Emocje 24 lipca 2012

Wehikuł czasu

Gdybym miała określić siebie w jednym zdaniu, brzmiałoby ono “osoba twardo stąpająca po ziemi”. Dokładnie tak, daleko mi do romantyczki, wielu sentymentów też nie posiadam, jednak mam jedno dość dziwne przyzwyczajenie, które przynosi mi natychmiastowy spokój, ukojenie…

Patrzę w okno – ale nie obojętnie jakie i o byle której porze dnia czy nocy. Okno w sypialni, w noc gdy nie mogę spać, po prostu patrzę przez nie w dal. Opieram głowę o chłodną szybę, słucham dźwięków przez nie dochodzących. Zamykam oczy, na długą chwilę i widzę znacznie więcej niż las i rozgwieżdżone niebo po drugiej stronie ulicy. W jednej chwili wszystko się zmienia, przenoszę się myślami  do czasu dzieciństwa, do miejsca gdzie widzę dobre ręce mojej mamy i czuję cudowny zapach domowego jedzenia. Dalej widzę siebie i moje siostry, psa i powietrze aż drgające od sierpniowego słońca. Pachnie łąką, krzyk dzieci wibruje w uszach, radość w czystej postaci. Aż nie chcę się z niej wynurzać…. Dalej wysokie drzewa, na które uwielbiałam włazić, a które odwdzięczały mi się siniakami za karkołomne wyczyny.

Obrazy lawinowo przesuwają się pod powiekami, aż dech zapiera w piersi,  a  uśmiech sam wędruje po twarzy. Widzę to wszystko, czuję, tym znów oddycham. Miejsca do których powrócę jedynie w snach, twarze których imion już nigdy sobie nie przypomnę, zapachy których żaden alchemik nie zaczaruje w magicznym flakoniku. Coś niepowtarzalnego, mojego.  Abstrakcja, której nie jestem w stanie wytłumaczyć, ale jestem w stanie poczuć całym sercem.

Jak to dobrze choć przez chwilę móc znów być dzieckiem, czuć beztroskę i dawać sobie do tego pełne prawo. Aż żal otwierać oczy, by to zbyt szybko umknęło. W mojej głowie tkwi swoista mapa szczęśliwych wspomnień, najczęściej z dzieciństwa, tak cudownych, że wciąż wracam do tamtego czasu, choć jestem tu i teraz. A może właśnie dlatego? Moje wspomnienia to cudowny relaks i odskocznia od problemów dorosłego życia, lecz mam świadomość, że zatracanie się w nich nie jest dobrym rozwiązaniem, przeszłość nie wróci, choć nie wiem jakbym jej pragnęła. Życie biegnie własnym torem, radość miesza ze smutkiem, strach z nadzieją  i mimo wszystkich trudności tworzę w głowie plan, jak obrócić to na dobrą kartę tak, aby za kilkadziesiąt lat móc zamknąć oczy, oprzeć głowę o szybę i oddać się cudownemu wpływowi tej chwili. Tego dziwnego wehikułu czasu, w którym znów zobaczę moje wspomnienia z czasu pełni sił i zdarzeń minionych lat…

Źródło zdjęcia: Flickr

36
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Edyta SkrzydłoAnia StanczakŻaklina Kańczuckaakinom83sis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Wspomnienia tworzą człowieka… Jeśli są piękne warto je więc pielęgnować…

Marta Ulińska
Gość

Już kilka lat temu zauważyłam, że w mojej pamięci zostają tylko dobre wspomnienia, a te złe i przykre gdzieś ulatują. Myślę, że dzieje się tak dlatego bo tylko to co dobre warte jest zapamiętania :)

Magda Kupis
Gość

też lubię wracać do wspomnień :)
czasem same wracają. Moje jedno z najpiękniejszych choć całkiem zwyczajnych powraca, gdy poczuję zapach malin wygrzewających się na słońcu :)

Natalia Legieć
Gość

do wspomnien warto wracac.. do kazdych.. !!! :) my cala rodzina czesto wspominamy dawne czasy

sylwiagkap
Gość
sylwiagkap

Każdy wraca do wspomnień, ja mając teraz dwu letniego synka staram się jemu pokazać jak kiedyś trwało dzieciństwo moje, pokazuje jemu jak jesteśmy u dziadków gdzie mama się bawiła, za każdym razem rozmawiam z nim i mówię do niego: „Mam nadzieję że tobie dzieciństwo uda się, i kiedyś będziesz je wspominał tak samo jak mama”. Ja opowiadam często z mężem na wzajem nasze dzieciństwo, jego troszkę inaczej brzmi ponieważ on jest jedynakiem, ja pochodzę z rodziny wielodzietnej, i za każdym razem słyszę od niego przynajmniej miałaś to dzieciństwo z rodzeństwem. Miłe mam wspomnienia i zgadzam się z Tobą, zawsze powracam… Czytaj więcej »

Natalia Legieć
Gość

miejmy nadzieje ze te wspomnienia ktore opowiadamy naszym dzieciom w czyms im pomoga.. moze beda probowaly nas nasladowac? nasze zabawy, nasze relacje z bliskimi.. oby :)

sis
Gość
sis

takie wspomnienia warto pielęgnować, to cudowna ostoja podczas trudnych chwil w życiu.

akinom83
Gość
akinom83

aż się rozmarzyłam ….:)
prócz psa i drzewa- ale za to z siniakami ;) wszystko się zgadza :)
tylko u mnie to Dąbie ;) nie za naszych czasów co prawda – ciut wcześniej …o jakieś naście, dziesiąt lat ;)
dobrze że są „takie” okna :))))

Żaklina Kańczucka
Gość

Jakie dziesiąt, a co my, emerytki? ;p poza tym, w moich wspomnieniach zarówno Dąbie jak i Borówkowa- rulez ;)

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

No nie emerytki, ale….., wspomnienia coś pieknego. Również często wspominam głównie moją babcię ukochaną.

Ania Stanczak
Gość

ale cudowny artykuł!! jak kartka z pamętnika….

Marta Ulińska
Gość

Nasza rodzina ma taką nie pisaną „tradycje”, na każdych urodzinach wspominamy śmieszne sytuacje z naszym udziałem :)

Emocje 20 lipca 2012

Meeting z dziewczynami

Jest lipiec, jeden z tych dni, w którym lato zapomniało, że jest latem. I w zasadzie gdyby nie fakt, iż w szkole uczyli mnie inaczej, pomyślałabym, że nastała już jesień!  Jest pochmurno (nie widać ani pół promyka słońca), z szarego nieba siąpi deszcz, a termometr wskazuje 13 st.?! Nic więc dziwnego, że mylą mi się pory roku. Ale to nic! Bo na dzisiaj mam już plan, całkiem niezły plan!

Dzisiejszy dzień, ja i mój mały bąbel – Jaś spędzimy w bardzo miłym towarzystwie. Towarzystwie, które znam już dosyć długo, przeszło rok, a nawet dwa! Z tym jednakże drobnym szczegółem, że znamy się tylko WIRTUALNIE! :-)  Oj tak! Może to dziwne, może śmieszne, ale ekipa współtworząca  W Roli Mamy nigdy w życiu nie widziała się na oczy!

Przegadałyśmy ze sobą już tysiące godzin – plotkowałyśmy, żartowałyśmy, wspólnie odprawiałyśmy gorzkie żale, rozwiązałyśmy dziesiątki naszych „problemów”, płakałyśmy, śmiałyśmy się i pocieszałyśmy…. a wszystko to działo się w sieci!

Ale dziś nadszedł czas na PRAWDZIWE spotkanie, w realnym świecie! Umówiłyśmy się u Racheli, a właściwie to u Jej rodziców, do których przyjechała na małe wakacje. Spotkanie zaczęło się obiecująco, bo spóźnialsko! Najpierw spóźniły się Basia i Madzia, a potem dotarłam w końcu – ja (swoją drogą, czuję się oszukana i jednocześnie usprawiedliwiona bo to głupia nawigacja wyprowadziła mnie w pole, na inną wioskę i jeszcze bezczelnie poinformowała, że „oto jestem u celu”!).

Tego dnia nie tylko moja nawigacja okazała się wredną… sztuką, ale również pogoda. Cały dzień robiła sobie z nas jaja, na przemian posyłając krople deszczu i odrobinki promyków słońca. Ale nie ma tego złego, bo nasze spotkanie przy kawie mogłyśmy wówczas z gracją połączyć z elementami aerobiku i joggingu.

Najpierw usiadłyśmy w altanie w celu wykonania kilku prostych i statycznych ćwiczeń typu: podnoszenie kubków z kawą – to na bicepsy, skłony – po zabawki tudzież nasze małe berbecie domagające się maminych rąk, dzięki czemu mogłyśmy za jednym zamachem potrenować dźwiganie ciężarów. No i oczywiście ćwiczyłyśmy mięśnie brzucha – podrzucając mu raz po raz to serniczek, to jabłecznik :-)

Kiedy przestawało padać razem z dzieciakami, niemal na wyścigi wybiegałyśmy z altany wprost do ogromnego ogrodu, gdzie dalej mogłyśmy oddawać się ćwiczeniom – jedzenia, tym razem owoców prosto z drzew bądź krzaczków! No ale żeby nie było, że tylko jadłyśmy, przyznam że trochę pobiegałyśmy – za piłką i za uciekającymi kurczakami, tj. naszymi bobasami. A bobasy, jak się okazało wszystkie mamy wspaniałe! Co jeden to lepszy agent! I agentka (!) bo była przecież też Maja, jedyna kobitka wśród latorośli :-)

Z naszych spostrzeżeń: Majeczka – ma cudownie wielkie oczy (a na jej drobniuteńkiej buzince wydają się być wręcz ogromne), Marcinek – ma niesamowicie długie rzęsy (w przyszłości będzie musiał opędzać się od miłośniczek takich wachlarzy), Jaś – to najsłodszy niedźwiadek pod słońcem (nie wiedzieć czemu, ciągle na wszystko warczy), no i Aleks – nasz przeuroczy przedszkolak, mały przystojniaczek z ogromnymi pokładami energii (cały dzień biegał i w ogóle nie wyglądał na zmęczonego!).

A mamuśki? Mimo, iż każda jest zupełnie inną osobowością, wszystkie są wspaniałe! Czułam się przy nich bardzo swobodnie i na luzie. Prawdę powiedziawszy miałam wrażenie, że to nie pierwsze nasze spotkanie, a jedno z wielu. To fascynujące, że znając się tylko z Internetu tak świetnie się dobrałyśmy. Tworzymy naprawdę zgraną paczkę. Żałuję tylko, że nie mogłyśmy spotkać się CAŁĄ naszą ekipą (łącznie jest nas  10). Ale niestety rozsiane jesteśmy po całej Polsce, a w zasadzie – Europie, bo Paulina mieszka przecież w Dublinie.

Mimo to mam jednak głęboką nadzieję, że kiedyś uda nam się zorganizować WIELKIE spotkanie, na które WSZYSTKIE przyjedziemy. Może wybierzemy się na wspólne wakacje..? :-)


Uwaga! Pierwsza osoba, która w komentarzu pod tym wpisem, prawidłowo odgadnie imiona lub pseudonimy blogerek i ich dzieci widocznych na zdjęciu w banerze na górze wpisu – otrzyma od nas nagrodę niespodziankę.
Wymieniamy od lewej strony!!!  

Fotorelacja z naszego spotkania pod chmurką:





47
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania Stanczak
Gość

Basia Heppa-Chudy Żaklina Kańczucka
Rachela Magdalena

Natalia Legieć
Gość

oszustwo :)

Ania:)
Gość
Ania:)

tu bylo co innego na poczatku napisane! a teraz jest poprawnie nie ladnie

Ania Stanczak
Gość

ale ja wiem że edytowałam i ja nie chce nagrody;)) poprawiłam żeby dobrze było moja poprawna odpowiedź jest później Natalia Pierwsza dała poprawną odpowiedz i nie mam żadnego tu zwątpienia więc kochane sie tak odrazu nie złoście nie zrobiłam tego żeby wygrać:))

Ania:)
Gość
Ania:)

trzeba sie troche zloscic bo nie musialas edytowac a moze jednak liczylas na to ze nie zauwazymy? skad mamy to wiedziec? tyle osob ciagle oszukuje! ja wierze jednak w twoje dobre intencje, i ciesze sie ze sie przyznalas, pozdrawiam :) :)

Ania Stanczak
Gość

nie kochana nie chciałam oszukać i nie liczyłam na nagrodę gdy to robiłam wyjaśniłam to w poście niżej. Rozumiem złość bo nie wyjaśniłam tego od razu tylko uciekłam więc sama pewnie gdybym była w takiej sytuacji zareagowała bym TAK SAMO

Ania Stanczak
Gość

żeby można było to bym nawet skasowała żeby nikt nie miał wątpliwości ale sie nie da…

Natalia Legieć
Gość

bardzo milo ze sie przyznalas i ze sie zrozumialysmy wszystkie :)

Ania Stanczak
Gość

no niewiem :((

Natalia Legieć
Gość

Basia Heppa-Chudy- aleks
Fizinka- jaś
Mirella -Marcin
Magdalena- majeczka

Ania:)
Gość
Ania:)

Basia Heppa- chudy z aleksem, Fizinka:) z no i tu mam problem :) Rachela z Marcinem, Magda z Majką

Fizinka
Gość
Fizinka

:)))))))

Natalia Legieć
Gość

Basia Heppa-Chudy- aleks
Fizinka- jaś
Rachela -Marcin
Magdalena- majeczka

Ania:)
Gość
Ania:)

Teraz w artykule o 24h doczytałam ze Fizinka ma Jasi ano ale za późno trudno, pozdrawiam:)

Fizinka
Gość
Fizinka

No proszę, nawet tam dotarłaś :) Cieszę się, że szperałaś w starych textach, w poszukiwaniu dobrej odpowiedzi! :)

Ania:)
Gość
Ania:)

Tak bo wydawąło mi sie ze gdzies czytałam, ale nie pamietałam imienia i gdzie i mnie olśniło później właśnie , ale za późno już:) bo Natalia tez poprawiła sie ale szybciej :)

Natalia Legieć
Gość

nie dalo sie inaczej :P nie u wszytskich Pań podane imie dziecka:) trzeba bylo szukac po waszych wpisach :) przynajmniej kazda znas poczytala, być moze dowiedziala sie czegos ciekawego, przydatnego?:)

Fizinka
Gość
Fizinka

Oooo i to mi się podoba! :)))

Ania Stanczak
Gość

ja się pomyliłam bo autorka tekstu nie jest do siebie podobna na zdjęciu profilowym i mnie to zmyliło:D:D:D;p

Natalia Legieć
Gość

poprawilam sie mam nadzieje ze dobrze :) my tez zaraz zmykamy na spacerek wiec pozdrawiamy wszystkich i slemy buziaki z Gdanska:)

Ania Stanczak
Gość

ehhh wychodzi na to że sie mało znam

Ania Stanczak
Gość

Ale wybaczcie ja dopiero zaczynam was poznawać :P wcześniej myślałam ze trzeba być jakoś zalogowanym i dopiero zostałam oświecona że można przez FB;p

Ania Stanczak
Gość

o wiem znam dzieci Majeczka Marcinek jaś i Aleks:P

Ania Stanczak
Gość

Basia Heppa-Chudy- Aleks Fizinka – Jaś
Rachela Marcinek Magdalena – majka

Ania Stanczak
Gość

A może jednak jestem 1 bo wszystcy pisali Mirella a to Rachella Prawda:D?

Ania:)
Gość
Ania:)

no ja pisałam rachela:) od poczatku

Natalia Legieć
Gość

Aniu ale trzeba bylo odrazu napisac imiona dzieci i blogerek chyba :) ja sie poprawilam i wydaje mi sie ze pierwsza napisalam calkowitą i poprawną odpowiedz :) zobaczymy :)

Ania Stanczak
Gość

tak byłaś pierwsza o ile dobra odpowiedz;)

Natalia Legieć
Gość

Aniu ty chyba oszukalas bonie bylas pierwsz,a poprawilas a to nie powinno sie liczyc wg mnie.. Twoja pierwsza odpowiedz byla inna

Ania:)
Gość
Ania:)

Aniu, ja napisalam ze od pocztku pisalam rachela nie ze bylam pierwsza, bardzo ciebie prosze wiec o to abys mnie o nic nie podejrzewala:)

Ania:)
Gość
Ania:)

chyba ze masz na mysli te druga Anie:)

Natalia Legieć
Gość

Ania z usmiechem racja :) pierwsza napisalas tylko nie dodalas imienia dziecka tak to bylabys pierwsza :)

Ania:)
Gość
Ania:)

A tak pozatym Ania Stanczyk wydaje mi sie ze na poczatku bylo inaczej u ciebie w pierwszym poscie napisane

Ania Stanczak
Gość

tak edytowałam i nie zamierzam sie kłucić ja nie z TYCH!! ;)

Justyna Niemirowska
Gość

Basia-Alex Magdalena-Majka Sylwia-Jakub Rachela-Marcin

Natalia Legieć
Gość

dokladnie :) a jak ja napisalam ze tak bylo, ze Ania poprawiala odpowiedz to juz nie skomentowala :) ciesze sie ze nie tylko ja to zauwazylam :)

Mariusz2206
Gość
Mariusz2206

Basia-Alex Magdalena-Majka Mirella-Dusia Rachela-Marcin

Ania:)
Gość
Ania:)

Oby Jury wzielo pod uwage te wpisy wszystkie, a oszustwa trzeba tepic, bo co konkurs to ktos oszukuje jak ja tego nie cierpie

Ania Stanczak
Gość

kochana ja nie zamierzam oszukiwać byłam przekonana że napisałam późńiej ze edytowałam na forum ale nie wysłałam bo za dużo stron miałam otwartych i mi umkneło!! ja nie chce oszukiwać ;))

Ania Stanczak
Gość

dziewczyny nie oskarżajcie mnie o oszustwo bo ja sie przyznaje że edytowałam przepraszam miałam przygotowany post dokładnie taki ” moja 1 odpowiedz jest edytowana wiec nie bierzcie mnie pod uwagę. Pozdrawiam” ale miałam 2 takie same strony otwarte a Amelka na mnie właziła i ciągneła mnie na dwór wiec zamkneło się wszystko Przepraszam że po czasie pisze ale dopiero wróciłyśmy ze sklepu;) nie jestem oszustką i sama staram się tępić oszustwo więc nie oskarżajcie od razu.

Ania:)
Gość
Ania:)

Dlatego Aniu po twoich wyjaśnieniach na początku postu napisałam, że ci wierz ei ż epozdrawiam serdecznie trzymajcie się tam z Amelką:)

Ania Stanczak
Gość

Dzięujemy i przepraszamy za zamieszanie. to wszystko przez obiecanego arbuza :P !!!!!!!!!!! a tak btw to pozniej napisałam ze chyba jestem 1 bo napisałam jeszcze raz ta odpowiedź i nie widziałam że cokolwiek napisałyście bo nie odświeżałam.

Natalia Legieć
Gość

ok przepraszam w takim razie skoro nie bylas swiadoma to rozumiemy :) mamy nadzieje ze spacerek sie udal, pozdrowionka :)

Anna Szydłowska-Jastrzembska
Gość

Wszystko się dobrze dziewczyny skończyło to najważniejsze, pozdrawiam was a ja idę pakowac moje dziecko do końca na wyjazd:)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Aż Wam zazdroszczę dziewczyny tego wspólnego blogowania i takich fajnych spotkań;)

Magda Kupis
Gość

ja też zazdroszczę spotkania- mam nadzieję, ze następne będzie w komplecie i poznamy sie w końcu osobiście :)

Marta Ulińska
Gość

Pozdrowienia dla mam i potomstwa :)

Uroda 18 lipca 2012

Taki sobie ból brzucha…

No oki, czasem bolało, to sobie coś łyknęłam i przestawało. No to dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Niestety, łykana od 23.00 do 4.00 mieszanka no-spa –  ketonal nie pomaga. Ból sobie rośnie i rośnie, w końcu mnie przerasta. Ledwo słyszalnym głosem proszę o wezwanie pogotowia. Taka informacja to dla męża nic innego jak „jest gorzej niż źle”, toteż wyskakuje z łóżka niczym z procy.

Przyjeżdża sympatyczny starszy pan doktor, daje dwa zastrzyki, nie pomagają,  daje trzeci. Mówi, że jak nie przejdzie to niestety szpital. No i wykrakał. Dzień jakoś leci, ale kolejna noc znowu jest ciężka. Dokładnie po dwudziestu czterech godzinach mąż ponownie wzywa pogotowie. Nawet dosyć szybko przyjeżdżają, dużo dłużej zakładają mi wenflon, nie wiem po co, bo nic przez niego nie wlewają. Ratownicy to mają dziwne obowiązki.  Ledwo mogę chodzić z bólu, a pochylić się to już w ogóle dramat, ale robię ten wysiłek i dotykam delikatnie rączki Duśki, nie chcę jej budzić, ale chcę się pożegnać. Na myśl, że się obudzi a mnie nie będzie chce mi się podwójnie płakać. Podwójnie bo i tak mi łzy z bólu lecą.

Nasz powiatowy szpital raczej nie jest bogaty, przyjeżdżam z bólami brzucha i zero szans na USG. Izba przyjęć nie posiada takiego wynalazku. Badanie odbywa się metodą tradycyjną, walenia po nerkach i brzuchu. Od tego czasu już wiem co to jest szokujący ból – niby coś tam mi się leje po twarzy, ale dopiero jak młoda i skądinąd sympatyczna pani doktor mocno wali w mój  brzuch żeby sprawdzić reakcję, wybucham płaczem którego nie powstydziłby się głodny noworodek.

Jedna, druga kroplówka, dwa zastrzyki – nic, boli jak bolało. Dodatkowo ściska w żebrach, koło 7.00 mówię pielęgniarce, że kiepsko mi się oddycha, podłącza mi tlen. W sumie śmieszne uczucie. Zastanawiam się czy ja jeszcze samodzielnie oddycham, sprawdzam czy mi żebra chodzą. Chodzą, owszem, ale słabo, udusiłabym się gdybym się miała w ten sposób dotleniać, a tu proszę, tlen z rureczki do noska i super. Niestety bólu to nie uśmierza.

Na wyniki standardowych badań trzeba czekać klika godzin, w końcu mijają. Pani doktor mówi, że wyniki wskazują na wątrobę i prosi o konsultację chirurga. Chirurg z miejsca pyta czy się godzę na operację. Godzę się na wszystko, tylko niech przestanie boleć. Dzwonię do męża, że zostaję w szpitalu. I że być może mnie pokroją. Nawet przez telefon widzę, że jest w szoku. Obiecuję w kilka godzin załatwić opiekę do Duśki i przyjechać. Szybciej się nie da, sama o tym dobrze wiem, jak się w tych kilku godzinach zmieści to dobrze.

Przychodzi jakaś kobieta w niebieskim fartuchu i opryskliwym głosem pyta czy mam piżamę. Kurcze, nie mam siły jej powiedzieć co o niej myślę, no kto nosi piżamę w torebce? Jasne, że mogłam przyjechać w piżamie, ale liczę na to że mnie rano wypuszczą. W piżamie mam przez miasto paradować? To przecież znowu pogotowie mnie zabierze tylko zupełnie inne. Za chwilę przynosi mi kilka koszul nocnych do wyboru, wszystkie flanelowe! Mamy akurat falę upałów, a ona mi flanelę. Nie mam wyboru, zakładam. Natychmiast dzwonię do męża z instrukcją co ma mi przynieść.

Na chirurgi okazuje się, że nie ma dla mnie łóżka, jest kilka wolnych owszem, ale na salach męskich. Komunikacja między izbą przyjęć a chirurgią ewidentnie nie działa dobrze o ile w ogóle działa. Proponują mi żebym na chwilę usiadła na krześle na korytarzu. Oszaleli! Nie mogę siedzieć, wtedy ból jest naprawdę nie do zniesienia. Spaceruję sobie po korytarzu, dzwonię do męża po raz kolejny, w tym czasie oddział przechodzi reorganizację na moją cześć. Trafiam sama na trzyosobową salę i natychmiast dostaję kolejną kroplówkę. Ta wreszcie trochę pomaga, czuję lekką ulgę. Na oddziale mają nawet USG, tutaj postęp w medycynie dotarł. No i co? Kamienie, a cóż by innego? Woreczek żółciowy wypełniony aż miło. Mentalnie przygotowuję się do operacji. Jednak nie, decydują że mnie nie pokroją, bo nie jestem szczepiona na żółtaczkę. Za to pakują mi czwartą kroplówkę i w ramach kolejnej reorganizacji wystawiają z łóżkiem na korytarz. Jest mi kompletnie wszystko jedno. Niech i tak będzie, tylko niech już przestanie boleć! Właściwie i tak nie wiem co się dokoła mnie dzieje, loguję się do szpitalnego Wi-Fi i włączam komunikator. Resztkę energii poświęcam na klikanie. Po godzinie trafiam na inną salę, nawet nie jest tak źle, na tej jest łazienka.

Na obiad marchwianka, matko co za świństwo! Ale zjadam, normalnego obiadu mi nie dadzą. Ścisła dieta! O dziwo marchwianka pomaga, czuję dużą ulgę. Przychodzi mąż i przynosi mi różne potrzebne drobiazgi. Wreszcie mogę się wykąpać i założyć na siebie coś normalnego. Ulga niesamowita. Zdążam w porę, bo zaraz przychodzi pielęgniarka z kolejną kroplówką. I tak do wieczora ciągle coś mi płynie w żyłę. Na kolację kleik. Zjadam tylko dlatego, że ciepły. Dostaję za to informację, że mam nie jeść śniadania bo rano jakieś badanie na czczo. Jakie? Pielęgniarka nie wie. Nawet pić mi nie pozwalają, masakra jakaś.

Tęsknie za Duśĸa jak nie wiem co. Każą mi leżeć i wypoczywać a ja nie umiem, chcę do domu, do dziecka.

O 22.00 cisza nocna, nic z tego, zasypiam jakieś cztery godziny później, a już od 5.00 salowe się tłuką po korytarzu. Nie wiem czym, chyba wózkami na brudy, hałas jest naprawdę nieziemski. Taki rodzaj pobudki widocznie, bo zaraz potem przychodzi pielęgniarka z termometrem. Poza tym jest tak gorąco, że nie ma mowy o spaniu. Dobrze że mam książkę. Jedynym niezaprzeczalnym plusem szpitala jest to, że mogę czytać, w domu mi się nie udaje czytać tak długo jednym ciągiem.

Wpada jakiś lekarz, gniecie mi brzuch i pyta czy boli. Nie boli. Śniadania zgodnie z nakazem nie biorę, za to dostaję kolejną kroplówkę. Przez głowę przelatuje irracjonalna myśl, że w końcu się uzależnię od tych kroplówek. Przychodzi drugi lekarz i pyta jak się czuję. Super, bo nie boli. Mówi mi, że w takim razie idę do domu. Wyściskałabym go gdyby nie ta kroplówka. Potem przychodzi banda lekarzy i pielęgniarek i to się nazywa obchód. Pytam ich o to badanie co miałam mieć, nie wiedza o co chodzi. No super, a ja się z głodu zwijam, eehhh. Za chwilę salowa przynosi mi spóźnione śniadanie. Moja sąsiadka z sali mówi mi, że na tym polega oszczędność, wmawiają pacjentom, że muszą być na diecie, bo to taniej wychodzi. A teraz sio do domu, żebym się na obiad nie załapała. Zaczynam się śmiać i to jest cudowne uczucie, mogę się śmiać i nic nie boli.

Dzwonię do męża i mówię mu żeby po mnie przyjechał. I wiecie co? On mnie naprawdę kocha!

Kochane czytelniczki, starałam się jak mogłam żeby nie było ponuro, ale wielu rozrywek w tym szpitalu nie zaznałam, i w ogóle nie jest to miejsce do którego warto byłoby trafić. Dlatego apeluję do Was, dbajcie o siebie, róbcie okresowe badania, słuchajcie co mówią do Was Wasze ciała, nie lekceważcie żadnych objawów, żadnych sygnałów. Choroba może zacząć się niewinnie, a skutki bywają różne. A my już nie należymy tylko do siebie, a naszym dzieciom należą się zdrowe sprawne i uśmiechnięte matki, to nie tylko nasze prawo, to nasz obowiązek –  dbać o siebie. Obiecujecie?

Następnym razem napiszę Wam jak to zawirowanie zniosła moja córeczka.

22
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kaja350
Gość
Kaja350

Mirella napisz proszę jak dalej sobie z tymi kamieniami radzisz mam ten sam problem:(

sylwiagkap
Gość
sylwiagkap

Zgadzam się z Tobą, my mieliśmy z mężem podobną sytuację ale wyszliśmy z tego, przy pomocy starszego pana lekarza”niech spoczywa w pokoju”:) żeby nie ten pan doktor to mój mąż by nie miał nogi, taki jest nasz NFZ. Sami nie wiedzą co leczą. Trzymaj się i wiem, że teraz jak coś się dzieje są konkretne badania.Pozdrawiam i ucałuj córcię:)

Eve
Gość
Eve

Poczytaj sobie o http://magnet-medic.pl/ to unikniesz podobnych niespodzianek w przyszłości :)

Eve
Gość
Eve

Mirello chodziło mi oczywiście o niespodzianki związane z nagłymi bolesnymi atakami kamieni żółciowych. Bo jeżeli chodzi o polską służbę zdrowia to niestety czasami będziemy narażone na tego typu sytuacje w szpitalach. Ale polecam tą stonkę bo znajdziesz na niej fajną propozycję na bolączki Twoje a nawet córeczki:)))
Pozdrawiam

Natalia Legieć
Gość

miejmy nadzieje ze jak sie juz ma usuniete kamienie to juz wiecej sie one nie pojawią :)

malwina
Gość
malwina

nasza służba zdrowia pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Niby płacimy za to wszystko a jak przychodzi iść do szpitala to człowiek jeszcze gorzej się czuję niż przyszedł:(

Marta Ulińska
Gość

Dlatego najlepsze wyjście u nas to po prostu nie chorować :/ Tylko prawdą jest, że człowiek nie ma na wszystko wpływu

Magda Kupis
Gość

Z niecierpliwością czkam na dalszy ciąg i wiadomość o poprawie :) no i oczywiście jak Duśka dała radę z tatą :)
Życzę zdrówka :*

Mirella
Gość
Mirella

Hmm, jak sobie radzę z kamieniami? Rozpoczęłam cykl szczepień na żółtaczkę i pewnie pójdę na operację, a póki co piję oliwę z oliwek bo to ponoć ma pomóc. No cóż, nie pomoże – nie zaszkodzi. Poza tym jestem na koszmarnej diecie bo od leków, które brałam po wyjściu ze szpitala, żołądek się zbuntował :(
Za zdrówko dziękuję, przyda się :)) Wzajemnie życzę Wam tego samego :*

Basia Wawrzyczek
Gość

Ja dopiero co wczoraj wyszłam ze szpitala. Na opiekę nie narzekałam ale ta tęsknota… W szpitalu byłam 2 dni. Dzieciaki były przy mnie po cztery godziny dziennie i jeszcze nie chciały jechać do domu. I tylko przytulanie i „mamo KOCHAM CIĘ!” na okrągło. Miałam zabieg prawej ręki – zespół cieśni nadgarstka i teraz nic nie mogę robić. Jeszcze jakieś kilka miesięcy mam z głowy prace domowe. Straszne. Ryczeć mi się chce, nie umiem sobie zrobić nawet głupiej fryzury żeby jakoś normalnie wyglądać. :( Szkoda gadać!
Życzę zdrówka i oby ta operacja nie była potrzebna!

Angelikaludwicka
Gość
Angelikaludwicka

ehh Mirela straszne to co przeżylaś… moj m ma kamienie w nerkach i ostatnio dostal atak w szpiutalu byl cala dobe i nic nie zrobili tak jak u Ciebie oprócz kolosalnej ilości kroplowek

Natalia Legieć
Gość

oj oj wiem c czulas bo ja przechodzilam przez to podobnie.. ale teraz bedzie juz tylko lepiej, pozdrawiam :*

Ania Stanczak
Gość

aż mam ciarki na plecach….

Marta Ulińska
Gość

Dzięki Bogu ze szpitalem jak na razie do czynienia miałam tylko podczas mojego porodu :)
Teraz jak tam pojadę to role się lekko zamienią to ja będę rodzić.
Wizyty nie zazdroszczę.

Kobiecym_okiem
Gość

Dwa pobyty w szpitalu przy okazji porodów wspominam bardzo dobrze. Szczególnie ten drugi. Ale to był znany i dobry szpital położniczy w stolicy. Później pojechałam na 1-dniowy zabieg do szpitala pod Warszawą i tam już nie było tak wesoło. Nie chodzi o personel, ale o to, jak ten szpital wyglądał. Spędziłam tam zaledwie 4 godziny i chciałam stamtąd uciekać…

Agata
Gość
Agata

Niestety tak wygląda sytuacja w naszych polskich szpitalach. Moja kuzynka była dwa dni trzymana przed podorem, na skurczach, dopiero po dwóch dnaich zdecydowali sie na przyspieszenie porodu i cesarkę, kolejnej żle została określona waga dziecka, córka miała ważyć 4 kg a ważył 5 kg! Z racji że ma bardzo wąskie biodra dziecko nie mogło się urodzić. Wracając do tematu, bóle brzuch to uciążliwa sprawa;/ szczególnie te kobiece:P zazdroszczę tym które mają lekki ból brzucha;/ ostatnio czytałam artykuł na http://vivalavita.pl/artykul/naturalnezapobieganieskurczom-883.html zacznę to stosować, co prawda przytoczony jest skurcz łydek, ale tak naprawdę ból menstruacyjny to też skurcz. Zmiana w diecie może… Czytaj więcej »

Jadźiunia
Gość
Jadźiunia

do Agata: No widzisz, niestety polskie realia są dziwne, czasem prozaiczne, nie wiedząc czemu jest tak, a nie inaczej.
Co do http://vivalavita.pl/artykul/naturalnezapobieganieskurczom-883.html także zgadzam się z tym, że nic nie zapewni skurczów tak jak naturalnie występujące skurcze u kobiety w jej organizmie. Trzeba zawsze być naturalną i nigdy nie stać w sprzeczności z tym;)

pozdrawiam
J.

Agata
Gość
Agata

Mam nadzieję że artykuł się przydał;) I chociaż troszeczkę pomógł. Ja niestety mam czasami tak mocny ból brzucha że nawet tabletki nie pomagały.
Wystarczyło że trochę zmieniłam dietę i rzeczywiście było lepiej, skurcze nie były takie mocne. Także dziewczyny, morał taki, że musimy uważać co jemy i jak jemy;)
Agata

Purcia
Gość
Purcia

Święte słowa, że suplementy diety, medykamenty nigdy nie zastąpią oczywistych efektów – lepiej zawsze postawić na zdrowe odżywianie, z głową, z rozsądkiem. Przynosi to sowite efekty, i to nie trzeba długo czekać na jakiekolwiek rezultaty.
Np ile z nas tak naprawdę jada takie specjały http://vivalavita.pl/public/przepis/salatkagrecka-563.html
szczerze powiedziawszy, mało osób- niestety nie wiedzą co tracą, same witaminy oraz sylwetka zawsze traci na smukłości, kiedy jadamy „syte obiady” – inną sprawą jest czasem siedzący tryb życia, a czasem praca. Ale wszystko zależy też od upodobań dietetycznych;)

Purcia
Gość
Purcia

Co do nocnych bólów niestety…czasem to co jemy na dzień wychodzi w nocy;) To tak samo jak niektórych boli bo coca-c. brzuch, inni nie mogą zjeść mleka z nabiałem, etc. uwarunkowania osobiste. Podobnie jest z dieta, nigdy nie ma jednej- dla ogółu- zawsze będzie to kwestia uwarunkowana indywiduum.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close