Ciąża 15 sierpnia 2011

Godzina Zero

Do „Godziny Zero” byłam przygotowana już dawno. Spakowana torba czekała na znak od stycznia. Może dlatego, że Bobo trochę się spieszył na świat i medyceusze grozili: „W każdej chwili może się zacząć akcja porodowa!”. A może dlatego, że  jestem małą pedantką i lubię mieć wszystko poukładane, przygotowane?

Godzina Zero” nadeszła w marcu! W poniedziałek.
Dokładnie o godz. 00.00 obudził mnie pierwszy skurcz, ale pomyślałam sobie:
-Nie pierwszy skurcz. Nie pierwszy raz mnie budzi. Więc tym razem nie będę się ekscytować!

Zasnęłam. Pobudziłam się o 2.00, tym razem już na dobre, bo jakiś dobry duszek powiedział mi, że nadszedł mój dzień!

 

Coś mnie skręca, to nerwy? Niee, przecież jestem spokojna. Chyba tak ma być.
Wizyta w toalecie, odchodzi czop. O rany to naprawdę się dzieje!! Brzuch mi ciągle twardnieje, może sprawdźmy jak to wygląda czasowo..?
Cyk cyk cyk…..auu. Cyk cyk cyk …auuu. Cyk cyk….krucafiks! Toż to się dzieje co 3min! Nie za szybko?! Przecież położna mówiła, że „Jak skurcze będą się powtarzać co 10 min, przez 2h to trzeba jechać do szpitala!”

Aha! Przez 2h! No dobra, to spokojnie. No przecież jestem spokojna! Prysznic! Idę pod prysznic. Ciepła woda. Mmmm jak przyjemnie. Torba. Gdzie ona jest?? Stoi tam gdzie zawsze, od dwóch miesięcy! Aaaa faktycznie. Pakowałam ją dokładnie, z listą w ręku więc wszystko jest. Ale lepiej sprawdzę.

Mijają rzeczone 2h, skurcze nadal pojawiają się co 3min. Co robić? Czuję ból, ale nie jest jeszcze taki mocny żebym dała się żywcem pokroić (tak sobie tłumaczę). Hmmm co robić.. Mój piękny rycerz z białego konia, śpi na białym łóżku, w białej pościeli. Budzić go czy nie? On pewno będzie panikować (jak każdy facet), zaczekam jeszcze.

Nudzi mi się już to dreptanie po mieszkaniu. Budzę Go! ….. ooooo Rycerz twierdzi, że żartuję!! On na 6.00 do pracy idzie i chciałby się wyspać!! No wiecie co?! Przecież ja też chciałabym się wyspać!
-Wstawaj mężczyzno! Wołaj swego pięknego rumaka i wieź mnie do szpitala! Ja rodzę!

No to wstał. Ale spokojnie. Jakby mi nie wierzył. Trochę mu się nie dziwię bo z mej buzi nie znikał uśmiech. Poważnie! Nagle zachciało mi się śmiać :D

-„Chcesz już jechać?” spytał Rycerz.
-„Nooo tak! Chociaż nie wiem. Może jeszcze zaczekamy. Bo mnie boli, ale nie tak strasznie. To znaczy to już boli co raz mocniej, ale jeszcze wytrzymuję. Zaczekajmy chwilę. Albo nie!! Może jednak… bo położna mówiła że przez 2h, a to już dobre 3h! Jedźmy! Chociaż, nie wiem….” .

Dobra to zmierzymy RAZEM te skurcze i pomyślimy.
Cyk cyk…auu. Cyk cyk….auuuu..  2min!! Jezzzuu jedźmy już!

Szpital. Izba przyjęć. Wszyscy śpią. Na zegarku 5.30, no to śpią!!! Jakaś pani w białym kitlu zadaje mi mnóstwo pytań, coś pisze, coś drukuje… – Kobieto ja rodzę! Szybciej! (myślę sobie).

VI piętro. Trakt porodowy. Gabinet. Badanie. Rozwarcie na 0.5 cm. Rycerza wyganiają do domu. Zostaję sama …..

Godzina 6.00
Skaczę na piłce, bo to przynosi ulgę i trochę pomaga mi zabić czas. Zegarek w dłoni, ciągle robi głośne „cyk cyk..”

Godzina 8.00
Wchodzi mój ginek. Badanie, 2 cm!! -„Będziemy rodzić pani Asiu”. Coo?? Wow! Hurraa! Ale się cieszę!!

Godzina 10.00
Badanie, 4 cm!!! Ładnie to idzie! Położna mówi, że szybko urodzę! Strasznie się cieszę!
Chociaż muszę przyznać, że skurcze co raz bardziej bolą. Skakanie na piłce zaczyna mnie irytować. Położę się, może zasnę. …nie zasnę ! Nie da się! Booliii!!!

Godzina 12.00
Przyjechał Rycerz. Nie potrafił sam wysiedzieć w domu. Chciał być ze mną. Mój Kochany!!!!!

Godzina 13.00
Badanie, 6 cm! Położna mnie chwali, ale zaczynam mieć to głęboko… bo skurcze są już naprawdę silne! I chcę JUŻ urodzić!!
Na dodatek jetem głodna!! Mój ostatni posiłek  to niedzielny obiad! Dajcie mi coś zjeść bo padnę! No to padaj kobieto. Jeść nie możesz bo w razie jakby trzeba było ciąć to żołądek ma być pusty. Wrrrr jestem zła! A pić mogę?? Tak, pić pani może. No to wody!!!!! Daj mi wodę, Rycerzu!

Ojej co to??! Mdli mnie! Szybko do łazienki!! Wymiotuję…. o rany jeszcze tego mi brakowało!! Źle się czuję, jestem słaba.  Ale położna za to tryska energią i dobrym humorem.
–„Wymioty?? No to super! Znaczy że rozwarcie postępuje!” – twierdzi rozentuzjazmowana położna.
– „Urodzi pani na mojej zmianie!!” – dodaje.

Noo fajnie, też się bardzo cieszę, ale kiedy to dokładnie będzie bo jestem już zmęczona?!

Nadal wymiotuję. Rycerzu, wody!!

Godzina 15.00
Badanie, 8 cm! Cudownie! Już prawie jesteśmy na mecie! Taaa, ale na której? Tej co to się pada i już nie wstaje czy może tej co w nagrodę dziecko w objęcia dają?? Bo ja to bym bardziej skłaniała się ku tej pierwszej, chociaż wolałabym tę drugą. Wymiotuję. Rycerz skacze koło mnie na przemian z miską, wodą i pomadką do ust.

Nie mam już siły. Nie umiem stać. Kładą mnie na łóżko. Sugerują żebym już tutaj leżała. Protestować nie będę bo nie mam siły, mówię tylko szeptem i to jeszcze ograniczam się do słów: miska! Woda! Pomadka!

Naprawdę nie wiem jak te wszystkie kobiety z amerykańskich filmów potrafią w takim momencie krzyczeć na swoich mężów?! Mało tego! One potrafią jeszcze przeprowadzać inteligentne konwersacje, rozwiązujące za razem wszelkie problemy i wyglądają przy tym jakby popijały właśnie poranną kawkę w swoim ogrodzie! Czego ja nie mogę powiedzieć o sobie… od tego ciągłego zwracania jestem blada jak ściana, oczy podkrążone jak po dobrej libacji, włosy pokłócone z grzebieniem, usta suche i spierzchnięte przypominają papier ścierny i ta okropna koszula…. A nie przepraszam! Paznokcie mam ładne! Wczoraj malowane to jeszcze się błyszczą!

…..wymiotuję. Piję. Stękam, że boli.. Wymiotuję. Piję. Stękam.. i tak w kółko!

Godzina 18.00
Moja położna oznajmia, że kończy się jej zmiana i idzie do domu. Przychodzi trzecia, tak to już trzecia położna bo pierwsza przyjęła mnie rano, popołudniu była ze mną druga, a teraz, wieczorem trzecia. Ciekawe czy poznam cały personel? Jak tak dalej będę się guzdrać, to pewnie tak.

Godzina 20.00
Ledwo zipię, w zasadzie to mam wrażenie, że już nie żyję. Albo nie! Żyć jeszcze żyję, ale już konam. Byłam niegrzeczną dziewczynką, więc odchodzę w bólu i cierpieniu.

Ooooo nagle jakieś poruszenie! Zebrało się trochę ludzi, nawet nie wiem ile bo już nic nie widzę. No poza zegarkiem, który wisi obok na ścianie i głośno cyka uświadamiając mi że to trwa już całą wieczność! Medyceusze postanawiają mi pomóc i podłączają kroplówkę. Nareszcie – myślę sobie.

Kroplówka zaczyna działać i akcja znowu rusza. Ani się obejrzałam, a położna każe mi przeć.

Przeć??! Ludzie przecież ja nie mam na to siły! Jedną nogą jestem na tamtym świecie, a Wy mi każecie przeć??!! …no to prę. Z całych sił. –„Widać włoski!” Włoski? Jakie włoski? Czyje? Aaaa mojego dziecka?! No to szybciej! I mocniej! Już jesteśmy tak blisko finału! Jeszcze trochę! Aaaaaaaa!
-„Jest główka!”  O Matko Boska! Widzę jakąś głowę! Wystaje ze mnie! Jezzzzuuu co się dzieje! Obcy mnie zaatakował!

Godzina 21.14
Słyszę krzyk. Dobitny. I jest! Jest moje dziecko! MOJE! MÓJ SYN! Dajcie mi go!- krzyczę.

..i ktoś mi zrobił zastrzyk. Nie wiem kto. Nie wiem kiedy. Ale czuję że dostałam zastrzyk energii! Jestem taka szczęśliwa! Jestem mamą!!!! Przed chwilą konałam z bólu a teraz czuję że mogłabym góry przenosić!! Jestem wielka! Wydałam na świat nowego człowieka. Niesamowite uczucie! Odzyskałam głos. Znowu mogę mówić . Mogę krzyczeć. Nadrabiam wielogodzinną ciszę i nawijam jak katarynka, ze wszystkimi. I już mi się spać nie chce. I jeść mi się nie chce. Chyba urządzę imprezę na oddziale! Będą tańce i śpiewy! Bo o to zostałam mamą! Bo na świat przyszedł ktoś wielki, tak upragniony i wymarzony! NASZ SYN!!!

19
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
milenaIza KasparekPaulina KorpusNatkaSisunia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
swetee
Gość
swetee

zostało nam 12 dni do ustalonego terminu… z jednej strony strasznie się boję, z drugiej z upragnieniem czekam na ten moment, kiedy w ramionach będzie ten, bez którego już nic liczyć się nie będzie… trzymajcie kciuki.

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Trzymam mocno! A blog „W roli mamy” czeka na info o narodzinach Twojego maluszka :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Będziemy trzymać kciuki!!Niech wszystko pójdzie szybko,łatwo i gładko! ;)
No i oczywiście czekamy na info jak poszło?! :) I jak się miewa dzidziuś!! :)
Pozdrawiam!!

Milka
Gość
Milka

bardzo chaotyczny wpis i ciężko się go czyta ale następnym razem będzie lepiej pozdrawiam :D

Basia
Gość
Basia

Chaotyczny? Tak jak poród – niby wszystko wiadomo, jaka ma być kolejność, a i tak w głowie wszystko nieuporządkowane i niewyraźne… Wg mnie ta historia trafnie opisuje, jak może czuć się kobieta, w całej tej sytuacji, gdy się zaczyna coś dziać. Zakończenie z zastrzykiem – zaskakujące. Zastanawiałam, jaki zastrzyk po wszystkim. A to energia i szczęście – to prawda! Też tak miałam :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Takiego zastrzyku energii żaden medykamend nie potrafi wywołać. A to tylko albo aż minka malucha, jego złapanie za rękę czy płacz i mama już zwarta i gotowa do działania.

Paulina
Gość
Paulina

moim zdaniem tekst świetny idealnie pokazuje emocje. sama się zastanawialam skąd kobiety na filmach biorą siły na krzyczenie na facetów :) ja potrafiłam powiedzieć tylko wody!

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Ja tu chaosu nie widzę. Fajnie napisana relacja z porodu, dokładnie tak jak go autorka przeżywała, co czuła. Takie wydarzenie ma to do siebie, że nie ma jasnego scenariusza więc nie doszukamy się tu ustalonej kolejności czy chwil, które można ot tak przewidzieć.

pulpecja
Gość
pulpecja

Świetna relacja !!! czytając chciałam, aby poród trwał jeszcze i jeszcze, aby móc przeczytać więcej :):)

alka
Gość
alka

Ja tu też chaosu nie widzę. Bardzo dobrze się go czyta. Momentami się uśmiałam…momentami się wzruszyłam…i w myślach wracałam do swoich porodowych przeżyć. Odporna na ból nie jestem i na samo pobranie krwi musiałam iść z obstawą bo nie raz i nie dwa mdlało mi się. Zastanawiałam się i panikowałam jak ja poród przeżyję. Do 9 miesiąca nie chciałam nawet słyszeć słowa ‚poród’. No ale potem z dnia na dzień się wyciszyłam i uspokoiłam i jakoś poszło. Choć za pierwszym razem męczyłam się 25h, to jednak nie zniechęciło mnie to by mieć drugiego dzidziusia (no ale na tym imprezę kończymy).… Czytaj więcej »

Sisunia
Gość
Sisunia

Oczywiście zgadzam się z poprzedniczkami :) tekst super :) napisany z nutką humoru..ale i łezka się w oku zakręciła… poród każdej z nas to temat na oddzielną,niesamowitą historię :)

Natka
Gość
Natka

Fantastyczny artykuł Asiu :** Gratuluję

Paulina Korpus
Gość

Bardzo fajnie opisany poród :)

Iza Kasparek
Gość

w moim przypadku czas porodu to ponad 40h ale tylko 20 min. ostatniej fazy. tez byłam z siebie dumna że udało sie naturalnie ;) Tomcio urodził sie tydzień po terminie, z mężem ustalilismy że rodzimy razem. przez 2 tygodnie dzien w dzień słyszałam; „Pojedziemy dziś?? ;) aż w końcu zdecydowałam zawieź mnie już do tego szpitala i tam poczekam na godzine zero;D

milena
Gość
milena

super się czytało łzy wzruszenia i łzy śmiechu na przemian leciały mi po policzku

Zabawa 12 sierpnia 2011

Prawdziwa mama to taka, która ma brudną podłogę, pełny zlew i szczęśliwe dziecko :)

Począwszy od momentu ujrzenia dwóch kresek na teście ciążowym, wytworzyłam w swojej głowie wyidealizowany obraz nowego, lepszego życia, z kruszynką w ramionach. Gdy Bartek przyszedł na świat, obraz urzeczywistnił się, choć z pewnymi niedociągnięciami. Owszem, było wszystko nowe, lepsze ale jakże inne od moich wyobrażeń. 

Na moją kruszynkę, a raczej okrucha – bo 4 kg ciężki i 58 cm długi – wszystkie maluteńkie ubranka były za maluteńkie. Ale to nieważne… Istotne było to, że to różowe, wrzeszczące, ukradło moje serce. Taki mały, a taki dyktator. Zupełnie bezwzględny dla matczynej potrzeby snu, skreślający z mojego słownika hasła odpoczynku i wolnego czasu, nie znający przymusu korzystania przez rodzicielkę z toalety. Trzeba tu jasno powiedzieć, że odbyła się w moim życiu prawdziwa rewolucja, bezzębny zamach stanu, a nie tam żadne pokojowe działania.

Mimo tego, wraz z wszechogarniającą miłością do bezzębnego, narastał w mojej głowie obraz matki idealnej z idealnym dzieckiem, mężem i psem, również idealnym. O idealnym mieszkaniu nie wspomnę, bo to przecież oczywiste. A więc: karmienie, przewijanie, kąpanie, odbijanie, a w między czasie: pranie, sprzątanie gotowanie, mąż i pies. Oraz hasło :” CO? JA NIE DAM RADY?!?” Urabiałam się jak dzika oślica, a mimo tego niewykonane obowiązki powiększały się tak szybko, jak moje cienie pod oczami, przy czym na te drugie znalazłam krem, a cała reszta powodowała u mnie złość i frustracje. Że niby ja sama, że dziękuję za pomoc, że ja spać nie potrzebuję, bo wolę prasować…

Dzięki Bogu  zmądrzałam, wyluzowałam, chęć bycia matką, żoną, gosposią idealną, malała wprost proporcjonalnie do wzrastania mojego synka. Bo tak na dobrą sprawę, po co komu wymuskane mieszkanie, że aż oczy bolą? Dziecku? Nie sądzę. Mężowi? On nie z tych porządnickich. Teściowej? Też raczej nie, bo Ona i tak uważa, że świetnie sobie radzę. Rodzice mieszkają daleko, więc nie mają jak mnie sprawdzać. A więc postanowiłam – ubrania nie zawsze wyprasowane, chyba, że nauczę żelazko samoobsługi, albo męża obsługi żelazka, – zabawki nie zawsze na swoim miejscu, chyba że same nóg dostaną i grzecznie zawędrują na swoje miejsce – podłoga na wysoki połysk – bez przesady, w nosie mam codzienne wyzwanie rzucane przez psa. I dobrze mi z tym! O ile przyjemniej jest doglądać znad filiżanki kawy, moje „wymięte” czasem dziecko, które z gracją  kolankami doprowadza podłogę do największego błysku. A wolny czas oddaję synkowi, jego uśmiech przysłania zupełnie wszelkie niedociągnięcia naszego nieidealnego, lecz szczęśliwego bycia.

72
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ciotka-Klotka
Gość
Ciotka-Klotka

No Mania! Całkiem nieżle! Jestem pod wrażeniem! Widzę to Twoje nieidealne życie oczami wyobraźni, a co jakiś czas nawet „na lajfie”. Podobnie jak twoja Teściowa uważam, że świetnie dajesz sobie radę! Mogłabyś tylko częściej pamiętać, że gość nie wielbłąd i pić musi…:) Warto więc, zapytać mnie czasem, czy nie mam ochoty na kawę:) Gratulacje i proszę o wiecej!

Mańka :)
Gość
Mańka :)

Ciotka-Klotka :) Dziękuję :* zasłużyłaś na kawę miłym komentarzem, więc zapraszam , filiżanka już czeka :)

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

ja mam takie samo podejście- świat się nie zawali, jak w zlewie pomieszka dłużej niż 15 min kilka szklanek czy talerzy, prasowanie tylko wtedy, gdy koszulka jest tak pognieciona, że skróciła się do pępka :D. Moim założeniem było nie być matka perfekcyjną, bo po co? co mi da podłoga w której można się przejrzeć? Dom jest dla mnie, a nie ja dla domu. Na wszystko przyjdzie czas, co wcale nie znaczy, że żyję w przysłowiowym chlewie. To jest moja recepta na szczęśliwe macierzyństwo- nie napinać się niepotrzebnie. po co spędzać sen z powiek z powodu prania, które kipi z kosza?… Czytaj więcej »

Anonimowo
Gość
Anonimowo

oj tez tak mialam jak. Na poczatku wszystko dla mnie musialo byc zrobione, na swoim miejscu, posprzatane itp …. ale teraz odkad poszlam do pracy wole ten czas spedzic z dzieckiem, widze jak juz siada, jak mowi pierwsze slowa. Salon pelen zabawek ale co z tego jak wiem ze jak to posprzatam to za 5min ten sam bajzel bedzie.
Jedynie u mnie musi byc po odkurzane bo jednak jest pies, brud sie nosi a maly na podlodze czasami sie bawi… fakt ze ma koc i dywan ale to dla mnie musi byc czyste.

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

przy zwierzaku pewnie inaczej to wygląda. ja też zamiatam czy odkurzam (nie mam dywanów) często, ale nie pastuję podłogi :D

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

poza tym,tytuł to jest moje motto życiowe :D

Akinom83
Gość
Akinom83

No Matko-Polko;) powiem szczerze, że dawno nie czytałam czegoś tak dobrego i zabawnego;) Super text!:) Czekam na kolejne. Pozdrawiam

Mańka :)
Gość
Mańka :)

Nawet nie wiesz, jak mi miło :)

Akinom83
Gość
Akinom83

Dobra, a teraz Okolanka powiedz mi skąd ta „Mańka”?:)

mama x 4
Gość
mama x 4

he he skąd ja to znam dom to nie laboratorium ,żeby lśniło i wszystko było zdezynfekowane :D
dom jest po to ,żeby mieszkać hi hi

mama x 4
Gość
mama x 4

Maniusia masz talencik czekam na więcej:D

alka
Gość
alka

Oj uśmiałam się :) Rewelacyjny tekst. Kiedyś też miałam marzenia o byciu idealną…ale to było kiedyś… Miło jest wiedzieć, że nie jestem sama na tym świecie, że są ludziki, które też mają artystyczny nieład wokół siebie i nie przejmują się tym…bo wolą czas spędzić z dzieckiem niż latać ze szmatą. U nas podwójnie wszystko jest wywalone do góry nogami- córcia za tydzień ma 2 latka, a synek 3 miesiące :) Tak sobie siedzę i patrzę na swój pokój dzienny/jadalnię/kuchnię (wszystko jest jednym pomieszczeniem) i widzę- zlew zawalony; na blacie wiecznie pełno; obok mnie na kanapie zabawki, ciuszki, które po dzisiejszym… Czytaj więcej »

Takaja
Gość
Takaja

alka a ja znam trochę inne powiedzenie : dzieci dzielą się na brudne i nieszczęśliwe :D

Iwonaba85
Gość
Iwonaba85

super, podobnie miałam na początku chciałam zadowolić wszystkich i być idealna, bo inne chudną od razu po ciąży bo maja błysk w domu bo to bo tamto stwierdziłam że nie ma co i odpuściłam, przez co stałam się spokojniejsza, jak i mój synek.
Jeśli komuś przeszkadza u mnie bałagan sterta naczyń itd to bardzo proszę może mi posprzątać, nie będę protestować :):):):):)
a dokładnie jest tak jak mówicie dziecko musi się ubrudzić aby poznać wszystko co go interesuje wtedy jest szczęśliwe a nie wypucowana lalka ubrana na pokaz
Pozdrawiam

alka
Gość
alka

„Jeśli komuś przeszkadza u mnie bałagan sterta naczyń itd to bardzo proszę może mi posprzątać, nie będę protestować”
świetne!

Sisunia
Gość
Sisunia

Świetny tekst :) napisany z humorem ale prawdziwy :) ja też wyzbyłam się już ambicji zostania mamą idealną:) Najgorsze jest to,że niektóre mamy przez dążenie do perfekcji gubią gdzieś radość z macierzyństwa… pozdrawiam !

Mańka :)
Gość
Mańka :)

Bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam za pozytywny odbiór mojego pisania :) przy takim dopingu, chętnie złapię się za pióro i odpowiednio zadziałam, z przyjemnością podzielę się różnymi wypadkami z mego niespecjalnie uporządkowanego i przewidywalnego jestestwa :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Na początku, gdzy synek zasypiał ja zajmowałam się pucowaniem mieszkania, obiadem, praniem itp. bo jakby ktoś przyszedł musi być czysto. Bo kto jak kto ale ja dam radę wszystko zrobić pomiędzy karmieniami a toaleta małego. Zawsze posprzątane w domku miałam to czemu po narodzinach dziecka miałoby być ineczej. Nie umiałam odpoczać, zasnąc gdy mały spał. Później odpuściam. Nie pozmywane naczynia w zlewie i dobrze… pozmywam wieczorem na raz wszystko. Zabawki na macie, czy puzlach a niech leża po co je chowac jak zaraz synek wstanie i bedzie się nimi bawił. Obiad robię z synkiem w bujaczku. Jak synek zasypia to… Czytaj więcej »

Sisunia
Gość
Sisunia

Mańka z niecierpliwością czekamy na więcej :)

Mańka :)
Gość
Mańka :)

Nie ma sprawy :) ale tak szczerze mówiąc, czasem mam przypały na podjęcie wyzwania „Pani Idealnej” ale na szczęście autentyczny brak czasu przy stawiającym pierwsze kroki Bartkiem, nie pozwala mi na podobne głupoty ;) I powoli oduczam się już przepraszania gości za rozrzucone zabawki, czy garnki w zlewie, bo to po dziś dzień mi zostało, a pewnie jakbym się nie odezwała, nikt by tego nie zauważył :)

Mirka C
Gość
Mirka C

cudownie ,ze są mamy na świecie,które myślą tak samo jak ja :) Otrząsnęłam się kiedyś z tego idealizmu po słowach mojego taty „chcesz ,żeby twoje dziecko wspominało swoje dzieciństwo jako wysprzątany dom i zdenerwowana mamę biegająca ze ścierką ,czy jako cudowny czas spędzony ze swoja szczęśliwą mamą ?” I zostawiłam codzienne zmywanie podłóg i olewam głupie docinki innych ,bo to najczęściej ci którzy nie potrafią cieszyć się własnym szczęściem.

Marcin
Gość
Marcin

Jako Twój mąż muszę powedzieć, że tekst jest świetny, ale nie podoba mi się tylko jedno zdanie – zgadnij które? ;)

Mańka
Gość
Mańka

Jako Mój Mąż za każdą krytykę mojego pisania, dostaniesz jeden obiad mniej w tygodniu ;p ;)

Smykowa
Gość
Smykowa

A ja dopiero zaczynam „walczyć” z manią czystości… mimo, że sprawia mi przyjemność gdy wokół panuje ład i porządek to mój synuś potrzebuje coraz więcej mojej uwagi…a nie nauczę go życia myjąc naczynia czy prasując koszule tatusia…pewne rzeczy mogą poczekać :)

Mamuśka
Gość
Mamuśka

Święte słowa! Niestety gdy Mały tropiciel zaczyna buszować po podłodze, trzeba nieco zmodyfikować ten przepis:)

Mańka
Gość
Mańka

Lub częściej myć rączki dziecku ;)

wrolimamy
Gość
wrolimamy

test komentarza

Anna Cekiera
Gość

fajny wpis, lekki i przyjemny z dużą dozą poczucia humoru :)
i jakże prawdziwy :)))

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

Ja wolę miecz szczęśliwe dziecko,niż perfekcyjną czystość,choć wolę gdy w domy panuje ład,cóż jakoś to przeżyję.
Zawsze mozna nadrobić zaległości jak dziecko pójdzie spać :-)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Przy dwójce nie mam specjalnie sił żeby cokolwiek nadrabiać. Choć sama nie wiem, czy bardziej nie mam sił, czy ochoty ;)

Edyta Skrzydło
Gość

Taką prawdziwą , dzisiaj w kuchni miałam nawet cały garnek zupy jarzynowej wziął się wylał. Ech..

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

zły garnek, niedobry ;)

Edyta Skrzydło
Gość

O tak ! …

Edyta Skrzydło
Gość

Nie mam parcia na błysk , dzisiaj nic nie robię :-D

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ale świetne!!!

Ania Kaliszewska
Gość

Oryginał chyba był dłuższy?

Edyta Skrzydło
Gość

Ania Kaliszewska nie wiem miałam dostęp do takiej treści …

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

pierwszy raz widzę, ale bardzo mnie się podoba, bardzo :)

Monika Górny
Gość

My tez balowalismy, pierwszy raz od prawie 2.lat… Bylo cudownie, juz zapomnialam jakie to wazne przetanczyc z mezem noc, posmiac sie, zaszalec… Pomijam fakt, ze o polnocy w progu przywitalo nas zadowolone i pelne energii dziecko :)) Cudowna mamy wiosne tej zimy :D

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

fajnie, że zabawa się udała :)

Paulina Wilczynska
Gość

Ja ostatni raz na naszym weselu się bawiłam :D Nie jestem perfekcyjna. Kiedys tak. Teraz mam na to…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Czas nadrobić ;) Człowiek dojrzewa, ja przestałam być perfekcyjna, gdy zaczęło mi czasu na dzieci brakować. Nie warto aż tak się spinać :)

Justyna Latosińska
Gość

Nie mam parcia na to żeby w domu było pięknie podłogi blyszaly wypolerowane wszystkie meble bez kurzy itd.
Odkąd mam dziecko sprzątam co jakiś czas co parę dni poprostu kiedyś potrafiłam to robić codziennie :P

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ja miałam kiedyś, minęło, szczególnie jak urodził się drugi syn ;)

Go Sia
Gość

Do tej pory sprzatalam codziennie , zaraz po powrocie z przedszkola , byłam w domu sama , miałam czas i spokój , teraz kiedy pojawił się drugi synek a starszy na ferie sprzątanie jest na ostatnim miejscu na liście codziennych obowiązków , na codzień staram się sprzatnac to co najważniejsze , pozmywac naczynia , poscielic łóżka , całą reszta czeka aż znajdę dla niej chwilę ..

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

dla niej, albo dla siebie :)

Go Sia
Gość

Dla siebie znajduje więcej ;) bez kawy rano nie funkcjonuje .. rano najpierw godzina dla siebie później cała reszta .. a dziś pospalismy sobie do 10 więc dopiero się zabieramy za robotę ;)

Joanna Szczyglowska
Gość

hahah swietne..a myslalam, ze jestem sama, i ze zawodze jako matka i kobieta, bo mi dnia brakowalo, zeby wszystko ogarnac….od czterech miesiecy z perfekcjonistki zmienilam sie w MATKE- i powoli sie przyzwyczajam, ze nie ogarniam, ze kawe przygrzewam po trzy razy w mikrofalii, bo zapomne, ze ja sobie zrobilam, ze pranie juz dwa dni temu sie prac skonczylo i ze prasowanie lacznie z zelazkiem wcisniete od tygodnia w szafie…ale nie ma co usmiech bezzebnej pyzatej buzi ci wszystko wynagradza i rzezcywiscie czlowiek przestaje sie tym wszystkim przejmowac..bo jest glownie MAMA.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

No to już wiem, po co przyda się mikrofala- żeby kawę przygrzać :) ja z musu piję zimną, bo rzadko się zdarza, żeby był czas na raz ją wypić :)

Joanna Szczyglowska
Gość

HAHAHAH od czterech miechow jeszcze mi sie nie udalo wlasnie na raz wypic …w prawdzie z mikrofalii to juz nie jest to samo ale czlowiek do wszystkiego sie przyzwyczaic potrafi :D

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

od czterech miechów, jest więc dla Ciebie nadzieja ;) ja cierpię od czterech lat :P czekam aż dzieci z domu wyjdą ;)

Kamila Sophie Parypa
Gość

Ja dzis rano trzy razy włączałam czajnik
Zeby zrobic bawarke ;) miłego tygodnia!

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Kamila Miłego! :)

Angelina Sychta
Gość

Wprawdzie kawy nie piję, ale podgrzewanie herbaty w mikrofali mam już opanowane do perfekcji ;)

Asia Sz
Gość

A ja poprostu wole bawic sie z synkiem niz sprzatac :) Takie rzeczy zaczynam robic jak mlody spi .I tak codzien

Karolina Zieleźnik
Gość

w niedziele? musieliby mnie sila zaciagac do mycia podlog,zamiatania czy prania, niedziela to czas na wspolne gotowanie obiadu, ogladanie bajek,nadrabianie braku czasu dla siebie w tygodniu,spacer,basen. W sobote ogarniam na wieczor podlogi,pranie do poludnia zrobione,naprawde nie wyobrazam sobie sprzatac w niedziele. Moze to przez wychowanie mojej mamy,ktora pilnowala by niedziela byla relaksujacym dniem

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Kiedyś niedziela była dniem wolnym, służącym by nadrobić braki czasowe w sprzątaniu. Teraz to dzień odpoczynku, nic tego nie zmieni :)

Ania Kaliszewska
Gość

Zawsze mogło być gorzej :) :)

Justyna Ruszkiewicz
Gość

Też bym chciała mieć posprzątane, ale przy mojej córce nie da rady;-) zamiast sprzątać to leże i odpoczywam bo mała śpi. Ale już się skończyło dobra czas wracać do rzeczywistości. :-(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

szczerze, to nie wypoczniesz inaczej, niż w czasie gdy dziecko wypoczywa. Cały dzień na pełnych obrotach można się zajechać.

Justyna Ruszkiewicz
Gość

Przy mojej to nawet dopalacz nie da rady ;-) oczy trzeba mieć dookoła głowy bo tak jest ruchliwa

Adrianna Mizgiert
Gość

Wreszcie ktoś mówi głośno to , że nie ma takiej potrzeby by byś idealna matką, gosposia i żoną.

Anna Maria Rutkowska
Gość

Ja ostatnio sprzątam w pt wieczor :) wtedy cały weekend mam wolny na chodzenie w piżamach. U mnie jest odwrotnie :) jako nie mama była straszna bałaganiara ale mały człowiek zweryfikował pewne zachowania. Chociaz nadal prasowanie i odkurzanie to nie tykam xD juz wole zmywać godzinami ;P

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

oryginalna rewolucja :)

Anna Maria Rutkowska
Gość

Moja mama do tej pory nie wierzy xD i zawsze mysli ze zastanie sajgon i Meksyk a ja teraz lubię jak wszystko ma swoje miejsce na starość robie sie dziwna ;O

Marta Sobczyk-Ziębińska
Gość

Nie potrafię odpoczywać w balaganie, w ogóle nie potrafię funkcjonować w balaganie. Przy czym zabawki młodej to wyjątek od reguly

Barbara Ruszynska
Gość

W myśl zasady- nic ne musze, moge wszystko pozwalam sobie na ” nie chce mi sie” wtedy, gdy mi sie nie chce i jakos tragedii nie ma :D

Ania Plata
Gość

serio matka musi kojarzyć się z flejtuchem. Jak mnie irytują takie mądrości :( Mam czwórkę dzieci i uważam, że to co dzieci wyniosą z domu zaprocentuje w przyszłości. Nie mam zamiaru wychowac brudasów, a ogarnąć wokół siebie to nie taki znów problem.

wisienka
Gość
wisienka

Podoba mi się,ja zawsze sie stresowalam gdy miałam nieposprzatane do konca,balam sie reakcji gdy ktis przyjdzie i zobaczy ciuchy na suszarce czy niepoprasowane w misce.Mam 3 dzieci i w tym 2-córki chore.musze się poświęcać im duzo abu na rehabilitacje chodzić,basen ,klinika i lekarze.I naprawde ciężko o idealny porządek.ciagle nas nie ma po pól dnia.a gdy juz poodbieram je z przedszkola i syna z szkoly to mam ochotę na drzemkę.A tu trzeba jeszcze z nimi popracować i odrobić zadania z synem.Wole miec szczęśliwe dzieci i czyste niż doprowadzony do perfekcji dom.

Ciąża 10 sierpnia 2011

Carpe diem przyszła mamo!

Jeśli jesteście właśnie w ciąży, to pewnie macie pewne wyobrażenie macierzyństwa. Podejrzewam, że większość z was nie potrafi się już doczekać, kiedy wasze dziecko będzie na świecie. A ja wam mówię – powoli, cieszcie się każdym dniem, kiedy maluch jest jeszcze w brzuchu, bo wraz z jego narodzinami wszystko diametralnie się zmieni! 

Od ponad dwóch lat jestem mamą. Nie miałam depresji poporodowej, ani nawet baby bluesa. Mój syn od pierwszych tygodni życia spał w nocy, nie miał kolek, nie chorował, a i ząbki wychodziły mu w zasadzie bezboleśnie. Jest pogodnym i grzecznym dzieckiem. Jego tatuś bardzo mi pomaga, a chętnych do pomocy dziadków mam na wyciągnięcie ręki. Nie tylko kocham mojego synka miłością matczyną, ale i bardzo go lubię, bo fajny z niego gość. Mimo to w moim życiu zdarzają się momenty, kiedy jestem bardzo zmęczona, mam dość i potrzebuję chwili, by złapać dystans. Rzadko ktoś mówi głośno o negatywnych stronach bycia mamą, prawda?

Chcę żebyście wiedziały, że obraz macierzyństwa przedstawiany w telewizji i czasopismach jest wyidealizowany – bo gdy wasze dziecko pojawi się na świecie nie będzie to jedynie słodka, beztroska, cudowna sielanka!  Pewnie niejednokrotnie słyszałyście, że urodzenie dziecka jest prawdziwym dopełnieniem kobiecości, a po narodzinach jest pięknie i harmonijnie. Szczupła, pięknie uczesana, z nienagannym makijażem, uśmiechnięta mama z reklam, ze ślicznym bobaskiem – aniołkiem przy piersi – to nie jest realne przedstawienie codzienności.  I pewnego dnia – zwyczaj kilka dni po porodzie –  następuje konfrontacja tego wyobrażenia z rzeczywistością. Czy nie lepiej mówić wprost, że młoda mama będzie miała trudno, nawet bardzo trudno? Po prostu wystarczy mówić, jak naprawdę jest. Nie bójmy się stwierdzenia, że gdy urodzicie, może być momentami ciężko!

Dlatego przyszłe mamy delektujcie się każdą chwilą, póki maluszek jest pod waszym sercem. Skupcie się tylko na waszych potrzebach i zajmijcie się sobą – swoim ciałem, pasjami, pomysłami. Nie odmawiajcie sobie przyjemności. Róbcie wszystko to, na co macie ochotę i róbcie to spontanicznie. Chodźcie do kina, spotykajcie się z przyjaciółmi, wyjedźcie na kilka dni, poczytajcie, wyjdźcie na nocny letni spacer, odwiedzajcie kosmetyczkę, fryzjera, zapiszcie się na jakiś kurs, zróbcie w domu imprezę dla znajomych itd. Nie będę podrzucała wam gotowych pomysłów, bo przecież same najlepiej wiecie, co lubicie robić najbardziej. Niestety nie da się wyspać na zapas. Poświęćcie ten czas, gdy czekacie na dziecko, tylko sobie, bo to ostatnie chwile, kiedy to wasze potrzeby mogą być na pierwszym miejscu.

Tak to już natura skonstruowała, że gdy rodzi się dzidziuś, mama stara się z całego serca by niczego mu nie brakowało. Karmi, przewija, przytula, kołysze, nosi, wozi, buja… i zapomina o sobie. Zmieniają się priorytety i od porodu najważniejszy staje się ten mały człowiek.  Na pierwszy plan wysuwa się poczucie wielkiej odpowiedzialności, troski o  tę małą istotkę i obowiązku wobec niej.  A gdy wreszcie niemowlę zaśnie i świeżo upieczona mama ma czas dla siebie, uwierzcie mi – nie wie za co się zabrać! Czy ten czas poświęcić na szybkie umycie włosów, zrobienie szybkiego obiadu, szybkie ogarnięcie domu, szybkie nadrobienie zaległości w prasowaniu, czy po prostu ma się położyć, odpocząć, zasnąć?

Nie chcę was przyszłe mamy straszyć, chcę tylko uświadomić, co może was czekać. Według mnie warto znać prawdziwy obraz macierzyństwa, żeby się dobrze przygotować na to, co nastąpi. I chcę zmobilizować was do skoncentrowania się tylko na sobie i dobrego wykorzystania tych ostatnich dziewięciu miesięcy „wolności”.  A na zakończenie jeszcze tylko wam szepnę, że gdy urodzi się wasz syn czy córka, owszem może być ciężko, ale…

…będą też się działy cuda. I to każdego dnia. I musicie mieć siłę, by się nimi w pełni cieszyć! Czego wam – wszystkie przyszłe mamy – serdecznie życzę.

12
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

Był czas, że chyba sama podświadomie nabrałam się na ten piękny widok z obrazka. Byłam już wtedy mamą, a moje dziecię wcale nie dało mi odczuć trudów macierzyństwa- grzeczna, przesypiająca całe noce od urodzenia, bez kolek i właśnie wtedy na jednym ze spacerów pomyślałam, że na jednym dziecku się nie skończy. I nagle zobaczyłam kilka obrazów, które uświadomiły mi, że to tylko reklamy są idealne- mama z toną zakupów, ciągnąca za sobą zapłakane dzieci, w za dużych ubraniach, zasmarkanych, z powłóczącymi nogami. Nie byłoby nic dziwnego, że tego dnia spotkałam kilka takich sytuacji. Było mniej więcej tak, tak kobieta podejrzewająca… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

O tak!W cuda nigdy nie wierzyłam!Ale zmieniłam zdanie kiedy na świecie pojawił się mój mały okruszek! :-)

Smykowa
Gość
Smykowa

Święte słowa! Mimo, że pojawiły się życzliwe osoby, które chciały mnie uświadomić, to ja trwałam w świętym właśnie przekonaniu, że będzie cudnie… I jest cudnie…ale jest też momentami tak ciężko, że w życiu nie spodziewałabym się, że takie trudy zniosę…że jestem na tyle silna :) Macierzyństwo odkrywa w nas tyle cech i tyle pokładów energii, że to chyba kolejny cud natury :) A dla mam, które spotkają się z trudnościami na samym początku: z czasem będzie coraz lepiej, bo nauczycie się siebie a Ty będziesz mistrzynią w rozpoznawaniu potrzeb swojego dzieciątka :)

Sylka
Gość
Sylka

Obraz w filmach i reklamach jest wyidealizowany. Jak zostaje się mamą rzeczywistość weryfikuje obrazek zawsze zadowolonej i szczęśliwej mamy. Bycie mamą to największe szczęście pod słońcem, ale zdarzają się chwile zwątpienia, bezradności. To normalne. Jesteśmy tylko ludzmi, mamy dobre i złe dni. Każda mama czy to w dobrym humorze, czy złym i tak jest najcudowniejsza w oczach swojego dziecka :*

Jola
Gość
Jola

Zgadzam się z tobą w 100% :) 9 miesięcy ciązy szybciutko mija i trzeba je dobrze wyjorzystać bo później ciężko jest o troszkę czasu dla siebie… Pisze to z własnego doświadczenia. Mój synuś ma 4,5 miesiąca karmiony jest wyłącznie piersią i nawet nie chce myśleć o piciu czegokolwiek z butelki… Zostawienie go na dłużej z tatusiem bądź dziadkami odpada więc mój wolny czas gdzie moge wyjść sama i czoś zrobić dla siebie to wtedy gdy synuś śpi czyli po 20tej :) Dlatego przyszłe mamusie korzystajcie z chwili i rozkoszujcie się nią :D :)

Sisunia
Gość
Sisunia

Dokładnie!! macierzyństwo ma też swoje ciemne strony…czasem jest ciężko i to bardzo i nie można o tym zapominać. Mimo wszystko jest najcudowniejszą przygodą w życiu!

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Jola, ja też miałam takiego małego cycoholika, z którym bardzo długo nie mogłam się rozstawać, bo pierś musiała być na wyciągnięcie ręki ;) No i właśnie, wolny czas… albo gdy synek spał, albo z maluchem (można np. karmić i czytać – polecam).
Fajne jest, że każda z Was podkreśla, że dla tego cudu – dla dziecka, warto się poświęcić :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Najważniejsze to cieszyć się każdym dniem. Leżąc w szpitalu pełan obaw o swojego okruszka, nauczyłam się cieszyć za każdego dnia razem. Nie ważne było to, że nie mogłam chodzić czy nawet siedzeć na łożku. Nieważny był ból spowodowany płynącymi nieustannie kroplówkami i podawanymi zastrzykami. Ważne było to, iż mój maluszek był nadal w brzuszku. Rada dla mam będących w ciąży jeśłi czujecie się dobrze i zdrowie na to pozwala korzystajcie z tego okresu ile się da. Wyciskajcie każdy dzień jak cytryne :) bo kolejnego dnia nie wiadomo co będzie. Nagle zostałam wyrwana ze swojej rzeczywistości i wcielona w szpitalne życie.… Czytaj więcej »

Marta Peek-Marcinkowska
Gość

Świetny artykuł.

Daria Mak
Gość

Zgadzam sie! Nie jest latwo.Corcia ma roczek a we wrzesniu pojawi sie synus..:-) ciesze sie bardzo alee…juz wiem co mnie czeka:-)

Magda
Gość
Magda

oo tak,idealnie napisane. Tak wlasnie jest – pomimo,że kazdy dzien z dzieckiem jest najwspanialszy to czasem sie teskni za tym by beztrosko odpoczac,zajac sie soba czy poczytac ksiazke :)

Marysia Fritzsche
Gość

ze karmienie piersia czesto nie udaje sie „samo” i warto przecyztac o nim jakas ksiazke, oraz na czas pologu miec pod reka telefon do certyfikowanego doradcy laktacyjnego :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close