Chcesz mieć szczęśliwy związek? Wiesz, jak to zrobić?


Udanych związków wcale nie trzeba szukać ze świecą. Uśmiecham się, gdy obserwuję znajome pary i cieszę, że jest między nimi dobrze. Owszem są też takie małżeństwa, którym się nie udaje, w których ludzie cierpią i w ostateczności rozstają się. Czy można tego uniknąć? Skupmy się na tych relacjach, gdzie jest miłość, przyjaźń, wzajemny szacunek i zrozumienie. Spójrzmy na związki, w których ludzie czują się szczęśliwi. Jak im się to udaje?

Oto kilka podpowiedzi, jak budować stały, udany związek:

Po pierwsze – rozmawiać

Nie chodzi o taką, podczas której dyktujemy listę zakupów i informujemy, kto odbierze dziecko z przedszkola. Rozmawiamy o swoich potrzebach, uczuciach, oczekiwaniach i o tym co trudne. Jeśli nie będziemy mogli ze sobą szczerze pogadać, zwierzyć się – będziemy czuli się samotni. Jeżeli nie powiemy, czego chcemy i dlaczego, to druga osoba się nie domyśli. Komunikacja to fundament dobrego związku!

Po drugie – nie upokarzać

W każdym związku są kłótnie – to jest normalne. Ale kłócić się trzeba umieć – bez atakowania, histeryzowania, dotykania czułych punktów, poniżania i używania słów: ty zawsze, ty nigdy. Kłótnia to szukanie rozwiązania problemu satysfakcjonującego obie strony, a nie szukanie zwycięzcy w danej bitwie.

Po trzecie – czasem odpuścić

Szkoda życia na podtrzymywanie przykrych emocji. Czasem trzeba odpuścić, „być mądrzejszym”, wyjść z inicjatywą, wyciągnąć rękę, przytulić się.

Po czwarte – dbać o siebie nawzajem

Chodzi o te wszystkie małe rzeczy, które tworzą codzienne relacje: zaparzenie kawy, powitanie po powrocie z pracy, rozmasowanie ramion, ciepłe słowo…

Po piąte – przymykać oko

Warto nieraz ugryź się w język zamiast skupiać na tym, czego mąż nie zrobił po naszej myśli. Chodzi o błahostki, które w zasadzie nic nie znaczą, a wypominanie ich, nie tylko podnosi ciśnienie, ale może sprawić, że druga osoba ma ochotę wyjść trzaskając drzwiami. Nie czepiajmy się o bzdury, nie zrzędźmy, nie krytykujmy się.

Po szóste – doceniać

Nawiązując do wcześniejszego punktu – zamiast osłabiać nasz związek ciągłymi pretensjami, lepiej umacniać miłość. Jak? Zauważajmy starania, szukajmy pozytywów, doceniajmy osobę, którą kochamy. Nikomu w naszym domu nie powinno brakować komplementów i podziwu. Sami wiemy, jak przyjemnie, gdy ktoś zauważy i doceni nasze starania.

Po siódme – spędzać razem czas

To co najpiękniejszego można dać drugiej osobie, to czas – chwila skupienia na ukochanym, momenty, które spędza się razem. Porozmawiajmy, pośmiejmy się, pomilczmy, spójrzmy sobie głęboko w oczy. Róbmy razem coś fajnego, co sprawia nam przyjemność – pamiętajmy o radości z przebywania razem. Twórzmy piękne wspomnienia – zafundujmy sobie czasem coś wyjątkowego – kolację w ulubionej knajpce, spływ kajakami, lot balonem albo weekend bez dzieci? A to wszystko by naładować akumulatory na kolejne dni wspólnego życia.

Po ósme – mieć swój świat

Niezależnie od tego, jak bardzo lubimy ze sobą przebywać i jak bardzo się kochamy, każdy potrzebuje czasu tylko dla siebie. Chodzi o to, by mieć też swoją prywatną przestrzeń, pasje, chwili tylko dla własnych potrzeb. Pozwólmy za sobą zatęsknić.

Po dziewiąte – szanować się

Po latach bycia razem znamy swoje słabe punkty i wiemy, co zrobić, by się zranić. I dlatego nie wykorzystujmy tego!

Idealny związek! Mieli szczęście, że na siebie trafili – idealna kobieta i idealny mężczyzna. To nieprawda! Nie ma ani takich facetów, ani dziewczyn. Jest za to ciągłe staranie się i systematyczna praca nad sobą, wzajemnymi relacjami, związkiem. I oby nam się chciało, każdego dnia, nie tylko od święta! Tego życzę Wam, mojemu mężowi i sobie.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. 6 ! ;) i obeszło się bez większych kłótni, cichych dni czy innych.

  2. U nas 19 lat razem
    Kłótni nie ma i nie było, ale mała wymiana zdań .

  3. Ale z tą przestrzenią dla siebie najtrudniej, bo ludziom się wydaje, że jak są razem, to muszą wszystko razem. A to nieprawda trzeba wlasnie od siebie odpocząć, trzeba mieć coś tylko dla siebie, według mnie cały czas ze sobą, nikomu nie wyjdzie na dobre.

  4. 19 lat. Różnie bywało ale kochać się nigdy nie przestaniemy ❤

  5. A ja jestem szczęśliwą rozwodką

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Rozszerzanie diety niemowlaka jest proste. Trzymaj się tylko sprawdzonych zasad


Dopóki jesteś mamą, która swoją pociechę karmi piersią lub mlekiem modyfikowanym, nie musisz specjalnie martwić się o dietę malca. Jeśli sama jesz zdrowo i unikasz alkoholu lub podajesz dziecku poleconą przez pediatrę mieszankę, raczej nie ma tu miejsca na niemiłe niespodzianki. Ale gdy dziecko kończy odpowiedni wiek, nadchodzi czas na rozszerzanie diety.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca karmienie dziecka piersią przez pierwsze półrocze. Najczęściej jest tak, że mleko matki przez pierwsze 6 miesięcy zaspokaja zapotrzebowanie dziecka na składniki odżywcze. Jednak po tym czasie, samo mleko staje się niewystarczające. W konsekwencji dziecko może mieć kłopot z przybieraniem na masie, wolniejszym rozwojem, a w niektórych przypadkach i spadkiem odporności. Wprowadzanie różnorodnego pożywienia do diety maluszka, działa na jego korzyść.

Jeśli czytasz ten wpis, wierzę, że chcesz dla swego dziecka mądrego i bezpiecznego działania. Ja, jako mama trójki synów, mam dla ciebie garść sprawdzonych porad. Ale najpierw, zanim sięgniesz po różnorodne produkty i podasz je dziecku, porozmawiaj z pediatrą. Mimo że to ty znasz najlepiej swoje dziecko, pediatra fachowym okiem oceni stan zdrowia i gotowość malca na żywieniową rewolucję. Gdy pediatra da ci zielone światło na rozszerzanie diety (nawet już po ukończeniu 4 miesiąca życia), obserwuj swoją pociechę, bo to dziecko kieruje sygnały, które wskażą, że nadszedł dobry czas na zmiany. Jeśli dziecko interesuje się tym, co ląduje na twoim talerzu, nie odrywa oczu od ciebie, kiedy zjadasz swoje posiłki i chętnie zlizuje odrobinę jedzenia z łyżeczki, możesz śmiało próbować wprowadzać nowe produkty.

Nie zawsze rozszerzanie diety to temat łatwy i oczywisty dla rodziców. Możesz mieć obawy, czy podając nowe produkty nie spowodujesz u dziecka alergii, problemów z trawieniem lub nie zniechęcisz do nowych smaków małego uparciucha.

Rozszerzanie diety niemowlaka musi być działaniem przemyślanym, bo dziecko tym różni się od dorosłego, że jego delikatny układ pokarmowy nie poradzi sobie ze wszystkim tym, co nam nie sprawia problemu. Pierwsze warzywa czy owoce powinny być z początku jak najbardziej rozdrobnione, o gładkiej konsystencji. Z biegiem czasu papki zamienisz na konsystencję z małymi grudkami, które następnie zostaną zastąpione większymi kawałkami.

7 zasad, o których powinnaś pamiętać podczas rozszerzania diety:

  1. Przestrzegaj higieny. To nie żart, że o tym piszę! Higiena przygotowania i podania posiłku to podstawa, jeżeli nie chcesz zafundować dziecku na sam początek przygody z innymi pokarmami niestrawności. Pamiętaj o myciu rąk, czystości przyborów potrzebnych do przygotowywania posiłków i świeżości składników.
  2. Gotuj na bieżąco. Jeśli nie możesz gotować każdego dnia, część posiłku od razu odłóż na następny dzień do lodówki lub zamroź. Nie przechowuj jedzenia dla maluszka dłużej niż 2 dni w lodówce, by było jak najświeższe. To samo dotyczy otwartych, gotowych dań w słoiczkach. Poza tym pamiętaj, że im dłużej przechowujesz jedzenie, tym więcej wartości odżywczych ono traci.
  3. Mądrze wybieraj produkty, które chcesz podać dziecku. Warzywa i owoce, które podajesz maluchowi, najlepiej, by były swojskie lub ekologiczne, nie podsypane nawozami czy nie pryskane środkami ochrony roślin. Chemiczne związki szkodzą dorosłemu organizmowi, a co dopiero maleńkiemu człowiekowi. Gdy nie masz pewności, skąd pochodzą dane produkty, bez wyrzutów sumienia sięgnij po gotowe słoiczki. Są one wygodną alternatywą, bo nie tylko oszczędzają czas, ale zawierają najlepsze gatunkowo składniki przebadane przez specjalistów.
  4. Nie podawaj kilku różnych produktów na raz. Jeśli kusi cię, by na sam początek podać dziecku pyszną wiosenną zupkę z wielu warzyw, powstrzymaj się. Mnie doświadczenie nauczyło, że gdy pojawiają się kłopoty, tak jak u mojego najstarszego syna, nie łatwo jest dojść, co dziecko np. uczuliło. Wprowadzaj nowości do diety pojedynczo i przez kilka dni obserwuj dziecko. Jeżeli nie zdarzy się nic niepokojącego, możesz śmiało podać kolejny produkt.
  5. Wprowadzaj nowości w odpowiedniej kolejności. Nie wszystkie produkty można wprowadzić na sam początku w trakcie rozszerzania diety. Nie każdy pokarm z puli owoców, warzyw, mięs, ryb oraz produktów mlecznych, nadaje się dla dziecka 6 miesięcznego. Są produkty, które mają wysoki potencjał uczulający i te można wprowadzić dopiero po drugim roku życia dziecka. Poza tym, są też takie produkty, typu zwykłe parówki, które mają tak marny skład, że ja omijam szerokim łukiem i wcale nie mam ochoty podawać tego starszakom, a co dopiero mojemu maleństwu. Jeśli chcesz wiedzieć dokładnie, od czego zacząć przygodę z “dorosłym jedzeniem” u niemowlaka, zajrzyj tutaj -> https://www.zdrowystartwprzyszlosc.pl/jak-madrze-i-zdrowo-rozszerzac-diete-dziecka-0
  6. Zaczynaj od warzyw. To jest rada mojej pediatry i ja tego się trzymam. Pamiętaj, że owoce zawierają w sobie naturalne cukry, które sprawiają, że np. musy przygotowane z owoców są słodkie i dzieci bardzo chętnie zjadają. Niestety bardzo szybko przyzwyczajają się do słodkiego smaku i mogą wcale nie mieć ochoty na zwykłego ziemniaczka czy brokuły z rybą. Jeśli zaczniesz od warzyw, twoje dziecko będzie miało szansę poznać i zaakceptować różne smaki.
  7. Nie doprawiaj potraw dla niemowlaka. Jeśli gotujesz dla malucha, czy też sięgasz po gotowe słoiczki i stwierdzasz, że smak jest mdły i masz ochotę sięgnąć po sól i przyprawy, nie rób tego. Ten delikatny smak pierwszych potraw maluchowi odpowiada, przecież mleko, które do tej pory pił, również nie smakowało intensywnie.

I moja rada na sam koniec. Nie zniechęcaj się porażkami, bo nie każde dziecko z radością będzie otwierać buzię, by trafiła tam łyżeczka. Dziecko potrzebuje czasu i spokoju rodzica, a nie nerwów i wciskania na siłę czy zabaw typu “leci samolocik”.  Co ciekawe, maluch potrzebuje niekiedy aż ośmiu prób smaku danego produktu, żeby się do niego przyzwyczaić! Uwierz mi, na wszystko musi być dobry czas i pozytywne nastawienie. Ja mam dzieci otwarte na nowości i żaden z synów nie odmawiał jedzenia różnorodnych produktów, na moje szczęście i ich zdrowie. Tego również tobie życzę.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. My jemy według BLW i tyle w temacie.

    1. Można i tak :) mimo różnic, są też cechy wspólne takie jak punkt nr 1, 2, 3 lub 7. Ważne, by maluch miał chęć i był gotowy na nowości

    2. Jak zaczął samodzielnie siadać i zwinął pierwszą moją kromkę z talerza przy śniadaniu, to go zaczęłam sadzac do posiłków ?

    3. Ewa to jest fantastyczne, jak dzieciątko samo sygnalizuje swoją gotowość. Nic na silę a mama będzie dumna i dziecko zadowolone :)

  2. A jeśli maluch sporo przybiera na piersi i nie chce jeść nic innego. Co wtedy. Dodam, że ma już 8 miesięcy.

    1. zacytuję fragment tekstu :) “maluch potrzebuje niekiedy aż ośmiu prób smaku danego produktu, żeby się do niego przyzwyczaić! Uwierz mi, na wszystko musi być dobry czas i pozytywne nastawienie.”

    2. Moj syn do roku czasu byl praktycznie na piersi. Rozszerzenie diety u nas to bylo probowanie a nie jedzenie jako takie. Moja córka widzę że idzie w ślady brata. Nie chce jesc za duzo. Ale parę łyżeczek spróbuje.

    3. Sylwia zawsze to coś.Ważne, że choć próbują , bo znam 16 miesięcy dziewuszkę, która je tylko z piersi plus rano kaszka smakowa. Poza tym nic innego.

    4. Moj syn taki nie jadek byl jak byl maly a jako jedyny w przedszkolu zjadal zupy z dokladkami. Warzywa mu nie obce. Mi lekarz powiedziała jedna dobrą rzecz. Jak dziecko jest zdrowe ma dostęp do jedzenia to się nie zaglodzi samo.

    5. Sylwia to samo powtarza moja pediatra i tez tak uważam. Niestety u najstarszego syna, apetyt po skończeniu 2 r.ż. poszedł w las… Gdyby nie powyższe, że sam się nie zagłodzi, mogłabym osiwieć

  3. My też od paru dni wprowadzamy nowości. Na razie wszystko na dobrej drodze. Trzeciego dnia buzia się już sama otwierała

  4. Bardzo wartościowy wpis! Cieszymy się, że polskie mamy mają za darmo dostęp do takich treści:)

  5. Marcin miał 5 miesięcy a Lusia prawie 7 :)

  6. Coś koło 4 miesiąca poszła w ruch pierwsza marcherwka :p

  7. U mnie Bartek skończył 4 (był na mleku modyfikowanym), Woju 6 mcy a Oli tyle samo, bo też na piersi :)

  8. Julka majac 5 i pół m-ca zaczęła od marchewki

  9. Przy całej trójce stosowałam zasadę powoli, spokojnie, bez pośpiechu i zgodnie z potrzebami malucha. Wyszło im na dobre. Najmłodszy jest jedynym dzieckiem w żłobku, które zjada wszystkie warzywa i owoce 😉

  10. U mnie trzy razy koło 6. Miesiąca. Niśka nieco wcześniej bo zabierała nam jedzenie z talerzy

  11. Janek 4 miesiące i pierwsze było jabłko

  12. Przydatny artykul na start! Karmimy się piersią. Za niecałe 2 miesiace zaczynamy przygode z rozszerzaniem diety

  13. Byłem bardziej niż zadowolony że wszedłem na to miejsce w sieci. Chyba powinienem chociaż dać lajka za twoją pracę . Wielkie gratulacje! Ja koniecznie będę rekomendował to miejsce i regularnie wpadał zeby przejrzeć nowe rzeczy Forum Woda Mineralna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Nie chcę brać prysznica z obcym facetem! Czy to naprawdę takie dziwne?


Mówią, że myślenie nie boli. A jednak zdarza mi się spotykać ludzi, którzy ewidentnie odczuwają – delikatnie mówiąc – pewien dyskomfort z tego tytułu. Czasami mam też wrażenie, że niektórych strach przed owym bólem paraliżuje i całkowicie wyłącza (mózgownicę).

Wielu takich typów, w ostatnich tygodniach/miesiącach, spotykam na krytych basenach. I nie o brudne klapki mi się rozchodzi, ani inne niehigieniczne aspekty – o których z pewnością opowiem Wam w najbliższym czasie – lecz o rodzinne klimaty i obecność mężczyzn w damskich częściach basenu! A konkretnie pod natryskami!

Tak moi drodzy, mężczyźni przechadzający się beztrosko i myjący w damskiej łaźni to norma! Na basenie, w którym bywam z córką regularnie, raz w tygodniu, na zajęciach pływania niemowląt, za każdym razem – co tydzień! – spotykam przynajmniej trzech zbłąkanych ojców!

Za pierwszym razem byłam w lekkim szoku (w przeciwieństwie do pana, który wkroczył pod prysznice…), za drugim trochę się zmieszałam, ale z każdym kolejnym zaczęłam się wkurzać. No bo z całym szacunkiem, ale na owym basenie prysznice są dwa – damskie i męskie. A więc w jednym myją się panie, w drugim panowie. Nie ma pryszniców rodzinnych, tudzież koedukacyjnych!

Dlaczego więc tak często widuję w tej części męskich przedstawicieli?!?

Ja rozumiem, że przychodzą z dziećmi, nierzadko z żonami, korzystają więc z rodzinnych szatni, ale na litość boską – pod prysznice chodzimy osobno! Panowie do męskiej części, panie do damskiej, czy to jest takie trudne?! Czy zwykłe napisy przed wejściem są w niezrozumiałym języku napisane? Może trzeba, jak przedszkolakom, obrazki rysować, duże i wyraźne?!

Albo krzyczeć, że zboczeniec kręci się po łaźni….. ?

No bo ileż można? A mówię Wam zupełnie poważnie – co tydzień, przynajmniej trzech takich spotykam!

Zaczęłam więc zwracać im uwagę, grzecznie i na spokojnie (choć czasem mnie aż nosi), to wyobraźcie sobie, że oni nic z tego sobie nie robią. Żaden jeszcze facet nie powiedział mi – Sory, pomyliłem się. Żaden się nie zawstydził – ani obecnością myjących się kobiet, ani swoją bezmyślnością. Totalna olewka. A może nawet chamówa?

Jeden, którego ostatnio zatrzymałam i spytałam  – Czy nie wie, że to jest damska łaźnia? Zupełnie niewzruszony odpowiedział  “Teraz już wiem”. Po czym wziął mnie ominął, i sobie poszedł.

Ale wyobraźcie sobie, że chwilę później zostałam wyśmiana i skrytykowana, gdy ośmieliłam się zwrócić uwagę małżeństwu, które przyszło się razem wykąpać, ze swoim dzieckiem.

”My się zawsze tu tak myjemy!” – usłyszałam. “No dobrze, ale to nie zmienia faktu, że znajdujecie się w DAMSKIEJ łaźni. Nie męskiej. Męska jest tam” – pokazałam palcem.

I co? Facet stoi zdziwiony, a kobita (jak to kobita) pokrzykuje na mnie, że oni przecież są z dzieckiem i chcą się umyć. I zawsze się tu kąpią, razem, więc o co mi chodzi?

Echhh, no np. o to, że chcę się rozebrać (do naga), i porządnie wymyć z tego syfu, w którym przed chwilą pływałam. Na co rozjuszona kobita przewróciła tylko oczami i z łaską rzuciła “No dobra, już wychodzi!”. A na koniec dodała “Boże, jakie oburzenie!”.

Gwoli ścisłości, nie ja byłam oburzona, lecz pani, której śmiałam zwrócić uwagę. Ja tylko grzecznie powiedziałam, że obecność jej męża jest co najmniej nie na miejscu.

Ale może właśnie w tej grzeczności tkwi problem? Może powinnam każdego zbłąkanego tatusia (i jego obrońcę – żonę) traktować po chamsku, jak zboczeńców? Może wtedy coś by dotarło?

A tak na marginesie, tyle lat jeżdżę ze swoją rodziną na różne baseny, korzystamy z szatni rodzinnych, jeśli mamy taką możliwość, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło nam się pójść razem pod prysznice! Tym bardziej więc nie rozumiem sytuacji, z którymi tak często się ostatnio spotykam.

I tak już zupełnie na koniec, dla jasności – Drodzy Rodzice, na basenach gdzie nie ma wyraźnej informacji, że znajdują się w nich prysznice koedukacyjne, panie kąpią się osobno, panowie również!  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Brawo za odwagę. mnie by też cholera wzięła. A tak do odmiany, jakby pójść do ich łazienki się wykąpać? :p

    1. Hmm, myślisz, że moja obecność by ich ucieszyła czy raczej speszyła?? ? ?

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl przy tobie to by języki z podłogi zbierali :p

  2. Temat jest dosyć skomplikowany. Na przykład do
    jakiej szatni ma wejść ojciec przychodzacy na basen z
    córka. Powiedzmy 6-letnia. (Ojciec jako opiekun).

    1. Jeśli nie ma rodzinnej szatni?
      6-letnia córka da sobie radę sama – przebrać się, umyć, wejść na basen (od razu prostuję – nie do wody) i tam zaczekać na tatę.
      Tak się składa, że też mam syna 6-letniego i on nie potrzebuje, żeby mama czy tata prowadzili go za rączkę – radzi sobie sam.

    2. Młodsze dzieci mogą chodzić z rodzicami do odpowiedniej szatni – z mamą do damskiej, z tatą do męskiej.
      Nieustannie spotykam dzieci, w różnym wieku, w szatni damskiej czy pod natryskiem i nie robią na mnie wrażenia. Natomiast dorosły facet owszem.

  3. Mam 5 letniego syna i jak jesteśmy sami to chodzi ze mną. Nie chodzi o to że sobie nie poradzi ale boję się go zostawić samego. Są dziwne czasy i dziwni ludzie i te 5-10 minut wystarczy by ktoś skrzywdził go na całe życie. Takie dziecko się nie obroni.

    1. Ja to rozumiem. I napisałam, że obecność dzieci mnie nie razi. Poruszony przeze mnie temat dotyczy dorosłych.

  4. Segregacja pułciowa toż to średniowiecze albo bliskiwschód, postuluję zniesienie wszelkich tego typu narzędzi patryjarchalnego zniewolenia , to samo wc co ? kobiety i mężczyźni inaczejstawiają klocki. Mamy 21w – wolność równość braterstwo

    1. Jeśli w miejscu publicznym, konkretnie na basenie – bo tego dotyczy wpis – są wydzielone części (damskie i męskie), to trzeba się stosować do panujących zasad. Niezależnie od tego czy ktoś uważa to za średniowiecze czy też nie.

  5. Ewa Klepczarek

    My mamy super tatusiow, którzy pomagają się ubierać swoim 7letnim córka w damskiej szatni. My wchodzimy jako kolejna grupa i czekamy zawsze do “za pięć”, mimo tego tatusiowie dalej tkwią w szatni. Musiałyśmy wyzwac od zboczencow, żeby wreszcie się zorientowali, choć do niektórych trafiły dopiero argumenty o pedofilach.

  6. Małgorzata Piróg

    Wystarczy zgłosić ten fakt u dyrekcji… ze powtarza się to nagminnie

    1. Zamierzam to zrobić przy najbliższej okazji.

  7. Ja często chodzę na basen z córkami i z mężem i pomimo tego że mam je dwie do ogarnięcia nie wpadłabym nawet na taki pomysł żeby mąż brał prysznic z nami. Zawsze rozbieram się do naga, żeby zmyć z siebie ten chlor i inne syfy i czułabym się fatalnie kiedy jakiś dorosły facet był koło mnie. Już nawet z chłopcami 5-6 lat i starszymi to mam problem. Mąż mi mówił, że pod prysznicami w męskiej szatni to 95% panów myje się zupełnie nago, a kobiet to można na palcach jednej ręki liczyć ile widziałam. Bywam też na basenach w Niemczech i tam panie zupełnie bez skrępowania mogą się myć nago bo wiedzą, że nie proszonych gości nie będzie.

    1. No właśnie…
      Swoją drogą, ciekawa jestem jak by reagowali panowie gdyby spotykali pod swoimi natryskami (lub w szatni) zbłąkane kobiety?? Kto byłby bardziej oburzony?

    2. Ee…faceci nie sa tacy problemowi jak kobiety. Im by to chyba nawet odpowiadalo ?

  8. Pierwsza moja myśl co do tego małżeństwa z dzieckiem. Niech ta pani weźmie dziecko i pójdzie się myć nago z dzieckiem pod męskim prysznicem. Myślę, że panowie będą zadowoleni :) a dziecko niech ogląda męskie przyrodzenia jeśli dla nich to nie problem …

  9. Ja bym zrobiła mały teatrzyk i zaczęła krzyczeć że zboczeniec jest w damskim prysznicu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

7 pomysłów na niezapomniane wakacje, czyli atrakcje po zmroku


Dziś sobie uświadomiłam, że nie słychać już śpiewu ptaków. W którymś momencie lata w przyrodzie nastaje spokój i cisza – dlaczego ten czas tak szybko płynie? Jest już prawie połowa wakacji – lato zawsze mija za szybko.

Półmetek to dobry moment na refleksje – czy mam co wspominać, czy dobrze wykorzystałam wolne chwile, czy spędziłam ciekawie czas z dzieckiem? Być może masz wrażenie, że lato w tym roku przecieka Ci przez palce… Na szczęście posiadamy jeszcze sporo czasu, by to zmienić i przeżyć coś wyjątkowego. Pomysły, które staną się fajnymi doświadczeniami dla naszych dzieci, wcale nie muszą być z górnej półki i kosztować majątku, a mimo to mają szansę zapisać im się głęboko w pamięci. Wystarczy zebrać się w sobie i zagospodarować to co jest o wiele cenniejsze od pieniędzy – swój czas i zaangażowanie.

Mam dla Was kilka podpowiedzi, które dotyczą szczególnej pory – a mianowicie NOCY. Od dzieci od urodzenia oczekujemy, że będą ją przesypiać. A gdyby tak w wakacje pomieszać maluchom w głowach i pokazać, że nocą można się fantastycznie bawić i to z rodzicami?

  1.   Noc pod namiotem

Nas co roku w tę jedną letnią noc pod namiotem nawiedza ulewa. I choć stary namiot przez wiele godzin dzielnie się trzyma, to w którymś momencie jednak zaczyna przeciekać. Ale wiecie co? I tak jest fajnie – są emocje i bonus w postaci dodatkowej atrakcji.

  1.      Ognisko

Kto nie lubi grzebania patykiem w ognisku, pieczenia kiełbasek, spoglądanie w rozgwieżdżone niebo, ciepłego koca i zapachu letniej nocy. Każde dziecko (i nie tylko ono) będzie zachwycone!

  1.      Spadające gwiazdy

Co roku w sierpniu są noce, podczas których możemy oglądać spadające gwiazdy. A tak naprawdę meteory spalające się w atmosferze Ziemi. Wystarczy położyć się na kocu lub leżaku i wpatrywać się w niebo. Wprawdzie w zeszłym roku nie zobaczyliśmy wiele, bo były chmury, ale i tak cudownie, rodzinnie spędziliśmy czas. Nie przegapcie nocy z 12 na 13 sierpnia!

  1.      Kino letnie

Oglądanie przez całą noc filmów w kinie plenerowym to jedno z moich milszych wspomnień z wakacji z rodzicami. Teraz o takie pokazy łatwiej, bo to popularna forma miejskich letnich rozrywek. W tym roku po raz pierwszy zabrałam Aleksa – oglądaliśmy komedię i bawił się doskonale. Planujemy na pewno jeszcze się wybrać, zanim zacznie się rok szkolny.

  1.      Fontanna tryskająca strumieniami… światła i kolorów

Wieczorne pokazy fontann można podziwiać w coraz większej ilości polskich miast. Duże czy małe dostarczają moc pozytywnych emocji, a dzieci aż piszczą z zachwytu.

  1.      Nocne atrakcje

Zaczęło się od Nocy Muzeów, potem popularna stała się Noc Bibliotek, a teraz wiele miast organizuje inne atrakcje – sprawdź, czy blisko Was nie odbędą się jakieś nocne wydarzenia dla rodzin z dziećmi. Może parady duchów na zamku albo pokazy iluminacji świateł? My zabraliśmy Aleksa w zeszłym roku do Gliwic na festiwal artystów ulicy „Ulicznicy” na fantastyczny pokaz tanczerzy ognia. Wytrwaliśmy do samego końca i wróciliśmy naprawdę późno w nocy.

  1.      Piżama Party

Ach jak lubiłam spędzać wieczory wspólnie z koleżankami –  oglądać w nocy filmy, śmiać się i rozmawiać do rana. Zaproś przyjaciół dziecka na nockę pod Waszym dachem. Koce, kapcie, piżamy, poduszki, a najlepiej duuuużo poduszek, Cotton Ball albo lampki choinkowe – będzie naprawdę fajnie!

Pamiętaj o tym, że aby przeżywać wspaniałe chwile i tworzyć piękne wspomnienia, trzeba tylko chcieć. I tego życzę sobie i Wam! Dobranoc!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. My w tym roku postawilismy na spontaniczny wyjazd z namiotem.. Bedziemy robic kilkudniowy kurs po jeziorach.. Zaczynamy od zoo w wroclawiu tam nocleg w jakims hoteliku zeby zwiedzic miasto i jazda nad jezioro pod namiot.. Planujemy byc dwa dni i jechac w strone domu ale zaczepic kolejne jeziorko i kolejne a na koniec deli park mysle ze to beda niezapomniane wakacje

  2. ogólnie jestem śpiochem i w nocy śpię ;-) ale od kilkudziesięciu lat tradycyjnie w sierpniu jeździmy pod namioty i wieczorkiem siadamy przy ognisku, smażenie kiełbasek, biesiadowanie no i oczywiście podziwianie “spadających” gwiazd. Zawsze mój tata pokazywał mi gwiazdozbiory teraz siada z wnukami i pokazuje mały, duży wóz gwiazde polarną. a dodatkową atrakcją jest odganianie komarów, które w tym roku nieźle daja się we znaki.

    1. Kilkudziesięcioletnia tradycja – zobowiązuje ;)
      Bardzo fajnie, że w czasach, gdy człowiek jest coraz bardziej wygodny, nie rezygnujecie. Bo to naprawdę wielka frajda.

    2. co prawda wygoda się trochę wkradła bo kiedyś jeździliśmy na 2 tygodnie, kąpiele w rzece, nie przeszkadzało brak toalety( tzn tatusiowie budowali turystyczną – wykopany głęboki dół, postawiona na to drewniana skrzynka z wycięta dziurą, na to położona deska toaletowa, wokół 4 bale obite folią, nawet był daszek więc gdy padało nie leciało na głowę),gotowanie na ognisku lub na kuchence turystycznej, no ale wtedy miałąm kilka, kilkanaście lat, teraz pobyt krótki i nie z tą samą ekipą bo oni zrezygnowali i stawiają na wygodę ;-) ale wspomnienia wspaniałe zupełna dzicz, mnóstwo namiotów, 4 pokolenia (oczywiście gdy byliśmy trochę starsi rozbijaliśmy się w oddali od rodziców, do nich tylko na obiadki ;),) adrenalina gdy po kryjomu sączyliśmy piwko, no i pierwszy papieros ;-) pierwsze sympatie,całonocne śpiewy przy ognisku ……… Rok temu gdy na fb wstawiłam zdjęcia z wyjazdu z tradycją wiele osób z “tamtych lat” odezwało się, by warto zorganizować spotkanie ale nie wypaliło :-( może kiedyś. W te wakacje jeszcze raz tam się wybieram, rzucę hasło może ktoś się skusi.

    3. Rozmarzyłam się… Rewelacyjne wspomnienia.
      I wiesz co? Ja bym się nie poddawała i spróbowała zainicjować spotkanie po latach!

  3. Ja będę w Brennej z dzieciorami. Może nam się uda załapać na gwiazdy. Ale jak córka była młodsza, to często nie spała do 23, jechałyśmy wtedy do Parku na herbatę i spacer.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku