Daleko mi do pozbawionej wad matki idealnej. A Tobie?

Daleko mi do pozbawionej wad matki idealnej. A Tobie?


Basia Heppa-Chudy

15 sierpnia 2017

MATKA NR 1

Mijasz ją na ulicy – szalenie zgrabna, ma uda bez grama tłuszczu, płaski brzuch i jest tak szczupła, jak ty nie byłaś nawet w poprzednim wcieleniu. W dodatku ma trójkę dzieci i jesteś pewna, że pod okryciem wierzchnim jej skóra jest jędrna i gładka, jak twoja, gdy miałaś jakieś osiemnaście lat.

MATKA NR 2

Rozmawiasz z nią przez telefon – radosnym głosem opowiada, jaki dobry kryminał właśnie skończyła i szczerze nie rozumie, że nie zaczęłaś książki, którą pożyczyła ci pół roku temu. Dodaje, że wczoraj zobaczyła na targu wiśnie w koszyku i nie mogła im się oprzeć. W rezultacie zrobiła dwadzieścia słoików dżemów wiśniowych i to nie używając drylownicy. Słysząc to z wyrzutami sumienia, spoglądasz na upapraną dżemem z biedronki buzię swojego dziecka.

MATKA NR 3

Spotykasz ją przypadkiem w centrum handlowym, ale bardzo się śpieszy, bo za chwile ma spotkanie ze Szwedami w sprawie ważnego przetargu. Owszem jakiś czas temu się wahała, czy wrócić do pracy, ale szybko podjęła decyzję – zresztą najlepszą w swoim życiu – bo nie dopadła jej rutyna, nie wypadła z zawodowego obiegu, ba, nie ominął ją awans! No i czuje, że nie stoi w miejscu i się rozwija. Świetnie radzi sobie w godzeniu obu życiowych ról – po prostu jest dobrze zorganizowana.

MATKA NR 4

Siedzi z tobą czasami w piaskownicy i dziwnie ci się przygląda, jak pociskasz dziecku bułkę i poisz soczkiem. Okazuje się, że ona by tego nigdy, bo tylko woda jest najzdrowsza, a na drugie śniadanko własnoręcznie przetarte owoce – wróć! Nie przeciera ich przecież, bo ominęła etap papek, karmi przecież BLW. A w ogóle zbiera się już do domu, żeby ugotować zupę (zagęszczoną nasionami chia), drugie (z quinoa zamiast ryżu) i deser (możesz się założyć, że z jagodami goji). Ty na wszelki wypadek przemilczasz fakt, że dziś jecie z mężem ruskie z folii.

MATKA NR 5

Wrzuca na fejsa fotki swoich cudnych dzieci z występów, zawodów, foty medali i dyplomów… A przed chwilą zamieściła zdjęcie córki z finału regionalnego konkursu pięknego czytania, zaraz po tym, gdy podpisałaś w zeszycie korespondencji informację „Proszę w domu ćwiczyć z synem czytanie”.

MATKA NR 6

Trafiasz na nią, gdy wychodzisz z marketu z promocyjnie kupionymi cotton balls. Dowiadujesz się, że wydałaś niepotrzebnie kasę, idziesz na łatwiznę, bo takie dekoracje można zrobić samemu i jaka wtedy jest satysfakcja. Ona na przykład przedwczoraj szyła pół nocy girlandę z chorągiewek, a wczoraj robiła pompony (te modne ostatnio, które są nieodzownym atrybutem aranżacji pokoju dziewczynek). To nic trudnego, tylko kwestia wizyty w kilku sklepach papierniczych i paru godzin wycinania.

MATKA NR 7

Widziałaś ją dziś przez okno, jak z gracją pchała wózek w śnieżnobiałych tenisówkach, lśniących, modnie ściętych i układających się w gładką taflę włosach oraz z profesjonalnym makijażem pewnie z podkładem, nałożonym gąbeczką, pudrem, różem i długimi rzęsami podkręconymi zalotką. I choć patrzysz na nią –  z nosem przy szybie, w niewyjściowym dresie –  to wyraźnie czujesz tę delikatną nutę perfum, która ją otacza niczym poranna mgiełka.

MATKA NR 8

Umówiłyście na kawę i dowiedziałaś się, że ona zupełnie nie rozumie, jak można dzieciom kupować świecące, grające, kolorowe i pseudo edukacyjne zabawki z plastiku. Jest przecież taki wybór pięknych drewnianych, które naprawdę rozwijają kreatywność. Wyjątek w kwestii zabawek na baterie stanowi szumiś, bez którego dwa lata temu nie wyobrażała sobie wychować swojego dziecka. Siedzisz jak na szpilkach, w obawie by nagle w twojej torebce nie włączyło się migające, samoporuszające się i grające „Jingle bells” autko.

I tak dalej, i tak dalej…

Mogłabym pewnie spokojnie dobić do setki przykładów matek, przez które dostajemy skurczu brzucha i ścisku gardła, od których czujemy się gorsze. Niestety mit idealnej matki, ciągłe rozliczanie samych siebie, wyrzuty sumienia, a nawet poczucie winy, tkwią w naszych kobiecych umysłach. Wciąż czujemy, że musimy być lepsze. Tymczasem każda z powyższych mam, którym gdzieś w środku zazdrościmy, ma chwile zniechęcenia, zmęczenia i nieraz brakuje jej cierpliwości. Ona też ma swoją zabieganą szarą codzienność. Każda popełnia błędy i ma na swoim koncie mniejsze lub większe grzeszki.

Oj daleko mi do matki idealnej. Daleko! Staram się jednak być spokojna i być sobą – jestem mamą dla mojego dziecka, a nie dla wyników w ogólnoświatowym konkursie piękności i zaradności. Ty też pamiętaj, że nie musisz być perfekcyjna. Każda z nas jest wyjątkowa, niepowtarzalna i najlepsza dla swojego dziecka. I nigdy żadna inna jej nie przebije. Przestań więc być dla siebie ostra i mieć pretensje o niebycie ideałem. Wyluzuj. Po prostu wyluzuj.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Parówki są spoko jedli maja dobry skład. Jak dzieci mają ochotę kupuję im piratki z Lidla

  2. Dobrze przeczytać coś takiego, od razu lepiej na sercu. Mi to powinien ktoś codziennie przypominać żebym wyluzowala.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Dojrzałość emocjonalna dziecka. Jak mądrze ją rozwijać

Dojrzałość emocjonalna dziecka. Jak mądrze ją rozwijać


Agnieszka Jelinek

14 sierpnia 2017

Za nami już połowa sierpnia, co przypominają nam uginające się od szkolnych materiałów półki sklepowe . Rodzice oprócz wyposażenia tornistra i piórnika muszą zwrócić uwagę, czy ich dziecko jest gotowe, by pójść do szkoły. Psycholodzy i pedagodzy mówią często tutaj o dojrzałości szkolnej. To pedagogiczny żargon. Dojrzałość szkolna obejmuje rozwój fizyczny i psychiczny, na który składa się emocjonalny, społeczny i umysłowy. Przed wami kilka sposób jak kształtować i rozwijać dojrzałość emocjonalną dziecka.

Zastanówmy się do czego musimy przygotować dziecko, co czeka go po przekroczeniu progu szkolnego? Hałas na korytarzu, niekiedy dochodzący do 90 decybeli – to głośniej niż pralka. Dzwonki na lekcje regulują rytm pracy i odpoczynku, inny budynek, nauczycielka. To wszystko sprawia, że dziecko jest oszołomione nowością. Do tego mogą dojść na początku sytuacje, w których nauczyciel prosi konkretnego ucznia o rozwiązanie zadania przy tablicy. O ile materiał jest jeszcze łatwy do zrozumienia, to zadowolenie dziecka szkołą jest duże. Jednak po kilku tygodniach nauki szkolnej, u niektórych pociech ono słabnie i pojawiają się pierwsze problemy.

Jedną z przyczyn tego zjawiska jest brak dojrzałości szkolnej, a dokładnie brak dojrzałości emocjonalnej.  Mówimy o  niej, gdy dziecko nie radzi sobie w sytuacjach trudnych, na przykład kiedy przegrywa w grze, zabawie, czy nie potrafi spełnić poleceń dorosłego, czy rozwiązać zadania. Dziecko, które nie jest dojrzałe emocjonalnie, będzie nadmiernie przeżywało niepowodzenie, podczas rozwiązywania zadań przy tablicy lub gier ze swoimi rówieśnikami. Widząc spojrzenia innych dzieci, boi się, że sobie nie poradzi. Negatywne emocje blokują procesy intelektualne i w efekcie nie potrafi ono dojść do rozwiązania. Jego myśli się zapętlają. Tego typu warunki wywołują sytuacyjne upośledzenie umysłowe.

Jak zatem rozwijać dojrzałość emocjonalną? Poniżej przedstawiam wam kilka sprawdzonych i skutecznych sposobów.

Gry matematyczne. Profesor Edyta Gruszczyk-Kolczyńska twierdzi, że dzieci trzeba hartować do radzenia sobie w sytuacjach trudnych. Wyjaśnia, że jedną z najlepszych metod do kształtowania tej umiejętności są gry planszowe, ponieważ dziecko niedojrzałe emocjonalnie nie potrafi cierpliwie poczekać na swoją kolejkę, złości się, czasem wpada w “szał” gdy przegrywa lub szybko irytuje się grą.

Na początku proponuję przeprowadzać gry ściganki. Razem z dzieckiem na dużej kartce papieru (np. papier pakunkowy) narysujcie chodniczek, start, metę i wyjaśnijcie zasady. Waszymi pionkami mogą być plastikowe kapsle, zabawki z kinder niespodzianki lub inne drobne przedmioty. Po rozegraniu, tej prostej ściganki warto wprowadzić historyjkę, aby ją uatrakcyjnić i ponownie rozegrać kolejną turę np. wyścig samochodów dookoła świata. Trzecim etapem jest wprowadzenie rozwiniętego wątku matematycznego – np. grzybobranie. Do narysowanego wcześniej chodniczka można dorysować dodatkowe pola, na których połóżcie kasztany, które będzie można zdobyć w trakcie rozgrywki. Godnym polecenia mogą być także gry jak karciane „oczko”, kości, domino itp. Gry stwarzają sytuacje trudne, ponieważ każdy z uczestników chce wygrać, los nie wszystkim sprzyja, nie zawsze musi wygrywać. Wyjaśnianie dziecku, że to tylko gra i że następnym razem może być inaczej, to sposób na hartowanie dojrzałości emocjonalnej.

Baraszkowanie. Jednym z elementów dojrzałości emocjonalnej jest poczucie silnej więzi rodzica z dzieckiem, które daje mu poczucie bezpieczeństwa. Budowanie jej jest możliwe poprzez wspólne baraszkowanie. Rozłóżcie na podłodze koc, a na nim kilka poduszek i połóżcie się razem z dziećmi. Pogłaszczcie je, połaskoczcie, przewieźcie na barana itd. Weronika Sherborne mówi o zabawach w trzech odsłonach. Zabawy „z” polegają na obejmowaniu dziecka, wzajemnym bujaniu, ciągnięciu, robieniu tuneli. Zabawy „razem” to wspólne wykonywanie czynności, np. usiądźcie w rozkroku naprzeciwko siebie, złapcie się za ręce i przeciągajcie się na przemian. Trzecia kategoria kształtuje relacje „przeciwko”.  Polegają one np. na przygniataniu, przepychaniu, przeciąganiu.

Dni adaptacyjne w szkole lub przedszkolu. Placówki w większości organizują takie dni otwarte, pamiętajcie o nich, bo warto przejść się z dzieckiem, pokazać mu miejsce, jego klasę-pomieszczenie. Spotkania adaptacyjne pomagają mu oswoić się z nową sytuacją.

Odgrywanie roli w zabawach tematycznych. Zorganizujcie razem w domu sytuację nauczania, jedno z was będzie nauczycielem, drugie uczniem, zamieńcie się rolami. Niech dziecko przeżyje szkolną lekcję w formie zabawy. Tego typu odgrywanie roli pozwoli mu przygotować się do trudnej sytuacji.

Nie spóźnijcie się, gdy będziecie odbierać dziecko. Jako rodzice jesteście ostoją dla waszych pociech. Jeśli umówiliście się, że odbierzecie je np, po obiedzie, to róbcie wszystko, co w waszej mocy, by być o tej godzinie w szkole, czy przedszkolu. Dzieci choć są małe, świetnie pamiętają, kto i o której godzinie po nich przyjdzie. Niedotrzymanie słowa grozi utratą zaufania, a jego odzyskanie nie jest już takie proste.

Poświęćcie mu uwagę, nie na pięć, czy dziesięć minut. Odstawcie na bok telefony, tablety, najlepiej je wyciszcie, by żadne powiadomienie was nie rozproszyło. Znajdźcie czas by w 100% pobyć ze swoim synem, czy córką. Nie zadawajcie zbyt wielu pytań jak było w szkole, czy przedszkolu,  dajcie się mu wygadać. Pobawcie się w jego ulubioną zabawę, przeczytajcie ulubioną książkę. Te chwile są bezcenne, to inwestycja na przyszłość.

Nie zabierajcie dzieciństwa. Nie przeładujcie dziecka zajęciami dodatkowymi –  swoje ambicje odstawcie na bok. Sama łapię się na tym, że kiedyś nie było takich możliwości, tylu rozmaitych zajęć: tańca, karate, języka i chciałoby się, aby Marcin czy Lusia mogli z tego wachlarza skorzystać. Ale nóż w kieszeni mi się otwiera, gdy słyszę, że sześciolatka przez 5 dni w tygodniu ma dodatkowe lekcje, a to z języka angielskiego, baletu lub plastyki. Kiedy ona ma czas by być sześciolatką – ja w jej wieku biegałam cały dzień po ogrodzie, wspinałam się po drzewach, robiłam maseczki z kwiatków, a wy? Pamiętacie co robiliście gdy mieliście sześć, siedem lat?

Źródła:

Więcej na temat rozwijaniu dojrzałości emocjonalnej poprzez gry matematyczne w książce autorstwa prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej „Dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się matematyki”, WSiP, 2013, strony 245-254.

Więcej o metodzie Weroniki Scherborne w książce „Ruch rozwijający dla dzieci”, WN PWN, 1997, strony 16-48

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Gotowe, wszystko kupione a na zajęcia adaptacyjne chodziły przed pójściem do przedszkola

  2. Nie mam nic kupionego. Tornister i piornik zostaly z 1 klasy, reszta rzeczy po powrocie z wakacji.. w sumie nie mam jeszcze pomyslu co mu kupic, chyba zaczekam na liste rzeczy od naszej Pani l)

  3. Mój Czterolatek chodzi do przedszkola także w wakacje,to Jego drugi dom.Nie mamy się do czego przygotowywać

  4. My we wrześniu rozpoczynamy żłobek i bardzo się boję! A na adaptację będę chodzić na pewno. Zobaczymy, kto przeżyje to lepiej, ja czy synek :p

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Jak będąc mamą przetrwać upały, czyli mamo wrzuć na luz

Jak będąc mamą przetrwać upały, czyli mamo wrzuć na luz


Mirella

11 sierpnia 2017

To nie jest tekst o tym, że trzeba pić dużo wody i unikać słońca. To jest tekst o tym, jak będąc mamą przetrwać upały w towarzystwie dzieci. Kto próbował, ten wie – lekko nie jest. Zmęczone upałem dziecko jest sto razy trudniejsze w obsłudze, niż zmęczony upałem dorosły.

Upał nie jest w naszym klimacie stanem stałym. Trzeba go przetrwać jak każdy kataklizm. Wypadałoby się też na niego przygotować, ale nie zawsze uda nam się obejrzeć prognozę pogody i w porę zadziałać. Przydatne tu są sąsiadki, starsze panie, które namiętnie oglądają telewizję i są na bieżąco ze wszystkimi prognozami.

Jeśli więc droga mamo wiesz, że będzie upał to:

– Zrób zakupy dla całej rodziny na najbliższy tydzień. Pamiętaj o zwiększonej ilości wody mineralnej w butelkach. Kup też na zapas duże ilości makaronów, ryżu, jogurtu, śmietany i lodów. Nie zapomnij o owocach i warzywach. Wybierz te, które mogą kilka dni poleżeć, choćby w lodówce.

– Zawczasu posprzątaj mieszkanie. Nie tak jak na święta, czy przyjazd teściowej, bez przesady. Po prostu posprzątaj. Pochowaj to, co nie powinno zalegać na krzesłach, fotelach i podłodze, zetrzyj kurze, jak dasz radę, to poodkurzaj. Jak nie dasz rady – poproś męża.

– Sprawdź, czy masz w szafie bluzki na ramiączkach. Jak nie masz to koniecznie sobie kup. Możesz też przejrzeć garderobę dzieci, jak chcesz, ale po pierwsze one zawsze mają więcej ciuchów, niż potrzebują, po drugie w upały nie będę na siebie za wiele zakładać, gwarantuję ci to.

 

A kiedy już przyjdzie ten dzień, gdy na termometrze od rana będzie 30°C i ten termometr wcale nie będzie w słońcu, to wtedy droga mamo, wprowadź w życie plan awaryjny:

– Jak nie musisz, to nie wychodź z domu w godzinach największego nasłonecznienia. Mądrzy ludzie twierdzą, że najchłodniej jest przed dziesiątą i po siedemnastej. Z tą siedemnastą to bym się nie zgodziła, w moim lesie dopiero po dziewiętnastej można poczuć ulgę, obstawiam, że w miastach lżej jest dopiero po dwudziestej. No ale powiedzmy, że po tej siedemnastej słońce jest niżej i teoretycznie łatwiej się żyje.

– Odpuść sobie gotowanie skomplikowanych obiadów. W upał nikomu nie chce się jeść, nie tylko tobie, dzieciom też. Wyciągnij z zapasów makaron i jogurt, obiad zrobisz w dziesięć minut. Następnego dnia możesz zaserwować ryż ze śmietaną i cynamonem, a dalej kombinuj. Pamiętaj o tych owocach, które kupiłaś. One też się przydadzą do przygotowania obiadu.

– Miej zawsze pod ręką butelkę wody. Nie tylko po to, żeby stale uzupełniać płyny, ale by móc się szybko napić, gdy dzieci wyprowadzą cię z równowagi swoim marudzeniem. A wyprowadzą na bank, one też źle znoszą upały i nie umieją sobie z nimi poradzić.

– Dzieciom też daj butelkę wody. Jak będą miały stale w zasięgu ręki i wzroku, to będą piły. Jak nie będą miały, to, w większości przypadków, się nie upomną.

– Dla kilkulatków możesz nadmuchać i napełnić wodą basen. Jeśli nie masz ogródka, postaw go na balkonie. Gdy balkon jest od strony południowej, pamiętaj o parasolu. Nie przejmuj się, jeśli dzieci rozchlapią wodę na balkon, a nawet poza niego. No i co z tego? Mało razy zalałaś ulicę przy podlewaniu kwiatów na balkonie?

– To jest ten dzień, gdy twoje dzieci mogą bezkarnie oglądać bajki na komputerze. Mogą też cały dzień grać. Serio. Jeśli tego właśnie chcą, po prostu im pozwól. Po pierwsze dadzą ci spokój, po drugie nie będą się pocić, biegając po domu. Przy okazji nie narobią bałaganu. Upał nie będzie trwał wiecznie. Góra za trzy dni wygonisz od komputera.

– Cokolwiek zaplanowałaś, odpuść sobie. W gorące dni na pewno nie umyjesz okien, nie zrobisz generalnych porządków, nie wybierzesz się na duże zakupy. W takie dni nawet w klimatyzowanych centrach handlowych ciężko jest wytrzymać.

– Dzieciom też odpuść. Posprzątają, jak się ochłodzi. Jeśli przez ich pokój właśnie przeszło tornado, po prostu zamknij drzwi.

– Zdejmij stanik. Serio, serio. Lepiej poczujesz się w cienkiej bluzce na ramiączkach lub cienkim topie. Jeśli nie wychodzisz z domu (a przecież nie wychodzisz, bo jest gorąco) naprawdę nie musisz się torturować usztywnianym biustonoszem.

– Jeśli masz pecha i musisz wyjść z domu, przed wyjściem zmocz koszulkę, a jeśli możesz, także włosy. Ten prosty zabieg da ci przynajmniej pół godziny ochłody i pozwoli dotrzeć tam, dokąd zmierzasz.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U mnie mrożonki ostatnio na obiad. Nie ma się co przemęczać. :p

    1. O to to, a najszybciej robi się pizzę ;)

  2. Mi upał w domu niestraszny bo mam klimatyzator :)

    1. luksus niedostępny nam, szaraczkom :(

  3. My siedzimy od rana do wieczora w przyjemny chłodzie na placu zabaw, albo po 15 jedziemy na basen. Moje dzieci o zgrozo są na słońcu między 11, a 15 oczywiście z umiarem. Wolę to niż pseudosymplementacje Wit. D.

  4. A znacie taką potrawę chłodnik – w zeszłym tygodniu jadłam pierwszy raz w życiu i … bardzo mi smakowało.
    Idealne na upały!

  5. A gdyby tak na obiad lody?
    U mnie dziś moje ulubione bakaliowe z Radoszowska 108
    z dostawą do domu (dzięki mężowi) ;)

  6. Dla mnie torturą jest nie noszenie usztywnianego biustonosza :p 70H wita

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Niemowlętom nie powinno się podawać soków. A wiecie dlaczego?

Niemowlętom nie powinno się podawać soków. A wiecie dlaczego?


Żaklina Kańczucka

10 sierpnia 2017

Moi starsi synowie uwielbiają soki owocowe, niestety nie zawsze są to soki wyciskane w wyciskarce czy robione w sokowirówce, które najczęściej serwuje im babcia. Przyznam, że idę na łatwiznę i kupuję soki w kartonie, choć zwracam uwagę na ich skład. Niestety w wielu przypadkach słowo „sok” należy wziąć w cudzysłów, a powiedzieć „napój”, ponieważ to, co pierwszym rzutem oka wygląda na sok, sokiem często nie jest, bo zawiera dodatki, które sokom nie przystoją.

Pamiętajcie, że o soku możemy mówić tylko wtedy, gdy jest on naturalnie wyciskany z owoców lub warzyw, bez konserwantów, barwników, słodzików i aromatów innych, niż odzyskanych w procesie zagęszczania soków i przecierów.

Najmłodszemu synowi podaję wyłącznie wodę do picia i nie planuję podawać mu soków. Starsi synowie, kiedy byli niemowlętami, również dostawali do picia wodę, a później napoje i soki. Nie wiem, czy wiecie, ale zmieniły się zalecenia dietetyczne niemowląt i soki wcale nie są polecane najmłodszym.

American Academy of Pediatrics zaktualizowało zalecenia żywieniowe dotyczące soków owocowych dla najmłodszych. Okazuje się, że dzieci do ukończenia 12 miesiąca nie powinny w ogóle dostawać soków owocowych. Wcześniej było dozwolone pojenie maluchów sokami po 6 miesiącu życia, obecnie specjaliści zdecydowali, że tak wczesne podawanie soków nie przynosi wymiernych korzyści zdrowotnych i dlatego lepiej w ogóle tego nie robić. A jak dobrze pamiętam, moja mama mówiła mi, że gdy miałam 3 tygodnie, pediatra kazała jej podawać mi po łyżeczce wyciskanych przez tetrę soku z marchwi i następnie jabłek ;)

Trzeba wiedzieć, że soki, mimo że smaczne i nawadniające, zawierają naturalne cukry owocowe, które niszczą ząbki oraz przyzwyczajają dziecko do słodkiego smaku. To z kolei przyczynia się do powstania otyłości u maluchów, bo rodzice podają je bez umiaru.

Soki, szczególnie te świeżo wyciskane, są bogatym źródłem błonnika i witamin, ale specjaliści podkreślają, że lepiej podawać dzieciom same owoce, bo właśnie w ich skórce i miąższu jest najwięcej wartościowych witamin i mikroelementów.

A więc pokrótce:

  • od 1 do 3 roku życia, dzieci  mogą otrzymywać niecałe 120 mililitrów soków owocowych w ciągu doby,
  • między 4 a 6 rokiem życia, można podać między 120 a 180 ml,
  • między 7 i 8 rokiem życia, dzieci mogą wypić do szklanki soku dziennie, czyli 240 ml.

Takie są zalecenia i patrząc na nie wiem, że moje dzieci piją zdecydowanie za dużo soków i napojów, choć ani z zębami, ani z otyłością nie ma problemu. A jak jest z tym u was?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wogole piją tylko wodę młodszy to nie pił nigdy nie chciał ja nie zmuszalam , starszy i tak nie może…

  2. Dawno to wiem i już nie jedną gownoburze przez to widziałam

  3. Moje od małego tylko wodę, teraz sok tylka raz na jakis czas gdy są w gościach, poza tym nigdy w ustach nie mialy napoju gazowanego

  4. hahahahaha jak widze slowo „amerykanskie” to chce mi sie smiac. Moje dzieci pija glownie wode, soki zadko bo nie tak prosto kupic 100% sok bez ulepszaczy. Prawda jest taka, ze od tego sie nie umiera, dostawalam soki od 2 miesiaca zycia i nie mam ani alergii ani nic.

    1. No właśnie! I dlatego pytam, jak tam u Was ;)

    2. Ja pierwsze o czym pomyslalam to sok z hamburgera od 12 m 😂

  5. Za 50 lat dzieci do 3 r.ż. będą żyły tylko na wodzie .. Nawet już tego nie czytam

    1. Bo wszystko inne będzie niezdrowe, będzie prowadziło do otyłości, zaburzeń i cholera wie czego jeszcze :-D

    2. No i co z tego ze na wodzie? Ja jakoś tez tylko pijam wodę i jakoś nie jest mi z tym zle, a wręcz czuje się wspaniale. Sztucznie słodzone soczki, nektary itp Bleh

  6. dzieci uzależniają się od skoków później nie chcą pić wody, tracą apetyt nie chcą jeść, na sokach cały dzień mogą ciągnąć, po za tym otyłość wśród dzieci coraz większa a sok wiadomo cukier jak nie dodany to naturalny fruktoza, która bez obecności błonia tez nie jest dobra, dodam że gdy dziecko nie ma wyboru to zaczyna wodę pić, woda powinna być dostępna w szkołach takie źródełka jak w amerykańskich serialach:)

  7. U mnie przekonane cycoholika do picia czegos innego niz cyc wymagalo uzycia smaku… woda nie wchodzila w gre…. Ropuch pija wode z sokiem, przy czym soki są mojej wlasnej roboty :-) sama osobiscie gotuje w sokowniku i sloikuje :-)

  8. Amerykanie! A badania prowadzone przez ludzi z problemami nadwagi. Siedzą w tych labolatoriach i na lunch zjadają fast food. Najpierw zacząć od dorosłych.

  9. Yh, jak ja słyszę nowe badania, nowe zalecenia to ciśnienie mi się dźwiga mocno :-D ja sie wychowałam na sokach, danonkach,normalnych zupach itd i żyje. Córka od 4 msc piła soki na zalecenie pediatry, jadła słoiczki itp i jest szczupła, wysportowana i lubi soki, slodycze też je wtedy kiedy ma ochotę a bywa to rzadko i syna również pod kloszem nowych zaleceń chować nie mam zamiaru ;-) otyłość nie jest zależna od soków..baa córka kiedyś codziennie wypijala szklanke wyciskanego przeze mnie soku z marchwi, jabłek i pomarańczy co poprawiło jej odporność i po długiej walce lekami katar i kaszel znikły same po 1,5msc „kuracji” sokiem (potwierdzone przez pediatre).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku