Bunt na pokładzie


Jesteś rodzicem małego dziecka? Zastanawiasz się, czy to już? A może jest jeszcze za wcześnie – 18 miesięcy, 24 miesiące – kiedy nastąpi moment zwrotny i będzie można powiedzieć MAMY BUNT NA POKŁADZIE! Rozczaruję cię, już od dłuższego czasu obalany jest mit BUNTU DWULATKA.

Zaraz, zaraz czy twój dwulatek nie krzyczy, nie odmawia współpracy, nie odpowiada NIE sto tysięcy razy dziennie? – Jeśli twoja odpowiedź jest twierdząca i w milczeniu zmarszczyłaś czoło, zastanawiając się, czy doświadczyłaś już rebelii swojej latorośli, to ponownie cię rozczaruje – to nie bunt, kochana to życie.

Okres między 16 i 23 miesiącem to fala zmian, zapewne zauważyłaś, że w tym czasie w twoim domu zamieszkał mały antagonista. Czemu ktoś miałby obalać bunt dwulatka? Do tej pory twoje kochane pacholęcie uważało, że jesteś jego integralną częścią, ciała, duszy i serca, byłaś zawsze obok, a ono nigdy się nie zastanawiało nad tym, że możesz zniknąć. Teraz coś się zmieniło. Twój bąbel właśnie zdał sobie sprawę, że jest odrębnym bytem i w związku z tym kocha cię i nie cierpi jednocześnie, miotają nim różne emocje, a co gorsza miotają jednocześnie.

Sytuacja się nasila z czasem, aby osiągnąć apogeum w okresie między 24 a 36 miesiącem. Co się wtedy dzieje? Młody człowiek przechodzi z fazy MY, czyli mama i ja, do fazy JA SAM(A)! I zyskujemy nowiutką autonomiczną jednostkę, która manifestuje swoją odrębność przy każdej nadarzającej się sytuacji.

Jestem mamą dwulatki, mamy trudny dla nas okres, czy to bunt? Nie nazwałabym go w ten sposób, bo przecież bunt jest przeciwko czemuś. Ponadto słyszałaś, że bunt dwulatka przechodzi z czasem w bunt czterolatka, aby następnie przeistoczyć się w bunt sześciolatka, gdzie dojrzewa i rośnie karmiony wiedzą, szkołą, doświadczeniem i w okresie nastoletnim eksploduje i przybiera finalną formę – buntu nastolatka.

Ja mam teraz bunt trzydziestoczterolatka i nie wiem w co, się przeistoczy, najprawdopodobniej w kryzys wieku średniego i bunt przekwitania. Całe życie na buncie. Moja mama mawia, że kobiety w naszej rodzinie najbardziej buntują się między drugim a czterdziestym drugim rokiem życia, potem następuje akceptacja.

W porządku, BUNTU NIE MA, ale to nie znaczy, że jest łatwo. Mamy DYSYDENTA, ciężko żyć z takim pod jednym dachem. Co zrobić, żeby przetrwać i nie oszaleć? Najlepiej odpuścić, zaakceptować, przyłączyć się, zmienić punkt widzenia.

EXHIBIT A

Wywrotowiec lat 3.

RETROSPEKCJA ZDARZEŃ: Ucieczka z placu zabaw, wtargnięcie do sklepu spożywczego, przywłaszczenie produktów spożywczych z dużą zawartością czekolady.

CZEGO NIE ROBIĆ: Nie krzyczeć, nie stosować przemocy, nie karać.

CO MOŻEMY ZROBIĆ: najpierw USPOKÓJ SIĘ. Ja też się wkurzam, to normalne, szczególnie jak latorośl ucieka mi na ulicy, biegnie po chodniku i widzę jedynie znikające podeszwy butów za zakrętem. Zanim zacznę z nią rozmawiać, muszę się uspokoić, bo inaczej moja bomba emocjonalna wybuchnie jej nad głową, a wtedy rani ją tymi emocjami rykoszetem, będziemy stały obydwie, krzycząc na siebie, pełne pretensji – ja, że mnie nie słucha, ona, że ja jej nie słucham.

Powtórzmy, zanim podejdziesz do dziecka, powiedz pięć razy MISSISSIPI ;-)

Co teraz? Jak rozmawiać z dzieckiem, które przechodzi trudny okres? Jest kilka sposobów, które możesz wypróbować ☺

Daj dziecku czas na wyciszenie. Niektóre dzieci lubią się wyciszyć w ramionach rodzica, są i takie dzieci (np. moje), które lubi się wyciszać samo, nie lubi, gdy je dotykam. Czekam, aż jest gotowe i wtedy pytam, czy teraz chce się przytulić.

Zignoruj problematyczne zachowanie, jeśli nie stanowi zagrożenia. Nie drąż matka tematu, jeśli nie ma takiej potrzeby.

Przekieruj uwagę dziecka na inną czynność. Nam najbardziej pomaga właśnie przekierowanie uwagi, gdy widzę, że zbliża się wybuch histerycznego płaczu (bo gołąb odleciał albo dlatego, że dziewczynka ma rower a my nie).

Zwróć uwagę na pozytywy, przecież nie wszystko w dzisiejszym dniu było ZŁE.

Jeśli to możliwe dopasuj otoczenie do dziecka, zamiast starać się dopasować dziecko do otoczenia. Jest to możliwe np. w domu. Ja się pozbyłam szklanej ławy, bo wiem, że córka by na nią ciągle wchodziła i powodowałoby to moja ogromną frustrację. Na dworze trudniej dopasować otoczenie do naszej pociechy, ale nie jest to zupełnie niemożliwe. Jeśli twoja latorośl lubi wbiegać na ulice, staraj się chodzić do parku lub placu, który nie jest w pobliżu ulicy. Unikniecie pokusy.

Ugryź się w język. Wiesz, co się stanie, gdy ustami, wylejesz wszystkie emocje naraz.

Nazwij zachowanie, które ci się nie spodobało. Często mówimy „Przestań tak robić!” – Tak, czyli jak? Sama popełniam ten błąd w komunikacji, niestety taki komunikat niewiele wnosi, bo dziecko nie wie, czego ma nie robić. To bardzo trudne, w emocjach ciężko znaleźć słowa. Z czasem nabieramy wprawy, najtrudniej jest… nazwać nasze emocje, granice i oczekiwania.

Daj wybór. „Nie możemy teraz iść na plac, ale możemy pójść na plac po obiedzie albo po drzemce”.

Nie wszystko przyniesie efekt za pierwszym razem, ale warto spróbować. Zastosuj metodę małych kroczków. Ja ją stosuję, czasami zrobię pięć małych kroczków do przodu i jeden to tyłu, ale się nie poddaję. Pamiętaj, że relacje z dzieckiem budujesz dzisiaj, właśnie w tej chwili, nie odkładaj ich na później. Nie daj na siebie czekać najważniejszej osobie w życiu.

Serdecznie zapraszamy na fanpage Matki Hrabiny


Materiały źródłowe:
http://bycblizej.pl/2014/11/21/nie-bunt-dwulatka/
https://suzukiassociation.org/news/25-nonviolent-discipline-options/
http://dziecisawazne.pl/bunt-dwulatka-nie-istnieje/

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nasza najstarsza córka ma siedem lat, synek pięć, kolejna córka 3 lata – i tak mi się wydaje, że ciągle przechodzimy jakiś okres buntu – tyle że w takim doborowym towarzystwie trudno się czasami połapać, czy to “bunt” jakiegoś okresu, czy powtórzone zachowanie rodzeństwa :D W każdym razie powiedzenie “to tylko taka faza…” pomaga nam często odetchnąć, nabrać nadziei na przyszłość i przetrwać do kolejnego dnia :) z przymrużeniem oka oczywiście, ponieważ kochamy te nasze pociechy bez zwględu na okoliczności

    1. Człowiek musi mieć jakąś nadzieję ? u nas młodsza również naśladuje starszą.

  2. Ja mam codziennie bunt 2 latka , 4 latki i 37 latka :p

    1. Hahaha to coś jak u nas ?

  3. U nas też bunt całej rodziny

  4. Bez atagonisty w rodzinie byłoby nudno

  5. bunt goni bunt…… a to dopiero początek..

  6. Mój 5latek prawie codziennie przechodzi jakiś “bunt” :P – próbuje mnie podejść na wszytskie możliwe sposoby Natomiast córka 1,5roku naśladuje brata (oczywscie z tych niechcianych zachowań)i też przechodzi swój bunt..

  7. A u mnie bunt 4 latka i 11 latka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Oczyszczacz powietrza – przeczytaj, zanim kupisz. Inaczej możesz żałować!


Twoje dziecko non stop chodzi zakatarzone, media wręcz przytłaczają informacjami o wszechobecnym smogu, a ty z obłędem w oczach biegasz po mieszkaniu, w jednej ręce trzymając mopa w drugiej miotełkę do kurzu? Stop! W ten sposób niczego nie osiągniesz.

Kurz, roztocza i inne alergeny to małe, wstrętne i złośliwe istoty, z którymi niełatwo sobie poradzić. Nie da się ich wypędzić raz a dobrze, wracają jak bumerangi. Jeśli nie osobiście to w postaci swoich kuzynów, krewnych, powinowatych i innych pociotków. A kurz ma liczną rodzinę, uwierzcie mi. Ciągle go wyganiam a on i tak wraca. Twardy jest. Niemniej jednak przez lata prowadzenia domu odkryłam kilka rzeczy, którymi chętnie się z wami podzielę.

Czego nie warto robić?

Wycieranie kurzu suchą ściereczką to nic innego, jak przenoszenie go z miejsca na miejsce. Na ogół z półek, szafek, komód, parapetów na podłogę, czasem na inne meble. Część po prostu będzie unosiła się w powietrzu. Zanim osiądzie, może minąć nawet kilka dni. A my to wdychamy! Równie bez sensu jest używanie tych wszystkich genialnych specyfików, dzięki którym kurz nie osiada na meblach. Faktycznie nie osiada, sprawdziłam. Zostaje w powietrzu i… patrz wyżej – my to wdychamy!

Tradycyjny odkurzacz… no coś tam złapie do tego swojego wora. Przede wszystkim pozbiera paprochy z dywanu. Ale nie oszukujmy się, nie wszystkie drobinki kurzu zostaną w środku, część zostanie wydmuchana drugą stroną z powrotem. To taka trochę syzyfowa praca. Nawet jeśli odkurzacz ma genialny filtr, to nie ma się co łudzić, wszystkiego nie zatrzyma, taka jego specyfika.

Co zadziała lepiej?

Żadne tam wynalazkowe ściereczki z Biedronki czy Rossmanna, ale stara, dobra ścierka do kurzu, zmoczona w wodzie. Nie ma powodu bać się ścierania kurzu na mokro, meble na tym nie ucierpią. Jeśli dom jest duży, ścierkę można wypłukać raz na jakiś czas.

Dobrą robotę robią też miotełki do kurzu, ale tylko te, które umieją zatrzymać kurz na sobie. Jeśli miotełka działa jak sucha ścierka, to spokojnie można ją wyrzucić, nie jest nic warta.

Porada dla tych, którzy mieszkają w wielkomiejskim pyle: im więcej kwiatów w domu, tym mniej kurzu ;) Nie wiem, na czym to polega, ale działa. Wiem to z pewnego źródła.

Idealny odkurzacz?

Są dwa rodzaje odkurzaczy, na które warto zwrócić uwagę. Pierwszy to odkurzacz z filtrem wodnym. Co raz do niego wpadnie, to już tam zostanie. Taki odkurzacz świetnie sprawdza się w domach alergików, usuwa alergeny z podłóg i obić mebli, ale powietrza niestety nie oczyści. Drugi odkurzacz, o którym warto pomyśleć, to odkurzacz centralny. Tutaj sprawa jest o tyle skomplikowana, że montuje się go na stałe przy okazji budowy domu. Jakby ktoś się bardzo upierał, to da się to zrobić i później, tyle że trzeba się liczyć z perspektywą gruntownego remontu. Odkurzacz centralny, bez wdawania się w szczegóły, działa na podobnej zasadzie co tradycyjny, tyle że powietrze wydmuchiwane jest na zewnątrz budynku. To, co zostanie w niego wciągnięte, na pewno już do domu nie wróci.

Jak więc oczyścić powietrze?

Nie ma lekko, powietrza nie przetrzemy ściereczką, żeby było czyste i błyszczące. Można, a nawet trzeba wietrzyć mieszkanie tak często, jak to możliwe. Tyle że jedne alergeny nierzadko zostaną zastąpione innymi. Plus jest taki, że mamy w domu świeże powietrze, ze znacznie większą ilością tlenu niż to, którego się pozbywamy. Tak, wietrzyć na pewno warto.

Można też zadziałać radykalnie i zastosować w domu oczyszczacz powietrza. Urządzenie działa trochę jak tradycyjny odkurzacz, tyle że nie meble odkurza. Jedną stroną wciąga zanieczyszczone powietrze, drugą wypuszcza czyste. Po drodze „łapie” drobinki kurzu i wszechobecne pyłki.

Można też inaczej. Na przykład oczyszczacz powietrza Sharp z technologią Plasmacluster potrafi usunąć przykre zapachy łącznie z „zapachem” dymu papierosowego!

Jak podaje producent:Tajemnica tkwi na wykorzystaniu naturalnej zawartości wody w powietrzu. Generator Plasmacluster tworzy z nich tzw. dodatnie i ujemne aerojony (klastry jonowe), które unosząc się w powietrzu reagują z patogenami (wirusami, białkami alergizującymi, toksynami, etc.) dezaktywując je lub niszcząc. Olbrzymią zaletą tej technologii jest fakt, że ta “latająca chemia” dociera wszędzie tam, gdzie może dotrzeć powietrze i jest absolutnie nieszkodliwa dla ludzi (certyfikat PZH).

Pozytywne efekty technologii Plasmacluster były badane i mierzone w różny sposób przez instytucje naukowe na całym świecie. Jony Plasmacluster okazały się skuteczne przeciwko 23 rodzajom bakterii, pleśni, wirusów i alergenów. Wyniki wszystkich tych testów są unikalne. Wielokrotnie dowiedziono w nich, że jony Plasmacluster dezaktywują: wirusy grypy (w tym także ptasiej), bakterie e-coli, wirusa polio czy alergeny roztoczy.

Czy oczyszczacz hałasuje?

Dobry oczyszczacz powietrza pracuje bezgłośnie. Ma to istotne znaczenie, szczególnie jeśli zamierzamy używać go w nocy. Warto przed zakupem sprawdzić poziom hałasu, jaki emituje urządzenie.

Najpopularniejsze oczyszczacze powietrza pracują w technologii ultradźwiękowej. My ich nie słyszymy, ale psy i koty jak najbardziej. Jeśli mamy w domu zwierzęta, wypadałoby nie narażać ich na tego rodzaju tortury. Przy okazji warto dodać, że oczyszczacze ultradźwiękowe co prawda dobrze spełniają swoją funkcję, ale podczas pracy wytrącają z wody osad mineralny, który niestety zabrudzi nam mieszkanie. Innymi słowy, skórka za wyprawkę.

Po czym poznać dobry oczyszczacz?

Każdy producent uważa, że to jego sprzęt jest najlepszy. Nic dziwnego, trudno, żeby zachwalali konkurencję. Druga strona medalu to ta, że wiele osób uważa, iż nie trzeba kupować urządzeń renomowanych firm i przepłacać, równie dobrze można kupić jakiś oczyszczacz no-name i uzyskać ten sam efekt.

Prawda jest taka, że z jednej strony marka sama w sobie nie robi jakości, z drugiej zaś producent renomowanego sprzętu nie wypuści na rynek bubla, musi dbać o swoją opinię. To kwestia zaufania u klientów.

Tani w momencie zakupu oczyszczacz, może okazać się drogi w eksploatacji. Drogie części zamienne, problem z dostępem do autoryzowanego serwisu, to tylko niektóre z problemów. Może się też okazać, że urządzenie nie jest tak wydajne, jak twierdził producent.

Każdy szanujący się producent oczyszczaczy dba o to, by jego sprzęt mógł się poszczycić odpowiednim certyfikatem. W Polsce jest to certyfikat nadawany przez Polskie Towarzystwo Alergologiczne. Producenci spoza Polski często mogą pochwalić się analogicznymi certyfikatami z innych krajów, np. wspomniany już Sharp dostał certyfikat jakości od Brytyjskiej Fundacji Alergologicznej, który potwierdza skuteczność w walce z alergenami wziewnymi. Ponadto wszystkie oczyszczacze Sharp posiadają certyfikat Państwowego Zakładu Higieny – oznacza to, że stosowanie ich w domu jest w pełni bezpieczne. Wybierając oczyszczacz innego producenta, warto zwrócić uwagę na wspomniane powyżej certyfikaty. Ich brak powinien być sygnałem alarmowym. Czasem warto zapłacić więcej, ale mieć pewność, że oczyszczacz naprawdę działa i że przy jego używaniu nie grozi np. porażenie prądem.

Tekst powstał we współpracy z Sharp Home Poland.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Super napisane! Nie wiedziałam, że ultra dzwięki mogą zaszkodzić mojemu pieskowi. Dzięki :)

  2. Ha! więc zamiast zyrteców na alergię kupujemy oczyszczasz i…roślinki!

  3. Haust ŚWIEŻEGO POWIETRZA do najwspanialsze co możemy dać NASZYM DZIECIOM <3

  4. My ciągle myślimy o oczyszczaczu, ale jakoś jeszcze decyzja nie zapadła – póki co staramy się dzieciaki podleczyć inhalatorem, choć wiem że to coś zupełnie innego… W każdym razie w naszym mieście zimą często nie warto okna otwierać, bo syf okropny…

  5. No to witamy w klubie, synek kaszel masakra, katar zatyka nosek, osłuchowo czysty. Dookoła domy jednorodzinne … Rozejrzę sie tez za domowym ocxyszczaczem powietrza

    1. Sezon na grzyby i pleśnie w pełni, a wszechobecna wilgoć sprzyja tym alergenom :(

  6. Moje dzieci dostaly od dziadkow ocxyszczacz Sharpa za ok 600 zl i naprawde robi swoje :) Kurz osadza sie na meblach troche wolniej i zdecydowanie lepiej sie oddycha.My go dopiero testujemy i zobaczymy jak sie sprawdzi w sezonie grzewczo-smogowym.Synek jest alergikiem i na pewno jakis efekt jest.Jesli sie sprawdzi dokupimy jeszcze do kazdej sypialni.Roczny koszt ok 110 zl (wymiana filtrow) choc mysle ze u nas wyjdzie 220 bo mieszkamy w zasmrodziałym miejscu wiec czesciej filtry wymienie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Czas przelatuje ci między palcami? Zastanów się, co jest ważne


Doba ma dwadzieścia cztery godziny, a tydzień siedem dni i nikt na świecie nie lubi marnowania czasu. Każdy chciałby wykorzystać go najlepiej, jak potrafi. Niestety bardzo łatwo się zatracić i pozwolić, by przeleciał między palcami. Nie wiem, jak Ty, ale ja mam wtedy wyrzuty sumienia. Jestem za to szczęśliwa, gdy udaje mi się zachować równowagę między dobrym wypełnianiem wszystkich życiowych ról i zadań a odpoczynkiem. I nie chodzi o jakieś profesjonalne zarządzanie czasem, planowanie, pilnowanie się i samokontrolę…

„Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,  jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.  Wyjdź mu naprzeciw.”
Phil Bosmans

Chodzi po prostu by mieć czas…

…dla swoich rodziców

Gdy podsumowuję kończący się dzień, cieszę się, że mogłam porozmawiać z moją mamą. Bardzo lubię nasze codzienne telefoniczne rozmowy. Zwykłe „co słychać?” – pogaduchy o codziennych sprawach, czasem o rzeczach ważnych, niekiedy o pogodzie. Do taty dzwonię rzadziej, ale pogawędki z nim są dla mnie szczególne. Ostatnio wspominaliśmy gołębie pocztowe mojego pradziadka i kołoczki z cynamonem z nieistniejącej już piekarni. Tak wielu moich znajomych nie ma już rodziców…  W głowie mam ciągle przejmujący tekst Małgorzaty Ohme, napisany po śmierci jej ojca, z przesłaniem: „Jeśli twój tata żyje, zadzwoń do niego. Dziś”

„Nie bądź pewny, że masz czas bo pewność niepewna.”
Jan Twardowski

…dla dziecka

Codziennie dostaję informację, czy dobrze wykorzystałam mój czas z synem. Słyszę, słowa Aleksa w wieczornej modlitwie: dziękuję Boże, że mama skakała dziś ze mną na trampolinie i grała ze mną w „Potwory”. Uff, udało się – dobrze spędziliśmy dzisiejszy dzień. Można iść spać, tylko jeszcze przytulanki na dobranoc – nasz codzienny rytuał, który wiele dla mnie znaczy. Jestem szczęśliwa.

„Ludzie mówią – „czas to pieniądz”. Ja mówię inaczej – „czas to miłość”. Pieniądz jest znikomy, a miłość trwa.” Stefan Wyszyński

…dla męża

Uwielbiam randki z mężem – te zaplanowane, przygotowane, wyczekiwane, z biletami kupionymi na dwa miesiące przed. Ale lubię też ten czas zwykły, powszedni, z pytaniem „Jak ci minął dzień?”, by wiedzieć, co on myśli i czuje, z wieczornym masażem spiętych ramion i spontanicznym wspólnym prysznicem. Oby jak najczęściej te chwile były częścią naszej codzienności.

„Poświęcaj czas osobom, które są dla Ciebie najważniejsze”
Brian Tracy

…dla przyjaciół

Gdy słyszę „Musimy się w końcu spotkać” uświadamiam sobie, że nie warto odkładać, trzeba działać. Kontakt z dobrymi znajomymi daje tyle radości i ładuje baterie pozytywną energią. Zawsze jest potrzebny ktoś, kto wyjdzie z inicjatywą, zaplanuje konkretny termin, dlaczego to nie mam być ja? A gdy po przyjemnym wieczorze, pełnym śmiechu i rozmów, sprzątamy talerze, uśmiechamy się, bo wiemy, że było warto wygospodarować i na to swój czas.

„Najlepszy czas na działanie jest teraz!”
Mark Fisher

…dla siebie

No i te momenty tylko dla siebie. Wieczór, godzina, parę minut – moje! Czasem wzruszający film, książka, godna zarwania nocy, relaksująca kąpiel za zamkniętymi drzwiami łazienki, spokojna poobiednia drzemka – och, jak dużo siły to mi daje. Niezależnie od tego, ile mamy obowiązków, ważny jest ten czas tylko i wyłącznie dla swoich potrzeb.

„Każdego dnia na pół godziny odsuń od siebie kłopoty. Ten czas przeznacz na drzemkę”
Abraham Linkoln

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Mamo, tato, gdzie są moje pieniądze? – czyli co dzieje się z finansowymi prezentami dziecka?


“Mamo, tato, gdzie są moje pieniądze?” – pewnie niejeden z was zadał kiedyś to pytanie swoim rodzicom. I założę się, że niejeden z was usłyszał w odpowiedzi coś w stylu:
“A ty myślisz, że za co kupujemy ci jedzenie, słodycze…?!”
I teraz nasuwa się pytanie – czy to w porządku?

No właśnie nie. Brać dziecka pieniądze na przechowanie (które najczęściej dostało w prezencie), żeby nie zgubiło i nie roztrwoniło na głupoty, a potem wydać je na wymyślony przez siebie cel – to nie jest w porządku! A dlaczego często tak właśnie się dzieje?

Bo rodzicom wydaje się, że dzieci to ich własność i mogą za nie decydować – w każdej dziedzinie życia, niezależnie od ich wieku oraz okoliczności.

Bo dorośli nie traktują (swoich) dzieci poważnie i na równi, lecz odwrotnie, na zasadzie “dzieci i ryby głosu nie mają”.

Bo rodzicom często wydaje się, że dzieci są im coś dłużne, w końcu każdego dnia łożą na ich utrzymanie, którego wartość rośnie wprost proporcjonalnie do wieku latorośli.

Bo dorosłym wydaje się, że zawsze wiedzą lepiej – czego ich dzieci chcą, potrzebują, o czym marzą i co dla nich jest lepsze.

I żeby nie było, że spadłam z księżyca, doskonale wiem, że dzieci generują spore koszty – sama mam dwoje. Ale decydując się na potomstwo, powinniśmy mieć tego świadomość, a wraz z nią poczucie, że nie możemy wymagać od nich, by spłacały nam wyimaginowany dług.

I nie twierdzę też, że rodzice nie mogą przeznaczyć pieniędzy swojej córki czy syna na ich nowe ubrania, buty, książki, przybory (przed)szkolne, czy remont pokoju. Wręcz przeciwnie, uważam, że to rozsądny pomysł. Tak samo jak odkładanie zaskórniaków do skarbonki i zbieranie na wspólnie obgadany cel, np. rower, komputer, wypad do jakiegoś parku rozrywki, obóz sportowy, czy rodzinne wakacje.

Sęk w tym, by o takich sprawach rozmawiać ze swoimi pociechami – normalnie, po ludzku, jak z bliźnim – a nie działać za ich plecami, pokazując tym samym, że nikt nie liczy się z ich zdaniem i uczuciami.

Tak, uczuciami. Sama z dzieciństwa pamiętam ten smak żalu, goryczy, a nawet złości, na wieść, że pieniędzy z urodzin czy komunii już nie zobaczę, bo rodzice kupili za to coś,co sami uznali za stosowne, np. słodycze. Swoją drogą, czy to nie jest hipokryzja bronić dzieciom, by wydawały swoje pieniądze na głupoty, a potem kupować im (a przynajmniej tak twierdzić) za to nic nie warte łakocie??  

A propos komunii, przeczytałam kilka dni temu wpis pewnej mamy, która napisała, że “dziecko nie powinno dysponować pieniędzmi, nawet jeśli były jego prezentem”. A pod tym wpisem kilka komentarzy, prawiących o tym, że “przecież wyprawienie komunii dużo kosztuje, więc rodzice mają prawo odebrać dziecku jego pieniądze w ramach zapłaty…”

I tutaj nasuwa mi się jedno pytanie – dlaczego tak trudno jest niektórym mierzyć siły na zamiary?

Jeśli mnie nie stać na huczną imprezę, z całą wielopokoleniową rodziną, w wynajętym lokalu i podanym do stołu kilkudaniowym menu, to organizuję skromne przyjęcie, w gronie najbliższych osób, (w miarę możliwości) we własnym domu. Wydaję ile mam i nie muszę niczego podbierać dziecku.

Bo ciekawa jestem, jak Wy byście się czuli, Drodzy Rodzice, gdyby Wasz partner zorganizował Wam przyjęcie urodzinowe – niespodziankę – a potem żądał zwrotu poniesionych kosztów? Albo, gdyby wziął bez pytania Wasze pieniądze, ciężko zarobione lub wygrane na loterii – nieważne – i wydał je na własny użytek, twierdząc przy tym, że miał do tego prawo. Jak byście się czuli? Zapewne źle. Założę się, że złość by z Was kipiała i nawet nie dlatego, że jesteście biedniejsi o X zł, ale dlatego, że ktoś zrobił coś za Waszymi plecami.

Może więc warto o tym pomyśleć….

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Pieniądze dzieci są ich więc oni decydują na co przeznaczą.. Albo składają sobie na jakiś wymarzony prezent albo wybierają wycieczkę i np. Same chcą sobie kupić bilet wstępu, paniątki. Większe sumy odkładają do skarbobki.

  2. w ich skarbonce, a gdzie miały by być?

  3. Ależ panie i panowie, nasi politycy robią dokładnie to samo! Traktują obywateli jak dzieci, które nie są w stanie same decydować o tym na co wydają swoje pieniądze. Łącznie opodatkowani jestem ponad 70%, czy reszta, która nam zostaje to tzw. kieszonkowe. Możecie z nim zrobić co chcecie.”To absurd, żeby ludzie sami decydowali na co wydają swoje pieniądze” – Małgorzata Sadurska PiS

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku