Ulubione miejsce w mieście? Ja mam jedno, wyjątkowe


Macie swoje ulubione miejsca w mieście? Muszę się Wam przyznać, że ja mam jedno, a w nim takiego człowieka, który zawsze poprawia mi humor. To szczególnie cenne, gdy mam dzień pełen złego ciśnienia, wszystko się wali i pali. Wtedy biorę swój plecak, pakuję się i wybywam z domu na spotkanie przygody.

Aby tam dojść, muszę przebrnąć przez połowę miasta. Niestety, nie mam za blisko, zazwyczaj przy okazji odbębniam półgodzinny spacer w jedną stronę. To czas na przewietrzenie głowy, przemyślenie po co tam idę i na czym szczególnie mi zależy.

To miejsce ukryte jest w bocznej uliczce centrum.

Z radością zbliżam się do dużego poniemieckiego budynku, wkraczam do gmachu  i już czuję to powietrze specyficznie przesycone minionym czasem i obietnicą ciekawych przygód. Następnie muszę zdecydować, co dalej, wiedząc, że są dwie pary drzwi – jedne na parterze, drugie na piętrze. Omijam wzrokiem te na parterze i wspinam się po drewnianych schodach do góry. Przekraczam próg niemal bezgłośnie i już jestem w środku. Cicho, ciepło, spokojnie….

Zdejmuję z siebie plecak, wyciągam całą jego zawartość i wiem, że nadszedł czas szaleństwa. Wiecie, gdzie jestem?

Jestem w bibliotece!

Tak moi mili, to jest moje ulubione miejsce w mieście. Tam “czeka” na mnie cudowna Pani Grażynka. Bardzo lubię te spotkania, bo zawsze wymieniamy opinie o  ostatnio przeczytanych książkach, polecamy sobie nawzajem coś dobrego. Ja się wręcz czuję tam, jakbym wchodziła do siebie. Zawsze się śmieję, że jak wchodzę do biblioteki, to Ona już wie, co ja bym chciała przeczytać. Uwielbiam spędzać tu czas, ale bez towarzystwa dzieci. Przecież idę tam po to, aby pobyć w błogim spokoju kilka dłuższych minut, odchamić się, zrelaksować.

Dziś znów wróciłam z kilkoma książkami, bo księgozbiór jest bogaty i  w tym ogromie nowości grzechem byłoby powiedzieć, że nie ma z czego wybierać.

Z biblioteki zawsze wychodzę uspokojona i uśmiechnięta, ciesząc się “łupem”, który przemycam w plecaku – do biblioteki zabrać torebkę, to jakby popełnić grzech zaniechania zabrania większej ilości książek do domu ;). Zazwyczaj wypożyczam kilka grubszych książek, bo wtedy mniej więcej na miesiąc mam z głowy problem braku wieczornej lektury. A po tym czasie znów pakuję swój plecak, zostawiam dzieci w domu i podążam do mojego ulubionego miejsca na mieście. Wam również polecam.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. leggidellamagia

    Dziękuję i życzę smacznego dnia !http://are-f.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

10 zastosowań oleju kokosowego, które koniecznie trzeba wypróbować


Chyba każdy słyszał o oleju kokosowym. Ja słyszałam dawno, ale ok miesiąca temu zdecydowałam się na sięgnięcie po ten specyfik. I już żałuję, że tyle czasu zajęło mi zastanawianie się, czy warto!

Uwielbiam olej kokosowy i ze względu na zapach, i to, że można z nim cuda robić, a w zasadzie, że on robi cuda ze mną. Jego wyjątkowe właściwości wynikają z zawartych w nim substancji. A są to cenne dla zdrowia i urody: nasycone kwasy tłuszczowe (m.in. kwas laurynowy, palmitynowy, kaprylowy), jak i nienasycone (m.in. kwas oleinowy, linolenowy), witamina B2, B6, E i C, kwas foliowy, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód i cynk. Nic dziwnego, że olej kokosowy określa się mianem “superfood”. Najlepiej wybierać olej nierafinowany, nie poddawany działaniu wysokich temperatur.

