Ciąża 15 sierpnia 2011

Godzina Zero

Do „Godziny Zero” byłam przygotowana już dawno. Spakowana torba czekała na znak od stycznia. Może dlatego, że Bobo trochę się spieszył na świat i medyceusze grozili: „W każdej chwili może się zacząć akcja porodowa!”. A może dlatego, że  jestem małą pedantką i lubię mieć wszystko poukładane, przygotowane?

Godzina Zero” nadeszła w marcu! W poniedziałek.
Dokładnie o godz. 00.00 obudził mnie pierwszy skurcz, ale pomyślałam sobie:
-Nie pierwszy skurcz. Nie pierwszy raz mnie budzi. Więc tym razem nie będę się ekscytować!

Zasnęłam. Pobudziłam się o 2.00, tym razem już na dobre, bo jakiś dobry duszek powiedział mi, że nadszedł mój dzień!

 

Coś mnie skręca, to nerwy? Niee, przecież jestem spokojna. Chyba tak ma być.
Wizyta w toalecie, odchodzi czop. O rany to naprawdę się dzieje!! Brzuch mi ciągle twardnieje, może sprawdźmy jak to wygląda czasowo..?
Cyk cyk cyk…..auu. Cyk cyk cyk …auuu. Cyk cyk….krucafiks! Toż to się dzieje co 3min! Nie za szybko?! Przecież położna mówiła, że „Jak skurcze będą się powtarzać co 10 min, przez 2h to trzeba jechać do szpitala!”

Aha! Przez 2h! No dobra, to spokojnie. No przecież jestem spokojna! Prysznic! Idę pod prysznic. Ciepła woda. Mmmm jak przyjemnie. Torba. Gdzie ona jest?? Stoi tam gdzie zawsze, od dwóch miesięcy! Aaaa faktycznie. Pakowałam ją dokładnie, z listą w ręku więc wszystko jest. Ale lepiej sprawdzę.

Mijają rzeczone 2h, skurcze nadal pojawiają się co 3min. Co robić? Czuję ból, ale nie jest jeszcze taki mocny żebym dała się żywcem pokroić (tak sobie tłumaczę). Hmmm co robić.. Mój piękny rycerz z białego konia, śpi na białym łóżku, w białej pościeli. Budzić go czy nie? On pewno będzie panikować (jak każdy facet), zaczekam jeszcze.

Nudzi mi się już to dreptanie po mieszkaniu. Budzę Go! ….. ooooo Rycerz twierdzi, że żartuję!! On na 6.00 do pracy idzie i chciałby się wyspać!! No wiecie co?! Przecież ja też chciałabym się wyspać!
-Wstawaj mężczyzno! Wołaj swego pięknego rumaka i wieź mnie do szpitala! Ja rodzę!

No to wstał. Ale spokojnie. Jakby mi nie wierzył. Trochę mu się nie dziwię bo z mej buzi nie znikał uśmiech. Poważnie! Nagle zachciało mi się śmiać :D

-„Chcesz już jechać?” spytał Rycerz.
-„Nooo tak! Chociaż nie wiem. Może jeszcze zaczekamy. Bo mnie boli, ale nie tak strasznie. To znaczy to już boli co raz mocniej, ale jeszcze wytrzymuję. Zaczekajmy chwilę. Albo nie!! Może jednak… bo położna mówiła że przez 2h, a to już dobre 3h! Jedźmy! Chociaż, nie wiem….” .

Dobra to zmierzymy RAZEM te skurcze i pomyślimy.
Cyk cyk…auu. Cyk cyk….auuuu..  2min!! Jezzzuu jedźmy już!

Szpital. Izba przyjęć. Wszyscy śpią. Na zegarku 5.30, no to śpią!!! Jakaś pani w białym kitlu zadaje mi mnóstwo pytań, coś pisze, coś drukuje… – Kobieto ja rodzę! Szybciej! (myślę sobie).

VI piętro. Trakt porodowy. Gabinet. Badanie. Rozwarcie na 0.5 cm. Rycerza wyganiają do domu. Zostaję sama …..

Godzina 6.00
Skaczę na piłce, bo to przynosi ulgę i trochę pomaga mi zabić czas. Zegarek w dłoni, ciągle robi głośne „cyk cyk..”

Godzina 8.00
Wchodzi mój ginek. Badanie, 2 cm!! -„Będziemy rodzić pani Asiu”. Coo?? Wow! Hurraa! Ale się cieszę!!

Godzina 10.00
Badanie, 4 cm!!! Ładnie to idzie! Położna mówi, że szybko urodzę! Strasznie się cieszę!
Chociaż muszę przyznać, że skurcze co raz bardziej bolą. Skakanie na piłce zaczyna mnie irytować. Położę się, może zasnę. …nie zasnę ! Nie da się! Booliii!!!

Godzina 12.00
Przyjechał Rycerz. Nie potrafił sam wysiedzieć w domu. Chciał być ze mną. Mój Kochany!!!!!

Godzina 13.00
Badanie, 6 cm! Położna mnie chwali, ale zaczynam mieć to głęboko… bo skurcze są już naprawdę silne! I chcę JUŻ urodzić!!
Na dodatek jetem głodna!! Mój ostatni posiłek  to niedzielny obiad! Dajcie mi coś zjeść bo padnę! No to padaj kobieto. Jeść nie możesz bo w razie jakby trzeba było ciąć to żołądek ma być pusty. Wrrrr jestem zła! A pić mogę?? Tak, pić pani może. No to wody!!!!! Daj mi wodę, Rycerzu!

Ojej co to??! Mdli mnie! Szybko do łazienki!! Wymiotuję…. o rany jeszcze tego mi brakowało!! Źle się czuję, jestem słaba.  Ale położna za to tryska energią i dobrym humorem.
–„Wymioty?? No to super! Znaczy że rozwarcie postępuje!” – twierdzi rozentuzjazmowana położna.
– „Urodzi pani na mojej zmianie!!” – dodaje.

Noo fajnie, też się bardzo cieszę, ale kiedy to dokładnie będzie bo jestem już zmęczona?!

Nadal wymiotuję. Rycerzu, wody!!

Godzina 15.00
Badanie, 8 cm! Cudownie! Już prawie jesteśmy na mecie! Taaa, ale na której? Tej co to się pada i już nie wstaje czy może tej co w nagrodę dziecko w objęcia dają?? Bo ja to bym bardziej skłaniała się ku tej pierwszej, chociaż wolałabym tę drugą. Wymiotuję. Rycerz skacze koło mnie na przemian z miską, wodą i pomadką do ust.

Nie mam już siły. Nie umiem stać. Kładą mnie na łóżko. Sugerują żebym już tutaj leżała. Protestować nie będę bo nie mam siły, mówię tylko szeptem i to jeszcze ograniczam się do słów: miska! Woda! Pomadka!

Naprawdę nie wiem jak te wszystkie kobiety z amerykańskich filmów potrafią w takim momencie krzyczeć na swoich mężów?! Mało tego! One potrafią jeszcze przeprowadzać inteligentne konwersacje, rozwiązujące za razem wszelkie problemy i wyglądają przy tym jakby popijały właśnie poranną kawkę w swoim ogrodzie! Czego ja nie mogę powiedzieć o sobie… od tego ciągłego zwracania jestem blada jak ściana, oczy podkrążone jak po dobrej libacji, włosy pokłócone z grzebieniem, usta suche i spierzchnięte przypominają papier ścierny i ta okropna koszula…. A nie przepraszam! Paznokcie mam ładne! Wczoraj malowane to jeszcze się błyszczą!

…..wymiotuję. Piję. Stękam, że boli.. Wymiotuję. Piję. Stękam.. i tak w kółko!

Godzina 18.00
Moja położna oznajmia, że kończy się jej zmiana i idzie do domu. Przychodzi trzecia, tak to już trzecia położna bo pierwsza przyjęła mnie rano, popołudniu była ze mną druga, a teraz, wieczorem trzecia. Ciekawe czy poznam cały personel? Jak tak dalej będę się guzdrać, to pewnie tak.

Godzina 20.00
Ledwo zipię, w zasadzie to mam wrażenie, że już nie żyję. Albo nie! Żyć jeszcze żyję, ale już konam. Byłam niegrzeczną dziewczynką, więc odchodzę w bólu i cierpieniu.

Ooooo nagle jakieś poruszenie! Zebrało się trochę ludzi, nawet nie wiem ile bo już nic nie widzę. No poza zegarkiem, który wisi obok na ścianie i głośno cyka uświadamiając mi że to trwa już całą wieczność! Medyceusze postanawiają mi pomóc i podłączają kroplówkę. Nareszcie – myślę sobie.

Kroplówka zaczyna działać i akcja znowu rusza. Ani się obejrzałam, a położna każe mi przeć.

Przeć??! Ludzie przecież ja nie mam na to siły! Jedną nogą jestem na tamtym świecie, a Wy mi każecie przeć??!! …no to prę. Z całych sił. –„Widać włoski!” Włoski? Jakie włoski? Czyje? Aaaa mojego dziecka?! No to szybciej! I mocniej! Już jesteśmy tak blisko finału! Jeszcze trochę! Aaaaaaaa!
-„Jest główka!”  O Matko Boska! Widzę jakąś głowę! Wystaje ze mnie! Jezzzzuuu co się dzieje! Obcy mnie zaatakował!

Godzina 21.14
Słyszę krzyk. Dobitny. I jest! Jest moje dziecko! MOJE! MÓJ SYN! Dajcie mi go!- krzyczę.

..i ktoś mi zrobił zastrzyk. Nie wiem kto. Nie wiem kiedy. Ale czuję że dostałam zastrzyk energii! Jestem taka szczęśliwa! Jestem mamą!!!! Przed chwilą konałam z bólu a teraz czuję że mogłabym góry przenosić!! Jestem wielka! Wydałam na świat nowego człowieka. Niesamowite uczucie! Odzyskałam głos. Znowu mogę mówić . Mogę krzyczeć. Nadrabiam wielogodzinną ciszę i nawijam jak katarynka, ze wszystkimi. I już mi się spać nie chce. I jeść mi się nie chce. Chyba urządzę imprezę na oddziale! Będą tańce i śpiewy! Bo o to zostałam mamą! Bo na świat przyszedł ktoś wielki, tak upragniony i wymarzony! NASZ SYN!!!

19
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
milenaIza KasparekPaulina KorpusNatkaSisunia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
swetee
Gość
swetee

zostało nam 12 dni do ustalonego terminu… z jednej strony strasznie się boję, z drugiej z upragnieniem czekam na ten moment, kiedy w ramionach będzie ten, bez którego już nic liczyć się nie będzie… trzymajcie kciuki.

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Trzymam mocno! A blog „W roli mamy” czeka na info o narodzinach Twojego maluszka :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Będziemy trzymać kciuki!!Niech wszystko pójdzie szybko,łatwo i gładko! ;)
No i oczywiście czekamy na info jak poszło?! :) I jak się miewa dzidziuś!! :)
Pozdrawiam!!

Milka
Gość
Milka

bardzo chaotyczny wpis i ciężko się go czyta ale następnym razem będzie lepiej pozdrawiam :D

Basia
Gość
Basia

Chaotyczny? Tak jak poród – niby wszystko wiadomo, jaka ma być kolejność, a i tak w głowie wszystko nieuporządkowane i niewyraźne… Wg mnie ta historia trafnie opisuje, jak może czuć się kobieta, w całej tej sytuacji, gdy się zaczyna coś dziać. Zakończenie z zastrzykiem – zaskakujące. Zastanawiałam, jaki zastrzyk po wszystkim. A to energia i szczęście – to prawda! Też tak miałam :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Takiego zastrzyku energii żaden medykamend nie potrafi wywołać. A to tylko albo aż minka malucha, jego złapanie za rękę czy płacz i mama już zwarta i gotowa do działania.

Paulina
Gość
Paulina

moim zdaniem tekst świetny idealnie pokazuje emocje. sama się zastanawialam skąd kobiety na filmach biorą siły na krzyczenie na facetów :) ja potrafiłam powiedzieć tylko wody!

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Ja tu chaosu nie widzę. Fajnie napisana relacja z porodu, dokładnie tak jak go autorka przeżywała, co czuła. Takie wydarzenie ma to do siebie, że nie ma jasnego scenariusza więc nie doszukamy się tu ustalonej kolejności czy chwil, które można ot tak przewidzieć.

pulpecja
Gość
pulpecja

Świetna relacja !!! czytając chciałam, aby poród trwał jeszcze i jeszcze, aby móc przeczytać więcej :):)

alka
Gość
alka

Ja tu też chaosu nie widzę. Bardzo dobrze się go czyta. Momentami się uśmiałam…momentami się wzruszyłam…i w myślach wracałam do swoich porodowych przeżyć. Odporna na ból nie jestem i na samo pobranie krwi musiałam iść z obstawą bo nie raz i nie dwa mdlało mi się. Zastanawiałam się i panikowałam jak ja poród przeżyję. Do 9 miesiąca nie chciałam nawet słyszeć słowa ‚poród’. No ale potem z dnia na dzień się wyciszyłam i uspokoiłam i jakoś poszło. Choć za pierwszym razem męczyłam się 25h, to jednak nie zniechęciło mnie to by mieć drugiego dzidziusia (no ale na tym imprezę kończymy).… Czytaj więcej »

Sisunia
Gość
Sisunia

Oczywiście zgadzam się z poprzedniczkami :) tekst super :) napisany z nutką humoru..ale i łezka się w oku zakręciła… poród każdej z nas to temat na oddzielną,niesamowitą historię :)

Natka
Gość
Natka

Fantastyczny artykuł Asiu :** Gratuluję

Paulina Korpus
Gość

Bardzo fajnie opisany poród :)

Iza Kasparek
Gość

w moim przypadku czas porodu to ponad 40h ale tylko 20 min. ostatniej fazy. tez byłam z siebie dumna że udało sie naturalnie ;) Tomcio urodził sie tydzień po terminie, z mężem ustalilismy że rodzimy razem. przez 2 tygodnie dzien w dzień słyszałam; „Pojedziemy dziś?? ;) aż w końcu zdecydowałam zawieź mnie już do tego szpitala i tam poczekam na godzine zero;D

milena
Gość
milena

super się czytało łzy wzruszenia i łzy śmiechu na przemian leciały mi po policzku

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close