Zanim przyleci bocian

Zanim przyleci bocian


Mirella

19 października 2012

Nie oszukujmy, się kiedy dwoje ludzi decyduje się na współżycie intymne nie od razu myślą o dziecku. Na początku chcą się nacieszyć sobą, wzajemną bliskością, czerpać radość z bycia we dwoje, więc wcześniej czy później zapada decyzja o  stosowaniu takiej czy innej antykoncepcji. A stosowanie antykoncepcji wyrabia przekonanie, że wystarczy raz bez zabezpieczenia i za dziewięć miesięcy bocian przyniesie małego królewicza lub małą królewnę. Przekonanie rośnie, kwitnie, zakorzenia się i jak już para podejmie decyzję o powiększeniu rodziny liczy, że wyda owoce. Antykoncepcja idzie w kąt, mija miesiąc drugi trzeci…. no i zaczyna się psychiczna karuzela. O tej karuzeli dziś chcę Wam napisać kilka słów. Od razu zaznaczam, to są moje prywatne przemyślenia oparte na własnych doświadczeniach oraz trzech latach spędzonych na forum dla staraczek.

Tak jak już napisałam, zaczyna się od przekonania że wystarczy raz bez zabezpieczenia i zostaniemy rodzicami. Do planu powiększenia rodziny podchodzimy z entuzjazmem, euforią, wiarą  we własne i partnera możliwości, no co to dla nas, my góry przeniesiemy jak będzie trzeba, sprowadzenie na świat dziecka to pikuś, prawda?

Potem powoli rzeczywistość zaczyna nas sprowadzać na ziemię. Czas mija, dziecka nie ma, zaczynają się wątpliwości. A może my coś źle robimy? Może my czegoś nie wiemy? Może trzeba sobie jakoś pomóc?

Zazwyczaj na pierwszy ogień idzie kalendarzyk, o tym każdy mniej lub więcej słyszał, tu dodać tu odjąć, tu dać margines błędu…. Przyznaję, że nie znam się na tym, ale jakoś tak to pamiętam, nie pytajcie skąd. Możecie przy okazji skorygować :)

Kalendarzyk nie pomógł? Widać źle określił dni płodne, w końcu wszystko się może zdarzyć, gdy się wierzy w kalendarzyk. Kalendarzyk idzie w kąt a my do apteki albo do internetu po testy owulacyjne. Testy owulacyjne też mają to do siebie, że albo pokażą co chcemy albo nie. Zazwyczaj powody są dwa, sporo kobiet robi je rano jak ciążowe, tymczasem testy owulacyjne tego nie lubią, no i druga sprawa – w opakowaniu jest pięć, trzeba się kalendarzykiem wspomóc i wybrać pięć kolejnych dni, kiedy powinno pojawić się jajeczko. A co jeśli owulacja się przesunie? Albo w ogóle jest w innym niż „przepisowym” czasie?

Ponoć są metody na jej namierzenie, w ruch idzie termometr, obserwacja śluzu, bardziej zaawansowane staraczki badają szyjkę macicy. Wydaje się, że wszystko jest jak być powinno i dalej.. nic.

Czas na wypróbowanie kolejnej metody: kochamy się co dwa dni, mamy chęć czy nie. Próbowaliście? Chyba nie ma lepszej metody na obrzydzenie sobie i partnerowi seksu. Szczególnie jeśli takie próby trwają kilka miesięcy, brrrr……

Kolorowe gazety i internet prześcigają się w dawaniu mądrych rad – zmiana diety, stylu życia, godzin snu, czasem nawet rodzaju bielizny ;) Niektórzy się uśmiechają, inni stosują.

W końcu przychodzi moment kiedy przyznajemy, że sami nie damy rady, postanawiamy iść do lekarza…. No i się zaczyna. Lekarze są lepsi i gorsi, mają lepsze i gorsze pomysły, niektórzy naprawdę chcą pomóc, inni chcą zarobić, nie ma się co oszukiwać. Jedni zlecają mnóstwo badań, inni proponują monitoring cyklu, jeszcze inni jedno i drugie, właściwie co lekarz to wersja. Jednym to pomaga innym nie. Nie twierdzę, że chodzenie do lekarza i robienie badań nie ma sensu, uważam tylko, że niektóre pary decydują się na to zbyt wcześnie, niepotrzebnie wpędzając się w stres i spiralę coraz czarniejszych myśli. Jak to dokładnie wygląda u lekarza Wam nie powiem, bo ja ten etap pominęłam, uznałam że psychicznie nie nadaję się na pacjentkę, od razu weszłam w kolejny.

Kolejny zaś to pogłębiająca się depresja, że zrobiliśmy wszystko co można i jeszcze trochę oprócz tego i nic z tego nie wyszło, że inni od razu, że tyle wpadek dokoła, tyle niechcianych dzieci, tyle porzuconych, a w nas tyle miłości, która czeka i doczekać się nie może. Zaczynają się lać wiadra łez, ochota na seks coraz mniejsza no bo po co jak i tak efektów to nie przynosi? Zaczyna się zmieniać sposób myślenia, właściwie jest tylko jeden rodzaj myśli, kiedy i dlaczego my jeszcze nie???

Nagle wszędzie jak grzyby po deszczu wyrastają sklepy dla dzieci, dokoła wszędzie  kobiety z brzuszkami albo wózkami. Myślicie że nie było ich wcześniej? Ależ były, i sklepy i ciężarne i rodzice z dziećmi. Nie zwracaliście uwagi po prostu.  Teraz nagle tego pełno.

Kiedyś cykl się kończył, zaczynał się następny, teraz od połowy trwa nerwowe oczekiwanie, udało się czy się nie udało? Robić test już czy jeszcze nie? A może zrobić betę? Mdłości, senność, bolesność piersi, złe samopoczucie, początek ciąży czy choroby?

Ileż to razy na forum pojawiało się pytanie “czy to ciąża”? Nie wiem, przestałam liczyć już dawno, pojawiają się w różnym kontekście, jedni chcą aby to było to, drudzy drżą ze strachu, że to to. Opisują objawy które mogą ale nie muszą świadczyć o ciąży, szukają odpowiedzi, szukają wróżki?

Po całym tym długim okresie starań, po przejściu przez wszystkie etapy od euforii do depresji przychodzi moment zniechęcenia, postanowienia typu jeszcze jedna-druga próba i odpuszczamy, co będzie to będzie.

Moje drogie, moi drodzy…  nie jestem w stanie policzyć, ile to fasolek nam się wysiało na staraczkach w cyklach odpuszczonych, straconych, ile to zapewnień, że  w tym miesiącu to absolutnie niemożliwe, w tym odpuszczamy bo to bo tamto, w tym przegapiliśmy dni płodne na bank (ja też „przegapiłam” :D )

Mój osobisty wniosek jest jeden: fasolki nie lubią presji psychicznej, stres nie sprzyja zapłodnieniu, im więcej myślenia i nakręcania tym trudniej o dziecko.

Nie neguję przy tym absolutnie problemów medycznych, wiem że takie są, że czasem pomoc lekarza jest potrzebna, wręcz niezbędna, ale jak pisałam wyżej, nie boję się powiedzieć, że czasem kobiety (tak swoją drogą dlaczego kobiety? Zaleca się przecież żeby w pierwszej kolejności badać mężczyzn) zbyt szybko idą do lekarza i dają się złapać w pułapkę „niepłodności”.

Niedawno dołączyła do nas, forumowych staraczek Ingrid, mama małego Arturka, i już na wstępie przyznała się, że przeczytała cały nasz wątek, całe trzy lata pisania! To co sama o sobie napisała świetnie podsumowuje to wszystko co próbowałam Wam tym tekstem przekazać:

Pierwszy rok starań, to było spontan, czyli naturalnie bez wspomagania. Potem 2 kolejne tak jak u Was, czyli monity, tabsy itp. aż do znudzenia. W końcu po tych 3 latach mielismy wszystkiego dość i tak sobie pomyśleliśmy chyba nam dane jest żyć w dwójkę i po prostu przestaliśmy myśleć o dziecku. Ja zaczęłam intensywnie pracować, siedziałam w pracy po 12 godzin i tak minął prawie rok. I pewnego dnia kiedy miała przyjść miesiączka,którą miałam zawsze jak w zegarku, 4 dni i nie ma, w końcu poszłam do apteki i kupiłam test, zrobiłam go i 2 grubaśne krechy (na drugi dzień do ginki,a to był już 6 tydzień). A jeszcze Wam powiem nie mieliśmy żadnych przeciwwskazań do zajścia naturalnego w ciąże.”

Moim wszystkim koleżankom-staraczkom, tym byłym i tym obecnym, dziękuję za trzy lata wspanialej zabawy i wielu wielu pięknych momentów, jednocześnie bezczelnie proszę o więcej, szczęścia nigdy za wiele.

Kiedyś lekarze mówili o niepłodności po dwóch latach nieskrępowanego współżycia, teraz mówią chyba o pół roku, a na testach owulacyjnych stoi, że po czterech miesiącach używania bez rezultatu trzeba się do lekarza wybrać.

Racja to? Jak myślicie?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Malwina Wołowska

    Ciężko stwierdzić kiedy się wybrać… Może warto jeszcze zanim się zacznie starać:) U mnie było tak…. Jeden miesiąc starania, drugi, trzeci, w końcu poranny ból brzucha, który nawet ruszyć mi się nie pozwolił. Nospa nie pomogła, a że bolało bardzo to postanowiłam wtedy nie iść do pracy bo niby jak. Udałam się do przychodni do lekarza po L4. Ten na miejscu zrobił mi USG ale nic specjalnego na nim nie widział ale na wszelki wypadek dał skierowanie do szpitala. Na miejscu się okazało, że mi pękła mi torbiel na jajniku i muszę zostać w szpitalu. Tobyło 2 dni przed Bożym Narodzeniem. Po kroplówkach i lekach wszystko się rozeszło po kościach,ale teraz wiem, że dobrze się stało bo okazało się, że moje hormony są rozregulowana i lekarz stwierdził, że w życiu nie zajdę w ciąże dopóki tego jakoś nie unormujemy. Dostałam tabletki antykoncepcyjne na 3 miesiące. Po tym czasie miałam i je odstawić i działać:) I znów jeden miesiąc, drugi…. a trzeciej miesiączki już nie było. Może to i bardzo krótki okres starania się, ale dla mnie to i tak było długo. Wydawało mi się, że to przecież takie łatwe, ludzie „wpadają” na co dzień:) jednak rzeczywistość jest inna. Ale zgadzam się… fasolki nie lubią stresu:)

  2. Słyszałam wypowiedzi specjalistów o tym, że jeśli po 13 cyklach (nie miesiącach) regularnych starań (czyli bez przerw psychiczny odpoczynek itp) należy się zgłosić do lekarza. U nas był zmieniony szyk- najpierw dowiedziałam się, że będzie problem z całkowicie naturalnym poczęciem, więc starania odbywały się „pod pieką” lekarską, z masą dodatkowych badań, mierzeniem poziomu hormonów itp i różnych medykamentów. W rezultacie prawie dwa lata. Gdybym nie wiedziała tego co dowiedziałam się zanim postanowiliśmy mieć dziecko pewnie trwałoby to znacznie dłużej. I zgadzam się, że fasolki nie lubią presji- my też potwierdzamy tę zasadę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

„MY” się zimy nie boimy! Przeziębienie w ciąży – co robić?

„MY” się zimy nie boimy! Przeziębienie w ciąży – co robić?


Hanna Szczygieł

17 października 2012

Jesienne liście spadają niczym nasza odporność w sezonie grypowym. Co roku, gdy deszcz za oknem miesza się z nieco gorszym humorem, zaczynamy nasz wyścig z „wirusami”.

Od wieków dobrodziejstwa natury wspomagają mamy w walce z przeziębieniem. Słodkie i aromatyczne maliny dodają animuszu zimowej herbacie, czosnek przepędza wrogów naszej odporności . Nie zapominajmy o całym zastępie innych darów ziemi, które stanowią prawdziwy arsenał do walki o odporność na zimę. Jednak z końcem wakacji, część cennych witamin zaklętych w przetworach i sokach domowej roboty postanowi się „ulotnić” jak powietrze z plażowej piłki! Z pewnością znajdziemy ratunek w aptece – od środków przeciwgorączkowych po kolorowe suplementy diety, które oprócz odporności wzmacniają naszą wiarę w siłę organizmu.

A gdy jesteśmy w ciąży lub karmimy piersią?! Co robić?! To okresy w naszym życiu gdy „zdrowie” jest szczególna wartością, wartością do kwadratu! Przeglądając kartoniki, butelki i pastylki okazuje się, że świetnie sprawdzą się dla wszystkich tylko nie dla nas, a specyfików dla nas mam, o ironio – jak na lekarstwo!

Przeziębienie w ciąży na pokładzie?

Jeżeli jesteś w ciąży lub karmisz piersią swoje dziecko powinnaś w szczególny sposób zadbać o odporność! Nie jest to łatwe zadanie, obciążony ważnym zadaniem organizm wymaga troski i odpoczynku! Jedz zdrowo i kolorowo – zadbaj o zbilansowaną dietę bogatą w witaminy! To pierwszy i najważniejszy krok w trosce o Waszą dwójkę ( a może i trójkę;) ). Kolejnym sposobem na wzmocnienie odporności jest  skorzystanie z pomocy np.: suplementów diety – pamiętaj, w tym wyjątkowym stanie bardzo ważne jest, aby starannie dobrać preparat przeznaczony dla kobiet w ciąży lub karmiących piersią! Nie używaj  innych leków, mogą zaszkodzić rozwijającemu się maluszkowi.

Wiele mam obdarzyło już zaufaniem syropy Prenalen –  ich zaufanie zbudowane zostało na pozytywnych opiniach Instytutu Matki i Dziecka oraz IP Centrum Zdrowia Dziecka. To syrop stworzony z myślą o mamach oczekujących  na pojawienie się dziecka oraz karmiących piersią. Jego zadaniem jest wzmacnianie odporności –  dzięki naturalnym składnikom radzi sobie z nim doskonale i jest przede wszystkim bezpieczny.

Witaminy i antyoksydanty do syropu marsz!

Domowe przetwory również kuszą witaminową paletą, jednak w kuchennym laboratorium – podczas pasteryzacji – tracą część swojej mocy. Gdy sprawę w swoje ręce wezmą fachowcy, można w jednym syropie zaczarować witaminową bombę nie rezygnując z naturalnych składników.  Syrop Prenalen zawiera wszystko co dobre w czosnku, malinach czy czarnej porzeczce.

Jak działa taka  naturalna tarcza ochronna?

– czosnek – stymuluje odporność organizmu, działa antyoksydacyjnie, podnosi odporność na stres, utrzymuje prawidłowy poziom cholesterolu we krwi i przyczynia się do utrzymania zdrowego serca. Jest bezpieczny dla matek w ciąży i karmiących.

–  malina – zawiera naturalnie występujące antyoksydanty, które pomagają we wzmacnianiu funkcji obronnych organizmu.

–  czarna porzeczka – zawiera znacznie więcej witaminy C niż owoce cytrusowe, a dodatkowo jest bogata w witaminy A, E, B i D.
 – witamina C – pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego. Witamina C ogranicza zmęczenie i znużenie zwiększa przyswajanie żelaza. Dodatkowo pomaga w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym.

W trosce o Wasze zdrowie, syrop został przygotowany w sposób bezpieczny , a substancje konserwujące zostały ograniczone do absolutnego minimum – aby zachować wszystkie cenne substancje „aktywne”. Dlatego po otwarciu, należy go przechowywać w lodówce nie dłużej niż 7 dni.

Serdecznie zapraszamy Was do dbania o swoje „brzuszki” i maluszki. Niech witaminy często goszczą na Waszych talerzach, spacery w złotych liściach relaksują bez obawy o zakatarzone nosy i noski! Mamy nadzieję, że czas oczekiwania na tego wyjątkowego małego człowieka będzie dla Was przeżyciem wyjątkowym, a jesień podaruje Wam jedynie swoje piękne oblicze!

SyropyPrenalen dostępne są w aptekach bez recepty!

Zajrzyjcie na stronę producenta.

Wpis jest elementem współpracy z firmą Polski Lek S.A.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Super syropek :) Piłam go 2 razy. Raz w czasie ciąży i kolejny w okresie karmienia piersią. Pomógł zwalczyć przeziębienie i nie złapałam nic gorszego :)

  2. Piłam ten syrop w ciąży. Zużyłam 1 opakowanie i … niestety nie skusiłam się na kolejne bo:
    – pijąc maksymalną zalecaną dawkę syrop szybko się skończył
    -można go przechowywać w lodówce do 7 dni ale ja nie lubić pić nic zimnego a szczególnie podczas przeziębienia)
    -wysoka cena jak na tak niską wydajność
    – konserwant ( sorbinian potasu) niewiele ( nie podano ile) ale jest.
    Natomiast plusem (oprócz dobrego smaku) jest to, że skład syropu zainspirował mnie do stworzenia własnej – w 100% naturalnej mieszanki na przeziębienie :)

  3. Malwina Wołowska

    Też go piłam w ciąży a potem po porodzie jak karmiłam, jest super, szybko mi pomógł, ma tylko lekki posmak czosnku:)

  4. Syrop rzeczywiście jest godny uwagi przyszłych mam. Cena według mnie nie jest wysoka około 12-14 zł, zależy od apteki -a porównaniu z innymi produktami dla ciężarnych to prawie za darmo :) cieszę się, że producent zachował zdrowy rozsądek planując koszt. Inni korzystają z braku alternatywy.

  5. Ja też moge go śmiało polecić. i nie tylko syrop ale inne produkty też

  6. Syrop, oastylki na gardło i spray do nosa prenalen staram się zawsze mieć w apteczce i korzystać jak tylko coś się zaczyna dziać, zanim choroba rozpocznie się na dobre, dzięki czemu ani w ciąży, ani teraz podczas karmienia nie musiałam jeszcze sięgać po silniejsze leki.

  7. Ten syrop to wyrzucanie pieniędzy w błoto… Bazą jest syrop glukozowo-fruktozowy, więc zastanawiam się czy ten suplement nie jest bardziej szkodliwy niż pomocny… Lepiej leczyć śię domowymi sposobami, ma się pewność że nieprzetworzony czosnek zawiera wszystkie swoje prozdrowotne właściwości i żadnych substancji trujących. Nie polecam i więcej nie kupię.

  8. Klaudia Kawalec

    witam, moj synus ma 6tyg, dzis bylismy na usg bioderek i chirurg obejrzal jajeczka a pozniej sciagnal cala skorke z cycusia.. serce mi stanelo zrobilo mi sie goraco.. powiedzial a moze by tam tak umy, a ja mowie ze myje tylko z zewnatrz bo boje sie zebu mu nie naderwac, ale synus wogole nie plakal skorka lekko zeszla, teraz przy kompaniu maz mu sciagnal bo ja sie balam i umylam mu ta mastke, z jednej strony ciesze sie ze teraz ma tam czystko i nie placze przy tym z drugiej caly dzien mysle czy dobrze zrobilam sciagajac mu ją.. tyle sie naczytalam ze chyba nie bede mu juz sciagac, ale pediatra tez mowi zeby sciagac ile sie da-nic na sile i myc bo moze sie tego nazbierac pod skorka, naprawde zdania sa podzielone bo spotykam sie z roznymi opiniami i nie wim co robic :( ciagle mysle o synusiu. a lekarz wysoko ceniony specjalista w chirurgii dzieciecej..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Ale jazda!

Ale jazda!


Sylwia

15 października 2012

Pierwszym pojazdem dziecka jest wózek. W miarę rozwoju ruchowego dziecka wózek wymieniany jest na rowerek. Rower doskonale rozwija koordynację ruchową, stanowi świetną zabawę, a maluchy go uwielbiają. Zanim to jednak nastąpi rodzice stają przed wyborem: tradycyjny trójkołowy a może nowoczesny biegowy. Który jest lepszy?

Rowerek biegowy jest alternatywą dla tradycyjnego trójkołowca czy dwukołowego rowerku z doczepianymi bocznymi kołami. Już nawet dwulatek może sam na nim pędzić. Na najmniejszych rowerkach biegowych mogą śmigać już dzieci o wzroście od ok 80 cm.
Rower biegowy posiada wiele plusów w porównaniu z tradycyjnym (z pedałami). Daje swobodę nie ograniczając ruchów. Dziecko nie wkłada zbędnego wysiłku w naukę pedałowania wraz z równoległym utrzymywaniem równowagi. Odpychając się w sposób naturalny nóżkami śmiało i bezpiecznie (w kasku) może pędzić przed siebie, rozwijając w miarę doskonalenia umiejętności spore prędkości. Dzięki treningowi na rowerku bez pedałów przesiadka na tradycyjny rower z pedałami odbędzie się szybko i bezproblemowo, a przede wszystkim rodzice unikną biegania za rowerzystą z kijkiem asekurującym przed upadkiem. Ponadto zadaniem rowerka biegowego jest utrzymywanie prawidłowej postawy przy nauce trzymania równowagi. Przy uczeniu dziecka jazdy na 2 kołach, boczne lekko unosimy lub ściągamy jedno- błąd! dziecko wtedy jedzie przechylone co niekorzystnie wpływa na jego kręgosłup i stawy.

Czym kierować się w czasie wyboru roweru biegowego?

S jak siodełko
Wybierając rower dla malucha nie warto do końca kierować się sugerowanym przez producenta przedziałem wiekowym użytkownika. Dzieci różnią się od siebie i dla niektórych mimo, iż łapią się do danego przedziału wiekowego pojazd może okazać się za mały. Najważniejsza jest wysokość siodełka względem długości nóżek dziecka. Przed zakupem warto “przymierzyć” dziecko do rowerka. Niektóre modele posiadają opcję regulowania wysokości siodełka i kierownicy. Jest to bardzo ważne, gdyż dziecko szybko rośnie a przecież chcemy by rowerkiem cieszyło się jak najdłużej. Regulowane siodełko pozwala w optymalny sposób dostosować je do wzrostu malucha w taki sposób by odległość siodełka od ziemi była przynajmniej 1 cm mniejsza niż wewnętrzna długość nóżki dziecka. Na początku by maluch czuł się pewnie musi opierać całe stopy na ziemi. W miarę rozwoju nauki jazdy, gdy dojdzie do wprawy wystarczy podnieść siodełko na tyle by dosięgał do ziemi tylko palcami. Regulowana wysokość kierownicy pozwoli wraz ze wzrostem dziecka ustawić ją taki sposób by pomagała w utrzymywaniu prawidłowej postawy ciała w czasie jazdy.

H jak hamulec
Przydatnym dodatkiem będzie hamulec ręczny. Początkowo dziecko rozwija małe prędkości i spokojnie wyhamuje nóżkami, jednakże w miarę rozwoju szybkości jazdy hamulec może być pomocny w skróceniu drogi hamowania. Najlepiej wybrać model pozbawiony hamulca i w późniejszym okresie go dokupić. Niektóre modele posiadają podpórki pod nóżki by pędzący z prędkością światła mały rowerzysta nie musiał trzymać nóg w powietrzu.

B jak blokada kierownicy
Na rynku dostępne są również modele z blokadą skrętu kierownicy. Uniemożliwia to nagłemu, nie kontrolowanemu skrętowi przedniego, koła co podczas szybkiej jazdy mogłoby doprowadzić do nieszczęśliwego wypadku. Skręt może być ograniczony do 10-15 stopni lub niektórych modelach nawet do 45 stopni. Niektóre modele rowerków posiadają blokadę, którą można usunąć. Rowery z blokadą są dobrym rozwiązaniem dla dzieci rozpoczynających dopiero przygodę z rowerkiem ze względu na mniejszą wywrotność, jednak w miarę nauki blokada niesie za sobą ograniczenia i może dziecku przeszkadzać. Istnieje również mały minus blokady o którym trzeba wspomnieć. Blokada może spowodować uszkodzenia ciała, gdyż w momencie wywrotki nie odkręci kierownicy i można się na nią nadziać.W sprzedaży są również modele rowerków pozbawione blokady.

O jak opony
Wybór ogranicza się do piankowych lub gumowych. Opony gumowe tłumią wstrząsy oraz posiadają bieżnik gwarantujący lepsza przyczepność do podłoża, bez względu czy to trawa, piach czy chodnik. Piankowe natomiast są lżejsze, tańsze i nie do przebicia. Według mnie posiadają słabsza przyczepność oraz gorzej tłumią drgania.

M jak materiał
Ważne jest też tworzywo, z którego wykonana jest cała konstrukcja roweru. Dobrze jest, gdy rama jest zrobiona z lekkiego materiału. Waga roweru jest jedną z najistotniejszych cech im lżejszy tym lepszy. Dostępne na rynku modele najczęściej wykonane są z drewna, metalu czy kompozytu.

Rowerki drewniane:   
– wykonane są najczęściej drewna brzozowego (klejonego),
– są odporne na wilgoć i wypaczanie,
– są lżejsze od rowerków metalowych,
– są ekologiczne.

Rowerki metalowe:
– wykonane są z lekkiej stali lub aluminium a ich waga w dużej mierze zależy od grubości ramy; generalnie są cięższe od rowerków drewnianych,
– metalowe rowerki mają przeważnie możliwość regulacji wysokości siodełka i kierownicy (modele drewniane najczęściej nie posiadają regulacji kierownicy).

Rowerki kompozytowe:
– wykonane są materiałów odpornych na odkształcanie, wilgoć czy korozję,
– są lżejsze od rowerków metalowych i drewnianych.

Wybór materiału to kwestia indywidualnych upodobań. Pamiętać należy, że rama rowerka powinna być wytrzymała – musi przetrwać wszystkie upadki, zderzenia, rzucanie czy pozostawienie na deszczu. Poza tym rowerek biegowy nie może mieć żadnych ostrych krawędzi, wystających drutów czy śrub, które mogłyby zranić dziecko podczas zabawy.

Co prawda producenci nie mają obowiązku ich umieszczania na rowerkach, jednakże ich obecność świadczy, że sprzęt został sprawdzony i jest bezpieczny.  Rowery dziecięce powinny spełniać normę EN 14765, a rowery biegowe muszą posiadać oznaczenie CE.

Istotna sprawą przy zakupie rowerka biegowego jest też wybór odpowiedniego kasku i elementów odblaskowych. Urazy głowy są jednymi z najczęstszych urazów rowerowych. Jazda w kasku zmniejsza znacznie ryzyko groźnego dla zdrowia czy nawet życia urazu. Warto pamiętać, że „lepiej zapobiegać, niż leczyć”. W związku z tym nie zapominajcie o tym ważnym elemencie rowerowego ekwipunku.

Szerokiej drogi i bezpiecznej zabawy!

Drogie mamy jakie rowerki posiadają wasze dzieci? Czym kierowałyście się przy wyborze tego idealnego?

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ok. roku poszukiwałam idealnego rowerka, dużo czytałam, przeglądałam. Wybór padł na rowerek z Decathlonu :) Jak dla mnie rewelacja, a dla Mateuszka ukochany pojazd :) a to najważniejsze. Regulacja siodełka, kierownicy, małe 10 calowe koła, rowerek nie ma wysoko umieszczonej ramy, posiada ręczny hamulec, jest lekki, zwrotny i nie trzeba wydawać fortuny jak dla nas strzał w 10 :D Pozdrawiam.

    1. Malwina Wołowska

      to fajnie, że macie swój rowerek:)

  2. Malwina Wołowska

    U nas na „duży” rowerek jeszcze za wcześnie a ten co mamy dostaliśmy po innej dziewczynce, ale moja mała i tak chwilę w nim pojeździ i woli biegać a ja go prowadzę:)

  3. Dla nas najlepszy okazał się First Bike. Oprócz tego, że jest bezpieczny i lekki – bardzo nam się spodobał wizualnie. Nie jest tani, ale moja córka (4 lata) jeździ na nim już drugi rok (nawet zimą!), a rower wciąż wygląda jak nowy. http://vimeo.com/49904335

  4. Też jestem mamą Mateusza i tez mamy rowerek z Decathlonu ;)
    Ale zbieg okoliczności !
    Mateusz jest zadowolony , rower spisuje się na medal.
    Zastanawialiśmy się nad biegowym ale
    1 – Mateusz probował jeździć na biegowym pożyczonym na moment od kolegi – niestety nie przypadł mu do gustu, nie bardzo też wiedział o co w tym chodzi;)
    2- Mama ma niezłego stresa patrząc na dzieci zasuwające ze stromej góry na rowerze bez hamulca :)

  5. … u nas rowerek musiał być różowy, z pomponikami, fajnym koszyczkiem i miejscem na lalkę…

  6. Synek ma rowerek biegowy dobrany przez doświadczone osoby w niesamowicie przyjaznym sklepie Aktywny Smyk! Korzysta z niego ponad rok i od pierwszych niepewnych kroków wyszkolił się do rozpędzania się z górki z podniesionymi nogami – aż strach mnie chwilami bierze ale podziwiam jego odwagę a przede wszystkim równowagę :-)

  7. Kupiliśmy naszemu synkowi na 3 ur rowerek biegowy i ku mej rozpaczy nie ma mowy żeby na niego usiadł-boi się :( natomiast fikołki jak mały profesjonalista wywija po dywanie, podłodze, kanapie, skacze po całym mieszkaniu, wdrapuje się wysoko często spada i sie z tego smieje ale rowerek odpada. Mamy tez 3kołowy taki dla 1.5-2latka tez nie da rady…. liczę ze gdy młodszy brzdąc się nim zainteresuje to i starszy tez zechce bo ten roczniak nasz juz na nim siedział i był bardzo zadowolony…….

  8. My mamy drewniany z hello kitty, bo zamysł był taki, że jak Hello kitty rządzi to wszędzie. Nie ukrywam, że był też najładniejszy w ofercie. Adresatka dwulatka mało zainteresowana i dalej upiera się „jeździć” na normalnym rowerze starszej siostry. Starsza zaś z lubością jeździ na biegowym.

  9. nam się spodobał drewniany, czerwony z JANOD-a i w tym roku nasza córka planuje na niego usiąść, zobaczymy czy da radę jako 2-latka:)

  10. moi nie chcieli – tylko na pedały

  11. Magda Rosłon

    Mój wybór padł na rowerek z milly mally kolor przyciąga uwage dziecka co bardziej zachęca do pracy synek dzielnie podejmował próby nauki i juz po kilku podejściach załapał. cena przyzwoita a jakość naprawdę solidna wygodne miękkie siedzenie można wyregulować wysokość kierownicy i siodełka do tego hamulec ręczny ja jestem bardzo zadowolona i syn szczęśliwy z jazdy.

  12. Lidia Szczepaniak

    Witam mam pytanie dotyczące siusiaka mojego synka ma on 18 m-cy byliśmy u naszego pediatry i powiedział mi żebym zaczęła naciągnąć małemu napletek. On sam próbował mały bardzo płakał i nie chciał żeby mu cokolwiek tam robić. Jestem w kropce Bo małemu jeszcze skórka nie schodzi a lekarz już kazał. Aż szczerze mówiąc boję się bo nie chce mu zrobić krzywdy. Czytałam artykuł bardzo ciekawy i przydatny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Noc za kratami

Noc za kratami


Hanna Szczygieł

12 października 2012

Sumiennie zliczono winy, dwóch przysięgłych po ciężkich obradach oddało głosy… Zapadł wyrok: dzisiejszą noc spędzi za kartami, czasem trzeba podejmować trudne decyzje… dla wyższego i naszego dobra!

I tak postanowiliśmy, że najwyższa pora zmienić zwyczaje, pora wrócić do łóżeczka – za symboliczne „kraty”. Niełatwo przyszła nam ta decyzja, długo zastanawialiśmy się czy nie jest zbyt pochopna. Jednak życie postanowiło nas miło (przynajmniej na początku) zaskoczyć ☺

Pierwsza noc – po miesiącach kilkugodzinnego noszenia i układania do snu Klary, okazała się dla nas zaskoczeniem balansującym na granicy abstrakcji. Od tylu miesięcy na zmianę, podpierając oczy na zapałkach nosiliśmy dziecko tam i z powrotem do białego rana. Tylko tak spała, wszelkie próby odłożenia do łóżeczka czy nawet naszego łóżka… trudno to opisać, takie rzeczy się działy… Wysnuliśmy tylko hipotezy rodem z sciene-fiction podszyte lekkim żartem: najważniejszy wniosek – potwierdzony eksperymentalnie: Klara ma wbudowane „w siedzenie” następujące sprzęty: poziomicę, żyroskop, termometr i czujniki ruchu… wszystkie urządzenia – najwyższej klasy, niezawodne, całkowicie bezawaryjne!

Nie mogliśmy uwierzyć, że tym razem było inaczej. Wcześniejsze próby okupione były strasznymi aktami rozpaczy. Wiele osób śpieszyło z dobrymi radami i  było zdania, że mamy zbyt miękkie serca, że dajemy sobą manipulować – dziś z dumą mogę powiedzieć, że nie mieli racji. Mama doskonale wie kiedy dziecko płacze, żeby coś wymusić, kiedy się złości i kiedy płacze, bo boi się, bo chce być blisko. Owszem jeżeli będziemy dostatecznie długo ignorować krzyki i płacze, zapewne ta metoda zadziała, jednak ja jestem wyznawcą innej dewizy. Sposób pierwszy sprawdza się i z powodzeniem używam go, gdy mam do czynienia z aktami „terroru – bo ja chcę”. Jednak gdy wiem, że moje dziecko płacze nie dla takiej „korzyści”… No cóż być może niektórzy uznają to za uległość, dla mnie oznacza to miłość… moja dewiza? Nigdy nie pozwolę na to, by moja córka straciła choć na chwilę zbudowane  do mnie zaufanie. Pewność, że będę przy niej, kiedy tego naprawdę potrzebuje, że nie zawiodę, że jej nie porzucę. Wierzę, że tak zbudowana relacja przyniesie jej więcej korzyści i wiem, że nie ograniczy jej niezależności. Jak się okazało wszyscy potrzebowaliśmy czasu, po prostu nastał odpowiedni moment. Położyliśmy małą do łóżeczka – nie obyło się bez płaczu, ale płacz był inny, był krótkim protestem, nie było żałosnego zawodzenia i rozpaczy, to po prostu był zwykły płacz – było zupełnie inaczej. Po krótkiej chwili, już w ciszy i spokoju Klara spokojnie zasnęła, a ja po prostu byłam obok – moja niepisana obietnica zdała egzamin, Klara wiedziała, że będę gdy zawoła, mogła spać spokojnie…

Tak przez kilka tygodni „luksus” snu zaczął nas rozpieszczać (choć wciąż kilka razy w ciągu nocy, musieliśmy dyżurować dość długo przy łóżeczku). Gdy dobra passa się skończyła, a zaczęły się łóżkowe „godzinki” ujarzmiania „skaczącej małpki” – zapomnieliśmy  o starych „gorszych” czasach – ale to już zupełnie inna historia, nowy rozdział w życiu mamy, taty i „dużej” dziewczynki…

A czy Wy przechodziliście przez podobne dylematy? Kiedy udało Wam się zaprzyjaźnić Wasze dzieci z ich „własnym” łóżkiem?

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. nasz Mały ma jeszcze wbudowany GPS :) My także na zmianę ok 3 rano kładziemy się z małym w jego pokoju :) ot nasza nocna słodka historia. Życzę wytrwania:)

    1. Malwina Wołowska

      fajnie:)

  2. tomek ma 17 mcy i od urodzenia spi w swoim łóżeczku.za to teraz nauczył sie z niego wychodzić i około 6 robi mi pobudke słodkim fik na mame. czasem dostene z kolanka czasem mam jego tyłek na twarzy ale mimo to wole takie pobudki niz całą noc kuksańców ;)

    1. Malwina Wołowska

      to niezłym zaskoczeniem sa te pobudki:)

    2. najlepszy jest odgłos tup tup tup po panelach :) gorzej jak nam córka coś wtyka w nos i uszy jak śpimy – a to chrupek, a to jakieś znalezione skarby :) Ostatnio przyniosła Mężowi zawartość jego portfela co do jednego papierka :) i wetknęła pod głowę

  3. U nas nie było żadnych problemów. Córka spała od urodzenia w swoim łóżeczku. Przez pierwsze 9 miesięcy łóżeczko stało w naszej sypialni, kiedy zmieniliśmy mieszkanie dostała własny pokój i od tamtej pory śpi sama, a od kilku dni w „dorosłym” łóżku i śpi jak suseł (w przeciwieństwie do mnie, bo budzę się w nocy by sprawdzić czy nie spadła). Kiedy jest śpiąca sama kładzie się do łóżka.

    1. Malwina Wołowska

      moja straszne wywijasy w nocy robi i boję się dużego łóżeczka tzn, takiego dla dzieci żeby nie spadła

      1. Malwina w Ikea są fajne barierki (niedrogie) pasują do prawie wszystkich łóżeczek może będą strzałem w dziesiątkę :)

      2. Malwina Wołowska

        oglądałam te barierki:) chcę kupić łóżku od razu z barierką ale moje dziecko to taki nocny wywrotowiec że i tak się boję.

      3. my kładziemy na ziemi piankowy materac z łózka polowego i poduszki – oczywiście często z nich korzysta :) ale lądowanie jest bezpieczne, no i można się zdrzemnąć na wachcie pod łóżkiem :-P

      4. Ja wkladam miedzy lozko a materac poduszke „klin” w okolicach glowy, tak ze robi sie scianka i robie tez walek z koca i klade na brzegu, poki co dziala, na wszelki wypadek materac lezy kolo lozka. Pierwsza noc zakonczyla sie spaniem w nogach, ale wciaz na lozku. O 21 kladzie sie juz na 2 bok. Zasypiane trwa od 5min do 40-50min, ale bez placzu.

  4. Malwina Wołowska

    Ja właśnie próbuję… ale zawsze się poddaję i mała śpi ze mną:)

    1. Ja jestem zdania, że dobry moment sam się „znajdzie” Aktualnie mamy cyrki z zasypianiem trwa to 2-3 godz zazwyczaj konczymy o pólnocy, ale nie ma już płaczu, Mała się wygłupia i robi z nas wariatów. Czasem jest mama mama mama mama – i wtedy mama idzie na dyżur:) mamy materac pod łozeczkiem – legowisko rodziców na czas zasypiania i zabezpiecznie gdyby nasza małpka spadła w nocy i jakoś, bo jakoś ale się kula :) Trzymam kciuki!

      1. Malwina Wołowska

        my jesteśmy same, tata w Holandii jest już parę miesięcy a ja po całym, bardzo aktywnym czasem dniu z moją córką nie mam już siły na wrzaski, dlatego też trochę odpuszczam :)

      2. Myślę, że doskonale rozumiem, w zeszłym roku miałam 2 miesiące sam na sam – na etapie całonocnego noszenia, prace z domu, męża „w lesie” a babcie 300km za daleko :) Głowa do góry! Przyjdzie dobry moment dla Was obu:)
        Ps.: dochodzę do wniosku, że dziewczynki to urodzone imprezowiczki. Chłopcy jak chłopy – byle micha była pełna i spać ;)

  5. U nas nie było problemów ze spaniem w łóżeczku. Od samego początku synek w nim spał. Zasypiał początkowo z ręką taty na karku a później położona tam pieluszką i włączoną karuzelą. Zaczął przesypiać nocki w wieku 3 mies. i od tamtej pory śpi sam w swoim pokoju. Wieczorem dostajemy buziaka i synek maszeruje chętnie do swojego łóżeczka. Włącza sobie melodie i sam zasypia.

  6. Ja na początku dla własnej wygody kładłam maleńką z nami… karmiłam piersią więc na każde zawołanie byłam obok. Po chyba trzech miesiącach mała stała się niespokojna jakby jej coś nie pasowało i wtedy spróbowałam włożyć ją do łóżeczka i był to strzał w dziesiątkę. Ona lepiej spała jak zwykle i nie ukrywam, że my również. Teraz ma 7 miesięcy, ja wróciłam do pracy i od tamtej mniej więcej pory córcia chce być blisko mnie. Przyznaje, że jest to uciążliwe czasem ale dajemy radę i staramy się jednak uczyć ją spać we własnym łóżeczku. Mam nadzieję, że sama do tego też dorośnie :)

  7. u nas poszło szybko ale nie bezboleśnie. Było kilka dni płaczu. Wypróbowaliśmy metodę dziecko wkłada się do łóżeczka i wychodzi jeśli dziecko płacze to wraca się najpierw po 3 minutach uspokaja się dziecko ale nie wyciąga z łózeczka i wychodzi najlepiej bez słowa, i tak stopniowo wydłuża się czas co 5 co 7 minut, pierwsze dni były straszne. Ale udało się po tygodniu samotne zasypianie stało się normalnością i codziennością. Marysia miała wtedy ok 8 miesięcy teraz ma 18 i wieczorem dostaje swoje mleczko kołysanki ulubionego królika przytulankę i bez słowa bez płaczu sama zasypia a my mamy swoje wieczory dla siebie

  8. Kamila Klimek

    U nas Adaś ma dopiero dwa miesiące i 7dni, ale od poczatku spi w swoim lozeczku w naszej sypialni. Usypia okolo 21 wstaje co 3 godziny na karmienie, tak do 9rano i od 9 zaczyna juz buszowac:)) takze mozemy pospac:))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku