Domowe sposoby na zgagę w ciąży


Zgaga w ciąży to prawdziwa zmora przyszłych matek. Daje solidny wycisk w trzecim trymestrze, ale bywa, że pojawia się już w pierwszym. Pieczenie w przełyku i gardle, kwaśny posmak w ustach, niekontrolowane „odbicia” – kobiety w ciąży naprawdę nie mają łatwo.

Nie ma chyba kobiety, która choć raz nie poskarżyłaby się w ciąży na zgagę, co nie znaczy, że z tą przypadłością trzeba się pogodzić. Można, a nawet trzeba próbować ją zwalczać. Walka co prawda jest nierówna, bo po stronie zgagi stoi fizjologia, ale to nie powód, by przedwcześnie składać broń.

Zgodnie z zasadą, że lepiej zapobiegać niż leczyć, warto nieco zmienić nawyki:

  • Dieta kobiety ciężarnej z natury rzeczy powinna być zdrowa. Gdybyś jednak przyszła mamo miała wątpliwości dlaczego, to wiedz, że niektóre produkty mają „zdolność” do zwiększonego produkowania zgagi. Dlatego wyklucz z diety: kawę, mocną herbatę, napoje gazowane i słodzone, słodycze i (jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś) alkohol.
  • Ogranicz potrawy tłuste i ciężkostrawne oraz cebulę i cytrusy.
  • Trzy duże posiłki w ciągu dnia zamień na sześć mniejszych. Zacznij celebrować jedzenie, żuj powoli i z rozmysłem. Nie spiesz się.
  • Nie jedz kolacji bezpośrednio przed pójściem spać, w ciągu dnia nie kładź się od razu po posiłku. Kiedy jesteś w pozycji leżącej, pokarm łatwiej wraca z żołądka do przełyku.
  • Ciąża to wbrew tradycji ludowej nie jest okres, kiedy trzeba „jeść za dwoje”. Nie objadaj się, kontroluj wagę, otyłość sprzyja zgadze. Jeśli jednak już przed ciążą miałaś kłopoty z nadwagą, w żadnym razie się nie odchudzaj, ciąża to nie czas na walkę z dodatkowymi kilogramami.

Jeśli zgaga Cię dopadnie, a dopadnie na pewno, nie wpadaj w panikę. Mądrości ludowe podpowiadają rozwiązania:

  • Śpij z głową ułożoną wysoko, najlepsza jest pozycja półsiedząca, ale nie każda przyszła mama ją lubi. Jeśli chcesz spać na boku, postaraj się, by głowa leżała na wysokości przynajmniej 15 cm. O profilowanych poduszkach możesz zapomnieć, sięgnij po stare, duże poduchy swojej babci.
  • Pokochaj ciepłe mleko. Pij je małymi łykami.
  • Zaprzyjaźnij się z siemieniem lnianym. Czubatą łyżkę zmielonego siemienia zalej wrzątkiem i porządnie wymieszaj. Kiedy przestygnie, wypij. Możesz dodać odrobinę mleka lub jogurtu.
  • Korzeń imbiru także skutecznie rozprawia się ze zgagą. Możesz zrobić sobie z niego napar lub wybrać ciasteczka imbirowe.
  • Sięgnij po świeżo wyciskane soki z marchwi, buraków i jabłek.
  • Żuj migdały. Najlepiej sprawdzą się migdały bez skórki lub migdały w płatkach. Jeśli nie lubisz migdałów, możesz sięgnąć po gumę do żucia. Pamiętaj tylko, by była bez cukru.
  • Jedz suszone śliwki.
  • Soda oczyszczona może nie jest smaczna, ale skuteczna. Wypij szklankę ciepłej wody z łyżeczką sody, powinno pomóc.

Zgaga w ciąży jest zjawiskiem normalnym, z jednej strony odpowiada za nią wzrost poziomu progesteronu, z drugiej – macica, uciskając na żołądek, wypycha jego treść z powrotem do przełyku. Niezależnie od tego, jak powstaje zgaga w ciąży, przy odrobinie samozaparcia można sobie z nią poradzić. Na pewno pomocna będzie myśl, że zgaga zniknie razem z końcem ciąży ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Noe ma takoego heh wszustko dziala na chwile

  2. Guma miętowa mi bardzo pomagała

  3. A jakie są wasze porady na zgagę w ciąży?

    1. W ciąży czy nie ważny jest umiar w jedzeniu. Jak mama w ciąży naje się się słodkiego i poprawi ogórkiem kiszonym, to zgaga murowana

    2. A ja nigdy nie miałam zgagi, obojętnie co zjadłam 😅

  4. Migdały pomagały. Dwa, trzy i wystarczyło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Matka, dawaj na kawę! Czasu spędzonego z przyjaciółką nigdy dość


Odwiedziłam w zeszły weekend moją serdeczną przyjaciółkę. Na co dzień dzieli nas 120 km, więc biorąc pod uwagę bagaż w postaci małych dzieci, dalsze podróże są wątpliwą przyjemnością. Jednak, gdy tęsknota zagląda nam w oczy, pakujemy się i odwiedzamy wzajemnie.

Uwielbiam ten moment, gdy przekraczam próg jej domu i od razu wciągają mnie do kuchni jej wyciągnięte do uścisku ręce. Zapytacie, dlaczego do kuchni, a nie do salonu? Bo obie uważamy, że to w kuchni jest serce domu, ten nasz kawałek podłogi, choć może raczej powinnam napisać stolika. Poza tym wszędzie jest blisko — blisko do wina, blisko do otwieracza i blisko do kieliszków :)

Oczywiście na dzień dobry nie sięgamy po procenty, broń Boże! To dopiero później, jak dzieci zasypiają. Na „jak miło cię widzieć” zasiadamy do kawy i domowego wypieku. W tej materii Gośka jest lepsza ode mnie, bo piecze doskonałe bezy i jabłecznik, ja piec nie umiem. I jest jeszcze coś! Ona ma cudowną maszynkę do czynienia dobrego humoru, czyli expres ciśnieniowy. Nowy, piękny i funkcjonalny, na kapsułki, w którego stronę tęsknie spoglądam.

Nie oszukujmy się, kawa z ekspresu jest o niebo lepsza, niż zwykła zalewajka, zarówno sypana, jak i rozpuszczalna. Jej krups ekspres (swoją drogą, to prezent od męża, czy mój mąż też nie zechciałby mi takiego podarować?!) to nie, mówiąc kolokwialnie, wielka krowa, zajmująca połowę kuchennego blatu. Stoi toto sobie nieśmiało w kąciku przy oknie, nie wadząc nikomu. Wygląda naprawdę elegancko, choć nie to jest jego największą zaletą. Wyjątkowo cieszy mnie opcja zaparzania różnych smaków kawy, bo działa na kapsułki Dolce Gusto. Dla każdego coś dobrego — Gocha pije espresso, ja uwielbiam Caffe Latte, którą mogę delektować się w nieskończoność. Osobiście przejawiam szczególną miłość również do kawy mrożonej, ale raczej sięgam po nią w wakacje. Jesienne klimaty nastrajają mnie bardziej do rozgrzewania się napojem niż chłodzenia.

No cóż, nie wiem, czy wy też macie takie cuda w swoich domach i jaką kawę lubicie pić najbardziej. Ale jeśli jesteście faktycznie zwolennikami kawy z ekspresu ciśnieniowego, to wiedzcie, że pijecie zdrowiej. Chodzi o to, że w kawie jest bardzo dużo polifenoli zwalczających szkodliwe wolne rodniki w organizmie. Przeprowadzono badania, które wykazały, że najwyższe stężenie polifenoli ma kawa z ekspresu ciśnieniowego, mniej kawa zalewana wodą, a najuboższa w nie była kawa rozpuszczalna (z tej ostatniej najlepiej zrezygnować). Tak więc będąc u Gochy, łączę przyjemne z pożytecznym. Zjem ciacho, wypiję pyszną kawę (czasem nawet i dwie), a następnie stracę wszystkie nabyte u niej kalorie w pogoni za naszymi dziećmi. Wierzcie mi na słowo, kto, jak kto, ale piątka dzieci, nawet tych ledwie raczkujących, potrafi zrobić w całym domu mega Sajgon. Ale, relax, take it easy, dopóki kawa gorąca, niczego nie zamierzamy sprzątać. Czekamy na mężów ;).

P.S. Jeśli pytacie mnie o ekspres mojej przyjaciółki — nie pamiętam dokładnie, na pewno krups, ale który? Nie wiem, wszystkie możecie sobie pooglądać tutaj -> https://www.dolce-gusto.pl/machines      

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Z ekspresu też lubię ale mi i Barbara Trybuła wystarczy rozpuszczalna z mlekiem :-)

  2. Żadna inna tylko taka… NA wrzątek wrzucamy dwie łyżeczki kawy mielonej. Dodajemy odrobinę miodu i szczyptę cynamonu, goździków i imbiru, albo kardamonu. Jak kto woli.. Można dodać wszytko, a można jeden składnik. Gotujemy ok. 2 minutki i delektujemy się….

  3. Uwielbiam pić kawę (czarną, gorzką) z moją mamą, szkoda, że tak rzadko

  4. Tylko z Basia Nowa i tylko z ekspresu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Jak (nie) gratulować ciąży? Kilka sprawdzonych sposobów-użyłaś/eś kiedyś któregoś?


Sposobów na przekazanie światu informacji, że niebawem rodzina się powiększy jest wiele. Wystarczy trochę pogłówkować, albo pogrzebać nieco w sieci, by znaleźć naprawdę mnóstwo inspirujących historii. Ale jak się okazuje gratulować też można w różnoraki sposób. 

Wszystko zależy od tego, czy z dobrej nowiny szczerze się ucieszysz, pozazdrościsz, a może obudzi się w Tobie duch złośliwości, albo wręcz chamstwa. Osobiście przeszłam chyba przez większość opcji i z przykrością stwierdzam, że z każdą następną ciążą jest gorzej.

Bo o ile za pierwszym razem większość rodziny i otoczenia cieszy wiadomość, że pojawi się pierworodny syn lub córka, a za drugim, że będzie miał/a rodzeństwo, o tyle za trzecim razem wszyscy są święcie przekonani, że to była wpadka. No bo kto normalny w dzisiejszych czasach, świadomie decyduje się mieć troje (lub więcej dzieci)?! To musiał być pech albo chwila nieuwagi.

I oczywiście można o to wprost zapytać ciężarną. Na pewno się ucieszy i szczerze opowie o tym, jak to jednego razu, trochę ją z mężem poniosło. O jedną lampkę wina za dużo i… taki właśnie jest tego efekt. Nie wierzysz? Koniecznie ją o to zapytaj!

Są też tacy, którym dzieci kojarzą się chyba jedynie z pieniędzmi i każdą ciążę przeliczają na złotówki. Bo od czasu kiedy weszło w życie 500+ nikt przecież nie płodzi dzieci z miłości i chęci ich posiadania. Teraz dzieci robi się dla kasy. Im latorośli więcej, tym więcej co miesiąc na koncie. Proste i logiczne, prawda? Śmiało więc możesz powiedzieć o swych przemyśleniach przyszłej mamie i posądzić ją o to, że poleciała na rządową dotację! Zapewne będzie zaskoczona, że ktoś tak szybko ją rozszyfrował, ale przynajmniej nie będzie musiała się z tym dłużej kryć.

Można też wykorzystać sposób z niedowierzaniem, dopytując kilkakrotnie “Serio? Naprawdę? Żartujesz?!”, dając tym samym do zrozumienia, że pomysł z zajściem w ciążę był głupi, szalony i niepoważny. W takim wieku i w takiej sytuacji życiowej… Tak szybko po poprzedniej ciąży, albo odwrotnie – tak późno po ostatniej… Powodów dających do zrozumienia ciężarnej, że to nie jest dobry moment, można wymyślić tysiące. Spróbuj!

Zamiast typowych gratulacji można użyć też… kondolencji, serio! Zdarzyło mi się ostatnio usłyszeć (po tych wszystkich powyższych reakcjach) “Moje kondolencje!”. Nie skomentuję swojej reakcji, ale jak ktoś jest ciekawy, może spróbować taką zagrywkę z inną ciężarną. Tylko koniecznie proszę później o relację jak poszło!

I ostatnia z dzisiejszych podpowiedzi – zdołuj ciężarną lub wyśmiej! Opowiedz jak będzie wyglądało niedługo jej życie, że będzie źle i ciężko, że na nic nie znajdzie czasu, że się roztyje i porośnie niechcianym owłosieniem. W przeciwieństwie do głowy, która prawie wyłysieje, od nadmiaru hormonów, stresu i braku snu – no bo przecież przez najbliższych X lat się nie wyśpi!

Przetestujesz któryś ze sposobów? A może wszystkie po kolei? Gwarantuję Ci, że przyszła mama szybko straci ochotę na Twoje towarzystwo. Jeśli więc o to Ci chodzi, próbuj szczęścia! 😉

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja byłam w ciąży przed epoką 500+ ale też różne rzeczy słyszałam. M.in. “najwyższa pora” (miałam 31 lat), a w pracy oprócz gratulacji także usłyszałam raz autentyczne “przykro mi”, oraz “to skandal, dopilnuje by na zastępstwo za Panią moją córkę uczył mężczyzna”. Tak… te dwie usłyszałam od rodziców moich uczniów…

    1. O rany! To już serio jest chamstwo! 😒

    2. No cóż, 35 lat temu mojej mamie też się zdarzyło usłyszeć od mamusi uczennicy, że jest nieodpowiedzialna, że zaszła w ciążę gdy jej uczennica jest w VIII kl. i przygotowuje się do dyplomu i liceum… (obie uczymy gry na skrzypcach w szkołach muzycznych). Chamstwo i traktowanie nauczyciela roszczeniowo przez rodziców uczniów zdarzało się i zdarza, na szczęście to jednak margines :)

    3. Nie miałam pojęcia, że ludzie potrafią tak potraktować nauczyciela 😐

  2. Nie na szczęście nie !!

    1. No pewnie. Ale niestety w tej ciąży stosunkowo często słyszę głupie formy gratulowania – o ile można to tak nazwać…

    2. Zaraz się okaże, że tylko ja mam takie “szczęście”… 😛

    3. Nie zazdroszczę. Raczej czekałaś na inne słowa. 😊

    4. Nie martw się… pierwsze słowa mojej teściowej po usłyszenia od mojego męża, że spodziewamy się dzidziusia “na mnie nie liczcie, jestem już stara i wam nie pomogę”, szwagierka stwierdziła ” bleee będziecie babrać się w pieluchcach”, a moja babcia zapytała ” wpadka czy dla 500+? ” Tak więc gdy słyszysz takie coś nawet nie wiesz jak zareagować…

    5. :/ Wybacz, że to powiem, ale żenujące są takie komentarze 😐

  3. Oprócz kondolencji to przerobiłam każdy z powyższych sposobów na gratulacje. Zwłaszcza teraz, w drugiej ciąży.

    1. Bo tak trudno jest najzwyczajniej, po ludzku pogratulować, prawda? … 😐

    2. Dokładnie wystarczyłoby zwykle słowo “gratulacje”

  4. Ja bedac w ciazy z drugim synem uslyszalam ” przykro mi” i ” och jaka szkoda”

    1. “Och jaka szkoda, że jesteś taki/a płytaki/a” – trzebaby było powiedzieć takiej osobie, prawda? 😐

  5. Może nie kondolencje ale będąc w 5 miesiącu drugiej (planowanej) ciąży odezwała się do mnie znajoma z liceum i zaproponowała “wyjście na piwko” ja jej odpowiedziałam że bardzo chętnie ale ja to na soczek bo w ciąży jestem odpowiedziała mi słowami tylko mi nie mów że planowalas” poczułam się dość dziwnie…w efekcie się nie spotkaliśmy…

    1. Też by mi się odechciało tego “piwka”….

  6. Oj, też się spotkałam z fajnymi uwagami – przy trzeciej ciąży, która była z jednej strony wpadką (bo trzecie dziecko chcieliśmy, ale troszkę później, a tak jest różnica 1,5 roku między dziećmi), ale z drugiej strony bardzo nas ucieszyła, pojawiały się właśnie takie wątpliwe uwagi, w sensie “ale to wy tak wogóle chcieliście trzecie dziecko?”.Dodam że w Czechach nie ma 500+ i na szczęście ten wątek nas ominął. Na pocieszenie – przy czwartej ciąży wszyscy już się tylko uśmiechali – widocznie uważają nas za tych “co mają dzieci” i częściej pojawiają się pytania o to, kiedy piąte ;)

  7. Ja przerobiłam kondolencje już pod koniec u lekarza spotkałam znajoma
    gdzie było wiadomo że trzeci syn gdy ja poinformowałam to ta wrzask na całą przychodnie moje kondolencje znowu ci się nie udało a zresztą do teraz mogę usłyszeć och jak ci współczuję czego to że zdrowy cudowny rozrabiaka rośnie
    jak by ta córka nie wiem czym była

    1. Taak bo niektórym się wydaje, że płeć ma ogromne znaczenie… 😐
      A ta znajoma ma dzieci??

    2. No właśnie nie takie są najgorsze bo jej się figura zepsuje itp ja nawet się nie przejęłam tylko ogólnie mnie to wkurza bo naprawdę zdrowy fajny dzieciak a tu.slyszysz o kurde chłopak i cisza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Gaslight. Gdy nie wiesz, że manipulujesz


Na zjawisko Gaslightingu natknęłam się stosunkowo niedawno. Bardzo prawdopodobne, że wiele z nas doświadczyło na własnej skórze czym jest Gaslight, może w szkole, może podczas kampanii wyborczej, może w domu lub w pracy. Czym właściwie jest Gaslight? To sytuacja, w której jedna osoba próbuje przekonać drugą, że to czego doświadcza – poczucie rzeczywistości, uczucia, przekonania – nie są prawdziwe.  Gaslight jest formą manipulacji.

Do tej pory termin pojawiał się najczęściej w kontekście politycznym, lub w odniesieniu do relacji damsko-męskich. Istnieje jednak zjawisko Gaslightingu w relacjach rodzic-dziecko.

Gdy inni ci wmawiają, że to co widzisz nie jest prawdą, to co słyszysz nie jest prawdą, gdy bliskie ci osoby powtarzają, że to co czujesz nie jest prawdą, zaczynasz się zastanawiać, czy nie mają racji.

Jakie słowa dają wam ukojenie, gdy jest wam źle? Założę się, że „nie bądź mazgajem” do nich nie należy. Każdy słyszał choć raz w życiu słowa: nie płacz, wcale tak nie boli, nie bądź beksą.

– Już nie mogę, najadłem się – przestań, jedz, nie po to gotuję, żeby wyrzucać.
– Czemu płaczesz? – bo zgubiłam figurkę – daj spokój, to nic takiego.
– Boli mnie kolano, upadłem na rowerze – wstawaj, jedź i przestań płakać.

To są zdania, które choć wypowiadane w dobrej wierze, potrafią pozbawić dziecko pewności siebie, być podwaliną frustracji i zniekształcenia obrazu własnej osoby w dorosłym życiu.

Jaka jest alternatywa dla słów „nie ma po co płakać”? – przecież mówiąc to, mamy na myśli, „nie łam się, będzie lepiej, to nie jest takie ważne w obliczu innych problemów”. Czemu tak mówimy? Żeby wychować silne dziecko, odporne na niedogodności losu, bo przecież będzie ich jeszcze wiele w życiu.

