi, w toaletach były miejsca do przewijania maluszka, zanim skomentujecie proszę zastanówcie się!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 lat temu
Reply to  Www

„Nie jestem pewna czy ww. miejsc w ogóle nie było, czy tez zostały dobrze ukryte – efekt ten sam.” Nie kwestionowałam faktu, że były, ja ich nie znalazłam – niestety. A na marginesie, do głowy by mi nie przyszło wracać się do holu wejściowego – bo wiązało się to z pokonaniem schodów, co najmniej 3 razy w jedną stronę. A propos karmienia w toalecie – nie jest to najlepsze miejsce, ale wystarczy gdzieś zorganizować, w wersji minimalistycznej kilka krzeseł i parawan – i już jest kącik do nakarmienia maluszka :) Myślę, że nie warto tak się denerwować, nie ma co… Czytaj więcej »

Historie 27 sierpnia 2011

Pierś tu, pierś tam … czyli biuściasta karuzela w naszym domu.

Drogie Czytelniczki,
Po publikacji na naszej stronie artykułu dotyczącego karmienia, wybuchła istna salwa komentarzy i burzliwa dyskusja na temat karmienia piersią. Okazuje się, że temat jest pełen kontrowersji, jest tyle stanowisk, ile oczu na niego spogląda. W związku z tym faktem postaram się dla Was napisać kilka słów o sławnym karmieniu piersią. Chciałabym tu podzielić się z Wami swoja wiedzą,  jak i swoimi praktycznymi doświadczeniami jako mama karmiąca piersią już 10 miesięcy.

Gdy rodzi się dzidziuś…

… bar mleczny ma już wywieszona karteczkę „otwarte 24h”. W Waszych piersiach jest już nagromadzony pokarm – pierwsze mleko nazywane siarą. Pokarm jest dokładnie taki jaki ma być – i  nie martwcie się, na pewno nie jest go za mało! Może nam się wydawać że jest go niewiele, ale na mleczny prysznic zalewający kanapę będzie jeszcze czas! Maluch położony po porodzie na brzuchu mamy szuka piersi – to instynkt, natura mądrze to dla nas załatwiła. Właśnie dlatego bardzo ważne jest, żeby malec dostał jak najszybciej swoją „zgubę”.

W pierwszych dobach – gdy zazwyczaj jesteśmy jeszcze w szpitalu, maluch bardzo często domaga się przekąski – jednak zmęczony biedaczyna co chwilę zasypia z nosem w „mamusiowym talerzu”, nic dziwnego – jest zmęczony, tyle trzeba się nauczyć – oddychać, ssać i jeszcze nie daj boże robić kupkę – i to jednocześnie! – nie zapominajcie o tym, ssanie piersi to ogromny wysiłek!

Czy aby nie jest potrzebna dokładka?

 Wiele  z nas, świeżo upieczonych mam zastanawia się, czy nasz mały człowiek na pewno ma pełny brzuszek – w szpitalu oceni to neonatolog – pediatra, sztuczne dokarmianie noworodka jest zlecane dopiero gdy maluch traci powyżej 10% swojej urodzeniowej masy ciała – pamiętajcie, gdy malec się rodzi ma brzuszek przepełniony wodami płodowymi, smółką więc nic dziwnego, że straci trochę na wadze gdy pozbędzie się nadbagażu. Jeżeli masa ciała jest prawidłowa naprawdę NIE MA POTRZEBY DOKARMIANIA naszych perełek!

Mleczna odyseja kosmiczna.

XXI wiek, nawet w nasze biustonosze zaczyna wkradać się cybertechnika – i chwała za to! Przecież karmienie piersią nie oznacza musu noszenia biustonosza przypominającego skarpetę! Nie zapominajmy jednak o cudach z szafki babci – na przykład sławnej kapuście – pomaga! Więc polecam.

Bolesne piersi na początku karmienia, to praktycznie stały punkt programu, i tu cud techniki –

kapturki nie raz, nie dwa ratują domową linię ognia – u mnie niestety się nie sprawdziły, ale wiem że wiele mam je sobie chwali. Z tego typu gadżetów możemy śmiało wybierać i próbować kolejne cuda ułatwiające życie – oprócz kapturków, są dostępne również „nakładki- koszyczki” pomagają gdy brodawka jest już poraniona i wymaga wietrzenia – chociaż polecam również tradycyjnie bieganie z biustem na wierzchu i smarowanie pokarmem.

Gdzieś pomiędzy piersiami…

Znajduje się dość istotny element – mianowicie- KOBIETA!!! Bo pomiędzy lewą a prawą piersią mlekiem płynącą jest jeszcze dość miejsca na nas same! Karmienie piersią mimo, że obfituje w wygody – ciepłe, świeże i zawsze gotowe do podania jedzonko jest bardzo absorbujące i nie ukrywajmy dość wyczerpujące fizycznie.  Pamiętajcie o pewnych przywilejach, które Wam się należą- bo niestety szybko się skończą. Jeśli karmicie maluszka, który w chwili nieuwagi nie dam dyla na podłogę, bo jeszcze się nie porusza – utnijcie sobie razem z nim drzemkę! Bo kto powiedział, że przy piersi może zasnąć tylko malec?! Dbajcie o swoje źródełka – nasze ciało, narażone na tak szeroką eksploatację zawsze się zmieni, ograniczmy szkody do minimum!

Procesor.

Za całą skomplikowaną operację systemu „mleko mamy 1.0” odpowiada niezawodny procesor zwany potocznie mózgiem – Cały sekret tkwi w naszych głowach- jak się baba uprze- to nic jej nie przekona! Jeśli jesteś, droga mamo zdeterminowana, to będziesz karmić piersią. Nie można dąć się zaszczuć ani poplecznikom, ani przeciwnikom! Pamiętaj Twoje ciało i dzidziuś idealnie ze sobą współgrają – pokarm dostosowuje się do potrzeb dziecka ( nawet w ciągu doby) jeśli malec chętniej budzi się w nocy i domaga się piersi – nic tylko zacisnąć zęby i się cieszyć! Nocny pokarm jest bardzo wartościowy! Wasz pokarm jest najlepszy dla Waszego malca- obojętnie co twierdzą babki, sąsiadki i inne ciotki-klotki! A ty, drogi chłopie, jeśli zbłądzisz na tą stronę pamiętaj – broń kobiety swojej w zbroi z napisem na piersi „ POKARM MOJEJ UKOCHANEJ JEST NAJLEPSZY NA ŚWIECIE – A WY NIEWIERNI NIC NIE ROZUMIECIE!!!”

Reasumując – jeśli będziecie spokojne to i pokarm będzie płynął istną rzeką, po prostu nie strzępcie sobie niepotrzebnie nerwów. Jeśli będziecie spokojniejsze, to trzymajcie w szafce butelkę i mleko modyfikowane – nie po to by go używać, ale żeby mieć świadomość, że zawsze jest wyjście awaryjne. Bo spokojna MAMA- to pełne piersi.

Najwyższy czas na puentę!

O karmieniu piersią można by napisać milion ksiąg i ciągle byłoby mało. Tematów i pytań nigdy nie zabraknie! Więc Kochane Mamy, jeśli interesuje Was jedna z wielu informacji, których tu nie zawarłam – piszcie koniecznie do naszej redakcji!

Subscribe
Powiadom o
guest
17 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Baby_55
Baby_55
9 lat temu

Świeta prawda, fantastycznie to opisałaś :) pokarm powstaje w głowie i jeśli nasze mysli w jakis sposób nie zostaną zaprzątniete czymś innym , jak stres, nerwy i przypowieści teściowej o zbyt rzadkim pokarmie to zawsze wykarmimy swojego maluszka :) tak to natura stworzyła :)
dzięki za ten tekst :)

Paulina2209
Paulina2209
9 lat temu

zgadzam się z tym karmię 9,5 miesiąca i też uważam że pokarm powstaje w glowie. miałam chwilę zwątpienia ale świadomość posiadania mleka modyfikowanego

Bombel
Bombel
9 lat temu

Zgadzam się z autorką w 100% !! Mam zaszczyt karmić piersią już prawie pół roku! Jestem z tego dumna! Tym bardziej że moje dziecko jest w pełni zdrowe,rozwija się i rośnie niemalże książkowo :-)
Początki były trudne,owszem.Nie raz nie dwa płakałam kiedy bolały brodawki,kiedy pojawiały się zastoje i zapalenia…ale wszystko jest do przejścia!! Tak jak pisze autorka-trzeba tylko chcieć!Trzeba zacisnąć pasa i powiedzieć sobie-dam radę! ;-)

Hanna Szczygieł
9 lat temu

Kochane, cieszę się że spotkałam się z takim entuzjazmem! Jednak wiem, że wiele mam musi sie borykać z pytaniami i problemami bez pomocy- bardzo ubolewam, że niestety w dalszym ciagu młoda mama nie otrzymuje pomocy od osób, których obowiązkiem jest jej niesienie ( w tym personelu medycznego). Jeśli nurtują Was jakieś pytania, piszcie koniecznie na nas adres redakcja@wrolimamy.pl Będziemy się starali odpowiedzieć najlepiej jak możemy i pomóc Wam poradzić sobie z trudnościami!

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
9 lat temu

zgadzam się, bo jakby inaczej? :)
mamy pamiętajcie, że mamy instynkt, więc słuchajcie tylko siebie. jeśli chcecie „dobre rady” to tylko ten magazyn, a te babcino-ciociane schowajcie między bajki, bo niestety dziś już tylko tam się nadają.

Sylka
Sylka
9 lat temu

Wszytko jest do przejścia, każda trudność. Sama podobnie jak Bombel miałam podobne „przeboje” z karmirniem, ale dalam a raczej daliśmy radę :)

mama A
mama A
9 lat temu

u mnie nie było żadnych kłopotów. tylko czasem mam już trochę dość- ale wiem że warto i daję radę dalej.

alka
alka
9 lat temu

Wszystko fajnie…wszystko pięknie…ale jak długo powinno się karmić?? no niestety…znów czuję się ta gorsza bo krótko karmiłam…krótko bo 3 miesiące. Po prostu źródełko wyschło. U mnie w rodzinie to jest rodzinne, że krótko karmimy…moja mama krótko karmiła mnie i moje rodzeństwo, moja babcia również. I wcale nie z lenistwa! Bo chciałam karmić. W szpitalu powiedziano mi, że mogę mieć problem z karmieniem bo syn wielki się urodził. I bardzo dużo spadł na wadze, przez co na dłużej zatrzymano nas w szpitalu. Już wtedy musiałam go dokarmić… Ja już swój przypadek tu opisywałam w komentarzu do tekstu „gdzie pierś nie może… Czytaj więcej »

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
9 lat temu
Reply to  alka

nie można odpowiedzieć chyba jednoznacznie na pytanie jak długo powinno się karmić. kiedyś, gdzieś w literaturze medycznej przeczytałam, że przeciwciała przekazywane są przez ok tydzień, później to „tylko” pokarm. ja karmiłam 5 tygodni, nie mam z tego powodu wyrzutów. pod koniec mojej przygody miałam dziennie ok 60 ml z obu piersi bez względu na moje starania. nie stresowałam się tym, a jednak „coś” zadecydowało inaczej niż „przystało”. poza tym mimo mojej prawidłowej diety (menu ułożone z położną) córcia miała problemy skórne, wyglądało to fatalnie, trądzik dawał nam się we znaki. dla mnie to było jasne, że niekoniecznie muszę karmić piersią.… Czytaj więcej »

alka
alka
9 lat temu

wiem wiem, że nie można odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie jak długo powinno się karmić…rzuciłam je tak chyba z emocji… jest bardzo mało artykułów/dyskusji na temat karmienia butelką. wszędzie jest się atakowanym aby karmić piersią. że należy zacisnąć zęby i da się. gdzie nie spojrzę, to można przeczytać/ posłuchać, że ile to miesięcy kto nie karmił itd. ja doskonale wiem, że pokarm matki jest najlepszy i jest to najwygodniejszy sposób by dzidzia była najedzona. ale też nie powinno się krytykować i palcami wytykać matek, które albo wcale nie karmią albo karmią krótko. ja swoje dzieciaki kocham bardzo i chcę do nich… Czytaj więcej »

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
9 lat temu
Reply to  alka

to ja dziękuję za miłe słowa. cieszę się, że mogę chociaż jednej mamci pomóc :)
poza tym poje poglądy „piersiowe” wzięły się właśnie z tego „terroru laktacyjnego”, trochę tak „na zołość mamie odmrożę sobie uszy”. rzadko można usłyszeć jak prawidłowo karmić piersią, bo „przecież to takie oczywiste” :/, a usłyszeć o tym, że to nic złego jeśli nie wyjdzie to naprawdę rzadkość.

Mania
Mania
9 lat temu

Ja karmiłam tylko 2 mce moje dziecię, i mimo że chciałam dłużej, z kilku powodów nie było to możliwe. Strasznie to odchorowałam i czułam się gorszą matką , bo mimo że miałam zewsząd pomoc i położnych i bliskich mi osób, musiałam zakończyć karmienie. na butelce moje dziecko ma się dobrze, Bartek nie chorował ani razu w ciągu roku swego życia. Ale mimo iż butla u nas się „spisała” mam twarde postanowienie, że kolejne dziecko będę karmić naturalnie i lepiej poradzę sobie z kłopotami :) Karmienie to piękny czas, i mimo czasem występujących niedogodności, każda kobieta powinna spróbować wsłuchać się w… Czytaj więcej »

Mimoza
Mimoza
9 lat temu

ja pierwsze dziecko karmiłam tylko 7 miesięcy. Właściwie to karmiłam i piersią i modyfikowanym, tak pół na pół. Teraz drugie dziecko karmię już prawie 8 miesięcy. Pierwsze dni były trudne bo mały urodził się duży i jadł non stop. Ale nie poddałam się, po kilku tygodniach miałam kolejny kryzys laktacyjny gdzie mały znów wisiał dosłownie na cycu – ale też się nie poddałam. Cieszę się, że utrzymałam laktację i smutno mi na samą myśl, że to się kiedyś skończy. To cudowne chwile i dla mnie i dla malca. Nie wyobrażam sobie siebie teraz przygotowującej mieszankę :) Ale w żadnym wypadku… Czytaj więcej »

anuszka
anuszka
9 lat temu

a moja corcia z kolei ukochala sobie nocne karmienia. Cale noce spala ze mna i jadla sobie kiedy tylko chciala, za to w dzien istny niejadek-tylko lekkie przekaski-jogurcik, pozniej truskaweczkiale zadne tam zupki warzywne-plula na kilometr,za to w nocy raj- co godzine mleczko mamusi. Wspominam to z rozrzewnieniem.

anuszka
anuszka
9 lat temu

synus za to z innej bajki dzidziusiem byl- lubil piers sobie possac,ale jakos najesc sie nie umial i plakal. Dopiero jak wydoil butelke mleka byl szczesliwy:)

Julia Bąk Orczykowska

Oh jakie słowa mądre, chcieć to móc i nie ma, że boli;))) Lubię takie zdeterminowane i silne kobitki!

W przedszkolu 24 sierpnia 2011

W czym do ludzi, w czym do piaskownicy?

Jakoś tak w połowie ciąży przyszło mi do głowy, że trzeba by pomyśleć o ubrankach dla mojej buszmenki. W założeniu miały być ładne, czyste, kolorowe, bo białych nie cierpię, i w ogóle cudne, no bo przecież dziecko będzie cudne to i ubranka też muszą. Pierwsze zakupy na wyprzedaży, więc hurtowo, no ok, sporo tego i ładne, na pierwsze dwa miesiące w sam raz.Potem przez nasz dom zaczęły przewijać się ciuszki używane, istna Niagara, nie nadążałam ich Duśce zakładać i już z nich wyrastała.

Właściwie do roku wszystko co nosiła było ładne, niezniszczone, niepoplamione, mogłam sobie myśleć, że jestem idealną matką, bo dziecko mam jak z obrazka. Też mi kryterium…

Mniej więcej w tym czasie kiedy Duśka miała pół roku, dostałam masę ubranek od koleżanki, właściwie wygarnęła z szafy co za małe, zapakowała do wora i mi przyniosła. Nie przebierała, wyraźnie powiedziała, że są różne i mam sobie wybrać. No to zaczęłam wybierać… To ładne, to też, to by było ładne ale plama, spodenki w kwiatki, ale tu dziura, na tych spodenkach to dwie dziury nawet… No ale ładne to nie wyrzucam, w końcu babcia nauczyła mnie szyć, na dziury się coś naszyje, na plamy też, albo coś wyhaftuje a ubranka śliczne to wyrzucać szkoda. Tiaaa, się naszyje, się wyhaftuje, no koń by się uśmiał a kobyła razem z nim! – Się jakoś samo nie chciało, a ja czasu nie miałam, może dlatego że chociaż umiem szyć to nie lubię. I tak sobie leżały w szafie i czekały na lepsze czasy, aż tu pewnego dnia moje dziecko radośnie zaczęło raczkować po podwórku genialnie niszcząc w błocie czyste eleganckie spodenki.  Podwórko jak to podwórko, tu błotko, tu korzeń bo w lesie mieszkamy, tu patyczek, tu szyszeczka, jest o co niszczyć,  oj jest.

Sytuacja prawie patowa, ubranek niszczyć szkoda, dziecku radości zakazać zbrodnia. I wtedy przypomniały mi się te wszystkie czekające na poprawki ubranka. A właściwie to po co mają czekać i na co? Na łaty? A kto teraz nosi połatane? I po co? Podarte dżinsy do dziś wspominam z sentymentem, to były moje ukochane spodnie. Niech i moje dziecko ma trochę radości z dziur.

Tak właśnie ubranka zostały podzielone nie według kategorii spodnie – spódniczki –  bluzeczki – bodziaki, tylko domowe i wyjściowe. I już mnie nie interesuje, jak bardzo moje dziecko wróci brudne z podwórka. Robi błoto? A niech sobie robi. Tapla się w tym błocie??? A to niech się tapla. W kałużę wlazła??? No i co z tego, widać lubi. Co prawda od lat różne mądre głowy krzyczą, że padają kwaśne deszcze, ale jakoś mi jeszcze dziecka nie rozpuściły, to chyba nieszkodliwy ten kwas, o ile w ogóle jest. Jeżeli dziecko rozpuszczone to przeze mnie, na podwórku wolno wszystko – dopóki jest bezpiecznie. Nic a nic mnie nie obchodzi, że plamy z błota ciężko schodzą, mogą sobie wcale nie schodzić, nie zależy mi. Sokiem się oblała, jogurtem umazała? Owocowym? No i co z tego? Będzie plama? To niech sobie będzie. Po to właśnie są domowe ubranka, żeby je spokojnie zniszczyć, a co się dziecku nie uda zniszczyć oddać młodszemu dziecku.

Nie mam już żadnych oporów przeciwko przyjmowaniu zniszczonych ubranek ani przekazywaniu ich dalej. Oczywiście to zniszczenie musi mieć jakieś rozsądne granice, rękawy muszą się trzymać bluzki, plecy przylegać do przodu, nogawki od spodni muszą być trwale połączone paskiem, ze sweterka nie mogą wychodzić nitki, zachowajmy jakieś minimum przyzwoitości.

Mamy ten luksus że mamy swoje podwórko, sąsiedzi nie oceniają jak ubieram dziecko. Nie wymyśliłam tego, usłyszałam, dziecko mieszkające w bloku przebiera się na każdy spacer bo sąsiedzi patrzą. Nie popatrzyłam na osobę, która mi to mówiła jak na wariatkę tylko dlatego, że była sporo starsza ode mnie, zwyczajnie mi nie wypadało. Młodszej bym poradziła żeby oddała mózg do renowacji.

Oddzielna półka to ubranka wyjściowe. Tam mieszkają wszystkie eleganckie spódniczki, sweterki, spodenki, sukieneczki, które zakładam dziecku do Kościoła, do lekarza czy na jakąkolwiek wizytę u znajomych. Tak samo piękne jak i nudne, nic w nich zrobić nie można, ciągle tylko: uważaj bo się ubrudzisz! –  nie sądzę, żeby Duśka je lubiła.

Mądrość ludowa głosi że dzieci dzielą się na brudne i nieszczęśliwe, moje dwuletnie dziecko wraca z podwórka brudne jak nieboskie stworzenie, ale z ogniem radości w oczach.

I od razu powiem, że nawet gdybym mieszkała w blokach, robiłabym tak samo, i niechby  sobie sąsiedzi gadali. Zapytajcie swoich rodziców albo dziadków jak się ubierało kiedyś dzieci na podwórko i kogo to naprawdę obchodziło. Nie odbierajmy dzieciom ich praw tylko dlatego, że w dobie nowoczesnych proszków do prania, dzieci mają być czyste. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego mogą być brudne!

Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bombel
Bombel
9 lat temu

Super text!!! Czytałam z uśmiechem na ustach!! :)
Z racji,że moje dziecko jest młodsze od Duśki ;) mogę wyciągnąć z tej opowieści pewną lekcję dla mnie,na przyszłość :)
Czekam na następny text!!! :)

Baby_55
Baby_55
9 lat temu

popieram w 10000% mam to szczęście być mamą chłopca, co prawda młodszego od Duśki bo ma niecałe 5 mies ale chłopcy jak wszyscy wiedzą, grają w piłkę i biegaja po drzewach itp, więc szykujac garderobe na przyszłość, skorzystam z tej mądrości :)

Najszczęśliwsza mama
Najszczęśliwsza mama
9 lat temu

My co prawda nie mamy podwórka, gdzie Mati mógł by się bawić ale za oknem mam plac zabaw. Gdzie prawie dziennie uczęszczamy nie ubieramy czystych, nowych ciuchów bo niby po co ? Ja mam zdanie takie jak autorka że najlepiej mieć szczęśliwe dziecko niż wiecznie czyste.Zdanie innych delikatnie pisząc mam gdzieś, wszyscy się dziwnie spoglądają że puszczam małego nie mal wszędzie. Niech raczkuje sobie, a co. Niby dlaczego miałam bym zabronić raczkowania po trawce, czy piasku bądź na brzegu jeziora ? Jadąc na spacer zawsze zabieram koc i gdy tylko znajdziemy miejsce zatrzymujemy się i rozkoszujemy się piękną zielenią :)… Czytaj więcej »

Magda
Magda
9 lat temu

Super tekst. Borę do serca :D
Buziak

Sisunia
Sisunia
9 lat temu

Świetny tekst :) napisany lekko i z humorem…ja jestem mieszkanką bloku i muszę przyznać,że ubieram ładnie małego tzn nic poplamionego ani zniszczonego. Oczywiście zasada jest jedna-robi co chce (w granicach rozsądku) chce do piasku czy w błoto??-nie ma sprawy!! dla mnie ubranie to tylko rzecz! Nie mam ubranek „w spadku” więc kupuję nowe czasem w lumpeksach ale raczej wybieram nie zniszczone. Siłą rzeczy ubranka są bez plam. Nie można przez ubrania zabierać dziecku radości z poznawania świata :)

Aga86
Aga86
9 lat temu

Popieram w 100% i tez mam osobna szafke na „podworkowe” ciuszki :)

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
9 lat temu

ja też mam kilka ciuszków do nauki jedzenia :) już z plamami i inne nowe i używane w stanie bardzo dobrym, ale nie ma tragedii jak coś się poplami nawet jeśli nie zdążyłam jeszcze dobrze metki oderwać :)- zawsze można spróbować sprać :) poza tym również należę do mam, które pozwalają chodzić (raczkować) dziecku po trawie, piasku itp i jeśli tylko Lusia nie próbuje tego zjeść, może robić co chce :)

anna
anna
9 lat temu

100% prawdy podpisuję się pod nim obiema rękami i nogami

Agata Sztole
8 lat temu

Amelcia ma 2 latka a ja kocham jak pięknie wygląda czy w piaskownicy czy w kościele nieważne. Wszędzie chodzi czyściutka i nieobtargana. Oczywiście tam gdzie może zniszczyć bardzo ubranka wybieram te tańsze ale zawsze mają wygląd. Nie wyobrażam sobie żeby córka miała potarganą bluzkę nawet w domu żal by mi było na nią patrzeć. Wole nie kupić sobie kolejnej bluzki a w zamian kupić jej. Wcale nie oznacza to że ciągle krzyczę Amelka nie rób tego bo sie ubrudzisz nie rób tak bo potargasz wszystko w granicach rozsądku.

Katarzyna Jaroszewicz

Miło jest jak dzieci (i nie tylko) wyglądają ładnie, kolorowo i czysto. Jednak najważniejsza jest wygoda i dobra zabawa!!!

Sabina Kasoń
8 lat temu

Świetny tekst i super pomysł!!! Dziś jeszcze robię remanent w ubrankach i podzielę i też się przejmować nie będę :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close