W szkole 18 września 2020

Genius. Wychowaj małego geniusza

Genius i wszystko jasne. Chciałabym tak powiedzieć, ale Wam to słowo pewnie niewiele mówi. Na wstępie powiem tylko, że Duśka jest w Geniusie zakochana. To chyba najbardziej ulubione zajęcia dodatkowe. 

Genius – jak to się zaczęło u nas 

Przyznaję, zadziałałam nieco samowolnie. Po prostu zapisałam dziecko na próbne zajęcia i umówiłam termin. Nie skonsultowałam tego z Duśką, bo raz, że była nieobecna, dwa – mnie samej ta propozycja wydała się na tyle atrakcyjna, a jednocześnie bezpieczna (próbne zajęcia są darmowe i do niczego nie zobowiązują), że podjęłam decyzję niejako za nią. 

Tymczasem moje dziecko, wbrew moim oczekiwaniom, nie zareagowało entuzjastycznie. 

– No weź, wakacje są, a ja mam się uczyć? I to jeszcze matematyki?

– Po pierwsze nie tylko matematyki, po drugie zobaczyć, na czym to polega, a nie się uczyć.

– Nie chcę.

 

Uuupsss. A ja się już umówiłam… 

– Dziecko kochane, bardzo cię proszę, bądź dla matki miłe. Ja już ustaliłam termin. Jak się nie stawisz, to wyjdę na kompletną blondynkę. Możesz mi chyba godzinkę swojego cennego czasu podarować?

– No dobra. Ale tylko raz. I nie będę musiała na to chodzić potem?

– Nigdzie nie będziesz chodzić, bo to jest online. Do komputera daleko nie masz. Ale nie, jak ci się nie spodoba, to nie będziemy tego ciągnąć.

– OK.

Entuzjazmu w niej było tyle, co życia w skamienielinie tyranozaura, ale o umówionej porze grzecznie usiadła przed komputerem, przygotowała jakieś kartki i ołówki, otworzyła demo podręcznika i zrobiła przyjemny wyraz twarzy. Mam w domu nastolatkę, więc wiecie, to ostatnie też jest ważne ;-) 

Genius

 

Genius Kraków i magia chwili 

Zaczęło się niewinnie i chyba mało budująco od prostego zadania z matematyki. Prostego pod warunkiem, że ma się chwilkę na liczenie ;-) Wydaje mi się, że pamiętam początek: 2+7, ale tych cyfr było tam więcej i nie dam głowy, czy odejmowania też nie było. Próbowałam szybko liczyć w pamięci, ale poległam. Tym bardziej poległo moje dziecko. 

Potem pani Jagoda pokazała Duśce krótki filmik z japońskimi dziećmi liczącymi w pamięci i oświadczyła, że tego można się nauczyć i tym właśnie zajmuje się Genius. Między innymi. Następnie wyjaśniła, jak się liczy na japońskim liczydle (wygląda inaczej niż nasze i przyznaję się, ja tej metody nie ogarniam, chociaż trochę podglądam zajęcia). Potem trochę ćwiczeń, prostych przykładów, kilka zabaw trenujących logiczne myślenie i pamięć wzrokową, wstęp do układania kostki Rubika, czyli takie demo: tym będziemy się zajmować na regularnych zajęciach.

Ale najlepsze było na końcu, kiedy pani Jagoda powiedziała, że teraz przeczyta proste działanie matematyczne i prosi o wynik. Duśka podała go od razu, dosłownie od razu.  A wiecie, na czym myk polegał? To było dokładnie to samo działanie, na którym poległa na początku! Magia, po prostu magia. 

Kiedy Duśka wylogowała się z Zooma, miała do mnie tylko jedno pytanie: 

– Będę mogła na to chodzić?

 

Nie wiem, co ona z tym chodzeniem, do komputera ma ze trzy kroki… 

Genius

 

Dlaczego Genius?