Ja używam do ciała i do włosów – skóra po nim jest cudownie pachnąca, miękka, odżywiona. Włosy są bardziej błyszczące, zdrowsze. Można nim także smarować kanapki, smażyć i nie tylko. Jeśli jesteście ciekawe, podpowiadam, do czego możecie wykorzystać olej kokosowy.

     1.Odżywianie ciała

Najprostsza rzecz. Po kąpieli posmaruj ciało olejem kokosowym (nawet gdy jest twardy w słoiczku, natychmiast rozpuszcza się pod wpływem ciepła ciała) et voila! Rano poczujesz, ile zyskała twoja skóra :)

  1. Maska na włosy

Przed myciem włosów nałóż olej na końcówki, maksymalnie od ich połowy, bo trudno zmyć tłustą skórę głowy. Pozostaw na minimum 20 minut i umyj głowę. Czasem trzeba umyć dwa razy, żeby zmyć tłustą warstwę, ale warto. Stosuję ten sposób regularnie.

  1. Mgiełka na puszące się włosy

Do spryskiwacza wlej wodę i odrobinę oleju kokosowego. Wstrząśnij, by połączyć składniki i spryskaj włosy. Łatwiej będzie je rozczesać i wygładzić, nie przetłuszczając ich równocześnie.

  1. Demakijaż

Skończyło Ci się mleczko do demakijażu, a oporny tusz rozpłynął się po twarzy? Nałóż na wacik odrobinę oleju, przetrzyj powieki, a tusz zostanie z nich zmyty.

  1. Mycie zębów

Olej kokosowy doskonale wpływa na zdrowie jamy ustnej i z powodzeniem może zostać wykorzystany jako alternatywa dla pasty do zębów. Do jednej części oleju dodaj jedną część sody oczyszczonej i kilka kropel olejku eterycznego, jeśli lubisz. Zwolennicy oleju proponują trzymać w ustach odrobinę oleju po wieczornym umyciu zębów, żeby odkazić jamę ustną.

  1. Naturalny dezodorant

Połącz jedną część oleju kokosowego, jedną część sody oczyszczonej i jedną część skrobi kukurydzianej. Możesz dodać kilka kropel olejku eterycznego, według swojego upodobania. Wymieszaj, przełóż do sztyftu lub słoiczka, stosuj na umytą skórę. P.S., Pamiętaj, że ciało może potrzebować kilku dni do przyzwyczajenia się do zmian, więc nie zniechęcaj się szybko.

  1. Do golenia

Tak, dobrze widzisz. Gdy skończy się krem do golenia, posmaruj umytą skórę olejem i posłuż się maszynką. Będzie gładko i bez podrażnień.

  1. Odżywka do rzęs i brwi

Co wieczór nakładaj odrobinę oleju na rzęsy i brwi, by je wzmocnić. Rano możesz przejechać palcem z odrobiną oleju po brwiach, będą wyglądały na ciemniejsze i ułożone.

  1. Odżywczy peeling

Świetny pomysł na złuszczenie i regenerację skóry ciała. 2 łyżki oleju wymieszaj z 4 łyżkami soli gruboziarnistej i wymasuj tym ciało. Spłucz pod prysznicem i nic więcej nie musisz już robić, by cieszyć się gładką skórą.

  1. Maska na popękane pięty

Wieczorem, po wykonaniu peelingu, grubą warstwę oleju kokosowego nałóż na stopy. Załóż grube, bawełniane skarpetki i połóż się spać. Regularne stosowanie tego sposobu jest kluczem do sukcesu. Na suche łokcie i kolana również zadziała :)

Znacie jeszcze inne sposoby na wykorzystanie oleju kokosowego? Podzielcie się nimi w komentarzach.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. milena Kaminska

    Bomba, rewelacja dziękuję za te cenne rady na pewno je wdroże. Mam olej kokosowy ale wykorzystywaľam go tylko do ciała swojego i dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Joga. Znam zalety, dla których każdy powinien jej spróbować


Od dawna już miałam wielką ochotę, aby wypróbować jogę. Moje życie jest ostatnimi czasy bardzo intensywne, bo przy trójce dzieci,  pracy zawodowej, pasjach, często brakuje tej energii. A czasem odwrotnie – wręcz odczuwam jej nadmiar i fajnie byłoby ją pozytywnie zneutralizować.

