Emocje 15 kwietnia 2014

Biedni nie powinni mieć dzieci

Przecieracie oczy ze zdumienia? To nie jest próba zaszokowania Was jako rodziców i czytelników, to faktyczna wypowiedź, na którą natknęłam się w sieci w jakimś komentarzu. Nie jednym zresztą, gdzie aż bije po oczach niechęć, czy nawet pogarda dla ludzi ubogich.

Często anonimowi użytkownicy internetu czują się bardzo swobodnie i bez zażenowania potrafią dodać komentarz, że skoro kogoś nie stać, to po co sobie tyle dzieci narobił? Aż mi się nóż w kieszeni otwiera gdy czytam takie zjadliwe wypowiedzi względem rodzin często wielodzietnych, którzy nie radzą sobie specjalnie dobrze w życiu. Ale to nie powód, aby im odmawiać prawa do posiadania dzieci.

Ja sama nie jestem zamożna, do “szlachty” mi daleko, ale żyję spokojnie, nie martwię się co będzie jutro, czym nakarmię maluchy. Czasem natomiast mijam na ulicy matkę z dzieckiem, gdzie w pierwszym wrażeniu po oczach bije skromny ubiór, czy wysłużony wózek w jakim maluch jest wożony. Dopiero na drugim planie widać miłość w oczach matki do dziecka. Miłość nie przełożoną na złotówki, euro czy franki szwajcarskie. Niestety łatwiej jest ocenić po wyglądzie i na wyrost stwierdzić, że dziecko ma przegrane z takim rodzicem, niż dostrzec to co powinno być widoczne od razu – biedny nie oznacza gorszy.

Może matki nie stać na zabawki, może ledwie wiąże koniec z końcem, ale dziecko kocha tak samo, a może czasem nawet mocniej jak matka “ze szlachty”. Może jest tak, że matka nie kupi dziecku nowej przytulanki, a ciuchy maluch dostanie w spadku po rodzeństwie, ale da dziecku bezkresną miłość i mnóstwo czasu. A w innym domu zamiast bliskości rodzica, dziecko czuje jedynie moc pieniądza w postaci wypasionej zabawki. Coś w rodzaju rekompensaty za brak czasu i chęci do zajmowania się dzieckiem.

Należałoby jeszcze przestać w pierwszym odruchu oceniać – biedni rodzice, to źli rodzice, patologia – wstrzymać się od pochopnych wniosków, bo nie każdy jest sam sobie winien sytuacji w jakiej go życie postawiło. Pogarda i niesprawiedliwy osąd bolą najmocniej.

To smutne, że tyle rodzin żyje na granicy ubóstwa, głowiąc się dzień w dzień, co do garnka włożyć i w co odziać dzieci. Smutne jest również, że bogaci od zawsze patrzą z góry na biednych i to się raczej nie zmieni. Dzieci najwięcej tracą na takim stanie rzeczy.  I nie chodzi tylko o brak super wózka czy dostępu do płatnych szczepionek. Mają trudniej na starcie, z powodu braku pieniędzy w domu rodzinnym, ale nie są głupsze, gorsze, brzydsze. Są biedniejsze, ale tak samo przez rodziców kochane.

Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marta Sworowska
Marta Sworowska
7 lat temu

Amen!!!!!!!!

Ania
Ania
7 lat temu

Ja bym dodała nawet, że często się zdarza, że dzieci wychowywane w biedniejszej rodzinie, mają więcej miłości niż te wychowywane w luksusach..Potem dzieci z uboższych rodzin bardziej umieją poszanować wartość pieniądza i życie.

Patrzący
Patrzący
1 rok temu
Reply to  Ania

masz dzieci? i pewnie bida ? no tak, miłość seks > dzieci > jak nie ma pieniedzy to seks daje pewne przyjemnosci jak to mowia za pieniadze szczescia nie kupisz ale przynajmniej seks bez gumki lepszy.

seaman
seaman
10 miesięcy temu
Reply to  Ania

Co do poszanowania pieniądza pełna zgoda. Biedne dzieci już w bardzo młodym wieku umieją liczyć i doskonale wiedzą ile co kosztuje. Co do miłości to jednak myślenie życzeniowe. Nie ma jej tam, gdzie są kłótnie o finanse, niedobory, konieczność ciągłego odmawiania sobie i innym, bywa że i głód. Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach!

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu

Często dzieci z tych uboższych rodzin są po prostu lepszymi ludźmi, niż te zadufane w sobie „bogate”!! A miłość tych biedniejszych rodziców więcej warta niż wszystkie pieniądze „szlachty” !!

jola
jola
6 lat temu

i nasze kochane „państwo”
… lepiej biednej rodzinie dzieci zabrać i zostawić je w rodzinie zastępczej, której się płaci na każde dziecko…!!! czy nie lepiej pomóc tej biednej rodzinie w której dzieci otrzymają dużo miłości ???!!!

Żaklina Kańczucka
6 lat temu
Reply to  jola

Pewnie że lepiej, ale ten nasz system jest tak kulawy, że to aż boli.

Beata Pisera
6 lat temu

mądrze napisane

Anna
Anna
5 lat temu

A ja się troszkę nie zgodzę. Mnie się nóż w kieszeni otwiera, kiedy włączam TV i widzę rodzinę płacząca, że bieda, że nędza, że nie ma co jeść, że dzieci brudne, nagie i głodne, ale tych dzieci… 7 albo i więcej… Sama mam ciężko, na co dzień starcza, ale na luksusy mnie nie stać, dlatego bardzo długo myślałam i analizowałam, czy mogę pozwolić sobie na drugie dziecko, bo nie sztuka narobić, sztuka wychować, a wychować bez pieniędzy niestety się nie da – wózek, ciuszki, akcesoria można mieć z odzysku, ale edukacja kosztuje… Dlatego nie mam litości dla tych, co się… Czytaj więcej »

Maja
Maja
5 lat temu

Wychowałam się w rodzinie wielodzietnej. Tata utrzymywal całą rodzine sam. Często w domu brakowało doslownie wszystkiego. Wszystkiego oprocz ciepła, miłości i zrozumienia. Ja i moja czwórka rodzeństwa wyrosła na dobrych i umiejacych sobie radzić ludzi. Mój mąż wraz z siostrą dorastali w zamożnej rodzinie. Siostra zepsuta do szpiku kości. Niby wykształcona, a widzi tylko czubek własnego nosa. Mąż dobry człowiek, ale obsesja pieniedzy mu pozostała. Ich mama zawsze mówi, ze wie, ze zle ich wychowała. Różnica ogromna.

Anna Stolarczyk
5 lat temu

Zdecydowanie YES!

Patrzący
Patrzący
1 rok temu

Nie jestem wcale bogaty, i nie jestem biedny ludzie którzy nie zarabiają minimum 2500zł netto nie powinni zabierać się za seks potem chodzą po mieszkaniach i proszą o pieniądzę tu nie chodzi o tych ludzi tylko o dzieci załóżmy że dziecko ma chore oczy , klatke piersiową, i jeszcze inne sprawy rodzic jest sam zarabia 2000zł miesięcznię na mieszkanie idzie 1300zł 700zł na reszte na 2 osoby gdzie na okulary trzeba wyłożyć solidną kwotę. co dalej dziecko tak będzie kochało rodzica duża szansa jest że zostanie dillerem pójdzię na złą drogę pomyśli „pomogę rodzinie, kupie sobie coś dla siebie” mam… Czytaj więcej »

seaman
seaman
10 miesięcy temu
Reply to  Patrzący

2500 to ja zarabiam w 3 dni. To żadne pieniądze. A już na pewno nie takie, żeby uważać się za kogoś lepszego i mówić innym co powinni a co nie.

seaman
seaman
10 miesięcy temu

Gdyby nie było biednych, to kto wykonywałby uciążliwe i kiepsko płatne, ale konieczne dla społeczeństwa prace? Śmieciarz, salowa, dostawca-tragarz itp. Nikt nie marzy o takiej „karierze” i nie robiłby tego, gdyby nie przymusiła go bieda właśnie! Już teraz widać, że coraz trudniej znaleźć takich pracowników, bo coraz mniej jest biednych. W bogatych krajach takie prace wykonują praktycznie wyłącznie… imigranci z krajów biednych.

Janusz
Janusz
7 miesięcy temu

Takie dyrdymały to mogł tylko kobieta napisać.
Matka utrzymuje dziecko samą miłością ZOBACZ JAK!

Kulinaria 13 kwietnia 2014

Słoneczka ze szpinakiem i twarogiem (dla niejadka?)

Szpinak  nie kojarzył mi się z czymś co trzeba jeść za karę, choć w moim rodzinnym domu nie gościł chyba nigdy. Dziś prawie zawsze jest w naszej lodówce i nie zawodzi, kiedy szukam inspiracji na obiad. Tak było i tym razem – pierwsze rozeznanie co jest w lodówce i … padło na zielonego bohatera w towarzystwie twarogu, a konkretniej pierogi w troszkę zmienionym kształcie. Idealne dla niejadka. Zapraszam na pierogi ze szpinakiem i twarogiem ;)

Składniki na słoneczka ze szpinakiem i twarogiem

Farsz:

450 g mrożonego lub świeżego szpinaku
250 g twarogu półtłustego
1 jajko
1-2 łyżeczki wegety
3-4 ząbki czosnku
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
2 łyżeczki  masła
3-4 łyżki kwaśnej śmietany
szczypta soli

Ciasto:

0,5 kg mąki przennej
1 szklanka wrzątku
szczypta soli

Przygotowanie:

1. Umyty i posiekany szpinak lub mrożony brykiet podsmażam na patelni ze szczyptą soli, dodaję przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku i odparowuję wodę z patelni. Dodaję wegetę oraz gałkę muszkatołową. Na końcu dodaję masło i czekam na ostygnięcie farszu.

2. Do przestudzonego szpinaku dodaję przeciśnięty przez praskę lub rozgnieciony widelcem twaróg i rozmącone jajko. Wszystko dokładnie mieszam i w razie potrzeby dodaję śmietanę, by składniki dokładnie się połączyły.

3. Stopniowo do mąki z dodatkiem soli dolewam wrzącą wodę i mieszam łyżką do czasu kiedy można już wyrabiać ciasto ręką. Ciasto nie powinno się kleić, więc w razie potrzeby dosypuję mąkę.

4. Gotowe ciasto rozwałkowuję dość cienko i wykrawam nieduże kółka. Na środku placka układam farsz tak by nie leżał na brzegach, kolejny placek rozciągam delikatnie w dłoniach i kładę na wcześniej przygotowany z nadzieniem. Dociskam brzegi by się skleiły, następie “przyszczypuję” je w dłoniach, dzięki temu powstaje charakterystyczne słoneczko I mamy pewność że farsz nie wypłynie podczas gotowania.

5. Gotowe słoneczka wrzucam do osolonej, gotującej się wody. Powinny gotować się ok 3-5 min od wypłynięcia.

pierogi ze szpinakiem

pierogi ze szpinakiem1

pierogi ze szpinakiem2

pierogi ze szpinakiem3

Zdjęcia: (nie)Magda(lena)

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
pocopotka
pocopotka
7 lat temu

Ale super pomysł,to ja się dziś skuszę na takie pierożki

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
7 lat temu
Reply to  pocopotka

Zawsze to jakaś odmiana :)
a zachęcić do jedzenia niejadka to wielke wyzwanie :D

Magdalena Marczuk Romanowska
Magdalena Marczuk Romanowska
7 lat temu

Śliczne te słoneczka. Co prawda mój niejadek i tak by się na taki farsz nie pokusił, ale z innym koniecznie muszę zrobić. Tylko czy ja to tak ładnie poskładam??? Poproszę o instrukcje jak takie zawijaski zrobić;)

(nie) Magda(lena)
(nie) Magda(lena)
7 lat temu

ciężko wytłumaczyć. Łapię ciasto w palce (wskazujący na górze , kciuk na dole) i przekrecam w bok (robie to lewa ręka wiec przekrecam w lewo) zeby kciuk był na gorze wyciągając prawie równocześnie palec wskazujący i dociskam.

DIY 8 kwietnia 2014

Nudno? Pudło! Czyli o tym, jak się bawimy

Dawno u nas nie było wpisu gościnnego. Dziś prezentujemy tekst przygotowany przez blogującą mamę. Zabawy z N. to blog dwóch zwariowanych psiapsiółek – mamy Lidki i córci Natalki, które codziennie odkrywają świat poprzez niesztampowe zabawy. I to właśnie te zabawy – twórcze, nieszablonowe – są głównym tematem bloga.

Małe dzieci, zabawy – nazwijmy je kreatywne – mają we krwi. Ciekawskie oczka, wszędobylskie rączki muszą wszystko zobaczyć, wszystkiego muszą dotknąć. I raz za razem spuszczanie wody w toalecie jest atrakcyjne, bawienie się w chowanego ze światłem z lodówki, to też nie lada gratka! A budowanie wieży z papieru toaletowego?! Żyć nie umierać. Znacie? Pamiętacie? Jeżeli nie, to oznacza to tylko tyle, że wszystko przed Wami.

Już od czasów niemowlęctwa, Natalka zmuszała mnie, do wymyślania jej wciąż i wciąż nowych atrakcji. Teraz uśmiecham się do wspomnień, ale muszę przyznać, ze Natalka była absorbującym niemowlęciem. By mieć choć chwilę spokoju, rozpalałam swoje szare komórki do czerwoności i wymyślałam rzeczy, które mogłyby ją zainteresować. Bo te kupne – owszem interesowały ją – ale na chwilę. A po tej chwili, to już nudno było. I rób matko, co chcesz… To robiłam.

Własnoręcznie wykonane grzechotki były jedną z takich rzeczy. Puste butelki po napojach wypełnione grochem, piaskiem, kasztanami okazywały się być nie lada atrakcją. Później, mówiąc kolokwialnie, to już poszło. Obecnie obie tkwimy po uszy w tych zabawach twórczych i jestem z tego powodu przeszczęśliwa. Bo to naprawdę piękne codziennie szczepić w niej możliwość zabawy (nauki) z przysłowiowego niczego i dojść do miejsca, w którym to ona patrzy na karton i widzi samochód – jesteśmy w sklepie, robimy zakupy, Natalka spostrzega puste kartony, bierze jeden z nich, wrzuca do wózka i oznajmia, że w domu zrobimy z niego auto. Piękne.

Krótko mówiąc zachłysnęłyśmy się tymi zabawami twórczymi, w których bardziej od bajerów i innych cudów na kiju oferowanych przez producentów zabawek, liczy się używanie wyobraźni, wspólne tworzenie i odkrywanie świata. Żeby była jasność – takie zabawki również mamy i Natalka jak najbardziej się nimi bawi.

Ale…

Weźmy taką rolkę po ręczniku papierowym. Rolka przyklejona na przykład do nogi od krzesła, nie jest już zwykła rolką. Jest tunelem, przez który mogą przejeżdżać klocki, piłeczki, kasztany… Zabawa jest jeszcze lepsza gdy pod tunelem umieści się np. metalową miskę. Wówczas wyjeżdżające z tunelu przedmioty, ku uciesze dziecka, głośno i radośnie dzwonią podczas kontaktu z metalem. Dla urozmaicenia zabawy (a przecież nauki też) można zmieniać miseczki na plastikowe, szklane (oczywiście te z grubego szkła), czy koszyk wiklinowy, drewniane pudełko, styropian – słowem co, kto ma pod ręką. A gdy wziąć nie jedną a kilka takich rolek i każdą okleić innym kolorowym papierem  i tak jak w poprzedniej zabawie pod każdą rolkę podłożyć miseczkę, to mamy sorter pierwsza klasa. Wystarczy dać dziecku np. różnobarwne nakrętki od butelek, guziki, pomalowane kamienie, gumki do włosów czy inną kolorową drobnicę i zabawa gotowa. Można tez kilka rolek (3-5) skleić ze sobą. W jednej bądź w dwóch z nich zakleić jeden z otworów, tak by wrzucona do niego rzecz, nie mogła wypaść. Dla małego brzdąca taka łamigłówka jest okazją do samodzielnego rozwiązania problemu i to w najzupełniej naturalny dla dzieci sposób, poprzez zabawę.

Nie wspominając już o cudach, cudeńkach, które można wyczarować z rolek – autach, kukiełkach, zwierzętach i innych zabawkach, w tworzeniu których ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia.

Niech ta część tekstu będzie dowodem i jednocześnie przykładem na to, że z rzeczy na pierwszy rzut oka niepotrzebnych można stworzyć, dla dziecka, naprawdę nie lada zabaw(k)ę.

Innym rodzajem zabaw, w trakcie których cisza i spokój zaczyna panować w naszym domu to zabawy sensoryczne czyli takie, które pozwalają dziecku na odbiór różnych bodźców: dotykowych, wzrokowych, słuchowych itd. Często powracającym u nas materiałem do tego typu zabaw jest woda. Na bazie wody szczególnie miło wspominam zabawę w poławianie rybek. Zabawa polegała na tym, że wlałam Natalce do garnka (miski, wiaderka) wody. Obok postawiłam pojemnik z fasolą typu Jaś (dla mniejszych rączek lepsza będzie większa ryba, np. w postaci nakrętek od butelek) jak również dałam Natalce małe sitko do wyławiania duuużych ryb. Połów udał się pierwszorzędnie i to nie raz a wiele razy, bo wyłowione rybki – raz za pomocą sitka a dziesięć razy przy użyciu ręki – trafiały z powrotem do garnka, z którego jeszcze raz i jeszcze mogły zostać wyłowione. Podobnie można się bawić zastępując wodę kisielem. Czyż to nie prosta a jednak rewelacyjna alternatywa? Zupełnie inne odczucia!

Jeszcze innych doznań dostarczył mi i Natalce hydrożel. W dotyku śliski, jednocześnie delikatny, sprężysty, dość odporny na ściskanie. Wyciszający, relaksujący, ciut niesforny w swej spokojności. Rewelacyjny sam w sobie. Już samo jego chwytanie, trzymanie w ręku jest ekscytującą i wciągającą zabawą, ale zawsze można się pokusić i pójść krok dalej. W naszym przypadku, tym przysłowiowym krokiem, były, dla przykładu, zabawy hydrożelem na podświetlonym stoliku czy zabawy w wodzie z dodatkiem hydrożelu w trakcie wieczornych kąpieli.

A mąka? To dopiero materiał sensoryczny! Abstrahując od moich ulubionych zabaw z mąką – wspólnego pieczenia, wyrabiania różnych ciast, stworzyć można zabawę typowo z myślą o dzieciach. Wystarczy wsypać trochę mąki do miski, w osobnych pojemnikach dać dziecku kolorowy ryż, kaszę gryczaną, herbatę granulowaną, kawę ziarnistą, żołędzie, orzechy, płatki owsiane (…) co komu w duszy gra i pozwolić dziecku odkrywać świat różnych faktur, ziarnistości. Fakt, najczyściej po tej zabawie nie będzie, ale nikt nie mówił, że odkrywanie świata do czystych zajęć należy. Z pewnością mniej brudzącą alternatywą jest malowanie, pisanie palcem w mące. Zabawa ma już trochę inny charakter i inny cel, ale jak najbardziej mieści się w kanonie zabaw oddziałujących na zmysły.

Wspaniałe materiały do zabaw sensorycznych oferuje nam też Matka Ziemia. Dotykany bosą stópką występujący w naturze piasek, trawa, listowie, mech, ale również zebrane kasztany, żołędzie czy orzechy wrzucone do pojemnika stanowią nie lada atrakcyjne pudło sensoryczne. Idealne do deptania, uklepywania, masowania, siadania, ugniatania, przesypywania, ściskania.

A jeżeli już o deptaniu mowa, to przypomniało mi się, jak jednego razu odkryłyśmy, ile frajdy można mieć w chodzeniu bosymi stopami po masie solnej. Próbowaliście? Najlepiej sprawdza się masa wyjęta z lodówki, w którą wraz z dzieckiem włożymy groch, fasolę, ryż… Masaż stóp za darmo! A ile przy tym śmiechu i zabawy!

A malowanie rękami pianką do golenia… Wspaniałe. Aaa… ile tego można wymyślać i pisać, pisać, pisać… Ale wystarczy. Idea została nakreślona.

To co? Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam dobrej zabawy. Bawcie się zatem dobrze!

łowienie rybek

sensorycznie - kasztany

sensorycznie - kisiel

sensorycznie - hydrożel

łowienie rybek1

sensorycznie - mąka

Zdjęcia: Lidka

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Iza
Iza
7 lat temu

Zaciekawił mnie bardzo ten hydrożel. To taki ogrodniczy? Widziałam że można kupić na allegro. Ale ile tego potrzeba żeby była fajna zabawa?

mamalidin
mamalidin
7 lat temu
Reply to  Iza

tak, taki ogrodniczy :) ja wzięłam 4 nieduże opakowania i było aż nadto ;) następnym razem wezmę 2

Asia
Asia
7 lat temu

Dziękuję za te pomysły, stanowią dla mnie cudowną inspirację i na pewno (część z nich) – wykorzystam! :-)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close