Czy zgadzasz się, żeby Lilusia nigdy nie poszła na kasztany?


Pierwszy raz o Lilusi przeczytałam na zamkniętej grupie na Facebooku. Czy wtedy coś poczułam? Skłamałabym, gdybym napisała, że tak, od pierwszej chwili. Smutek tak, owszem. Zawsze mi smutno, jak dzieci chorują. Ale całej reszty wtedy we mnie nie było.

Potem była rozmowa z tatą Lilusi, poznałam bliżej jego i historię dziewczynki. Przeczytałam o niej na stronie fundacji, obejrzałam zdjęcia. Planowałam przedstawić Wam Lilusię na Facebooku.

I może nawet nie napisałabym tego tekstu, może poprzestałabym na udostępnieniu apelu na Facebooku, może ze smutkiem pomyślałabym, że to straszne, no ale wszystkim nie da się pomóc. Dzieci chorują, dzieci umierają, niesprawiedliwe, ale prawdziwe. A potem…

lilusia_3

Jakoś tak wpadła mi w oko miska z kasztanami. Kasztany jak kasztany, są u nas w domu co roku, ale od tego momentu chyba na zawsze będą mi się kojarzyły z Lilusią. Patrzyłam na nie i myślałam sobie: Jak to? To ona nigdy nie pójdzie na kasztany? Nigdy nie będzie biegała pod drzewem i krzyczała: „Tu jest, i tu i tu! Mamusiu patrz, bliźniaki! Uwagaaaa, wieje, uciekamyyyy.” Nigdy nie będzie uciekała przed spadającymi kasztanami i nigdy nie przyniesie ich tyle, że nie wiadomo będzie, co z nimi robić?! I wtedy pomyślałam, że muszę o tym napisać, historię Lilusi trzeba nagłośnić, trzeba zrobić wszystko, żeby stanęła na nogi, zaczęła chodzić i żeby poszła na kasztany.

Na co choruje Lilusia? Dobre pytanie! Ja tego nie wiem. Wy tego nie wiecie. Rodzice Lilusi nie wiedzą. A najgorsze jest to, że lekarze też nie wiedzą. Wiedzą, że mielina w mózgu nie przyrasta. Ale to jest skutek. A gdzie przyczyna? Można powiedzieć: przyczyna nieszczęścia pilnie poszukiwana.

lilusia_5

Jeśli myślicie, że łatwo zdiagnozować rzadką chorobę to muszę Was rozczarować. To tylko w filmach szybko się diagnozuje najrzadsze przypadki świata i równie szybko się je leczy. Tymczasem szara rzeczywistość jest taka, że kolejne badania robi się trochę w ciemno, za każdym razem z nadzieją, że wreszcie okaże się co to za choroba i będzie można Lilusię leczyć. I za każdym razem po tygodniach, a czasem i miesiącach oczekiwań na wyniki rodzice dowiadują się, że nie, nie jest chora na to, na to, na to i na tamto też nie. I to nie są dobre wiadomości. Mózg rozwija się najintensywniej przez pierwsze dwa lata życia. Lilce zostało niewiele czasu do drugich urodzin. Jeśli nie uda się szybko znaleźć winowajcy, Lilka nigdy nie pójdzie na kasztany… Nigdy nie pójdzie nigdzie, nigdy nie usiądzie samodzielnie, nigdy nie będzie w stanie się samodzielnie ruszać, jeść, bawić, uczyć… Nie umiem sobie tego wyobrazić. Nie chcę sobie tego wyobrażać!

Oczekiwanie na diagnozę to nie jest czas gapienia się w okno. To nawet nie jest czas beztroskiej zabawy, której oddają się wszystkie niespełna dwuletnie dzieci. To czas intensywnej rehabilitacji. Cztery razy w tygodniu przez godzinę Lilusia jest rehabilitowana przez specjalistów. Resztę dnia spędza na domowej rehabilitacji z mamą. Popołudniami i w weekendy dołącza do nich tata. Oprócz rehabilitacji Lilusia w każdą środę spotyka się z logopedą. Do tego dochodzą regularne wizyty u dermatologa, ze względu na łojotokowe i atopowe zapalenie skóry. Zapytacie, kiedy ma czas się bawić? Hmmm… po pierwsze nie ma tego czasu, po drugie… Lilusia się nie bawi, nie ma takiej możliwości, nie chodzi, nie siedzi, nie chwyta zabawek… Jedyną jej rozrywką są książeczki. Może je oglądać w nieskończoność, oczywiście pod warunkiem, że ktoś przewraca kartki…

lilusia_6

Tam, gdzie w grę wchodzi czas, tam wchodzą też pieniądze. Domyślacie się pewnie, że ten tekst nie powstał tak sobie a muzom. Tak, chcę w imieniu rodziców Lilusi i swoim prosić Was o pomoc. Po pierwsze udostępnijcie ten tekst na swoich tablicach. Im więcej osób usłyszy o Lilusi, tym lepiej. Czasem pomoc nadchodzi z zupełnie nieoczekiwanej strony. Po drugie rozmawiajcie o niej ze znajomymi, może się okaże, że ktoś zna podobny przypadek, każda wskazówka jest cenna. Po trzecie… tak – pieniądze. Bez pieniędzy nie będzie możliwe dalsze diagnozowanie Lilusi. Lekarzom w Polsce powoli kończą się pomysły. Rodzice zaczęli szukać pomocy za granicą. W grę wchodzi Rotterdam, Paryż, a nawet Filadelfia. Tamtejsi lekarze gotowi są przyjąć i przebadać Lilusię, no ale to kosztuje. Amerykański standard, ale i amerykańskie ceny. Niestety. Sam przelot za ocean i zakwaterowanie to koszt zdecydowanie przewyższający możliwości rodziców.

Zebranie dużej kwoty to nie jest kwestia dni, czy tygodni. Czasem takie zbiórki trwają miesiącami. A Lilusia nie ma tyle czasu. Dlatego rodzice postanowili rozpocząć zbieranie pieniędzy zanim dowiedzą się ile i na kiedy je potrzebują. Lepiej, żeby pieniądze czekały na Lilusię niż Lilusia na pieniądze.

lilusia_2

Nie proszę Was o wiele. Nie zamierzam przekonywać, że powinniście oddać wszystkie swoje oszczędności. Może i byłoby to szlachetne, ale czasy są niepewne. Nie namawiam nikogo na podejmowanie takiego ryzyka. Proszę Was o tyle, ile dać możecie. I pamiętajcie, nie ma dolnej granicy wpłat. Nie ma kwot, o których można pomyśleć: tak mało to nie warto wpłacać. Kiedyś pisałam Wam : Może to banał, ale naprawdę liczy się każda złotówka. Zresztą sami pomyślcie: jeśli tysiąc osób, które może podarować złotówkę pomyśli, że to za mało, to konto Rafała będzie uboższe o tysiąc złotych. A jeśli przemnożymy to przez sto tysięcy niepodarowanych złotówek?” Dziś proszę Was o złotówki dla Lilusi.

 

Wpłat można dokonywać na konto fundacji:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba”

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: „467 pomoc w leczeniu Liliany Leśniak”

 

Jeśli zechcecie polubić profil Lilusi na Facebooku i śledzić jej postępy w walce z chorobą zajrzyjcie tutaj.

 

A dokładną historię Lilusi, wszystkie formy pomocy i możliwości kontaktu z rodzicami możecie poznać klikając tutaj.

lilusia_1

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Papież Franciszek: Dlaczego dzieci cierpią? Na to pytanie nie ma odpowiedzi.

  2. Życie jestbardzo niesprawiedliwe !
    A choroba ci cierpienie dziecka, jest najgorszym co może spotkać .
    Wytrwałości dla rodziców i dużo zdrówka dla Lili

  3. Życie jest nie sprawiedliwe… A najbardziej nas boli jak chorują te nasze kochane istotki. Dużo zdrowka …Lili…

  4. Przelane :) Może nie wiele,ale zawsze małe co nieco.Oby w końcu zdjagnozować Lilianke ;)

  5. Strasznie smutne i niesprawiedliwe :(

  6. Może to głupie, może zbyt oczywiste pytanie, ale czy badaliście dziecko pod kątem adrenomieloneuropatii (AMN) ?

    1. Krzysztof Leśniak

      Witam, z tego, co przeczytałem, to ta choroba dotyczy mężczyzn. Czytałem na wiki, więc informacje niepewne.

  7. Pytanie-dlaczego ten świat jest taki nie sprawiedliwy dla dzieci,nie które aniołki dlaczego tak szybko odchodzą z tego świata,gdzie jest Bóg,nie sprawiedliwe.

  8. bardzo mi smutno jak dzieci chorują

  9. Smutne bardzo.. i niesprawiedliwe

  10. Widać że nie słuchaliscie dokładnie co mówił Papież Franciszek gdy odwiedził chore dzieci.Że, to jedna z tajemnic na które nie znamy odpowiedzi,dlaczego dzieci chorują i umierają.To „młyn na wode” dla osób które nie dowierzają czy nie wierzą w Boga.Jeden argument przeciw.Tylko czemu nie zadają pytań np jak to się stało że Marta Rubin żyła przez 52 lata bez jedzenia i picia..?Dlaczego stygmatycy krwawią a się nie wykrwawiają?Na takie pytania też nie ma racjonalnego wytłumaczenia.Oczywiście ,że serce ściska gdy dziecko choruje,cierpi czy umiera ale nie wińmy za wszystko Boga,który jest miłosierny.Kiedyś doczekamy się odpowiedzi dlaczego

    1. Jasne, że nie można winić za wszystko kogoś kogo zwyczajnie nie ma (y)

    2. A z kąd wiesz –?byłaś wszędzie ?
      Sprawdzałaś? —może stoi tusz za tobą—

    3. Nie prawdą jest to że ludzie którzy są źli i nie wierzą w Boga bo właśnie ci mają zdrowie dzieci ci którzy wierzą i są dobrymi ludźmi rodzą im się chorę dzieci.
      Każdy człowiek ma prawo wierzyć w co chce, jestem katoliczką ale nie narzucam nikomu w co ma wierzyć.

    4. Aneta Trala jest Pani młodą a jakże mądrą osobą ,gdyby więcej ludzi myślało w taki sposób to pewnie byłoby mniej waśni,kłótni a przede wszystkim dramatu wojny….
      Przecież jest tyle naturalnych katastrof:wulkany,powodzie,
      trzęsienia ziemi,tsunamiitp.
      Ludzie żyją w bardzo zawężonym myśleniu…..

  11. Trzeba mieć nadzieję i wiarę w Boga. On wie co robi choć czasem ciężko pogodzić się z jego decyzją. Mam dzieci i nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji. Pozostaje mi tylko życzyć rodzinie dużo siły i wytrwałości a Lilusi chcę powiedzieć, że jestem z nią i będę o niej myśleć.

  12. Bog nie kaze. Nie przez Boga jest tyle nienawisci zla morderstw ale przez ludzi. Ludzie ludziom zgotowali ten los.

    1. a trzęsienia ziemi i inne klęski na które ludzie nie mają wpływu?

    2. To nie jest tak ze jeden czlowiek odpowiada za to co sie dzieje tylko jest duzo zla sklada sie na to wszystko razem. Tak mi sie wydaje.

    3. wszystko co dobre to od Boga, a co złe to od ludzi?

    4. Magdalena Szymkowiak akurat za klęski i nawet trzęsienia ziemi ludzie są w dużej mierze odpowiedzialni. Poczytaj sobie chociazby o Haarp , chemtrails, żywności GMO

    5. Zgadzam się z wami Bóg nie każe tylko ludzie się sami krzywdzą

    6. Jasne, że nie przez Boga bo nikt taki nie istnieje !!!

    7. Patrzac na pania mozna tak rzec. A serio a to ze moze pani wstac po przespanej nocy ze jest pani zdrowa ze chodzi pani po tym swiecie. Kazdy wlos na naszej glowie jest policzony. Mam nadzieje ze kiedys pani doswiadczy istnienie Boga. Nie badz niedowiarkiem ale wierzacym niektorzy musza wlozyc reke w bok przebity zeby uwierzyc a niektorzy to poprostu wiedza.

    8. Jeśli nie ma Boga,to dlaczego Pani się urodziła, co za stwór Panią stworzył z jajeczka i plemnika, wykształciłaś się kobieto z rozumem i rozeznanie co to jest dobre,a co złe,a może ten stwór zapomniał wykształcić w twoim ciele tego.?
      Przed snem pomyśl że jesteś Cudem.

  13. Niech jej Pan Bóg dopomoze,Bóg zapłać.

  14. Niech Pan Bóg jej pomoże żeby dalej była z nami.

  15. Słoneczko dużo zdrówka dla Ciebie Musi być dobrze ❤

  16. Boga nie ma. A świat nie jest przyjaznym miejscem dla nikogo z nas.

  17. Nie mogłam uspokoić moich łez widząc tą małą kruszynke. Takich jak ona jest wiele kruszyn. Mając dziedzinie każdy z nas jako rodzic pragniemy by nasze pociechy były zdrowe i cieszylibysmy się by te postępy zdrowia polepszaly się dzięki nam .także pomagamy takim kruszynom.

  18. Wytrwałości i sił w pokonywaniu codziennych obowiązkach

  19. Najświętsza panienko weź w swoje ramiona Lilusie i jej rodziców ukoj ich ból i wstaw się za nimi u swego syna Jezusa Chrystusa

  20. Dużo zdrówka księżniczko

  21. Wierzę,że będzie dobrze!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Im więcej pogardy, tym trudniej o porozumienie i wzajemny szacunek


Nie sądziłam, że przyjdzie mi zajmować stanowisko odnośnie do kwestii aborcji w naszym kraju. Niestety, przy okazji prób naruszenia istniejącego kompromisu, a w zasadzie wobec postawy Kościoła i prawicowych polityków względem kobiet, po prostu muszę się wypowiedzieć.

Żeby nie było nieporozumień – jestem osobą wierzącą, ale nie w hierarchię kościelną. Mam ciągoty prawicowe, a w zasadzie nawet umiarkowanie nacjonalistyczne, ale daleko mi mentalnie do miłych panów z bejsbolami, wrzeszczących hasła “Polska dla Polaków”. Jestem przeciwniczką aborcji “na życzenie”, ale w sytuacji gdy kobieta MUSI dokonać trudnego wyboru w przypadku konieczności aborcji, powinna mieć do tego prawo. Bez oskarżania, osądzania, bez piętna wypalanego na czole. To musi być straszliwy dramat każdej z tych przyszłych – niedoszłych matek, które decydują się na taki krok. Ja mam wielkie szczęście, jestem mamą i na tę chwilę, aborcja jest absolutnie poza moim psychicznym zasięgiem. 

Nie o samą aborcję jednak mi chodzi!

Spór o jej legalność bądź nie, mnie nie dziwi. Mamy XXI wiek, równouprawnienie, wolność wyboru i wypowiedzi. Możemy i powinniśmy rozmawiać, ale to musi być dialog, a nie monolog pomiędzy połączonymi siłami Kościoła z politykami, a masą kobiet, które w większości walczą o zachowanie status quo w tej kwestii.

Jestem zażenowana wypowiedziami polityków, którzy przerzucają się argumentami od czapy, ubliżają kobietom i drwią z nich publicznie. Powiedzenie mnie, jako kobiecie, że nie powinnam uprawiać seksu, żeby nie musieć krzyczeć o prawo wyboru, jest poniżej krytyki. To my – kobiety same sobie jesteśmy winne, bo rozkładamy nogi? A co z tymi “psami”, co biorą jak im “suka” da? Gdzie ich odpowiedzialność, gdzie ten ciężar? I niestety, panowie księża zabierają coraz śmielej głos, nie wiedząc chyba o czym mowa, bo sądząc po kolejnej aferze dotyczącej molestowania dzieci, na co dzień zdecydowanie wolą sprawy nieletnich chłopców od spraw kobiet.

Wmurowało mnie, gdy czytałam wypowiedzi posła Kukiza – i od razu mi się skojarzyło, że wspominał  coś, że jak będzie politykiem, to można go “po mordzie prać”. Szkoda, że do Warszawy mam daleko, bo pewnie ode mnie by dostał za swoje wypowiedzi:

Jestem zwolennikiem utrzymania tej ustawy. Nie mogę zgodzić się ze względów etycznych na projekt, który mówi: róbta, co chceta ze swoim dzieckiem, bo to moje ciało. Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało, i tyle. To ciało i kiedy się dawało, i jak się dawało, że się nie rozleciało…” (źródło: wiadomosci.dziennik.pl)

Komu się DAWAŁO?? Serio???

Chrześcijanin, katolik, osoba, która szacunek do bliźniego powinna mieć we krwi. Swoją drogą, ciekawa jestem, co na to jego córki?

I na dokładkę ton wypowiedzi prawicowych publicystów i działaczy pokroju panów Terlikowskiego i Waszczykowskiego -, porównywanie nas do SS, czy też do bab którym seks nie grozi, a które zabierają głos w sprawie (tak, chodzi tu o niejedną wypowiedź dotyczącą Doroty Wellman czy Pauliny Młynarskiej).

Zniszczył mnie pan Pospieszalski mówiąc “ Dorota Wellman… Jak ja słyszę, że ona krzyczy „nie jesteśmy krowami”… No, w przypadku pani Doroty Wellman radziłbym jednak bardziej oszczędne sformułowanie porównań do trzody hodowlanej, bo… to jest bardzo przykre. (źródło: wyborcza.pl). W domyśle dla mnie jasne jest, do czego ten ‘dżentelmen” podbijał, obrażając panią Wellman.

W kolano strzela sobie wreszcie sam Kościół, słowami arcybiskupa Hosera (tutaj). Argument, że zgwałcona kobieta nie zajdzie w ciążę ze stresu, więc aborcja nie jest potrzebna, sprawił, że intelektualnie skisłam!!! Żenujące, naprawdę.

Zarówno kościół, jak i prawica robią wszystko, by także zwolennicy haseł “Bóg, Honor, Ojczyzna” zaczęli się od nich odwracać. Ja właśnie to zrobiłam, mimo że żadna frakcja polityczna nie jest tą, na którą z czystym sumieniem głosowałam w wyborach. Na kolejne nie pójdę, bo skoro moja Ojczyzna pogrąża się sama, to ja więcej nie muszę przykładać do tego ręki. Księżom proponuję powrót na ambony, bo na scenie politycznej zdecydowanie dla nich za ciasno. A politykom zalecam lekcje etykiety i szacunku do innych ludzi, bo to podstawa, jeśli chce się reprezentować naród.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Szlag mnie trafia jak slyszę takie komentarze, zgadzam się z Tobą!!!

    1. ich poziom jest naprawdę żenujący.

    2. to prawda, upadli już strasznie nisko, z wiejskiej prosto do chlewu z tymi świniami o których tak wspominali…

  2. Ja tylko nie rozumiem Twojej konkluzji, że nie pójdziesz na wybory.

  3. Cały artykuł świetny i zgadzam się z Tobą w 100% tylko błagam idźmy na następne wybory bo jak ta młodsza część społeczeństwa nie pójdzie to zagłosują berety i PiS znowu wygra. Pozdrawiam

    1. Agato, tyle że na wyborach znów przyjdzie wybierać mniejsze zło… Również pozdrawiam.

  4. Nie pójdę, bo summa summarum zamiast wymarzonej polityki mam to samo cwaniactwo co przy poprzednim rządzie. Nie chce przykładać do tego ręki, to nie są moi reprezentanci. Czekam na osobowość pokroju Marszałka, a póki co widzę ludzi stających w jednym rzędzie z Kasztanką, nie Piłsudskim.

  5. Tylko, że jak nie pójdziesz na wybory to jest większa szansa, że znowu takie cwaniaki będą przy władzy, bo ich elektorat się zmobilizuje…

  6. „Pokrętna jest logika przedstawicieli Platformy i Nowoczesnej. Jeszcze w poniedziałek protestują oni na ulicach polskich miast przeciwko społecznemu projektowi ustawy „Stop aborcji”. Trzy dni później, kiedy projekt ten można uwalić na komisji sejmowej, chcą przesunąć prace nad nim aż do 11 stycznia 2017 roku! Powstaje pytanie – dlaczego posłowie tych partii chcieli wydłużenia aborcyjnej nawalanki? Jakie korzyści miały by wynikać z tego faktu?

    Hipokryzję PO i Nowoczesnej świetnie demaskuje Piotr „Liroy” Marzec” http://niewygodne.info.pl/artykul7/03339-Liroy-demaskuje-hipokryzje-PO-i-N-w-spr-aborcji.htm

  7. Tu nie chodzi o aborcję, ani tym bardziej o jakikolwiek szacunek do kobiet (który notabene partie prawicowe właśnie mają najwięcej dla nas, matek, córek, babć…). tutaj chodzi wyłącznie o paliwo dla opozycji, która wykorzystuje instrumentalnie kobiety dla swoich celów (wmawianie Polakom i światu, że w naszej Ojczyźnie łamana jest demokracja). Trudno jest im pogodzić się z wyborczą porażką, i szukają sposobu na powrót do władzy. Naród ma już dosyć Trybunału Konstytucyjnego, to znaleźli inny „nośny” temat. Poza tym, aborcja zawsze była tematem zastępczym, którym „przykrywa” się inne problemy, np.: reprywatyzacja Warszawy, afery pani Gronkiewicz, sprawa czyścicieli kamienic, marihuany na działce męża, SMS-y sędziów, z których wynika, że „kombinują” przy TK aby Rzepliński dalej „trwał” na stołku, afera Amber Gold, z Tuskiem i jego synem w tle, czy wreszcie sprawa CETA. Tak więc, dziewczyny, trochę spokoju, zdrowego rozsądku i szerszego spojrzenia. Akurat ten rząd, jako pierwszy zaczął dbać o polską rodzinę, polską gospodarkę, polską historię, o Polaków. Pani Kopacz i PO mieli 8 lat na zdziałanie cudów, zadbali tylko o swoje „korytka” (Tusk i Bieńkowska „ale jaja”, mają najwięcej).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Energylandia – jak wydać kupę kasy w 1 dzień i czy w ogóle warto?


Masz ochotę na odrobinę szaleństwa? Chcesz sprawić swemu dziecku ogromną radość? A może szukasz pomysłu na to jak spędzić czas z rodziną lub przyjaciółmi, inaczej niż na co dzień? Jest takie miejsce, które łączy w sobie wszystkie te cechy – Energylandia. 

Energylandia to rodzinny park rozrywki w Zatorze (woj. małopolskie). Zajmuje ogromną przestrzeń i mieści całe mnóstwo przeróżnych atrakcji, podzielonych na trzy strefy: dziecięcą, familijną i ekstremalną. Ponadto znajduje się tam również park wodny ze sztuczną plażą oraz część festiwalowa, w której latem organizowane są bardzo fajne koncerty.

Podobno jest to największe wesołe miasteczko w Polsce i prawdopodobnie prędko się to nie zmieni ponieważ wciąż przybywa w nim nowych atrakcji (w tym roku stanęły tam między innymi dwa ogromne roller coaster`y), a na 2017 rok zaplanowano już trzy kolejne! I nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa co tym razem się tam pojawi.

Jak na rodzinny park przystało, nie brakuje tam punktów gastronomicznych, z szeroką ofertą obiadów – od fast foodów, przez pizzerie, dania z grilla, aż po smażalnie ryb. Są tam również kawiarnie, lodziarnie i puby – tak więc do wyboru, do koloru, każdy znajdzie coś dla siebie i nabierze sił, gdy już z nich opadnie po wielogodzinnych szaleństwach.

A jak już przy posiłkach i szaleństwach jesteśmy, to co bardzo mi się spodobało to, że na terenie całego parku jest dużo zieleni, ławeczek i leżaków, gdzie można sobie swobodnie przycupnąć i najzwyczajniej w świecie odpocząć lub zrobić mały piknik. Można też wygrzać się na słoneczku, o ile trafi się na taką piękną pogodę, jaką my mieliśmy.

No dobrze plusów jest sporo – masa atrakcji, różnorodne jedzenie, ogrom zieleni wkoło, czyste toalety, nawet fajny pokój dla rodziców z małymi dziećmi, gdzie można w ciszy i spokoju przewinąć malucha, nakarmić albo po prostu odpocząć.

Czy są więc jakieś wady tego miejsca? Niestety tak dobrze nie ma, żeby nie można było się do czegoś przyczepić i minusów kilka jest…

Pierwszy to tłumy ludzi, szczególnie w weekendy i inne dni wolne od pracy. Parking pęka wówczas w szwach, a do poszczególnych atrakcji trzeba stać w naprawdę długich kolejkach – z relacji znajomych wiem, że do niektórych punktów czasem stoi się nawet 1 godzinę! Z tego względu my wybraliśmy się w piątek, na dodatek wrześniowy, a więc poza sezonem wakacyjnym, bo przypuszczam, że latem to i w tygodniu może być tłoczno. Nie powiem, żeby tego dnia było pusto, ale raczej się o nikogo nie obijaliśmy i nie zmarnowaliśmy zbyt dużo czasu na kolejki.

Drugi minus, to zbyt krótki czas otwarcia parku – w sezonie od 10.00 do 20.00, poza sezonem od 10.00 do 18.00. Zważywszy na ilość atrakcji i ludzi, nie pozwala to na spokojną zabawę, przeplataną odpoczynkiem i słodkim lenistwem na łonie natury, której tam nie brakuje. Raczej trzeba to wesołe miasteczko obejść dość sprawnie, najlepiej z mapą w ręku, bo inaczej może się okazać, że na skorzystanie ze wszystkich punktów zabraknie nam czasu.

Trzecim minusem i chyba największym jest cena. Koszt biletu dla osoby dorosłej to 109 zł, dla dzieci do 140 cm wzrostu 59.00 zł i dla maluchów do 3 roku życia 1 zł. W naszym przypadku, czyli w rodzinie 2 + 2 (w tym 8 miesięczna Pola) koszt biletów to aż 278 zł! A biorąc pod uwagę fakt, że nie zawsze rodzic korzysta ze wszystkich dostępnych atrakcji, bo czasem jedzie tylko jako opiekun nieletniego dziecka, cena wejściówki dla niego jest tym bardziej ogromna. I gwoli ścisłości, nie chodzi o to, że bilet sam w sobie jest drogi, bo atrakcji do wykorzystania jest naprawdę sporo, ale chodzi o to, że dla rodzica, który chce zabrać do takiego parku całą swoją rodzinę, sumarycznie wychodzi olbrzymi koszt.

Do ceny biletu trzeba jeszcze doliczyć dojazd no i jedzenie oraz picie. Oczywiście w ramach oszczędności można zapakować w plecaki własne kanapki i herbatę w termosie, ale jeśli ktoś z jakiegoś powodu nie chce wnosić na teren parku własnego pożywienia to lekko licząc, dla 3 osobowej rodziny jednodniowy wypad do Energylandii to koszt rzędu 500 złotych!!

Nam akurat się udało, bo skorzystaliśmy z dofinansowania ze związków zawodowych, które zorganizowały taką wycieczkę dla pracowników (dla grup park przewiduje zniżki), dlatego nas ten wypad aż tak nie zabolał finansowo, ale jednogłośnie stwierdziliśmy z mężem, że lepiej jest trochę dołożyć i pojechać gdzieś na kilkudniowe wakacje.

No chyba, że ktoś na brak kasy nie narzeka i ma ochotę na trochę adrenaliny, jaką dają atrakcje w strefie ekstremalnej – bo nie oszukujmy się, w strefie familijnej i dziecięcej, nie ma niczego, co na dorosłym człowieku wywrze wielkie wrażenie – to wtedy owszem, warto pojechać. Najlepiej z paczką przyjaciół, z którą można wspólnie poszaleć, pośmiać się i pokrzyczeć ;-)

P.s. Jeśli ktoś szuka pomysłu na zabawę Halloween`ową, to może pokusi się o wypad do Energylandii 22 października na Halloween Night ;-)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Takie minusy, to w sumie nie minusy ;)
    … bo niestety chyba wszędzie na świecie jest podobnie w miejscach, gdzie można się super bawić.

  2. No fajnie byłoby gdyby to było tańsze ale naprawdę super się wybawilismy

    1. My też się wybawiliśmy. Syn był wniebowzięty – z tego względu uważam, że warto było. Ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę fakt, że mam rodzinę, uważam że bilety są drogie.

  3. Nie wierzę, że ktokolwiek może uważać cenę za wysoka przy takiej liczbie atrakcji. Wystarczy policzyć, ile zaplacilibysmy w pierwszyym lepszym wesołym miasteczku za taką liczbę przejazdzek .

    1. Ale przecież nie chodzi o to, że cena jest wysoka na taką ilość atrakcji, a o to, że to krocie dla rodziny z dziećmi. Cena jest dobra dla singla, nie dla rodzica który chce zabrać tam całą swoją rodzinę.

    2. Nie możemy zapominać, że zapewne taki park generuje koszty nie z tej ziemi, a dodatkowo jest tylko biznesem, na którym ktoś chce zwyczajnie zarobić. I zgadzam się, że cena sama w sobie jest wysoka, no ale jeśli wziąć pod uwagę ilość atrakcji, uważam, że nadal warto.

  4. cena kosmiczna ale chyba gdyby było taniej tłumy byłyby większe. ja osobiście nie byłam ale od kilku osób już słyszałam że rewelacja. Jeśli chce się zrobić atrakcję tylko dla dziecka a samemu jechać jako opiekun to warto poczekać aż dziecko pojedzie na wycieczkę klasową ze szkoły ;-) u nas w szkole dużo klas tam jedzie

  5. Kiedys przynajmniej byly bilety rodzinne …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Mama i dziecko na treningu — test odzieży sportowej


Kilka razy w roku przychodzi „czas na zmiany!” – zaczynam ćwiczyć! Koniec lata to dla wielu osób idealny moment, by wprowadzić w życie nowe postanowienia. Sporo moich znajomych wykupiło właśnie karnety na siłownię i zajęcia sportowe, a ich dzieci zaczynają treningi w klubach sportowych. Super!

Jeśli jeszcze nie uprawiasz żadnego sportu, pamiętaj, że każdy dzień jest dobry, żeby zacząć, więc nie czekaj do Nowego Roku lub do swoich urodzin. Mnie do ćwiczeń zmotywował mój mąż i choć pierwsze kroki nie były łatwe, weszło mi już to w nawyk i nie wyobrażam sobie tygodnia bez aktywności fizycznej.

Natomiast rzecz z naszym synem była zupełnie inna – jako dziecko, które rozpiera energia, potrzebował sposobu na jej dobre wykorzystanie. Znasz to, gdy maluch nie potrafi wysiedzieć w miejscu i choć Ty już padasz na twarz, on ciągle ma mnóstwo siły? Na szczęście zajęć ruchowych dla dzieci jest całe mnóstwo – my zainwestowaliśmy w trampolinę i rower, treningi pływackie i łucznicze.

Wybór odpowiedniej dyscypliny sportowej to pierwszy ważny krok – tak, by była skrojona na miarę Twoją i Twojego dziecka.

Kolejny krok to wybór stroju do ćwiczeń — według mnie bardzo istotny. Nawet jeśli ćwiczysz w domu — nie rób tego w rozciągniętym podkoszulku. To tak jak z pracą w domu – warto ubrać się, jak do wyjścia, a nie pracować w piżamie. Ubiór ma znaczenie – ważne, by czuć się w nim wygodnie, powinien być funkcjonalny, wytrzymały, ale i ładny. Najgorsze co może być, to fatalnie dopasowany stanik, źle dobrane buty, czy za luźna koszulka – to wszystko po prostu przeszkadza i wkurza.

Chciałam się podzielić dziś z Wami moją opinią na temat kolekcji odzieży z sieci sklepów sportowych Decathlon – strojów dla dorosłych i dla dzieci. Ja od miesiąca testuję top, legginsy, stanik i buty do fitnessu, a mój syn – specjalistyczną odzież dla dzieci: spodenki, koszulkę i buty.

Pierwszy rzut oka

Nasze stroje do treningu bardzo nam się podobają. Mój zestaw to połączenie praktycznego czarnego koloru z modnymi teraz wstawkami w energetyzujących kolorach. Komplet Aleksa jest w jego ulubionym granatowym kolorze i dzięki temu może z niego korzystać na lekcji w-fu. Zwróciłam uwagę na jakość szycia i dbałość o szczegóły. Ponieważ nasza odzież ładnie wygląda,  leży jak ulał i jest starannie wykonana – ja i mój syn przyznajemy w tej kategorii piątkę z plusem.

W czasie ćwiczeń

Aleks

dsc_5689

Spodenki – cieszę się, że oprócz gumki, posiadają sznurek, który można ściągnąć w talii i spodenki nie spadają (Aleks jest szczupłym chłopcem). Lejący materiał nie podrażnia skóry i nie krępuje ruchów. Za to się trochę gniecie, co dla niektórych perfekcjonistów może być minusem. Koszulka uszyta jest z miękkiego niegniecącego się, przyjemnego materiału, który ma dobrą oddychalność i odprowadzanie potu. No właśnie, dzieci też się pocą podczas ćwiczeń, więc warto zainteresować się także dla nich odzieżą techniczną, która wchłania i odprowadza wilgoć.

Buty – podeszwa jest elastyczna i miękka, są wygodne i lekkie. Sposób wiązania – idealny dla dziecka – mocno trzymające stopę sznurowanie i pasek z rzepem. Cały kompletny strój niewiele waży, nie obciąża nadto szkolnego tornistra, czy torby treningowej. Kolejny ogromny plus – spodenki i koszulka bardzo szybko schną. Jeśli jest potrzeba, po ćwiczeniach można je wyprać, wywiesić do wyschnięcia i na drugi dzień są gotowe do użycia. Co ważne nie straciły koloru po kilku praniach w pralce. Według mnie dziecięca kolekcja Domyos sprawdza się w stu procentach.

dsc_5708

dsc_5703

dsc_5700

dsc_5697

dsc_5695

dsc_5693

dsc_5713

Basia

dsc_5732

Bardzo jestem zadowolona ze stanika – wkładany przez głowę, nie krępuje ruchów, nie posiada fiszbin, gumka pod biustem dokładnie przylega do ciała, ale nie wrzyna się i nie zsuwa, biustonosz podczas skoków zostaje na swoim miejscu, przepuszcza powietrze, a kształt w literę X na plecach umożliwia odprowadzanie wilgoci.

Legginsy dobrze przylegają w pasie, biodrach, udach, w czasie ćwiczeń nie muszę ich podciągać ani poprawiać! Legginsy dopasowują się do ruchów, przez co nie marszczą się, ale i nie dają uczucia ściągnięcia. I co najważniejsze ćwicząc mam odczucie suchej skóry, żadnej nieprzyjemnej wilgoci między moim ciałem a ubraniem. Po miesiącu użytkowania nic się strzępi i nie rozchodzi na szwach. Po kilku treningach i praniach nie zdeformowały się i nie rozciągnęły.

Top – jest ok, wygodny, oddychający, nie ma się do czego przyczepić.

Buty – bardzo lekkie, posiadają elastyczną podeszwę, która ma dobrą przyczepność, a stopa jest w nich stabilna i dobrze się trzyma. Podeszwa nie jest za cienka i całkiem nieźle amortyzuje podczas podskoków. Jednego czego nie wiem, czy są wytrzymałe, bo miesiąc użytkowania to zdecydowanie za krótki okres, by stwierdzić, czy nie rozpadną się zbyt szybko. Mam nadzieję, że posłużą mi dłużej, bo po prostu bardzo mi się podobają i fajnie pasują do reszty stroju.

dsc_5727

dsc_5751

dsc_5755

dsc_5759

dsc_5763

dsc_5766

 

dsc_5767

dsc_5768

dsc_5779

dsc_5778
Podsumowując — w naszym przypadku sprawdziła się zasada pierwszego pozytywnego wrażenia. Polecamy!!!

Zdjęcia: Basia


Wpis powstał we współpracy z Decathlon

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Świtne buty i stanik, muszę dołączyć je do mojego zestawu na fitness :)

  2. Lubię, nawet bardzo. Ubieram w te sportowe rzeczy i siebie i dzieciaki.

  3. Wyginam śmiało ciało :) no nie spodziewałam się takich zdjęć po Basi. Powinno być dozwolone od lat 18 :p

  4. Lewandowska odpada w przedbiegach,nawet z handikapem wieku ;)

  5. Też mam kilka ciuszków sportowych z decathlonu i sobie chwalę ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku