8 przejawów łamania praw rodzica przez dzieci ;) Śmiało dorzucajcie własne!

8 przejawów łamania praw rodzica przez dzieci ;) Śmiało dorzucajcie własne!


Żaklina Kańczucka

1 marca 2018

Tyle się mówi o tym, że na całym świecie łamane są prawa dziecka. I słusznie, bo nadal zbyt wiele jest przypadków małych dziecięcych trosk i nieszczęść, nad którymi nie można przejść obojętnie. Ale są takie momenty w życiu, że to nie prawa dziecka są naginane i łamane. Cierpimy także my, rodzice, torturowani za dnia i w nocy. Bez ustanku i bez litości. Pozwólcie, że przytoczę kilka bolesnych przykładów.

1.Jesteśmy pozbawieni prawa do snu

Chyba nie jesteście zdziwieni? Ja od przeszło 7 lat nie przespałam jednej całej nocy. Co 3 lata rodziłam kolejne dziecko, tak więc mam sporo nocek w plecy, choć staram się nie dramatyzować zanadto i np. przysypiam na siedząco przy pracy na kompie ;)

2. Zakłóca się nasz samotny odpoczynek bez pytania, czy mamy ochotę na towarzystwo

Klasyka. Aż mnie trzęsie, gdy zasiadam z arcyciekawą książką i jeszcze ciepłą (?!) kawą w ręku, zanurzam się w fabule, a nad uchem zaczyna mi brzęczeć jak nie jeden, to drugi, jak nie drugi, to trzeci. Jak nie trzeci, to znów pierwszy i w dodatku każdy z czym innym.

3. Odbiera się nam prawo do ciepłej kawy i herbaty

Do czego? Nie znam, nie pamiętam z praktyki. Piję zimne zlewki, często też z tego, co zostanie w kubku męża. Jestem wstrętnym uzależniuchem i piję tyle zimnej kawy, że zaczęłam do niej dorzucać kostki lodu, sama siebie okłamując, że przecież lubię kawę mrożoną!

4. Narzuca się nam konieczność wypełniania stu milionów obowiązków. Za darmo!

To jest praca przymusowa pod wezwaniem pracy dobroczynnej, wręcz wolontariatu na rzecz małoletnich. Robię, bo lubię? Aj tam. Robię bo muszę, w dodatku za frajer i bez sensu. Przykład prosty – wieczorem cisnę po domu z mopem, aby rano pochylać się nad klejącą się plamą soku na podłodze. No i komu to wszystko? Taaak, wszystko dla dzieci…

5. Zakłóca się nam prawo do niezmąconej posiadówki w kibelku

Nie wiem, czy to nie powinien być nr 1? Zamykam za sobą drzwi, a następnie oczy, opieram ciężką głowę o ścianę i słyszę skrobanie w drzwi, przerywane szarpaniem klamki, ewentualnie wpychaniem palców dzieci do otworów wentylacyjnych w drzwiach. Dobrze, że jem dużo błonnika, inaczej w życiu bym się nie wy****a ;)

6. Wyjada się nasze śniadania, obiady i kolacje. O ile mamy w ogóle czas je zrobić

Jestem szczęśliwa, gdy uda mi się zrobić coś do żarcia specjalnie dla mnie. Najlepiej niezdrowego. Wtedy najczęściej jem w kuchni, w biegu, żeby ONI mnie nie zauważyli (to dotyczy również wyjadania słodyczy z ich szafki:). Bo jak zauważą, zaczyna się – “a co masz”, “a dasz?”. Nosz kurde, dam, bo jak inaczej! A że sama nie zjem… Nic dziwnego, że ważę 54 kg. Najczęściej dojadam po dzieciach. Dziś np. pozbierałam ich kanapki z talerzy po kolacji. Trochę poprzysychały, a że matka nie marnuje, obtoczyłam je w jajku, usmażyłam i zjadłam to coś na kolację. Zjadłam nie tylko cały, ale i ciepły posiłek. Robię postępy ;)

7. Zabiera się nam wiadomości kosztem durnych bajek na kanałach dla dzieci

Wiadomości? Czytam je na Pudelku albo jak mi się na fejsie TVN 24 o oczy obije. Czuję się wyróżniona, gdy moje dzieci przerzucają się pilotem i któryś nagle rzuca w eter – włączmy mamie na 6 (tam mam swoje tefałeny). Praktycznie wcale już nie oglądam TV, ale też nie tęsknię za nim i nie płaczę.

8. Odbiera się nam ciało i urodę. A już na pewno funduje mocny uszczerbek na zdrowiu psychicznym

Ekhmmm…. Chciałam to mam. Ucieka mi czas, “ucieka” też moje dawne ciało. Niech każda z nas po sobie spojrzy i dokona samodzielnego rachunku zysków i strat.

Myślę, że to nie wszystkie przejawy łamania praw człowieka na rodzicach przez ich potomstwo. Jak nic jest tego więcej. Ale rachunek pięknie się zgadza. Ten kto ma dzieci, zawsze wyjdzie na plus. Najważniejsze zawiera się w słowie MAMA i TATA :) Życzę każdemu takiej niewoli.

Kiedyś to my poużywamy sobie kosztem naszych dzieci ;)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zgadzam się w 100%z tym co napisałaś moja kawa od 11 jeszcze stoi i czeka na mnie
    Dorzucam jeszcze że jak planuje wyjście sama dla siebie to moje dzieci to wyczuwają i chorują po co matka ma mieć chwilę oddechu
    Kiedy ostatni raz byłam w kinie nie na filmie dla dzieci nie pamiętam a kiedy pójdę też nie wiem bo oni ciągle mają filmy które chcą zobaczyć z rodzicem

  2. Odbiera się prawo do spokojnego prysznicu :p

  3. incucinaconcarla

    Dziękuję Żaklina Kańczucka! :* Bardzo się cieszę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Mróz za oknem i wiosna w sercu. O tym, jak zaprosić wiosnę

Mróz za oknem i wiosna w sercu. O tym, jak zaprosić wiosnę


Basia Heppa-Chudy

27 lutego 2018

Przychodzi taki moment, że nawet największy wielbiciel zimy, ma jej już po dziurki w nosie i wypatruje pierwszych oznak wiosny. U mnie taki stan pojawia się zawsze w okolicy moich urodzin, które przypadają na koniec lutego. Od tego momentu nie tylko tęsknie wyczekuję, ale i wychodzę wiośnie naprzeciw. A jak? Gramolę się spod ciepłego koca, przeciągam i zapraszam wiosnę do… swojego wnętrza.

Zaczynam od wiosennych kwiatów – moje ulubione prymulki i hiacynty można już kupić niemal wszędzie, a wybór jest ogromny. Kosztują niewiele, a włożone do ładnych doniczek, słoików, czy wiklinowych koszyków tworzą piękne kompozycje i cieszą oko żywymi kolorami.

Podpowiem – by kwitły jak najdłużej, wybieram im chłodne, niezbyt nasłonecznione miejsca, koniecznie z dala od kaloryfera. Ważne jest również, by ich nie przesuszyć, pilnuję by ziemia w doniczce była wilgotna.

Zmęczona zimową szarością i burym krajobrazem, wprowadzam do domu pozytywną energię kolorami. Przywołuję wiosenny nastrój za pomocą zielonych, żółtych, pastelowych, różowych dodatków – barw, które już wkrótce pojawią się też za oknem. Dekoracje i tekstylia robią całą robotę – poduchy, zasłony, podkładki, świece, wazony, pudełka na drobiazgi…

Czas też na odmianę sypialni, czyli wybieram pościel w pastelowych kolorach, lub w wiosenne motywy. Zmiana pościeli sprawia, że łatwiej wybudzić się z zimowego letargu.

Im więcej słońca zagląda przez okna, tym bardziej demaskuje zaniedbane zakamarki w domu i odkrywa brudne szyby. Ale to nie jest jeszcze dobry moment na mycie okien. Poczekam jeszcze na bardziej sprzyjające temperatury. Za to zabieram się za porządki w szafkach, szufladkach i kątach. Czyszczę wszystkie lustra i puszczam w nich do siebie oko, bo akurat mi bardzo poprawia nastrój uporządkowane i czyste wnętrze.

Chciałabym żeby na Was też, miały wpływ te różne (choć wcale nie muszą być takie same) drobne zmiany, a widok kwitnących żonkili (nawet jeśli tylko na poduszce) podziałał pozytywnie na Wasze zmysły.

To jak będzie? Zrobicie miejsce kwiatom, kolorom i cieplejszym nie tylko dniom, ale przede wszystkim myślom?

Zdjęcia: Basia Heppa-Chudy

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie jestem matką (jeszcze), ale jestem nauczycielem i mam do ogarnięcia ponad 10 dzieci od poniedziałku do piątku po 8 godzin dziennie. Wiadomo jest inaczej, bo jestem obcą osobą i nie muszę zajmować się dziećmi 24h na dobę. Ale pamiętam jeszcze swoje dzieciństwo i często wypytuję moją mamę o niektóre szczegóły. Moja mama nie pracowała i w pełni poświęciła się nam. Już w wieku 25lat miała 3 dzieci. Tata pracował całymi dniami więc praktycznie wychowała nas sama. Ale nie było mowy o takich zachowaniach jakie zostały przez Panią wymienione. U mnie w domu panowały ZASADY.Ściśle określone, nieodwoływalne, wręcz święte. Moja mama była dość surowa, ale żadnemu z nas nie zrobiła tym krzywdy. Była konsekwentna – jeśli podjęła jakąś decyzję to przy niej przystawała i nie było dyskusji. Od najmłodszych lat mieliśmy obowiązki i pomagaliśmy mamie w codziennych pracach. Nie widziałam jeszcze żeby piła zimną kawę, jadła resztki po nas, czy nie miała chwili na toaletę. Nie wiem może to kwestia innych czasów i podejścia do dzieci …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Nie wierzysz, że śmiech to zdrowie? Mamy na to dowody!

Nie wierzysz, że śmiech to zdrowie? Mamy na to dowody!


Mirella

23 lutego 2018

– Lepiej żartować, niż chorować – powiedział mi kiedyś pewien pan, który sprzedawał jajka na bazarze. Lubiłam u niego kupować wcale nie dlatego, że miał jakiś wyjątkowo dobry towar, ale dlatego, że po zakupach zawsze miałam lepszy humor. Coś jest w tym staropolskim powiedzeniu, że śmiech to zdrowie…

Śmiech to nie tylko czysto fizyczna przyjemność, to wymierne korzyści dla naszego ciała i ducha.

 

  1. Śmiech jest najlepszą metodą na zwalczenie stresu. Obniża poziom kortyzolu i adrenaliny i tym samym sprawia, że nabieramy dystansu do stresogennych sytuacji, jakie spotkały nas w ciągu dnia. Dlatego, jeśli to możliwe, dobrze w drodze z pracy do domu poczytać jakąś zabawną książkę.

 

  1. Śmiech jest jak narkotyk! I to niemalże dosłownie. Dzięki niemu organizm produkuje endorfiny. Zwane są one hormonami szczęścia, a działają dokładnie na te same receptory, co leki produkowanie na bazie opium. W tym momencie powiedzenie: „śmiech to zdrowie” zostaje potwierdzone naukowo. Zamiast łykać kolejną porcję leków przeciwbólowych – śmiejmy się.

 

  1. Są osoby, które starają się nie śmiać, w obawie przed powstaniem zmarszczek mimicznych. No cóż.. każdy ma prawo mieć swoją fobię. Co prawda ślady częstego śmiechu faktycznie mogą pogłębić kurze łapki, ale nie zapominajmy, że śmiech pobudza krążenie krwi. A lepsze krążenie, to zdrowsza i lepiej odżywiona cera. Koniec z szarością na twarzy, koniec z cieniami pod oczami. Nie masz czasu zrobić maseczki? Śmiej się!

 

  1. Podniesienie wydajności przy pracy umysłowej jest możliwe właśnie dzięki śmiechowi. Już nie potrzebujesz kawy ani mocniejszych dopalaczy. Szczery śmiech zmusza do głębszego oddychania, powoduje lepsze dotlenienie całego organizmu łącznie z mózgiem. Dotleniony mózg to lepsza koncentracja, a lepsza koncentracja to efektywniejsza praca. Nie bez powodu mówi się, że trzeba czasem „przewietrzyć” mózg. Gdy nie ma czasu na spacer, wystarczy solidna dawka śmiechu.

 

  1. Śmiech jest najlepszym naturalnym wzmacniaczem odporności. Ta wiedza przyda się szczególnie w sezonie jesienno-zimowym. Jak to możliwe? Otóż częste śmianie się wzmacnia produkcję limfocytów T, które są odpowiedzialne za zwalczanie mikrobów. Produkowane przy okazji częstego śmiechu endorfiny, nie tylko poprawiają samopoczucie na poziomie psychicznym, mogą pochwalić się także działaniem przeciwzapalnym.

 

  1. Śmiech jest niezawodnym sposobem na wzmocnienie mięśni brzucha, co w efekcie skutkuje jego… spłaszczeniem. Tak, jeśli mamy obwisły brzuch, to powinniśmy jak najwięcej się śmiać! Bolał was kiedyś brzuch od śmiechu? To dobry znak – mięśnie podjęły pracę. Oby tak dalej!

 

O powody do śmiechu wcale nie jest tak trudno. Dobra książka, film, porcja humoru jaką bez trudu znajdziemy w sieci. Ja wam zostawiam skecz kabaretu Smile. Ale nie taki byle jaki, tylko z pewnym drobnym żartem od kabaretu Ani Mru Mru. Bo najlepsze żarty są wtedy, gdy kabareciarze robią je sobie nawzajem ;)

 

 

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Baba z wozu, konie stoją

Baba z wozu, konie stoją


Żaklina Kańczucka

22 lutego 2018

Mówi się, że baba z wozu, koniom lżej. Widząc to, w jaki sposób ustaje jakikolwiek ład i porządek w domu, kiedy mnie zmaga raz na ruski rok zmęczenie albo poważna niedyspozycja, śmiem w to wątpić. Ja z wozu, a raczej do łóżka, więc konie lekko powinny pójść dalej. A konie, jak te osły na łące stoją dalej. Bez matki ni centymetra nie ruszą, będą tak trwać…

Matka, “rzecz” święta, niezastąpiona, wyjątkowa, wszystkowiedząca i wszechmogąca. Moja mama nie leżała ugorem, wątpię, żeby kiedykolwiek położyła się kopytami do góry, bo tak, bo się należy. Ja na razie też tego nie robię, bo by mnie chyba sumienie zeżarło. A tak, gdy nie daję rady i leżę, zżera mnie nie tylko sumienie, ale i czas. Bo to co masz zrobić jutro, zrób pojutrze – będziesz miała dwa dni wolnego? Gówno prawda, mogę śmiało rzec. Czego nie zrobiłam dziś, to mi się na łeb zwali jutro, łącznie z tym, że będę musiała zrobić to, co standardowo zrobić powinnam. Kołomyja. Obowiązki pieprzone. Aż się nie chce.

Czasem mi żal, że nie mam córki, która mogłaby zrozumieć zamiłowanie do porządku i obowiązkowości. Mogłaby mi pomóc, tak sama z siebie, od serca, a nie, bo matka kazała. Ja tak robiłam, pytałam mamę każdego dnia, czy nie mogę jej w czymś pomóc. W końcu matkę ma się tylko jedną…

Moi synowie mają lepiej, bo mają robota wielofunkcyjnego – matkę, praczkę, sprzątaczkę, układaczkę bajzlu na półkach, zbieraczkę ich rzeczy po pokojach, kucharkę, organizatorkę dnia i podcieraczkę dup do tego.

Owszem, jak palcem pokażę, to coś zrobią, ale i tak muszę poprawiać – co drugi zebrany klocek, “ułożone” rzutem na półkę książki i innych parę innych rzeczy na chybił-trafił, gdzie popadnie. Faceci tak mają? Najstarszy z gangu na prośbę działa, jak trzeba. Poza prośbą  działa z doskoku, dla niego serio to żaden problem, gdy gary poczekają na lepszy czas, by zawędrować do zmywarki.

Czy tylko ja mam jakąś manię prześladowczą z powodu jednodniowego kurzu???

P.S.

Za którymś razem nie wytrzymałam. Zrobiłam eksperyment – wieczorem kolejno NIE:

  • ułożyłam gratów z podłogi na półki,
  • starłam kurzu,
  • odkurzyłam podłogi,
  • umyłam jej (opcja wykonywana 2 x w tygodniu, ew. gdy się skarpeta do niej klei wcześniej),
  • wywlokłam garów ze zmywarki / włożyłam brudnych do środka,
  • wykąpałam dzieci,
  • zrobiłam kolacji,
  • wyprowadziłam psa….

Dziwię się, bo nadal żyję i mam się dobrze, choć psychika mnie gniotła. Dzieci ogarnął ojciec. Ja poszłam spać. Reszta częściowo albo ogarnęła się sama, albo ogarnął mąż.

Przyznam, że czułam się jak dzieciak, który nabroił coś, czego absolutnie nie wolno było mu robić. I uszło mi to na sucho! Bez komentarzy, bez sarkania.

Teraz zbieram się na odwagę, by praktykować dezercję częściej, Może wtedy będzie tak, że baba z wozu do łóżka, a wóz pojedzie sam?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja częściej olewam :p a kurze to raz w tygodniu przegonię szmatką.

  2. Dobiję osikowym kołkiem-to i tak Ty masz problem z sobą,mimo starań.Faceci reaguja prawidłowo.Jeśli czegos nie muszą,to po co maja sie wychylać? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku