Dieta matki karmiącej. Kto jeszcze w to wierzy?


Rozmawiałam ostatnio ze znajomą na spacerze z dziećmi i przyszło nam na wspominki ulubionych smaków. Rozmarzyłyśmy się, rozochociłyśmy, ona zakąsiła ryżowy wafel, a ja zaplanowałam pizzę na wieczór. Jej mina, pełna niedowierzania i przerażenia, powiedziała mi wszystko – “ty chcesz TO zjeść?!?”

Normalnie padłam, bo niby dlaczego mam TEGO nie jeść? No i dowiedziałam się, że przecież ja, matka karmiąca powinnam przestrzegać diety, bo inaczej moje dziecko będzie miało jeśli nie skazę białkową to już na pewno kolki. Mentalnie skisłam, bo byłam pewna, że taki tok myślenia odszedł już do lamusa… Ale jak się okazuje, ma się całkiem dobrze, nawet wśród matek, które powinny być znakomicie poinformowane na temat diety matki karmiącej, a raczej jej braku…

I sama argumentacja, że tak mówiła lekarka, położna albo teściowa straszy kolkami po zjedzeniu kapusty, sprawia, że zaczynam współczuć gdy młode, niedoświadczone matki w to wierzą.

A więc zacznijmy od początku – nie ma czegoś takiego jak restrykcyjna dieta matki karmiącej, którą dla świętego spokoju i ze strachu, stosują świeżo upieczone mamuśki. Ja rozumiem, że wszystko dla dziecka, ale dlaczego same siebie okradają ze smacznych posiłków, wyłącznie na wszelki wypadek? A wy, drogie mamy, które nie wierzycie, że można jeść jeśli nie wszystko, to większość, byle mądrze, poczytajcie odrobinę FACHOWEJ literatury, zapytajcie lekarza, który nie utknął w PRL-owskiej mentalności.

Dam Wam przykład. Z pierwszym dzieckiem, 7 lat temu, byłam na restrykcyjnej diecie, bo tak mi kazano. Jadłam – dosłownie – wyłącznie gotowaną marchew, schab, pierś z ryżem. Białe pieczywo z pieczoną piersią z obiadu. Plus biszkopty do kawy zbożowej. To było tyle. Przyznam, że byłam głodna i niezadowolona, choć był jeden pozytyw – w ciągu miesiąca zrzuciłam 18 kg, które przybyły mi w ciąży. Efekt dla dziecka? Żaden, kolki były potworne, mimo przestrzegania co do joty diety hardkorowej.

Z drugim synem zaczęłam szukać więcej informacji. Wtedy obiło mi się o oczy, że jeść można bardzo wiele, więc zaryzykowałam. I co? I pstro – nic, zupełnie. Woju miał dwa miesiące, a ja na Boże Narodzenie wciągałam pierogi z kapustą i grzybami. Nie zadziało się nic, żadne kolki nie wystąpiły, a to dało mi do myślenia. Karmiłam równo dwa lata, i dwa lata nie żałowałam sobie pysznego, zazwyczaj zdrowego jedzenia (w tym “straszną” kapustę, kalafior, brokuły, smażone i nie wiem co jeszcze).

Mając takie doświadczenie,  karmiąc trzeciego syna od początku jadłam wszystko. Aleksander ma 3 miesiące, a ja jadłam i będę nadal jadła różnorodnie. Fakt, pierwszy miesiąc był raczej przepłakany przez niego, ale nie z powodu mojej diety, a tego, że nie trawił laktozy. Podawałam mu enzym – laktazę i dalej jadłam wszystko, problemy zniknęły. Od miesiąca mam luz totalny, jem to, na co mam ochotę – czasem nawet smażone, pizzę, kebaby. Jedyne co cierpi, to moja waga, bo jeszcze mam 4 kilo na plusie.

Serio, gdy słyszę o diecie dla karmiącej, nóż mi się w kieszeni otwiera. Nie ma sensu wprowadzać na wszelki wypadek jakiejkolwiek diety i żyć o ryżu i wodzie. Jak kolki mają być, to będą, układ pokarmowy malucha najczęściej musi mieć czas, by dojrzeć i nauczyć się dobrze pracować. Inaczej jest, gdy pediatra stwierdzi faktyczne problemy, wtedy może pokierować mamę w stronę wyeliminowania pewnych produktów ze swojej diety.

Mnie się bardzo podobało, gdy z Wojtkiem chciałam mieć pewność, że mu nie zaszkodzi brak diety i zapytałam o to położną. A ta, krótko skwitowała “A co, boisz, że bąki po kapuście zaszkodzą dziecku? Chyba tylko, jak będzie miał nos bliżej podłogi.” To tyle w temacie przenikania gazów od matki do dziecka.

P.S. Pamiętajcie, że pokarm tworzy się z krwi, a nie pożywienia, które zjadacie :) I podglądajcie mądre, fajne matki. Ja mimo, że mam już troje dzieci, nadal jednym okiem podglądam Hafiję, bo kto jak kto, ale ona “zęby na karmieniu zjadła” i dobrze wie, co mówi.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Myśle, że wbrew pozorom bardzo dużo kobiet … dopóki nie zmieni się podejście położnych, lekarzy, pielęgniarek i nas samych, to tak długo te mity będą żyły, a kobiety z pokolenia na pokolenie będą sobie je przekazywały …

    1. Oby to już niedługo! Szczególnie wiele zależy od personelu medycznego, to fakt.

    2. Duzo poloznych i lekarzy juz zmienilo poglady ale same mamuski sie nakrecaja czytajac zlote rady na grupach fb ?

  2. Jem i pije wszystko i po kazdym porodzie robilam to samo

    1. No i fajnie :) człowiek od razu szczęśliwszy :D

    2. 1 syna urodzilam 4.12 a 24.12 w wigilie jadlam sledzie bigos itp itd ? hihi

    3. Agnieszka podobnie jak u mnie z drugim. Pierogi z kapucha i grzybami smakowały mi wyjątkowo ;)

  3. Ja wierze, stosowalam lekka diete przy obu na poczatku i krzywda nikomu sie nie stala :) ale kazdy robi co uwaza ;)

    1. Ja rowniez. Dziecko nie mialo kolek, a lekkostrawna dieta przez 3 miesiace tylko na zdrowie mi wyszla.

    2. No i sie czlowiek dobrze czul, waga fajnie w dol leciala, dziecko zdrowe :) nie wiem co kobiety maja z tym piciem alkoholu i jedzeniem smazonego jak tylko dziecko urodza, toć to swiat sie nie konczy ;)

    3. Ja ciaze i karmienie jadlam co chcialam w ciazy przytylam 7 kg ktore spadly w 1 tyg w tym jeszcze waga dziecka 3200 . Dziecko ani razu nie mialo kolki i pierwsze przeziebienie w wieku 3,5 r.z. mysle ze kazdy organizm jest inny . Co do alkoholu to ani w ciazy ani podczas karmienia oczywiscie nie spozywalam.

    4. lekka dieta ok, ale jak mi zakazano połowy produktów, na zaś? Jaki był efekt – karmienie skończyłam po 1,5 miesiąca, bo wierzyłam, ze MUSZĘ jeść ryż/pierś z kurczaka/ gotowany schab i marchew. Uważam, że przesada w którąkolwiek stronę jest zła. Ale gdyby mamy miały więcej rzetelnej wiedzy, wiedziałyby, że kalafior nie morduje jelitek dziecka a jogurt nie wywołuje od razu skazy na buzi dziecka. Złoty środek jest tu całkiem sensowny. ja również jem teraz wszystko, ale raczej zdrowo i lekkostrawnie, bo nie chcę być klockiem. Ale ani pizzy ani kebabu się nie boję :)

    5. Ja jadlam co zdrowe, unikalam produktow wzdymajacych… tiaaa na Barbórke zjadlam golonko… mlody plakal 2 dni… wiec wiesz ;) kazdy robi co uwaza za sluszne :) drugiego karmilam 1,5 roku przy czym dieta 3-4 mce, potem juz normalne jedzenie :)

    6. Szczerze mowiac mialam gdzies te zlote rady ale co sie nasluchalam ze jak to ja zle postepuje ? moj ginekolog mial odwrotne zdanie takie z reszta jak ja ze gdy w ciazy i podczas karmienia bede ograniczac wiele produktow to gdy podam je dziecku gdy zacznie jesc jego organizm nie bedzie umial sobie z tym poradzic i z tad biora sie niektore alergie.

    7. to i tak brzmi nieźle. Ja mam cały czas w głowie słowa mojej pediatry – pokarm tworzy się ze krwi, a wzdymające składniki do niej nie trafiają. Pokarm fermentuje dopiero w jelitach mamy i tylko ona może odczuć ewentualny dyskomfort. Nijak się to ma do kolek.

    8. Moja siostra i przyjaciolka jadly normalnie po porodach… u przyjaciolki wyszla alergia na przyprawe w pierniczkach na swieta ;) a siostry maluchy mialy co chwile kolki… takze teges ; )

    9. Dziewczyny jak mowilam wczesniej- kzdy robi co uwaza :) jak sie doczekam kiedys tej dziewczynki (czyli nigdy) to tez bede diete trzymac, bo ucze sie na bledach innych :)

    10. Ala, to tak jak ja – 3 chłopaków :D i żadnych szans na córkę ;) Pozdrawiam :)

    11. Szansa zawsze jest ;) moje chlopaki ciagle o siostrze gadaja (chyba do zameczenia), ale moj mąz niet i koniec i tego sie trzymamy :D

  4. Powiedzmy tak – skoro w szpitalu nikt się “za bradzo nie przejmuje” dietą mam na oddziale porodowym, to po co się przejmować samemu? Ale tak na poważnie – właśnie karmię czwartę pociechę, nie można powiedzieć, że jakoś się ograniczam – a mała na szczęście rośnie zdrowa i zadowolona. Kiedy przy najstarszej po zjedzeniu ostrego sosu pojawiła się lekka wysypka, to go odstawiłam i był spokój, z kolei synek cierpiał na kolki przed półtora miesiącu niezależnie od tego, co zjadałam lub czego się wystrzegałam… Jak we wszystkim, i tutaj należy zachować umiar i myśleć własną głową, z troską przyglądając się maleństwu :)

    1. Uściski dla Ciebie i dzieciaczków <3

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl dziękuję baaaardzo i nawzajem

  5. Ja do jedzenia Dostalam zupe z buraczków , ktora miała ocet. To byl 3 dzień w szpitalu po porodzie. A w domu mialam sobie odmawiać normalnego jedzenia?

  6. Żadnej diety. Tylko zdrowy rozsądek!

  7. nigdy nie bylam na diecie :-) zdrowy rozsadek przede wszystkim :-) karmilismy sie 4 lata

  8. Uwazalam tylko na czekolade i truskawki

  9. Żadnej diety, karmię drugie. Teraz przy synku kilogramami zjadalam cytrusy po wyjściu ze szpitala truskawki i wszystko inne, łącznie z grochem i kapusta, a na wigilię 11 dni po porodzie zjadłam tony kapusty, uszek i makowek

    1. Ja tydzień po porodzie jadłam fasolkę po bretońsku, niedługo później śledzie z cebulą – położna wywracała oczami ale ku jej zdziwieniu, ja i moja córa miałyśmy się dobrze 😉😁

  10. Nie byłam na żadnej diecie ;) Daria 17 miesięcy cały czas karmiona. Teraz idzie masa zębów i cycorki lekiem ba całe zło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

O macierzyństwie słów kilka


Bycie matką to niezwykła przygoda. Nie zrozumie tego uczucia ten, kto dzieci nie ma.
Kiedy każdego dnia patrzę na moje dzieci to wiem, że bycie ich mamą, osobą dla nich wyjątkową, jedyną i co najważniejsze nie do zastąpienia, to najlepsza rzecz, jaka przytrafiła mi się w życiu.

Trud macierzyństwa dzieci są w stanie zrekompensować jednym swoim uśmiechem. Dla mnie jest to najpiękniejszy uśmiech na świecie, ale bycie mamą dwójki nie jest łatwe. Czasami podczas karmienia piersią młodszego maluszka jednocześnie bawisz się ze starszakiem. Czasem bywa tak, że zabawa dla starszego dziecka jest tak wspaniała, że trzy razy usypiasz niemowlaka podczas jednej drzemki. W takich chwilach moje ciśnienie skacze do niewyobrażalnej skali tylko po to, aby za sekundę już tulić dwójkę małych ludzi, którzy są sensem mojego życia. Moja złość mija tak szybko, jak szybko się pojawia.

Kocham być mamą za to, że mogę codziennie oglądać jak moje dzieci uczą się nowych rzeczy. Dla mnie to niezwykle ważne przeżycie. Każdy świadomy uśmiech, przewracanie się z pleców na brzuszek i odwrotnie, pierwsze siadanie, wstawanie, krok – to najpiękniejsze rzeczy, które miałam możliwość zobaczyć i po raz kolejny jest mi dane przeżywać. Nie przegapiłam żadnej nowej umiejętności mojego syna i nie przegapię również osiągnięć córki. Mogę się rozkoszować takim widokiem całe dnie. Uwielbiam przytulać i czuję w powietrzu radość jaką moje dzieci wnieśli do naszego domu wraz ze swoim pojawieniem się.

Kocham ten stan za każde nowe gaworzenie mojej maleńkiej córeczki, które jej wychodzi cudnie, a także nowe słowa mojego przedszkolaka. Ważne jest dla mnie również to, że mogę dzieciom pokazywać przyrodę i wychodzić z nimi na długie spacery po parku. Możemy wąchać wspólnie kwiaty, a także zrywać je na łące do naszego wazonu.

Kocham być mamą za to, że dostrzegam jak czerpać radość z małych rzeczy. Cieszę się z tego, że możemy razem upiec pyszne ciasteczka lub obejrzeć bajkę, którą Kuba lubi albo przeczytać kolejny raz tę samą książeczkę. Każda minuta spędzona z moimi dziećmi daje mi radość i satysfakcję, choć nie ukrywam, że wieczorem zazwyczaj zasypiam na siedząco na kanapie.

I… żadne kupy, biegunki, wymioty choroby ani nieprzespane noce nie są w stanie sprawić, że przestanę kochać być matką. Nie ważne, że są gorsze dni. Zapominam o nich bardzo szybko, bo choć macierzyństwo to ciężki kawałek chleba, to zdecydowanie warty swojej ceny.

Ty też jesteś najlepsza! Wiesz dlaczego? Bo jesteś jedyną i niepowtarzalną, najcudowniejszą i wszechwiedzącą matką dla swojego dziecka.

Podobało się? Polub fanpage Darii i zobacz więcej tekstów.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. www.zaraz-wracam.pl

    <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Największe pomyłki jakie popełniasz układając dziecko do snu


Nieprzespane noce, podkrążone oczy, ślinotok na widok kawy, sterta prania, druga do wyprasowania, mieszkanie jak po wybuchu bomby atomowej. Spokojnie to nie armagedon. To tylko rodzice i ich mieszkanie. Za odrobinę snu dziecka są wstanie oddać wszystko, każdy marzy, by przespało ono choć godzinę lub dwie w jednym kawałku. Niestety bardzo często my – rodzice popełniamy szereg pomyłek, które zaburzają naturalny, biologiczny sen dziecka.

Wybudzanie na karmienie

Karmienie piersią nie należy do łatwych rzeczy, nic nie dzieje się ot tak. Przy pierwszym dziecku długo szukaliśmy wspólnej mlecznej drogi. Nie było łatwo, ale udało się. Mimo że było to prawie sześć lat temu, pamiętam rady pielęgniarek, by koniecznie co dwie godziny wybudzać dziecko na karmienie. No najwyżej co trzy. Jeśli dziecko samo się nie budzi, to należy wziąć mokrą chusteczkę i delikatnie przejechać po karku dziecka i się obudzi, wtedy proszę go nakarmić. Do teraz mam ciarki na samą myśl o tej metodzie. Dziś patrzę na to zupełnie inaczej – przy drugim dziecku nie dałam się wkręcić i pozwoliłam dziecku spać – samo przebudziło się na karmienie, to po dwóch, czasem trzech, a nawet czterech godzinach snu. Sen dziecka, dla nas rodziców powinien być święty – będzie głodne, to samo się obudzi. Niemowlęta i małe dzieci większość czasu spędzają śpiąc, co wyraźnie wskazuje, iż stan ten jest niezbędny dla rozwoju ich mózgu i prawidłowego wzrostu organizmu (1). Pamiętajmy także, że w ciągu trzech pierwszych lat życia mózg najszybciej powiększa swoją objętość, jest najbardziej plastyczny oraz wrażliwy na bodźce zewnętrzne. Dlatego warto wsłuchać się w swoje dziecko i nie wybudzać go na karmienie co dwie godziny.

Metoda usypiania – niech się wypłacze lub 3-5-7

Małe dziecko bardzo szybko potrafi zaadaptować się do nowej sytuacji, z nami już gorzej.  Wiecznie niewyspani rodzice szukają i łapią się wszelkich rad, jak wydłużyć sen dziecka. Najgorszą metodą z jaką  osobiście się spotkałam, jest pozostawienie dziecka w łóżeczku i niech się wypłacze – a potem zaśnie, np. ze zmęczenia. Nie mogę słuchać rodziców przekonanych o skuteczności tej metody, kiedy tłumaczą, że dziś płakało już tylko 5 minut, a nie jak wcześniej 15. Nic bardziej mylnego. Dziecko zaadaptowało się do nowej sytuacji, jednak odbije się to na jego psychicznym zdrowiu i ogólnym rozwoju. W przyszłości może wykazywać trudność w radzeniu sobie z agresją, skupieniem uwagi. Łagodniejszą wersją  metody wypłakania się dziecka jest metoda 3-5-7 – i nie warto jej opisywać i proszę nie stosujcie jej. Pamiętajcie sen dziecka jest najważniejszy – nie tylko czas kiedy śpi, ale to jak zasypia. Nikt z nas nie chciałby zasypiać czując się odtrącony, niekochany!

Beciki, wiązanie na faraona

Jak to nie wiążesz dziecka w beciku? Zwiąż mocniej, bo się wyswobodzi i  na pewno obudzi. Sposobów wiązania maluszków w pieluszki, beciki jest cała masa, a to na faraona, a to jak mumię…. Mają jedno zadanie, unieruchomić dziecko, zabezpieczyć przed mimowolnymi ruchami, które mogłyby wybudzić go ze snu. Ale czy na pewno tędy droga? Polecam zrobić mały test. Niech ktoś mocno zwiąże was w długi szal, chustę do noszenia dzieci, czy koc – spróbujcie się poruszyć, lub uwolnić jedną rękę. Co zauważyliście? Nie tylko ręka była zaangażowana w wyswobodzenie się, ale całe ciało. Podobnie jest z dziećmi, one też w trakcie snu chcą się przeciągnąć – a my im zabraniamy.  

Spacyfikowanie dziecka sprawia, że walczymy przeciwko niemu. Poprzez to zakłócamy jego gospodarkę hormonalną, pokarmową, zakłócamy funkcjonowanie układu nerwowego, trawienia i krążenia. Dzieci są bardzo wytrzymałe i one to przeżyją, szybko zaadoptują się do nowej sytuacji – jednak konsekwencje będą duże – rozregulowanie naturalnego rozwoju dziecka.  Musimy nauczyć się wsłuchiwać w sygnały wysyłane przez naszą pociechę, takie jak odmowa jedzenia, odmowa położenia się, zmiany pieluchy, czy rozdrażnienie. Uwierzcie mi, potrafimy to zrobić, zauważyć te sygnały, jednak nie wiedzieć czemu uciekamy się do porad z różnych książek, internetu. W konsekwencji ignorujemy odmienny rytm biologiczny dziecka, narzucając mu rozwiązanie z danego poradnika. A wystarczą tylko rytuały, a nie rutyna wg naszego widzi mi się.

To dopiero początek góry lodowej pomyłek, jakie popełniamy odnośnie snu dziecka. Cieszę się, że nareszcie mówi się o tym głośno, a nie zamiata pod dywan. Nie żałuję udziału w warsztatach w Warszawie. Przekonałam się, jak ważny jest sen w życiu małego dziecka dla jego prawidłowego rozwoju. O tym jak istotne są proste, jasne rytuały, takie jak ciepła kąpiel, delikatny masaż i wyciszenie….

Swoją wiedzą i doświadczeniem podczas warsztatów dzielą się eksperci Paweł Zawitkowski, Agnieszka Machnio, i Marta Żysko – Pałuba. Warsztaty Raz, dwa, trzy… Maluch śpi są częścią akcji edukacyjnej Johnson’s so much more,  przybliżającej tematykę zaburzeń snu u dzieci oraz radzenia sobie z nimi za pomocą prostych rytuałów sennych. Najbliższe warsztaty odbędą się już w ten wtorek w Poznaniu – 4 kwietnia, potem Katowice (10.05.), Kraków (17.05), Gdańsk (07.06.) i ostatni we Wrocławiu (14.09). Jako ambasadorka akcji polecam wam z całego serca udział w tych warsztatach, nie tylko rodzicom, ale także lekarzom i położnym.

Wystarczy się zapisać i przyjechać! – http://johnsons.babyonline.pl/zapisy

Na koniec konkurs:

W komentarzu do tego wpisu na naszym proflu fb z tym postem (tutaj) dodajcie zdjęcia śpiących maluszków, a my wybierzemy 5 najlepszych i nagrodzimy zestawami najnowszej serii Bedtime Johnsons Baby. Konkurs trwa do 10 kwietnia, a wyniki ogłosimy na blogu i naszym profilu fb do 16 kwietnia. Zaproście innych do zabawy!

Fot. Materiały prasowe

A jeśli jeszcze Was nie przekonałam zobaczcie zdjęcia z warsztatów z Warszawy!

1. El-Sheikh, Mona., Sadeh, Avi. “I. SLEEP AND DEVELOPMENT: INTRODUCTION TO THE MONOGRAPH”, Monographs of the Society for Research in Child Development, 2015, pp 1-14.

Zdjęcia: Johnson’s
Wyniki konkursu: https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1402029926501873&substory_index=0&id=231801266858084

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Musialabym dodać więcej niż jedno bo mam kilka cudnych fotek śpiącego Maksia

  2. Najlepsza pozycja synka do spania

  3. Starsza siostra pilnuje młodszej i zasypia ze Zmęczenia

  4. Spanie w trakcie bujania na huśtawce :)

  5. Dziś Małgosia kończy trzy tygodnie

  6. Oczywiście Szczecina nie ma na liście, bo przecież to Mala wioska juz w Niemczech….

    1. Przekażemy organizatorom. Może kolejna edycja zawita do Szczecina!

  7. Moje dwie śpiące Królewny (4l i 2l)

  8. Tak- co 3.
    Budzilam… później co 4, az przestalam bo zaczal normalnie przybierac.

  9. Przezorny zawsze ubezpieczony :p

  10. gdy bobaski razem chorują i nie mogą być bez siebie nawet przez chwilę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Biedronka Super Zwierzaki – falstart na starcie, a potem…


Jeszcze nie przebrzmiało echo afery z biedronkowymi pluszakami Świeżakami, a sieć sklepów już ogłosiła nową akcję kolekcjonerską. Tym razem zbieramy Super Zwierzaki. Znaczy – my zbieramy. A Wy?

Ogólnie rzecz biorąc zasada jest prosta. Trzeba zrobić zakupy i dostać karty przy kasie. Potem włożyć je do albumu. A może wkleić, nie jestem pewna. Dublety wymienić z kolegami i koleżankami. I tyle. W praktyce:

– Za co dokładnie dostaje się karty ciężko wyczuć. Ponoć trzeba mieć warzywa lub owoce na paragonie. Przy czym afera o to, czy ziemniak jest warzywem, bo za ziemniaki kart nie było, rozegrała się już w pierwszym tygodniu nowej promocji. Na stronie Biedronki pewnie da się dokładnie przeczytać regulamin. Nie wiem, nie próbowałam. Nie czytam regulaminów. Instrukcji też nie.

– Teoretycznie za zakupy powyżej 99 zł bez alkoholu i okazanie karty Moja Biedronka można rzeczony album do kolekcjonowania kart nabyć za złotówkę. Pod warunkiem, że jest dostępny. W naszym sklepie jakoś go nie ma. Ani za złotówkę, ani za pięć, bo tyle kosztuje bez rabatów.

– Żeby dostać karty, trzeba się o nie upomnieć. I nie zawsze się dostanie. Ot, nie każdy kasjer wyda. Dlaczego? A kto ich tam wie! Jeden nawet twierdził, że nic się za punkty nie dostaje!

Wczoraj zaliczyłyśmy taką sytuację:

Rachunek spory, bo zakupy też niemałe. Zresztą nie ma co ukrywać, blisko 200 złotych wydałam. Duśka podekscytowana, że dostanie nowe karty, jak to dziecko. A kasjerka łaskawie wręczyła mi… kupon na karty, które mogę sobie odebrać przy kolejnych zakupach. No zaraz, zaraz, coś tu chyba jest mocno nie tak?? Zakupy zrobione, alkoholu nie ma, karty się należą, tak? Należą owszem, ale pani ich nie ma. Wkurzyłam się. Lekko i wewnętrznie, ale jednak. Bo jeśli nie dostaniemy tych cholernych kart, to będę przez dwie godziny słuchała, jak bardzo to jest nie fair, że najpierw mówią, że dają, a potem jak się zrobi zakupy, to nie dają. No pewnie, że to nie jest fair, zgadzam się, ale żeby o tym godzinami dyskutować nie mam czasu.

– Czy pani widzi rozczarowanie w oczach mojego dziecka? – Duśka jak na dany znak (inteligencja po mamusi, mówię Wam!) zrobiła naburmuszoną minę. – Drugi tydzień promocji i już się karty skończyły??

 

Pytajcie, a odpowiedzą Wam. Oczekujcie, a dostaniecie.

 

– Ola, masz jeszcze karty, bo mnie się skończyły?

– Mam.

– To wydaj pani.

– Ale jak, muszę chociaż reklamówkę nabić.

– Nie musisz, sczytaj kartę, masz tam napisane, ile się należy, to wydaj.

 

Pani z sąsiedniej kasy zaryzykowała i wzięła się do dzieła.

 

– Edytka, ale ja nie mogę, jak ja teraz paragon zamknę?

– Możesz, wpisz kwotę zero i płatność gotówką.

– I to przejdzie?

– Przejdzie, ja tak dziś robiłam.

 

Faktycznie przeszło. Jakby Wam w Biedronce wstręty czynili, to nie dajcie się zbyć. Pamiętajcie, kwota zero, płatność gotówką i można odebrać karty zapisane na… karcie.

Udało mi się jeszcze dowiedzieć, że kasjer jednorazowo przed początkiem zmiany pobiera karty i nie może ich w trakcie zmiany dobrać. Jak mu się skończą, to wydaje kupony na odbiór przy następnych zakupach. Przy czym ten kupon tak naprawdę nie jest potrzebny, wcale go nie dawałam tej drugiej kasjerce. To raczej jakiś chwyt psychologiczny. Wniosek? Jeśli zbieracie karty, to zakupy trzeba robić o szóstej rano, albo o czternastej, jak druga zmiana siada przy kasie. Wtedy kupony na pewno są. Przed siedemnastą już było różnie.

Karty same w sobie są nawet ładne, nie powiem, zawierają krótką informację o każdym zwierzaku, ale żeby w pełni docenić nową akcję Biedronki, trzeba pobrać na telefon aplikację Biedronka Super Zwierzaki. Sama aplikacja jest całkiem spora, więc proponuję pobierać przez Wi-Fi i nie marnować transferu. Ponadto nieznośnie rozgrzewa telefon, więc pewnie jest bateriożerna. Mnie to akurat nie przeszkadza, moja gra też nieźle żre.

Co mogę powiedzieć o aplikacji? Hmm, widziałam ją tylko kilka minut, potem Duśka zawładnęła moim telefonem, ale:

– Jest bardzo ładna graficznie.

– Jest bardzo intuicyjna.

– Skanowanie kart jest trochę dziwne, nie udało nam się ustalić, czy trzeba skanować całą kartę, czy kawałek, a jeśli kawałek to który, ale ostatecznie Duśka zeskanowała sobie wszystkie, więc to nie może być skomplikowane.

– Zasadniczą cechą tej aplikacji jest odtwarzanie dźwięków wydawanych przez poszczególne zwierzęta. Nie wiem, czy mnie by to wkręciło, ale Duśkę wkręciło bardzo. Walor edukacyjny niezaprzeczalny. Lepiej uczyć się odgłosów zwierząt niż grać w… właściwie nie wiem, w co teraz małolaty grają. Dźwięki są czyste, wyraźne i bardzo realistyczne.

Ostatniej cechy aplikacji twórcy chyba nie przewidzieli, a jak przewidzieli, to nie reklamują. Otóż… żeby uzbierać wszystkie karty w aplikacji, wcale nie trzeba ich dostać w sklepie, można pożyczyć od kogoś, kto też zbiera. W ten sposób kolekcja uzupełni się szybciej, a portfel nie schudnie jakoś przesadnie. Chociaż, żeby nie było — nie kupiłam nic ponadto, co naprawdę potrzebowałam.

Reasumując: Chociaż zdobycie kart wymaga determinacji, strategii i dużego samozaparcia warto dzieciakom tę frajdę zrobić. Ogólnie tę akcję cenię dużo wyżej niż ubiegłoroczne Świeżaki.

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.biedronka.pl

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. się wkłada ale jak dla mnie to głupie rozwiązanie zrobili dla dziecka jest niewygodne zwierzaki można zeskanować z albumu do aplikacje :P he he jak nie masz kart taka mała podpowiedz :)

    1. Oooo, na to nie wpadłam, może dlatego, że nie mam albumu ;)

    2. trochę zabawy przy tym jest i frajdy starsza mi córa wpadła na ten pomysł :P

    3. To już rozumiem, dlaczego album tak trudno dostać

    4. oj tak u nas był tylko przez dwa dni dostępny w sklepie bo sa tam jeszcze aplikacje na stronkach do oglądanie w 3d

  2. Sam album i karty – super!
    System wydawania – jedna wielka zagadka.
    Nie robię zakupów w Biedronce, ale zaczęłam, bo zbieramy karty… i już mam dosyć.
    Ostatnio – cały koszyk warzyw i owoców! Kart – zero. Dlaczego?
    Bo się nie wybija…

    1. Biedronka? Coś tu chyba nie tak…

    2. Nawet kasjerzy tego nie ogarniaja a muszą się tłumaczy.
      Ta akcja nie jest do końca przemyslana

    3. Tak jak swierzaki tez nie przemyslana akcja. My nadal czekamy na 2 pluszaki

  3. Moje dziewczyny na tablet zgrały aplikację. Jednak w tablecie większe “szkiełko ” to inaczej widac. A może jednak w telefonie lepiej? nie próbowałam. Póki co u nas nie ma braku kart itp.

  4. syn (5lat) ostatnio podszedł do kasy i najpierw zapytał czy ma Pani jeszcze karty….poszedł by do innej heh…..miała….
    system wydawania…trzeba mieć owoców albo warzyw za 5zł, często klientom brakuje kilka groszy i wtedy pretensje do kasjera ale co on za to może? jak się skasuje dobrać już nie można….do tego za karte moja biedronka kolejny komplet kart i dodatkowe za produkty oznaczone na sklepie (ostatnio były np. chipsy duszki, monster)

    1. na pewno jest więcej tych produktów ale nie wiem jakie, na pewno się zmieniają co kilka dni

    2. Ja miałam tylko owoce i warzywa za ponad 40 zł i nic :(

    3. oooo ;/ to odezwałabym się, chyba jest limit, że za owoce i warzywa max. 4 komplety można dostać…to za 20 i tak Pani powinna otrzymać…..

    4. Napisz na.stronie biedronki, oni to zwerifikuja widzialam.jak ostatnio ktos tam pisal ze nie dostal kart, mieli sie tym zająć

  5. U nas dziala dobrze wszystko i mamy prawie wszystkie karty-na poczatku mozna bylo kupic po 0, 12 gr to kupilismy ;)

  6. Karty mozna tez skserowac i tez beda działać w aplikacji.

  7. Aleks jutro dostanie kilkadziesiąt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku