Na zakupach 3 marca 2014

Hop do łóżka. Jak wybrać łóżko dla dziecka

Gdy oczekujemy narodzin dziecka, zaczynamy wielkie przygotowania do jego przyjęcia w nasze serca i progi. Często wyobrażenie nowego pokoiku mamy w głowie na długo przed rozeznaniem sklepowego asortymentu. Jednak jak zawsze nadchodzi czas na weryfikację przez życie. Jakie łóżeczko wybrać dla malucha? Czy dla każdego znajdzie się odpowiednie rozwiązanie?

Zapraszam Was na poszukiwania odpowiedzi na pytanie, jak sobie „dobrze pościelić”!

Łóżeczko

Najpopularniejsze miejsce wypoczynku dla naszego dziecka. Jednak jeżeli wydaje wam się, że można po prostu kupić „łóżeczko” szybko zejdziecie na ziemię. Jeśli chodzi o tradycyjne łóżeczka mamy do wyboru dwie opcje: 120×60 cm lub 140×70 cm. Które lepsze? Po pierwsze weźcie pod uwagę miejsce, w którym stanie łóżeczko, przestrzeń którą może zająć (w sypialni bardziej sprawdzi się wersja mniejsza) oraz zastanówcie się jak długo planujecie korzystanie z tego mebelka.

Dodatkową zaletą jest możliwość  wykorzystania klasycznego łóżeczka jako miejsce do przewijania dziecka – wystarczy dokupić sztywny przewijak, który pasuje do tego typu mebli. Kładzie się go na górze łóżka opierając o barierki. Według mnie taki rozwiąznie ma jednak swoje minusy: gdy malec podrośnie trzeba będzie usuwać przewijak z góry – to kwestia bezpieczeństwa, dziecko może zrzucić go na siebie lub wspinać się na górę.

Jeżeli będziemy korzystać z takiej opcji przyda się organizer na łóżeczko, w którym umieścimy wszystkie niezbędne akcesoria (pieluszki, kremy, chusteczki itd.) – gdy malec będzie potrafił już się do niego „dobrać” również pora  na pożegnanie, aby nie pożarł kremu do pupy lub nie zaczął zbyt wcześnie trenować obsługi nożyczek do paznokci. Uwaga, jeśli spodziewacie się chłopca odradzam Wam przewijak na łóżeczku – od kilku miesięcy przekonuję się na własnej skórze, że taki mały facet potrafi siknąć na 1,5 metra bez mrugnięcia okiem, a wtedy zmiana pościeli gwarantowana.

Wybierając większe łóżeczko (140×70) zapewniamy nieco więcej miejsca naszemu skarbowi, a tym samym więcej miejsca do zabawy, gimnastyki dla małego podrostka.

Na co jeszcze zwrócić uwagę?

Ile jest pozycji wysokości dna łóżka – ideał to trzy wysokości, posłużą nam od noworodka do ponad roczniaka. Zdecydowanie lepiej jest mieć 3 stopniową regulację niż opcję 2 ułożeń – dbajmy o nasze plecy najdłużej jak to możliwe!

Opuszczana przednia barierka – to również ułatwienie dla rodzica na początku wspólnej drogi. Te dodatkowe kilkanaście centymetrów potrafi przynieść ulgę kręgosłupowi, bywa również przydatne, gdy wykonujemy np. toaletę stojąc przy łóżeczku.

Kółka – co kto lubi, w małych pomieszczeniach są zbędne, lecz gdy mamy dużo miejsca są miłym akcentem. Oprócz możliwości łatwego przemieszczenia łóżeczka, są pomocą podczas sprzątania (pod łóżkiem można przecież zawsze znaleźć taaakie skarby!)

Wyjmowane szczebelki – dla mnie to zestaw obowiązkowy! Oprócz nauki samodzielności (dziecko może samo wchodzić i wychodzić z łóżka) to wybawienie szczególnie nocą. Zamiast płakać w nocy za mamą, można sobie do niej przydreptać. U nas wyjmowanie szczebelków miało również ekstremalne wykorzystanie. Nasza córka bardzo długo kazała się nosić na rękach całe noce, czasem udawało się iść na kompromis i wleźć do połowy przez „ szczebelkową dziurę”, żeby się razem położyć w jej łóżku. Odegrało to sporą rolę w przyzwyczajaniu jej do samodzielnego spania.

Szuflada – o tak, to jest to! I wcale nie trzymam tam pościeli. To doskonałe miejsce na podręczną graciarnię. U nas oprócz schowka na zabawki, ubranka „na potem” i te już „za małe” szuflada pod łóżeczkiem pełni rolę podręcznego magazynka na paczki pieluch i chusteczek. Te zajmują wiele miejsca, a muszą być łatwo dostępne. Uwierzcie mi, szuflada to ważny element i naprawdę sporo pomieści!

Funkcja kołyski – istnieją modele, do których można zamontować dodatkowe płozy. Pamiętajcie, aby zrezygnować z tej funkcji gdy dziecko uczy się stać w łóżeczku.

Łóżeczko-tapczanik 2w1

Ja, korzystając z doświadczenia mojej siostry, wybrałam właśnie taką opcję. To klasyczne łóżeczko 140×70, które po zdemontowaniu szczebelków oraz połowy wezgłowia zamienia się w zwykłe małe łóżko.

Plusy
Jeden mebel wystarczy na kilka lat, nie ma problemu co zrobić z łóżeczkiem, gdy nasza pociecha „awansuje”. Nie trzeba mieć strychu lub piwnicy, żeby przechować gdzieś chwilowo niepotrzebny mebel, ani wydawać pieniędzy po roku na uzupełnienie wyposażenia dziecięcego pokoju. Więcej miejsca! Jedno łóżko = jeden materac! Oszczędzamy. Łóżeczka 2w1 zazwyczaj posiadają w komplecie szufladę.

Minusy
Czasem nie pasuje do niego przewijak na łóżeczko oraz zajmuje nieco więcej miejsca. Czasem trudniej o pasujący ochraniacz do łóżeczka – z racji swojej konstrukcji szczebelki znajdują się jedynie na dwóch dłuższych bokach łóżeczka, reszta barierek jest pełna (ta część wykonana jest zazwyczaj z drewna lub sklejki, po przemianie w tapczanik zmieni się w wezgłowie dużego łóżka). Większość ochraniaczy mocowana jest za pomocą troczków, więc wzdłuż wezgłowia przywiążemy je jedynie w rogach, a ochraniacz nie będzie idealnie przylegał.

Combo

To dość świeże i modne rozwiązanie. Jest to kombinacja kilku mebli. Na początku mebelki są połączone w swego rodzaju „wyspę” składającą się z łóżeczka, przewijaka oraz zazwyczaj komody/niskiego regału. Natomiast po rozmontowaniu mebli „Combo” na części składowe uzyskujemy odrębne meble dla starszego dziecka: tapczanik, biurko, regał, komodę itd. Produkty różnią się nieco między sobą w zależności od producenta.

Plusy: pomysłowe rozwiązanie na dłużej, bardzo ładnie się prezentują.

Minusy? Cena może skutecznie osłabić nasz budżet i raczej potrzeba sporo miejsca – aby w pełni korzystać z „combo” w wersji dla niemowlaka, złożonego w wyspę, należy ustawić mebel tak, aby co najmniej 2 lub 3 boki nie przylegały do ściany (tak aby mieć swobodny dostęp do półek, komody które znajdują się po obu bokach wyspy, lub dodatkowo z przodu)

Łóżeczko turystyczne

Odwieczny obiekt zainteresowania rodziców. Występują dwa typy łóżeczek: naśladujące swoją formą tradycyjny mebel oraz niskie kojce: w formie namiotu lub przypominające wózkową gondolę albo wanienkę. Te ostatnie nigdy nie zastąpią nam tradycyjnego łóżeczka i ich przeznaczenie jest typowo turystyczne. Pamiętajcie, że niskie kojce a la gondola sprawdzą się dla najmłodszych dzieci, które jeszcze nie siadają i  nie poruszają się samodzielnie (tak aby same nie mogły wyjść niepostrzeżenie lub wypaść z takiego łóżeczka). Łóżeczka typu namiot zostały zaprojektowane również z myślą o starszych niemowlętach – zazwyczaj siatkowe wejście zapinane jest na całej długości za pomocą suwaka. Łóżeczka naśladujące swoją formą tradycyjne drewniane mebelki mogą stać się alternatywą do użytku domowego, jednak osobiście mam tu swoje „ale”… Koszt często nie różni się od cen zwykłych mebli, więc to pozorna oszczędność. Istnieje możliwość ustawienia 2 pozycji wysokości „dna” łóżka – w około połowie wysokości łóżeczka, oraz w wersji dla dzieci stojących. W wyższej pozycji na burtach łóżka podwiesza się swego rodzaju „hamak” na którym układamy sztywne dno-materacyk. Uważam, że takie składane dno podzielone na segmenty (łóżeczko bowiem ma być akcesorium podróżniczym łatwym w transporcie) nie może równać się z porządnym materacem. To świetne rozwiązanie na wyjazdy, gdy mamy duży dom i potrzebujemy dwóch łóżeczek (jednego pod ręką gdy np. pracujemy na dole, gotujemy), gdy zawozimy nasze dziecko na parę godzin do babci itd. Nie uważam, żeby mogło zagrać pierwsze skrzypce w dziecięcym pokoju – oprócz kwestii materaca, chyba niezbyt atrakcyjne jest oglądanie świata przez drobną siateczkę.

My korzystamy z naszego turystycznego łóżeczka zgodnie z jego zamysłem, czyli w podróży i jesteśmy zadowoleni. Mamy prosty model, jednak w tej kategorii można znaleźć perełki z dodatkowymi opcjami wyposażenia takimi, jak: przewijak, daszek, moskitiera itd.

Kołyska

Czar dawnych dziejów znów powraca do łask. Są Bardzo estetyczne i łatwo się w nich zakochać. Jednak uwaga, nie dla każdego taki smaczny kąsek! Pamiętajcie, że nie będą służyć wiecznie. Przede wszystkim wpływa na to od głębokość kołyski – to od niej zależy jak długo malec będzie bezpiecznie korzystać z wypoczynku w swojej kolebce. Z pewnością nie będzie pomocna w nauce siedzenia i stania.

Kosz Mojżesza

Piękne, sentymentalne lub nowoczesne – cieszą oko i tak bardzo kojarzą się ze słodyczą jaką emanuje nowe życie. Często wykonane są w sposób tradycyjny np. z wikliny – przypominające gondolę głębokiego wózka. Do kosza należy zakupić stojak lub podstawę a la kołyska. To dobre rozwiązanie „na początek”, mobilne łóżko dla niemowlęcia. Można je zabrać ze sobą do sypialni. Niewątpliwym minusem jest cena oraz fakt, że zbyt długo u nas nie zabawi. Zupełnie jak w przypadku kołyski należy pamiętać o bezpieczeństwie. Kosze są dość płytkie więc gdy dziecko zacznie się podnosić do siadania pora powiedzieć adios! Wiele zależy również od gabarytów naszej pociechy, z pewnością dziecko nie będzie mogło swobodnie trenować w koszu przewracania się z plecków na brzuszek i odwrotnie. Reasumując, jeżeli Wam się podobają, dysponujecie odpowiednim budżetem oraz przestrzenią – przyniosą Wam wiele radości i nacieszą oko.

Co-sleeper

To już wersja dla wymagających Gadżeciarzy. Genialny w swej prostocie pomysł słono kosztuje. Co-sleeper to nic innego jak mała dostawka do łóżka rodziców. Taki boks montowany z boku zawiera trzy burty, czwarta część łączy się z bokiem łóżka, tak aby mama mogła w nocy wygodnie i bezpiecznie tulić i karmić swojego brzdąca.

To również opcja „na chwilę”, na pierwsze wspólne miesiące zanim dziecko zacznie się podnosić. Co-sleeper stawia na bezpieczeństwo wspólnego łóżka, jego głównym zadaniem jest zapewnienie bliskości, eliminując ryzyko podduszenia czy przygniecenia dziecka przez śpiących dorosłych.

Jeżeli bardzo zależy Wam na takim rozwiązaniu, warto rozejrzeć się za mniej designerską opcją tego produktu. Dostępne są kołyski z możliwością wykorzystania jako co-sleepery. Podczas wyboru zwróćie szczególną uwagę na możliwośc regulacji wysokości takiego boksu, tak aby dobrze dopasować go do swojego łóżka. Nigdy nie dostawiajcie co-sleeperów bez ich zamocowania! To niebezpieczne!

Pomysłowo – czyli rozwiązanie chałupnicze

Barierka – z pewnością znacie dodatkowe barierki montowane na pierwszych „dorosłych” łóżkach dla dzieci. Jeżeli karmimy dziecko piersią we wspólnym łóżku, można dodatkowo wykorzystać taki gadżet. Wystarczy zamontować barierkę na boku naszego łóżka, aby zabezpieczała malca przed upadkiem, gdy podczas karmienia dziecko znajduje się po stronie krawędzi. Pamiętajcie – gdy dziecko zacznie się podnosić lub pełzać takie domowe zabezpieczenie przestanie spełniać swoją funkcję. Należy również jak zawsze uważać podczas wspólnego snu, nie przygnieść dziecka swoim ciałem. To niedrogie rozwiązanie, a gdy po kilku miesiącach przestanie spełniać swoją rolę, poczeka w szafie na łóżko przedszkolaka!

Już następnym razem podpowiem Wam, co włożyć do naszego „łóżeczka”, żeby było pięknie, wygodnie i praktycznie!

A jakie są Wasze łóżkowe doświadczenia? Zgadzacie się z moimi obserwacjami? A może chcecie polecić innym mamom swoje patenty na spokojny sen dziecka (i rodziców)? Wcale nie tak łatwo wybrać łóżko dla dziecka ;)

Źródło zdjęcia: Flickr

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
KAgaMagda(nie)Magda(lena)Anna Marczewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Marczewska
Gość
Anna Marczewska

Zgadzam się w 100% procentach-chciałoby się napisać AMEN:)

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

My używaliśmy łóżeczko turystyczne na co dzień z jedną różnicą- kupiliśmy dobry materac do łóżeczek. Łóżeczko zostało przetestowane przez tatę i podwieszenie bez problemu wytrzymało jego ciężar więc bez obaw korzystaliśmy z tej opcji. Faktycznie oryginalny „materac” nie nadaje się do spania, nawet w wersji turystycznej wykładaliśmy go kocami dla większego komfortu. Córka bardzo lubiła swoje łóżeczko, nie miała, żadnych problemów z nauką wstawania minio braku szczebelków, nauczyła się tego mając 7 miesięcy. Dla mnie takie łóżeczka nie mają minusów (problem materaca można śmiało rozwiązać, w tradycyjnych łóżeczkach też nie kładziemy przecież dziecka bezpośrednio na dnie), a za to ma… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Moje dziecko w ogóle nie akceptowało czegoś takiego jak łóżeczko…. troszkę w tym mojej winy bo dla wygody brałam ją do nas do łóżka bo karmiłam piersią. Im starsza tym trudniej było ją przyzwyczaić do łóżeczka…. kiedy tylko ją odkładałam to był wielki płacz…. natomiast gdy skończyła rok kupiliśmy jej jej własne łóżeczko do którego do dziś jest bardzo przywiązana… normalne łóżko z barierką ochronną… dziś choć byśmy chcieli żeby z nami spała to nie ma takiej opcji :) Także najpierw był ciężki rok spania razem a drugi samodzielnego spania… oby tak dalej :) A standardowe łóżeczko w naszym przypadku… Czytaj więcej »

KAga
Gość
KAga

Zgadzam się praktycznie w każdej kwestii, poza szufladą, w naszym przypadku nie była wykorzystana, natomiast fajnie się pod nią gromadził kurz :) dla rozglądających się za kolejnym łóżkiem polecam ten wpis: polecam

Sport 28 lutego 2014

A Pani to po co tak biega?

Niektóre rzeczy przychodzą nam naturalnie. Odruchy bezwarunkowe jak oddychanie czy przełykanie śliny nie są niczym na tyle szczególnym, alby zastanawiać się nad nimi każdego dnia intensywnie. Zresztą robimy wiele innych rzeczy, które nie należą do bezwarunkowych i nikt się temu nie dziwi. Dla mnie jedną z takich rzeczy/czynności obecnie jest bieganie.

Nie tracę czasu na zastanawianie się przez pół dnia o której mam wyjść, w jaką pogodę, co na siebie włożyć, a wreszcie którędy pobiec i w ogóle w jakim celu. Nie rozmyślam nad powyższym odnośnie moich równie rozbieganych znajomych. Nie zastanawia mnie w jaki sposób otoczenie postrzega mojego hopla odnośnie pozytywnego zmęczenia.

Zauważyłam jednak parokrotnie, że to co dla mnie jest oczywiste, dla innych być wcale takie nie musi. I nawet nie wiem z czego to wynika. Ostatnio wracałam po przerobieniu swoich kilometrów, co nieco zaziapana. Przede mną wchodziła sąsiadka, która nie pierwszy zresztą raz zapytała mnie z pewną dozą wścibskości a może nawet współczucia „a po co Pani tak biega ciągle?”

No i pomyślałam, jak to po co? Bo chcę bo lubię, bo nie dokucza mi tak bardzo moje „ADHD” jak się odpowiednio zmęczę? I nawet zmęczona jestem lepsza dla psa i męża. I jak się dotleniam to cera ma się lepiej, i tłuszczyk nie narasta i sto tysięcy innych „jestem na tak”. No ale jak Pani Sąsiadka była tak ciekawa to z uśmiechem między jednym a drugim „ziapem” odrzuciłam, że bardzo to lubię.

Niestety zmęczenie nie wyłącza słuchu, bo jeszcze doleciało w moje plecy „ no nie wiem, bo Pani taka chuda i jeszcze chudsza chce być”, no i wspaniałe „ no ale Pani to sapie jak lokomotywa” i „niezdrowo tak się męczyć”.

Nie, no pewnie, Pani Szanowna, zdrowiej siedzieć na czterech literach dzień po dniu zażerając tłuste i czekając na zawał jeszcze przed czterdziestką ! Co więcej, nie jestem chuda tylko szczupła a biegam nie ponieważ się odchudzam, tylko od tak i bo tak. Chcę, mogę i już! I nic Ci do tego wścibskie babsko. Nawet chude może się poruszać, i ziapać o ile uda się chudemu tak mega zmęczyć. A co, ziapac mi nie wolno?

A co jest najbardziej zaskakujące, to nie pierwsze tego typu pytanie, i nie raz udzielałam już na nie odpowiedzi, grzecznie i z uśmiechem, jak tylko najpiękniej mnie tego mamusia nauczyła. A może trzeba choć raz się odszczekać? A co, z sąsiadką sąsiaduję a nie mieszkam, więc nie musi mi zaglądać do lodówki, łóżka i liczby przebiegniętych kilometrów. Może trzeba w ramach troski zaproponować Pani Sąsiadce bieganie? Może jak się zajmie czymś pożytecznym, to nie będzie miała czasu i ochoty na zadawanie durnowatych pytań.

Wiem, że ludzi spotykają większe nieszczęścia niż sąsiedztwo osób z góry układających teorię spiskową na temat każdej aktywności, no ale proszę Was… To mnie strasznie irytuje, podobnie jak wszelka przekłamana troska pod tytułem „Ty już tak nie biegaj bo Ciebie i tak już nie widać”. Paszli!

Biorąc powyższe na poważnie, musiałabym dokonać ponownego desantu na kanapę i czekać na boskie zmiłowanie i napływ kalorii, a jak już nabiorę sił i ciała, wyjdę klapnąć na ławkę pod blokiem i pozaczepiam trochę młodsze dziewczyny „ takie chude a biega, dziecko daj se spokój chudsza i tak już nie będziesz” ;) Ciekawa perspektywa…

To jak poczepiamy się razem ;)?

11
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ania Król Malcherek
Gość
Ania Król Malcherek

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa dodałam komentarz, napisałam się jak głupia i zniknęło!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! wrrrrrrrrrrrrrrr! nie piszę drugi raz- mam podobnie jak Ty, Żaklina-więcej nie piszę ;)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Oj, nie bądź taka ;) Internet się przestraszył tego że w kobietach siła i zjadł profilaktycznie Twój komentarz ;)

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

Bo tak to właśnie bywa pies się topi łańcuch pływa a ludziom to zazwyczaj żal dupy ściska, że ktoś ma czas na przyjemność, a nie siedzi w domu,jak inni.

Ania Król Malcherek
Gość
Ania Król Malcherek

I nie, nie poczepiamy się razem- dalej będziemy biegały, sapały… będziemy się później dzieliły TU na blogu jak nam idzie ( a raczej biegnie) i będziemy miały w tyłkach (i daleko za sobą) „co ludzie powiedzą”… a za kilkanaście lat słowo „miażdżyca”, „nadwaga”, „cholesterol” będą dla nas tak samo słownikowym pojęciem jak i dziś! AMEN!

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Dobrze gada! Na prezydentkę i to jak najszybciej :D

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

:-) ach sąsiedzi, parę hmm no dobra ok 20 lat temu jak chodziłam do szkoły miałam sąsiadkę i to z bloku obok, która kodowała wszystko( z jej córka chodziłam do klasy) , pewnego dnia powiedziała mi w jakich godzinach wchodziła do mojego bloku moja babcia o której wychodziła, jej ciekawość posunęła sie do tego że zapytała czy cos babcia sypnęła mi kasą :-) wiedziała wszystko o wszystkim, jednak ta jej wścibskość raz zaowocowała, widziała samochód który uderzył w inny i uciekł, zapisała rejestracje i przestępce złapano .

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Bo to tzw. sąsiedzki monitoring, przy takiej postawie „poduszkowców” można czuć się bezpiecznie ;)

Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

oj jak ja kocham sąsiadki :) mam podobne

Justyna Wróblewska
Gość
Justyna Wróblewska

Też biegam i tak jak dla Ciebie, staje się to mój odruch bezwarunkowy. Biegam bo lubię. Odczuwam taką chęć zrobienia choć tych kilku kilometrów. Osiągnięcia tego pozytywnego zmęczenia. Ludzie się dziwią po co to robię. Wytłumaczenie, że po prostu to lubię ich nie satysfakcjonuje. Doszukują się zawsze głębszego powodu, bo niby „jak można lubić się tak męczyć?” Można! :) Każdy robi co chcę. Ja wkładam wygodne buty i gnam przed siebie. Wracam, by z satysfakcją i uśmiechem na twarzy usiąść na fotelu i obejrzeć film. Może znajdziesz tu coś dla siebie: http://filmowa-amantka.blogspot.com/ ;)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Tak, bieganie uzależnia, przyjemność z oglądania filmów również. Pozdrawiam :)

Uroda 25 lutego 2014

Telewizja nie dla dzieci?

Ile Twoje dziecko spędza czasu przed telewizorem? Ja co pewien czas zadaję sobie to pytanie i za każdym razem stwierdzam – za dużo! Następnym moim krokiem jest ograniczenie tej uwielbianej przez Aleksa „atrakcji dnia”, by znów po pewnym czasie uświadomić sobie, że ustalony limit rozciągnął się jak guma.

Zachęcam do zmierzenia się z kilkoma faktami i do chwili refleksji na temat szkodliwości oglądania telewizji.

Awaria!

Pamiętasz z dzieciństwa zrzędzenie rodziców „nie siedź tak blisko telewizora, bo popsujesz sobie oczy”? I choć ten typ odbiorników telewizyjnych jest już przeżytkiem, to jednak oglądanie telewizji nie jest nadal bezpieczne dla oczu. Dlaczego?

Oko wpatrujące się w ekran – w ogóle się nie rusza, a to z kolei źle wpływa na jego mięśnie. Nie ryzykujmy, bo przecież wzrok u małego dziecka rozwija się intensywnie, więc po co go przeciążać i narażać na choroby oczu.

W zwolnionym tempie

Siedząc czy leżąc na kanapie spowalnia się metabolizm. A w jakiej pozycji ogląda się telewizję? No właśnie! Dodatkowo badania potwierdzają, że patrząc w telewizor  – ten proces staje się jeszcze wolniejszy. Już nie mówiąc o chipsach, orzeszkach i innych tzw. podjadaczach , po które często sięgamy siedząc przed telewizorem. Albo o tym, że zamiast bezproduktywnego siedzenia, sprzyjającemu skrzywieniu kręgosłupa i otyłości, dziecko mogłoby biegać i skakać.

Na wysokich obrotach

Zauważ, jak obraz w bajce, filmie, reklamie szybko się zmienia. Przyzwyczaja to dziecko do tego by skupienie na scenie trwało kilka sekund. Tymczasem jako rodzice oczekujemy by nasze dziecko potrafiło się długo skoncentrować na rysowaniu, czytaniu, rozwiązaniu zadania. Denerwujemy się, gdy po chwili układania puzzli czy kolorowania obrazka nudzi się i sięga po nową zabawkę.

W krzywym zwierciadle

Wiele dzieci źle śpi w nocy. A przecież oglądają tylko spokojne, dobre i ładne bajeczki. Zastanawialiście się kiedyś, jak telewizja różni się bardzo od naszego codziennego życia? Ile sytuacji zdarzyło się Wam w ciągu ostatniego miesiąca: kradzież, zdrada w małżeństwie, wypadek samochodowy, zabójstwo, a ile z nich w tym czasie zobaczyliście w okienku TV? Podobnie jest z bajkami – większość bajkowych wydarzeń zupełnie odbiega od znanej bezpiecznej rzeczywistości dziecka i stąd często jego niespokojny sen. Poza tym dzieci po obejrzeniu bajki często są podekscytowane, ale jeszcze nie potrafią sobie poradzić z emocjami. Maluchy długo nie odróżniają rzeczywistości od fikcji i nawet reklamy traktują serio. A im młodsze dziecko tym wpływ reklamy jest na nie silniejszy.

Złodziej czasu

Sami doskonale wiemy, jak podczas oglądania telewizji szybko upływają minuty. W tym czasie dziecko może robić mnóstwo innych rzeczy – bawić się na świeżym powietrzu, aktywnie poznawać świat, malować, grać, rozmawiać z rodzicami itp. – omijają go zajęcia wpływające pozytywnie na jego rozwój fizyczny, poznawczy i społeczny.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Nie chcę całkowicie demonizować oglądania telewizji przez dzieci, w końcu odgrywa ona też wiele pozytywnych ról. Pamiętajmy jednak o kilku podstawowych zasadach:

  • dobierajmy programy telewizyjne do wieku maluchów (upewnijmy się, czy dziecko rozumie co się dzieje, czy nie ma w bajce przemocy, czy tempo fabuły nie jest zbyt szybkie, obserwujmy jak nasza pociecha reaguje na to, co ogląda)
  • kontrolujmy to, co i jak długo dziecko ogląda (kategoryczne nie telewizorowi w pokoju dziecka)
  • ograniczajmy długość oglądania telewizji (z góry ustalajmy moment zakończenia oglądania “tylko dwie bajeczki, potem wyłączam telewizor”)
  • nie włączajmy telewizora podczas posiłków (choć niestety nie tylko malutkie dzieci często chętniej otwierają buzię, wpatrując się w kreskówkę)

Źródło zdjęcia: Flickr

24
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

Moja córka do 1,5 roku nie wiedziała za bardzo co to TV. Był w domu, ale nie podłączony i go najnormalnie nie używaliśmy (jakiegoś kabla nie chciało się nam przeciągać przez cały dom). Ale po tym czasie nastąpiła przeprowadzka do dziadków i … tam TV rządzi. Więc już jest inaczej. A obecnie, jak jest z nami synek, czasem wykorzystuję TV, żeby zająć Maja podczas gdy ja usypiam Małego. Nie jestem z tego dumna, ale będąc sama z dwójką maluchów, czasem włączam TV, aby móc coś zrobić.
Pilnuję jednak co tam ogląda, wybieram edukacyjne bajki, dostosowane do jej wieku itp.

Monika
Gość
Monika

No właśnie dziadkowie! Wydaje mi się, że to właśnie zdecydowana większość babć i dziadków jest całkowicie nieświadoma w tym temacie. Uważają, że robią super rzecz, jak włączą dziecku bajkę. A podobno dzieci do 3 lat nie powinny wcale oglądać telewizji.
Jeśli jeszcze mówią otwarcie, że robią to, bo są zmęczeni obecnością wnuka i potrzebują odpocząć, to ja to rozumiem, ale jeśli są przekonani że jest to najlepszy sposób na uszczęśliwienie dziecka, to już niefajnie.

Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

u mnie to żeby zająć dziecko. Bo poco się wysilać i organizować czas?? Lepiej włączyć bajkę, dać cukierka i dziecko z głowy;(((

tomek q (jakchcemy.pl)
Gość

Niedługo minie rok jak przestaliśmy oglądać telewizję. Jest super :).
Nie oznacza to braku bajek, filmów, ale oznacza to o wiele bardziej świadome wybieranie tego co obejrzeć.
Polecam taki eksperyment wszystkim.

Alicja Kowalczyk
Gość
Alicja Kowalczyk

Ja też jestem zwolenniczką takiej metody. Nie oglądać wszystkiego jak leci, a wybierać czy faktycznie warto gapić się w ekran. Dla mnie TV mógłby nie istnieć. Mało tego, mi grający w tle telewizor przeszkadza i drażni. Owszem, lubię obejrzeć czasem film, czasem wkręcę się w jakiś serial, ale to przeważnie włączam z płyt. Program tv nie oferuje chyba niczego godnego uwagi.

Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

Ja też się zaliczam do tego grona – tzw. telewizor w tle mnie drażni. Lubię ciszę (ewentualnie radio). Jak mam ochotę coś zobaczyć korzystam z internetu i np. podczas prasowania włączam serial (wtedy kiedy ja chcę, a nie że muszę dostosować swój rytm dnia do telewizyjnej ramówki).

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

Straszne są te telewizory wciągają, psują oczy i niekontrolowane. Czesto niszczą psychikę dzieciom, dlatego ograniczam tv, wole wyjść z dziećmi na spacer czy sie pobawić niż gnic godzinami na kanapie.

Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

Pozostaje mi tylko przyklasnąć. I trzymać kciuki, by takie nawyki weszły w krew Twoim dzieciom i w przyszłości świadomie wybierały inne aktywności niż wpatrywanie się w tv.

Alicja Kowalczyk
Gość
Alicja Kowalczyk

U nas walka z TV trwa! Ustaliłam synowi ile czasu może spędzać codziennie przy telewizorze i staram się tego trzymać. Niestety, jego tata nie widzi nic złego w oglądaniu TV. Podobnie dziadkowie – tam telewizor gra 24 na dobę. Jest to gorący temat, bardzo gorący. Ostatnio mój syn chorował i zostaliśmy uziemieni w domu. Wiązało się to ze zmianą trybu dnia i niestety – bajek było sporo, oby już tylko nie marudził ;) W efekcie zauważyłam jak się zmieniło jego zachowanie. Miał trudności z koncentracją, zrobił się agresywny i nadpobudliwy. Kolejna sprawa to fakt, że kiedy nie miał ograniczeń czasowych… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

Oj tak, uziemienie w domu niestety sprzyja przyjaźni z telewizorem. Sama ze swojego dzieciństwa pamiętam, że gdy byłam chora i nie szłam do szkoły to sięgałam po moje ulubione filmy na kasetach video (np. Dirty Dancing). :)
Ale z drugiej strony ile jest innych fajnych zajęć, które można zaproponować choremu dziecku. Oglądanie/ czytanie książeczek, gry planszowe, karciane, rysowanie…
Jako mama jestem gorąco za tym by ustalać limity i rytuały – bajki o stałej (plus minus) godzinie w określonej ilości.
Trzymam za Ciebie Alicjo kciuki byś stoczyła mądrą walkę z TV – z tego co piszesz, jesteś na dobrej drodze! :)

http://monpetittmonde.blogspot
Gość
http://monpetittmonde.blogspot

Na szczęście jakiś czas temu my pozbyliśmy się tv i od paru lat go nie ma. Ja mam czasu na książkę a wieczorem wyciągamy gry planszowe. Oczywiście Jula ogląda bajki jedną dwie w tyg w weekend może trochę więcej bo często jest wtedy czas a jakąś pełnometrażową animacje a nie 20 minutową Myszkę Miki. Ale to ja wybieram te bajki i nie ma przerw na reklamy które robią wodę z mózgu naszym dzieciom.

Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

No właśnie, jeszcze te reklamy…
A już zupełnie nie rozumiem, jak w kinie seans dla dzieci może być poprzedzony 20 minutami reklam! Masakra!

Milena
Gość
Milena

moja córa 1,5 roku nie ogląda w ogóle a syn mało,

Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl
Gość
Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl

Ja uważam, że nie ma co demonizować roli telewizora. Ja całe dzieciństwo ślęczałam przed nim oglądając bajki po wiele godzin, a wyrosłam na zdrowego, normalnego i całkiem mądrego człowieka. Mój niemal 8-miesieczny synal lubi oglądać bajki, czasami potrafi nawet obejrzeć całą 120-minutową pełnometrażówkę (chyba tylko Japończycy robią takie długie :P). To nie jest codziennie, ale od czasu do czasu mu puszczam. Zawsze w językach obcych, żeby był z tego jakiś pożytek. Jeśli mu to sprawia frajdę, to why not? Jak do tej pory nie jest jakimś dziwnym niemowlakiem, dużo bardziej i tak jarają go inne zabawki, nie musi oglądać bajek… Czytaj więcej »

Józek
Gość
Józek

Mam nadzieję, że ten komentarz to żart….
Jeśli nie to widzę sporą rozbieżność w Twoim podejściu do życia…
Oglądanie przez 8 miesięczne dziecko jest ok, ale usypianie dziecka na rękach, w wózku czy przy piersi to dla ciebie złe praktyki? Idź poczytaj swoje komentarze raz jeszcze…..

Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl
Gość
Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl

Nie uważam usypiania dziecka przy piersi czy na rękach za złe praktyki.

Józek
Gość
Józek

Hymmm… a co można wyczytać z Twojego komentarza pod wpisem na jednym blogu pt: „usypianie dziecka- tego nie rób” , gdzie autorka wymienia, że czymś złym jest bujanie w wózku, noszenie na rękach, usypianie dziecka przy cycu itp a Ty skomentowałaś to słowami: „Zgadzam się, to są okropne praktyki, które bardzo utrudniają życie. Na krótką metę skuteczne ale w dłuzszej perspektywie nieznośne i bezowocne.”??
To są Twoje słowa, chyba że w ciągu 3 mies diametralnie zmieniłaś poglądy….

Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl
Gość
Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl

No wyobraź sobie, że zmieniłam. Jestem tylko człowiekiem, uczę się cały czas. Mam pierwsze dziecko, z każdym dniem odkrywam nową prawdę o rodzicielstwie, i JAK KAŻDY CZŁOWIEK NA ŚWIECIE czasem zmieniam zdanie. Nie ma w tym nic dziwnego.

Józek
Gość
Józek

W takim razie z całego serca życzę Ci, żebyś i w temacie oglądania telewizji przez niemowlaka zmieniła zdanie i to jak najszybciej. Jeśli nie przekonuje Cię powyższy artykuł, to może wyniki badań? W trakcie eksperymentu opisanego na łamach „The Journal of Pediatrics” dr Christakis wspólnie z innymi naukowcami przebadał 384 dzieci w wieku od ośmiu do 16 miesięcy i wykazał, że każda godzina oglądania programów dla maluchów na DVD dziennie wiązała się ze znajomością sześciu-ośmiu słów mniej (czyli np. te dzieci, które oglądały telewizję dwie godziny dziennie, znały średnio o 12-16 słów mniej niż te, które w ogóle nie przesiadywały… Czytaj więcej »

Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl
Gość
Mo Bloguje Blog Mobloguje.pl

Nie ma tu mowy o zanikaniu więzi, bo jeśli coś oglądamy to wspólnie i zawsze na głos komentuję i dopowiadam do akcji coś od siebie. Nie ma tu też mowy o liczeniu tego oglądania w godzinach dziennie, bo o ile zdarzyło się raz czy dwa 2-godzinne posiedzenie przed filmem czy bajką – o tyle oglądanie nie ma miejsca codziennie, tylko raz na 2-3 tygodnie i najczęściej i tak trwa nie więcej niż 20min. Co do kwestii języków – ja i mój młodszy brat jesteśmy dowodem na to, że oglądanie bajek po angielsku i granie w anglojęzyczne gry od dzieciństwa może… Czytaj więcej »

Józek
Gość
Józek

Nie żebym chciał się czepiać, ale wyżej napisałaś, że Twoje dziecko jest w stanie obejrzeć pełnometrażowy film/bajkę (120min!) a teraz piszesz o 20 minutach…
No ale jak facet ma zrozumieć kobietę skoro ona pisząc/mówiąc coś ma zupełni co innego na myśli???

Budująca Mama
Gość
Budująca Mama

U nas tv jest włączony, ale bajki puszczamy tylko czasem. I cieszę się, że zaraz zrezygnujemy z kablówki i będzie znów normalnie. TV mam włączony, bo bym po cichu nie usiedziała, ale czasem włączamy radio. Mam nadzieję, ż nigdy nie dojdziemy do dziecka, które żyje bajkami i wymusza kolejną kreskówkę.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close