Poza tym bardzo mi się podobało, że jogini mają takie smukłe, giętkie ciała, a ich ruchy są zgrabne, wyważone. Oczywiście patrzeć i marzyć to jedno, a zabrać się do dzieła i wejść na matę to drugie.

Pewnego pięknego dnia obudziłam się z mocnym postanowieniem, że zacznę praktykować jogę. Kupiłam matę, zorganizowałam strój, wypożyczyłam książki z biblioteki i znalazłam na YouTube instruktażowe filmiki z poszczególnymi lekcjami. Żałuję, że nie udało mi się zapisać na zajęcia prowadzone przez instruktora w moim mieście, bo jak na złość osoba, która mnie interesowała, prowadzi zajęcia dwa dni w tygodniu, w których nie mogę uczestniczyć.  

Stanęło więc na praktyce w domu. Na początku trochę się krępowałam, no bo umówmy się, jak do tej pory człowiek albo biegał i nikt go nie oglądał, albo dla odmiany siedział sobie na tyłeczku, to nagłe wejście na matę i uskutecznianie dziwnych pozycji (asan), może być odebrane przez rodzinkę jako coś bardzo nietypowego. Po kilku pierwszych lekcjach, które mi się spodobały, stwierdziłam, że już chyba nie mam się czego wstydzić i będę praktykować jawnie, nie uciekając przed wzrokiem innych.

To bardzo proste. Jedyne, co jest potrzebne, to tak naprawdę spokojny kącik (najlepiej pokój, żeby nikt pod nogami się nie plątał), wygodny strój (żadnych skarpetek;)) wyciszenie telefonu komórkowego i wybranie lekcji na YT.

No cóż, ja wsiąkam w to od jakiegoś czasu. Zazwyczaj każdego dnia praktykuję i mam już swoje ulubione asany, które mi odpowiadają. Muszę przyznać, że joga wywarła bardzo dobry wpływ na moje życie.

Po pierwsze – ciało szczupleje. Nawet jeżeli się wydaje że joga to “sport” dla emerytów, to muszę wam powiedzieć, że w zależności od rodzaju jogi, wybierzecie dla siebie i  bardziej energetyczne (na przykład z ćwiczeniami na szczupły brzuch) i totalnie wyciszające, relaksujące.

Po drugie –  bardziej elastyczne ciało, które można wykorzystać w kilku ciekawych sytuacjach ;)

Po trzecie – spokojne myśli. To chyba najważniejsza rzecz, za którą tęsknię co wieczór.  Joga staje się dawką uspokojenia, prawdziwego relaksu i głębokiego oddechu, co jest nie do przecenienia. Uspokaja się serce, mięśnie rozluźniają, a stres odchodzi w zapomnienie.

Po czwarte – miłość :) No bo joga uczy kochać swoje ciało i słuchać go mądrze. To taki odrobinę egoistyczny pierwiastek, z którego każdy powinien czerpać.

Matę najczęściej rozkładam mniej więcej o 22:00, bo tak mi jest wygodnie. Wykorzystuję wtedy jeden z ulubionych filmików relaksacyjnych, bo power jogę wolę w ciągu dnia, na podniesienie energii.

Już po upływie pół godziny czuję, jakby cały ten długi dzień był poza mną. Joga pozwala oderwać myśli od rzeczy, które za mną chodzą i “odpłynąć” nimi w dobrym kierunku.

Stałam się fanką jogi i myślę, że moja przygoda z nią będzie rozwijała się najlepsze – w dzień wersja energetyczna, a wieczorem dla odmiany, relaksująca. Pasuje mi ta różnorodność :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Alfie Evans skazany na śmierć. Ma niecałe dwa lata


Nie jestem zwolenniczką kary śmierci, nawet dla zagorzałych przestępców. Po pierwsze uważam, że to w gruncie rzeczy żadna kara, o wiele gorsze jest dożywocie. Po drugie – na całym świecie zbyt wielu ludzi niesłusznie skazano w majestacie prawa. Tym bardziej ciężko mi obojętnie przejść wobec wyroku wykonywanego na niewinnym dziecku. Jego jedynym przewinieniem jest fakt, że chłopiec ośmiela się żyć.

Historia Alfiego Evansa może i wstrząsnęła światem, ale polskimi mediami już niekoniecznie. W dniu, w którym brytyjski sąd zezwolił na odłączenie dziecka od aparatury podtrzymującej życie, a w razie konieczności podanie zastrzyku z trucizną (!!!), w internetowych mediach w Polsce (telewizji nie oglądam, ze sprawdzonego źródła wiem jedynie, że TVP podjęła temat) królowały dwie wiadomości: przesłuchanie Donalda Tuska i narodziny trzeciego Royal Baby. Najświeższe informacje o Alfiem Evansie pojawiały się na kanale Wojciecha Cejrowskiego na Facebooku i (podobno) Twitterze. W życiu nie zaglądałam na Facebooka tak często, jak w ciągu ostatnich kilku dni. Bo wiecie, wydawało mi się, że życie w sieci, czytanie wiadomości, które się codziennie pojawiają, w jakiś sposób mnie opancerzyło. Ale są rzeczy, wobec których nie da się przejść obojętnie. Są rzeczy, których nie da się zrozumieć, ale o których trzeba mówić głośno. Są rzeczy, które po prostu trzeba nazwać kurewstwem. Bo jak inaczej nazwać obsesyjną chęć zabicia dwuletniego dziecka w majestacie prawa? Chęć lekarzy, których obowiązkiem jest ratować życie, ale i sądu.

Wiecie, ja bym mogła od biedy zrozumieć, że postanowili odłączyć dziecko, bo i tak nie rokuje, a brakuje im sprzętu i muszą podłączyć inne, które rokuje bardzo. To byłby trudny i bolesny wybór, ale w jakiś sposób do ogarnięcia ludzkim umysłem. Mogłabym zrozumieć, że odłączają dziecko, u którego stwierdzono śmierć mózgową. Tak się robi. Jednak to nie jest ten przypadek. Powód, dla którego szpital postanowił odłączyć chłopca od aparatury, jest dla mnie niejasny. Skoro mózg jest obumarły, dziecko nie cierpi, więc zasłanianie się jego najlepszym dobrem brzmi jak ponury żart. Jeśli mózg nie jest całkowicie obumarły i dziecko jest w śpiączce, to niech mi ktoś łaskawie wyjaśni, od kiedy to osoby będące w śpiączce poddawane są eutanazji.

W całym cywilizowanym świecie rodzicom, którzy działają na szkodę swojego dziecka, odbiera się prawa rodzicielskie. W tym wypadku jest odwrotnie. Rodzice nie zgodzili się na odłączenie dziecka od aparatury podtrzymującej życie, więc… odebrano im praw​a rodzicielskie. Do szpitala została wezwana policja, która, co może wydać się niewiarygodne, chroni dziecko przed rodzicami!!! W cywilizowanym świecie rodzice mają prawo przenieść dziecko do innej placówki, jeśli uważają, że tamta zapewni lepszą opiekę i leczenie. W tym wypadku jest dokładnie odwrotnie – lekarze uznali, że chłopiec jest nieuleczalnie chory (chociaż nie udało się go jednoznacznie zdiagnozować) i nie pozwolili przewieźć go do kliniki we Włoszech, która deklaruje chęć leczenia Alfiego, a w razie konieczności – bezpłatną opiekę do końca życia. Nie da się ukryć, że to bardzo hojna oferta. Alfie w przyspieszonym trybie dostał włoskie obywatelstwo. O jego uwolnienie z brytyjskiego szpitala apeluje papież Franciszek. Odmowę transportu do włoskiej kliniki uzasadniono stanem zdrowia chłopca. Ponoć ten transport zaszkodzi jego zdrowiu. Eutanazja zapewne nie zaszkodzi mu wcale.

Zdaniem pseudolekarzy chłopiec miał przestać oddychać trzy minuty po odłączeniu od respiratora. Mieli pecha – maluch jest uparty i oddychał samodzielnie kilkanaście godzin. W tym czasie nie podawano mu żadnych kroplówek, skazując na powolną śmierć z głodu i odwodnienia. Nie moi drodzy, dziecko, które szesnaście miesięcy było karmione dożylnie, nie zacznie nagle samo jeść. Natomiast przetrzymywanie dziecka siłą w szpitalu, głodzenie, odmowa podania tlenu to nic innego jak stary „dobry” faszyzm w nowym wydaniu.

Zdaniem rodziny dziecku podawano za duże ilości leków, po których chłopiec zapadał w śpiączkę. Ojciec dziecka twierdzi, że kiedy dawki zmniejszano, maluch przejawiał pojedyncze reakcje na otoczenie, między innymi zaciskał usta na smoczku i reagował na głosy rodziców. Teoria spiskowa, którą nietrudno znaleźć w sieci głosi, że chłopca poddano eksperymentalnej, nielegalnej terapii. Są na to dowody w postaci filmików, na których wypowiadają się anonimowo pracownicy szpitala. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale szczerze mówiąc, to jedyne sensowne wyjaśnienie chęci zabicia tego dziecka i brak zgody na leczenie w innej placówce. Ponoć niezbędna jest śmierć dziecka i sekcja zwłok, bo tylko ona odpowie na pytanie o ostateczny rezultat eksperymentu. W internecie można znaleźć też informacje o niechlubnej przeszłości szpitala, w którym przetrzymywany jest Alfie. Miało tam dochodzić do masowego nielegalnego pobierania tkanek od martwych dzieci.

Bezradność rodziców Alfiego Evansa wobec bezdusznego brytyjskiego wymiaru (nie)sprawiedliwości zmusza do zadania sobie pytania, na jakim świecie żyjemy i dokąd ten świat zmierza. Bo jeśli dochodzi do takich sytuacji (Alfie wcale nie jest pierwszy), to znaczy, że coś mocno poszło nie tak. Wszechobecny liberalizm i tolerancja praktycznie wszystkiego (nieważne, dobre czy złe, przecież każdy ma prawo żyć po swojemu, prawda?) doprowadziły do absurdu. Dziś nie liczy się ludzkie życie, dziś dzieci zabija się w majestacie prawa. Jutro w majestacie prawa zaczniemy zabijać dorosłych. Tych niewygodnych. Bo niby czemu nie? Po cichu robi się to od dawna.

O ironio losu kilka dni temu czytałam przepowiednię portugalskiej zakonnicy, siostry Łucji, dotyczącą Trzeciej Wojny Światowej i ogromnych zmian na świecie, jakie po niej nastaną. Jak śledzę historię Alfiego, to myślę sobie – im szybciej, tym lepiej. Bo chociaż jestem przeciwniczką wojen, to na takim świecie, na jakim obecnie żyjemy, po prostu nie chcę żyć. Świat, w którym odbiera się dzieci rodzicom po to, by je zabijać, nie jest moim światem.

Ten tekst pisałam przed posiedzeniem sądu apelacyjnego. Pisałam z nadzieją, że ów sąd zachowa się po ludzku i pozwoli chłopcu żyć. Niestety, sąd apelacyjny także uznał, że w najlepszym interesie Alfiego jest umrzeć. Mimo to ponad dwie doby po odłączeniu respiratora, Alfie nadal żyje i oddycha samodzielnie. Świat wstrzymał oddech i czeka na cud.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Historia Alfiego bardzo mną wstrząsnęła – chlopiec pokazał wszystkim swoją siłę i chęć życia, ale oni wciąż chcą go uśmiercić. Czym on zawinił, że spotyka go taki los? To przykre, że nic nie można zrobić… pozostaje nam jedynie modlić się i prosić Boga o rozum i opamiętanie dla tych zwyrodnialców. Po głowie wciąż tłucze mi się pytanie: Na jakim świecie żyjemy? Co to za świat, gdzie zabija się dziecko, tłumacząc to tym, że transport do Włoch mógłby go zabić?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku