Gry planszowe i nie tylko 21 października 2016

„Potworne przepychanki”, czyli jak spędziłyśmy deszczową niedzielę

Kompletnie do niczego jest tegoroczna jesień. Jeszcze w dni powszednie bywa, że pojawi się słońce, ale jak przychodzi weekend i człowiek chciałby rodzinę na spacer wyciągnąć, to co? Zimno, mokro, szaro, nieprzyjemnie, psa z domu grzech wyrzucić, a co dopiero dziecko.

Nie, nie jestem zwolenniczką błądzenia we mgle, brodzenia w kałużach i wracania do domu w przemokniętych ciuchach. Co innego, jak złapie mnie gdzieś deszcz, wtedy trudno, ale żeby tak z własnej woli?!

Ta niedziela niczym nie różniła się od poprzednich. Śniadanie, spacer do kościoła, po powrocie zabawa i przygotowanie do obiadu, a po obiedzie co? Nie mam w zwyczaju sadzania dziecka przed komputerem i włączania bajek, żeby tylko mieć święty spokój, chociaż nie powiem, czasem korci. Jednak zostawiam sobie tę ewentualność na chwilę, gdy NAPRAWDĘ nie będę w stanie zaproponować Duśce nic innego.

potworne-przepychanki8.jpg

Gra „Potworne przepychanki” leżała na szafie już jakiś czas i ciągle nie mogła się doczekać na swoją kolej. Wiadomo, póki było ciepło, inaczej spędzało się popołudnia.

– Mamusiuuu, zagramy w „Potworne przepychanki’?…

No jakże mogłabym odmówić? Chociaż skłamałabym, gdybym powiedziała, że pałałam chęcią do gry.

Pierwsza rzecz, która mnie zachwyciła, to długie przygotowania. Co prawda ten cud zdarza się tylko raz, ale muszę Wam powiedzieć, że bardzo mi się podobało obserwowanie, z jakim pietyzmem Duśka przyklejała kolejne naklejki na drewniane kontury potworów. Potem okleiła kostkę, a potem „tylko” wycisnęła i poukładała w szeregi obrazki z potworami i potwory. Układanie czeka ją za każdym razem i dla dziecka jest to świetny trening oko – ręka. Nie wyręczajcie, nawet jeśli sami potraficie układać szybciej.

potworne-przepychanki5.jpg

– Mamooo, gotowe!

No więc zeszłam do poziomu podłogi, bo dziecko jak to dziecko, na stole nie gra. Sama gra nie jest skomplikowana. W skrócie mówiąc, polega na umieszczaniu potworów na arenie, ale nie za pomocą ręki a specjalnych popychaczek. Cała trudność w tym, by wepchnąć swojego potwora, ale i nie zrzucić innych. Za każdym razem jak zrzucimy potwora, przeciwnicy pobierają obrazki z jego wizerunkiem. Na koniec gry wszyscy układają zdobyte obrazki w szeregu, wygrywa ten, kto ma najdłuższy szereg.

potworne-przepychanki2.jpg

– Będziesz pisała o potworach? To napisz, że to fajna gra, pomysłowa, dużo się w niej dzieje i za każdym razem kto inny wygrywa.

W sumie nie wiem, po co ja się tak produkuję, mogłam dziecko zagonić do pisania. Dwa zdania i sprawa załatwiona. I nic nie nakłamała!

Są gry, w których ktoś może być po prostu lepszy. Z potworami nie ma tak dobrze. Ponieważ potwory nie są jednakowej wielkości, ich wepchnięcie na arenę ma różny stopień trudności. A to, czy wpychamy małego, czy dużego, jest tylko i wyłącznie kwestią szczęścia. Decyduje o tym rzut kostką. Podobnie niewielki wpływ mamy na to, czy spadnie mały potwór, czy duży, a obrazki z ich wizerunkami także mają różne rozmiary.

potworne-przepychanki4.jpg

Dla mnie, jako osoby dorosłej, gra jest banalnie prosta. Mogłabym w tym momencie napisać, że nudna, nijaka, że kompletnie nie ma sensu, ale to jest gra dla dzieci! To, co mnie wydaje się oczywiste, dla Duśki jest kolejnym etapem w poznawaniu świata. Jej rączki nie są tak sprawne, jak moje, wepchnięcie potwora idzie mniej płynnie. Ja jednym rzutem oka oceniam, z której strony areny wpychać i w którą stronę kierować mojego potwora, żeby jak najmniej pozrzucać, ona dopiero uczy się trudnej sztuki strategii.

Kiedy grałyśmy we dwie, nie było praktycznie żadnych emocji. Ale kiedy zdarzyło nam się zagrać rodzinnie, we troje, śmiechu było co niemiara. Wniosek? Im więcej osób przy stole (albo na podłodze), tym lepiej! Zdaniem producenta jednorazowo może grać od dwóch do czterech osób, na moje oko spokojnie i sześcioro da radę zagrać. I wtedy naprawdę będzie wesoło!

potworne-przepychanki1.jpg

Ponieważ gra wyszła ze stajni Wydawnictwa Rebel, jej jakość jest jak zwykle na 6+. Sztywne kartonikowe obrazki z potworami, idealnie oszlifowane elementy drewniane, żywe, przyciągające uwagę kolory, pomysłowe popychaczki – dzieci nie przejdą obok tej gry obojętnie. A i dorośli, jeśli tylko zechcą mentalnie powrócić do dzieciństwa, będą się świetnie bawić.

– Mamooo, zagramy w potwory? To krótko.

Fakt, jedna rozgrywka trwa góra kwadrans. To jednocześnie na tyle dużo, by choć na chwilę oderwać się od obowiązków, z drugiej strony na tyle mało, by bez wyrzutów sumienia zaniedbać to i owo, albo po prostu wykorzystać zasłużoną chwilę relaksu na zabawę z dzieckiem.

Reasumując: ponieważ jesień w tym roku nas nie rozpieszcza, a już za progiem zima, myślę, że jeszcze nie raz zagramy. Nie tylko w „Potworne przepychanki”.

potworne-przepychanki6.jpg

 

Zdjęcia: Żaklina Kańczucka

Wpis jest elementem współpracy z Rebel.pl

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
W roli mamy - wrolimamy.plŻaklina Kańczucka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Żaklina Kańczucka
Gość

Grają i to sami, zasady proste a gra wciągająca, do pojęcia nawet przez trzylatka :) Przyznam, że też grałam – nie raz – dla relaksu, to działa :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Musimy się umówić na partyjkę ;)

Emocje 19 października 2016

Rzygać mi się chce takim stanem rzeczy!

Nie wiem czy to jesienna chandra, czy może chwilowe zmęczenie materiału, ale chce mi się rzygać kolejnym, niemal takim samym jak poprzedni, dniem. Te same obowiązki, ten sam nieład w domu, z którym codziennie mozolnie walczę, a on i tak wciąż powraca! Wszystko wygląda jak wczoraj, nawet dzieci, którym znowu muszę dać jeść i zmienić pieluchy… 

Znowu pranie, prasowanie, sprzątanie, i gotowanie…

Znowu mam ob*rany kibel, ochlapane lustro w łazience, rozrzucone zabawki i ciuchy koło wanny, które zamiast trafić do kosza na pranie, wylądowały na podłodze.

Znowu muszę bawić się w master chefa i wymyślać CO dziś zrobić na obiad, a potem kombinować JAK to przygotować, żeby mój 5-letni niejadek zechciał w ogóle na to spojrzeć. Później jeszcze, na tej samej zasadzie, pomyśleć o kolacji i może o jutrzejszym śniadaniu.

A jak myśleć o jutrzejszym śniadaniu, to znaczy, że muszę zrobić przegląd lodówki, listę zakupów i pojechać do sklepu. Rzygać mi się chce na samą myśl o tym.

Słabi mnie również fakt, że po raz kolejny muszę wymyślać JAK miło, ciekawie i aktywnie spędzić czas z dziećmi, gdy za oknem jest szaro, zimno i pada deszcz, jak np. dzisiaj. Dlaczego nikt nie może tego zrobić za mnie i złożyć mi propozycji – zgodzę się na wiele, w ciemno!

A właściwie to dlaczego wiecznie muszę o wszystkim myśleć?! I o wszystkim pamiętać!

Zupełnie jak dziecko, chciałabym, chociaż od czasu do czasu zaznać beztroskiego dnia. Niczym nie zaprzątać sobie głowy, niczym się nie przejmować i nic nie robić. Dostać obiad pod nos i gorącą kawkę, z pysznym ciasteczkiem na deser.

Chciałabym móc robić to na co mam ochotę, a nie to co muszę.

Chciałabym wyjść z domu i nie wracać tak długo, aż poczuję, że już odpoczęłam, tęsknię i chcę być z powrotem. Może byłby to tydzień, może miesiąc, nie wiem. Ale taka opcja czasem bardzo by mi się przydała.

Chciałabym wyjechać w daleką podróż, przemierzyć góry, doliny, poobcować trochę z naturą, poznać nowych ludzi, zaznać zapadających w głęboką pamięć przygód i spróbować nowych rzeczy oraz smaków.

Chciałabym móc to zrobić, nie martwiąc się przy tym o dzieci i o pieniądze…

Bo naprawdę czuję się ostatnio znużona szarą codziennością, zmęczona obowiązkami, obrzydzona rutyną i sfrustrowana takim stanem rzeczy!

 

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Jelinek
Gość

Czytasz w moich myślach? :p

Agata G-ska
Gość

Jakbym czytała o sobie

Beata Syndyka
Gość

Dokładnie mam tak samo…..Do tego dodam tylko chore dzieci

Emi Ka
Gość

I ja mam takie dni kiedy porę rozróżniam posiłkiem jaki muszę wymyslic dla rodziny…
Ale one mijają…
A gdy w tv widzę wiadomości o jakiejś rodzinnej tragedii ludzi zupełnie mi obcych dziękuję losowi że mam tylko takie zmartwienia…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Też tak mam ;)

Magdalena Rek
Gość

Wystarczy poczytać strony na FB mam które mają nieuleczalnie chore dzieci. Dni przeplatane Ojomem, szpitalem, domem,zmiany opatrunków, podawanie olbrzymiej ilości leków, dni zlewające się w miesiące. I jestem szczęśliwa za tą moją „zwykłą”monotonię.

Agata G-ska
Gość

Ale wiecie co, każda z nas ma prawo ponarzekać i chociaż tego nikt nam nie odbierze…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zgadza się ;)

Ciąża 18 października 2016

500+ zadziałało czyli rodzina wielodzietna

Tytułem wstępu – jestem mamą trójki dzieci, za dwa miesiące nasza rodzinka rozrośnie się o kolejną pociechę – nie wiemy, czy będzie drugi chłopczyk, czy trzecia dziewczynka, ale to dla nas bez znaczenia.

Mąż ma podwójne obywatelstwo (polskie i czeskie), ja tylko czeskie, mieszkamy po czeskiej stronie granicy, ale z dziećmi rozmawiamy po polsku. Zawsze uważałam, że fajnie jest jak spacerujemy sobie po Cieszynie i nasz język to nie gwara, ale polski „literacki“. Choć ostatnio może lepiej by było, jakbym się przestawiła na język czeski… a dlaczego?

Praktycznie od początku z mężem marzyliśmy o trójce dzieci. Fakt, że trzecia ciąża pojawiła się szybciej, niż zakładaliśmy, ale odstęp czasu okazał się super, ponieważ dzieci wychowują się razem. Do wyborów w Polsce nie chodzę (mąż tak), nawet jakbym mogła pójść, to obiecywane 500+ by mnie nie skusiło – radzimy sobie sami i to całkiem nieźle. Nie mamy karty dużej rodziny, na dodatek na dzieci też się nie łapiemy (być może tymczasowo, być może nigdy, bo dzieci nie mają jeszcze polskiego obywatelstwa ale to nie o tym teraz)…

Mamy dzieci w wieku 7 lat, 4,5 roku oraz 3 lata, ja obecnie w 30tc – i tak sobie spacerujemy po Cieszynie a za nami dwie starsze pary i jedna z pań komentuje – „O, widać że 500+ zadziałało!“. Przeważnie jestem grzeczna, już kilka takich mądrych uwag pod swoim adresem słyszałam, byłam wtedy z dziećmi sama na spacerze – pilnować trójki dzieci w mieście podczas wakacji to nic łatwego, więc tym bardziej nie będę się wdawała w dyskusje z „mądrzejszymi” ode mnie.

Mąż na moje „skargi” zwykle odpowiadał, że może się przesłyszałam, wierzyć mu się trochę nie chciało, że ludzie tak reagują. Aż do dzisiaj! I to właśnie on się odwrócił i rzucił swoje 5 groszy wystarczająco głośno – „Tak, zadziałało i zdążyliśmy już trójkę urodzić a czwarte w drodze!“ Pani i jej znajomym mina zrzedła, być może powiedziała szybciej niż pomyślała (i policzyła)…

Drugi przykład – w niedzielne przedpołudnie kolejny spacerek rodzinny, mamy ochotę na kawę i ciastko – mąż zamawia w kawiarni, wynosimy wszystko do ogródka, bo tam jest więcej miejsca i świeże powietrze. Dosiada się grupa młodych ludzi, nie jakichś nastolatków, uważam że mogli mieć po jakieś 23-27 lat (czyli niewiele młodsi od nas). I co? Kolejne miłe i życzliwe słowa kwitowane przez pozostałych potakiwaniem i uśmieszkami – „Teraz to się opłaca mieć dzieci“, „No i zarobione …“. A oni co? Może planują założyć rodzinę później, może nigdy – nie mnie oceniać, ani tym bardziej głośno wyrażać swoje domniemania. A może powinnam?

Ludzie, czy dzisiaj naprawdę nie można mieć dzieci, tylko dlatego, że się z mężem kochamy, kochamy też nasze skarby, chcemy dla nich jak najlepiej? Żadna z ciąż nie była „zaplanowana“ – po prostu przyjmujemy ją z otwartym sercem, kiedy się pojawia. Czy za wszystkim musi koniecznie kryć się kasa wyrywana komuś innemu z kieszeni? Przez chwilę nawet przyszło mi do głowy, że warto by zaprojektować plakietkę „Nie korzystam z 500+“. I proszę nie myślcie, że komuś zazdroszczę albo źle życzę – o ile tylko te pieniążki poprawiają rodzinny budżet i służą też dzieciom, to cieszę się, że są. Sama wychowywałam się (mówiąc bardzo oględnie) w bardzo skromnych warunkach, więc wiem co to znaczy…

Przykro mi, że obcy ludzie „znają mnie“ i oceniają, nic o mnie nie wiedząc. Nie chcę psuć sobie chwil spędzanych z dziećmi, jestem dumna z naszej rodziny, ale jednak pozostaje lekki niesmak. A wy też musicie wysłuchiwać życzliwych uwag? Jak udaje wam się opanować w takich sytuacjach?

18
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Adam Kwiatkowscy
Gość

ja odpowiadam ze nie na 500 ale na karte wielkiej rodziny poleciałam hahah

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

my to samo mówiliśmy, że zawsze nam się ta karta marzyła ;) kiedyś był paszport polsatu a teraz KDR :D hahah

Kamatocy
Gość
Kamatocy

Przykro mi że trafiacie na takich ludzi i takie komentarze. Sama uważam,że ilość dzieci to każdego wybór i nikomu nic do tego. Moja córka chodzi z dziewczynką, gdzie w domu jest 6 dzieci i na to nie wpłynęło 500+ bo jeszcze wtedy takich pieniędzy rodziny nie dostawały. I choć byłam jedynie w korytarzu, nie interesuje się jakoś szczególnie tą rodziną to uwierz mi na słowo – nie żyją na koszt państwa, opieka tam nie chadza,a i nie żadna patologia. Dzieci bardzo dobrze ubrane, mama piękna zgrabna i zadbana. Niestety polski naród już tak ma; nie masz dzieci to coś z… Czytaj więcej »

Magdalena Lipinska
Gość

Ja mam troje dzieci najmlodsze ma 3 lata wiec urodzone przed programem 500+ i nawet gdy go nie bylo chcialam całą moja trójkę razem z mezem chcielismy tak dużą rodzine i tez jak slysze te komentarze to poprostu mnie trafia. Jest to dobrze dlaczego mam nie korzystac…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

strasznie mnie wkurza taka zazdrośc ludzka, tak jak się czepiali do prezes Lecha Poznań, że bierze na swoje dzieci, a czemu nie? przecież one nie są gorsze tylko dlatego, że ich mama dobrze zarabia

Joanna Joanna
Gość

Cieszę się, że moja córka urodziła się zanim jeszcze weszło w życie 500plus. Myślę, że Polska to specyficzny kraj do narzekań i dupościsku, kiedy tylko komuś powiedzie się lepiej lub ktoś coś dostanie za free. U naszych zachodnich sąsiadów matki dostają większe pieniądze na dzieci i znam wiele przykładów Polek, które tam rąk pracą poza domem nigdy nie skalały. Niemcy jakoś nikomu „kindergeldu” nie wypominają a u nas jeszcze nikt pieniędzy nie dostał ani nawet nie widział, ale już przeciwnicy brzęczeli o „szerzeniu się patologii”, z Korwinem na czele, tak jakby wszyscy, którzy mają więcej niż 1 dziecko byli patologią… Czytaj więcej »

Anna Zabrocka
Gość

Dokładnie, ja też się cieszę, że nasze drugie dziecko, córeczkę o którą długo się staraliśmy, szczęśliwie urodziłam prawie dwa lata przed wprowadzeniem 500+, bo może też ktoś życzliwy by się znalazł i stwierdził, że na 500+ polecieliśmy

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

mój najmłodszy urodził się w styczniu a poczęlismy go jeszcze zanim ktokolwiek wspominało 500+ ale i tak usłyzałam co nieco, naprawdę żenujące to jest czasami, mój mąz się kiedyś wkurzył i powiedział znajomemu od którego usłyszał, ze nieźle mamy bo kaska wpada, że jemu nikt nie broni „siąść na babe i dziecko zrobić” :D od razu się zamknął :P

Anna Zabrocka
Gość

Niestety też słyszałam podobne komentarze może nie bezpośrednio do mnie (bo mam TYLKO dwójkę i choć może marzyłoby mi się trzecie, to zdrowie nie pozwoli i nawet 500+ nie pomoże ;-) ) ale kierowane do osób np z trójką czy czwórką dzieci. Niestety nawet nie wiem jak to skomentować. Przeraża mnie taki tok myślenia … naprawdę nie znam nikogo, kto by zdecydował się na dziecko z powodu 500+, ani nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek wychowując dziecko i utrzymując je z powyższej kwoty, byłby w stanie je utrzymać i jeszcze na tym „zarobić”. Ludzie z zazdrości lub ze zwykłej bezmyślności… Czytaj więcej »

Kamila Kuśmierz-Chudy
Gość

Jestem lub bede juz niedlugo w podobnej sytuacji…mam 4latka, 11miesiecznego szkraba i kolejne w dordze. Zawsze myslelismy o 3 ale moze nie tak szybko. Los zdecydowal za nas i bardzo nas to cieszy. Mieszkam w malej miescinie i wiem ze musze sie przygotowac na takie komentarze…Bardzo przykre ocenianie innych…Korzystamy z programu ale wszystko odkladamy na przyszlosc naszych dzieci. Czy to zle ze chcemy im zapewnic lelsze jutro?! Mam wrazenie ze dzisiaj rodzina wielodzietna w oczach wielu =patologia, ciemnogrod?! Przykre bo dla mnie to samo szczescie i wielka miłość!

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

kto nie ma nie wie ile to radości i miłości, myślę, że to z powodu zazdrości takie komentarze…

Anna Zabrocka
Gość

Nie należy się przejmować, niestety ludzie zawistni, są byli i niestety będą. A nic nie kłuje w oczy tak jak szczęście innych… Nie watro psuć sobie radości z powodu czyjegoś gadania. Powodzenia i wszystkiego dobrego życzę :-)

Kamila Kuśmierz-Chudy
Gość

Dziekuje za dobre słowa ?

Iwona Migda
Gość

Mieszkam w Niemczech od dwóch lat mój syn ma skończone pięć lat i dopiero teraz zgłosiliśmy sie po kindregelt… Pani w urzędzie malo oczu nam nie wydrapała że dopiero teraz sie po to zglaszamy… Komentarz tej pani krotki i na temat ” to na dziecko więc każdemu sie należy, tacy co dużo zarabiają tez pobierają te pieniądze” a w Polsce niestety od znajomych mamusiek dowiaduje sie o takich sytuacjach ze kolejne dziecko to po to żeby 500+ dostać… Przykre

Ewa Kowalczyk
Gość

Ja mam synka ma trzy lata. Nie dostaje 500+. Mimo to miałam taką sytuację, że jestem w biedronce na zakupach i mam dosyć spory koszyk warzywa, owoce, mleko, taka spożywka typowo a że mieszkam na wsi to poprostu robię raz duże zakupy abym nie musiała wkoło jeździć do miasta. Jedyne co to we wsi kupuję chleb no ale do rzeczy i stoję w kasie a jeden taki Pan do takiej Pani chyba się nie mogli doczekać, zarzucił komentarz:” chyba 500+plus dostali, bo taki duży koszyk mają” ale się wkur…. I mówię do Pana, że niestety się myli bo mi się… Czytaj więcej »

Żaneta Wiktorzak
Gość

Miałam podobnie w Biedronce. Mój 3 latek wybierał sobie serek a starszy pan obserwował nas. Wkoncu wypalił z tekstem że 500 + dostałam to dziecko sobie może wybrać. Tak mnie zezłoscił że nie mogłam sobie odmówić komentarza. Jak mu powiedziałam że nie należy mi się 500+ dla synka a mimo wszystko stać mnie na serek bez pomocy państwa to śmiejąc się powiedział że trzeba sobie drugie zrobić. Swoją drogą ją się nie spotkałam z uwagami od młodych ludzi. W większości są to osoby starsze. Ten Pan miał ok 70. I mimo że mam jedno dziecko zdaża się że słucham tego… Czytaj więcej »

Ewa Kowalczyk
Gość

Też słyszałam, że osoby starsze są takie dowcipne mi powiedział to Pan koło 50tki z piwkami w rączce…..

Ewa Gołębiewska
Gość

Tyle razy to słyszałam że szczerze mówiąc nie rusza mnie to już wcale. Zazwyczaj nie zwracam uwagi a jak mam gorszy dzień to krótko gaszę głupie komentarze. Na mdłości mi się zbiera jak słyszę na ulicy teksty o 500+ albo „Jezuuu to wszystko pani?”- Nie, stały po drodze to zabrałam.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close