Aborcja?? To nie dla mnie!

Aborcja?? To nie dla mnie!


Mirella

28 listopada 2014

Dlaczego uważam, że aborcja jest złem i jestem jej przeciwna? Mogłabym napisać, że dlatego iż jestem wierząca i na tym temat zakończyć. Jednak wyglądałoby to na tupnięcie nóżką i powiedzenie: bo tak! Spróbuję więc swój światopogląd uzasadnić.

Po pierwsze: argument, że dziecko urodzi się chore, więc lepiej je zabić jest dla mnie śmieszny. To może w takim razie zmieńmy prawo i zabijajmy dzieci, które urodzą się chore, tak do pół roku powiedzmy? Przecież i tak nie są jeszcze świadome otaczającego świata. Kroplóweczka i po krzyku. Po co je leczyć, walczyć o nie, zakładać fundacje, zbierać pieniądze. No po co, powiedzcie mi? Zabijmy – taniej będzie. Co to w końcu za różnica, czy w łonie matki czy poza nim? No może taka, że dziecko ma pesel i akt urodzenia. Ale i tak becikowe plus zasiłek pogrzebowy to duuużo mniej niż koszty leczenia.

Nie piętnujemy matek, które nie chcą dzieci, pozwalamy (jako społeczeństwo) usuwać, apelujemy o liberalne prawo aborcyjne, ale jeśli matka zabija półroczne dziecko to dostaje 25 lat do odsiadki. To co? Nagle jej prawa względem dziecka się zmieniają? Następuje ograniczenie?

Po drugie: urodzenie chorego dziecka to trauma dla matki, lepiej jej tego oszczędzić. Moim zdaniem ciąża sama w sobie to już trauma, nasze ciało zmienia się w przerażającym tempie, nasza psychika fiksuje, a my nie możemy za nią nadążyć. Pamiętam, jak bardzo wyolbrzymiałam każdą błahostkę, każda urastała do rangi tsunami co najmniej. I nie wiem czy znajdzie się ktoś kto mnie przekona, że usunięcie ciąży, nie wywołuje traumy u matki.

Po trzecie: ciąża z gwałtu. A co to dziecko winne – krótko mówiąc? Rozumiem, że matka może nie chcieć wychowywać – jest duuużo par czekających na adopcję, szczególnie noworodka. Czemu karać dziecko za grzechy biologicznego ojca? To już wyszło z mody.

Po czwarte: czy urodziłabym dziecko niezdolne do życia? Tak, urodziłabym żeby je ochrzcić i godnie pochować. Chore, zniekształcone, pokancerowane, zmasakrowane, nadal byłoby moim kochanym dzieckiem.

Po piąte: ci wszyscy głośno wrzeszczący jaki to Kościół (w domyśle oczywiście katolicki) niereformowalny, niech się dobrze wsłuchają w Jego naukę. W sytuacji gdy ciąża zagraża matce, Kościół nie stoi jednoznacznie na stanowisku: matka ma umrzeć. Lekarz ma ratować życie, nie odbierać, jednak jeśli wiadomo, że nie da się uratować obu żyć musi dokonać wyboru. Pierwsza ciąża to pikuś, kobieta jeśli chce, może podjąć ryzyko, za drugim, trzecim czy piątym razem nie jest to takie proste, co z dziećmi, które pozostały w domu? Nieprawdą jest, że ksiądz powie takiej matce: niech Cię dziecko zabije ale nie usuwaj. Jakby ktoś był ciekaw, powyższą wiedzę zaczerpnęłam dawno temu z Radia Józef. A poniżej dla Was kilka linków na ten temat, pierwszy to fragment audycji z rzeczonego radia, kolejne to artykuły, na które warto rzucić okiem.

http://www.youtube.com/watch?v=ifP0cw99v-o


http://www.fronda.pl/blogi/w-poszukiwaniu-prawdy/ratowanie-zycia-matki-to-nie-aborcja,18619.html


http://www.fronda.pl/a/ks-kieniewicz-nie-mozna-kogos-zabic-aby-leczyc-zycie-innego-nie-mozna-zabic-nienarodzonego-dziecka-aby-moc-leczyc-jego-matke,20932.html


http://nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/numery/042011/06.html


Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że temat jest kontrowersyjny, że tak naprawdę tylko się po nim prześlizgnęłam, argumentów zarówno za jak i przeciw aborcji jest dużo więcej. Przedstawiłam Wam swój punkt widzenia. Zgadzacie się ze mną czy myślicie inaczej? Chętnie porozmawiam.