Znam moje dziecko, jego mocne i słabe strony. Nie mam złudzeń. Są obszary, w których jest bardzo dobrze i takie, w których trzeba trochę poprawić. Szkoła podstawowa nie zna czegoś takiego, jak specjalizacja, trzeba być dobrym we wszystkim. Tymczasem moje wybitnie humanistyczne dziecko (co się trochę kłóci z zainteresowaniami, ale takie są fakty), które od ręki potrafi napisać długie i sensowne wypracowanie, średnio radzi sobie z matematyką. W siódmej klasie dojdzie fizyka i chemia i już węszę problemy (nie ma to jak nadopiekuńcza matka, która widzi problemy tam, gdzie ich jeszcze nie ma, prawda?). W ofercie Geniusa zobaczyłam możliwość wsparcia tych umiejętności, które nieco szwankują. Nie tylko liczenie, ale też pamięć wzrokowa i w ogóle pamięć, logika, samodzielne robienie notatek poprzez doskonalenie zapamiętywania i szybkiego pisania, wyobraźnia przestrzenna (jakoś ciężko było policzyć powierzchnię bryły…). 

Na stronie Genius Kraków możecie zobaczyć szczegółowo wypisane wszystkie umiejętności, które będą ćwiczone w pierwszym i drugim roku. Powiem Wam, że intryguje mnie pisanie i rysowanie oburącz, zawsze chciałam się tego nauczyć, ale nigdy mi nie wyszło. Może kiedyś Duśka mi powie, jak to się robi ;). I wbrew pozorom nie ma to być totalnie nieprzydatna umiejętność, ale sposób na stymulację prawej i lewej półkuli mózgu. 

Genius

 

Dlaczego nie korepetycje?

Genius jest tym, co dzieci (a i dorośli też, nie oszukujmy się), bardzo lubią – nauką przez zabawę. Przez całe zajęcia dostają wsparcie (tym razem już od pani Moniki, to ona prowadzi grupę). Każdy najmniejszy sukces jest zauważony i głośno chwalony. Natomiast niedociągnięcia nie są traktowane jak porażka, ale jako obszar, nad którym trzeba jeszcze popracować. Muszę przyznać, że to bardzo motywujące podejście. Szkoda, że w tradycyjnych szkołach wygląda to inaczej. 

 

Genius krok po kroku 

Jeśli idea zajęć rozwijających logiczne myślenie, wyobraźnię, pamięć, szybkie liczenie itp. przypadła Wam do gustu, koniecznie zajrzyjcie na stronę internetową krakowskiego Geniusa. Znajdziecie tam wszystkie szczegółowe informacje i będziecie mogli zapisać swoje dziecko (lub dzieci, rodzeństwa dostają zniżkę) na zajęcia próbne

Do nauki potrzebny jest komputer lub tablet z dostępem do internetu (polecam komputer i to z dużym ekranem, lepiej widać). Można, ale nie trzeba, zainstalować oprogramowanie Zoom. Od siebie mogę dodać, że musi być aktualne, inaczej nie będzie działać. 

Zajęcia odbywają się raz w tygodniu i trwają półtorej godziny. Nie ma obijania się, tempo jest tak dopasowane, że z jednej strony jest czas na swobodne zastanowienie się bez niepotrzebnej presji, z drugiej trzeba być skupionym. 

Teoretycznie grupy są maksymalnie pięcioosobowe, na ostatnich zajęciach była czwórka małych geniuszy. Rozpiętość wieku? Hmm. Duśka jest w szóstej klasie i wydaje mi się, że była najstarsza. Najmłodsza dziewczynka chodzi do pierwszej klasy. I powiem Wam, że tej różnicy wieku wcale nie widać. 

 

Zdjęcia: Mirella 

 

Zobacz inne wpisy o tej tematyce:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Gry planszowe i nie tylko 18 września 2020

Najlepsza gra o kotach

Najlepsza gra o kotach to ponoć niezawodny sposób na ustalenie, kto w domu jest największym kociarzem. To też niezawodny sposób na dobrą i relaksującą zabawę. Nawet nie trzeba się zbytnio skupiać, żeby wygrać. 

Najlepsza gra o kotach 

Z grami planszowymi (przy czym umówmy się, „planszowa” to dziś określenie bardzo umowne) jest tak, że bardzo lubię w nie grać, ale pisać o nich to już niekoniecznie. I to wcale nie dlatego, że nie chcę się dzielić z Wami dobrem, zachowując najlepsze kąski dla siebie. Wręcz przeciwnie! Po prostu żadna, najbardziej nawet dopracowana recenzja, nie jest w stanie oddać istoty gry. 

Podobnie jest z Najlepszą grą o kotach. Z pozoru zwykła karcianka, w rzeczywistości gra, w której trzeba myśleć, planować, przewidywać i… zaglądać przeciwnikowi w karty. Jest to niezbędne, na szczęście karty (te, w które trzeba zajrzeć) są wyłożone na stole przez całą rozgrywkę i nie trzeba się uciekać do niecnych sztuczek. 

 

Zajrzyjmy najpierw do pudełka

Typowej planszy tu nie znajdziemy, bo jak już wyżej wspomniałam, Najlepsza gra o kotach to karcianka. W pudełku znajdziemy więc przede wszystkim sto dwie karty gry i trzynaście kart przybłęd. Ponadto jeden znacznik w kształcie kota, żetony przysmaków i punktów zwycięstwa, notes do podsumowania punktów na koniec rozgrywki i instrukcję. I z instrukcją z serca radzę Wam się zaprzyjaźnić. Przynajmniej na kilka pierwszych rozgrywek. 

najlepsza gra o kotach

 

Zasady gry 

Nie są skomplikowane. Na stole wykładamy dziewięć kart gry w trzech rzędach, obok kolumnę trzech kart przybłęd, a z boku całą resztę, czyli pozostałe karty, przysmaki i punkty zwycięstwa. 

Pierwszy gracz bierze znacznik kota i ustawia go nad wybraną kolumną lub z boku rzędu. W ten sposób blokuje trzy karty, których kolejny gracz nie może zebrać ze stołu. Musi wybrać inny rząd lub kolumnę. Miejsca zebranych kart uzupełnia się kartami ze stosu. Przybłędy nie podlegają tym regułom, nie zabiera się ich, nawet gdy leżą w określonym rzędzie lub kolumnie. 

Karty mają różne przeznaczenie. Karty kotów układamy przed sobą. Karty przysmaków zamieniamy na przysmaki, którymi karmimy koty według ich upodobań. Upodobania są uwidocznione na kartach kotów. Pozostałe karty trzymamy przy piersi i staramy się, żeby nikt ich nie zobaczył. Mają różne atuty i dlatego warto mieć pod ręką instrukcję. Niektóre można wymieniać w trakcie gry, inne przydadzą się dopiero przy liczeniu punktów. 

Gra toczy się do momentu, w którym na stosie zabraknie kart. 

 

Podliczanie punktów 

Nawet nie będę próbowała tego dokładnie opisać. Punkty dostaje się za nakarmienie kotów, zebranie największej liczby zabawek i ubranek i nie pamiętam, co jeszcze. Są też punkty karne, na przykład za niewykorzystanie całej karmy. Ogólnie wygląda to skomplikowanie, ale notes bardzo ułatwia sprawę. Wystarczy wypełnić wszystkie rzędy po kolei i podsumować. Instrukcja jest tu bardzo pomocna.

 

Jak długo to trwa 

Za pierwszym razem długo, bo nie wiadomo co robić, więc się dłużej myśli. Później decyzje podejmuje się automatycznie, a rozgrywka znacznie się skraca. Przy średniej sprawności graczy da się ogarnąć rozgrywkę w kwadrans. Oczywiście bez podliczania punktów. 

 

Dla kogo jest Najlepsza gra o kotach 

W teorii dla graczy 8+, czyli dla minimum ośmiolatków. W praktyce, moim prywatnym zdaniem, młodsze dzieci też dadzą radę, jeśli będą umiały czytać. Podejrzewam, że te 8+ wynika z faktu, że na koniec trzeba się wykazać znajomością matematyki, ale wystarczy jeden gracz, który potrafi liczyć. 

Gra sprowadza się do dobierania kart, wymieniania i kombinowania, który rząd lub kolumnę zablokować, żeby utrudnić życie przeciwnikowi. A z tym już sześciolatki powinny sobie dać radę. 

najlepsza gra o kotach

Wrażenia 

„Całkiem fajna gra w sumie” – powiedziało moje dziecko. I to jest chyba dobre podsumowanie. Jest ciekawa, wciągająca, ale nie pochłonęła nas tak jak „Domek” czy „Kwiatki”. Dobry wybór na szybką, nieskomplikowaną rozgrywkę wymagającą błyskawicznego podejmowania decyzji, ale bez konieczności zapamiętywania, jakie karty zeszły i liczenia ich. Propozycja na jesienną szarugę i nie tylko. Myślę, że na naszym stole będzie gościła często.

 

Dziękuję Wydawnictwu Fox Games za przekazanie egzemplarza recenzenckiego 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Kultura 18 września 2020

Targi Dla Mamy i Dziecka Mamaville Wrocław vol. 10

Mamaville idzie za ciosem. Jeszcze na dobre nie umilkło echo warszawskiej edycji, a już za dwa dni startuje Mamaville Wrocław vol. 10. Jak się okazuje, w cieniu pandemii można się bezpiecznie spotykać i robić zakupy. 

 

Targi Dla Mamy i Dziecka Mamaville 

Nazwa mówi sama za siebie i właściwie niewiele trzeba tłumaczyć. Można tylko dodać, że asortyment na targach jest bardzo urozmaicony. Obejmuje zarówno elementy wyprawki dla noworodka (łącznie z wózkiem i łóżeczkiem), jak i ubranka, akcesoria i zabawki dla starszych dzieci, nawet tych w wieku przedszkolnym. Mamy kupią dla siebie ubrania ciążowe i wszystko, co będzie im potrzebne w czasie ciąży, porodu i połogu. Wśród ofert wystawców znajdą się też meble do dziecięcego pokoju i akcesoria do wystroju wnętrz. 

 

Kim są wystawcy na targach?

Zdecydowana większość targowej oferty to propozycje polskich producentów, a ich asortyment jest polskiej produkcji. To ukłon w stronę rodzimej gospodarki, ale też pewność, że dostajemy do ręki unikatowe produkty wysokiej jakości. Spora część wystawców to po prostu mamy, które spędzają dużo czasu ze swoimi dziećmi i dobrze znają ich potrzeby. Im najłatwiej jest znaleźć niszę rynkową. Kwestią kreatywności pozostaje zaspokojenie jej. Rosnąca z roku na rok popularność Targów Mamaville każe przypuszczać, że idea promocji polskiej przedsiębiorczości połączona z szansą dla kreatywnych mam była strzałem w dziesiątkę. 

 

Jak wyglądają targi w dobie pandemii?

Podobnie jak do tej pory, ale jednak trochę inaczej. Tym razem nie można przyjść o dowolnej porze i zostać na targach cały dzień. Ze względu na bezpieczeństwo epidemiologiczne impreza została podzielona na trzy tury w godzinach:

– 10.00 – 12.00

– 12.00 – 14.00

– 14.00 – 17.00.

 

Ilość miejsc niestety będzie ograniczona, dlatego warto się pospieszyć z kupowaniem biletów. W tym roku sprzedaż prowadzona jest wyłącznie online pod adresem: https://targi.mamaville.pl/targi/wroclaw-vol-10-20-09/informacje/. Cena biletu – 10 zł. 

 

Przy zakupie biletu konieczne będzie wypełnienie formularza epidemiologicznego. 

W tym roku organizatorzy zaplanowali ustawienie stoisk tak, by alejki miały szerokość 4 m. Ułatwi to utrzymanie dystansu społecznego. 

 

Co jeszcze warto wiedzieć?

Tegoroczna edycja Targów Mamawille jak zwykle połączona jest ze strefą edukacyjną, czyli ciekawymi wykładami dla rodziców. Tym razem organizatorzy przygotowali aż cztery. Szczegółowe informacje i zapisy dostępne są tutaj: https://app.evenea.pl/event/mvwrowyklady/

 

Wszystkie informacje na temat targów, w tym listę wystawców, można znaleźć tutaj: https://targi.mamaville.pl/targi/wroclaw-vol-10-20-09/

 

Przy wejściu na targi będzie dostępna bezpłatna szatnia. 

 

Organizatorzy zachęcają do posiadania przy sobie gotówki. Nie u wszystkich wystawców uda się zapłacić kartą. 

 

Jak co roku będzie wydzielona strefa dla mamy i dziecka, gdzie będzie można nakarmić i przewinąć dziecko z zachowaniem intymności. 

 

Targi Mamaville Wrocław vol. 10 odbędą się 20 września 2020 roku we Wrocławskiej Hali Stulecia. 

 

Blog W Roli Mamy tradycyjnie obejmuje kolejną edycję Targów Dla Mamy i Dziecka Mamaville patronatem medialnym. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close