Jak będąc mamą przetrwać upały, czyli mamo wrzuć na luz


To nie jest tekst o tym, że trzeba pić dużo wody i unikać słońca. To jest tekst o tym, jak będąc mamą przetrwać upały w towarzystwie dzieci. Kto próbował, ten wie – lekko nie jest. Zmęczone upałem dziecko jest sto razy trudniejsze w obsłudze, niż zmęczony upałem dorosły.

Upał nie jest w naszym klimacie stanem stałym. Trzeba go przetrwać jak każdy kataklizm. Wypadałoby się też na niego przygotować, ale nie zawsze uda nam się obejrzeć prognozę pogody i w porę zadziałać. Przydatne tu są sąsiadki, starsze panie, które namiętnie oglądają telewizję i są na bieżąco ze wszystkimi prognozami.

Jeśli więc droga mamo wiesz, że będzie upał to:

– Zrób zakupy dla całej rodziny na najbliższy tydzień. Pamiętaj o zwiększonej ilości wody mineralnej w butelkach. Kup też na zapas duże ilości makaronów, ryżu, jogurtu, śmietany i lodów. Nie zapomnij o owocach i warzywach. Wybierz te, które mogą kilka dni poleżeć, choćby w lodówce.

– Zawczasu posprzątaj mieszkanie. Nie tak jak na święta, czy przyjazd teściowej, bez przesady. Po prostu posprzątaj. Pochowaj to, co nie powinno zalegać na krzesłach, fotelach i podłodze, zetrzyj kurze, jak dasz radę, to poodkurzaj. Jak nie dasz rady – poproś męża.

– Sprawdź, czy masz w szafie bluzki na ramiączkach. Jak nie masz to koniecznie sobie kup. Możesz też przejrzeć garderobę dzieci, jak chcesz, ale po pierwsze one zawsze mają więcej ciuchów, niż potrzebują, po drugie w upały nie będę na siebie za wiele zakładać, gwarantuję ci to.

 

A kiedy już przyjdzie ten dzień, gdy na termometrze od rana będzie 30°C i ten termometr wcale nie będzie w słońcu, to wtedy droga mamo, wprowadź w życie plan awaryjny:

– Jak nie musisz, to nie wychodź z domu w godzinach największego nasłonecznienia. Mądrzy ludzie twierdzą, że najchłodniej jest przed dziesiątą i po siedemnastej. Z tą siedemnastą to bym się nie zgodziła, w moim lesie dopiero po dziewiętnastej można poczuć ulgę, obstawiam, że w miastach lżej jest dopiero po dwudziestej. No ale powiedzmy, że po tej siedemnastej słońce jest niżej i teoretycznie łatwiej się żyje.

– Odpuść sobie gotowanie skomplikowanych obiadów. W upał nikomu nie chce się jeść, nie tylko tobie, dzieciom też. Wyciągnij z zapasów makaron i jogurt, obiad zrobisz w dziesięć minut. Następnego dnia możesz zaserwować ryż ze śmietaną i cynamonem, a dalej kombinuj. Pamiętaj o tych owocach, które kupiłaś. One też się przydadzą do przygotowania obiadu.

– Miej zawsze pod ręką butelkę wody. Nie tylko po to, żeby stale uzupełniać płyny, ale by móc się szybko napić, gdy dzieci wyprowadzą cię z równowagi swoim marudzeniem. A wyprowadzą na bank, one też źle znoszą upały i nie umieją sobie z nimi poradzić.

– Dzieciom też daj butelkę wody. Jak będą miały stale w zasięgu ręki i wzroku, to będą piły. Jak nie będą miały, to, w większości przypadków, się nie upomną.

– Dla kilkulatków możesz nadmuchać i napełnić wodą basen. Jeśli nie masz ogródka, postaw go na balkonie. Gdy balkon jest od strony południowej, pamiętaj o parasolu. Nie przejmuj się, jeśli dzieci rozchlapią wodę na balkon, a nawet poza niego. No i co z tego? Mało razy zalałaś ulicę przy podlewaniu kwiatów na balkonie?

– To jest ten dzień, gdy twoje dzieci mogą bezkarnie oglądać bajki na komputerze. Mogą też cały dzień grać. Serio. Jeśli tego właśnie chcą, po prostu im pozwól. Po pierwsze dadzą ci spokój, po drugie nie będą się pocić, biegając po domu. Przy okazji nie narobią bałaganu. Upał nie będzie trwał wiecznie. Góra za trzy dni wygonisz od komputera.

– Cokolwiek zaplanowałaś, odpuść sobie. W gorące dni na pewno nie umyjesz okien, nie zrobisz generalnych porządków, nie wybierzesz się na duże zakupy. W takie dni nawet w klimatyzowanych centrach handlowych ciężko jest wytrzymać.

– Dzieciom też odpuść. Posprzątają, jak się ochłodzi. Jeśli przez ich pokój właśnie przeszło tornado, po prostu zamknij drzwi.

– Zdejmij stanik. Serio, serio. Lepiej poczujesz się w cienkiej bluzce na ramiączkach lub cienkim topie. Jeśli nie wychodzisz z domu (a przecież nie wychodzisz, bo jest gorąco) naprawdę nie musisz się torturować usztywnianym biustonoszem.

– Jeśli masz pecha i musisz wyjść z domu, przed wyjściem zmocz koszulkę, a jeśli możesz, także włosy. Ten prosty zabieg da ci przynajmniej pół godziny ochłody i pozwoli dotrzeć tam, dokąd zmierzasz.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U mnie mrożonki ostatnio na obiad. Nie ma się co przemęczać. :p

    1. O to to, a najszybciej robi się pizzę ;)

  2. Mi upał w domu niestraszny bo mam klimatyzator :)

    1. luksus niedostępny nam, szaraczkom :(

  3. My siedzimy od rana do wieczora w przyjemny chłodzie na placu zabaw, albo po 15 jedziemy na basen. Moje dzieci o zgrozo są na słońcu między 11, a 15 oczywiście z umiarem. Wolę to niż pseudosymplementacje Wit. D.

  4. A znacie taką potrawę chłodnik – w zeszłym tygodniu jadłam pierwszy raz w życiu i … bardzo mi smakowało.
    Idealne na upały!

  5. A gdyby tak na obiad lody?
    U mnie dziś moje ulubione bakaliowe z Radoszowska 108
    z dostawą do domu (dzięki mężowi) ;)

  6. Dla mnie torturą jest nie noszenie usztywnianego biustonosza :p 70H wita

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Niemowlętom nie powinno się podawać soków. A wiecie dlaczego?


Moi starsi synowie uwielbiają soki owocowe, niestety nie zawsze są to soki wyciskane w wyciskarce czy robione w sokowirówce, które najczęściej serwuje im babcia. Przyznam, że idę na łatwiznę i kupuję soki w kartonie, choć zwracam uwagę na ich skład. Niestety w wielu przypadkach słowo „sok” należy wziąć w cudzysłów, a powiedzieć „napój”, ponieważ to, co pierwszym rzutem oka wygląda na sok, sokiem często nie jest, bo zawiera dodatki, które sokom nie przystoją.

Pamiętajcie, że o soku możemy mówić tylko wtedy, gdy jest on naturalnie wyciskany z owoców lub warzyw, bez konserwantów, barwników, słodzików i aromatów innych, niż odzyskanych w procesie zagęszczania soków i przecierów.

Najmłodszemu synowi podaję wyłącznie wodę do picia i nie planuję podawać mu soków. Starsi synowie, kiedy byli niemowlętami, również dostawali do picia wodę, a później napoje i soki. Nie wiem, czy wiecie, ale zmieniły się zalecenia dietetyczne niemowląt i soki wcale nie są polecane najmłodszym.

American Academy of Pediatrics zaktualizowało zalecenia żywieniowe dotyczące soków owocowych dla najmłodszych. Okazuje się, że dzieci do ukończenia 12 miesiąca nie powinny w ogóle dostawać soków owocowych. Wcześniej było dozwolone pojenie maluchów sokami po 6 miesiącu życia, obecnie specjaliści zdecydowali, że tak wczesne podawanie soków nie przynosi wymiernych korzyści zdrowotnych i dlatego lepiej w ogóle tego nie robić. A jak dobrze pamiętam, moja mama mówiła mi, że gdy miałam 3 tygodnie, pediatra kazała jej podawać mi po łyżeczce wyciskanych przez tetrę soku z marchwi i następnie jabłek ;)

Trzeba wiedzieć, że soki, mimo że smaczne i nawadniające, zawierają naturalne cukry owocowe, które niszczą ząbki oraz przyzwyczajają dziecko do słodkiego smaku. To z kolei przyczynia się do powstania otyłości u maluchów, bo rodzice podają je bez umiaru.

Soki, szczególnie te świeżo wyciskane, są bogatym źródłem błonnika i witamin, ale specjaliści podkreślają, że lepiej podawać dzieciom same owoce, bo właśnie w ich skórce i miąższu jest najwięcej wartościowych witamin i mikroelementów.

A więc pokrótce:

  • od 1 do 3 roku życia, dzieci  mogą otrzymywać niecałe 120 mililitrów soków owocowych w ciągu doby,
  • między 4 a 6 rokiem życia, można podać między 120 a 180 ml,
  • między 7 i 8 rokiem życia, dzieci mogą wypić do szklanki soku dziennie, czyli 240 ml.

Takie są zalecenia i patrząc na nie wiem, że moje dzieci piją zdecydowanie za dużo soków i napojów, choć ani z zębami, ani z otyłością nie ma problemu. A jak jest z tym u was?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wogole piją tylko wodę młodszy to nie pił nigdy nie chciał ja nie zmuszalam , starszy i tak nie może…

  2. Dawno to wiem i już nie jedną gownoburze przez to widziałam

  3. Moje od małego tylko wodę, teraz sok tylka raz na jakis czas gdy są w gościach, poza tym nigdy w ustach nie mialy napoju gazowanego

  4. hahahahaha jak widze slowo “amerykanskie” to chce mi sie smiac. Moje dzieci pija glownie wode, soki zadko bo nie tak prosto kupic 100% sok bez ulepszaczy. Prawda jest taka, ze od tego sie nie umiera, dostawalam soki od 2 miesiaca zycia i nie mam ani alergii ani nic.

    1. No właśnie! I dlatego pytam, jak tam u Was ;)

    2. Ja pierwsze o czym pomyslalam to sok z hamburgera od 12 m 😂

  5. Za 50 lat dzieci do 3 r.ż. będą żyły tylko na wodzie .. Nawet już tego nie czytam

    1. Bo wszystko inne będzie niezdrowe, będzie prowadziło do otyłości, zaburzeń i cholera wie czego jeszcze :-D

    2. No i co z tego ze na wodzie? Ja jakoś tez tylko pijam wodę i jakoś nie jest mi z tym zle, a wręcz czuje się wspaniale. Sztucznie słodzone soczki, nektary itp Bleh

  6. dzieci uzależniają się od skoków później nie chcą pić wody, tracą apetyt nie chcą jeść, na sokach cały dzień mogą ciągnąć, po za tym otyłość wśród dzieci coraz większa a sok wiadomo cukier jak nie dodany to naturalny fruktoza, która bez obecności błonia tez nie jest dobra, dodam że gdy dziecko nie ma wyboru to zaczyna wodę pić, woda powinna być dostępna w szkołach takie źródełka jak w amerykańskich serialach:)

  7. U mnie przekonane cycoholika do picia czegos innego niz cyc wymagalo uzycia smaku… woda nie wchodzila w gre…. Ropuch pija wode z sokiem, przy czym soki są mojej wlasnej roboty :-) sama osobiscie gotuje w sokowniku i sloikuje :-)

  8. Amerykanie! A badania prowadzone przez ludzi z problemami nadwagi. Siedzą w tych labolatoriach i na lunch zjadają fast food. Najpierw zacząć od dorosłych.

  9. Yh, jak ja słyszę nowe badania, nowe zalecenia to ciśnienie mi się dźwiga mocno :-D ja sie wychowałam na sokach, danonkach,normalnych zupach itd i żyje. Córka od 4 msc piła soki na zalecenie pediatry, jadła słoiczki itp i jest szczupła, wysportowana i lubi soki, slodycze też je wtedy kiedy ma ochotę a bywa to rzadko i syna również pod kloszem nowych zaleceń chować nie mam zamiaru ;-) otyłość nie jest zależna od soków..baa córka kiedyś codziennie wypijala szklanke wyciskanego przeze mnie soku z marchwi, jabłek i pomarańczy co poprawiło jej odporność i po długiej walce lekami katar i kaszel znikły same po 1,5msc “kuracji” sokiem (potwierdzone przez pediatre).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Aktywne wczasy rodzinne w Wierchomla Ski & Spa Resort – czy było warto?


Wierchomla Mała – wieś położona w Małopolsce, w powiecie nowosądeckim, w gminie Piwniczna-Zdrój. Jej lokalizacja sprawia, że jest to niezwykle urocze miejsce i bardzo atrakcyjne pod względem turystycznym. Choć przyznaję z ręką na sercu, że jeszcze niedawno nie wiedziałam o jej istnieniu. A sprowadził mnie tam tak naprawdę hotel – Wierchomla Ski & Spa Resort – na który dostałam namiar…

Wierchomla Ski & Spa Resort to miejsce skierowane głównie do rodzin oraz osób ceniących ciszę, spokój i chcących uciec od miejskiego zgiełku – to istotna informacja, bo nie każdy chce zamieszkać na “końcu świata”, jakim zdaje się być Wierchomla Mała. Tu nie znajdziesz hipermarketów  czy tętniących życiem obiektów gastronomicznych. Znajdziesz za to całe mnóstwo pięknej przyrody, góry, lasy, przyjemnie szumiące strumyki i źródełka. Do tego dużo przestrzeni, w której nie trzeba się przepychać łokciami.

Ponadto jest to idealne miejsce dla ludzi lubiących aktywnie spędzać czas. Ponieważ zarówno sam hotel, jak i cała okolica ma bogatą ofertę propozycji na rodzinne i iście sportowe wczasy.

Ale po kolei, zacznijmy najpierw od hotelu….

Program pobytu “Aktywne wczasy rodzinne”

Miłym powitalnym akcentem było wręczenie nam programu pobytu, który zawierał między innymi wycieczkę z przewodnikiem – szlakami Beskidu Sądeckiego, treningi z clubell mace kettlebell pod okiem profesjonalnego trenera, aqua aerobik, czy dyskotekę. Zaś dla najmłodszych przewidziane były takie atrakcje jak nauka pływania w hotelowym basenie, warsztaty kulinarne, zajęcia w parku linowym, olimpiada sportowa, mini disco i karaoke oraz nocna wyprawa z latarkami do Krainy Cieni – od tego zaczęliśmy nasz pobyt i okazało się to fantastyczną pierwszą przygodą, podczas której dzieci szukały w lesie różnych śladów (chyba elfów ;-)) i robiły ciekawe eksperymenty. Ja  niestety w tym nie uczestniczyłam, bo dla Poli była to za późna pora, ale Jasiek z tatą wrócili zachwyceni!

Przyhotelowe atrakcje dla dzieci

Na terenie hotelu znajduje się ładny – kolorowy plac zabaw, dmuchana zjeżdżalnia – co rano oblegana przez Jasia i nie tylko :-), park linowy oraz mini zoo, w którym skrywało się kilka zwierzątek – jakiś królik, kurki, kózki, itp. :-)

Ponadto w hotelu mieści się Klub Koziołka Wierchołka, gdzie codziennie w godzinach od 9.00 do 17.00 czeka na dzieci pani animatorka – zawsze gotowa na to by zająć się maluchami i dać nieco wytchnienia rodzicom ;-)

Dla aktywnych i szukających relaksu

Na tych, którzy lubią aktywnie spędzać czas czeka boisko do siatkówki plażowej, kort do tenisa, stół do ping ponga, bilard, kryty basen oraz rowery – co ważne, wypożyczyć można jednoślady zarówno dla dorosłych,  jak i dzieci oraz foteliki dla najmłodszych. Natomiast dla gości szukających relaksu do dyspozycji jest strefa SPA i wellness.

Gry, książki i filmy

Na niepogodę – na deszczowe i burzowe dni, jakie nam się niestety trafiły podczas tego krótkiego pobytu – hotel oferuje gry planszowe, mini biblioteczkę, a dla najmłodszych projekcje filmów.

Z kolei przy ładnej pogodzie jest możliwość rozpalenia ogniska – wspólne pieczenie kiełbasek, rozmowy, zabawy, śpiewy…  Jednym słowem integracja pełną gębą! ;-)

Wyżywienie

Może zabrzmi to trochę śmiesznie, ale wyżywienie zapadło nam szczególnie w pamięć ;-) Było pysznie i dużo. Zarówno na śniadania, jak i obiadokolacje, serwowane były posiłki w formie bufetu, na ciepło i na zimno.

Śniadania zwykle obfitowały w jajecznicę, parówki, kiełbaski, naleśniki, gofry. Do tego zimna płyta, sałatki, surowe warzywa, owoce, jogurty, płatki śniadaniowe. A na dobitkę różne ciasta i rogaliki.

Obiadokolacje z kolei oferowały zupy, ziemniaki, makarony, kasze, ryż, a do tego przysmaki mięsne. Obok, podobnie jak przy śniadaniu, zawsze czekała zimna płyta, pieczywo, różne surówki, warzywa i owoce.

Z napojów, do woli można było pić ciepłą herbatę, kawę (tylko rano), wodę, kompoty i świeżo wyciskane – własnoręcznie, w sokowirówce – soki.

Jak widać wybór był ogromny, więc każdy, nawet niejadek, mógł znaleźć coś dla siebie. Nikt nie musiał się też martwić, że czegoś mu zabraknie, bo puste naczynia były regularnie uzupełniane.

Dodatkowym atutem było to, że posiłki można jeść na świeżym powietrzu – na drewnianym tarasie, z widokiem na plac zabaw i las.

Okoliczne atrakcje turystyczne

Przede wszystkim w Wierchomli Małej mieści się duża Stacja Narciarska Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla (około 900 m od hotelu) z jednym z najdłuższych w Polsce wyciągiem krzesełkowym, czynnym również latem. Dzięki niemu bez problemu, nawet z rowerem, można dostać się do Bacówki nad Wierchomlą, skąd rozpościera się piękny widok, a przy bezchmurnym niebie bystre oko dostrzeże nawet Tatry! 

Z tego miejsca, pieszo i  rowerem, można też dostać się na Jaworzynę Krynicką, a stamtąd koleją gondolową zjechać do centrum Krynicy-Zdroju, gdzie warto udać się do Muzeum Zabawek – byliśmy i bardzo nam się podobało. Z resztą sama Krynica jest piękna, ale niestety nie mogliśmy jej całej zwiedzić bo akurat trafił nam się deszczowy i chłodny dzień :(

Do okolicznych atrakcji należą również liczne źródełka, jaskinie, skałki wspinaczkowe, całe mnóstwo szlaków turystycznych – pieszych i rowerowych. A ponieważ Wiercholma mieści się tuż przy granicy słowackiej, stanowi doskonałą bazę wypadową, dla tych, którzy chcieliby poznać słowacką część Tatr. Ponadto w Piwnicznej-Zdroju można spróbować swych sił w spływach kajakowych i pontonowych.

Będąc w tych okolicach warto również odwiedzić położoną niedaleko Muszynę, a w niej między innymi Ogrody Zmysłów.

Ogólnie rzecz ujmując, uważam, że ta część Polski jest bardzo urokliwa i atrakcyjna turystycznie, a hotel Wierchomla Ski & Spa Resort stanowi bardzo dobry punkt zaczepienia – można w nim nie tylko odpocząć, prawie na odludziu i na łonie natury, ale przede wszystkim aktywnie i rodzinnie spędzić czas.

Jeśli więc ktoś z Was szuka pięknych krajobrazów oraz sportowych wrażeń, to polecam ;-)

Aha, byłabym zapomniała! 25 sierpnia rusza w Wierchomli V Górski Maraton Jogi – są to trzydniowe warsztaty dla wszystkich, którzy ćwiczą lub chcą zacząć ćwiczyć jogę. Więcej szczegółów znajdziecie tutaj.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W zasadzie w ogóle nie znam tamtej części Polski – pięknie!

  2. Nie jestem fanką gór, ale możliwość zostawienia dziecka pod opieką na parę godzin jak najbardziej do mnie przemawia ;) I ten szwedzki stół, chociaż raz jako wegetarianka nie miałabym problemu na stołówce

    1. Zdecydowanie tak! ;)
      I ja też byłam wyjątkowo szczęśliwa bo moje wybredne dzieci nie chodziły głodne! 😁

  3. Piękna Wierchomla :) cisza spokój mmm , jedyny minus hotelu w pokojach czuć było że przebywają tam zwierzątka . Ale miejsce magiczne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Trzy rzeczy, których najbardziej zazdroszczę mamom z miasta


Mieszkam na wsi od urodzenia. Tutaj się wychowałam i tutaj wychowuję swoje dzieci. Nie zamieniłabym mojej malowniczej wioseczki na skraju Wdeckiego Parku Krajobrazowego na żadne inne miejsce na ziemi. Czyste powietrze, przestrzeń, pachnące lasy, cisza i spokój – nie oddałabym tego za nic i przyznaję rację mamom z miast, które mi tego zazdroszczą. Są jednak rzeczy, których i ja wam, drogie miejskie mamy, zazdroszczę!

ŻYCIE TOWARZYSKIE

Wiem, że bywa i tak, iż sąsiadki z mieszkań obok w ogóle się nie znają albo tak, że trafia się na takich sąsiadów, których lepiej byłoby nie mieć. Niemniej jednak często w klatce obok ma się przyjaciółkę, a jeśli nie masz jej ty, droga miejska mamo, to przyjaciół i kolegów ma twoje dziecko! Kiedy ma się sąsiadów z dziećmi kilometr od domu to sytuacja wspólnej zabawy zaraz po wyjściu z domu jawi się jako luksusowa! A dzieci – czy to wiejskie czy miejskie – potrzebują towarzystwa rówieśników. Już nie wspomnę o tym, jak bardzo towarzystwa potrzebujemy my – matki. Bardzo często mi tego na mojej wsi brakuje…

        Życie towarzyskie to jednak nie tylko sąsiedzi, ale choćby place i sale zabaw dla dzieci, wystawy, kina, kawiarnie, imprezy plenerowe… Pewnie, że czasem cudownie wyjść na łąkę czy do lasu i pobyć w samotności rozkoszując się ciszą mąconą jedynie przez świergot ptaków, ale bywa, że ma się tej ciszy i przestrzeni powyżej uszu! Chciałoby się zamiast wiewiórek i lisów pooglądać film w kinie albo obrazy w muzeum, a zamiast z sąsiadem o zbiorach kukurydzy pogadać z obcą mamą na placu zabaw o tym, że jej dziecko też ją czasami irytuje… Da się – o ile masz prawo jazdy – ale z pewnością jest to dużo trudniejsze dla mam ze wsi niż mam z miasta.

ODLEGŁOŚCI

        Najbliższy zakład pracy, do którego mogłabym pójść oddalony jest o 6 km, a kolejne już o   11 km.  Do przedszkola podobnie – 6 km, tak samo do ośrodka zdrowia, banku, na pocztę. Nie  wspomnę już o Biedrze, bo to w moim przypadku odległość rzędu 25 km. Bez prawa jazdy ani rusz, a jeśli masz już prawko to konieczne są dwa dobre auta – dla ciebie i partnera. Coś takiego jak komunikacja publiczna praktycznie nie istnieje na wielu wsiach [chyba, że można tak nazwać dwa autobusy PKS dziennie – o 8 i o 15].

       Zaraz po wyjściu z domu mogę co najwyżej spotkać się oko w oko z żurawiem, a nie z panią ekspedientką. Zakupy spożywcze trzeba planować przynajmniej kilka dni w przód, a o  świeżutkich bułkach na śniadanie nie ma co marzyć, chyba że sama je sobie upiekę.   Najbardziej koszmarną sytuacją były kończące się nagle pampersy, a ja bez prawa jazdy i 10 km do sklepu, gdzie mogę je kupić… Nie życzę nikomu hihi ;).

P.S. Dzięki Bogu za zakupy przez Internet, ale wierzcie mi lub nie, ten rarytas jest dla mnie dostępny dopiero od jakichś 3-4 lat. Wcześniej żadne łącza nie dawały rady, a jak pojawił się jakiś kurier nierzadko tonął w gliniastej drodze… [Także jeśli wyjątkowo długo na jakiegoś pana z Firmy kurierskiej czekałyście, to przyznaję – mógł utknąć w Czersku Świeckim ;)].

MOŻLIWOŚCI ROZWOJU

       Ja wiem, że dla chcącego nie ma nic trudnego, ale jednak znacznie łatwiej pójść na studia,   kiedy na uczelnię ma się 15 minut drogi piechotą, niż 2 godziny jazdy pociągiem albo samochodem. Łatwiej też zorganizować opiekę nad dziećmi. Mało tego – masz wybór i twoją główną przesłanką nie jest odległość. Jak nie studia to są też różnego rodzaju kursy [i to niekoniecznie te z UP, gdzie uczą jak napisać CV….] i inne możliwości doszkalania się.   

        Wszelkie „atrakcje kulturalne” też dają możliwość poszerzania horyzontów. Ba, żeby wypożyczyć książkę z biblioteki trzeba nierzadko ze wsi jechać kilka km… Powtórzę się – jeżeli masz prawo jazdy i auto, sprawa nie jest aż tak skomplikowana – ale jeśli tego nie masz, to możesz czuć  się w tej sytuacji jak bez ręki…

       Podobnie kwestia wygląda jeśli chodzi o nasze dzieci. Wiejskie szkoły mają całe mnóstwo zalet, ale niestety w kwestii rozwijania zainteresowań i możliwości dzieci, są daleko w tyle za szkołami miejskimi.

Tak, jak ja wam zazdroszczę drogie miejskie mamy, tak i wy macie prawo zazdrościć mi mojej wsi i wszystkich zalet, z jakimi wiąże się mieszkanie na niej! Z łatwością mogłabym wyliczyć ich co najmniej 10: podwórka dla dzieci,większe bezpieczeństwo, warzywa z własnego ogródka i owoce z sadu, świeże powietrze bez smogu, cisza za oknem, chłód latem w murach domu zamiast upału w malutkim mieszkaniu w bloku, blisko do lasu i jeziora…  My, mamy ze wsi,  i miast mamy wiele podobnych problemów, ale też sporo różnych. Ważne, by starać się rozumieć wzajemnie, a nie licytować, kto ma gorzej, a kto lepiej. I nie piszę o mojej małej zazdrości dlatego, żeby narzekać, ale dlatego właśnie, żebyśmy my, matki, mogły się lepiej zrozumieć i wyobrazić sobie swoje problemy!

Jestem ciekawa, czego wam, mamom z miasta, brakuje najbardziej? I czy wy, mamy ze wsi, zgadzacie się z moim punktem widzenia?  Napiszcie koniecznie!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milo mi u was gościć Koniecznie napisz w czym daleko ci do miasta mimo że jesteś miastowa P.S. Pewnie miasto miastu nierówne jak i wieś wsi. Ja często spotykam sie z niedowierzaniem i tekstami w stylu: W dzisiejszych czasach na wsi już sie tak nie żyje! Jeżdżą autobusy, są przedszkola, szosy i wszyscy mają łazienki… No cóż zalezy na jakiej wsi.

    1. Hmm, po podwórku buszują wiewiórki, na drzewach świergocą ptaki, wieczorem słucham koników, nie ma u nas kina, sklepy też nie powalają, chociaż jest Biedronka i Pepco, niby daję radę bez samochodu, ale w sytuacjach awaryjnych muszę wzywać taksówkę, bo komunikacja też pozostawia wiele do życzenia. A to wszystko rzut beretem od stolicy! Aha, o uczelnię wyższą też u nas trudno ;)

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl w jakiej miejsowości mieszkasz? ;) Pozdrawiam

  2. Jestem mamom ze wsi,ale jednak cywilizacja u mnie trochę bliżej do przedszkola mam 5 min do szkoły może z 7, a do sklepu, biblioteki i przystanku do miasta oddalonego o 10 km też 5 min. Mieszkam tu od zawsze najpierw z rodzicami, teraz z mężem. Fabryki teraz też powstają jak grzyby po deszczu. Mamy 2 place zabaw. Basenu i ogrodu w lecie nie oddałabym za mieszkanie na 10 piętrze z balkonikim. Ale pozdrawiam wszystkie mamy i te z miasta i te ze wsi

  3. to zależy ile trawnika ma się do koszenia w lecie i KTO to robi ;)

    1. Ja mam mały trawnik, ale nie pozwalam kosić, gdzie by koniki mieszkały?? Wolę to wieczorne cykanie niż równiutką trawę

    2. u mnie 16 ar :P na wsi ofkors a koniki mają gdzie mieszkać ostatnio ulitowałam się nad Turkuciem i wywaliłam go do lasku przy potoku który płynie obok mnie Turkucie dopiero dają czadu wieczorami ;)

  4. Domu z ogródkiem zazdroszczę! Reszty nie – blisko orlik, plac zabaw, kino, Źabka i Biedronka, lekarz, a także warzywniak z warzywami “od chłopa”.

  5. A ja jestem miastowa, a wolalabym byc wiejska. Ostatnio bylismy w odwiedzinach u mojej rodziny na wsi w lubelskim i pierwszy raz starsza cora wpadla w rozpacz, ze juz trzeba wracac. Jest typowo podworkowym dzieckiem. Takie wiejskie dziecko zamkniete w betonowej dzungli… Ja bylam taka sama.

  6. 30 lat miastowa a od przeszło 2 wiejska:)

  7. Paulina Białowieżec

    Mi czasami w mieście brakuje ciszy, przestrzeni, spokoju ;)

  8. Wychowałam się w mieście ale swiadomie wyprowadziliśmy się na wieś i nie żałuję:) Dzieci mają raj,bo całe dnie spędzaja w ogrodzie,mieszkamy blisko lasów, widoki przepiękne:) Jedyny minus to chyba to że dojazd do szkoły/przedszkola i pracy zajmuje nam niecałą godzinę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku