Chcesz rozwinąć spostrzegawczość u swojego dziecka? Graj z nim w gry


Dzieci są niezwykle bystrymi obserwatorami. To co zauważą, zapamiętają doskonale i wykorzystają w poznaniu i zrozumieniu otaczającego je świata. Najczęściej maluchy zaskakują nas bystrym okiem, zarzucając pytaniami “a widziałaś?”, “a co to?”. Z łatwością odnajdują ciekawe szczegóły, które niejednokrotnie nam, dorosłym umykają gdzieś spod uwagi.

Spostrzegawczość to cecha, którą warto rozwijać u dziecka

Staje się zauważalna, gdy maluch rośnie i szybko uczy się łatwego spostrzegania różnych szczegółów, które go zainteresowały. Nawet jeśli samo z siebie ciekawi się wszystkim dokoła, zawsze można rozwinąć jego umiejętności i to w prosty sposób. Musisz jedynie pamiętać, żeby zapewnić warunki do takiej zabawy i możliwości koncentracji, wyłączając telewizor, nie przeszkadzając toczącą się w pokoju głośnią rozmową. Ważne jest również, by nie bawić się z dzieckiem w pośpiechu, spoglądając nerwowo na zegarek. Taka atmosfera nie sprzyja ani zabawie ani ćwiczeniu.

Jak wpłynąć na rozwój spostrzegawczości u dziecka?

Są różne możliwości pracy z dzieckiem, ważne jest by nauka odbywała się przez zabawę, razem z rodzicem. Dodatkowy aspekt bliskości i wspólnie spędzonego czasu, jest dla więzów rodzinnych bardzo ważny. Jeśli chciałabyś wraz z dzieckiem sprawdzić jego refleks i spostrzegawczość, zaproponuj mu:

  • puzzle
  • odnajdywanie różnic na obrazkach
  • dobieranie par wśród różnych przedmiotów, grupowanie ich
  • zabawę w ukrywanie przedmiotów i odgadywanie, co zmieniło położenie np na stole czy w pokoju
  • “określ”, “wymień” czyli zabawę w spostrzegawczość za pomogą obrazku w książce, tak aby wymieniło jak najwięcej przedmiotów w danym kolorze, lub nazw na daną literkę
  • gry planszowe – o czym warto wspomnieć szerzej

Gry planszowe doskonale wyostrzają spostrzegawczość oraz refleks

Dzieci kochają grać w planszówki. To dla nich nie tylko możliwość wspólnej zabawy z bliskimi, ale okazji do rozwoju i nauki. Mały człowiek uczy się liczenia, rozpoznawania cyferek, liter, rozszerza umiejętność rozróżniania kolorów, kształtów, grupowania danych przedmiotów. Równolegle rozwija percepcję, koncentrację i koordynację wzrokowo-ruchową, co ma niebagatelny wpływ na sprawność manualną dzieci. Podczas wspólnej gry, można zaobserwować zachowanie dziecka, oraz jego talenty.

Są także szczególne gry, dedykowane dzieciom, które lubią wykorzystywać swoją spostrzegawczość i umiejętność koncentracji. Jedną z takich gier jest Dobble.

Fot. Agnieszka J.

 

Dobble – kto pierwszy ten lepszy!

Co prawda nie jest to klasyczna planszówka, bowiem gra nie toczy się na planszy, a gdziekolwiek, gdzie można położyć kupki okrągłych kart. Ale swoje założenie spełnia genialnie, dając równe szanse starszym i młodszym graczom.

Fot. Agnieszka J.

 

Dobble to gra na spostrzegawczość, refleks i percepcję, w której gracze ścigają się, by jak najszybciej odnaleźć na dwóch kartach takie same obrazki. Aby utrudnić zabawę mogą one być odwrócone i mieć inne rozmiary. Same karty są okrągłe i pełne kolorowych ilustracji roślin, postaci i przedmiotów, a każda z nich jest unikalna i łączy się z innymi kartami wyłącznie jednym symbolem. Dobble nie prędko się nudzą graczom, ponieważ to nie jest typowa planszówka, a raczej kilka zbliżonych do siebie gier w jednym opakowaniu, co zwiększa jej atrakcyjność. Różne warianty pozwalają dostosować grę do wymagań uczestników. Rozgrywka jest bardzo szybka, emocjonująca, przy stole dużo się dzieje, każdy krzyczy starając się jakoś nazwać pasujące obrazki i być przy tym szybszym od innych graczy. 

Fot. Agnieszka J.

 

Uwaga! W Dobble ostatnio grali u mnie obaj synowie – 2,5 latek oraz 5,5 latek, nawet młodszy radził sobie z rozpoznawaniem podobieństw, choć na ćwiczenie refleksu przyjdzie jeszcze czas. Podobało się obojgu, nam – rodzicom, również. Myślę, że ochota na dobrą, wspólną zabawę z nutką rywalizacji, prędko nie przejdzie. Zresztą, sprawdźcie sami!

Gra Dobble polecana jest  dla osób w każdym wieku, nic nie stoi na przeszkodzie, by zmierzył się choćby wnuczek z dziadkiem. To solidna dawka doskonałego humoru oraz  testu na refleks i spostrzegawczość.

Fot. Agnieszka J.

Fot. Agnieszka J.

Fot. Agnieszka J.

 

Wpis jest elementem współpracy z Rebel.pl

Zdjęcia: A. Jelinek

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Również polecam ?

  2. Tomasz Żelazko nasza gra :D

  3. A jakies rady co robić z dwulatkiem? Oczywiscie rozwijajacego :)

    1. Odkrywanie dwóch kart i szukanie tych samych symboli ;) oraz nazywanie ich.

    2. Nie mam kart :) musze kupic. Dzieki:) chociaz nie wiem czy moj syn jest w stanie sie na tym skupic ?

    3. Wybacz, źle Cię zrozumiałam. Dla dwu latka polecam rowerek biegowy, tablicę do ćwiczenia motoryki małej , którą możesz sama zrobić

    4. kazalam mezowi zrobic ? musze mu przypomniec. Rowerek ma oczywiscie :) konika i quada ☺️

  4. asia/wkawiarence.pl

    gry, które rozwijają, uczą i bawią należa do ulubionych chyba wszystkich. Zarówno tych małych i tych większych. Tych młodszych i trochę starszych. Są lepsze niż telewizor, niż tablet i wszystkie nowoczesności współczesnego świata, które technika nam serwuje

  5. Super miło spędzić czas z dzieckiem przy tej grze mamy polecamy a dorośli bawią się też super przy niej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Ciężarna Barbie w solarium – gra dla dzieci


Ciężarna Barbie opala się w solarium – patrzę i oczom nie wierzę! W pierwszym momencie myślę, że to jakiś żart, chwyt marketingowy czy coś w tym stylu, ale klikam w link, a w nim ukazuje się krótki filmik reklamujący grę dla dzieci. W roli głównej, znana na całym świecie, uwielbiana przez miliony dziewczynek lalka Barbie, choć tym razem w dość nietypowej dla siebie roli – przyszłej mamy.

Brzuch ma już pokaźny, ciąża bez wątpienia jest zaawansowana, a ta z uśmiechem na ustach smaruje się kremem i wskakuje na łóżko do opalania! Od razu ciśnie mi się na usta – kogoś tu chyba pogięło!? Bo moim zdaniem nie trzeba być geniuszem, psychologiem czy innym specem od dzieci, by wiedzieć jaki wpływ na nie mają media oraz powszechnie dostępne rozrywki.

W ten oto sposób, z pozoru niewinna gra przeistacza się w dosyć niebezpieczne wirtualne narzędzie, propagujące złe nawyki, nie tylko u dzieci i młodzieży, ale i potencjalnych przyszłych mam. A ponieważ w dzisiejszych czasach przestają już dziwić nastolatki z ciążowymi brzuszkami, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż część z nich pójdzie w ślady plastikowej idolki.

Nie od dziś wiadomo, że edukacja młodego pokolenia w kwestii seksu i zdrowia jest na bardzo niskim poziomie. Przerywany stosunek, płukanka z wody i octu czy coca-cola jako metody antykoncepcji, wydają się być tak absurdalne, że aż niemożliwe, a jednak pewna część młodzieży w to wierzy! No a jeśli oni wierzą w takie bzdury, to dlaczego mieliby nie zaufać królowej lalek?

Jeśli powstaje gra, w której ciężarna korzysta z solarium, można być niemal pewnym, że takie zachowanie będzie powielane w realnym życiu, przez młode i (nie obrażając nikogo) głupie dziewczyny, chcące być na topie.

Ktoś powie, że przesadzam, że to tylko gra.. ? Owszem, może to i tylko gra, ale smutną prawdą jest, że przeciętny młody człowiek łyka wszystko jak pelikan. I jeżeli w danej grze nie pojawia się żadna wzmianka – choćby drobnym druczkiem!, o szkodliwości działania solarium, o jego złym wpływie na zdrowie, a także zagrożeniu jakie ze sobą niesie – w tym przypadku dla przyszłej mamy i jej nienarodzonego dziecka, no to czego można się spodziewać?

W zaistniałej sytuacji, pozostaje jedynie mocno wierzyć w to, że mimo wszystko wielu rodziców oraz wszelkich nauczycieli, kładzie nacisk na edukację (w tym – jak bezpiecznie grać na komputerze) i rozmowę z dziećmi, tak by wiedzieli co dobre, a co złe. Co wolno, a czego nie. Co zostało wymyślone na potrzeby marketingu, a co jest prawdziwe…  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Jak obejrzałam ten filmik to opadły mi ręce…
    Kiedyś prowadziłam solarium i kilka młodych dziewczyn chciało skorzystać z opalania, czasem wypierały się ciąży mimo, że były bliskie rozwiązania. Za każdym razem odsyłałam je z kwitkiem…

  2. SZOK niestety coraz głupsze gry powstają i tylko od rodziców zależy czy będą one niebezpieczne dla ich dzieci

    1. Ja się zastanawiam kto to w ogóle wymyślił ???

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Moje dzieci to nie kozy, nie jedzą wszystkiego


Naprawdę wiele jestem wstanie zrozumieć, ale dlaczego mimo wielu próśb i tłumaczeń, w kierunku moich dzieci, wyciągane są słodycze? Myślicie, że histeryzuję, bo przecież to tylko lizak w aptece, cukierek w banku, na poczcie, darmowy ekstra wafelek w lodziarni.

Z pozoru niewinny spacer, wyjście na miasto czy plac zabaw, czasem sprawia, że mam już wszystkiego dość. Któregoś dnia po powrocie  z takiego spaceru w kieszonce dziecka, mogłam przebierać w kolorach i smakach.  O co ten krzyk? O słodycze rozdawane naszym dzieciom prawie na każdym kroku. Niby ludzie słuchają, kiedy odmawiam, a jednak jak grochem o ścianę. Przecież ci Państwo chcieli dobrze, chcieli być gościnni więc proszę poczęstuj się, jakie grzeczne dziecko, weź jeszcze jeden….

Potem nie dziwię się, że dziecko nie chce zjeść obiadu, a co dopiero warzyw. Jestem świadoma, że dziecko ma prawo nie mieć w tej chwili apetytu. Problem tylko, że on ma apetyt nie na obiad, a cukier pod postacią żelków, lizaków, itp. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale największym narkotykiem na naszym świecie jest właśnie cukier. Chcąc nie chcąc, jesteśmy od niego mniej lub bardziej uzależnieni. Jest on naprawdę wszędzie.

Mam dla was małe zadanie. Podejdźcie do szafki, lodówki i wybierzcie pierwsze trzy produkty. Sprawdźcie na którym miejscu jest cukier. Ja wzięłam do ręki kupiony w sklepie syrop malinowy. Pierwsza pozycja w składzie – cukier.  Zdziwieni? Naukowcy zalecają unikanie produktów, w których cukier jest w pierwszej trójce. Niestety producenci także to wiedzą i ukrywają cukier pod innymi nazwami, np. syrop glukozowo-fruktozowy, maltodekstryna a takich substancji jest  ponad 30. Nie dajcie się zwieść produktom, które niby “nie zawierają cukru” – np. taki Kubuś dla dziecka (0,3l) zawiera aż 5-6 łyżeczek! Jeśli uważacie, że to mało posłodźcie sobie herbatę w kubku, czy szklance 5 łyżeczkami. Ktoś chętny wypije?

Zobaczcie zresztą na zdjęcie poniżej. Zanim kupicie dziecku colę, lub inny napój przypomnijcie sobie, ile jest w nim cukru i czy aby na pewno chcecie aby wasze dziecko to wypiło. O wiele zdrowiej jest zrobić sok, lub koktajl z owoców w domu. To dopiero zastrzyk energii i witamin.

cukier-w-napojach

Może ktoś nazwie mnie wyrodną matką, która wzbrania dziecku słodyczy, która pozbawia go szczęśliwego dzieciństwa. Nie martwcie się, moje dziecko wie jak smakują mordoklejki, czy żelki, ale potrafi je jeść z umiarem. Od pewnego czasu wprowadziliśmy pewną zasadę – mamy ustaloną jedną porę dnia, kiedy wspólnie jemy coś słodkiego -domowe ciasto, owoce, czy tabliczka czekolady.  Dlatego następnym razem, gdy chcecie dać obcemu, znajomemu dziecku słodycze, zastanówcie się, czy aby nikt nie będzie miał wobec tego sprzeciwu. To na nas rodzicach, ciąży odpowiedzialność by nauczyć nasze dzieci dobrych nawyków.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. mam tak samo, szlag mnie trafia, szczegolnie, ze moje moga slodycze tylko w weekendy, nie zmoge scierpiec tego, a wez tu powiedz nie, jak ktos pod nosem im daje..

    1. Dokładnie! I niestety nie pomagają wyjaśnienia. Ma ktoś na to lekarstwo?

  2. Hehe u nas nie ma problemu , krótko nie , dziękuję .Lub a masz może banana ? Słodycze, także lubią , ale jakoś nie bez przesady …

    1. Słodycze w szafce na najniższym poziomie , chętnych brak ;-)

    2. A u nas leży i leży ….. Ale o szpinak , czy paprykę to bić się będą ?

  3. Ja juz się Poddałam… To walka z wiatrakami…

    1. U nas ostatnio wszystkie słodycze przejmuje mąż ;) może to jest jakaś metoda hehe ;)

  4. U nas słodycze sa dostępne dla Synka odkąd skończył ok.2 lata. Lubi i zje czasem, ale szału nie ma :) Także nie mamy problemu ze słodkościami.

    1. Moje dziecko też nie ma problemu ze słodyczami. Ja jestem wściekła na innych, którzy częstują bez mojej wiedzy moje dzieci cukierkami

    2. Rozumiem. Ja też za tym nie przepadam, ale tłumaczę sobie, że inni nie robia tego ze złej woli, tylko chca byc mili :)

  5. ja denerwuję się obecnością miseczki z cukierkami w poczekalni u dentystki…

    1. Są także w banku, na poczcie, w przychodni … itd.

    2. tak tylko w tych inny “ustawodawczych instytucjach” za chwilę nikt nie będzie mi albo moim dzieciom leczył zębów zepsutych od słodyczy ;)

    3. No przecież trzeba dbać o interes klientów nie może brakować ?

  6. Moja corka je slodycze okazjonalnie i nie tknie bez pozwolenia. Faszerowanie przez rodzine doprowadza mnie do ostatecznosci i ale zawsze walcze ze lepiej kupic owoc.

  7. Hehe a to nie wiecie, ze nikt tak dobrze nie nakarmi i nie wychowa Twojego dziecka jak babcia/ciocia dobra rada

  8. A najlepsze tekst “woooody mu dajesz daj mu coś lepszego do picia” pytam co to znaczy lepsze? Cola? ! Dziecku 1.5 roczne mi.

  9. (nie)Magda(lena)

    Mamy szafke ze słodyczami, ostatnio wrzucałam te z 2014 roku ;)
    Jakoś pomijane jest to miejsce, ale nie żałuję

  10. Syn po czekoladzie dostaje wysypki… Ale mozesz tlumaczyc ze nie dajesz, zdziwione miny i ten bezcenny wyraz twarzy ” ale jak to? Przeciez jest duzy skonczyl rok i nie je batonikow kinder?”

  11. Ja nerwicy się nabawie tym bardziej ze naprawdę moje dzieci uwielbiaja owoce a ciągle mają proponowane słodycze

  12. Nastała nowa moda, wczoraj byłam z dziećmi na zakupach i lizaki dostały w sklepie mięsnym, w aptece oraz w kwiaciarni!! Tydzień wcześniej to samo przy cmentarzu…oszalec idzie!! Z rodziną zagadasz ale w sklepach kiedy panie dają dziecku do ręki..:-(

    1. I wytłumacz dziecku że nie powinno brać słodyczy od obcych.

    2. No właśnie…no i że 3 lizaki to za dużo…:-P

  13. Mi udalo sie wywalczyc tyle ze jak ktos przychodzi do nas w odwiedziny to zamiast czekoladek, gum rozpuszczalnych itp przynosi musy owocowe albo soki. Powiedzialam wprost ze i tak dzieci tego nie zjadaja. Mlodsza ma rok wiec nie dostaje a starsza je okazjonalnie ale nie ma z tym problemu. Lubi slodycze ale wie ze to nic zdrowego i nie upomina sie zbyt czesto.

  14. U nas zakazu na słodycze , ani jedzenia ich za pozwoleniem nie ma , wiadomo , zakazany owoc najlepiej smakuje .. Mój synek po prostu wie , że w pierwszej kolejności jest obiad , przed obiadem nawet nie pyta o najmniejszy kawałek czekolady .. Jak dostanie słodycze z jakiekolwiek okazji (urodziny, święta) to leżą w jego pokoju na biurku , nieraz potrafią tam leżeć tygodniami .. Dlatego jakoś nie wpadam w furię kiedy ktoś kiedyś gdzieś poczęstuje go jednym cukierkiem , w końcu to tylko jeden cukierek , a nie torba słodyczy .. Każdy z nas od czasu do czasu złamie swoje zasady i skubnie coś słodkiego “nadprogramowo” :)

  15. Kazdy sie dziwi i dziwne na nas patrzy kiedy mowimy ze nasza corka wogole nie dostaje slodyczy , to az takie dziwne ?

  16. Też mnie to irytuje. Albo wypuszczam synka na plac zabaw z babcią, mają wrócić przed obiadem, a tu synek wraca dokarmiony chrupkami, żelkami czy owocami – bo przecież inne dzieci coś jedzą na dworze, to czemu moje ma być gorsze? A potem obiadu ruszyć nie chce… :/ A tu drożdżóweczka, a tu coś innego… Bo przekąska być musi, bo głodne dziecko to zaniedbane dziecko…

  17. Bylam dzieckiem i najbardziej pamietam dopieszczanie przez dziadkow. Wszystko można w ramach rozsądku.

  18. Ja uslyszalam na spacerze ze jestem wyrodna matka bo zamiast dac dzieciom czekolady to dalam wafle ryzowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Siostrzana więź – jaka ona jest?


Mam blisko trzydziestoletnie doświadczenie w byciu siostrą. Nie wyobrażam sobie nie być w tej roli, mimo że bywało różnie. Jedna odważna, temperamentna, asertywna i umiejąca postawić na swoim, druga zaś niepewna, nieśmiała, wręcz płaczliwa i bardzo spokojna. Jak tym dwóm charakterom żyło się pod jednym dachem?

Kiedy przyszłyśmy na świat (dla tych którzy nie pamiętają: miałam bliźniaczkę, niestety los dość szybko zadecydował by patrzyła teraz na nas z góry), moja siostra miała niespełna dwa lata. Już wtedy nieco pokrzyżowałyśmy jej plany – dwa małe płaczące bobasy, które odciągały uwagę rodziców. Szybko zorientowałam się, że opłaca się być dzidziusiem. Oczywiście sama tego nie pamiętam, ale krąży kilka zabawnych anegdot z tego okresu. Właściwie tylko one nam zostały. Nie mam pamiątek z okresu wczesnego dzieciństwa, a w albumie jest może dziesięć naszych zdjęć. Bardzo żałuję, że nie udało się odnaleźć klisz na których byłyśmy jeszcze we trzy i teraz mogę polegać jedynie na opowieściach i kilku odbitkach. Trudno, nie da się cofnąć czasu, a gdyby się dało to nie o klisze bym walczyła.

Za to zdecydowanie wyraźniej pamiętam dzień 13 lutego, kiedy na świat przyszedł nasz brat. Obie skakałyśmy z radości trzymając się za ręce. Jeden telefon, który wyrwał nas z kłótni, bo w końcu cóż innego mogły robić we wtorkowe popołudnie dziewięcio i jedenastolatka? Tak, na chwilę udało nam się znaleźć wspólny język. Chwila, jak to chwila – trwała krótko, a mama podejmowała różne próby pojednania. Jednym z pomysłów były wspólne zdjęcia. Efekt – dwie naburmuszone dziewczyny między którymi na huśtawce uśmiechał się niemowlak. Mimo wszystko lubię to zdjęcie :)

Mijały lata na zabawach i kłótniach, aż w końcu pojawił się bunt. Przez pewien okres trochę się oddaliłyśmy – dwa lata to była spora przepaść emocjonalna, a i potrzeby zdawały się być inne. Jedna „dorosła”, ze swoimi tajemnicami, a druga „małolata”, która ze złośliwością korzystała ze wspólnego pokoju, kiedy tamta przyprowadzała swojego chłopaka. Ja, zapatrzona w starszą siostrę nigdy nie przyznawałam się, że mi imponuje, a jej zdanie było ważniejsze od tego co mają do powiedzenia rodzice.

Odkąd mamy własne dzieci, jesteśmy bardziej zżyte – no bo na kogo można liczyć jak nie na siostrę? Kiedy na świat przyszła moja córka nie wyobrażałam sobie, żeby to nie siostra została jej matką chrzestną. Bardzo się cieszę, że ja mogę pełnić taką samą rolę w życiu jej córki. Mimo że dalej nasze charaktery są bardzo różne znajdujemy wspólny język, do tego obie uwielbiamy zdjęcia! Przynajmniej raz w roku robimy wspólne, pamiątkowe sesje zdjęciowe. W domu, na spacerze, w studio… Nie ma nic piękniejszego jak uchwycenie nie tylko naszej więzi, ale przede wszystkim wzajemnej miłości naszych dzieci, a do tego jest to świetny pomysł na spędzenie wolnego czasu. Skąd ta miłość do fotografii? Może nauczone doświadczeniem, z obawy o utratę części wspomnień tak bardzo zależy nam na pełnych albumach? Choć właściwie zdjęcia w naszych domach pojawiają się w różnych formach: w ramkach, na fotoobrazach, magnesach na lodówkę i fotoksiążkach. Te ostatnie to zdecydowanie najpiękniejsze, pełne wzruszeń, szczęścia i niezapomnianych chwil książki jakie mam w domu! Zresztą zobaczcie sami :) Fotoksiążka Printu w twardej, eleganckiej oprawie z mnóstwem zdjęć.

Specjalnie dla Czytelników W Roli Mamy, Printu przygotowało wspaniałą niespodziankę – aż 40% zniżki na wszystkie książki! Odbierzcie swoje kody i stwórzcie własne, wyjątkowe egzemplarze.
40% zniżki od Printu!

Printu

Printu

Printu

Printu

Printu

Printu

Printu

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Marzę o fotoksiążce, a ta naprawdę dobrze się prezentuje.
    Dużo czasu zajmuje jej przygotowanie?

    1. (nie)Magda(lena)

      To świetna okazja – odbierz swoją zniżkę :)

      Ja swoją przygotowywałam ok 2 godziny. Niestety nie przygotowałam sobie wcześniej odpowiedniej ilości zdjęć, dlatego tyle mi to zajęło

  2. Potwierdzam ta książka jest bardzo ładnie wydana.Mam inne foto-ksiązki,ale ta jest najlepsza bo w twardej oprawie…Pozatym zawartość ksiązki jest najpiękniejsza, bo są w niej najcenniejsze moje skarby…dzieci moje i wnuczątka.Cudownaaaa….

  3. Mama-to-wie.pl

    Ja nie daję słodkiego i gonie za częstowanie. O dziwo nie ma protestów ze strony córki. raczej zatroskane spojrzenia cioć i dziadków, którym wydaje sie, że pozbawiam dziecko radości dzieciństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku