Byłam służącą w arabskich pałacach – wstrząsająca historia


Już dawno książka nie zrobiła na mnie tak ogromnego wrażenia jak ta. Nie wiem ile razy płakałam czytając kolejne strony, bo po którymś razie zgubiłam rachubę. Gdyby ktoś obserwował mnie wtedy z boku, pogrążoną w lekturze, pewnie pomyślałby, że mam jakieś problemy emocjonalne. A to nie moje problemy, tylko smutna historia o współczesnym niewolnictwie (i nie tylko) tak mnie rozłożyła na łopatki… 

„Byłam służącą w arabskich pałacach” dla wielu zapewne nie jest to na tyle interesujący tytuł by po niego sięgnąć. Zdarzało się, że gdy ktoś pytał mnie co aktualnie czytam, moja odpowiedź wywoływała grymas wielkiego zdziwienia, a nawet mały szyderczy uśmiech, mówiący -”Poważnie?! A co to za shit??” Mnie natomiast ta pozycja od razu zaintrygowała. Nie wiem dlaczego. Do tej pory zwykłam czytać inną tematykę, ale ta jakoś podejrzanie mnie przyciągnęła do siebie.

Książka ta opowiada prawdziwą historię dziesięcioletniej hinduskiej dziewczynki, Bibi, która w wieku 10 lat zostaje wysłana przez swoją matkę do pracy, do Kuwejtu. Wbrew jej woli i pomimo, iż jest jeszcze małą dziewczynką, przerywa naukę w szkole, porzuca swój dziecięcy świat i podejmuje pracę jako służąca.

Z dala od rodzinnego domu i swojej ukochanej mamy, musi poradzić sobie w nowej, obcej i brutalnej rzeczywistości. Sprzątanie wielkich apartamentów, gotowanie, zajmowanie się małym dzieckiem (podczas gdy sama wciąż nim jest!), bycie na każde zawołanie swojej madame – 24 godziny na dobę! Niedostateczna ilość snu, brak wolnego czasu, ograniczona ilość jedzenia i picia, warunki mieszkalne urągające w godność człowieka. Ciągłe usługiwanie, poniżanie, przemoc fizyczna oraz nierzadko wykorzystywanie seksualne, to teraz jej chleb powszedni.

I niestety, choć bardzo by chciała, nie może tego przerwać, wrócić do domu bo czeka ją tam wielka bieda. Bo wylądują na bruku gdy przestanie przesyłać mamie pieniądze. A ponieważ ona poważnie zachorowała nie jest w stanie podjąć żadnej pracy. Z kolei jej starsza siostra, również nieletnia, została wydana za mąż i niedługo później zaszła w ciążę. Dlatego to właśnie 10 letnia Bibi jest teraz odpowiedzialna za utrzymanie całej rodziny! W tym męża jej siostry i ich dziecka.

Poza tym, trzeba spłacić ogromny dług, jaki matka dziewczynki zaciągnęła by wysłać ją do pracy. A ten z każdym dniem rośnie bo obarczony jest wysokim procentem. To wszystko sprawia, że ta mała hinduska nie ma wyjścia – musi zostać niewolnicą i służącą, zadufanych w sobie bogaczy z Zatoki Perskiej.

Historia Bibi, jest tak przejmująca, że nie da się przejść obok niej obojętnie. Osobiście przeżywałam ją na tyle mocno, że zdarzało mi się śnić o tym w nocy. Wielokrotnie krzyczałam w samej sobie, że to nieludzkie, niesprawiedliwe i nigdy w życiu nie powinno się zdarzyć. A tak się dzieje i bohaterka książki nie jest jedyną ofiarą losu. W tamtym świecie, tak odległym i jak się okazuje prawie nieznanym dla nas, takie historie to codzienność. Skrajna bieda i traktowanie kobiet jako gorszych istot, pozbawionych wszelkich praw to smutna, szara rzeczywistość.

Czy wiedzieliście, że w Indiach zazwyczaj nikt nie cieszy się z narodzin córki, bo tamtejszym zwyczajem jest oddawanie rodzinnego dobytku, gdy ona zostanie (wbrew swej woli!) wydana za mąż? A jeśli rodzina panny młodej jest biedna, musi zaciągać wysokoprocentowe pożyczki, co z kolei przekłada się na niewolniczą pracę, często dzieci lub sprzedaż dziewictwa nieletnich dziewczynek, tylko po to by spłacić długi.

Czy wiedzieliście, że w związku z tym, iż dziewczynki stanowią duży, finansowy problem dla swych rodzin, powszechne jest ich mordowanie? Duszenie, topienie, zatruwanie, to najczęstsze sposoby na pozbywanie się niechcianych córek. Gdy o tym czytam, zerkam na moją beztrosko śpiącą, 7 miesięczną Polę i mimowolnie łzy ciekną mi ciurkiem po policzkach…

Czy wiedzieliście, że w arabskich krajach, kobiety oraz małe dziewczynki są nagminnie, często brutalnie i zbiorowo gwałcone, a później karane, nawet śmiercią, za seks poza małżeński?! A poczęte w ten sposób dzieci zostają potajemnie usuwane, w różnoraki sposób, nawet zagrażający zdrowiu i życiu przyszłym – niedoszłym matkom? Ale z reguły to ryzyko i aborcja są jednak najlepszym dla nich rozwiązaniem.

Te i wiele innych okrutnych historii opowiada właśnie Bibi. Niektóre dotknęły ją bezpośrednio, inne ujrzała na własne oczy, o jeszcze innych usłyszała od swoich koleżanek – służących. Wszystkie jednak są dla mnie wstrząsające i wzbudzają we mnie skrajne emocje – od wielkiego żalu, bólu, niezrozumienia, aż po ogromną złość, obrzydzenie i silne poczucie niesprawiedliwości oraz rozczarowania, że Bóg na to pozwala. Jak to możliwe?! Dlaczego?! Nie mogę tego pojąć.

Lektura bez wątpienia do lekkich i przyjemnych nie należy, ale przecież takie właśnie bywa życie. Dlatego, z paczką chusteczek, ale mimo wszystko, polecam Wam tę książkę, by poznać prawdę, o której na co dzień się nie mówi. Polecam, by choć trochę się zreflektować – okazuje się bowiem, że mieszkamy jednak w całkiem dobrym i spokojnym miejscu na Ziemi…

byłam służącą w arabskich pałacach

Zdjęcie: Fizinka

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Czytałam.Wstrząsające jest to,że w XXI wieku są kraje,gdzie kobieta traktowana jest przez ludzi bogatych gorzej niż zwierzę.

  2. Spalona żywcem. Również bardzo wzruszająca historia.

    1. też polecam i jeszcze Wyznania gejszy.

    2. I oczywiście chyba wszystkimi znana Kwiat pustyni. Można też obejrzeć film, ale jednak z całego serca polecam książkę

    3. Przypomniało mi się jeszcze super książka “Bez mojej zgody” Jodi Picoult potem był nawet film ale książka o niebo lepsza. W ogóle wszystkie jej książki uwielbiam.

  3. Ostatnio czytalam Harem Sulejmana i polecam:)))

  4. “Tylko razem z córką” – powstał również film o tym samym tytule z Sally Field

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Misja – wyprawka do przedszkola


Zaczęło się wielkie odliczanie, za kilka dni moje starszaki pójdą do przedszkola. Adi chodził wcześniej w Irlandii a Nisia dopiero zaczyna swoją przygodę. Musiałam więc przygotować podwójnie wyprawkę do przedszkola, a uwierzcie, że mając troje dzieci, nie jest to zadanie łatwe.

Powiecie pewnie, że to żaden problem skoczyć do hipermarketu i kupić co potrzeba. W końcu półki uginają się od rzekomych promocji, a sklepy prześcigają się w super okazjach. Tylko jak się dobrze przyjrzeć, to okazuje się, że produkty są wątpliwej jakości, a ich cena wcale taka “mega promocyjna” nie jest. Poza tym z trójką małych dzieci to trochę jak wyprawa na Rysy.

Stawiam na wygodę

Jestem wygodna, nie twierdzę, że nie. Powiem więcej, uwielbiam ułatwiać sobie życie, gdzie tylko mogę. Chodzenie z trójką dzieci po markecie do przyjemności nie należy, jeśli ktoś ma zapędy masochistyczne to zapraszam, ja podziękuję.

Wyobraź sobie, że najpierw ubierasz siebie, potem całą trójkę po kolei, owszem w sierpniu jest ciepło, ale mimo, że nie ma jeszcze południa, cała trójka wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy, a ślady śniadania znajdziesz nawet na skarpetkach. Jak w końcu stoisz w drzwiach gotowa do wyjścia, to okazuje się, że ktoś jeszcze chce siku, ktoś piciu, a ktoś nie wziął czapki… Dojeżdżasz wreszcie do sklepu, ładujesz najmłodszego do wózka sklepowego, a resztę ogarniasz wzrokiem. Lecisz po bagietkę – taki zatykacz, żeby nie jęczeli. Ruszasz w kierunku półek z produktami z listy i zaczyna się… Nuuuudzi mi się… Chodźmy stąd… Mamoooo, chodźmy na kulki… I już wiesz, że zakupy skończone!

rodzina-na-spacerze-2

Dlatego zdecydowanie wybieram spacer, plac zabaw, wycieczkę do zoo albo cokolwiek innego, co nie wiąże się z bieganiem za dwójką, zdecydowanie zbyt szybkich dzieci pomiędzy półkami w sklepie, jakimś cudem trzymając trzeciego pod pachą.

Nie przepłacam

Jestem raczej oszczędna, nie lubię przepłacać, wolę świadomie kupować, bez szaleństwa. Zakupy sprawiają mi przyjemność, o ile mogę porównać ceny w różnych sklepach, buszować w poszukiwaniu ciekawych rozwiązań, pozwalających zaoszczędzić tu i tam. Jestem jednak matką, cierpię na chroniczny brak czasu, dlatego czy warto się tak spinać, żeby zaoszczędzić przysłowiową złotówkę.

Jak to pogodzić?

Idealnym rozwiązaniem dla mnie są zakupy przez internet. Przeszukuję strony sklepów: sprawdzam co oferują, w jakich cenach, jaki jest koszt wysyłki. Porównuję, rozważam i na spokojnie się zastanawiam, a wszystko to mogę robić wieczorem, gdy dzieci już śpią, siedząc wygodnie w fotelu i popijając ulubioną zieloną herbatę.

Bezpieczeństwo

Chociaż wieczorami, jak przystało na rodzica, oczy same mi się zamykają, to nie zapominam o bezpieczeństwie. W wielu sklepach zapłacić można kartą, niestety nie we wszystkich, czasami możliwe są płatności przelewem. To wszystko oczywiście jest dość wygodne, tylko trafia mnie, jak po raz pięćdziesiąty siódmy jednego wieczoru muszę wklepywać numer karty, datę ważności i inne szczegóły płatności.

wyprawka-do-przedszkola-4

Już wcześniej przyznałam się, że jestem wygodna więc i tutaj znalazłam rozwiązanie idealne. Mój sekret udanych zakupów – korzystam z płatności PayPal. Szybko, łatwo i bezpiecznie płacę za to, co kupiłam. Sprzedający nie otrzymuje żadnych moich danych finansowych. Wszystkie informacje mam zapisane na koncie w PayPal – karta płatnicza, konto osobiste. Sprzedawca otrzymuje potwierdzenie dokonania przeze mnie płatności. To taki mój wirtualny portfel, którym dysponuję zachowując wszelkie zasady bezpieczeństwa. Płacić mogę zarówno w Polsce jak i zagranicą, np eBay. Mogę też liczyć na pomoc w razie kłopotów z nierzetelnym sprzedającym.

Oswajanie

Wracając do wyprawki do przedszkola – ważną sprawą, jest to – co maluch ze sobą zabierze, czego potrzebuje. Powiecie, że to oczywiste – trzeba się trzymać listy. Jednak chodzi mi o inna kwestię. Skupiamy się na tym, żeby dziecku podobało się to, co mu kupimy, żeby był zadowolony, bo wtedy z przyjemnością pójdzie do przedszkola. Zapominamy, że te wszystkie przedmioty będą dla niego nowe i obce. Maluch potrzebuje czegoś, co będzie go uspokajało, dawało ukojenie w chwilach smutku i tęsknoty. Lepiej więc dać coś znanego, a co za tym idzie, kupić odpowiednio wcześniej, żeby dziecko zdążyło się z tym oswoić. Dobrze jest by pościel czy kocyk i podusię wyprać w ulubionym proszku z płynem zmiękczającym, żeby miały dobrze znany domowy zapach. Można w domu potrenować chodzenie w nowych kapciach, żeby nie okazało się, że będą niewygodne lub obetrą stópki.

wyprawka-do-przedszkola-1

Nasze zakupy są z nami już jakiś czas. Maluchy samodzielnie spakowały sobie do torby piórniki z wyposażeniem i kapcie oraz artykuły higieniczne. Naszykowały worki z kocykiem i poduszeczką. Codziennie sprawdzają czy wszystko jest nadal na swoim miejscu. Niecierpliwie czekają na swój wielki dzień.

Ty też już nie zwlekaj z zakupami i przygotuj wszystko z maluchem, żeby pierwszego dnia spokojnie i bez nerwów rozpocząć wielką przygodę.

Trzymam kciuki za udany start!


Wpis jest elementem współpracy z PayPal.
Dla naszych czytelników i fanów PayPal na Facebooku ruszył super konkurs – zajrzyjcie tutaj.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas jest tak- Cora idzie do 5 klasy, syn do 1 klasy i Cora do zerówki. Wszystko mamy już kupione. Poszła na to fortuna :D. W domu najmłodszy synek został jeszcze ;).

    1. fakt, wyprawka dla dwójki i więcej to niezłe obciążenie dla budżetu ;)

  2. Moj 5 latek idzie do przedszkola i sam sobie wybierał plecak, ciapki,worek itd.to co mu sie podobalo :)

  3. Grunt to dobra logistyka :-)
    My dopiero wczoraj wrocilismy z wakacji, ale wszystko już kupione 2 tyg wcześniej….więc teraz pożądki w pokoju 6 latka i gotowe. :-)

  4. nie wiem jak tam wyprawka u starszaków bo mojej 4latce pozostaje kupić tylko kapcie…co do kredek, plastelin etc ma mądrą panią, która zakupuje wszystko w hurtowni a my jako rodzice tylko płacimy tyle ile potrzeba. Wszyscy zadowoleni bo za tym nie chodzimy, płacimy taniej i nie ma podziału kto ma gorsze a kto lepsze kredki czy mazaki.

    1. Mój syn idzie teraz pierwszy raz jako 3 letni maluszek i też płacimy składkę a Pani kupuję wszystko. Wszyscy mają to samo a my nie musimy co chwilę za czymś biegac; )

    2. My tak mamy cały czas mimo tego że od jutra wita Nasz 3 klasa :)

  5. My już w sumie też gotowi. Hańcia gotowa w 100%,chociaż do przedszkola chodzi bez przerwy,a mój drugoklasista potrzebuje jeszcze obuwia zmiennego do szkoły i na wf,no i przyjdzie jeszcze wyprawa do świetlicy. Kieszenie lżejsze niestety i to dużo, ale ekscytacja u dzieci jest :) w końcu to juz druga klasa i starszaki ;)

  6. My też już gotowe. Trzylatka właśnie wróciła z zajęć adaptacyjnych, pięciolatka tłumaczy jej jak wygląda dzień w przedszkolu i że ma słuchać Pani ;) jakie one już dorosłe…

    1. U mojej czterolatki tez dzisiaj były zajęcia adaptacyjne :-) trochę się posmucila ale nie było źle :-) a jak u Was nastawienie na jutro?

  7. Zorganizowanie wyprawki dla mojej Zuzi to dla mnie czysta przyjemność, lubimy razem jeździć do zaprzyjaźnionej hurtowni i kompletować potrzebne rzeczy. Przyznam, że lubię robić też zakupy przez internet, ostatnio znalazłam super bluzę polarową Disney na stronie http://www.oytam.pl/odziez-dziecieca-disney

    Zuzia dostała ją w nagrodę, że była grzeczna na dniach adaptacyjnych : )
    życzę powodzenia wszystkim rodzicom przedszkolaków w nowym roku przedszkolnym : )

  8. W naszym przedszkolu się wpłacało kasę. Od września szkoła, ale już w sumie wszystko mam kupione

  9. W lipcu zakupilismy wszystkie przybory szkolne. Pozostalo nam jeszcze kupic adidasy na wf z biala podeszwa plus spodenki i koszulka.

  10. Ja nie muszę niczego kupować, w angielskich szkołach wszystko zapewniają, również zeszyty i książki

  11. liste wyprawki dostaniemy we wrześniu więc dopiero wtedy będziemy o tym myśleć ;-) narazie mamy wakacje

  12. jedyne co musze kupic to ciapy ;) u nas co roku zakupami zajmuje sie na bierzaco opiekun grupy ;) Dzieki temu wszyscy maja to samo i nie traca czasu na myslenie kto ma bardziej zbajerowane. Zreszta panie maja duza wiedze w tych sprawach i wiedza ktore rzeczy maja najlepsza jakosc :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Chrupiące gofry


Z czym najchętniej jadasz gofry? U mnie obowiązkowo bita śmietana i owoce lub kwaśny dżem np czarna porzeczka, mąż sos czekoladowy, Niśka bita śmietana i sos karmelowy a Adi sam miód ;) 

W nudny, pochmurny, deszczowy dzień, taki jak dziś wyciągamy wszystkie składniki (pewnie znajdziesz je w swojej kuchni bez problemu) i zabieramy się do robienia pysznych chrupiących gofrów :)
Koniecznie spróbuj, są pyszne i świetnie poprawiają humor :)

Potrzebujesz:

2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 łyżki cukru
2 jajka
100 g roztopionego masła

Przygotowanie:

  1. Do miski dodaję mąkę, mleko, żółtka, proszek do pieczenia, sól, cukier i miksuję dokładnie.
  2. Dodaję rozpuszczone masło i znów miksuję na wysokich obrotach.
  3. Ubijam białka i dodaję do masy, mieszając szpatułką do połączenia składników.
  4. Piekę w gofrownicy 3-4 minuty aż będą rumiane.
  5. Studzę na kratce.
  6. Podaję z ulubionymi dodatkami: bita śmietana, różne sosy, dżem, frużelina owocowa, świeże owoce, miód, cukier puder :)

Smacznego!

chrupiace-gofry

chrupiace-gofry-2

chrupiace-gofry-1

Zdjęcia: Paulina Garbień

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. ale zapraszasz do siebie? ;-)

    1. jasne, do tego pyszna kawa z ekspresu :)

  2. Coś ostatnio w głowie mam gofry. Spróbujemy przepisu. U nas gofry z nutellą, bitą śmietaną i owocami, lub z musem jabłkowymi i sosem czekoladowym.

  3. No i muszę kupić gofrownicę… Ech życie…

    A mialam się odchudzać… Chociaz slodyczy nie/mniej jeść

  4. Mniam, zapragnełam gofrownicy

  5. Ja wczoraj chcialam robic i cos nie wyszlo hehe a jagody i bita smietana czekaja

    1. No to do roboty! Przepis sprawdzony :)

  6. Ile sztuk wychodzi z takiej porcji?

    1. Mi wyszło 12. Ciasto jest bardzo gęste. Ale są pycha :)

    2. My mamy przepis z gofrownicy biedronkowej, też nie są byle jakie i wychodzi 16szt , ale trzeba spróbować innego przepisu ;-)

  7. Ja miałam gofrownice 5 lat. Firmy *****. I do niczego. Robiłam ciasto na milion sposobów z milion różnych stron. Gofry piekły się uwaga 30 minut! A i tak nie wiadomo było czy się upieką i czy oderwę je od gofrownicy.
    Ostatnio w promocji były w biedronce gofrownice MPM. Niecałe 60 zl. I gofry się piekły uwaga 6 minut! Rewelacja. W końcu dzieci cieszą się z gofrow. Tamta niby wyglądała tak samo ale jakby zepsuta. Odkąd mam nową często robimy gofry. Na pewno skorzystam z przepisu

    1. My wlasnie ta kupilismy :-)

  8. To jest to właśnie zrobiłam i są przepyszne przerobiłam już wiele różnych przepisów, ale te są najlepsze ze wszystkich

  9. Na moc i głębokość rowków, ja mam z lidla i jest super

  10. Słyszałam że jak największamusi być moc

  11. Ja też mam z Lidla, jest niezła. Najważniejsze to moc, nie powinna być niższa niż 1000 w. Najlepsze mają 1300-1400.

  12. Przepis kradne :p co do gofrownicy to nie pamietam nazwy jaka mam ale i tak jej nie polecam hehe

  13. Duza moc i polecam taka z prostokatnym wkladem bo te serduszkowe sa slabe

  14. Za przepis dziękuje , bo właśnie nabrałam ochotę na gofry :)

    1. Ja też! 😁 Ale nie mam gofrownicy! 🤔😂

  15. I żeby stabilnie stała i miała porządny zatrzask…

  16. Zobacz na http://www.hyundai-electronics.pl Maja super towar. Dostępny w necie i wiekszosci sklepow.

  17. Najlepsza MPM z biedronki za całe 60 zl

  18. Głęboka forma i porządny zatrzask, no i moc

  19. Dezel …droga ale genialna , polecam naprawde .

  20. Uwaga! Szanowne Panie, które zamiast masła dodajcie majonezu. Niesamowite są.

  21. A gofrownicę polecam taką, która umie wysokie gofry piec a nie jakieś ściśnięte placki.

  22. Tylko dezal! Lepsza znajdziesz tylko taka duza – przemyslowa.

  23. Mam starą , w serduszka …ale ma mało mocy …w związku z tym polecam taką , która ma dużo mocy , czyli watów ….

  24. tylko DEZAL, żadne inne marketowe…bo lepiej raz kupić a dobrze:), piecze wyśmienicie, mam ponad 2 lata i polecam

  25. Mogę polecić polskiej produkcji zwykła, najprostsza, najlepsza i dosłownie profesjonalna gofrownica dezal 301.5 :) mam taką od lat i korzystam. Gofry chrupiące w dosłownie 4 min.

    1. a ciasto to kupuję w proszku takie gastronomiczne, jak w kioskach z goframi :) super zawsze są jednakowe

    2. Obawiam się, że takiej starej , dobrej nie mozna już kupić ..

    3. Becia no co Ty… kupisz na bank :-) ona wcale nie taka całkiem stara :-P kupiona przez internet ;-) dowiedziałam się na stronie Margarytki :-D

    4. Małgorzata Skopińska Ojtamojtam…nadawaj ile ma watów

    5. Małgorzata Skopińska no właśnie , moja ma 800

    6. ale…moja nie ma serduszkowych kształtów 😍

  26. Najlepsza jest firmy Dezal, choć droższa, ale najlepsza jaką miałam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Moje dziecko mnie nie potrzebuje


Przyzwyczaiłam się mieć swoje dziecko w zasięgu wzroku. Jeśli zostawiam je w szkole czy u znajomych, to niejako przekazuję pałeczkę komuś innemu. Tymczasem ostatnio ze zdumieniem zauważam, że moje dziecko mnie nie potrzebuje. Coraz chętniej oddala się ode mnie, chce być samodzielne i niezależne.

Pamiętam pierwszy raz, kiedy straciłam Duśkę z oczu na dłużej. Miała wtedy może trzy miesiące. Przyszła do mnie siostra i zaproponowała, że weźmie małą na spacer, żebym mogła spokojnie się ogarnąć i coś zjeść. Propozycja spadła mi jak z nieba, ale gdy tylko zniknęły za zakrętem, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Niby robiłam, to co miałam zaplanowane, ale cały czas patrzyłam w okno! Jednak ten instynkt macierzyński jest silniejszy od rozsądku. Nie bałam się, wiedziałam, że dałam dziecko w naprawdę dobre ręce, że moja cioteczna siostra, a przyszła matka chrzestna Duśki da się za nią posiekać, jak będzie trzeba, a jednak małe złośliwe robaczki pod skórą ciągle podgryzały mój spokój.

Później bywało różnie, ale zawsze to ja byłam inicjatorką rozstań, najczęściej wywołanych jakąś koniecznością. Nie było tak ciężko, jak za pierwszym razem, ale nie powiem, żebym nie tęskniła. Chyba gorzej znosiła to Duśka, która przy każdym takim pożegnaniu, a później powitaniu zasypywała mnie, lekko licząc, setką buziaków. Znaczy, ciągle byłam ważna i potrzebna.

Jak jest teraz?

– Mamo, idę do T.

I tyle ją widzę. Poszła na chwilę, wróciła po dwóch godzinach. Niby T. mieszka po sąsiedzku i nie może być mowy o żadnym niebezpieczeństwie, ale przecież jeszcze rok, dwa lata temu prosiła:

– Mamo chodźmy do T. Proooszęęęę.

Wysyłałam ją samą, bo to blisko i nie widziałam powodu, by jej towarzyszyć. Czy to był ten pierwszy moment, kiedy poczuła, że może iść w świat i nie brać mnie ze sobą?

 

– Mamo mogę iść na tor przeszkód?

– Idź.

Poszła. Nawet się nie obejrzała czy idę za nią. Nie poszłam, nie chciało mi się. Stałam na tyle blisko, by mieć ją w zasięgu wzroku i na tyle daleko, by móc spokojnie odpocząć. I co? I nic. Rozejrzała się, wyłowiła mnie wzrokiem z tłumu i z powrotem wspięła się na tajemniczą, właściwie nie wiem, do czego służącą konstrukcję. A przecież dobrze wiem, że rok temu musiałabym przy tej konstrukcji stać, tak żeby mieć ją nie tylko w zasięgu wzroku, ale i słuchu.

 

Wakacje rok temu:

– Chcesz spać w drugim pokoju?

– Nie, chcę być z wami.

Wakacje w tym roku:

– Przenoszę się do pokoju Z. bo jest pusty. Tam jest szersze łóżko. W ogóle umówmy się, że to jest mój pokój, dobrze?

Powoli, ale nieubłaganie dociera do mnie, że moje dziecko mnie już nie potrzebuje. Nie zawsze i nie w każdej sytuacji, ale coraz częściej chce sobie radzić beze mnie.

Dla mnie jako matki jest to, hmm… nie powiem, że trudne, ale ciągle zaskakujące doświadczenie. Mój czas biegnie inaczej niż jej. Dla mnie ciągle jest moją małą córeczką, we własnych oczach dużą dziewczynką. Prawie dorosłą, bo przecież już idzie do drugiej klasy! Wbrew sobie gryzę się w język, by nie używać słów: poczekaj, pomogę ci, pójdę z tobą, uważaj, ostrożnie itp. Zamiast tego trenuję mówienie: jasne idź, zrób sama, weź sobie, dasz radę.

Dorastam razem z dzieckiem. Kiedyś nie byłam gotowa na spuszczenie jej z oczu na pół godziny, dziś nie boję się zostawić jej na kwadrans w poczekalni, gdy idę do lekarza. A przecież jeszcze dwa lata temu się bałam. Dziś nie wyobrażam sobie, by mogła sama pójść do szkoły, wyjechać beze mnie na wakacje, w końcu wyprowadzić się do innego miasta. Jednak po cichu mam nadzieję, że gdy ona poczuje się na te kroki gotowa, to ja też będę miała w sobie tyle siły, by powiedzieć:

– Jasne, idź.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moje dzieci zawsze byly samodzielne i moze łatwiej mi sie bedzie z tym pogodzic..gorzej ma tatus bo jak dziecko jedzie na oboz i nie pisze i nie dzwoni to dostaje padaki

    1. A mówią, że to mamusie są nadopiekuńcze ;)

  2. Oj tak :) ja bardzo się cieszę że moje dzieci są w wielu sprawach samodzielne i uczę ich tego od najmłodszych lat nawet Panie w żłobku dziwiły się jak one są samodzielne jednak tych sytuacji gdzie dzieci już mnie nie potrzebują jest coraz więcej, jestem dumna ale takie dziwne uczucie, lęk, obawa sama nie wiem jak nazwać to uczucie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku