Emocje 22 czerwca 2012

Jak Marcin stał się Tatusiem…

Kolejny tata che się podzielić z Wami swoją historią – mąż jednej z naszych autorek – Marcin Kańczucki – napisał, jak rozpoczęła się jego przygoda z bycia ojcem.

Był wczesny zimowy poranek, za oknem ciemno i ponuro, a ja przez sen słyszę głos  żony „Marcin, zrobiłam test, wyszedł pozytywnie”. Z niedowierzaniem zapytałem chyba jeszcze ze trzy razy „Jesteś pewna?”. Staraliśmy się wprawdzie o dziecko, ale nie spodziewałem się, że tak szybko nam się uda osiągnąć ten cel. Ustaliliśmy, że następnego ranka powtórzymy test by mieć pewność. Faktycznie dwa kolejne testy wykazały to samo. Będziemy mieli dziecko, będę TATĄ. Ucieszyłem się ogromnie, choć tak naprawdę nie zdawałem sobie jeszcze sprawy co faktycznie (nie teoretycznie), znaczy być rodzicem, ojcem, na którym spoczywa ogromna odpowiedzialność za rodzinę. Mimo to byłem spokojny, nie bałem się nowej roli jaką przyjdzie mi pełnić. Od teraz nasze wspólne życie zmieniło orbitę, wokół której dotychczas krążyło. Pojawiły się nowe priorytety, które będą warunkować przez kolejne lata nasze życie.

Test testem, moją głowę absorbowało oczekiwanie na pierwsze USG. Na badanie Żaklina poszła sama, wróciła z mieszanymi uczuciami, nie było widać zarodka. Chwila konsternacji, stwierdziłem, że to niemożliwe, poczekajmy do kolejnej wizyty. Mijają dwa tygodnie, na kolejne badanie poszliśmy razem. Na szczęście wszystko jest, widać zarodek i słychać jak malutkie serce bije niczym dzwon…oczy mi się przeszkliły, pierwszy raz w życiu płakałem ze szczęścia. Po kolejnym badaniu dowiedziałem się, że będę miał syna…duma mnie rozpierała tak bardzo, że chwaliłem się przypadkowo napotkanym ludziom. Byłem tak szczęśliwy, że chciałem, aby cały świat się o tym dowiedział.

Mijają kolejne dni, tygodnie ciąży. Pierwsze skojarzenie z tym okresem to kaprysy żony…godzina 23 z „hakiem”, leżę w łóżku, zmęczone oczy gotowe, aby oddać się błogiej przyjemności snu. Nagle w oddali słyszę głos „Marcin mam ochotę na Twistera…„ Wstaję więc i jadę do miasta, by kupić mej ślubnej zimnego loda i zaspokoić jej/ich zachciankę, w końcu są najważniejsi!

Mniej przyjemne wspomnienia z tego okresu, to trzykrotna wizyta żony w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Pamiętam jak w duchu modliłem się, aby nie „rozsypała” się zanim mały Bartek (tak On miał już swoje imię, przestał być bezosobowy) się w pełni nie rozwinie. Szczęśliwie doczekaliśmy terminu 19 września, wszystko gotowe, wyprawka przyszykowana…a przekorny Bartek postanowił, że sprawdzi naszą cierpliwość. Mijają kolejne dni oczekiwania na rozwiązanie. Nadchodzi piątek 24 września 2010 rok. Utkwiło mi, że był to dla mnie wyczerpujący dzień w pracy i około godziny 22 padnięty zasnąłem bezszelestnie. Mija godzina, budzi mnie Żaklina i spokojnie oznajmia mi „Kochanie przykro mi, ale nie wyśpisz się dzisiaj bo zaczęło się”. Podczas gdy ja w nerwach, bezcelowo biegałem po domu, próbując zrobić coś pożytecznego by szybciej wyjść, moja żona spokojnie oznajmiła mi, że musi umyć i wysuszyć włosy, ubrać pościel do łóżeczka itp. Suma summarum się przeciągnęło i około godziny 1 w nocy pojawiliśmy się na porodówce. Towarzyszyłem mojej żonie dzielnie przez całą noc, nie wyobrażam sobie przecież, żeby mogło mnie w tym momencie zabraknąć przy niej. Chciałem być świadkiem narodzin mojego pierworodnego, powitać go, zobaczyć, usłyszeć… Nie rozumiem tych mężczyzn, którzy mówią, że  pot, krew, łzy i krzyki żony odstraszają i skutecznie gaszą ich zapał do porodów rodzinnych. Dla mnie to był kolejny etap w mojej drodze ku rodzicielstwu. Akt narodzin, za nic nie pozwoliłbym nikomu odebrać sobie tych wspomnień. Poród trwał do godziny 11:55, wtedy moja żona wydała wreszcie na świat małego Bartosza Ksawerego. Oto moim oczom ukazała się malutka istota, która już na zawsze odmieniła moje życie.

Nigdy nie byłem z niej tak dumny i jednocześnie tak jej wdzięczny jak wówczas. Potem wszystko potoczyło się szybko, pierwsze zdjęcie małego, ważenie, mierzenie i drugi raz w życiu płaczę ze szczęścia. Miałem w sobie tyle pozytywnej energii, że nawet nie odczuwałem zmęczenia po nieprzespanej nocy. Po kilku dniach miałem już moją rodzinkę w domu i mogłem zacząć poznawać nawyki mojego małego terrorysty :) Dziś nie potrafię sobie wyobrazić naszego domu, bez krzyków euforii, pisków zachwytu i…ataków histerii w wykonaniu mojego małego „Siwka”.

 Czuję się ojcem świadomym roli jaką mam odegrać w życiu mojego dziecka. Wiem, że na pewno nie wygram „rywalizacji” z mamą o „pole position” w oczach Bartusia, ale na dobrą sprawę nawet nie chcę takowej toczyć. Myślę, że jestem dopełnieniem macierzyństwa mojej żony, jestem  po to by ją wspierać w trudnych chwilach, dodawać otuchy…. Mamy przecież jeden wspólny cel – wychować Bartka najlepiej jak potrafimy.

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Matt
Matt
8 lat temu

Pamiętam te wszystkie chwile :) I pamiętam jak w dzień porodu zostawiliście mnie wieczorem na sali z Bartkiem na rękach. To było moje najdłuższe 10 minut jak cały czas sprawdzałem czy oddycha bo się bałem. A zakwasy na ręku przez dwa dni miałem tak spiętą rękę miałem, trzymająć Tuśka.

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Po przeczytaniu poprzedniego wpisu, Pana Bartka, nie mogłam się oprzeć przeczytaniu, kolejnego wpisu kolejnego taty. I… wiem już napewno, że nie żałuję tego! Ciarki przeszywały całe moje ciało, czytając to! Piękne! Pozdrowienia dla Autora!!!

Żaklina Kańczucka
8 lat temu

Dziękuję w imieniu męża :)

Katarzyna Jaroszewicz

Panowie, naprawdę potraficie nas wzruszyć! Brawo! Pięknie mówicie i piszecie o swoich uczuciach i przeżyciach:)

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Czytanie i słuchanie tego typu opowieści z ust mężczyzny to coś NIESAMOWITEGO! PRZEPIĘKNEGO i niezwykle UROCZEGO!!

Uwielbiam to!! :-) I chcę więcej!! :-)
Może Panowie zechcą częściej dzielić się z nami swoimi emocjami i wspomnieniami? :-)

Marcinie gratuluję – dzielnej żony i wspaniałego syna :-)
A Wam, Żaklino i Bartusiu gratuluję cudownego Tatusia :-)

Marcinie wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca! ;-)

ania
ania
8 lat temu

Przepiękne!!! Dech w piersiach zapiera i łezka w oku się kręci..

Paulina Garbień
8 lat temu

no i znowu się wzruszyłam :) cudownie jest czytać jak kolejny mezczyżna obnaża się przed nami pokazując swoje wnętrze, uczucia skrywane na codzień pod skorupą „męskości”
gratuluję Marcinie :)

Aleksandra Greszczeszyn

To wspaniałe, że mężczyzna potrafi tak wzruszająco pisać o ojcostwie! Co do bycia z żoną przy porodzie – masz takie samo zdanie jak mój mąż:) Nas także jeszcze bardziej to do siebie zbliżyło.

Paulina Zawadzka
8 lat temu

Może powinna powstać strona ” W Roli Taty :) Zazdroszczę porodów rodzinnych, my chcieliśmy rodzić razem, ale niestety nie było wtedy wolnej sali do porodu rodzinnego. Nasza ciąża też nie była łatwa, do 12 tyg ciąży byłam 3 razy w szpitalu. Niestety straciliśmy jedno dzieciątko -ciąża była mnoga, pojawił się krwiak i niestety jedna kruszynka zmarła. Do 16tc żyliśmy w strachu- oparcie miałam tylko w mężu i mojej rodzinie. Reszta , a nawet lekarz kazał sie przygotować na najgorsze. Dzisiaj obok mnie jest nasz najwspanialszy cud, którego nie zamieniłabym na nic innego. Często myślę też o drugim dzieciątku, czy byłby… Czytaj więcej »

Katarzyna Jaroszewicz

Takie momenty w życiu są wielkim egzaminem zarówno dla mamy jak i taty…

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Muszę koniecznie namówić mojego męża do spisania swoich wspomnień z okresu ciąży i samego porodu podczas którego dzielnie mi towrzyszyl. To będzie wspaniała pamiątka dla malutkiej.

Marta Ulińska
8 lat temu

A przed nami jeszcze to wszystko :)

Emocje 21 czerwca 2012

W roli taty…

Po raz pierwszy w historii bloga W Roli Mamy autorem wpisu jest tata. Nasz czytelnik – Bartek Wieczorek – tuż przed Dniem Ojca dzieli się z nami swoimi refleksami na temat roli, którą odgrywa od ponad 2,5 roku. Liczymy, że podobnie jak my, przyjmiecie z entuzjazmem debiut mężczyzny na naszym blogu.

Zastanawiałem się długo, jak bym mógł zacząć mój wpis gościnny – jestem przecież pierwszym facetem, który ma w ogóle przyjemność pisania na blogu, no i oczywiście trema mnie przez to zjada :-)

Początek zmieniałem już wiele razy, ale ostatecznie postanowiłem zostać przy słowach „W roli taty…”, może właśnie dlatego, że propozycję napisania tego wpisu otrzymałem jako wyróżnienie, dzięki temu, że udzieliłem się w konkursie, który zaczynał się od słów ” W roli mamy…” :-)

W roli taty… debiutowałem 14 października 2009 roku. Tak naprawdę poczułem się nim już 12 marca, zaraz po tym, kiedy to dostrzegłem na teście ciążowym drugą kreskę – na moment dosłownie przed wyrzuceniem go do śmietnika.

Śmieszna sprawa – byliśmy razem z Karoliną w domu moich rodziców i wychodziłem właśnie sam na spacer z psem bo ona nie czuła się najlepiej. Przy okazji zabrałem ze sobą śmieci bo był już pełen kosz. Zrobiliśmy jakieś 20 minut wcześniej test ciążowy i okazało się,że Karolina nie jest w ciąży mimo spóźniającego się prawie 2 tygodnie okresu.
Przed samym wyrzuceniem śmieci coś mnie tchnęło i raz jeszcze spojrzałem na test  – byłem w szoku kiedy to okazało się, że miejsce na drugą kreseczkę, które wcześniej było białe „zaczerwieniło się” ….

Nasz synek nie jest ani owocem wpadki, ani też zaplanowanym dzieckiem. Mama Michałka zawsze mówi o Nim, że został poczęty w „afekcie”. Było nam w tamtej chwili tak dobrze ze sobą i byliśmy tacy szczęśliwi, że nie myśląc o tym jakie mogą być tego konsekwencje na przyszłość, po prostu odłożyliśmy na bok racjonalne myślenie i….stało się :-)

Wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami to ja oznajmiłem jej, a nie jak w większości przypadków kobieta – swojemu partnerowi… i to dopiero po TYGODNIU czasu !!! :-)
Spanikowałem… miałem milion myśli na minutę. Byłem wtedy na spacerze sam, więc miałem czas na to by ochłonąć. Wróciłem do domu a Karolina niczego po mnie nie poznała. Nie wiem czemu tak zareagowałem, ale cały tydzień zajęło mi bym zebrał się na odwagę i wyznał jej prawdę. Ona niczego nie świadoma, myslała, że po prostu lada moment dostanie okres, który z resztą czasami się jej spóźniał.

Od kiedy na świat przyszed Michał – maluszek który ważył zaledwie 1550g cały mój świat wywrócił się do góry nogami.
Niezapomniane są dla mnie momenty, kiedy to miałem możliwość po raz pierwszy Go nakarmić czy utulić do snu. Uwielbiałem, gdy usypiał na mnie a ja czułem bicie jego małego serduszka. Nawet przewijanie sprawiało mi ogromną radość. Później zaczęło się raczkowanie, następnie pierwsze kroki, które miały miejsce przed pierwszym rokiem życia (co i tak było nie lada gratką jak na chłopca i jednocześnie wcześniaka, którym był).  Pierwszym słowem, które wypowiedział było słowo: TATA –  byłem dumny i szczęśliwy jak nigdy, kiedy taki właśnie prezent otrzymałem od Niego na moje urodziny. To zasługa mamy Michałka, gdyż potajemnie by zrobić mi przyjemność powtarzała mu to słowo częściej niż inne. Niesamowite przeżycie… choć teraz kiedy ma już te 2 latka i 8 miesięcy podoba mi się najbardziej. Jest dzieckiem bardzo wesołym i ciekawym świata. Wszystkiego musi dotknąć, spróbować, o wszystko pyta i nic nie umknie jego uwadze. Bardzo lubię i sprawia mi wielką przyjemność, kiedy przychodzi do mnie, przytula się i mówi: Tatusiu kocham Cię! Najpiękniejsze słowa jakie dziecko może powiedzieć rodzicowi :-)

Niestety, jestem tylko „weekendowym ojcem”. Pracuję w firmie, która większość zleceń ma poza miejscem mojego zamieszkania i niestety mojego synka widuję zazwyczaj tylko w soboty niedziele i święta – bardzo nad tym ubolewam… Wymaga tego ode mnie zawód jaki wykonuję i nie jestem w stanie nic z tym zrobić…cieszy mnie tylko kiedy się okazuje, że następna robota jest gdzieś na miejscu, ale zdarza się to naprawdę bardzo rzadko.
Wydaje mi się, że zrobię wszystko by jego dzieciństwo mimo tego, było jak najbardziej udane i szczęśliwe. Staram się dawać w te 2 dni tygodniu tyle z siebie, by Michał jak najmniej odczuwał brak taty w ciągu pozostałych pięciu dni.

Moje dzieciństwo było niezbyt udane. Gdybym mógł i miał wtedy na to jakiś wpływ to bym je zmienił. Wydaje mi się, że właśnie przez to, jakie relacje łaczą mnie z rodzicami, nie zawsze postępowałem słusznie. Nie chciałbym, żeby mój syn popełnił w życiu takie błędy jakie ja popełniłem i staram się, żeby Michał mógł kiedyś powiedzieć, że „DAŁEM RADĘ”.
Często jest tak, że syn chce być taki jak jego ojciec i właśnie na tym najbardziej mi zależy. Chcę by w przyszłości mówił, że „tata jest super i chcę być taki jak on”. Zrobię wszystko, żebym kiedyś był dla Niego przyjacielem, żebyśmy mogli rozmawiać na każdy temat. Chcę po prostu, by wiedział, że w każdej sytuacji, nie zawsze przyjemnej, może na mnie liczyć, i że zawsze będę starał się mu pomóc na tyle, na ile będę mógł i potrafił.  Wiadomo – życie nie składa się tylko z dobrych momentów, są też chwile trudne i ciężkie – zwłaszcza podczas dorastania. Ja często w trudnych dla mnie chwilach, jako dorastający chłopiec i później już nastolatek, zostawałem z problemami sam. Tłumiłem wszystko w sobie, nie mówiłem o swoich problemach i przez to wkroczyłem na złą drogę.

Dziś już mam ten okres życia za sobą. Pomagała mi Karolina przez wiele lat, z różnymi rezultatami – było raz lepiej raz gorzej. Dopiero obecność MICHAŁKA postawiła mnie definitywnie i raz na zawsze na nogi. To właśnie dziecko sprawiło, że zebrałem się w sobie i grubą kreską odciąłem się od przeszłości. Dziś jestem szczęśliwym człowiekiem. Z radością będę też obchodził dzień OJCA, który wypada na szczęście w tym roku w weekend. Będzie to mój PIERWSZY dzień ojca razem z synkiem, (mimo, że powinien być już trzeci) więc jestem z tego powodu potrójnie ZADOWOLONY.
Na pewno zapewnię synkowi dużo atrakcji, a on odpłaci mi się uśmiechem od ucha do ucha, który jest dla mnie cenniejszy niż cokolwiek innego na świecie.

Subscribe
Powiadom o
guest
19 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Kopeć
8 lat temu

I się spłakałam…

Julia Bąk Orczykowska

Bez kitu… Ja też się poryczałam!!!! Na prawdę są na tym świecie jeszcze tacy mężczyźni, dla których ojcostwo jest tak ważne i którzy tak pięknie o tym piszą i nie wstydzą się tego?! Pogratulować małżonce i synkowi! Jestem pod wrażeniem;)))

Bombel
Bombel
8 lat temu

Ja również dołączał do grona szlochających.. :)
Gratuluję Bartku odwagi podzielenia się z nami swoimi emocjami, odczuciami i przemyśleniami! :)
Myślę, że zarówno Twój syn jak i partnerka są szczęściarzami, bo mają tak wspaniałego Tatusia :)

Z okazji nadchodzącego Dnia Ojca życzę Ci samych radości w życiu, pociechy z syna, siły i wytrwałości w tej niemocy bycia „codziennym Tatusiem” oraz spełnienia marzeń, na początek tego, abyś mógł pracować bliżej domu i wracać każdego dnia do swej rodziny!! ;)
Powodzenia!

I jeszcze pozwolę sobie podziękować Ci za to, że tak dzielnie reprezentujesz tutaj płeć męską! :)

WSZYSTKIEGO DOBREGO!

Katarzyna Jaroszewicz

Najpierw ciarki przeszły po plechach, a potem moje oczy zamieniły się w jeziora i popłynęły strumienie łez:)
Tak trzymaj Tatusiu!
Ojcem każdy może zostać (no prawie każdy), ale na bycie Tatą trzeba sobie zapracować!:) Tobie to wychodzi super!

Bartek Wieczorek
8 lat temu

Witam wszystkie czytelniczki mojego wpisu i cieszę się ,że wpis się podoba.
Dziekuję również za mile słowa – staram się być ojcem na 200% i zamierzam to robić zawsze!
Uważam ,że każdy ojciec powinien ,bo dziecko tego potrzebuje i kiedyś wpłynie to na jego rozwój a okazywanie naszych uczuć (bo my mężczyźni też takie posiadamy! :-) ) nie jest czymś złym, (choć pewnie wielu tak uważa) a wydaje mi się ,że wręcz przeciwnie.
POZDRAWIAM wszystkie wzruszone mamy ;-)

Katarzyna Jaroszewicz

Tak trzymać!:)

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Musi mi Pan zwrócić koszt za zużycie 10 opakowań chusteczek higienicznych;p
A tak na prawdę to gratuluję!:)

Aleksandra Greszczeszyn

Okazywanie uczuć przez mężczyznę jest czymś wspaniałym, bo oni nie płaczą na telenowelach – oni płaczą w wyjątkowych chwilach. Widać to choćby w Twoim wpisie – bo przecież bycie tatą może wzruszać tak samo jak bycie mama i to jest cudowne!:)

Magdalena446
Magdalena446
8 lat temu

Bartku, wpis piękny. Jak i postawa jaką prezentujesz. Jesteś częścią fantastycznej rodziny i syn będzie z Ciebie dumny. Będzie mówił, że ma super tatę. Gwarantuję!

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Piękne… Aż popłakalam się jak bóbr! Trzeba nam takich właśnie ojców! Cieszę się, że też mam takiego męża i ojca swojego dziecka! Gratuluję Panu!

Paulina Garbień
8 lat temu

cudowny, pełen emocji i uczuć tekst, co w wykonaniu mężczyzny jest często zaskakujące :) przynajmniej wg stereotypów, ale cieszę sie ze są mężczyźni którzy tak jak Ty Bartku przełamuja te stereotypy i dbają o dobre relacje z dziećmi, wzruszyłam sie niesamowicie i popłakałam, życzę Ci samych cudownych chwil spedzonych z synkiem :)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Pięknie! I to jest wpis mężczyzny?! Wspaniały tekst, przeczytałam jednym tchem! Życzę jak najwięcej wolnych dni od pracy a spędzonych razem z Michałkiem! Pozdrawiam! :)

Karolina Wawrzyniak
8 lat temu

I ja się popłakałam…. nie sądziłam ,że masz aż tak duże zdolności do pisania :p i ,że aż tak ładnie obierzesz w słowa to co czujesz… lepiej sama bym tego nie napisała! :)
jestem z Ciebie dumna !!!! Cieszę się ,że jesteś takim wspaniałym tatą :*

Agnieszka Fimiak
8 lat temu

Super, oby więcej takich mężczyzn:-)

Aleksandra Greszczeszyn

Też jestem zdania, że bycie tatą to życiowa rola, tak samo, jak bycie mamą. A jeśli chodzi o czas spędzany z dzieckiem: to nie liczy się ilość, ale jakość. Synek jest dla ciebie najważniejszy na świecie i jestem pewna, że mały to czuje! Życzę Wam, aby Wasza relacja zawsze była tak fantastyczna jak teraz!

Paulina Zawadzka
8 lat temu

I mi łezka poleciała. Na pewno Bartku DASZ RADĘ! Można to „wywróżyć” z Twojego wpisu! Pięknie napisane, chociaż nie wiem co bym zrobiła na miejscu Karoliny, gdyby mój maż tak ważna informację jak ciąża ukrywał przede mną tydzień czasu :) Mam nadzieję, że będziecie mogli spędzać więcej czasu ze sobą, mimo że jest tak jak Aleksandra pisze- nie liczy się ilość, ale jakość. Mój tata też był „weekendowy” i pamiętam że nie mogłam się doczekać soboty, kiedy przyjeżdżał bo wiedziałam że te 2 dni są tylko nasze!

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Znowu się wzruszylam, wspaniale, że mężczyzna potrafi się tak otworzyć i opowiedzieć o swoich uczuciach i ojcostwie. Brawo!

Marta Ulińska
8 lat temu

Myślę, że do roli ojca tak samo jak do roli mamy trzeba dorosnąć. Nam kobietą jest łatwiej ponieważ nosimy maleństwo pod sercem przez 9 miesięcy, czując jego ruchy i widząc go na USG. Tatusiowi tego nie doświadczają przynajmniej nie w ten sposób, widzą tylko nasze powiększające się brzuchy. Dlatego zachęcam mojego męża aby jak najczęściej rozmawiał z maluszkiem i go podsłuchiwał. Dziś po raz pierwszy dostał od małego w ucho które miał przyłożone do brzucha :) sprawiło nam to dużo radości.

Związek 19 czerwca 2012

I że cię nie opuszczę aż do śmierci…

Na początku zazwyczaj jest miłość. Romantyczna, intensywna, pełna uniesień, z nieśmiałymi planami na przyszłość, które z każdym miesiącem stają się bardziej konkretne. Stopniowo budowane są coraz mocniejsze relacje z ukochaną osobą, wzajemne poznawanie i docieranie się. W końcu pojawia się decyzja – chcemy być ze sobą na dobre i na złe – bardzo się kochamy i nie możemy bez siebie żyć!

Większość par formalizuje swój związek i staje się małżeństwem. Cudowny ślub, pierwszy taniec przy dźwiękach ulubionej piosenki, sesja zdjęciowa – każde ujęcie zakochanych emanuje miłością. Miesiąc miodowy (czasem daleko poza domem, czasem bez urlopu, ale najważniejsze że razem) trwa krótko i zaczyna się powoli zwykła codzienność, a wraz z nią małe kłopoty lub całkiem duże problemy.

Życie rzadko bywa usłane różami, nie wszystko idzie po myśli dwojga ludzi, czasem wręcz odwrotnie – większość rzeczy, które ich spotyka, wydają się pojawiać po to, by dokopać młodemu małżeństwu. Rzeczywistość bywa brutalna – i wśród trosk związanych z pogonią za dobrami materialnymi, z brakiem pieniędzy, niesatysfakcjonującą pracą, teściową, która zawsze wie lepiej, cieknącym kranem, ciągle płaczącym dzieckiem – są ona i on – jeszcze niedawno niewidzący poza sobą świata i żyjący tylko miłością.

Wieczorem oboje są już tak bardzo zmęczeni dniem, że nie mają siły by wspólnie spędzić ze sobą czasu, by zrobić razem coś szczególnego, by porozmawiać o mijającym dniu, o planach, marzeniach… Nie kultywują już swoich narzeczeńskich rytuałów – nie wychodzą razem do kina, nie umawiają się na randki poza domem, nie wychodzą na spacery po parku, nie mają nieplanowanych weekendowych wyjazdów. Tracą spontaniczność, stają się wygodni. Jedyną rzeczą, którą robią razem jest patrzenie w telewizor – niby obok siebie, a jednak osobno… Przestają się starać, przestaje im zależeć.

Coraz częściej mają do siebie żal – o to, że żona trzyma zawsze stronę swojej mamusi, że męża wiecznie nie ma i późno wraca do domu… Coraz częściej wybuchają kłótnie – bo ona nie słucha, co on do niej mówi, a dla niego liczą się bardziej koledzy i piwo niż własna rodzina. A związki wymagają przecież nieustannej pracy, słuchania drugiego człowieka i pewnych kompromisów. Czasem byle błahostki urastają do tak wielkich problemów, że nasi bohaterowie podejmują decyzję o rozstaniu.

Wokół  tyle rozbitych małżeństw, tak wiele osób jest w trakcie lub po rozwodzie. Często mają małe dzieci. Na przetrwanie miłości nie ma recepty, choć każdy chciałby ją znać. Jedno jest pewne – miłość zostawiona samej sobie zaczyna usychać.

Czy nie można było tego uniknąć, czy rozstanie to naprawdę ostateczne wyjście z sytuacji? Czy miłość, która kiedyś była tak mocna i piękna może minąć, jak ręką odjął? Czy dwoje, nie tak dawno bliskich sobie osób nie ma już siły i chęci walczyć o swoich partnerów? A przecież ślubowali sobie, że będą razem nie tylko na dobre, ale także na złe. Związek nie wytrzymał tej próby, która miała być tylko doświadczeniem, z którego mieli wyciągnąć wnioski i wyjść silniejsi. Kiedyś rozstanie nawet na klika godzin było dla nich wiecznością, a teraz sami świadomie decydują się na życie bez tej drugiej osoby.

A jakie są Wasze refleksje na ten temat? Wiele znacie rozwiedzionych par? Czy z Waszego punktu widzenia podjęli słuszną decyzję? A może sami przeżyliście rozstanie, albo właśnie się wahacie, czy nie dokonać radykalnych zmian w swoim życiu? Podzielcie się swoimi doświadczeniami, opowiedzcie swoją historię…

Subscribe
Powiadom o
guest
78 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aleksandra Greszczeszyn

Bycie razem wymaga ciągłego wspólnego pielęgnowania uczuć, wspólnych marzeń, planów, drobnych gestów… Związek jest jak roślinka – jeśli przestajemy o niego dbać usycha. Czasem taka roślinkę da się odratować, ale czasem jest już za późno…

Agnieszka Fimiak
8 lat temu

Znam kilka par, które się rozstały nawet po długoletnim związku, jednak trudno mi mówić o tym co było przyczyną tych rozstań. Wiem, że o związek trzeba dbać, słuchać drugiej osoby, rozumieć ją i szanować jej uczucia. Związek trzeba pielęgnować, żeby byc w nim szczęśliwym.

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Trzeba miłość „odświeżać”. Raz kiedyś zrobić coś innego, nietypowego a nie wpadać w rutynę i gubić się w tym wszystkim co narzuca nam świat. Rutyna to zabójcza trucizna w sumie we wszystkim co się robi

Agata Sztole
8 lat temu

A ja uważam tak: jeżeli dwoje ludzi nie łączy już żadne uczucie i mają sie ze soba męczyć rozstanie to dobra decyzja ale jest to decyzja ostateczna bo jeżeli się tylko chce wszystko można naprawić ale musza tego chcieć obydwie strony jeżeli tylko jedna będzie ie starać to jest to staranie na marne i według mnie nie ma sensu. Jeżeli miłość jest prawdziwa to przetrwa największą burzę.

Katarzyna Jaroszewicz
Reply to  Agata Sztole

Też uważam, że nic na siłę. Jeżeli w związku się nie układa to nie ma co ciągnąć tego w nieskończoność, tym bardziej, że zła atmosfera niestety odbija się na dzieciach:(

Bombel
Bombel
8 lat temu

Moim zdaniem jesteśmy: LENIWI i WYGODNI.

Leniwi – bo nie chce nam się starać, nie chce nam się dbać o siebie, nie chce nam się pielęgnować naszych uczuć, nie chce nam się adorować partnera/kę, ogólnie nie chce nam się NIC!

Wygodni – bo po co dbać i się starać, skoro tak łatwo można wziąć nogi zapas i uciec?! Po co się męczyć? Nie ten/ta to następny/a…. i tak w kółko.

Osobiście się z tym NIE zgadzam, ale niestety w wielu przypadkach taka jest właśnie prawda.

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Bombel

Niestety się zgadzam :( Do tego jesteśmy bardzo roszczeniowi, chcemy wszytko nie dając nic z siebie. Wg mnie praca nad związkiem powinna zacząć się od nas samych, zmienić podejście, zarazić radością z błahostek, druga osoba mimowolnie nam tym samym odpłaci. Trudno jest być miłym dla kogoś kto stracił szacunek w naszych oczach, ale po pierwsze nie można pozwolić na taki stan, na wypalenie uczucia. Miłość to ciężka praca, nie tylko uniesienia, życie z głową w chmurach i motyle w brzuchu. Ma ona wiele etapów- jest młodzieńcza-szalona, jest stateczna-wspierająca, zapominamy o tym i często domagamy się tego co było kiedyś, próbując… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Zawsze to powtarzam (również samej sobie) – chcesz coś dostać, daj najpierw od siebie!

Z miłością jest trochę tak, jak z rodzicielstwem. Rola rodzica nie kończy się na spłodzeniu i urodzeniu dziecka. Nie zostawia się przecież bobasa samemu sobie, żeby sam się wychowywał – to jest NASZA ROLA. Tak samo nie zostawia się miłości samej sobie, bo zrobi z nami co zechce..

Katarzyna Jaroszewicz

Żyjemy w takich czasach kiedy zepsute rzeczy zamiast naprawić – się wyrzuca, to samo z miłością. Czasem naprawdę szkoda!

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

W każdym małżeństwie są kłótnie, ale są też szczęśliwe chwile i to właśnie ich jest zdecydowanie więcej! Pojawiają się dzieci, które ubarwiają nasz świat. Trzeba się dzielić obowiąkami z mężem i rozwiązywać problemy wspólnie, u mnie tak jest, dlatego jesteśmy ze sobą szczęśliwi :)

Paulina Zawadzka
8 lat temu

My mamy na razie krótki staż. Bywa różnie – jak w każdym małżeństwie, ale wydaje mi się, że nie zmieniło się wszystko aż tak bardzo. Po urodzeniu córeczki zmieniły się priorytety – to fakt. Mimo wszystko nadal umawiamy się na wieczorne oglądanie filmu, gdy córeczka śpi. Cały dzień myślimy jaki film to będzie :) Nie mamy Tv więc nie ma męża leżącego na kanapie z piwkiem w ręku :D Mąż po powrocie do domu zawsze się pyta jak nam miną dzień i fascynuje się każdym nowym osiągnięciem córeczki. Za to w moim otoczeniu są małżeństwa, które „się trzymają na siłę”.… Czytaj więcej »

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

My jesteśmy małżeństwem od 2 lat, mamy 4 miesieczna corcie i niestety dzieje sie u nas dokladnie tak jak napisała Basia w swoim artykule. Euforia minela i dopadla nas codzienność, on już się nie stara ja powoli też odpuszczam, dla niego liczy sie bardziej zdanie swoich rodziców zwlaszcza ojca niż moje a kiedyś tak nie było. Przykro pisać ale mam wrażenie ze dziecko zamiast nas polaczyc to jeszcze bardziej podzielilo. Ja mysle coraz czesciej o rozstaniu tylko zal mi malutkiej, ciezko podjac taka decyzje kiedy w sercu ma sie mile chwile spedzone razem, czas kiedy jeszcze nam zalezalo- wiele bym… Czytaj więcej »

Zycienaszpilkach
Zycienaszpilkach
8 lat temu

Według mnie najpierw to trzeba pomieszkać ze sobą kilka lat, przeżyć awantury o rozrzucone skarpetki, bałagan, czepianie, zakupy, rachunki itp i dopiero wtedy się pobierać, a nie chodzić za rękę do kina i przyrzekać, że nie opuszczę cię aż do śmierci.

Marta Ulińska
8 lat temu

Rozmawiałam na ten temat w gronie znajomych i doszliśmy do wniosku, że jeśli ludzie decydują się na ślub tym bardziej kościelny. Powinni mieć świadomość tego, że sama przysięga w kościele nie gwarantuje cudownego małżeństwa. Właśnie walka o tą codzienność i troska o druga osobę pokazuje czy faktycznie łączy ludzi miłość czy zauroczenie/przyzwyczajenie.

Kamil Serafin
8 lat temu

Ja i moja żona, za miesiąc z hakiem, będziemy świętować dziesięciolecie naszego małżeństwa. Bywa różnie, jednak z roku na rok jesteśmy co raz bardziej zżyci. Stanowimy jedność. Nie mamy dzieci, co bardzo ułatwia nam pokonywanie codziennych trudności. Nie dlatego, że tak nam wygodnie. Chcemy, ale Bóg nie daje. Nie mamy wspólnych pasji, a mimo to nie nudzimy się ze sobą. Jesteśmy konserwatywni. Wiele par już dawno się porozchodziło. Jednak my (mając 31 lat!) i siostra żony ze szwagrem (34 i 35 lat), trwamy już dekadę. Baa… Ja wcale nie jestem łatwym do życia gościem, bo silna ze mnie jednostka. Jednak… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
8 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Gratuluję Kamilu ;) Dekada – to już jest COŚ :)

Ewelina
Ewelina
8 lat temu

Kiedy z mężem chodziliśmy na spotkania przygotowujące do małżeństwa, to powiedziano, nam że to ciekawe, ale w kulturze żydowskiej odnotowuje się dużo mniej rozwodów niż w naszej. Dlaczego? Bo my naoglądaliśmy się amerykańskich superprodukcji, gdzie życie usłane jest różami i często ludzie stając przed ołtarzem uważają, że teraz to już będzie tylko lepiej. Natomiast w kulturze Żydowskiej od początku zakłada się, że może być źle i każdy pracuje nad swoim związkiem od początku. Nie mieszkaliśmy ze sobą z mężem przed ślubem, nie odbyliśmy kłótni o porozrzucane skarpetki itd., a jednak już od ponad roku jestem najszczęśliwszą żoną na świecie, ale… Czytaj więcej »

milena
milena
8 lat temu

Niestety coraz częściej wśród znajomych słyszę „to koniec rozchodzimy się”, znam bardzo dużo par, które biorą rozwód a co najgorsze są to pary bardzo młode i z bardzo krótkim stażem. znam coraz więcej par, które nie formalizują swoich związków. zgadzam się z Katarzyną, że „Żyjemy w takich czasach kiedy zepsute rzeczy zamiast naprawić – się wyrzuca, to samo z miłością”.

Budująca Mama
Budująca Mama
7 lat temu

To chyba nawet nie zawsze Ci którzy się rozstali wiedzą o powodzie rozstania (takim konkretnym). Ja mam taki sposób – zawsze zakańczam złe sytuacje przed snem (nie zasnę pokłócona i tyle), a poza tym? rozmawiać, rozmawiać rozmawiać. Bez rozmów nie ma związku, ale my chyba jacyś inni jesteśmy, bo mój mąż jest moim przyjacielem, a ja jego przyjaciółką… U nas nie ma żadnych tajemnic (oprócz prezentów niespodzianek :P)

Olga Stępień
5 lat temu

we wrześniu też cukrowa :D

Anna Rogóż
5 lat temu

U nas na koniec marca stuknela cukrowa rocznica ;-)

Dagmara Strugała
5 lat temu

Gliniana

Edyta Leśniowska
5 lat temu

My w maju obchodzilismy rowniez drewniana

Marta Daft
5 lat temu

W sierpniu kwiatowa :-)

Emilia Permus
5 lat temu

Niedługo koronkowa ;)

Polishgirlolga - żona i matka  nieidealna

My w tym roku kwiatowa.

Małgorzata Grędziok Ćwiękała

Dziś obchodzimy żelazną :)

Anna Stolarczyk
5 lat temu

My za 5 dni – 4 rocznica ślubu – kwiatowa :)

Paulina Korpus
5 lat temu

ślub ślubem ale czy ważne jest ile po ślubie? są pary które są 10 lat i dopiero wtedy biorą ślub i są np już 2 lata po ślubie. Są inne pary które biorą ślub po 2 miesiącach znajomości (sama takie poznałam) i są po ślubie już 12 lat. czy w takim razie te pary tak bardzo się różnią skoro ze swoimi partnerami są tak samo długo? :)

Sylwia Wojtyś
5 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

to ja bym miała kość słoniową :) Wiem,ze wiele osób posiłkuje się tymi nazwami ,by nie mieć problemu z kupnem prezentu ;)

Ewa Singh
5 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

Ja jestem ze swoim mezem 2 lata w tym rok slubu :-)

Paulina Korpus
5 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

dla mnie ślub był częścią naszego wspólnego życia, czy coś zmienił? może trochę, ale to wszystkie lata są wyjątkowe i ważne -nie tylko te po ślubie ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Paulina Korpus

Fakt, my mieliśmy teraz 5 rocznicę ślubu a razem to 10 stuknęła;)

Edyta Skrzydło
5 lat temu
Reply to  Paulina Korpus

No to u nas 16 lat razem a 11 po ślubie.

Mariola Maja Pawłowska-Włodarczyk
Reply to  Paulina Korpus

My liczymy rocznice-tą ile lat jesteśmy…ślub…też, ale…

Sylwia Kotewicz
5 lat temu

4 ;)

Emilia Szudrowicz
5 lat temu

Póki co bez ślubu, ale już 6 lat razem :)

Agnieszka Burliga
5 lat temu

7 – wełniana

Aneta Siemieniuch
5 lat temu

Mnie w tym roku czeka 7 rocznica ślubu czyli wg Twojej sciagawki wełniana

Justyna Skorubska
5 lat temu

Jutro mamy jedwabna rocznice

Kornelia O-ś
5 lat temu

Spiżowa była w maju :)

Marzena Cichocka
5 lat temu

28 lipca będzie skórzana :)

Olga Kloda
5 lat temu

W grudniu skórzana ;)

Anna Bonar-Oszywa
5 lat temu

u nas gliniana była 3.06 :)

Sylwia Wojtyś
5 lat temu

stalowa już jedzie…

Monika A-k
5 lat temu

U nas drewniana za 6 dni ;)

Dorota Grześ
5 lat temu

15 września będzie 8 lat

Monika Kołodziej
5 lat temu

U na juz za miesiac 12 – płócienna :-)

Michalina Hanko
5 lat temu

31.05 mieliśmy z Mężem 3 rocznicę – skórzaną

Kamilla Miller
5 lat temu

12 – płócienna, jedwabna lub lniana pykło w marcu ;)

Małgorzata Zarzycka

A my dziś obchodzimy cukrową :-)

W roli mamy - wrolimamy.pl

o najlepsze życzenia duuużo miłości da całej redakcji:)

Joanna Szopińska
5 lat temu

31.07 drewniana :-)

Magda EM
5 lat temu

ZA dwa lata porcelanowa.

Monika Kot
5 lat temu

ja kości sloniowej

Edyta Skrzydło
5 lat temu

Stalowa była w maju :-)

Agnieszka Ordyniec
5 lat temu

U nas drewnianą w przyszły piątek :)

Karolina Kałuska
5 lat temu

my w tym roku mamy 10 – cynowa lub aluminiowa

Paulina Polna
5 lat temu

u nas 5.06 też drewniana była :)

Weronika Kunicka
5 lat temu

We wrześniu będzie drewniana :)

Marta Szewc
5 lat temu

My 3.07 drewniana :-)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close