Emocje 20 września 2012

Teściowa –(po?) twór żywy!

Co to jest? Czterdzieści żabek i jedna ropucha? …Teściowa wiesza firanki!
Chyba prawie każdy zna ten dowcip na wylot! A to dopiero przedsmak, kanonady jaką przyszykowali przez lata zięciowie na spółkę z synowymi!

Teściowa – odwieczna „rywalka” żony i pogromczyni „męża”? Mądry przewodnik po małżeństwie, czy krucjata krzyżowa z butami w nie swoje życie? Jak naprawdę jest? Każda inna i jedyna w swoim rodzaju! Choć ja na swoją „teściową” narzekać nie mogę, dziś trochę na wesoło i w krzywym zwierciadle!

Narzekać nie mogę, ponieważ mama mojej drugiej połówki (tak jak i moja własna) jest daleko od nas, nasze osobiste kontakty są bardzo rzadkie i zawsze w innym kontekście niż szara codzienność– choć jak niektórzy twierdzą, odległość dla teściowej nie jest żadną barierą ;) Podobnie jak przestrzeń, czas czy pokonanie prędkości światła, a analizując te wszystkie historie, skromna polska teściowa urasta do rangi Chucka Norrisa! I bardzo dobrze co byśmy zrobili, gdyby nie te wszystkie „żarciki” – są jak miód na nerwy zszarpane drobnymi nieporozumieniami i jak mantra przy otwartej wojnie o władzę w małżeństwie!

Zapraszam więc Was na wycieczkę po społecznie usankcjonowanych przywarach statystycznej teściowej! Czas upuścić trochę pary! ;)

Teściowa :

  1. Składa się z:
    • odnóży do przychodzenia,
    • głowy do zawracania,
    • rąk do „ręczę Ci, że…!”,
    • nieśmiertelnej duszy (i nie tylko),
    • siedzenia – do manifestowania niewygody Twojej sofy,
    • talentu wychowawczego (który ujawnia się dopiero przy wnukach),
    • szczególnych zdolności – których Ty nie posiadasz lub posiadasz w mniejszym stopniu,
    • aparatu mówiącego – w skład którego wchodzą: usta, telefon, skype i inne urządzenia zakłócające Twój spokój,
    • brzucha – do pochorowania się po Twojej kolacji,
    • uszu do … – chyba nie musimy tego wymieniać☺ !
    • teścia, zięcia lub synowej – do systematycznego treningu,
    • jadu – do konserwacji i nabywania życiowego wigoru,
    • umysłu – do wykonywania algorytmów, będących przeciwieństwem Twoich komunikatów,
  2. Jest jak spektrometr – wyczuwa przesolenie w niesolonych potrawach.
  3. Jest najlepszą metodą antykoncepcyjną!
  4. Jest jak samotna wyspa –„dookoła woda, a w środku „Cholera” – teściowa w wannie;)”
  5. Jest  kąśliwa – „a wiesz, że mamusia była wczoraj u tego słynnego dentysty? – Tak? A co, kanały jadowe jej udrażniał?”
  6. Jest jak Gordon Ramsay – nigdy jej nie dorównasz i może Cię wyrzucić z Twojej własnej kuchni.
  7. Z punktu widzenia ewolucji, Teściowa jest tworem idealnym!

Mam nadzieję, że moja „teściowa” również potraktuje temat z przymrużeniem oka! [ a jak długo można patrzeć na teściową z przymrużeniem oka? Dopóki muszka nie zejdzie się ze szczerbinką!]  A przy okazji chcę podziękować jej za ponad 4 lata wzajemnie zgodnej egzystencji – oczywiście nie myślcie, że nie zdarzyło nam się zetrzeć. Jednak jestem zdania, że nie warto z błahostek budować murów na miarę średniowiecznej twierdzy. A teściowa, która potrafi z siebie również zażartować i traktować swój zaszczytny tytuł  z humorem, to prawdziwy skarb!

Rozmawia dwóch małżonków. Pierwszy mówi, wzdychając:
– Nie ma na świecie bardziej złośliwej i przewrotnej istoty niż kobieta.
Na to drugi:
– Jest! Jej matka!
A jakie są Wasze teściowe? A czy nasze główne bohaterki – lubią żarty o „sobie”, czy też mają nam je za złe? Zapraszamy wszystkie teściowe, synowe i zięciów do dyskusji! Ponoć w każdej legendzie czy stereotypie jest choć ziarnko prawdy… Ale czy to coś złego – wszak wszyscy jesteśmy tylko ludźmi!
Tak więc drogie Panie, po obu stronach barykady: znacie dobry żart na temat, chcecie upuścić sobie pary lub poradzić się kogoś – piszcie bez skrępowania, na tę okoliczność ogłaszamy zawieszenie broni!

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
167 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ania Stanczak
8 lat temu

ja nei mam takiego szczęścia i moja teściowa mnie nie lubi… juz nic nie zmienie już nie mamy na to siły i nie warto..

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

czyli „prawdziwa” teściowa:)

Ania Stanczak
8 lat temu

bardzo PRAWDZIWA!

Paulina Garbień
8 lat temu

No cóż Ja i moja tesciowa „lubimy” się na odległość, choć odkad dowiedziała się, że dzięki mnie wreszcie zostanie prawdziwą Babcią bo dorobi się wnuczki zamiast kolejnego wnuka to lubi mnie nawet bardziej :)

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

to dobrze, że tak wyszło:)

Maria Ciahotna
8 lat temu

Świetny tekst!
Ja mam szczęście, bo z teściową mieszkamy niedaleko, bardzo nam pomaga i jest naprawdę fajnym człowiekiem. Choć i nam zdarzyła się nieraz wojna pokoleń, a jak przez pół roku przyszło nam mieszkać razem w jednym mieszkaniu, to wszystkim chyba ulżyło po przeprowadzce… a teściowa mojego męża to żadna teściowa tylko Danka, tak normalnie, po imieniu, więc też stosunki dobre.
A kiedyś jak dzieci podrosną i się pożenią i powychodzą za mąż, to ciekawa jestem, jaka ze mnie będzie teściowa :D

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Maria Ciahotna

Fajnie,że się tak dogadujecie:)

Maria Ciahotna
8 lat temu

A wiecie ile zębów powinna mieć teściowa?
Dwa: jeden do otwierania piwa zięciowi a drugi, by ją bolał :)

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Maria Ciahotna

dobre:)

Iza Kasparek
8 lat temu

moja mama zmarła 7 lat temu za to od prawie 7 lat mam „nową” bo tak właśnie traktuje teściową ;)

Ania Stanczak
8 lat temu
Reply to  Iza Kasparek

zazdroszcze kontaktów z teściową..

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

i ja:)

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Iza Kasparek

fajnie, że masz kogoś na kogo możesz liczyć:)

Żaklina Kańczucka
8 lat temu

Moja Teściowa jest w porządku nie mogę narzekać, nie tylko pomaga nam jak może, ale dzięki Bogu służy dobrą radą tylko w tedy, gdy Ją o to proszę. Wychodzi z założenia- żyj i daj żyć innym, traktuje mnie na równi ze sobą, za co jestem jej wdzięczna, choć czasem trudno mi to okazać, bo ja nie należę do ludzi o łatwym charakterze ;)

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

fajnie, ze tak ci się „udała” teściowa

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

Ja nie mam teściowej.Wyszła z domu jak mój Krzyś miał 5 lat i słuch po niej zaginął.

Agnieszka Danielewicz

Patrzę na to zdjęcie i widzę moją Teściową, jak z okna podgaduję mnie
przez lornetkę co robię i z kim…..

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

czyli „prawdziwa teściowa”:)

Edyta Skrzydło
6 lat temu

Hehhe dzień teściowej :-D szukam takiego kwiatuska :-P

Magdalena Kicińska
6 lat temu

Ja mam zajebistą teściową :D

Martyna Bednarczyk
6 lat temu

Moja teściowa jest super :)

Maria Ciahotna
6 lat temu

a ja nie mam teściowej tylko drugą Mamę :) która jest super! A mój mąż ma tak samo ;)

Lena rey
Lena rey
5 lat temu

Moja teściowa jest chyba najbardziej nieznośną kobieta… nie mam na nią już nerwów. Swoich rodziców widuje rzadko bo daleko mieszkają za to ona pojawia się bez zapowiedzi co 2-3 dni. A 30 min rozmowy z nią to już za dużo. Mój mąż zwracał jej uwagę żeby ograniczyła te swoje wizyty ale to jak „grochem o sciane” nic nie da się jej wytłumaczyć. A gdy urodziła się niedawno nasza córeczka to już w ogóle nie można się jej pozbyć. Chcę planować nam życie. Mówić co mamy robić. Dodam że we wszystkim co robimy widzi wszystko w czarnych barwach. Zamiast motywacji. Pobcinal… Czytaj więcej »

Ciąża 17 września 2012

Ciężarówką przez Irlandię cz. 3

Dzisiaj kilka słów na temat Skanu, czyli USG, które w Irlandii wykonywane jest zasadniczo dwa razy w czasie ciąży. Raz ok. 11-14 tygodnia podstawowe określające liczbę płodów oraz ich stan, a następnie drugie – tzw. duży skan – jest wykonywane ok 22 tygodnia ciąży. Wtedy określa się czy dziecko rozwija się prawidłowo, czy wszystkie narządy są w porządku no i pozostałe konieczne parametry.

Ja miałam to USG wykonywane nieco później z uwagi na problem z ustaleniem dogodnego terminu. Lekarka wykonująca badanie zaprosiła mnie do gabinetu i poprosiła o zajęcie wygodnej pozycji na „leżance”. Z uwagi na niedogodności ciążowe owa „leżanka” była wygodnym łóżkiem szpitalnym, na którym umieszczona jest ogromna poduszka wypełniona czymś co świetnie dopasowuje się do ciała i pozwala ułożyć się wygodnie, tak by móc dokładnie obejrzeć na monitorze swoje maleństwo.

Udzieliłam kilku niezbędnych do badania informacji jak dane osobowe czy termin ostatniej miesiączki. Po tym pani doktor przystąpiła do badania. Pokazywała mi na monitorze wszystkie poszczególne narządy, dokonując przy okazji koniecznych pomiarów oraz wykonując zdjęcia. Zmierzony został także poziom wód, odsłuchałyśmy czy serduszko bije miarowo i w odpowiednim tempie a następnie lekarka sprawdziła również przepływy. Okazało się, że wszystko jest w normie, czyli Nasze Maleństwo rozwija się jak najbardziej prawidłowo. Na koniec dowiedziałam się również, że jest dziewczynką :) zobaczyłam również potwierdzenie tej informacji na monitorze,  zdecydowanie nie wyglądało to na chłopca ;)

Większość wykonanych przez lekarkę zdjęć było na potrzeby szpitala, jednak kilka otrzymałam dla siebie na pamiątkę. Po około godzinie czasu, uzbrojona w pakiet zdjęć i szczęśliwa, że moje dzieciątko jest zdrowe, opuściłam gabinet, aby jak najszybciej wrócić do domu i pochwalić się wszystkimi nowinami mężowi i synkowi :)

Następne kilka wizyt odbyło się jak poprzednie, bez żadnych problemów. Słuchałam serduszka maleństwa, miałam robione badanie moczu oraz krwi, badane ciśnienie a lekarze i położne odpowiadali na wszystkie dręczące mnie pytania. Zatem opieka nade mną i maleństwem była cały ten czas bardzo troskliwa i spełniła moje oczekiwania.

Teraz zostało mi zaledwie 2 tygodnie do terminu porodu. Czekam cierpliwie na Naszą Nikolcię (takie otrzymała imię) razem z mężem i synkiem. Nie możemy się doczekać aż wrócimy z nią do domu i będziemy cieszyć, powiększeniem naszej rodzinki.

Obiecuję pochwalić się córeczką jak tylko pojawi się na świecie :) Koleżanki redaktorki z pewnością przekażą Wam tę radosną nowinę jak tylko ją otrzymają.

Na koniec chciałabym zapytać Was o Wasze doświadczenia z opieką w czasie ciąży. Czy byłyście/jesteście z niej zadowolone? Jakie macie zastrzeżenia i co chciałybyście zmienić w podejściu lekarzy i położnych do ciężarnej?

Zaglądnij do pozostałych części:

Ciężarówką przez Irlandię cz. 1
Ciężarówką przez Irlandię cz. 2
Ciężarówką przez Irlandię cz. 4

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
37 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Monika Stradza
8 lat temu

JA miałam usg na każdej wizycie- ale w PL nie w Irlandii :)
Wrzesień to cudowny miesiąc na przywitanie maluszka coś o tym wiem :)

Paulina Garbień
8 lat temu
Reply to  Monika Stradza

też tak sądzę :) podobnie jak kwiecień :) wtedy witaliśmy Adiego :D
Moniko a jakie masz doświadczenia z opieką w PL poza USG? jesteś zadowolona?

Monika Stradza
8 lat temu

Nie mogę narzekać, chociaż dopiero w trzeciej ciąży znalazła NORMALNEGO lekarza, który prowadził mnie świetnie, mogłam zawsze zadzwonić i pytać o najmniejsze pierdoły.
Dwie wcześniejse ciąże straciłam moim zdaniem przez niekompetencje lekarzy

Paulina Garbień
8 lat temu
Reply to  Monika Stradza

Tak najważniejsze, to mieć lekarza do którego ma się zaufanie, a o to nie zawsze jest łatwo, cieszę się, że udało się znaleźć tego odpowiedniego :)

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

Ja zmieniłam lekarza prowadzącego w 16tc. Z kilku powodów.Przede wszystkim był gburem a każda jego odpowiedź na moje pytanie była chamska i na odczepnego. Kolejnym powodem było to że nie pozwolił na to aby tatuś był przy USG!!!Wkurzył mnie tym. Na sam koniec nie chciał mi dać zwolnienia L4 mimo że źle się czułam a pracę miałam nieciekawą.Zmieniłam i nie żaluję. Nowy lekarz jest super:) Sam wołał tatę na USG i odpowiadal na wszystkie moje pytania wyczerpująco:)

Paulina Garbień
8 lat temu

Nawet w zaawansowanej ciąży warto zmienić lekarza jeśli obecny nie spełnia naszych oczekiwań, w końcu tu chodzi o zdrowie Naszego maleństwa oraz spokój, który jest w ciąży bardzo potrzebny i Mamie i maleństwu :)

Bombel
Bombel
8 lat temu

Ja byłam/jestem zadowolona z opieki mojego gina, tym bardziej, że kiedy pojawiły się problemy (przedwczesne skurcze, szyjka zaczęła się skracać i rozwierać..) szybko zareagował, zrobił co uważał za słuszne i z sukcesem doprowadził moją ciążę do końca :)
A na dodatek mój ginekolog jest ordynatorem w szpitalu, w którym rodziłam w związku z czym jak leżałam, zarówno na patologii jak i później na porodówce – miałam zapewnioną świetną opiekę :)

Paulina Garbień
8 lat temu
Reply to  Bombel

ja w Polsce miałam podobnie niestety tylko dlatego, że chodziłam prywatnie, lekarz na NFZ zbagatelizował moje plamienia i inne problemy, jak kłucia w szyjce i skurcze i tylko dzięki prywatnemu udało mi się donosić ciążę i urodzić w terminie zdrowego synka :)

Ania Stanczak
8 lat temu

ach życzę szybkiego rozwiązania ;)!!! no i super że jest tak fachowa opieka;))

Ania Stanczak
8 lat temu

no i gratuluje bo to moje spełnienie marzeń najpierw synek późńiej córa ja już mam córeczkę więc nie będe miała starszego synka ale nie żałuje mam mała królewnę!! :)

Magdalena Bryła
5 lat temu

Co wizyta to usg plus pod koniec juz co tydzień sprawdzal przeplywy

Karolina Zaba
5 lat temu

5 w obydwu ciazach.

Ewelina Mąkosa-Salamon

Ja miałam przy kazdej wizycie co trzy,cztery tygodnie w obu ciazach

Angelika Kozłowska
5 lat temu

U nas to samo w niemczech ..co kazda wizyte .raz nie mialysmy w tym miesiacu bo spotkanie z p.polozna mialysmy

Agnieszka Lejman
5 lat temu

Ja rowniez na kazdej wizycie co 3-4 tygodnie.

Sylwia Kotewicz
5 lat temu

w anglii tez 2, ale ja miałam 7 ;)

Edyta Skrzydło
5 lat temu

Przy pierwszej może 3-4 a przy drugiej ok 10

Ewa Gołębiewska
5 lat temu

Ja w pierwszej miałam kilkadziesiąt razy, nie bardzo jestem w stanie policzyć ile, ale co dwa- trzy dni przez ponad pół ciąży a potem nie rzadziej niż co dwa tygodnie. W drugiej ciąży miałam tylko 2 razy usg :( a teraz jestem w 20 tygodniu ciąży i miałam jedno usg na NFZ i niedługo będę miała następne.

Martyna Hansson
5 lat temu

jedno USG na cala ciaze w 19 tc, mieszkam w polnocnej szwecji:) jezeli ciaza przebiega prawidlowo, to nie robi sie dodatkowych. Opieke podczas ciazy i porodu oceniam na 5/5 gwiazdek :)

Kasia Singh
5 lat temu

ja corke rodzilam w irlandii i faktycznie usg byly 2 lub 3. w ciazy w Pl mialam usg co 3tyg ale to byla inna sytuacja- ciaza blizniaza jednojajowa z ryzykiem wystapienia zespolu podkradania. niemniej jednak o ike opieka nad ciezarna w irlandii dosc kulala tak sam porod i pobyt w szpitalu, pomoc w poczatkach KP wspominam swietnie

Dagmara Mika
5 lat temu

Co wizytę czyli średnio raz w niesiącu i nawet zdjęcia dostawałam jeśli maluszki ładnie zapozowały :P

Joanna Żuk
5 lat temu

co wizytę :)

Sylwia Wnuk
5 lat temu

za każdym badaniem czyli co miesiąc pod koniec ciąży jest co tydzień- Belgia

Joanna Korzystko
5 lat temu

Na każdej wizycie mam USG. W Polsce ;)

Marlena Jkb
5 lat temu

Co wizyte czyli co miesiac no chyba ze cos sie dzieje to czesciej a pod koniec juz czesciej

Klaudia Brachman
5 lat temu

W 1 ciazy mialam prywatnie co miesiac :) w drugiej 3 razy na nfz + 1 prywatnie :)

Patrycja Bzumowska
5 lat temu

Ja co 3 tyg usg , tylko córcia nigdy nie chciała współpracować na usg

Aleksandra Kreis
5 lat temu

W Pl co 3 tyg- jupi, a w Canadzie tylko 2 razy. Wrrrr

Agnieszka Warzecha
5 lat temu

urodziłam dwoje dzieci w Irlandii. Miałam 2 max 3 USG w czasie ciąży – zaznaczam ciąża przebiegała prawidłowo, czułam się dobrze więc jak dla mnie uważam że ciągłe zaglądanie nie miało sensu… porod również wspominam dobrze…. bolało owszem ale każdą z nas boli, a o bólu sie zapomina trzymając maluszka na rekach. Są różne szkoły na temat USG.. z tego co obserwuje wśród swoich znajomych – nawet jak USG nie jest potrzebne to i tak wszyscy robia jak nie z rutyny lekarza to mama malucha chce popatrzeć. Jak mus to mus… ale jak nie ma potrzeby to jaki jest inny… Czytaj więcej »

Natalia Zelewska
5 lat temu

co miesiąc :-)

Marlena Kruczek-Sekuła

Prywatnie co miesiąc, od połowy 8 mc co 2 tygodnie.

Łukasz Nicole Dziekiewicz

Ja rowniez urodzilam coreczke w Irlandi i mialam usg robione więcej niz 3 razy poniewaz co chwile mialam skurcze u musialam byc pod katrola. Jesli chodzi o porod i opieke powiem tak bolalo mnie bardzo ale poprosilam o znieczulenie od pasa w dol i bardzo mi polozne pomagaly w raz z moim partnerem to moje pierwsze dziecko. Opieka po porodzie zagladaly caly czas pielegniarki i pytaly czy cos potrzeba nie zostawialy na pastwe losu a radz se sama. Jesli chodzi o porod i opieke w Irlandi oceniam na bardzo bardzo doba z porownaniem do Polski co sie tam wyprawia

Adi Ska
5 lat temu

moj lekarz powiedzial ze robi sie tylko max 3, rozmawialam z 3 lekarzami ktorzy byli tego samego zdania, co miesiac sluchalam serduszka, chodzilam prywatnie

Ania Srokosz
5 lat temu

gdzies czytalam artykul, ze dla dziecka usg to jest nieprzyjemne doswiadczenie – w Polsce chodzilam prywatnie wiec usg bylo przy kazdej wizycie, w Anglii 2 – wszystko bylo ok, wiecej nie potrzebowalam ;-)

Katarzyna Brzozowska

Miałam 3 razy z tego względu ze jedno było przez nie doszkolony panią robione . Mieszkam w Danii i opieka 10/10 byłam i jestem zadowolona .

Sylwia Suchodolski
5 lat temu

w 1 ciazy mialam co 4 tyg robione USG – mieszkam w DE , a teraz przy 2 ciazy zmienily sie przepisy i USG sa 3 refundowane w okolicach 12tc, 20tc i 30tc , chyba ze ciaza zagrozona wtedy tych badan jest wiecej, mozna tez zaplacic i dodatkowo zrobic sobie USG

Irena Szkaradek
5 lat temu

Podczas każdej wizyty (prywatnie) czyli raz w miesiącu, a jak już termin upłynął a małej się nie spieszyło na świat to w ciągu 10 dni chyba ze 4 razy ;-)

Emocje 14 września 2012

Spychologia stosowana, czyli jak NIE pomóc zwierzęciu

Dłuższy czas zastanawiałam się, czy warto w ogóle opisywać to, czego byłam świadkiem w trakcie organizowania pomocy dzikiemu zwierzęciu, ale przeszkody i ludzka obojętność jakie spotkały mnie w jej czasie, nie mogą pozostać bez komentarza.

Ale po kolei. Mieszkam w spokojnej okolicy, za moim osiedlem rozpościera się las, więc z wielką przyjemnością zabieram na spacer dziecko i psa, praktycznie każdego dnia. Wielokrotnie mijały nas dzikie zwierzęta, więc ich widok nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, jednak gdy natknęłam się na rannego ptaka – do dziś nie wiadomo, czy był to młody kwiczoł, czy samiczka kosa – nie mogłam odejść obojętnie, nie udzielając mu pomocy. To było młodziutkie pisklę, z resztkami puchu, lecz jeszcze z nie wykształconymi “dorosłymi” piórami. Niestety gniazdo, z którego zapewne ptaszek wypadł, było zniszczone. Przez dłuższy czas obserwacji, nie pojawił się również żaden dorosły osobnik, który mógłby się nim zaopiekować. Mimo, iż nie jestem ekspertem od ptaków, postanowiłam udzielić pomocy skrzydlatemu, przede wszystkim ogrzać, gdyż był strasznie wyziębiony i nakarmić, w czym pomagał wujek Google, bo dla mnie nie było wcale takie oczywiste, co taki maluch powinien jeść.

Ptaszek początkowo miał się nieźle, szybko odzyskał siły, piórka zaczęły pokrywać jego ciałko, ale bardzo martwiła mnie jego wykręcona łapka i asymetryczne układanie po sobie jednego skrzydła, więc zaczęłam dzwonić po “specjalistach”, którzy powinni udzielić mi pomocy. Przynajmniej wtedy jeszcze tak mi się zdawało. Swoje “call center” uruchomiłam od telefonu wykonanego do jednego z weterynarzy w Gryficach, celem uzyskania pomocy. Zamiast tego usłyszałam, że jestem “taka, siaka i owaka” i najwyraźniej nie mam co w domu robić, skoro zajmuję się dzikim ptakiem.

Przyznaję, po takiej tyradzie łzy poleciały mi same, ale miałam jeszcze większą motywację żeby szukać pomocy dalej. Tylko jeden weterynarz w Gryficach zgodził się przyjąć mnie z ptakiem, dobry tydzień później, jednak jak zaznaczył w rozmowie telefonicznej, nie jest on specjalistą od ptaków i poza konsultacją nie będzie mógł mi pomóc. W zamian dostałam numer telefonu do pewnej fundacji w Szczecinie, która (ponoć) ma na celu ratowanie dzikich ptaków.

Z racji odległości i braku możliwości transportu ptaka aż 100 km, szukałam pomocy dalej na miejscu – kolejno obdzwoniłam nadleśnictwo gryfickie, Urząd Miasta i jedyne co usłyszałam, to że super nim się zajmuję, świetnie że mu pomagam, ale nie mają pieniędzy na pomoc dla ptaka, ewentualnie nadleśnictwo może zabrać ode mnie truchło. “Kłopot “ polegał na tym, że ptaszek – w międzyczasie otrzymał imię Karolczak – miał się bardzo dobrze, nie licząc okaleczonej łapki i ani myślał zdychać.

Napisałam więc maila do warszawskiego ZOO, azylu dla ptaków, gdzie otrzymałam mentalne wsparcie, na podstawie zdjęć wstępną diagnozę złamanej jednej łapki, a drugiej z początkami zaburzeń metabolicznych oraz dietę którą stosowałam już od tygodnia i adresy ośrodków gdzie należało ptaka przetransportować.

W międzyczasie Karolczak przestał opierać się na łapkach, chciał wzbić się w powietrze co uniemożliwiało mu złamanie i straszliwie tłukł się po pudle. I bez pomocy specjalisty wiedziałam że ptak nie wydobrzeje sam, więc w akcie desperacji wykonałam telefon do wspomnianej przez weta fundacji w Szczecinie. Wysłałam kolejne zdjęcia Karolczaka, i zostało ustalone że przyjadą po niego, bo mają pieniądze na transport, a mieli jechać z Trzebiatowa przez Gryfice do Szczecina. Pierwszego dnia czekałam i się nie doczekałam, mieli przyjechać drugiego dnia i nic, zero kontaktu, zadzwoniłam sama. Ok, w porządku, przyjadą – nie przyjechali, nie odebrali też telefonu, nie odpisali na moją wiadomość. Wielkie czyny nie poszły za wielkimi słowami.

Ostatnią deską ratunku okazała się wyszukana przez internet klinika weterynaryjna w Sikorkach, oddalona od Gryfic 30 km. Zadzwoniłam tam, doktor zgodził się nas przyjąć. Od osób które wożą tam swoje zwierzęta, usłyszałam że jest to świetny specjalista, człowiek od spraw beznadziejnych, z tym większą nadzieją oczekiwałam wizyty. Przyjął mnie tego samego dnia, i zrobił wszystko to, czego mogłabym oczekiwać od osoby która zajmuje się zwierzętami z potrzeby serca, a nie tylko pieniędzy.

Wytłumaczył mi wszystko, spokojnie, rzeczowo choć rozwiał moje nadzieje na zdrowie dla ptaka. Co więcej osobiście wykonał telefony dalej, czy ktokolwiek przejmie ode mnie ptaka celem fachowej rehabilitacji. Niestety nic nie wskórał, co gorsza noga Karolczaka zrosła się pod kątem 45 stopni, druga była już z niedowładem, gdyż w warunkach domowych strasznie trudno jest temu zapobiec.

Ostatecznie pomoc dla ptaka przyszła za późno, mimo wsparcia doktora, należało podjąć niełatwą decyzję o uśpieniu. Nawet po operacji istniało ogromne ryzyko, że ptak nie będzie chodził i  latał, zmuszony załatwiać się pod siebie, więc ja tylko po to aby nie skazywać Karolczaka na odleżyny i długie cierpienia, pozwoliłam odejść mu w spokoju.

Do tej pory jak o tym wszystkim myślę, to krew się w żyłach gotuje, bo gdyby nie polityka spychologii, gdybym od razu trafiła na doktora z Sikorek, a nie na mur obojętności, ptak pewnie byłby sprawny jeśli nie na wolności – co byłoby trudne, lecz możliwe – to w wolierze w azylu dla skrzydlatych. Mam też przykrą naukę na przyszłość, że chyba nie warto pochylać się nad takimi zwierzętami, bo niewiele osób jest chętnych do rzeczywistej pomocy, a przez to zwierzę ostatecznie umiera, i nie wiem co lepsze, czy śmierć z głodu i wycieńczenia w lesie, czy od zastrzyku weterynarza.

Jeśli jednak komuś przytrafi się podobne “znalezisko”, proszę zapoznajcie się ze stroną Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego, gdyż nie każdy młody ptak przebywający poza gniazdem, potrzebuje pomocy, a my mimo dobrych chęci możemy pisklęciu bardzo zaszkodzić.

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
20 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

No niestety taki mamy kraj:( Niby mamy dużo różnorakich fundacji i stowarzyszeń ale moim zdaniem mijają się z celem i służą jedynie do nabijania portfeli ludzi tam pracujących:(

Bombel
Bombel
8 lat temu

Aż mi się smutno zrobiło.
Strasznie to przykre kiedy człowiek za darmo, z dobrego serca chce komuś pomóc (nieważne czy to człowiek czy „tylko” zwierzę) i spotyka się z taką obojętnością i nieczułością! :(
Brak mi (kulturalnych) słów by określić co myślę o takich osobach, jakie miałaś okazję poznać…..
W ogóle, zastanawiam się teraz jak takie bezduszne persony mogą pracować w instytucjach, które powinny nieść pomoc potrzebującym, w tym przypadku – ptakom!?! Wywalić ich na zbity pysk! Bo nie za odprawienie z kwitkiem i chorym zwierzęciem dostają pieniądze!!

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Bombel

dokładnie

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Bombel

Nieczułość i tyle:(

Paulina Garbień
8 lat temu

:( niestety serduszko boli jak się słyszy coś takiego, strasznie to przykre

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

przykre ale niestety prawdziwe:(

Żaklina Kańczucka
8 lat temu

To była strasznie przykra nauka dla mnie, ale skuteczna. Wczoraj jak na złość trafiłam na gołębia z niekompletnymi piórami na skrzydłach i ogonie, był duży ale nie wzbijał się w powietrze. Niestety wiedząc jak to wszystko wygląda nie zdecydowałam się na kolejną naukę, sama nic nie jestem wstanie wskórać. Zostawiłam to matce naturze.

Ania Stanczak
8 lat temu

ale sie poryczałam…. straszne…. nie wiem dlaczego tak jest dlaczego ludzie są tacy obojętni serce sie kraja ………

Ania Stanczak
8 lat temu

ale niestety ludzie są obojętni na krzywde drugiej osoby a co tu mówić o zwierzaczkach ………

Żaklina Kańczucka
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

Obojętność ludzi to jedno, choć i tak ciężkie do zaakceptowania. Obojętność instytucji odpowiedzialnych statutowo za los zwierząt to inna bajka. A raczej horror, bo ja się pytam, jeśli nie weterynarze, azyle, schroniska to kto pomoże takiemu zwierzowi jakim był Karolczak? za darmo oczywiście jeden na stu, bo tu obawiam się że nie chodzi o istnienie tylko o pieniądze.

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Ania Stanczak

zgadzam się;(

Matt
Matt
8 lat temu

Tak to właśnie jest, jak pisali wcześniej, niby milion organizacji, które głośno podają swoje numery kont, bo potrzebują pieniędzy na działalność. Tylko jak przychodzi co do czego to tej działalności nie widać. Ja osobiście kilka lat temu, chowałem najpierw 4 jaskółki, ale były zdrowe więc, naszczęście nie dotknęła mnie „spychologia”, aczkolwiek pamiętam jak się zapytałem Pana z małego ZOO czym ją karmić, to usłyszałem, że z tego nic nie będzie, no ale jak mi się chce to białe robaki. Jaskółki były bardzo małe same dziobów na początku do jedzenia nie otwierały, ale zaczęły dostawać piór, a jak się otwierało później… Czytaj więcej »

Grymułka
Grymułka
8 lat temu

Oj, Żakla, przykro mi strasznie, że musiałś tego doświadczyć! :(

Żaklina Kańczucka
8 lat temu
Reply to  Grymułka

Ja również żałuję, strasznie że nie udało mi się znaleźć pomocy na czas. Nie polecam tego ludziom o słabych nerwach, nie będę ukrywać że napłakałam się nad losem Karolczaka i własną bezsilnością.

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu

też mi żal ptaszka:(

Malwina Wołowska
Malwina Wołowska
8 lat temu
Reply to  Grymułka

szkoda, ze jeden człowiek coś próbuje zrobić a inny mu zamiast pomóc to odbiera mu nadzieję:(

Agnieszka
Agnieszka
6 lat temu

my jakiś czas temu ratowaliśmy młodego Kopciuszka. kupowałam przeróżne jedzenie, ważyłam każdego dnia. Pojechałam do weterynarza bo miał wielką bułę na kolanie i niedowład drugiej nogi. dostał antybiotyk, następnego dnia karmiłam go o 5 rano, a o 7 był już sztywny:( nie mogłam tego powiedzieć dzieciom, powiedziałam, że poleciał z rodzeństwem do lasu.

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 lat temu
Reply to  Agnieszka

Niestety nie zawsze jesteśmy wstanie pomóc. Cudownie że zrobiliście dla niego wszystko co było możliwe.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close