Ciąża i dziecko 15 listopada 2011

INNI

Kiedy rodzi się dziecko pierwszym gorącym tematem do rozmów staje się jego chrzest. Ludzie chrzczą niemowlę bo tak się robi od dawien dawna, bo tak robią „wszyscy” .
Kiedy zaszłam w ciążę nikt nie pytał mnie czy ochrzczę swoje dziecko? „Wszyscy” z góry założyli, że to zrobię. Szanowna Mamusia nawet pozwoliła sobie kiedyś poinformować mnie i męża, że to Ona zrobi tort na tę okazję.

No więc kiedy mój syn przyszedł w końcu na świat „wszyscy” ogromnie się zdziwili, że nie ochrzciliśmy go w pierwszych tygodniach jego życia. Mało tego, dziwią się do dzisiaj (!) bo po dziś dzień nie zdecydowaliśmy się na ten krok (syn obecnie ma skończone 8 miesięcy).

Spotykam się z różnymi reakcjami, jedni podejrzanie milczą, inni krytykują i atakują, jeszcze inni zadają mnóstwo pytań, ale są też tacy którzy ograniczają się do krótkiego  – „Aha”.

Zaczynając sprawę od samego początku musiałabym nieco cofnąć się w przeszłość i przyznać, że: JA –jestem ochrzczona, przystąpiłam do komunii, bierzmowania i niegdyś regularnie uczęszczałam do kościoła (miałam nawet swój mały epizod w marjankach :-) ). Później nadszedł okres dojrzewania, czyli czas buntu, któremu towarzyszyły przykre  doświadczenia a te z kolei zmieniły moją psychikę i zmąciły moją wiarę.

Obecnie, gdyby ktoś zapytał czy jestem wierząca, odpowiedziałabym –„wierząca niepraktykująca” (do kościoła nie chodzę, modlić się nie modlę, nie żyję zgodnie z przykazaniami i ogólnie przyjętymi pewnymi zasadami chrześcijańskimi, wierzę po swojemu). Ale są tacy, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak „wierzący niepraktykujący” i dla nich katoliczką nie jestem. Sprzeczać się o to nie będę, poniekąd mają rację.

Korzystając jednak z okazji chciałabym zapytać tych wszystkich zdziwionych i oburzonych – dlaczego powinnam ochrzcić swoje dziecko?? Dlatego, że zdecydowana większość społeczeństwa tak robi? Dlatego, że Wy tego chcecie?? Że Nasza rodzina tego chce? Dla świętego spokoju?  Żeby ludzie nie mówili..??

Jeśli tak to ja przepraszam bardzo ale mam gdzieś takie argumenty! Konformistką nie jestem! Hipokrytką również! Nie wstydzę się swoich poglądów, nie boję się głośno wyrażać swego (odmiennego) zdania. Nie toleruję obłudy i kłamstwa dlatego też nie będę udawać świętej i nie będę publicznie, przed Bogiem ściemniać, że jestem kimś innym! Nie będę przysięgać że wychowam swoje dziecko w wierze katolickiej skoro nie jestem tego pewna!

Czułabym się wybitnie ŹLE gdyby kiedyś moje dziecko zapytało mnie – PO CO je ochrzciłam skoro nie żyjemy w zgodzie z kościołem?!?

W gwoli ścisłości, nie zamierzam zamykać swego dziecka i zabraniać mu żyć po chrześcijańsku. Jeśli będzie chciało obrać tę drogę, proszę bardzo, nawet Mu w tym pomogę!  Ale jeśli wybierze jeszcze inną drogę, inną wiarę również –proszę bardzo!

 Bo najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą.  Znać i kierować się takimi  wartościami jak: tolerancja, szacunek, odpowiedzialność i konsekwencja.

Gdyby wszyscy rodzicie od początku wpajali te (i podobne)  zasady swoim dzieciom może nie byłoby teraz takiego „problemu” z tą całą INNOŚCIĄ ?!

 Na koniec chciałabym spytać: jak to było/jest w Waszym przypadku? Czym dla Was jest Chrzest? Czy otaczający Was świat wywiera na Was presję? Czy podpowiada jak powinnyście wychowywać swoje dzieci? Czy jesteście tolerancyjne? Jakie są dla Was najważniejsze wartości i cechy człowieka?

Subscribe
Powiadom o
guest
46 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
divette
divette
9 lat temu

Brawo. Drażnią mnie ludzie którzy chrzcza dzieci czy biorą ślub kościelny bo wypada, bo rodzina chce, bo to tak ładny zwyczaj, będą prezenty i piękne zdjęcia… A za przeproszeniem nie wiedzą kiedy powiedzieć amen, wstać czy usiąść.
Ja się nie dziwie. Zapytam z ciekawości, bo ciekawość rzecz ludzka. Ale nie wglebiam się.
U nas chrzest był. Bo wierzę, chce wierzyć, rodzice chrzestni również wierzą i nie są z rodziny, bo tam odpowiednich osób nie było, choć się nasluchalismi, bo oboje mamy rodzeństwo.

Aga
Aga
9 lat temu

U nas też zdecydowanie motywem była wiara. Sami prowadzimy życie religijne i tak chcemy wychować dzieci. Chrzest jest dla nas pierwszym sakramentem, wprowadzeniem na Drogę, otwarciem Ścieżki. Chcieliśmy to zrobić jak najwcześniej.
Jednak ja dość przychylnie patrzę nawet na tych, którzy chrzczą swoje dziecko, a nie wiedzą kiedy powiedzieć: amen ;) choćby dlatego, że nawet jeśli sami średnio wierzą, to nie zamykają dziecku drzwi.

divette
divette
9 lat temu
Reply to  Aga

Jak nie? Nie wychowują w wierze, nie uczestniczą w życiu Kościoła. Więc jaki sens?

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska

My ochrzcimy naszego malucha, ślub również był kościelny. To dla nas ważne wydarzenie. Nie krytykuje i nie oceniam ani osób, które chrzczą, bo tak wypada, bo taka tradycja. Znam też sporo osób, które zdecydowały, że ich dzieci nie zostaną ochrzczone, są zadeklarowanymi ateistami – rozumiem to. Akurat wśród moich znajomych nikt nie miał szczególnego problemu z brakiem chrztu, dzieciaki też te w wieku szkolnym nie są uważane za „inne”. Zastanawia mnie tylko jedna kwestia (niedawno rozmawiałam o tym z teściową, bardzo mądrą kobietą), często ludzie wybierają sobie te miłe elementy życia kościelnego, życia w wierze, czyli Boże Narodzenie, Wielkanoc i… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Dla mnie zarówno Boże Narodzenie jak i Wielkanoc to bardziej TRADYCJA niż Święto. W ciągu roku kiedy wszyscy są zabiegani,zapracowani,pochłonięci swoim życiem i rozsiani po całej Polsce – nie ma kiedy spotkać się w rodzinnym gronie! Usiąść,odpocząć,porozmawiać… Taką okazją do tego stały się właśnie Boże Narodzenie i Wielkanoc. (w gwoli ścisłości od baaardzo dawna nie zajadam się ani opłatkiem w Wigilię ani nie biegam z koszyczkiem w Wielkanoc ;) ) Poza tym,ja nigdy nie powiedziałam -nie wierzę w Boga. Słowa które używam to raczej – jestem zagubiona…. Jak już to – nie wierzę w księży i w kościół. Ale to… Czytaj więcej »

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska
Reply to  Fizinka

Fizinko, ja właśnie o tym pisałam, wybieramy to, co dla nas łatwe i przyjemne :) Przecież można spotkać się w wolny grudniowy czas bez zdobienia domu, prezentów i całej świątecznej otoczki :) „Teatralnym przedstawieniem”, patrząc, z drugiej strony może być więc kolacja wigilijna, czy obiad świąteczny. Nie bierzemy ślubu, nie chrzcimy dzieci dla księży. Ksiądz jest tylko pośrednikiem, świadkiem (np. ślubu nie udziela ksiądz, tylko udzielają go sobie nowożeńcy). To samo z chrztem, nie robimy tego dla księdza, nie dla księdza chodzimy też do kościoła. Myśląc, w ten sposób nie posłałabym też dzieci do szkoły (można je przecież uczyć w… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Po 1sze: (jak dotąd) nie zdobię domu,nie ubieram choinki…nie próbuję wyczarować tej świątecznej otoczki – jak to nazwałaś :-) Po 2gie: to że ja podchodzę do świąt jak do tradycji i traktuję je jako okazję do spotkania się,nie oznacza że moja rodzina ma takie podejście. Bo moja rodzina ma nieco odmienne zdanie na ten temat – oni np. lubią połamać się opłatkiem,pośpiewać kolędy… ogółem – lubią czcić te dni jak inni chrześcijanie. JA piszę w SWOIM imieniu :-) Po 3cie: wiem że nie bierze się ślubu dla księży i nie chrzci się dla księży. Ale wiem też że przystępując do… Czytaj więcej »

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska
Reply to  Fizinka

Konkluzja z tych naszych rozmyślań jest całkiem przyjemna – każda z nas wie, co ma w sercu i co jest dla nas i naszych dzieci najlepsze :) Najważniejsze to żyć w zgodzie z sobą, cokolwiek dla nas to znaczy :) ale też tolerować, próbować zrozumieć innych i ich życie, nawet gdy nam wydaje się dziwne :)
Pozdrawiam ciepło i dziękuję za wymianę zdań :)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Święte słowa Magdaleno! ;-)

NAJWAŻNIEJSZE TO ŻYĆ W ZGODZIE Z SAMYM SOBĄ! ;-)

Dziękuję za włączenie się do dyskusji – jest to dla mnie niezwykle cenne!
Dziękuję również za Naszą wymianę zdań ;-)

AB
AB
9 lat temu
Reply to  Fizinka

Zarówno Boże Narodzenie jak i Wielkanoc to święta wynikające – fakt, z tradycji, ale tradycji chrześcijańskiej, a nie świeckiej, np.tzw. ludowej, u której podstaw nota bene również leży religia. Obrzędowość narosła wokół tych wydarzeń to kwestia kulturowa, specyficzna dla każdego państwa, a nawet poszczególnych regionów, gdzie celebracja świąt ma specyficzny, lokalny charakter. Wielkanoc, czyli Zmartwychwstanie Jezusa, a następnie w skali ważności Jego narodzenie to przede wszystkim wydarzenia religijne. Jeśli ktoś chce spotykać się z rodziną, może to rzecz jasna robić w czasie, kiedy inni prawdziwie świętują wydarzenia istotne dla swojej wiary, ale to będzie tylko rodzinne spotkanie z okazji święta… Czytaj więcej »

Mama ;)
9 lat temu

Masz trochę racji, ale akurat choinka ma swoje tradycje w germańskich obrzędach pogańskich. http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5685

baby_55
baby_55
9 lat temu

My ochrzciliśmy Adiego bo uwazaliśmy, że to ważne, obchodzimy większość świąt koscielnych, modlimy się kiedy czujemy taką potrzebę, choć do koscioła nie chodzimy, powodem są księża i ich hipokryzja, a uważam, że modlić mozna sie w domu tak samo dobrze jak w kościele a przynajmniej robie to bo tak czuję a nie na pokaz przed sąsiadami itp…

Magda Kupis
9 lat temu
Reply to  baby_55

właściwie to mogłabym tylko powtórzyć słowo w słowo to co napisałaś.

Ruetta
Ruetta
9 lat temu

Ja tez nie oceniam, to jest indywidualna sprawa kazdego z nas. My ochrzcilismy swoja coreczke, mimo iz nie mamy slubu koscielnego ale dla naszej coreczki chcemy go wziasc, tak by byc dla niej dobrym przykladem, mimo iz nam to do szczescia nie potrzebne ale jesli powiedzielismy A trzeba powiedziec B. Ja wierze i to gleboko wierze mimo iz nie latam do kosciola co niedziela, gdyz moja wiara miesci sie w sercu a nie na pokaz. znam wiele osob i wy na pewno tez, ktorzy biegaja regularnie do kosciola a zaraz po wyjsciu z niego sypia sie plotki , epitety na… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Ruetta

Zdecydowana większość ludzi z którymi miałam czy mam do czynienia chodzi do kościoła nie dlatego że tak chce – bo tak nakazuje wiara a dlatego że: -tak wypada -bo ktoś „mi” kazał -bo spotkam tam znajomego to sobie z nim pogadam -bo muszę zobaczyć z kim sąsiadka się teraz „buja” -bo muszę się pochwalić nową fryzurą,kiecką i ładną torebką -…….takich przykładów jest mnóstwo i nie będę ich tutaj wszystkich przytaczać bo to bez sensu. Zmierzam do tego że kościół to wg mnie zbiorowisko PRZYPADKOWYCH ludzi nie mających zielonego pojęcia o religii! Zacząć można od księży którzy na co dzień palą… Czytaj więcej »

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

Dla Nas Chrzest był oczywisty. Nie mieliśmy wątpliwości, jedynym pytaniem było tylko kiedy. Ochrzciliśmy Kubę, gdyż uważaliśmy to za swój „obowiązek” rodzicielski wynikający z zasad wiary, które wyznajemy. Chcieliśmy zaszczepić w nim ziarenko wiary, które wspólnymi siłami wraz z rodzicami chrzestnymi będziemy pielęgnować. Mamy ślub kościelny i innego nie braliśmy pod uwagę. Oboje jesleśmy osobami wierzcymi, choć do Kościoła nie chodzimy co każdą niedzielę. Zawsze znajdzie się jakaś w miesiącu bez pójścia do Kościoła. Jednak gdybym nie była osobą wierzacą, nie ochrzciłabym dziecka tylko dla tego że tak wypada lub rodzina naciska . Skoro ktoś nie ma nic wspólnego w… Czytaj więcej »

divette
divette
9 lat temu
Reply to  Sylwia

….popieram. Jak poszliśmy prosić o chrzest ksiądz był mile zaskoczony, że ślub bylismy ponad 2 lata wcześniej ;)

Natalia Smykowska
9 lat temu

Przyznajemy z mężem, że Chrzest Św. naszego syna odbył się: z tradycji, z obowiązku, z przekonania…bo tak nas wychowano, bo w to wierzymy, bo Chrzest rozpoczyna naszą wspólną drogę w wierze w Boga. Nikt nas do niczego nie zmuszał. Żyjemy zgodnie z przykazaniami bożymi, tak samo jak staramy się być dobrymi ludźmi, mieć zasady niekoniecznie dlatego, że były spisane na kamiennych tablicach. Przykazania kościelne stworzyli długo po Jezusie ludzie, na potrzeby instytucji kościoła, w którą nie wierzę…a na pewno zwątpiłam… co nie uwłacza wg mnie wiernym przyjmującym sakramenty. Zostawiam mojemu dziecku wolną wolę na przyszłość – jeżeli wybierze inaczej niż… Czytaj więcej »

Agusiak
Agusiak
9 lat temu

My również ochrzciliśmy córkę chociaż mąż nie był do tego przekonany. Oboje zostaliśmy wychowanie w wierze i ja nie wyobrażałam sobie tego by moje dziecko było nie ochrzczone. Ślub kościelny także mieliśmy, bo było to dla mnie ważne. Mąż początkowo chciał cywilny, bo ma awersję do księży ale dla mnie taki ślub nie miałby znaczenia (nie urażając osób po ślubie cywilnym) . Moglibyśmy równie dobrze pójść do prawnika i zawrzeć umowę. Braliśmy ślub i chrzciliśmy dziecko u braci zakonnych, którzy są fantastyczni i z księżmi, za którymi także nie przepadam mają niewiele wspólnego. Nawet mąż był zadowolony i nie żałuje… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Agusiak

Hmmm.. zaintrygowałaś mnie tymi braćmi zakonnymi ?!? :-)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Agusiak

Uważam że jeśli ktoś ma powołane to idzie właśnie do zakonu. Tam nie ma szans na super fury, kasę bez liku, ekscesy. Wszystko ma wyliczone, nawet habit. Dzien zaplanowany na pracę w klasztorze, modlitwę i pomoc innym. Znam 1 zakonnika, młody meżczyzna, skonczył prestiżową szkołę wojskową, przed nim malowała sie kariera pilota…. i zrezygnował z tego wszstkiego wstapił do klasztoru. Każdy się dziwił co taki przystojny facet tam robi. A on naprawdę świetnie się tam odnalazł. Powiem Wam, że to chyba jedyna osoba z kręgu kościelnego ( tego lokalnego) która wywarla na mnie duże wrazenie i darze ją szacunkiem i… Czytaj więcej »

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska
Reply to  Agusiak

Nam ślubu „udzielał” wujek (ojciec chrzestny) mojego męża, ochrzci też nasze maleństwo :) Chociaż ksiądz, a nie zakonnik to jest to wspaniały, mądry człowiek, prawdziwy ksiądz z powołaniem, najważniejszy dla niego jest człowiek :) Dla nas ważne i bardzo miłe było też to, że ślubu nie udzielał nam anonimowy urzędnik tylko wujek (w asyście księdza-przyjaciela rodziny i kuzyna-ministranta, lektora). Dzięki temu nasz ślub był bardzo „nasz”, rodzinny :) Goście, którzy nie wiedzieli, że księża to nasza rodzina mówili nam później, że „taka ładna tradycja, że księża przytulają u nas młodych podczas życzeń i tak bardzo wczuwają się w całą sytuację”… Czytaj więcej »

Agusiak
Agusiak
9 lat temu

Muszę przyznać, że nasz ślub był pierwszym na którym byłam gdzie goście nie ziewali, czekając końca Mszy i początku wesela. Każdy później na przyjęciu i przy innych okazjach wspominał tą mszę, jako ciekawą i bardzo wesołą :) Mieliśmy super braciszka, który na koniec powiedział żebyśmy o nim pamiętali po weselu i że on bardzo lubi ciasto, wszyscy zaczęli się śmiać a my na drugi dzień zjawiliśmy się u niego z ciastem i „czymś do ciasta” ;) Ślub i chrzest nie kosztował nas ani grosza. Po wszystkim zostawiliśmy jakieś tam pieniążki bo naprawdę mieliśmy na to ochotę. Nie ma żadnego cennika… Czytaj więcej »

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Agusiak

U nas też nie ma cennika co łaska ile chcesz to dajesz a jak nie dasz to też ok. Po ślubie ksiądz wręczył nam książkę pamiątkową z przebiegiem mszy i wypisanymi naszymi imionami, czytaniami, kazaniem itd. Z jej pomocą odprawiał mszę św.,także złozył nam zyczenia i gościom życzył udanej zabawy. Fajnym gestem było przekazanie nam tek książeczki która jeste teraz jedną z wielu pamiątek tego ważnego dla nas obojga dnia. Napisał naprawde fajne kazanie, jakby tylko dla nas. Długo z nami rozmawiał przy spisywaniu protokołu by poznac nas lepiej i kazanie było takie życiowe i opisujące nasz związek :)

Agusiak
Agusiak
9 lat temu
Reply to  Sylwia

faktycznie fajna sprawa z tą książką i super pamiątka

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu

A gdzie w Biblii jest napisane by chrzcić małe dzieci? Mnie wychowano w rodzinie katolickiej i ochrzczone mnie w pierwszym miesiącu mojego życia. Nie miało to dla mnie żadnego wpływu, bo jako nastolatek i tak robiłem co chciałem, a już na pewno nie to co chce Jezus. Gdy miałem 28 lat, po raz pierwszy przeczytałem Biblię. I wówczas zrozumiałem, że teraz chcę się ochrzcić, świadomie w imię Pana Jezusa. Gdy do Jezusa przyprowadzali dzieci, On ich nie chrzcił. On je błogosławił. Chrzczą się ludzie dorośli, świadomi wyboru. Nie może ktoś za nas zdecydować, że oddaje swoje życie Bogu. Jako rodzice… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Więc pewnie ewangelik ;)
Czytam pana, i myślę, że tak naprawdę mało wiem o tym wszystkim, choć jestem katoliczką, ochrzczoną, w uświęconym związku małżeńskim, z synkiem również ochrzczonym… Z przykrością muszę przyznać, że nie wiele z tego wynika- wierząca- niepraktykująca, żyjąca bez głębokiej wiary, za to w wygodnej otoczce świąt i dni wolnych od pracy.
Aż sama jestem w szoku, że to powiedziałam…

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Marysia

Uczęszczam do Kościoła Zielonoświątkowego.
Ja też byłem katolikiem. Po za papierkami z chrztu, komunii, bierzmowania i ślubu nic więcej mnie nie łączyło z kościołem.

Dopiero kiedy zacząłem czytać Biblię zobaczyłem jakie są różnice. Co mówi Biblia, a co mówiono mi na katechezie.
Polecam serdecznie czytanie Słowa Bożego. Ewangelia Jana może na początek.

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
7 lat temu
Reply to  Marysia

Wierzący niepraktykujący to tak jak wegetarianin jedzący mięso tylko w piątek. Albo się wierzy albo się nie wierzy.

Mrhepik
Mrhepik
9 lat temu

„A gdzie w Biblii jest napisane by chrzcić małe dzieci?”

Zapewne nigdzie.
Ty jestes specjalistą ,bo Biblia praktycznie jest ta sama.
Można zbawienie osiągnąc bez chrztu?
Nie wszystkie dzieci osiągaja dorosłość.Jeśli tylko zachoruje ,na konkretna śmiertelną chorobę,ochrzcic zawsze sie zdąży.
Ale sa różne wypadki,w tym komunikacyjne,w których dzieci giną…jeśli rodzic to agnostyk czy ateista nie ma problemu ale jeśli tylko kiepski katolik to jest problem,bo wyrzuty sumienia zapewne pozostają-nie ochrzczone dziecko ,przynajmniej wg katolików ,zbawienia i życia wiecznego bez chrztu,nie zazna.

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Mrhepik

Chrzest to zewnętrzna oznaka tego, co się we mnie stało. Czyli nowonarodzenia, uwierzenia w Jezusa. Jeśli ja dzisiaj uwierzyłem i poszedłem do pastora z prośbą by mnie ochrzcił, a on ustalił ze mną termin miesięczny, to nawet jak przed tym chrztem umrę, to i tak jestem zbawiony, bo uwierzyłem. Przykład z Biblii. Łotr wiszący na krzyżu obok Pana Jezusa powiedział, wspomnij na mnie jak będziesz w niebie. Uwierzył w Jezusa, w jego boskość. Jezus nie miał czasu go chrzcić, a jednak powiedział: „Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju.” Łotr otrzymał zbawienie bez chrztu a tylko i wyłącznie dzięki swojemu… Czytaj więcej »

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
7 lat temu
Reply to  Mrhepik

W Biblii napisane jest to, że zbawieni jesteśmy przez wiarę i to, że Bóg patrzy w ludzkie serca a nie na ceremoniały. W Biblii wyraźnie nawet jest powiedziane, że bez chrztu można zostać zbawionym.
No i biblijny chrzest jest przez zanurzenie a nie przez pokropienie.

Mrhepik
Mrhepik
9 lat temu

Miedzy „nie sa potępione” a „osiągają szczęśliwą wieczność” jest jednak przepaść.
Co wynika bezpośrednio z Biblii a co z „mówionej” praktyki -spora róznica.Za mnie katolik raczej zblizony do tych pań wyżej czyli kiepski.
Jak jest naprawdę po tamtej stronie nie wie nikt.
Umownie Niebo -Piekło – Czyściec ,nieochrzczone-nicosć z której nie ma nijak wyjścia i jednocześnie bez żadnej ich winy.
I w takich nagłych wypadkach,świadomość ,że mogłem tak niewiele dla dziecka(ochrzcić) choćby tylko dla swojego świętego spokoju,może być,zwłaszcza na starość rujnujace dla własnej psychiki.
I to niezależnie od tego czy cokolwiek jest,czy nie jest po Drugiej Stronie.

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Mrhepik

Czyśćca nie ma. Jest tylko niebie i piekło.
„Kto uwierzy będzie zbawiony, kto nie uwierzy będzie potępiony.”
Ale to tak na marginesie.

A tutaj masz wykładnię katolickiego duchownego:
http://zapytaj.wiara.pl/doc/525315.Zbawienie-bez-chrztu

Żeby nie tylko mój punkt widzenia był przedstawiony.

Aleksandra Gulbinowicz-Gemback
Aleksandra Gulbinowicz-Gemback
9 lat temu

Córcię ochrzciliśmy dopiero gdy miała 1,5 roku. Wcześniej nie chciałam, nie byłam wierząca. Z czasem wróciłam do Kościoła, przeżyłam nawrócenie. Ochrzciliśmy córkę bo tego potrzebowaliśmy jako rodzice. Chcę przekazać córci wiarę w Boga, ale nic do tego innym, tym bardziej tym ludziom, którzy chcieli coś na nas wymusić.

LILY
LILY
9 lat temu

My jesteśmy przed chrztem i przed ślubem kościelnym ale jesteśmy zdecydowani, przede wszystkim robimy to z przekonania. Jesteśmy wierzący ale do kościoła na msze nie chodzimy co niedziela. Dla mnie najważniejsze są święta Wielkiej Nocy. Czasem też czuje potrzebe oczyszczenia spowiedzią, taką dla siebie, czuję potrzebe wyrzucenia z siebie tego co złe. Ale oczywiście zgadzam się z tekstem, sama mialam chwile zwątpienia podobnie jak wielu przedmówców w instytucje kościoła, w Boga zawsze wierzyłam. Jednak chciałabym wyrazic moje pozytywne zdanie odnośnie księży bo zauważyłam że ogólnie jest duża krytyka. U mnie w kościele służą księża salezjanie, bardzo dobrzy ludzie. Nie pobierają… Czytaj więcej »

LILY
LILY
9 lat temu

Można się owszem wahać i mieć chwile zwątpienia ale potem jednak nadchodzi chwila że stwierdzam że wierze albo nie wierzę. A nie że może. I nie ma w tym nic złego. Mimo że wiele dewotek nas potępi za zwątpienie a jeszcze gorzej za brak wiary. I nie łudźmy się one wiedzą że nas nie było w kościele :D Zwłaszcza w takiej miejscowości jak moja.

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu

List do Rzymian 14:21-23

„(21) Dobrze jest nie jeść mięsa i nie pić wina ani nic takiego, co by twego brata przyprawiło o upadek. (22) Przekonanie, jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto nie osądza samego siebie za to, co uważa za dobre. (23) Lecz ten, kto ma wątpliwości, gdy je, jest potępiony, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem; wszystko zaś, co nie wypływa z przekonania, jest grzechem. ”

Jeśli nie mamy przekonania, a robimy coś wbrew przekonaniu, grzeszymy. Robienie czegoś by babcia była zadowolona to nie droga do celu. To droga do babci.

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

KAMILU chciałam cytować kilka Twoich wypowiedzi..kilka Twoich słów.. ale uznałam że to bez sensu bo musiałabym skopiować prawie wszystko to co napisałeś :P :)
A chciałam powiedzieć że bardzo mnie intrygujesz i inspirujesz!!
Nie powiem że ze wszystkimi,ale z wieloma Twoimi poglądami się zgadzam! Niektórymi w pewnym sensie mnie zaskakujesz-bo dowiaduję się czegoś nowego! :P Ale to bardzo fajne,bo jestem otwarta na – „nowości” :)

Przez chwilę pomyślałam sobie nawet o Tobie jak o światełku w tunelu… :) Ale nie w tym tunelu co to się odchodzi na wieki….w innym tunelu..- w tunelu zwątpienia,zagubienia…… ?? :)

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Fizinka

Nie patrz na mnie! Ja jestem tylko człowiekiem.
Patrz na Jezusa. On jest drogą, prawdą i życiem.

Ja ze swojej strony postaram się odpowiedzieć na wszelkie pytania i wątpliwości, które się nasuwają, wynikają z moich wypowiedzi.

Pozdrawiam

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Cieszy mnie to bardzo! Tym bardziej że mam pytanie (!) , co prawda ono raczej nie wynika z Twoich wypowiedzi ALE – pozwoliłam sobie wczoraj na krótką dyskusję (nie powiem z kim :P ) dotyczącą wiary…a głównie chrztu i szczerze mówiąc byłam i jestem w dalszym ciągu zarówno zdziwiona jak i oburzona pewną argumentacją! Otóż – usłyszałam wczoraj że wyrządzam krzywdzę swojemu dziecku ponieważ – za kilka lat Jego koledzy przystąpią do I Komunii Św. i dostaną PREZENTY z tego tytułu, a moje dziecko NIE!! W zasadzie to nie pierwsza taka sytuacja kiedy w „grę „wchodzą takie argumenty więc w… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Fizinka

No nie wiem czy jest tutaj co komentować. Myślę, że dla większości ludzi ten argument jest absurdalny. Może krótko powiem o faktach. Ja ze swojej komunii pamiętam zegarek, kalkulator, długopis no i oczywiście walkmana. No i w sumie nic więcej. No może jeszcze jedną pieśń: „Panie Jezu zabierzemy Cię do domu” Tak jakby Bóg był materialny. Jeżeli wierzymy w Jezusa, to jesteśmy świątynią Ducha Świętego jak mówi Pismo. Bóg mieszka w nas. Bóg nie mieszka w świątyniach ludzką ręką zbudowanych. Dzieje Apostolskie 17:24 „Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Tak sobie myślę że dorośli to chyba często gęsto nie doceniają swoich dzieci i nie wierzą w ich mądrość i inteligencję! Któregoś razu przy rozmowie dotyczącej oczywiście chrztu powiedziałam że – jeśli sama szybciej (przed tą „nieszczęsną” komunią ) nie zmienię swojego podejścia i zdania i tym samym nie ochrzczę dziecka, to zamierzam z Nim szczerze rozmawiać na ten temat..-pytać,tłumaczyć… Może (idąc tym przykładem,który podałeś Kamilu) syn sam powie, że chce bądź też nie -przyjąć Jezusa..? ….w rozmowie którą prowadziłam z pewnymi osobami zostałam rzecz jasna,krótko mówiąc – wyśmiana!! „Bo przecież tak małe dziecko (kilkuletnie) nie może wiedzieć czego chce!”… Czytaj więcej »

Avatea
9 lat temu

I ja myślę tak samo jak autorka tekstu. Skoro nie wierzę w boga i nie chodzę do jakiegokolwiek kościoła dlaczego sztucznie mam trwać w jakiejś tradycji.

Agaa
Agaa
8 lat temu

Zdecydowanie uważam, że dobrze zrobiłaś nie poddając się presji. Skoro nie jesteś katoliczką, po co miałabyś się w to bawić. To tak jakbym chciała dokonać na dziecku jakiegoś tradycyjnego obrzędu żydowskiego czy muzułmańskiego, nie wierząc ni trochę. Pomijam już fakt ludzi, którzy publicznie przyznają, że dla nich to tradycja, nie wierzą i wręcz domagają się chrztu dla swoich dzieci…

Dla nas Chrzest to bardzo ważna sprawa, ale my znamy jego sens i wierzymy. I tylko dlatego chrzcimy małe dzieci – bo wychowamy dziecko w wierze.
Każdy inny przypadek chrztu dla samej tradycji jest zwyczajnie bez sensu.

Alicja Kowalczyk
Alicja Kowalczyk
6 lat temu

My ochrzciliśmy, jak miał chyba właśnie 8-9 miesięcy. Mąż jest wierzący, co niedziela chodzi do kościoła, jego rodzina również, moja z resztą też. Ja bym powiedziała, że nie tyle nie wierzę, bo naprawdę trudno mi się określić, sama nie wiem, nie przekonuje mnie żadna ze stron. Do kościoła idę – czasem, z mężem. Ja jestem zdania, że nawet otrzymując chrzest nie stajemy się katolikami dożywotnio, w każdej chwili mój syn, jeśli miałby taką ochotę może odstąpić od kościoła. Religia a wiara to zupełnie oddzielne dziedziny, samo założenie wiary jest dobre, trzyma człowieka w pionie. Ale gdy wkracza religia, otumanianie, ogłupianie,… Czytaj więcej »

Emocje 11 listopada 2011

Zła matka, czyli awantura o niekapek

W życiu każdej matki przychodzi czas na dokonywanie zmian i przełomów. Z pewnością jednym z nich jest moment wprowadzania kubka niekapka. Nie jest to rzecz specjalnie trudna, ale bez wątpienia nastawienie najbliższych może ją ułatwić, bądź bardzo skomplikować. W moim przypadku nie była to rzecz prosta, o mały włos nie zostałam ZŁĄ MATKĄ, która dla własnej przyjemności gnębi niczemu winne dziecko.

Owe dziecko, czyli mój własny, osobisty syn, nieszczęsny kubek otrzymał w prezencie od mojej Teściowej, a swojej babci, więc nie wpadłaby mi do głowy możliwość pojawienie się jakichkolwiek komplikacji. A jednak.

Pierwszy dzień – bez wzroku czujnej babci – minął spokojnie, Młody cierpliwie uczył się korzystać z nowego nabytku z mniejszym lub większym powodzeniem. Oczywiście żeby nauka była efektywna nie podawałam mu zwykłej butli do picia, więc chciał nie chciał, pił z niekapka. Drugi dzień również zapisałam na plus w opanowywaniu nowych umiejętności, ale dnia trzeciego – tym razem pod czujnym okiem babci – nie poszło tak łatwo. Rano było ok., ale na obiedzie u Teściów Bartek miał gorszy humor i generalnie obraził się na kubeczek. Młody obraził się na kubeczek, Teściowa obraziła się na mnie, bo ja obraziłam się na butelkę z wodą i odmówiłam podania jej dziecku.

Generalnie atmosfera była tak ciężka, że można było w niej siekierę wieszać. ZŁA MATKA – widziałam to w oczach Teściowej i czułam w ponurym milczeniu mego ślubnego. Co gorsza na placu boju zostałam sama – mąż zawinął się do domu, Teściowa w ramach protestu zabrała dziecko od stołu.

Konsekwencja jest najważniejsza, ale nikt do tego twierdzenia nie dodał, że niesie ona ze sobą groźbę wyrzucenia poza nawias rodziny. Mimo wszystko nie żałuję tego, że broniłam swoich metod wychowawczych, bo udało mi się postawić na swoim, ostatecznie po dwóch godzinach synkowi wrócił dobry humor i minęła awersja do nowego sprzętu. Tak było nie tylko z niekapkiem, ale również z jedzeniem łyżeczką, samodzielnym zasypianiem i kilkoma innymi ważnymi zmianami. Na pocieszenie powiem Wam, że i tak zawsze na koniec słyszę „jaki ten nasz chłopczyk jest mądry” bo tak pięknie sam pije/je/śpi, a wtedy mogę z dumą uśmiechnąć się sama do siebie. I tego samego życzę innym rodzicom, bo nikt inny lepiej nie będzie wiedział, kiedy przychodzi ten ważny czas na zmiany w życiu dziecka, a dzięki konsekwencji i sile spokoju, z pewnością uda się tych zmian dokonać.

Subscribe
Powiadom o
guest
21 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Acekiera
Acekiera
9 lat temu

Ja też czasami mam ochotę pić z rożnych kubków ;)
Mam ulubiony kubek z krową ale czasami wolę ten z ptaszkami.
Nie widzę w tym nic złego:)

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu

Teściowych się nie słucha! :) Robić swoje i do przodu.

Pozdrawiam
Kamil

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Kamil co raz bardziej Cię lubię!! :P ;) :D he he

ROBIĆ SWOJE I DO PRZODU! :) Oł jee! :D

Magdalena446
Magdalena446
9 lat temu

My jesteśmy matkami i robimy co dla naszych dzieci najlepsze. Teściowe już miały swoją okazję się wykazać. Podpisuję się pod słowami Kamila;-)

MrHepik
MrHepik
9 lat temu

Ludzie to sobie potrafia urozmaić życie ;)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Witam :)
Panie Kamilu, zgadzam się z Panem , ale muszę jeszcze dopowiedzieć, że przynajmniej z grzeczności Teściową można wysłuchać, jak to się mówi choć „jednym uchem” a dopiero później i tak robić swoje. Ich ” dobre rady” bywają męczące czasami, to w większości przypadków mają na celu dobro ukochanego wnuka. A poza tym u Teściowej są zawsze pyszne obiady i ciasta, i nie ma co za wysoko podskakiwać ;)

mama Dwóch Wspaniałych
mama Dwóch Wspaniałych
9 lat temu

tak to już jest, ze zawsze wszyscy w koło mają wiele „cennych uwag i rad”, ale to właśnie rodzice najbardziej znają potrzeby dziecka, jego przyzwyczajenia, rytm… zgadzam się, ze w nauce czegokolwiek należy być konsekwentnym i wytrwałam, ale odnośnie niekapka – oby dziecko za bardzo się do niego nie przyzwyczaiło. Mój starszy synek już od dawna potrafi pić z normalnego kubka, często pije już jak dorosły, ale mimo to – swój „dzióbek” traktuje jak przyjaciela, zasypia z nim, ma w podróży i jak jest nerwowy/ zmęczony to musi właśnie z niego pić a nie z normalnego. Mam nadzieję, że niedługo… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu

Mój syn szybko nauczył się pić z niekapka, a jeszcze szybciej z normalnego kubeczka, i co mu wpadnie w łapki, to przynosi do napełnienia. Jeśli mam coś gęstego do picia, to nie bawię się w niekapek, ale jeśli mam wybrać się w podróż, to ciężko mi sobie wyobrazić rozchwianą rękę mojego synka, dzierżącą zwykły kubek ;) Na dobrą sprawę, jemu ganz egal z czego pije :) Kobiecym_okiem, wydawać by się mogło, że osoba która robi takie prezenty, sama powinna wesprzeć w nauce picia, ale czasem myślę że rozum- czyli potrzeba nauki nowości- swoją drogą, a serce babci słuchającej płaczu dziecka,… Czytaj więcej »

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

Ktoś musi być konsekwentny, bo inaczej dziecko zwariuje od sprzecznych komunikatów. Rozumiem, że ten kto podarował kubek, powinien wykazać się największą konsekwencją, w końcu jemu powinno najbardziej zależeć. :-)

Skandynaw ;p
Skandynaw ;p
9 lat temu

Pamiętam tę walke, przy obiadku, ja tez się nie oddzywałem bo i by mnie sie po łbie dostało. ;p
Koniec końców Pani Babcia przyznała Marysi, że jest konsekwentna i że dobrze robiła.
Ale w czasie nauki, po obiadku jak Marysia poszła do domu to babcia jeszcze chodzila i mówiła, po co ja ten kubek kupiłam… ;p;p Tak było

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Skandynaw ;p

Skandynaw :) Aby ominąć podobne przyjemności, korzystania z normalnego kubka nauczyłam Młodego bez nadzoru starszyzny ;)

Sara
Sara
9 lat temu

Ja nie mam teściowej ale powiem szczerze, że nieraz pragnęłam aby pojawiła się w naszym życiu bodaj na chwile. Nawet jakbym musiała przetrawić taką małą aferę z kubkiem, zawsze brakowało mi chwili oddechu, a nawet jakiejkolwiek rady od niej.

Marysia
Marysia
9 lat temu

Przykro mi że nie było teściowej przy Twoim boku, bo sama wiem doskonale, jak wielka jest pomoc serdecznej kobiety ( przynajmniej w moim przypadku ) przy dziecku / dzieciach, i ogólnie możliwość rozmowy, jak kobieta z kobietą. Ja mam to szczęście, i potrafię to docenić. Ale wiem też, że nie zawsze Teściowa jest tym „dobrym duchem” małżeństwa, i chyba czasem jest lepiej, że ze swoimi nie zawsze dobrymi intencjami nie miesza w głowach, oraz nie sieje niepokoju w rodzinie. Czasem ten brakujący „element” pozwala utrzymać równowagę. Nawet jeśli bez pomocy bywa kobiecie ciężko.

Grymułka :)
Grymułka :)
9 lat temu

Wkurzyć się na niekapek… hmm, Bartek – syn swojej matki :D

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Grymułka :)

Coś z tego jest, bo zawsze jak Bartek pokaże humorek, to słyszę, że charakter ma po mnie. Choć dwa mocne charaktery pod jednym dachem…nie, no chyba da się jakoś przeżyć ;)

Patrycja Zych
9 lat temu

Wątroba nie mięso-teściowa nie rodzina ;) ja zawsze robię po swojemu. My mamy znamy najlepiej swoje dzieci…

Marysia
Marysia
9 lat temu

Wątroba nie mięso…:) ale ja uwielbiam wątróbkę, nawet jeśli nie jest mięsem, a teściowa…no cóż… ;) mieszkam z moją blok w blok, nie mam więc większej możliwości manewru ;) A tak na poważnie, to robię po swojemu, i czasem mnie krew zalewa, jak Ona robi też po swojemu. Ale nie zawsze jest sens wojować, lepiej nie strzępić za każdym razem języka, bo pomocy teściowej przy małym nie da się przecenić :)

Patrycja Zych
9 lat temu

Dokładnie..nigdy nie wiadomo kiedy ta nasza teściowa może się przydać :)

Andrzej Heppa
4 lat temu

Swoją drogą ,ciekawe jak dzieciaki przez wieki,aż tak do początków XXI wieku obywały sie bez niekapków?

Go Sia
4 lat temu

Mieszkałam z (już eks) teściową 3 lata .. najgorsze trzy lata mojego życia .. wszystko było negowane , szczególnie sposób w jaki wychowywalam synka , przez co teraz ma 5 lat i kompletny brak szacunku do mnie :( choć już jest lepiej niż kiedy tam mieszkaliśmy , ale nadal wiele do zmian , ciężkich zmian ..

Emocje 7 listopada 2011

Kobieta kobiecie wilkiem na drodze

Wózek – nieodłączny atrybut młodej matki podczas spacerów, zakupów i innych wycieczek.
Dziecko – nierozłączny towarzysz tych matczynych wypraw.
A że żyjemy w kraju cywilizowanym, to zazwyczaj włączamy się z tym wózkiem i dzieckiem do ruchu drogowego  – przechodząc na drugą stronę ulicy.

Od wielu miesięcy prowadzę osobiste „badania empiryczne”, posługując się najpopularniejszą metodą naukową – metodą obserwacji.  Rejestruję płeć kierowców, którzy przejeżdżają obok mnie i mają mnie gdzieś, gdy stoję przed przejściem dla pieszych. Owe obserwacje zaczęłam, gdy mój brzuch znacząco wyprzedzał resztę mojego ciała, później, aż do teraz, gdy czekam z wózkiem.

I do jakiego wniosku doszłam w swojej eksploracji otaczającej mnie rzeczywistości?
Kobieta kobiecie wilkiem na drodze!

Ile razy bym nie przechodziła przez ulicę, to nigdy kobieta nie zatrzyma się autem przed pasami, żeby mnie przepuścić.
W odróżnieniu do facetów, którzy widząc matkę z wózkiem zatrzymają się!

Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia! Sama nie posiadam prawa jazdy i jeżdżę samochodem tylko jako pasażer obok mojego męża. Mąż po pierwsze jest mężczyzną, po drugie – przepuszcza na przejściu zarówno mamy jak i tatusiów z dziećmi.

O co więc chodzi z tymi kobietami za kierownicą?
Spróbuję pokusić się o postawienie kilku domysłów:

– Może kierowca – kobieta myśli sobie o mnie: sama tyle razy stałam z wózkiem/ z dzieckiem/  z brzuchem, to „ta” (czyli ja) też może.

– Albo kierowca – kobieta ma dla odmiany słabą pamięć i nie pamięta jak sama takowy wózek pchała.

– Możliwie też że kierowcę – kobietę drażni moja figura ;), w przeciwieństwie do kierowcy – mężczyzny, któremu się podoba moja sylwetka i dlatego się zatrzyma, by sobie dłużej popatrzeć ;).

– A może to kwestia opanowania techniki jazdy? Bo trzeba zredukować biegi, zahamować, zatrzymać się, potem nacisnąć sprzęgło, wrzucić jedynkę – tyle czynności. A jeszcze się coś nie uda i samochód zgaśnie. Na wszelki wypadek lepiej się nie zatrzymywać jak już się ruszyło.

– Inna opcja, że kierowca – kobieta ma tyle na głowie: zastanawia się właśnie, co na obiad dziś zrobić, a co za tym idzie, jakie składniki spożywcze kupić, jak zdążyć odebrać dziecko z przedszkola, a wcześniej sprawę w ZUSie załatwić, zrobić pranie i z apteki lekarstwo odebrać i jednocześnie prowadzić samochód zgodnie z przepisami. Myśli o tylu rzeczach na raz, że nie dostrzega możliwości bycia uprzejmą.

I żeby było jasne – korona mi z głowy jeszcze nie spadła, jak tak musiałam przepuścić kilka/ kilkanaście samochodów i nie traktowałam nigdy tego, jak obrazy majestatu. Nawet szczególnie się nie wkurzałam jak tak kolejne panie olewały mnie i moje dziecko przejeżdżając obok – no może czasem, gdy było zimno, wietrzno i deszcz zacinał. Po prostu przechodzę jak mam możliwość i tyle. Bo zawsze się jednak ktoś zatrzyma żeby przepuścić – jeśli nie pierwszy to dziesiąty samochód.

Publikując na łamach bloga moje „wyniki badań”, a poważnie – to dając upust swojemu rozżaleniu, że nie jesteśmy wobec siebie solidarne, szczerze liczę na burzliwą dyskusję. Mam nadzieję, że mnie zakrzyczycie twierdząc, że nie mam racji! i że tylko ja mam takiego pecha! A Wam się to w cale nie zdarza. I że same jako kierowcy, jak tylko są ku temu warunki, przepuszczacie inne kobiety na przejściu!

Subscribe
Powiadom o
guest
32 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Hmmm a mnie się zdarza czasem że kobieta-kierowca puści mnie na pasach :D Ale to faktycznie jest CZASEM! ;) Mężczyźni bywają w tej kwestii bardziej uprzejmi i kulturalni :) Nawet posilają się o uśmiech w moją stronę :D i kiwnięcie ręką mówiące mi -„Proszę” :) Co do Twoich domysłów,uważam że wszystko w jakimś tam stopniu są trafione!! Kobiety -bywają obrzydliwie zazdrosne i potrafią drugiej zrobić na złość tylko dlatego że ta jest ATRAKCYJNA! Kobiety -bywają wybitnie złośliwe! (wiem to po sobie :P :D hehe ) Kobiety -często gęsto nie potrafią prowadzić samochodu i nie wiem po co się w ogóle… Czytaj więcej »

Paulina2209
Paulina2209
9 lat temu

zawsze jak widzę wózek dziecko czy brzuch zatrzymuje samochód i czekam aż dobrze przechodnie znajdą sie na chodniku. nigdy nie ruszam jak mnie minie tylko czekam. kiedyś widziałam jak facet! ruszył gdy matka przeszła z wózkiem i drugim dzieckiem za rękę ale chłopczykowi upadła zabawka wyrwał się i cofnął. dużo nie trzeba było do tragedii. na szczęście nic się nie stało.

myślę że to nie o płeć chodzi bardziej o różne inne czynniki w tym zamyślenie, roztargnienie i w końcu komuś się może śpieszyć

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Paulina2209

Ale żeby AŻ tylu ludziom NA RAZ się spieszyło ?!?!?! :)
Jak sobie pomyślę ile się czasem naczekam,jaki długi sznur aut muszę „puścić przodem” to aż nie wierzę :P :)

Basia
Basia
5 lat temu
Reply to  Fizinka

Spieszy się teraz wszystkim….takie czasy. A co do tematu – ja gdy prowadzę STARAM się zatrzymywać przed pasami jeśli ktoś czeka. Ale szczerze rzadko zwracam uwagę kto to jest. Z reguły w codziennym życiu mam bardzo podzielna uwagę. Ale gdy jadę samochodem patrzę na drogę, znaki, przejścia skupiając się na jeździe i jej bezpieczeństwie. Tak samo jak nie zauważam zazwyczaj ze to jakiś znajomy mnie minął, nie zwracam uwagi kto stoi na przejściu tylko czy ktoś stoi. Dopiero jak juz zatrzymam auto to zwrócę na to uwagę. Tak mam. Nie wiem dlaczego. Mąż potrafi widzieć ładne domy, jakieś samochody na… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu

Faktycznie, częściej niż kobiety, to mężczyźni przepuszczają na pasach, ale sama nie jestem pewna, czy to efekt „wózka u boku” czy raczej wyglądu kobiety czekającej na przejście ;) A tak poważnie, rzadko kiedy zdarza mi się czekać na zatrzymanie się kierowcy, może ma na to wpływ, że mieszkam w średniej wielkości mieście, i tu ludzie w korkach nie czekają, i aż tak bardzo nie muszą pędzić na złamanie karku?

Natalia Smykowska
9 lat temu

Ja nie zauważyłam takiej zależności…chociaż jak tak sobie pomyśle i przypomnę kogo widzę za kierownicą jak samochód zatrzymuje się przed pasami to kojarzę jedynie mężczyzn…(?!) Muszę poobserwować :)
Ale NIENAWIDZĘ jak przechodzę po pasach na drugą stronę a samochód rusza jak jestem przy krawężniku! Przejeżdża wtedy mi niemal po piętach! Bo przecież zatrzymuję się przy końcu żeby wprowadzić wózek pod (niestety…) bardzo wysoki krawężnik… jak mnie to denerwuje!

a dodam jeszcze tylko jedno, że zarówno mój mąż jak i ja bardzo często zatrzymujemy się przed pasami jadąc autem ku ogromnemu niezadowoleniu reszty kierowców :P

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu

Wiem, że jak napisze to facet to kobiety mogą się podirytować. Ale kobiety za kierownicą nie widzą za wiele. I to nie jest niczyja wina. Zwyczajnie tak jak WIĘKSZOŚĆ facetów nie nadaje się do szycia czy pieczenia ciast tak też większość kobiet nie nadaje się do prowadzenia pojazdów. Nie jest tak, że auto może prowadzić każdy. Trzeba mieć do tego predyspozycje. Niestety „wyzwolonym” kobietom wmawia się od lat, że mogą robić wszystko to co faceci. Otóż nie. Różnimy się od siebie. Bóg stworzył nas do innych celów. Facet to myśliwy, rolnik a nie stróż domowego ogniska. Kobieta zaś to właśnie… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Panie Szanowny, nie mogę zgodzić się z Pana poglądami, choć cieszę się, że Pan je nam wszem i wobec przedstawił…. Zgadzam się z Panem, że nie każdy może prowadzić auto- a i owszem, potwierdzam- niewidomy tego nie zrobi, ale kobieta jak najbardziej… Z największą przyjemnością zapiszę się na kurs, i zdam egzamin celująco, by móc udowodnić , że kobiety jeżdżą znakomicie, i mimo mojej wady wzroku, zobaczę więcej, niż nie jeden mężczyzna. Pisze Pan, że mężczyźni to myśliwi, niestety nazbyt często strzelają ślepakami ;p Równouprawnienie mamy, więc nie chcę być wciskana w zbyt ciasne ramy! czasy średniowiecza minęły już dawno-… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Marysia

Dziękuję za włączenie się do dyskusji. Ale do rzeczy. Samo zdanie egzaminu celująco, nie robi z NIKOGO (obojętnie czy kobieta czy mężczyzna) kierowcy. Pamiętam jak w wieku 17 lat tego dokonałem i bardzo zbulwersowałem się, gdy nauczyciel w szkole samochodowej powiedział mi: Serafin! Ty masz prawo jazdy. A kierowcą zostaniesz jak zrobisz ze 100 000 kilometrów. Teraz ja powtarzam to samo tym, którzy dopiero co odebrali dokument. Trzydzieści godzin nauki to nic. Człowiek staje się kierowcą po doświadczeniach. Ja dość szybko, bo po pół roku rozbiłem samochód i nauczyłem się nie szarżować. Ale wracając do wątku kobiet za kółkiem. Moja… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Witam ponownie! czytając Pana wypowiedź, trudno jest mi powstrzymać się od sformułowania własnej. Moja teściowa jeździ autem od 20 lat. Nie mniej, nie wiele osób chce z nią jeździć. A moja Mama od 5 lat, i z dumą mogę brać z niej przykład :) Dla Niej zaparkowanie Jeepem nie stanowi kłopotu , a dla mojego Ojca, nie stanowi kłopotu powierzyć Jej samochód :) Kolejno: Zaręczam Pani, że równouprawnienie to wymysł niedowartościowanych kobiet, które nie kochają samych siebie, że o mężach nie wspomnę. Widocznie ma Pan zbyt mało kontaktu z kobietami mojego charakteru, gdyż moje poparcie równouprawnienia, idzie w parze z… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Marysia

Można jeszcze rzucać szereg kontrargumentów ale nie ma po co.
Wszystko już zasadniczo wiadomo.

Jeśli tylko będę miał coś do powiedzenia, to pewnie podyskutujemy.

Pozdrawiam
Kamil

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Kamil już Cię lubię! ;) :D

I chciałam powiedzieć (nieskromnie) ,że JA akurat mam predyspozycje do bycia super-kierowcą ;) :P :D :D hihi

Paulina2209
Paulina2209
9 lat temu

a mi się wydaje że najmniej nadają się chłopcy, którzy dopiero co zrobili prawko i już muszą się pochwalić jakimi cwaniakami są przed kumplami. też odbiegłam od tematu przepraszam

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Paulina2209

Ja nie poruszałem kwestii wieku. Można dalej dyskutować jak prowadzą dziadkowie po 65 roku życia, jak prowadzą ludzie nie noszący okularów pomimo iż powinni itd. itd. Ale to jest inna rzecz.

Karolinamagda
Karolinamagda
9 lat temu

z mojego doświadczenie wynika że kobitki właśnie puszczają mnie na pasach gdy idę z wózeczkiem, i ja sama jako kierowca również staram się zawsze przepuszczać nie tylko kobietki z wózeczkami czy dziećmi

baby_55
baby_55
9 lat temu

Osobiscie uważam, że faktycznie wiele kobiet nie potrafi prowadzić samochodu, co do tego nie ma watpliwości, ale jest też wielu mężczyzn którzy nie potrafią i tu też jest to kwestia bezdyskusyjna. Jednak płeć w tym temacie nie ma znaczenia a orientacja przestrzenna, podzielność uwagi i pokora, bo zbytnia pewność siebie to pierwszy krok do wypadku… Znam co najmniej kilku mężczyzn którym nie pożyczyłabym samochodu i co najmniej kilka kobiet, ale i takich którym spokojnie bym powierzyła też sie kilkoro znajdzie obojga płci. Co do kwestii równouprawnienia, to cała rzecz polega na tym aby każdy miał prawo swobodnego wyboru zarówno zawodu… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  baby_55

Subiektywnie rzecz biorąc, nie sądzę bym kogoś obraził czy to personalnie czy ogólnikowo. Ale jeśli tak, to przepraszam. Co do takich samych płac za taką samą pracę. To jest temat do dyskusji. Na pewno, jeśli chodzi o ustalenie płacy nie można brać pod uwagę tylko i wyłączenie tego czy pracownik to kobieta czy mężczyzna. To jest bezsprzeczne. Jedynym kryterium powinno być to, jak ten pracownik wykonuje swoją pracę. Jak szybko, jak dokładnie, jak sumiennie itd. Jeżeli kobieta pracująca jako mechanik pojazdów samochodowych wykona pracę szybciej i dokładniej od mężczyzny, to w moim zakładzie zarobiłaby więcej niż też mężczyzna. Nie można… Czytaj więcej »

baby_55
baby_55
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Odnosząc się do zatrudnienia Pana w salonie bielizny damskiej, widocznie ma Pan zbyt małe doświdczenie w tym zakresie ;) Przy dzieciach nie zawsze wszystko da się przewidzieć i nie można tak po prostu zacisnąć pasa bo zawsze może coś wyskoczyć, co zrujnuje nam domowy budżet dopiety na przysłowiowy ostatni guzik, więc te 400zł jest nieraz ogromną pomocą. Czytając o Pana pracy w marketach nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest Pan jednym z niewielu mężczyzn, którzy prawie „wyginęli jak mamuty” :) Wracając do tematu płacy to specjalnie napisałam, że chodzi o dobrze wykonaną pracę. Nie chodzi mi też o jakieś… Czytaj więcej »

nudzinka
nudzinka
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Bardzo fajnie, ze mamy na blogu meski punkt widzenia :)
Przydaloby sie wiecej panow komentujacych, bo robi sie ciekawa dyskusja.

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Może trzeba małżonce pyszny obiad zrobić, to zmięknie, i przynajmniej pozwoli się Panu wykazać ? ;) To może być bardzo ciekawe doświadczenie, również dla klientek :) I jeszcze takie jedno pytanie. Jeśli kobieta pracuje w markecie i zarabia 1200 – 1300 netto to jaki sens jest chodzić do pracy i jednocześnie opłacać opiekunkę do dziecka za 800 – 900 złotych? Owszem jeśli te 400 złotych uratują domowy budżet, to nie ma dyskusji, ale czy nie lepiej zacisnąc pasa i pozostać ze swoim dzieckiem w domu? Wie Pan, to nie zawsze jest takie proste, kobieta też człowiek, i czasem dla samego… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Może trzeba małżonce pyszny obiad zrobić, to zmięknie, i przynajmniej pozwoli się Panu wykazać ? ;) To może być bardzo ciekawe doświadczenie, również dla klientek :) I jeszcze takie jedno pytanie. Jeśli kobieta pracuje w markecie i zarabia 1200 – 1300 netto to jaki sens jest chodzić do pracy i jednocześnie opłacać opiekunkę do dziecka za 800 – 900 złotych? Owszem jeśli te 400 złotych uratują domowy budżet, to nie ma dyskusji, ale czy nie lepiej zacisnąc pasa i pozostać ze swoim dzieckiem w domu? Wie Pan, to nie zawsze jest takie proste, kobieta też człowiek, i czasem dla samego… Czytaj więcej »

Acekiera
Acekiera
9 lat temu

rozbawił mnie argument z figurą :)))))))))
A tak na poważnie to moje obserwacje pokrywają się z Twoimi – autorko artykułu.
I to już śmieszne nie jest niestety:(

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

A propos tego, co piszesz, jestem skłonna do diagnozy pt. „sama przez to przeszłam, to niech i ona (tzn. ta matka z wózkiem) zobaczy, jak to jest”. Niestety. :-( Też pisałam o tym na swoim blogu, ale w związku z czymś innym, tzn. z ustępowaniem miejsca kobiecie w ciąży. http://mojesedno.blogspot.com/2011/04/slepota-nabyta-w-metrze.html

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kobiecym_okiem

Ciężko się z tym nie zgodzić :/

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu
Reply to  Marysia

Wiesz, mnie w pierwszej ciąży zdarzyła się sytuacja w sklepie (którą może też kiedyś opiszę na blogu), która doprowadziła mnie do płaczu z bezsilności nad głupim zachowaniem innych kobiet. Pani ekspedientka nie kwapiła się mnie obsłużyć (byłam z brzuchem na 2 tygodnie przed porodem) i użyła argumentu, że…przecież ona sama wie, jak to jest! Doprowadziła mnie tym do zwątpienia i w tym momencie stwierdziłam, że to chyba mechanizm „sama wiem, jak to jest, więc niech i inne się męczą”…

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Kobiecym_okiem

to chyba mechanizm „sama wiem, jak to jest, więc niech i inne się męczą”… – no właśnie!! Tak myśli zdecydowana większość osób z którymi mam styczność!! :[
Czego ja osobiście nie rozumiem!! Bo JA podchodzę do tematu zupełnie z innej strony – „Wiem jak to jest,więc POMOGĘ innym”!
I życzyłabym,zarówno sobie jak i innym,żeby każdy miał takie podejście!Byłoby nam w życiu zdecydowanie łatwiej!!
;-)

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

Abstrahując od głównego tematu – czyli przepuszczania kobiet z wózkiem przez inne kobiety – dzisiaj wpadły mi w ręce Wysokie Obcasy – numer październikowy, w którym p. Hanna Samson napisała ciekawy felieton o zaobserwowanym przez siebie zjawisku niewpuszczania innych kierowców na pas jezdni przez kierowców – kobiety. Każdy ma jakieś swoje obserwacje na zbliżone tematy – niezależnie od tego, czy jest mamą czy nie …

Katarzyna Jaroszewicz

Na polskich drogach ciężko o uprzejmość i kulturę jazdy. Wszystkim tak się spieszy, że inni im przeszkadzają. Ja będąc kierowcą wpuszczam jak ktoś chce zmienić pas (pod warunkiem, że włączy kierunkowskaz) lub przejść przez pasy, szczególnie gdy pada, przecież mi na nos nie pada, a przechodnie mokną i dodakowo narażeni są na ochlapanie przez pojazdy.

Anna Oparowicz
7 lat temu

widzę, że człowiek, człowiekowi wilkiem, zrobiło się popularną maksymą w kontekście matek https://wrolimamy.pl/wpis-konkursowy-dzieciece-klimaty/

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
7 lat temu

Ja się zatrzymuję bardzo często przed przejściem, nie zwracam uwagi na płeć. Czasami na utrudnienia, typu wózek, dziecko, starszy człowiek. W pełni świadoma, że takie osoby nie przelecą szybko na drugą stronę. Praktycznie zawsze zatrzymuję się kiedy pogoda na zewnątrz nie zachęca do spacerowania. Wychodzę z założenia, że ja mam ciepło i sucho to tym co mają gorzej mogę odrobinę życie ułatwić. Zrobiłam już trochę kilometrów w życiu, cały czas robię postępy w umiejętnościach prowadzenia, nie mówię o sobie „dobry kierowca” chociaż nie jeżdżę źle. Natomiast co do obserwacji autorki, mam wrażenie że wynika to z innego postrzegania czasu i… Czytaj więcej »

Kasia, kierowca
Kasia, kierowca
7 lat temu

Ja tam zawsze przepuszczam (jak prowadzę), bo mnie wkurza chamstwo kierowców na drodze.

Go Sia
4 lat temu

Ja z kolei zawsze się uśmiecham jak mija mnie sznur samochodów , około 15-20 i już się pogodzilam z myślą że postoje aż na skrzyżowaniu zapali się czerwone światło to ten ostatni , zupełnie ostatni przed tym czerwonym swiatelkiem zatrzymuje się i mnie przepuszcza .. ale .. już raz mąż miał stluczke przez to że facet przed nim przepuszczal , mąż się zatrzymal , a facet za nim już nie i w niego wjechał .. kilka dni temu wracając z pracy sam przepuscil babę na pasach , a ona jakąś nie zdecydowana weszła na jezdnię , zrobiła dwa kroki i… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close