Poradnikowe poniedziałki 15 stycznia 2019

6 sposobów na rozgrzanie się zimą

Wreszcie pokazała się z prawdziwego zdarzenia. Śniegu w wielu miejscach jest już po kolana. Ci, co kochają śnieg i chłodek z pewnością są zadowoleni. Troszkę mniej wesoło mają zmarzluchy, a tych jest niemało. I to najczęściej oni marzą o tym, by znaleźć dobry sposób na szybkie rozgrzanie ciała.

Nawet ci, którzy uwielbiają korzystać z zimowej aury, z przyjemnością po powrocie do domu chłoną ciepełko. Sposobów na rozgrzanie wychłodzonego organizmu jest kilka i chętnie podzielę się tymi, które sama na co dzień praktykuję:

  1. Ubrania na kaloryfer

Wcale nie żartuję! Kiedy wychodzę na zewnątrz, a aura zdecydowanie nie sprzyja, zostawiam przed wyjściem podomowe ubrania na kaloryferze po to, aby nabrały ciepełka. Gdy wracam do domu, z wyjściowych ubrań wskakuję w wygodne domowe legginsy i  zaciągam wełniane skarpety. Jakże przyjemnie jest zakładać na siebie odzież, która już jest cieplutka od kaloryfera :) Mój syn wszedł na wyższy poziom rozgrzania i za dnia na kaloryferze wiesza swoją piżamę, by była cieplutka po kąpieli.

  1. Rozgrzewające napoje

Jestem wybitną kawoszką, jednak gdy mam ochotę na rozgrzewający napój, sięgam po herbatę. Najbardziej odpowiada mi herbata owocowa, do której obowiązkowo dodaję imbir i owoc pigwowca. Taki napar rozszerza naczynia krwionośne, poprawia przepływ krwi przez organizm, a więc rozgrzewa. W dodatku imbir ma wiele prozdrowotnych zalet i może uchronić przed rozwojem niechcianego przeziębienia.

  1. Coś mocniejszego

A dokładnie trunki wysokoprocentowe. To oczywiście  opcja na wieczór, gdy nie trzeba już ani prowadzić auta, ani zajmować się dzieckiem i pracą. Wtedy można sobie taką herbatkę z prądem, a nawet kieliszeczek domowej nalewki strzelić. Alkohol dobrze rozgrzewa, jednak należy pamiętać o umiarze. Nie zalecam stosowania tej metody na co dzień, ponieważ od przyjemności do uzależnienia wcale niedaleka droga.

  1. Sesja w fotelu na biegunach

Kocham mój bujany fotel po babci! Mam takowy, ciut skrzypiący, z mocnej wikliny, i uwielbiam zasiadać w nim, otulając się grubym, ciepłym kocem. Biorę książkę w rękę i się relaksuję, czasem przysypiając od jednostajnego ruchu. I chyba jestem taka sprytna po babci, która chętnie z niego korzystała, bo naukowcy uważają, że bujanie się w fotelu na biegunach doskonale rozgrzewa. Rytmiczne kołysanie się powoduje stały ruch mięśni i przepływ krwi przez kończyny. A to rozgrzewa, nie wspominając o cieplutkim kocu :).

  1. Ostro doprawione jedzenie

Klasyka! Zupy z dużą ilością przypraw, takie jak flaki, grochówka, kapuśniak (parzybroda) czy dobrze doprawiony rosół, podnoszą temperaturę organizmu, cudownie rozgrzewając od środka. Jeśli dorzucicie mięsną wkładkę, białko dostarczy łatwo przyswajalną energię, którą organizm przekształci na ciepło.

  1. Ruch

Gdy wracamy z dworu zmarznięci, mamy raczej ochotę wskoczyć pod ciepłą kołdrę, niż uprawiać gimnastykę. Jednak przynajmniej kilkunastominutowy ruch doskonale pobudzi krążenie krwi, rozrusza nasze serce, mózg i mięśnie, a przy okazji podniesie temperaturę ciała. Nie wspominając o tym, że pozwoli także spalić kilka nadmiernych kalorii, które wyjątkowo chętnie przyczepiają się do naszych talii i ud właśnie zimą. Nocami możecie praktykować inny rodzaj ruchu, ale to już kto co lubi ;)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Ciąża 11 stycznia 2019

Ciążoreksja to nie żart

Słyszałyście o czymś takim jak ciążoreksja? Ja też nie. Jednak medycyna idzie do przodu w takim tempie, że i nowe choroby pojawiają się jak grzyby po deszczu. Chociaż ciążoreksja oficjalnie nie jest chorobą. Jeszcze.

Ciążoreksja – co to jest

Ciążoreksja ma swoje ładniejsze nazwy: pregoreksja lub anoreksja w ciąży. I od razu wszystko jasne. Ta przypadłość dotyczy ciężarnych kobiet, które obsesyjnie dbają o figurę, układają bardzo restrykcyjną dietę, zapamiętale ćwiczą – jednym słowem, robią wszystko, by nie przytyć, nie licząc się przy tym z konsekwencjami. Za nic mają zdrowie swoje i dziecka, liczą się tylko kilogramy i kalorie. Tymczasem skutkiem konsekwencji może być poronienie lub ciężkie upośledzenie płodu.

Ciążoreksja nie jest oficjalnie chorobą. Jednak określenie nie wzięło się z powietrza. Ponoć już co dwudziesta ciężarna obsesyjnie dba o swoją wagę. Żyjemy w czasach kultu szczupłej sylwetki, więc można przypuszczać, że ten trend będzie się nasilał, a liczba kobiet cierpiących na pregoreksję stale rosła. Na razie oficjalnie mówi się po prostu o anoreksji w ciąży.

Ciążoreksja – przyczyny

Z ciążoreksją jest podobnie jak z anoreksją i bulimią – dokładnie nie wiadomo, skąd się biorą. W przypadku anoreksji ciążowej mówi się o niskiej samoocenie kobiety, która boi się, że nadmiarowe kilogramy zmniejszą jej atrakcyjność w oczach partnera. Problemem może być też brak akceptacji własnego ciała i zachodzących w nim zmian. Bodźcem wywołującym chorobę może być też nadmiar wiadomości ze tak zwanego wielkiego świata, gdzie dziwnym trafem wszystkie ciężarne kobiety są szczupłe, nie mają rozstępów, cellulitu, ani zmian skórnych. Istnieje także podejrzenie, że ciążoreksja jest spowodowana niechęcią do rozwijającego się pod sercem matki dziecka.

Ciążoreksja – objawy

Jeśli mamy bliski kontakt z ciężarną kobietą, dość szybko zauważymy, że cierpi ona na ciążoreksję. Niskokaloryczne posiłki spożywane rzadko i nieregularnie to pierwszy niepokojący sygnał. Wytłumaczenie, że to ze względu na nudności i brak apetytu można między bajki włożyć, szczególnie gdy przyszła mama regularnie staje na wadze i skrupulatnie odnotowuje każdy kolejny gram. Warto też zwrócić uwagę, czy wymioty nie są czasem prowokowane, szczególnie po posiłkach. Jeśli do kompletu kobieta w ciąży intensywnie uprawia sport – mamy ciążorektyczkę. Niestety często się zdarza, że kobiety z tym zaburzeniem „dbają” o wagę za pomocą środków przeczyszczających i moczopędnych.

Ciążoreksja – leczenie

Ciążoreksję leczy się dokładnie tak samo jak anoreksję. Niezbędna jest terapia i pomoc bliskich. Najważniejsze jednak, by przyszła mama zdała sobie sprawę z tego, że faktycznie potrzebuje pomocy, bo jej zachowanie przekracza ogólnie przyjęte normy. Leczenie może się odbyć tylko za zgodą kobiety.

 

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość
Ola

Mnie bardzo razi, gdy w internetach kobiety wrzucają efekty ćwiczeń „przed i po” gdzie fotka „przed” to zdjęcie z ciążowym brzuchem … no heloł, tak jakby ciąża to była otyłość… żałosne…

Emocje 10 stycznia 2019

Typowe kłopoty z nietypowym stworzeniem

Moje dzieci zapragnęły dostać pod choinkę modliszki. W związku z tym napisały stosowny list do Świętego prosząc, by ich marzenie się spełniło. No cóż, nie byłam tym zachwycona, bo znacznie bardziej podobają mi się chomiki — coś miłego, małego i puszystego. Ale oni o tych modliszkach mówili od miesięcy i pochłaniali wiedzę o owadach nałogowo, więc zrozumiałam, że to nie jest chwilowy kaprys, ale wielkie marzenie.

Pierwszy kłopot pojawił się już w związku z pozyskaniem owych modliszek. Najpierw owady miał dostarczyć dostawca z giełdy zwierzęcej do sklepu zoologicznego. No to zamówiłam sobie modliszkę i owady karmowe, kupiłam terrarium, torf kokosowy — jednym słowem przygotowałam się na przyjęcie owada. Okazało się jednak, że nie ma możliwości ściągnięcia modlichy do sklepu, no i się zaczęła prawdziwa zabawa. Obdzwoniłam sklepy zoologiczne ze Szczecina i okolic, wystosowałam do znajomych apel na Fb, napisałam wiadomość do sprzedawców na Allegro, czy w ciągu niespełna tygodnia do świąt zorganizują mi takiego owada. Niestety nikt nie mógł mi pomóc w terminie, na którym mi zależało, a sklepy stacjonarne wcale nie sprowadzają takich zwierząt. Dopiero stając na rzęsach, udało mi się pozyskać modliszkę od prywatnego hodowcy z Łodzi. Czasem się dzieje tak, że modliszka linieje podczas transportu, co dla niej jest śmiertelnie niebezpieczne, i stąd mało kto podejmuje się ich przewozu. Zamówiłam więc w razie nieszczęścia dwie modliszki Hierodula venosa, trzecią (Phyllocrania paradoxa) pan dorzucił mi gratis. Kupiłam też 20 karaczanów bananowych i muszki, żeby mieć czym je karmić. Hodowca wysłał mi owady zabezpieczone przed zimnem i nadmiernymi wstrząsami — w ciągu 24 h odebrałam przesyłkę. Żałujcie, że nie mogliście zobaczyć radości dzieci — tego nie da się opisać słowami!

Okazało się jednak, że niecodzienne zwierzątko może nieść ze sobą równie niecodzienne problemy. Pierwszy kłopot pojawił się już przy drugim linieniu. Pierwsze zrzucanie pancerzyka poszło bezbłędnie u każdej modliszki. Myślałam, że z tym już problemów nie będzie — a jednak ostatnim razem coś poszło nie tak i modliszka spadła na ziemię podczas linienia. Gdy rano ją odkryłam, była już mocno zdeformowana i musiałam ją jak najbardziej humanitarnie “uwolnić od cierpienia”. Dramat straszny, bo to owad Wojtka padł i trzeba było zapobiec rozpaczy. Nie licząc już na sklep zoologiczny, ponownie napisałam maila czy byłaby możliwość sprzedaży jeszcze jednej Hierodula venosa i kilku modliszek liściogłowych (Phyllocrania paradoxa) oraz karmówki. Facet spisał się fantastycznie, od pewnego czasu mamy dwa terraria — jedno zbiorcze dla liściogłowych — one rzadko zjadają się wzajemnie, i drugie, przedzielone na pół dla Hierodula venosa, które są agresywne wobec siebie i ofiar.

Niesamowitym problemem okazało się pozyskanie w Gryficach owadów dla modliszek! Niby zwykła karmówka, pan zapewniał, że mają ją cały czas, a wyszło inaczej. Od półtora tygodnia jest problem, żeby ją ściągnąć. W akcie desperacji zeszłam do piwnicy szukać tak zwanych kosarzy, czyli pajęczaków o długich nogach, żeby wykarmić nimi modliszki. Na szczęście  kłopot “sam” się rozwiązał, bo zamówiłam karmówkę z prywatnego źródła.

Mam nadzieję, że już więcej problemów w opiece nad tymi fascynującymi owadami nie napotkam. I na koniec chciałabym Wam powiedzieć, że jeśli zapatrujecie się na uruchomienie swojej hodowli modliszek, nie licząc wiedzy i cierpliwości, zastanówcie się, skąd wziąć robale dla nich. Zorganizujcie osobne pojemniki na muchy, świerszcze czy karaczany, bo one gdzieś muszą żyć. No, chyba że ktoś będzie co drugi, trzeci dzień kupował świeżą karmówkę. Dobrze jest zawczasu znaleźć sobie kontakt np. przez  OLX i prywatnych hodowców, by pozyskać inne źródło owadów karmowych i samych modliszek (nie są długowieczne — żyją kilka tygodni lub miesięcy od ostatniej wylinki, co zależy od gatunku). Najlepiej założyć własną hodowlę owadów, żeby karmy nie zabrakło. Ja mam własną hodowlę muszek owocówek i czekam na rozwój kolonii karaczanów bananowych, bo okazało się, że zanim nakarmiłam modliszki ostatnim karaczanem, robale zdążyły złożyć w ziemi jaja. Nie zostało mi nic innego, jak tylko liczyć na rozrost hodowli, co raz na zawsze zakończy problem, skąd wziąć robaki na karmienie naszych nietypowych przyjaciół.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close