Fot. Javcon117CC BY

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W zasadzie to jestem rozdarta bo jestem przeciw aborcji, ale nie umiem sobie wyobrazić jak to jest nosić pod sercem chore dziecko. Ile cierpienia to wywołuje przez całe życie. Ile walki muszą stoczyć rodzice o jako takie warunki. Nie wyjdzie mi z ust żeby chore dzieci usuwać, ale też serce mnie boli na tą całą krzywdę. Strasznie przeżywam każde odstępstwo od normy zdrowotnej u swojego dziecka, mam wyrzuty sumienia i poczucie winy, czasem budzę się w nocy i płaczę a to tak naprawdę niewielki procent uszczerbku na zdrowiu w porównaniu z innymi poważnie chorymi dziećmi. Nie wiem czy bym to uniosła, straszne musi być takie życie. I dopóki nie dojdziemy do tego, by móc zapewnić godne warunki takim rodzinom,100% opiekę lekarską to nie potępię rodziców którzy zdecydują się na taki krok. Jeszcze pozostaje kwestia śmierci rodziców o ile dożyją te dzieci- co się z nimi stanie? nie obarczyłabym drugiego dziecka opieka.
    Kiedy nie była matką bezwzględnie uważałam, że nie i koniec. Teraz nie potępiam takiego wyboru (ale tylko odnośnie chorego dziecka oraz dziecka z gwałtu na nieletniej).

    1. Mogę od ręki wymienić trzy przypadki, o których czytałam w sieci, kiedy lekarze stanowczo twierdzili, że dzieci urodzą się chore i zalecali aborcję, a prawda okazała się zupełnie inna. Choćby z tego względu nie podjęłabym takiego ryzyka. Jak żyć ze świadomością, że uśmierciło się zdrowe dziecko?

      1. Również znam takie przypadki. Znam tez takie, gdzie badania genetyczne wykluczały wady, a dzieci rodziły się chore. Ale są też przypadki, kiedy nie ma wątpliwości, że płód jest uszkodzony (jak w przypadku ostatnio bardzo głośnym). W takim wypadku decyzję powinni podejmować tylko i wyłącznie rodzice – każda decyzja spoczywa na ich sumieniu, a jaka by nie była odciska piętno na ich psychice.

      2. W wiadomym przypadku ja bym urodziła

  2. Bardzo trafnie napisane. Aborcja nie jest rozwiazaniem jest pojsciem na latwizne i zwyklym egoistycznym mysleniem. Ja jestem zdania ze jezeli ktos nie chce dziecka niech po prostu przed porodem badz tuz po podpisze papiery ze zrzeka sie wszelkich praw rodzicielskich i oddaje dziecko. Zadnego przekonywania zadnego „ględzenia” psychologów tylko podpis i już. Na korytarzu powinna juz czekac rodzina ktora z radoscia adoptuje dzieciatko. Niestety procedury adopcyjne w Pl to droga przez mękę. A co do aborcji w przypadku gdy zagrozone jest zycie matki to praktycznie kazdy lekarz powie jedno i to samo najpierw ratujemy matke, sa oczywiscie wyjatkowe sytuacje jednak zazwyczaj ratuje sie matke w pierwszej kolejnosci.

    1. Dziękuję. Co do procedur adopcyjnych zgadzam się, chronią wyrodnych rodziców kompletnie nie chroniąc dzieci :(

  3. Zuzanna Potrowska

    Mirella, no ze mną raczej nie podyskutujesz, nie wytoczysz swego slawetnego działa ;-) ani argumentow nie do przebicia bo ja……..ja sie po prostu podpisuję obiema rękami pod tym co napisalas! :-)) pozdrawiam serdecznie.
    PS. Smutne, ze w sumie taka postawa i poglady jak Twoje czy moje to jednak mniejszosć…

    1. Strzeliłby sobie człowiek od rana z armaty a tu nie ma do kogo ;) Masz rację, smutne, że jesteśmy w mniejszości :(
      Również pozdrawiam

  4. Milena Kamińska

    jest to bardzo ciężki temat i indywidualny, nie chce oceniać ogólnikowo, ja jestem przeciwna aborcji, gdy zaszłam po raz pierwszy w ciąży na początku były podejrzenia ciąży pozamacicznej, później ciąży pustej, byłam już szykowana na zabieg na który nie wyraziłam zgody, jeden z lekarzy chciał mnie zmusić, mówił że jest to konieczne, gdy okazało się że jednak zarodek się pojawił ten sam lekarz namawiał mnie nachalnie żebym usunęła bo urodzę kalekę ( z powodu mojej groźnej infekcji właśnie w pierwszych tygodniach ciąży). nie zgodziłam się „uciekłam ze szpitala” . oczywiście pojechałam na badania genetyczne by w razie czego móc zareagować i podjąć leczenie już w łonie, ale okazało sie że syn jest zdrowy i teraz mam 6 letniego zdrowego syna. Jednak ciężko jest mi się wypowiedzieć bo nie wiem jak bym się zachowała gdyby to dziecko było z gwałtu bądź tak chore, iż jego los po narodzinach byłby straszny, na dzień dzisiejszy mówię że nie podjęłabym się aborcji ale nie daję sobie głowy odciąć. A jeśli chodzi o przypadek, iż kobieta podejmuje się aborcji bo kolejna wpadka, to tu uważam że takie kobiety powinny mieć wykonywany zabieg aby nie mogły mieć dzieci.

  5. Dodałabym, jako wierząca, jeszcze jedną kwestię:
    wierzymy w życie po śmierci, gdzie wszyscy się spotkamy. I co powiesz takiemu dziecku któremu zafundowałaś aborcję? Sorry, ale byłaś z gwałtu? Sorry chciałam Ci oszczędzić cierpienia bo byłaś chora??
    No way…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Jak zadbać o bezpieczeństwo malucha w domu?

Jak zadbać o bezpieczeństwo malucha w domu?


Żaklina Kańczucka

25 listopada 2014

Dom to takie miejsce, które powinno kojarzyć się mieszkańcom z bezpieczeństwem, a  gdy przebywają w nim dzieci, należy dołożyć szczególnych starań aby taki właśnie był. Do momentu jak mój starszy syn nie zaczął się przemieszczać, nie wiedziałam specjalnie dużo o zabezpieczeniach na kontakty, blokadach na okna czy drzwi szafek kuchennych. Wiedziałam natomiast, że przy dziecku oczy trzeba mieć dookoła głowy i wszystkie niebezpieczne miejsca pod szczególnym nadzorem.

Podstawowy zakup jakiego dokonaliśmy z mężem, to zaślepki do kontaktów. Pierwszym rzutem kupiliśmy takie z szerszą dziurką na kluczyk do ich wyciągnięcia, ale gdy zobaczyliśmy jak Bartek podważył i wyjął zaślepkę jakimś przedmiotem, to kupiliśmy inne, takie z wąskim wejściem. Nie można nic do środka włożyć i odhaczyć od kontaktu, a wiem bo próbowałam to zrobić nożykiem, kiedy nie mogłam namierzyć kluczyka do wyciągnięcia zabezpieczenia z kontaktu. Dla dziecka są chyba niemożliwe do samodzielnego zdjęcia.

A więc podstawową sprawę, czyli zaślepienie gniazdek mieliśmy za sobą, przyszło nam do zablokowania drzwiczek od mebli kuchennych. Na rynku jest szeroki wybór blokad, ja natomiast postawiłam na stary sprawdzony przez nasze mamy sposób, czyli związanie rączek przy drzwiach na szerokie gumki od słoików. Sposób skuteczny i tani, garnki z szafek nie wyfruwały za sprawą dziecięcych rączek, choć teraz mając nowe meble i brak możliwości owinięcia gumkami, kupię przy raczkującym Wojtku zwykłe blokady na drzwiczki. Na ciężką szafę w przedpokoju też, bo już się przekonałam, jaki płacz podnosi się, gdy maluch włoży paluszki w szufladę i z siłą ją zamknie!

Sytuacja zmienia się gdy dziecko pionizuje się i z lubością zagląda  tam, gdzie nie powinno. Zawsze obawiałam się wypadnięcia moich dzieci przez okna. Chłopaki raczej po parapetach nie skaczą, ale jak mój starszak nauczył się podsuwać pod okno krzesło i wszedł na parapet, żarty się skończyły. Nie wchodziło w rachubę przemeblowanie pokojów tak, aby sofy czy fotele nie stały bezpośrednio pod oknem i nie kusiły dziecka, więc kupiliśmy do nich klamki z kluczykiem. Rozwiązanie to trafiony pomysł, bo dorosły blokuje możliwość otwarcia okna taką klamką, więc można by było zapomnieć o niebezpieczeństwie… Niestety po czasie mechanizmy zaczęły się wypaczać, i nie potrzeba już kluczyka aby je otworzyć. I choć jest mała szansa że dziecko da radę z taką siłą podnieść klamkę do góry, to jednak martwi mnie fakt, że jednak można to zrobić. Szukam teraz blokady zakładanej od góry na skrzydła okien, bo okno balkonowe aż zaprasza Bartka do grzebania przy jego klamce. Moja siostra wypróbowała jeszcze prostszą rzecz – wyjęła klamki z okien, których nie otwiera co dziennie i problem ma z głowy.

Kolejna kwestia to drzwi wejściowe, które na sto procent dziecko sięgające za klamkę spróbuje otworzyć i  jak to się uda, to wyjść na klatkę schodową czy na podwórze. Resztę scenariusza dopiszcie sami. Nie mam na drzwiach blokad typu zasuwa z łańcuszkiem, bo wystarczy nam pamiętać o górnym zamku, który zawsze u nas jest zamknięty. Jeśli idzie o pozostałe drzwi to nie widzieliśmy potrzeby aby specjalnie się nimi zajmować, bo nie licząc przytrzaśniętego paluszka nic więcej się nie działo.

To są rzeczy najważniejsze przy maluchu, choć oczywiście pozostaje kwestia i tak wzmożonej czujności, bo np. psie miski z wsypanym jedzeniem gwarantują albo rozkosz notorycznego sprzątania, albo co gorsze, opcję zakrztuszenia się karmą. Podłogi muszą być czyste, bez dwóch zdań, środki do sprzątania zamknięte na klucz lub odłożone wysoko na półce, noże  poza zasięgiem rączek… O bezpiecznych zabawkach nie wspomnę, bo to temat rzeka na kolejny wpis.

Jeśli wpadnie Wam do głowy coś, co jeszcze powinno się zrobić, aby dom był naprawdę bezpiecznym miejscem dla maluszka, wpiszcie pomysł w komentarzu pod wpisem, na pewno skorzystają z niego inni rodzice, chcący zagwarantować spokój i bezpieczeństwo swoim pociechom.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. o tak, ja do niedawna mówiłam, że moj dzien polega na chronieniu Synka przed samozagładą :D do ktorej usilnie ążył :P ale jest coraz lepiej, tylko początki są takie przerażające… :)

  2. my mieliśmy (mamy w sumie jeszcze) zatkane kontakty – zatyczkami i była furtka na korytarz aby nie spadł młody ze schodów

  3. My jesteśmy z tym tematem „na świeżo” :-) Iwo tydzień temu zaczął raczkować a od wczoraj próbuje wstawać przy meblach. W pierwszej kolejności poraczkował do gniazdka, które dzień wcześniej zabezpieczyliśmy. Dodatkowo mamy też osłonki na rogi od stołu i szafek. Po tym jak mały notorycznie uderzał głową w kanty ścian i framugi drzwi, kupiliśmy specjalne piankowe zabezpieczenia i przykleiliśmy na wysokości do której sięga raczkujaca główka. Na drzwiach mamy zamontowane specjalne nakładki, które uniemożliwiają zamknięcie i tym samym przytrzasniecie paluszków. Mamy też specjalny kask do raczkowania i nauki chodzenia :-) przydaje się na wyjście do znajomych, którzy nie mają zabezpieczeń „antydzieciowych” ;-)

    1. Widziałam te kaski kiedyś i myślałam, że to fejk! Dla mnie to już lekka przesada….
      U mnie w domu nie było żadnych zabezpieczeń, ale też gniazdka były za meblami na przykład, więc w sumie jakiś środek pośredni. Nasza córka zaczęła chodzić w wieku 10 miesięcy wiec dość szybko,a jednak guza może nabiła sobie ze dwa razy. U znajomych po prostu była bardziej pilnowana, ale nigdy bardziej niż sam sobie radziła.
      A słowa ostrzegawcze (ostrożnie, uważaj) są bardzo ważne! Wyrabiają w dziecku nawyki, uczą oceny sytuacji. Nie wolni z tego rezygnować.

  4. Na pierwszy rzut kask wydaje się ciężki, a w rzeczywistosci waży nie cale 100 g. i jest wykonany z pianki, która ma liczne otwory wentylacyjne

  5. Gdzie można takie cudo kupić? :)

  6. Na allegro albo w sklepach „gadżeciarskich” dla maluchów np. Pomocnicy Mamy. Spory wydatek bo ceny od 110 do 150 zł, ale moim zdaniem warto. U znajomych sprawdził się też na placu zabaw i podczas zabawy wszelkiego rodzaju jeździkami. My mamy go niecały miesiąc i już wielokrotnie uchronił małego przed poważnymi urazami, chociażby przy próbie samodzielnego „zejścia” z kanapy ;-)
    Kask jest firmy Thudguard

  7. Jak syn ma na głowie kask, to się powstrzymuję od ciągłego powtarzania: uważaj! ostrożnie! uderzysz się! ;) a mały zadowolony może zwiedzać mieszkanie bez wiszących nad nim rodziców ;)

  8. To jest nasze jedyne zabezpieczenie przed dzieckiem, taśma klejaca na barek. Mieliśmy tez bramkę, bo do sypialni mamy jeden stopień w dół, ale teraz juz jej nie używamy, cały czas jest otwarta. Córka jest dość kumata i nie grzebie w kontaktach, szafki juz zna, wiec to tez żadna atrakcja :)

  9. O. To jak Kacpi kiedyś tak szarpnął szufladą , aż TV z komody spadł . Na szczęście 5 cm od jego główki.

    1. Rany, Edytka, czym karmiłaś dziecko że taką parę miał w ręku ;)? Ale miał duuuużo szczęścia, telewizor mógł krzywdę zrobić, a Ty pewnie nawet nie zdążyłabyś się ruszyć. Ułamek sekundy i dzieje się nieprzewidziane…

    2. Później się okazało, że nóżka komody była uszkodzona. Fakt zanim dobiegłam, już było po fakcie . Ale jednego jestem pewna nie unikniemy takich sytuacji typu lewel hard.

    3. Edyta, niestety, bez daru widzenia przyszłości, to się nie uda. Dzieci niszczą system ;)

    4. Demolują doszczętnie :-D :-D

  10. Ja mam.duzo zabezpieczen typu okna zamykane na klucz,kontakty sa zasloniete nic z chemii nie ma w zasiegu reki zeby dzieci wypily itd a nadal uwazam ze wypadek moze sie zdarzyc.nic dla mojego dylana nie jest niemozliwe-bujac sie na drzwiach od szachy i je wyrwac-zrobione,wyciagac sruby z zawasow od drzwi-zrobione,popchnac tv zeby zpadl-zrobione i moge tak wymieniac w nieskonczonosc…pomyslowsc mojego mlodszego syna nie ma granic

    1. to jest najgorsze – nieprzewidywalność nieprzewidywalnego ;)

  11. Ten etap mam za sobą. Ale na okna nie wchodzili, kontaktów nie zabezpieczalam, żądnych szuflad nie wyrzucili, domestos w łazieńce na podłodze stoi do dziś. Nie wyobrażam sobie wszystkiego zabezpieczać, dzieciak ma wiedzieć, że mu nie wolno!

    1. dla mnie to zbyt wielkie ryzyko, tyle słyszałam o dzieciach które połykały kreta, wypadały z okien. Boję się, moje dzieci i chyba większość innych nie mają wyobrażenia że coś może im zagrażać. Dzieci to żywioł.

    2. Wiem o tym, poza tym matka jest w domu z dzieckiem i chyba widzi co robi. Moje wiedziały co można, a co nie. Jak bym miała wszystko chować, oklejac, zabezpieczać to bym szału dostała. Ale każdy ma inne metody wychowawcze, jeden tłumaczy, drugi zabezpiecza.

    3. Agata ja niestety poza tłumaczeniem zabezpieczam, ryzykuję tylko w totka ;)

  12. Moja jedna już wyrosła, jedna za mała, tylko średnia szaleje ;) Mam zabezpieczone gniazdka bo ją kusiło ;) Szuflady mają blokady, więc sama nie da rady ich wyciągnąć, za to trafiła mi się alpinistka i skacze po meblach. Raz już skończyła na izbie przyjęć ze skręconym nadgarstkiem ale i tak nie pomogło. Co się odwrócę to gdzieś włazi

    1. oby sobie nie wyskakała innych niespodzianek ;) nic się dzieciaki nie boją.

    2. No oby ;) Kompletne zero strachu, mogę powtarzać do bólu a i tak znajdzie moment jak wyjdę do łazienki, przewijam albo kąpię malutką i włazi gdzie się da

  13. U nas kontakty tez sa strasznie intrygujące dla Jasia ale jeszcze lepsze są kable wtyczki które chętnie by tam wsadził.. . Ja to sie obawiam ze maly w końcu głowę rozbije bo wchodzi wszędzie gdzie tylko się da

  14. Ja to sie najbardziej obawiam starszej siostry, która ma głupie pomysły gniecenia rąk młodszej ☺

  15. Ja niczego. Na szczęście nie musiałam zbytnio odgradzac przed dziećmi. Jedno gniazdko które w końcu i tak przestałam zakrywać. Mam tylko bramkę na schody bo góra jeszcze nie używana przez nas jest

  16. Niczego. Szybko sie ucza, ze czegos nie wolno. A „jak sie nie przewroci, to sie nie nauczy”. Obydwie szybciej opanowaly schody niz chodzenie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Pasztet z soczewicy

Pasztet z soczewicy


Paulina Garbień

23 listopada 2014

Pasztet z soczewicy – pewnie wiele z Was o nim słyszało. Soczewica sama w sobie nie ma konkretnego smaku i to przyprawy decydują o potrawie, ale za to jest zdrową i ciekawą alternatywą dla mięsnych dań. Dlatego postanowiłam upiec taki pasztet i spróbować czy faktycznie jest tak smaczny, jak wszyscy piszą i mówią. No i nie zawiodłam się, jest pyszny, delikatny, świetnie smakuje zarówno sam, jak i z chlebem czy bagietkami. Przygotowywałam go w dwóch wersjach smakowych i obie są bardzo smaczne. Zresztą spróbujcie sami, naprawdę warto.

Składniki

1 szklanka czerwonej soczewicy
1 łyżka koncentratu pomidorowego (można pominąć)
4 roztrzepane jajka

I wersja

1,5 szklanki startej marchewki
1 cebula pokrojona w drobną kosteczkę
oliwa z oliwek
2 ząbki czosnku
curry
kumin
papryka słodka i ostra
sól, pieprz

II wersja

1,5-2 szklanki pora w pół plasterkach
gałka muszkatałowa
około pół kostki masła
sól, pieprz

Wykonanie

  1. Soczewicę płuczę w zimnej wodzie a następnie zalewam dwiema szklankami wody i gotuję do momentu aż rozgotuje się na puree (ok. 45 minut) dodając pod koniec gotowania koncentrat pomidorowy, który poprawi nieco kolor bladej soczewicy.
  2. Na dużej ilości oliwy smażę powoli czosnek, cebulę i marchewkę, tak aby się nie spaliły ale ładnie skarmelizowały. Dodaję to do soczewicy. W wersji drugiej tak samo postępuję z porem.
  3. Doprawiam intensywnie solą, pieprzem, obiema paprykami, oraz kuminem i curry. Masa ma być mocno korzenna i pikantna z wyczuwalnym słodkim smakiem karmelizowanej marchwi i cebuli. W wersji drugiej doprawiam bardzo mocno gałką muszkatałową, najlepiej świeżo startą oraz solą i pieprzem.
  4. Na koniec dodaję do tego jajka i wszystko dokładnie mieszam. Można to zmiksować lub przetrzeć przez sito aby masa była bardziej gładka (ja tego nie robię).
  5. Keksówkę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą. Do tak przygotowanej wlewam przygotowaną masę i stukam lekko w blat, żeby wyleciały bąbelki powietrza. Masa jest mocno płynna, jednak nie należy się tym przejmować, tak powinno być.
  6. Całość piekę w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 stopni przez około 30-40 minut. Zostawiam do całkowitego wystudzenia w formie, dopiero wtedy wyciągam i kroję.

Konieczne jest użycie dużej ilości tłuszczu, żeby pasztet nie był po upieczeniu suchy, stąd do smażenia duża ilość oliwy lub masła.

pasztet2

pasztet1

pasztet

Zdjęcia: Paulina

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zainspirowałaś mnie!

  2. Ciekawa jestem smaku, nigdy nie jadłam dania z soczewicy, jedynie jako dodatek w chlebie. Jak tylko będę pamiętała wpiszę ją na listę zakupów.

  3. Lubię proste przepisy – ten na taki wygląda, więc chętnie wyprobuję. Tym bardziej, że nie zna smaku soczewicy, a wiem, że jest zdrowa :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Kartki wyszywane nitką, czyli zrób to sam

Kartki wyszywane nitką, czyli zrób to sam


Agnieszka Jelinek

22 listopada 2014

Przeraziłam się, że już minął prawie rok, że już tuż tuż przed nami grudzień i świąteczne szaleństwo. Na dworze już szaro, buro i ponuro, a w domu chore dziecko. Postanowiłam odgrzebać stare pomysły na kartki wyszywane nitką i oto przed wami prezentuję sposób na wyszywane kartki świąteczne.

Są tak łatwe w wykonaniu, że z niewielką pomocą z waszej strony nawet trzylatek się upora z prostszymi wzorami. Kartki wyszywane nitką są jeszcze mało znane w Polsce, dlatego na pewno kogoś zaskoczycie swoją pracą.

Będziecie potrzebować:

  • kartki papieru w formacie pocztówki
  • nici w różnych kolorach
  • podkładkę filcową lub ręcznik złożony w kilka warstw, dobrze sprawdza się też zwykły karton
  • szpikulec do dziurawienia kartki, lub igła nie za gruba
  • igła do haftu gobelinowego – czyli zaokrąglony koniec, lub zwykła igła
  • wzór kartki

Krok 1

Pracę rozpoczynam od przygotowania miejsca pracy, tak by mieć wszystko pod ręką. Następnie wybieram sztywniejszą kartkę papieru w formacie pocztówki i jeśli mam taką potrzebę – to ozdabiam rogi za pomocą specjalnych dziurkaczy.

 instrukcja 1

Krok 2

Wybieram wzór, który nakładam na kartkę i igłą, lub bolcem przekłuwam miejsca wykropkowane na wzorze, lub gdzie stykają się linie obrazka.

instrukcja 2

Krok 3

Po przedziurkowaniu kartki, wybieram igłę (najlepiej z zaokrągloną końcówką – czyli igły do wyszywania gobelinów), i nitkę, którą po przewleczeniu łączę pętelką na końcu nitki.

instrukcja 4

Krok 4

Teraz zabieram się do wyszywania. Niektóre wzory mają z góry określone kierunki wyszywania, a  w innych trzeba zdać się na swoją intuicję, pamiętajcie też o naciąganiu nitki po każdym przewleczeniu przez kartkę. Więcej wzorów do wyszywania znajdziecie tutaj – wzory do wyszywania kartki świąteczne, choinka-szablonwzory 3 – wybaczcie za ich jakość, ale są to moje stare materiały sprzed 15 lat oraz wzory Sylwii. W internecie możecie znaleźć także inne nie świąteczne wzory na kartki wyszywane nitką. Kiedy nitka się skończy wystarczy ją tylko z drugiej strony podkleić taśmą klejącą.

 

instrukcja 6

Krok 5

Wyszytą kartkę przyklejam do kartki formatu A5- złożonej na pół, tak aby ukryć drugą stronę naszej kartki.

Przykłady 1

przykłady 2

Później już tylko pozostaje wypisanie życzeń świątecznych i wysłanie kartek tradycyjną pocztą.

Zdjęcia: Rachela

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nigdy takich kartek nie robiłam, jeśli już się bawię to w wyklejanie. Ale te prezentują się bardzo ciekawie!

  2. Okazuje się, że całkiem przypadkiem mam w domu igły do haftu gobelinowego więc pozostaje spróbować!

  3. Świetny pomysł! Dziękuję bardzo za to przypomnienie:) Z przyjemnością wrócę do wspomnień. Pozdrawiam serdecznie wszystkie MAMY. I te, które do roli mamy się znów przygotowują. Bądźcie dzielne. Od was naprawdę zależy bardzo wiele. Także to, jak przez życie przejdą wasze dzieci. Powodzenia!

  4. Magda Giszterowicz

    Bardzo Fajna praca i bardzo fajnie się można nauczyć.Bardzo dobra forma i jest użyteczna bardzo dużo ludziom się podoba taka praca dla mnie jest bardzo spokojna i bardzo fajna:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku