Dom 9 stycznia 2013

Bycie zorganizowaną mamą nie jest trudne

O tym, że po urodzeniu pierwszego dziecka doba wydaje się strasznie krótka, a czas który możemy poświęcić dla siebie, redukuje się niemalże do zera, wie każda mama. Po urodzeniu zaś drugiego, szczególnie jeśli nastąpiło zaraz po pierwszym, właściwie możemy tylko zanosić modły do nieba z prośbą o to, aby ze zwyczajowych 24h na dobę zrobiło się 48h – albo i więcej (tak na wszelki wypadek). 

Niestety, ilości dostępnego czasu nie uda się nam zwiększyć, ale zawsze możemy lepiej wyzyskać ten, którym dysponujemy, poprzez jego lepszą organizację. Nie wierzycie, że to możliwe? A przypomnijcie sobie, co myślałyście, gdy zaczynały się przygotowania do Waszego wesela? „Na pewno nie dam rady, jest tak wiele do zrobienia, a tak mało czasu.” A co później było? Zaczęło się od wrzucenia do Google’a frazy „organizacja wesela Warszawa” (albo podobnej) i oglądnięcia pierwszych sal, a później był ołówek oraz kartka papieru i planowanie kolejnych kroków oraz ich realizacja punkt po punkcie. I jakoś poszło.

W przypadku opieki nad dziećmi możecie wykorzystać te doświadczenia organizacyjne, a przy tym skorzystać z kilku dobrych rad na temat tego, co robić, aby nie tracić czasu tam, gdzie możecie go zaoszczędzić.

Po pierwsze, wstawajcie wcześnie, najlepiej przed dziećmi – dzięki temu zyskacie kilka chwil, które możecie wykorzystać albo dla siebie, albo na ogarnięcie spraw związanych z prowadzeniem domu.

Po drugie, przyzwyczajajcie siebie i Wasze pociechy do regularności – posiłek o tej i o tej, kąpiel o tej i o tej, a spanie o tej i o tej. W ten sposób wiedząc, o której najważniejsze z czynności się odbędą, będziecie mogły zaplanować wykonanie pozostałych.

I na koniec – dzieci powinno się uczyć samodzielności – choćby zawiązywania butów. Wasz pięcioletni synek może wszakże sam to z powodzeniem zrobić, dzięki czemu zyskacie czas z na przygotowaniu swych pozostałych pociech do wyjście na dwór.

A jakie są Wasze metody na dobrą organizację czasu?

Subscribe
Powiadom o
guest

14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Maria Ciahotna
9 lat temu

U nas dwójka dzieci jest, wprawdzie różnica 2,5 lat, ale na początku też nie było łatwo. Wstajemy zwykle budzeni przez dzieci, więc odpada poranna chwila dla siebie. Po wyszykowaniu córki mąż odprowadza ją do przedszkola (jakieś 200 m od domu :)), potem idzie do pracy (19 schodów na piętro), ja w tym czasie zajmuję się synkiem. Kolejna stała pora to powrót z przedszkola i spacer z dziećmi. A kolejny stały punkt – to kąpanie, kolacja i usypianie, mąż córeczkę, ja synka. A czas pomiędzy tym wypełniamy chaotycznie, tym, co akurat trzeba zrobić. Mąż pracuje w domu, więc czasami pomaga mi… Czytaj więcej »

Agnieszka Bałaga-Kupis

Odkąd jestem mamą dwójki idzie mi lepiej niż przy jednym, ale tego co sie nauczyłam to: po pierwsze – bez napinki, naprawdę nie wszystko musi być zrobione od razu, a jak się czegoś nawet nie zrobi to co? świat się nie zawali, po drugie – dzieciaki najważniejsze, więc wybierając one kontra reszta świata – wybieram je, po trzecie – skoro są ludzie którzy pragną towarzystwa moich panien prawie tak mocno jak ja, to czemu nie skorzystać, dlatego jak mama mówi, że chętnie weźmie panny na weekend, to ja je chętnie zawożę, a wtedy mam czas od piątku do niedzieli, by… Czytaj więcej »

Karolina Buczkowska
9 lat temu

ja mam dwójkę z różnicą 4 lata, w ogóle żadnej synchronizacji nie ma, już 2 lata nie mogę się zorganizować.

Ewa Łukasiewicz
9 lat temu

Nie rozumiem dlaczego BYCIE ZORGANIZOWANĄ oznacza w tym przypadku BYĆ SAMĄ we wszystkim? Owszem, można wstawać wcześniej, tylko nie zawsze się udaje – jeżeli dziecko marudziło 3/4 nocy, to każde 5 min jest na wagę złota i marzysz wręcz o tym, by dziecko spało jak najdłużej, a Ty razem z nim. Po drugie – regularność to może być w więzieniu ;) w domu można coś zaplanować, ale nie co do minuty, nie zawsze nawet co do godziny się uda. Jak można nauczyć dziecko jeść o konkretnej godzinie, skoro jednego dnia ma taki apetyt, a drugiego inny? To samo jak dorosły… Czytaj więcej »

Asia Szarańska
Asia Szarańska
9 lat temu

Przede wszystkim we wszystkie czynności przy córeczce wtajemniczyłam męża. Dzięki temu tata od pierwszych dni kąpał, karmił, zabawiał Milenkę i gdy przyszła chwila, gdy musiałam ich zostawić samych i na tydzień iść do szpitala poradzili sobie koncertowo. I teraz także gdy potrzebuję chwili tylko dla siebie, oni bawią i zajmują się sobą, a ja mogę zrobić coś dla siebie: paznokcie, książka, spacer – wszystko jedno :) U nas sprawdza się współpraca i wzajemna pomoc :) A także to, że od początku wprowadziliśmy kilka zasad względem wychowania córki i wymagaliśmy ich przestrzegania (nie że tresura, ale zasady :P )

Anna Rogalska-Bućko
Anna Rogalska-Bućko
9 lat temu

Szczerze? Moja organizacja leży i kwiczy mimo iż mam 'tylko jedno dziecko i 'tylko’ prowadzę dom. Może i faktycznie organizacja nigdy nie była moją mocna strona ale swego czasu godzilam 2 szkoły, pracę w samorządzie uczniowskim i jeszcze chór i udzielanie korków i jakoś wtedy problemu nie było ;) choć faktycznie od tej pory sporo czasu minęło. Wtedy wystarczyło od 3 do 6 godzin snu- miałam system który się sprawdzał- musiałam spać równe 1,5 godziny i jej wielokrotność bo inaczej bylam nie do życia- a teraz gdy próbuje zaserwować mniej niż 6 godzin to bójcie się narody, zasypiam na stojąco.… Czytaj więcej »

Magdalena Dybizbańska
Magdalena Dybizbańska
9 lat temu

Mój Synek jest na tyle kochany, że pozwoli mi ogarnąć dom i wszystkie inne sprawy:) Niestety żadko. Od zawsze byłam zorganizowaną osobąi wszystko było uporządkowane. Patrząc na to wszystko z boku stwierdzam, że nie warto się spinać- dom, bałagan, pranie, sprzątanie, gotowanie i masa innych rzeczy nie zając- nie ucieknie, a chwile spędzone z Synem są najcenniejsze i to On każdego dnia jest najważniejszy:)

Anna Kozubek-Bortniczuk

wcześniejsze wstawanie odpada, bo jak tylko ruszę się z łóżka to synek ma oczy jak 5zł :D a więc wstaje zaraz po mnie…5 letnia córka nie potrafi zawiązać butów…myślę, że jest to jeszcze za wcześnie…ale świetną metodą na dobrze zorganizowany dzień jest tzw. plan dnia. jeśli się ma w miarę ustalony, to nawet nie jest źle i na co dzień sama z dwójką urwisów daję radę (tatę mamy niestety tylko na weekendy). wstajemy 7-7.30 ubieramy się, robimy toaletę, potem idziemy- ja i 6 miesięczny synek, zaprowadzić 5 letnią córcię do przedszkola. wracając robimy czasem jakieś zakupy, potem śniadanie w domu,… Czytaj więcej »

Beata Bątkiewicz
9 lat temu

U nas kluczem do sukcesu była regularność. Każde dziecko od początku miało stałe godziny wstawania, jedzenia, kąpieli tzw. rytuały powtarzane codziennie do znudzenia, pomimo że czasami naprawdę się człowiekowi nie chciało. Najważniejsza była współpraca, tata zawsze kąpał,ja szykowałam potrzebne do tego rzeczy, potem ubierałam i kładłam dziecko a on sprzątał po kąpieli… i tak ze wszystkim. Pilnowaliśmy żeby do godziny dwudziestej dziecko było w łóżeczku i wtedy można było się całkiem nieźle ogarnąć i jeszcze zająć sobą. Taka organizacja dnia pozwala zrobić w domu i przy dzieciach właściwie wszytko pod warunkiem, że w tym „wolnym” czasie po prostu nie padnie… Czytaj więcej »

Karolina Sikorska
9 lat temu

Jeszcze 3-5 lat temu nigdy bym nie pomyślała że ja oto stanę się uporządkowaną zorganizowaną kobietą. Cały świat zawsze stał na głowie brak było ładu i składu. nie było planu nie było jakiejkolwiek wizji dnia. z reguły szło się na spontan aż tu nagle od czasu gdy zaszłam w ciążę ( to jedno było całkowicie planowane) zaszła we mnie totalna zmiana. Nie było mowy o przypadkowości nie było mowy o roztargnieniu zapominaniu. Nie mogłam sama uwierzyć że rosnąca we mnie maleńka istotka tak bardzo potrafiła przewrócić mój świat o 180 stopni. Od samego początku prawie wszystko szło zgodnie z planem… Czytaj więcej »

Smardz Marcela
9 lat temu

http://www.stalowka.net/wiadomosci.php?dx=9873 przeczytajcie artykuł i komentarz takasama mną wstrząsnoł

dunia
dunia
9 lat temu

ciezki temat łatwiej mówić niż zrobic każda z Nas chce byc super mama, ktora ma czysciutko w domku piekne dzieci, pracowac i nie korzystać z pomocy niestety rzeczywistosc jest zupełnie inna;-))

A R
A R
5 lat temu

Fakt nie jest łatwo, ja robię wszystko sama mój partner sporadycznie wykaże się zaangażowaniem na co dzień rano wychodzi do pracy a wraca wieczorem, w weekend na budowie lub przed telewizorem no i tak około 2h przez 2dninznajdzie dla dzieci. Więc ja robię wszystko w domu, przy dzieciach a nawet jak coś nawali w samochodzie to muszę sama sobie radzić. Do tego firma czeka na reaktywacje, w domu robię papiery i to by było na tyle. Za dużo tego ?, no cóż mam nadzieje że moje dzieci wyrosną na mądrych i zaradnych ludzi a i chociaż na dzień matki zawsze… Czytaj więcej »

Łukasz
Łukasz
5 lat temu

Szkodliwy i beznadziejny artykuł, który może powodować większą frustrację u młodych rodziców, że nie wszystko wychodzi jak chcą. Przedstawione rady są związane z dzieckiem, a nie z organizacją rodziców. 1. Wstawaj przed dzieckiem – Decyduje o tym dziecko, np. gdy wybudza się w nocy przez wyrzynanie zębów. Co wtedy? 2. Regularność – Tak samo decyduje dziecko. Jedne dzieci śpią 5 razy po 30 min. w ciągu dnia inne 3h ciągiem raz. Całkiem inaczej wygląda wtedy organizacja dnia. 3. Uczenie samodzielność – też jest to związane z dzieckiem, bo 8 miesięczne dziecko jeszcze niewiele może samo zrobić w około siebie. Spodziewał… Czytaj więcej »

Zabawa 1 stycznia 2013

Dzikus

Niedawno byliśmy na parapetówce u znajomych, którzy nie mają jeszcze dzieci. Synek od małego nie lubi obcych miejsc, zwłaszcza takich gdzie nie ma innych dzieci i początkowo zawsze jest bardzo ostrożny. Tym razem było podobnie choć z powodu gorszego nastroju skończyło się płaczem i chęcią wyjścia. Po kilku minutach udało się go jednak uspokoić i zajął się zabawkami, które przynieśliśmy. Potem pojawili się goście ze swoimi dziećmi i Adi rozkręcił się, choć nadal co chwilę przybiegał do męża, żeby pobawił się z nimi.

Mąż spędził więc wieczór częściowo z dorosłymi a częściowo bawiąc się z dziećmi. Synek był bardzo zadowolony, często się do niego przytulał i obdarzał go buziakami.

Usłyszeliśmy wtedy od jednego z gości, że wychowaliśmy dziecko na dzikusa. Nie skomentowałam tego, bo uznałam to za zbędne, w sytuacji kiedy większość gości była już na lekkim rauszu, choć swoje sobie pomyślałam.

Po powrocie do domu wróciliśmy z mężem do owej kąśliwej uwagi, bo mąż podobnie jak ja pozostawił ją bez komentarza.

Oboje mamy na ten temat takie samo zdanie. Staramy się nasze dzieci uczyć okazywania swoich uczuć, często je przytulamy, spędzamy z nimi dużo czasu na zabawie aby czuły, że są dla nas ważne i w każdej chwili mogą na nas liczyć. Chcemy, żeby wiedziały i czuły, że są kochane. Ze względu na Dzieci wyjechaliśmy do Dublina, bo tu możemy sobie pozwolić na to, żebym sama zajmowała się dziećmi i nie musiała zostawiać ich pod opieką innych, a co za tym idzie wychowywała je po swojemu bez ingerencji babć, dziadków czy opiekunek.

To jest nasz świadomy wybór i uważamy to za najlepsze dla naszych maluchów.
To jakie będą w przyszłości zależy tylko od nas i jeśli popełnimy błędy to będziemy mogli mieć pretensje sami do siebie, dumą również nie będziemy się z nikim dzielić.

Dla nas przytulanie jest czymś oczywistym, spędzanie czasu z dzieckiem – nawet jeśli właśnie przy stole dorośli prowadzą ciekawą dyskusję – również. Tak samo jak wyjście z imprezy kiedy dzieci są już zmęczone po to, żeby spokojnie położyć je spać w domu. Okazuje się jednak, że dla niektórych to dziwne i obce.

Dla mnie decyzja o dziecku to nie tylko przyjemności ale też obowiązki, bierzemy na siebie i plusy i minusy jakie to ze sobą niesie. Przecież to nie jest salon samochodowy, w którym mówię, że biorę klimatyzację, bo będzie mi potrzebna ale już alufelg nie bo za dużo kosztują. To jak z małżeństwem – na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie…
Jak napisał Antoine de Saint-Exupéry „Już zawsze będziesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.”

Czy uważacie, że to dziwne? Czy dziecko, które nie lubi obcych to błąd rodziców? Jestem ciekawa Waszych opinii.

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest

18 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
adam
adam
9 lat temu

Zdjęcia dodawane na blogu (np. przy temacie in vitro oraz powyższym) są niezwykle stereotypowe i krzywdzące.

Ewka
Ewka
9 lat temu
Reply to  adam

Każdy widzi co chce… nie mogę się zgodzić – Pan widzi kolor skóry w pierwszej kolejności, a ja widzę zadziorne dziecko, które chichra się, zapewne z jakiegoś psikusa.
A z in vitro przyznam, że nie rozumiem uwagi?

Hanna Szczygieł
9 lat temu
Reply to  Ewka

też nie rozumiem :) widać taka karma :P

Paulina Garbień
9 lat temu
Reply to  adam

czy mogę prosić o rozwinięcie tej tezy?

magda
magda
9 lat temu

Dla mnie komentarz znajomych jest dziwny… Nie wiem czy to bezdzietni tak spomentowali (jeszcze moglabym zrozumiec) czy inni rodzice (to byloby zastanawiajace) ale przeciez to prawidlowe zachowanie dziecka i jego rodziciow. Nowe miejsce, nowa sytuacja, nowi ludzie- dorosly tez czulby sie niekomfortowo w takiej sytuacji. Poza tym na usposobienie dziecka chyba nie mamy wielkiego wplywu, a juz u tak malego tymbardziej. Mozna budowac jego pewnosc siebie, ale to trwa. My gdy jestesmy u znajomych kilkakrotnie wstajemy od stolu by sprawdzic czy nasze dzieco czuje sie komfortowo, mimo ze nalezy raczej do towarzyskich.

Hanna Szczygieł
9 lat temu

Abstrahując już od „dziczenia” – nie wyobrażam sobie w ogóle zostawienia bez „nadzoru” mojej dwulatki. Nie sądzę żebym była nadopiekuńcza, nigdy nie wiadomo co strzeli malcowi do głowy – tym bardziej ubawił nie ten oskarowy komentarz o dzikusie :) uwielbiam takie „teksty”. A najlepsze jest to, że życie weryfikuje wiele poglądów czy wyobrażeń. Ciekawa jestem jak zmienią się „znajomi” gdy sami zostaną rodzicami ;)

Paulina Garbień
9 lat temu

Oni już są rodzicami, a wypowiedział to „wszechwiedzacy” tatuś …

milena
milena
9 lat temu

ja też okazuje swoim dzieciom swoją miłość przez uściski, pocałunki słowa na każdym kroku nie wstydzę się tego. Dziecko musi czuć się bezpieczne. Normalne jest to ze człowiek (dorosły czy dziecko)w nowych sytuacjach czuje się niepewnie nieswojo. Jeśli będziemy pomagać dzieciom radzić sobie w takich sytuacjach, dawać im poczucie bezpieczeństwa nabiorą dystansu zaufania do innych i będą bardziej otwarci jest to proces, który u jednych trwa krócej u innych dłużej.To znajomi pokazali kto to jest dzikus.

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
9 lat temu

Nie widzę nic dzikiego w tym, że dziecko chce kontaktu z rodzicami. Zwłaszcza kiedy rodzice starają się mu pokazywać że jak będą potrzebni to są. Zrozumiałabym komentarz gdyby dziecko siedziało całą imprezę na kolanach mamy i wybuchało płaczem jak ktoś tylko na nie spojrzy. Taka sytuacja to faktycznie porażka rodziców. Dziecko z wiekiem potrzebuje coraz mniej nadzoru i ciągłego posiadania rodzica w zasięgu wzroku. Paradoksalnie im więcej tego kontaktu dostanie za malucha tym bardziej samodzielne będzie w przyszłości. Mi wszyscy mówili, że jak będę nosić na rękach to przyzwyczaję. Do ukończenia 8 miesięcy nosiłam prawie non stop, potem dziecko się… Czytaj więcej »

ewa
ewa
9 lat temu

Ja bolesnie zderzyłam się z rzeczywistością kiedy wróciłam do pracy. Okazało się, że normą jest bycie matką która jest zmęczona swoim dzieckim, która tylko czeka okazji żeby gdzieś się wyrwać (bez tego męczącego balastu czyli dziecka)zarówno po 8 czy 9 godzinach w pracy jak i w weekend. Ja zostałam szybko wpisana w przedział matki dziwaczki bo kto to widział mówić, że się tęskni w pracy za dzieckiem, chcieć z nim być w chorobie itd. Odchorowałam słowa koleżanki, że jestem złą matką, nadopiekuńczą która wychowa rozwydrzonego bachora może mogłam wtedy zareagować na wiele sposobów ale to tak bardzo mnie dotknęło, że… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
9 lat temu
Reply to  ewa

ja swój prawie cały czas poświęcam dzieciom, również nie widzę w tym żadnego problemu, nie czuję potrzeby biegania na imprezy i zostawiania dziecka z kimś… nie czuję potrzeby „wyrwania” się z domu, od dzieci… może dla niektórych to dziwne ale ja jestem z tym szczęśliwa i to pozwala mi się czuć spełnioną :) owszem, czasem kiedy maluchy płaczą czy marudzą cały dzień mam dość, ale wtedy gorąca kąpiel pozwala się zrelaksować a uśmiech moich szkrabów rekompensuje cały ciężki dzień i od razu mi lepiej :) Ewo nie przejmuj się opiniami innych, to Twoje życie i Twoje dziecko :) najważniejsze to… Czytaj więcej »

Anna Sztelak
Anna Sztelak
9 lat temu

Kubuś za miesiąc skończy rok czyli w sam raz by się przydały takie kredeczki:) Może tym razem się uda coś u was wygrać:)

Joanna Pyzik
9 lat temu

Czytając artykuł, poczułam się jak jego bohaterka ,bo świat w nim przedstawiony tak podobny był do mojego. Gdy synek skończył roczek zaczął bać się wszystkiego i wszystkich, a pobyt w szpitalu jeszcze bardziej zaognił sytuacje. Doszło do tego, że malec obawiał się nieznanych mu pomieszczeń i reagował płaczem o iście histerycznym charakterze, łącznie z ucieczką. Bardzo się tym martwiłam, lecz nie zamknęliśmy się w czterech ścianach i razem wędrowaliśmy przez świat. Synek powoli oswajał się z nowymi ludźmi i sytuacjami. Rodzina, jak i znajomi nigdy nie powiedzieli wprost, że mam w domu „dzikusa”, lecz ich gesty i niektóre słowa mówiły… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
9 lat temu

Nasza starsza córka jest dzikusem… Dlatego, że lubi skakać po łóżku, wisieć na tapczanie głową w dół, okazywać 10mies. braciszkowi miłość poprzez podnoszenie czy dzielenie się ciasteczkiem :) No i lubi nas też przytulać, włazić za nami do łóżka nad ranem, mówić jak bardzo nas kocha, i nie ma mowy by tatuś mógł odejść do pracy bez pożegnalnego buziaka. Staramy się w niej też rozwijać poczucie własnej osobowości, więc jeżeli nie powoduje to sytuacji konfliktowej, to staramy się jej pozwalać wybierać z różnych opcji. I dzięki temu w przedszkolu potrafiła w wieku niespełna 3 lat grzecznie poprosić o herbatkę czy… Czytaj więcej »

Guest
Guest
9 lat temu

„Grzeczna jest?” to jedno z pytań, jakie słyszę. Córeczka skończyła 7 miesięcy… Uśmiecham się odpowiadając-zgodnie z prawdą- że jest bardzo pogodna. Ona ma 7 miesięcy..Grzeczna być nie musi, w ogóle dla mnie ten przymiotnik odnoszący się do niemowlęcia to jakaś abstrakcja… ;) I rozumiem, co mogą mieć na myśli pytający, ale… Docelowo marzę sobie, żeby była wciąż pogodna, zadowolona z życia. Żeby miała dystans do obcych (ależ matka! Dzikusa chce mieć chyba-patrząc na komentarze osób z przyjęcia) i wiedziała, że ma oparcie w najbliższych. Nie zamierzam się wstydzić, że moje dziecko np. nie będzie wyciągać rączek i chętnie iść do… Czytaj więcej »

Guest
Guest
9 lat temu

„Grzeczna jest?” – takie pytanie słyszę często odnośnie mojego 7-miesięcznego dziecka. Uśmiecham się odpowiadając-zgodnie z prawdą-że jest bardzo pogodna. Dla mnie grzeczna w odniesieniu do niemowlaka jest totalną abstrakcją… Ale rozumiem, o co może chodzić pytającym się, więc się uśmiecham przy odpowiedzi. Chciałabym, żeby ta pogoda ducha została, chciałabym, żeby moje dziecko miało poczucie spełnienia, zadowolenia. Żeby miało dystans do obcych (dzikusa chcę :D ) i świadomość oparcia w najbliższych. Nie musi uśmiechać się, czy wyciągać rączek do obcych. Nie będę tego komentować „wstydzi się”. Nie zna. Czy ja dorosły człowiek lecę z otwartymi ramionami do ludzi, których nie znam?… Czytaj więcej »

Kasia Zabun
Kasia Zabun
9 lat temu

moja 2 i pol letnia julka jest bardzo odwazna i otwarta na ludzi dziewczynka,a jednak na obcych reaguje bardzo powsciagliwie…zazwyczaj „nowych” poprostu ignoruje,wogole sie do nich nie odzywa i jakby ich nie zauwaza…mysle,ze lepiej tak niz jakby do kazdego obcego leciala…teraz w tych czasach pedofili za kazdym rogiem,wole wlasnie,zeby byla troche nieufna i „dzika”.

Kasia Zabun
Kasia Zabun
9 lat temu

to,ze dziecko jest nieufne w stosunku do obcych jest tylko zaleta…teraz w tych czasach,nie kazdy chce dla dzieci dobrze.

Dania główne 27 grudnia 2012

Zupa pudliszkowa czyli pomidorowa z sercem

Zupa pomidorowa, czyli nic bardziej banalnego nie da się w kuchni ugotować (no może poza wodą na herbatę). Może to i prawda, ale nie kiedy do gotowania zabierze się jedenaścioro małych kucharzy – oczywiście pod czujnym okiem prowadzących zabawę dorosłych. Tak właśnie wyglądały warsztaty, na których moje dziecko gotowało swoją pierwszą w życiu zupę. A to wszystko dzięki firmie Pudliszki, która zaprosiła nas do Little Chef na tę wspaniałą imprezę.

Na dzień dobry każdy mały kucharz dostał czapkę kucharza i fartuszek, oczywiście w kolorze zupy pudliszkowej. Zaraz potem obowiązkowe mycie rąk i do pracy! Czym byłaby zupa pudliszkowa bez prawdziwego domowego makaronu? Każde dziecko dostało kawałek ciasta i musiało je rozwałkować. Ale nie tradycyjnym drewnianym wałkiem (choć i takie mali kucharze mieli możliwość wypróbować), tylko maszynką do wałkowania ciasta, która mnie osobiście przypomina wyżymaczkę do starej dobrej Frani. Pamiętacie jak to wyglądało? Różnica była taka, że wyżymaczkę ustawia się od razu na najcieńszy możliwy rozmiar i używa raz, ciasto przez wałki musiało przejść pięć razy. A ileż przy tym było radości, śmiechu i zamieszania! Przyznaję, pomyślałam że zaplanowano to tak, żeby zajęcia trwały dłużej, ale pani Ania nadzorująca wałkowanie, wytłumaczyła mi, że gdyby od razu nastawić najcieńszy rozmiar ciasto miałoby grudki. No cóż, człowiek całe życie się uczy. Za szóstym razem ciasto wychodziło z maszynki w postaci cienkich nitek. No prawie. Trochę się kleiły i trzeba było rozdzielać ręcznie. Brzmi strasznie? Nie dla małych i ambitnych kucharzy, prawie na wyścigi rozdzielali makaron, który potem trzeba było jeszcze pociąć nożyczkami. Cięliście kiedyś makaron nożyczkami? Ja się przyznaję, że nigdy, ale może się skuszę, radość w oczach dziecka – bezcenna.

Dzieci robiły makaron a mamusie w tym czasie obierały warzywa do zupy. Troszkę na pokaz dla dzieci, bo w garnku już wesoło bulgotał wywar z mięsa i warzyw.Na szczęście mali kucharze nie mają poczucia czasu i nie zauważyli, że marchewka jakimś cudem po 10 minutach była już miękka. Tak naprawdę, jak powiedziała pani Katia, mistrzyni ceremonii, warzywa z mięsem gotowały się trzy godziny. Makaron się gotował a dzieci… kroiły marchewkę:) Ugotowaną i wystudzoną, więc nawet najmłodsi nie mieli z tym problemu, chociaż noże do ostrych nie należały. Tak na marginesie, najmłodsze było moje  3,5 letnie dziecko, ale świetnie odnalazło się wśród starszych kolegów i koleżanek, nawet zawarło nową przyjaźń :)

Nadszedł czas na najważniejszy moment, doprawienie zupy koncentratem pomidorowym, więc wszystkie dzieci otoczyły blat z gotującym się wywarem, każde chciało zamieszać! Zwykłą zupę pomidorową doprawiamy zwykłym koncentratem, zupę pudliszkową oczywiście koncentratem firmy Pudliszki. Małe zamieszanie wywołało niewinne pytanie czy zupa ma być ze śmietaną czy nie, ile dzieci tyle zdań, a wydawałoby się, że są tylko dwie możliwe odpowiedzi. Na szczęście pani Katia zna się na sztuce gotowania i osiągnęła kompromis, który zadowolił wszystkich.

Zupa gotowa, czas na degustację. Powiem Wam prawdę, zupa była na mięsie, więc ja jako zagorzała wegetarianka nie spróbowałam, ale była to pierwsza od niepamiętnych czasów zupa, o której nie mogłam powiedzieć, że brzydko pachnie. Zazwyczaj wszystko co na mięsie gotowane ma denerwujący mnie zapach, tym razem było inaczej, więc w zupie pudliszkowej naprawdę jest coś wyjątkowego. Dowodem na to były szybko opróżniane talerze i krzyki: „ja chcę dokładkę!”

Kiedy dzieci jadły, mamy zostały zaproszone na zapoznanie się z nowymi smakami pudliszkowych koncentratów, tradycyjny zyskał trzy nowe wersje: z natką pietruszki, z bazylią i z czosnkiem. Ten ostatni wypróbowałam w domu gotując chińszczyznę, mój mąż powiedział, że dawno mi nie wyszła taka dobra :)) No cóż, my kobiety mamy swoje sekrety, zwłaszcza gdy Pudliszki troszkę pomogą!

Po obiedzie przyszedł czas na deser – pyszną szarlotkę upieczoną przez panią Anię. Jak nie jestem fanką tego ciasta, tak zjadłam dwa kawałki (a co tam, odchudzać się będę w styczniu).

Na koniec dzieci dostały dyplomy za ugotowanie pysznej zupy pudliszkowej i pięknie zapakowane prezenty, a w środku płyta „Do zjedzenia”, książka „Pichciuchy czyli rodzina w kuchni” i oczywiście koncentraty w czterech smakach. Pudliszki zamieszkają u nas w domu na dłużej :)

Fartuszki też powędrowały do domu małych kucharzy. W tej chwili jest to ulubiony strój mojego dziecka – pierwsze słowa jakie wypowiada po przebudzeniu to: „chcę się napić”, drugie: „gdzie mój fartuszek?”

Popołudnie z Pudliszkami było naprawdę bardzo udane, co chyba widać na zdjęciach?

A Wy jak często gotujecie zupę pudliszkową? Może macie małe triki kuchenne, którymi się z  nami podzielicie?

Subscribe
Powiadom o
guest

5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Hanna Szczygieł
9 lat temu

Super, tylko pozazdrościć!

MIrella
MIrella
9 lat temu

Nie zazdrość, ugotuj :))

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
9 lat temu

Przyznam się bez bicia, pomidorówka to jedno z niewielu dań, które mi kompletnie nie wychodzi ;) Nie pytajcie mnie jak może nie wyjść.

Magda
Magda
9 lat temu

Ulubiona zupka mojej córci póki co :)

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Fajnie byłoby się wybrać na takie wspólne gotowanie!
Czy Pudliszki nie organizują czasem warsztatów poza Warszawą?

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close