Świat to nie tęcza z waty cukrowej. Chcemy dobrze. Czasami brakuje nam słów.

Mnie również. Czasami po prostu powiem – daj spokój, to tylko klocek, masz tam całe pudło przestań już płakać. Odruchowo, tak po prostu. Można jednak lepiej … można, ale to nie jest takie proste.

Empatia to ważna cecha. Trzeba ją pielęgnować.

Mam w domu dwie awanturnice. Moje dzieci kładą się na ulicy. Jestem jednym z „tych” rodziców. Leży – niech leży, poleży i wstanie. Próbowałam kilku technik, nazwijmy to eksperymentem społecznym. Ups, teraz wyjdzie, że eksperymentuję na dzieciach, ale co tam. Przed bramą do domu mamy swój stały punkt leżenia na asfalcie. Ciepło, miło więc co tam, ja też poleżę. Leżałyśmy sobie pewnego ciepłego wieczoru na chodniku, patrząc w niebo, a przynajmniej ja patrzyłam, bo jedna z hrabin ma system „na brzuchu” a druga „na plecach”, więc każda leży w innej pozycji. Histeria ustała gdy mój korpus legł obok nich. Ze wszystkich moich prób konfrontacji, ta przyniosła najlepsze efekty. Nie wiem jak mało pedagogicznie to zabrzmi, ale ja je teraz rozumiem.

Czy warto pytać „co czujesz”? Warto, ale jeszcze lepiej zapytać „o czym myślisz”.

Wyobraźcie sobie, że nie macie argumentów w dyskusji,  co tam w dyskusji, niech to będzie kłótnia o coś dla was ważnego. Jesteście wzburzone, w zaparte upieracie się przy swoim ale …. zabrakło słów, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Co robią dorośli? Dorośli krzyczą, czasami uderzą pięścią w stół, tupną nogą, rzucą się na łóżko żeby popłakać.  Dziecko robi dokładnie to samo!

Mam pozwolić dziecku leżeć na ziemi i krzyczeć? – hmm a czemu nie?! Jedno dziecko chce być samo, drugie pragnie się przytulić, trzecie będzie chciało się wykrzyczeć. Złości trzeba dać upust. Można ją wytańczyć, można ją wyskakać, wyśpiewać, można i wyleżeć.  Płacz też jest potrzebny. Nie powinno się ani bagatelizować łez, ani bezpodstawnie pocieszać:

Przypomina to trochę naprawianie samochodu poprzez odłączanie kabla odpowiedzialnego za światełko informujące o konieczności sprawdzenia silnika.
(www.psychologia.edu.pl)

Płacz pomaga nam zredukować stres, wyciszyć się, dać upust emocjom. Nie warto dusić w sobie gniewu, złości ani smutku, bagatelizowanie tych emocji nie sprawi, że znikną, a jedynie wywoła poczucie wstydu – dorośli często mówią „wybacz, że się uniosłam” albo „nie wypada płakać”. Mówiąc kolokwialnie – bullshit mości państwo, emocje są nam potrzebne, nie duśmy ich w sobie, nie duśmy ich w dzieciach. Dajmy im się wyleżeć na chodniku, wykrzyczeć, wyskakać. Mnie pomaga muzyka, głośna i z rockowym pazurem ;-) A jak wy dajecie upust emocjom?

Dla chcących zgłębić temat

http://www.psychologia.edu.pl/obserwatorium-psychologiczne/1400-dlaczego-placzemy.html
http://www.ravishly.com/stop-gaslighting-your-kids

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mi dają ukojenie zakupy hehe :-p

    1. Wiadoma sprawa, ja tracę poczucie czasu jak widzę buty 😅

    2. Tylko stopy mi nie tyją 😈

    3. Wow…a mi nadgarstki heheheheh serio, branzoletki mogę dla dzieci zakładać hahaha

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku