Chwile takie jak te …


Narzekacie na zimę, której w tym roku jeszcze nie było? Ja tam wolę ciepło, ale moim dzieciom fajnie byłoby pokazać śnieg i bałwana ulepić. Te nasze pory roku powoli zlewają się w jedno, bez wyraźnego rozgraniczenia.

Nijaka wiosna przechodzi w mokre lato, które następnie przeistacza się w “niezłotą” jesień. Z kolei ta cichutko prześlizguje się w niewiadomą zimę, która, taka ze śniegiem i mrozem, już chyba nie nadejdzie. To smutne, bo gdy idę z psem czy dziećmi przez las, nie czuć tych cudownych różnic, które powinny rozgraniczać poszczególne miesiące ich wyjątkowością. A więc czy wiosna, czy zima, idę i rozkopuję na boki te liście w mniej lub bardziej przegniłej postaci. Przyrodo, proszę cię, wróć do normy!

A przy okazji tęsknoty za słońcem i dywanem liści pod nogami, którymi raczyła nas skromnie jesień, przypomniała mi się taka historia:

Idę z synami przez las. Starszy, jak to starszy, wydarł z psem do przodu, gania, krzyczy, kopie kolorowe liście. Zadaje mi pytania i sam sobie na nie odpowiada, nie dając mi możliwości pomyślenia. Młodszy, tuż obok mnie, idzie powoli za rękę, bo tak lubi. I tak idziemy i dumamy. Ja, bo już zmarzłam i chcę wracać, młodszy, bo on zawsze duma nad życiem i otaczającą nas materią.

Nad naszymi głowami obsypały się kolorowe liście. Wprost zachwycające, złote, czerwone, w różnych odcieniach sypią się, aż dech w piersiach zapiera. Mały stanął, zadarł głowę i pyta:

  • Mamo, dlaczego te liście tak spadają z nieba?
  • Bo, drzewa się kołyszą – odpowiadam i od razu pytam – a dlaczego drzewa się kołyszą synu?
  • Bo liście muszą opadać….? – zastanawiał się, więc pospieszyłam ze sprostowaniem
  • Nie synuś, bo wieje wiatr, który kołysze gałązkami, po czym spadają z nich liście i lecą pod nasze nogi…

Młodszy spojrzał się na mnie w niekłamanym podziwem, po czym podsumował wzdychając: JESTEŚ TAKA MĄDRA MAMO!

Takie słowa łechcą lepiej niż świadomość wszystkich dyplomów zdobytych na i po studiach. Zachwyt nad “wiedzą tajemną” posiadaną przez rodzica, w oczach dziecka jest nie do podrobienia. Nic nie wywołuje takiego poczucia dumy, jak właśnie ta chwila. Bez względu na porę roku i okoliczności przyrody :)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Często trafiają mi się takie chwile :) staram się zawsze zapamiętać, co dzieciaki powiedziały, ale głowa dziurawa… na szczęście niezapomniane uczucie szczęścia pozostaje :)

  2. Moja czteroletnia córeczka mówi do mnie czasami przed snem, że jestem kochana, piękna i jestem jej przyjaciółką :-) Dla takich chwil chce się żyć.

  3. milena Kaminska

    To właśnie dzięki takim słowom mam siłę, przetrwałam najtrudniejsze chwile. Codziennie kilka a nawet kilkanaście razy moje dzieci podchodzą do mnie ptzytulają i mówią “kocham cie” tak poprostu bezinteresownie, albo ” jesteś wspaniała”.

  4. Tymek miał w zeszłym roku ,zrobiłam przyjęcie w domu ,było 12 osób ,takich które musiały być ,oczywiście że dostał prezenty ale w sumie chyba najskromniejsze w całej klasie .Dużo rozmawialiśmy i bardzo podobało mi się jak do tego podszedł pomimo że nie jesteśmy fanatycznie wierzący było to dla nas piękne duchowe przeżycie, z przyjemnością patrzyłam na niego jak to wszystko odbiera cieszyło mnie nawet kiedy opowiadał jak ucina rozmowę z kolegami na temat prezentów wygląda na to że nawet w dzisiejszych czasach da się …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Postanowienia noworoczne. Jak zacząć aktywnie spędzać czas z dzieckiem? Znana blogerka radzi


Początek roku to czas noworocznych postanowień, które zazwyczaj dotyczą aktywności fizycznej i zdrowego trybu życia. O wyznaczaniu rodzinnych planów na nowy rok i o tym czy dzieci mogą mieć własne cele rozmawiamy z Aleksandrą „SportsMamą” Rożnowską, blogerką i autorką programów treningowych dla mam, która wspiera akcję „Rusz się z Kubusiem!”.

Dlaczego co roku chcemy zmieniać nasze życie właśnie na początku stycznia?

– Nowy Rok to nowe otwarcie i wiara, że tym razem się uda. Często postanawiamy coś zmienić „od poniedziałku”, bo nowy tydzień to nowe możliwości. Początek roku pozwala nam snuć jeszcze bardziej ambitne plany. Chcemy zapełniać czystą kartę z nadzieją, że będzie lepiej.

Według badań aż 92% postanowień nie zostaje zrealizowanych. Dlaczego?

– Marzymy o zmianach, a powinniśmy je planować. Zamiast o nich opowiadać, wyznaczmy sobie drogę do realizacji celu. Jeśli chcemy zadbać o formę, ustalmy dwa dni w tygodniu, w których będziemy trenować. Zapiszmy się na siłownię, zacznijmy czytać o zdrowym odżywaniu. Dobry plan to podstawa.

Mamy już plan. Jak wytrwać w jego realizacji?

– Początkującym często wydaje się, że zbudują formę w dwa tygodnie, a po tak krótkim czasie trudno o zauważalne efekty. Jeśli zmian nie widać, a realizacja planu wymaga dużo wysiłku, to po dwóch tygodniach rezygnujemy. Najlepszym receptą na wytrwanie są cierpliwość i myślenie długofalowe.

Czy dzieci też mogą mieć swoje postanowienia? Jeśli tak, to jakie będą odpowiednie dla kilkulatka?

– Oczywiście, że mogą! Mój 4-letni syn co prawda nie ma jeszcze zbyt wielu postanowień, ale ja mam plany w stosunku do niego. Ale już dzieci w wieku 5-7 lat często interesują się sportem czy muzyką i mogą mieć własne cele z nimi związane. Na przykład, żeby nauczyć się pływać czy grać na gitarze.

Jaka powinna być tutaj rola rodzica?

– Rodzic powinien słuchać i ukierunkowywać. Obserwować czym maluch się interesuje i pchać go w tę stronę. Tymek uwielbia odgrywać różne scenki, więc planuję go zapisać na warsztaty teatralne. Czy coś z tego wyjdzie? Pewności nie mam, ale warto próbować.

Być może dobrym pomysłem będą wspólne, rodzinne postanowienia o zwiększeniu obecności aktywności fizycznej w naszym życiu?

– To świetny pomysł. Niech to będą aktywności, które jednoczą rodzinę. My już zaczęliśmy i chodzimy na basen. Tymek ma swojego trenera, a na torze obok pływam ja. Syn widzi, że mama też jest aktywna, więc uczy się, że jest to w życiu ważne i w ten sposób kształtujemy pozytywne nawyki.

Co zrobić, by maluch postrzegał dodatkową aktywność jako zabawę, a nie obowiązek?

– Porzućmy ambicję, by dziecko wszystko robiło perfekcyjnie. Bądźmy cierpliwi zwłaszcza wtedy, gdy maluchowi coś nie wychodzi. Podbudujmy syna czy córkę własnym przykładem, że sami też kiedyś czegoś nie potrafiliśmy, a jednak się nauczyliśmy. Wspólnie idźmy do przodu małymi kroczkami.

Wydaje się, że zimowa aura nie sprzyja w realizacji postanowienia o większej aktywności fizycznej.

– Niekoniecznie. Warto wychodzić na dwór, bo to hartuje organizm dziecka. Zima to przede wszystkim narty, sanki i łyżwy, ale również lepienie bałwana i inne zabawy na śniegu, ale nie zapominajmy też o najprostszych spacerach. Dużo można też zrobić w domu. Spędzając czas z dzieckiem warto wymyślać takie zabawy, które są angażujące ruchowo.

Dzięki wspólnym ćwiczeniom dzieci mogą nauczyć się konsekwencji i dyscypliny?

– Oczywiście. Nie na darmo mówi się, że dziecko jest kopią rodziców. Jeśli maluch widzi, że regularnie ćwiczymy i realizujemy swoje postanowienia, to sam też taki będzie. A jeśli tylko powtarzamy, że nam się nie chce, to nasze zachowanie też zostanie uznane za normę i skopiowane. Widzę po sobie, że dzięki rodzicom nauczyłam się wytrwałości. Dziś dziękuję im, że motywowali mnie do różnych sportów.

Przez cały rok wspierała Pani akcję „Rusz się z Kubusiem!”, razem z marką Kubuś promując aktywność fizyczną wśród dzieci i edukując na tym polu rodziców. Jaki jest Pani sposób na ruch zimą?

– Uwielbiam góry i jazdę na snowboardzie, której Tymek zaczął się uczyć w zeszłym roku. Teraz czekamy na śnieg i od razu pędzimy na stok. Mój syn uwielbia biegać, ale jest na takim etapie, że podoba mu się wszystko, w co wspólnie się angażujemy. Nawet zwykła zabawa w „żabki”, kiedy po prostu razem skaczemy, jest dla niego atrakcją. 4-latek cieszy się, że mama i tata są obecni i bawią się razem z nim. Dzięki temu umacniamy własne relacje i pokazujemy, że ruch to doskonała zabawa.

A co na kolejnych 12 miesięcy postanowiliście sobie Pani z Tymkiem?

– Sport jest już u nas obecny, więc stawiamy dodatkowo na rozwój umysłowy. Postanowiłam zapisać Tymka na warsztaty teatralne i naukę języka obcego. Natomiast wspólnymi aktywnościami w Nowym Roku pozostaną basen, wyjazdy w góry oraz wszelkie wspólne spacery i wycieczki rowerowe.

fot. Pixel Heart

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Rzeczywiście, szkoda że tak rzadko udaje nam się dotrzymać postanowień noworocznych. Moje dzieciaki nie mogą usiedzieć na miejscu i co chwila pojawiają się nowe wyzwania, a postanowienia idą w odstawkę.
    Może komuś się przyda – warto zajrzeć – dobra pościel dziecięca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

To zależy tylko od Ciebie


Mamy nowy rok – nowe plany, nadzieje i oczekiwania. Chyba każdy z nas – choćby w wersji minimalistycznej – zadaje sobie pytanie „Co on nam przyniesie?”. Tak sobie myślę, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu – po prostu się zdarzą. Pewnie dlatego często wypowiadamy i słyszymy życzenia „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia”, zdając sobie sprawę, że będąc zdrowi z pozostałymi darami losu damy sobie jakoś radę.

I o ile pewne sprawy są wypadkową wielu czynników, tak jedna kwestia jest wyłącznie naszym wyborem. Mam na myśli życzliwość – to czy jesteśmy serdeczni wobec drugiego człowieka, zależy tylko od nas.

Obojętnie kim jesteś, ile masz na koncie, gdzie pracujesz i co lubisz, możesz być życzliwy. A serdeczność można okazać dobrym słowem, pomocnym gestem, szczerym uśmiechem czy rozumiejącym spojrzeniem.

Czasem wystarczy więcej cierpliwości i spokoju, by pomóc komuś w nerwowej dla niego sytuacji. Odpuść, zamiast trąbić klaksonem i nerwowo wymachiwać rękami, wpuść innego kierowcę, gdy ten chce zmienić pas.

W okresie przedświątecznej gorączki mój mąż został dwa razy przepuszczony w kolejce przez innych kupujących, gdyż stał do kasy z tylko dwoma produktami. Było mu tak miło z tego powodu, że jeszcze kilka godzin później z uśmiechem zdawał mi relację z tej sytuacji. Jakie to fajne, że trafił w sklepie na tak życzliwe osoby.

Ostatnio byłam świadkiem, jak pewnej pani (bynajmniej nie starszej babuleńce) rozsypały się drobne i kilka osób schyliło się, by pomóc. Dałaby sobie pewnie radę sama, ale nie musiała, bo znalazła się wśród uczynnych ludzi.

Mój syn nie zjadł dziś w szkole drugiego śniadania. Gdy to odkryłam, spuścił oczy i powiedział: „Mamuś, przepraszam, ale dziś nie miałem w ogóle do tego głowy. Mamy w klasie nowego kolegę i musiałem się nim zaopiekować i wszystko w szkole pokazać”. Jestem z niego dumna, podjął dobrą decyzję, bo postawił na wsparcie i życzliwość.

Twój współmałżonek wrócił z pracy, podajesz mu obiad. Posłuchaj uważnie, co ma do opowiedzenia, by wiedział, że to, co mówi, jest dla Ciebie ważne, że interesujesz się, jak minął mu dzień. Albo przytul o kilka chwil dłużej niż zazwyczaj, by poczuł, że Ci zależy.

No i warto się uśmiechać do ludzi – do pani w kiosku, kontrolera biletów, nauczycielki naszego dziecka, portiera i pani w banku…

Warto pomagać tym, którzy są w potrzebie.

Ludzie są zabiegani — żyją od chwili do chwili, od obowiązku do obowiązku. Ale daję głowę, że każdemu będzie miło, jak spotka go w ciągu dnia – nie odrobina – ale całą górą życzliwości. To po prostu bardzo miłe i co najważniejsze –  nie jest wynikiem zrządzenia losu – zależy tylko od nas.

I tego życzę każdemu z Was – wiele serdeczności od bliskich i obcych na każdy dzień 2018 roku.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. milena Kaminska

    Dziękujemy i również tego samego Ci życzymy. Takie malutkie uczynki drobny gest a może mieć wielką moc. Takie przepuszczenie w sklepie niby nic takiego wielkiego a jak cieszy, wiem bo też to doświadczyłam. Ja w święta też miałam przygodę ale to ja miałam okazję pomóc.Gdy jechaliśmy do rodziny i było już późno spieszylismy się bo nienawidzę spóźnialstwa zamknął się szlaban, czekamy z niecierpliwością aż tu nagle od strony pasażera czyli męża bo ja byłam kierowcą zaczął ktoś mocno uderzać w szybę. Była to staruszka miała więcej niz 80 lat ledwo stała na nogach i zapytała czy ją podwieziemy. Zapomniałam od razu o tym że priorytetem jest dla mnie punktualność, mąż wysiadł i pomógł kobiecie wsiąść do samochodu. Sam poszedl do tyłu do dzieci. Oczywiście szlaban otworzył się za mną korek a ja na awaryjnych :) zdziwiło mnie to oczywiście pozytywnie że nikt nie trąbił. Zawiezlismy kobietę do domu.choć było ciężko bo nie słyszała. Pytaliśmy o adres a ona się uśmiechała i dziękowała. Jakoś po dłuższym upływie czasu udało się.

    1. Basia Heppa-Chudy

      To co napisałaś, jest pięknym dopełnieniem mojego tekstu.
      Wzruszyłam się.

  2. bardzo ładnie napisane i pamiętajmy dobro powraca ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Magiczna dziesiątka, czyli kto mieczem wojuje…


Radzenie sobie z emocjami, zwłaszcza tymi negatywnymi, to trudna sztuka. Teoretycznie powinniśmy ją opanować w dzieciństwie, najdalej w okresie dojrzewania. Dorosły człowiek powinien umieć zapanować nad sobą, nawet w ekstremalnych sytuacjach. Ewentualnie później może odreagować, ale to dopiero później.



Teoria teorią, a życie życiem. Jako świadoma matka (lubię tak o sobie myśleć, cokolwiek to pojęcie nie znaczy) staram się nauczyć moje dziecko tej trudnej sztuki trzymania nerwów na wodzy. Staram się, co nie znaczy, że mi wychodzi. Bywa, że moje dziecko zaczyna, w moim pojęciu, kompletnie bez powodu, zdradzać objawy braku równowagi emocjonalnej. No i zonk. Oczywiście powody jakieś zawsze są, ale nie w tym rzecz. Problem raczej w tym, że o powrót do równowagi wcale nie jest łatwo. I nawet jeśli dziecko ma świadomość, że musi się uspokoić, to po prostu nie umie. Dorośli też nie do końca sobie z tym radzą…

Na dziecko nie ma jednej metody. To, co działa dziś, nie musi działać jutro. Było już stawianie do kąta (nie tyle za karę, co żeby się wyciszyć – kąt to dobre miejsce do tego celu, szczególnie dla dziecka, bo jakby ma ograniczoną ilość bodźców). Było wysyłanie do pokoju, było dawanie buziaków (działa rozśmieszająco i ułatwia odzyskanie równowagi). Ostatnio na topie jest liczenie do dziesięciu.
– Kotek, jak nie dajesz rady, czujesz, że zaczniesz krzyczeć, to weź głęboki oddech i policz do dziesięciu.
– I co wtedy będzie?
– Uspokoisz się.
– A jak nie?
– To policz jeszcze raz.

Znacie to amerykańskie: wszystko cokolwiek powiesz, może być użyte przeciwko tobie? W wersji rodzicielskiej brzmi: wszystko cokolwiek powiesz, BĘDZIE użyte przeciwko tobie.

Przyszedł dzień, gdy i mnie puściły nerwy. Bywa. Dużo pracy, mało czasu, stres… W ramach samouspokajania się wyszłam do kuchni, żeby przez chwilę pobyć na osobności. Z pokoju dobiegł mnie głos Duśki:
– Policz do dziesięciu.
– Nie działa – odwarknęłam może mało grzecznie, za to najzupełniej szczerze.
– To policz jeszcze raz.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku