Jesteś niezadowolona ze swojego życia? Wybij sobie głupoty z głowy, będzie ci lżej


Piszę to serio, bo sama dobrze wiem, jak to jest, gdy żal za czymś tyłek ściska. Im więcej masz, tym więcej chcesz. To prawda, więcej kasy pozwala ci na większe zakupy, wraz z posiadaniem rosną twoje ambicje. No kurczę, oni mają, ty też chcesz, przecież nie zostaniesz z tyłu. Wbrew pozorom wyścig po więcej, satysfakcji i szczęścia ci nie zagwarantuje. Pieniądze łez w samotności nie obetrą, do lustra sama śmiać się nie będziesz, gdy się zorientujesz, że nie masz do kogo, a coś po drodze ci niepostrzeżenie umknęło.

Wiem, pewnie nie będzie tak źle i nigdy bym ci tego nie życzyła! Ale jeśli cierpisz na wieczny niedosyt posiadania /urody/ zgrabnej figury i aż ciśnienie ci skacze na widok tych, którym zazdrościsz, wychyl głowę na drugą stronę “lustra”. Mnie to samo złapało, uderzyło w twarz niczym surowa ojcowska ręka, by mnie wreszcie obudzić i postawić do pionu.

Pewnego pięknego dnia odezwała się do mnie dawno “niewidziana”, ale taka dobra, serdeczna znajoma z Fb. My tu gadu-gadu, pitu-pitu, pogadałam, pochwaliłam się planami i nagle dotarło do mnie TO! Nowotwór u jej dziecka. OIOM, chemioterapia, perforacje, rokowania, a w środku tego jedna, najważniejsza sprawa – życie najukochańszej istoty. Zamarłam, zaliczyłam totalny emocjonalny reset. Przez chwilę mnie nie było.

I co na to mądrego wymyślisz, ile warte są w takiej sytuacji twoje problemy? Ja nagle przestałam je mieć, nie żartuję, ja już nie mam problemów. Mam dobre, spokojne życie, zdrową rodzinę, jakieś tam plany na przyszłość.

Natychmiast, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki oduczyłam się patrzeć na innych, zazdrościć im wakacji, domu, awansu. Bo zupełnie “niechcący” zobaczyłam inną, gorszą stronę ludzkiego, namacalnego istnienia.

Jeśli ty nadal masz ochotę zaglądać do cudzego życia i porównywać do niego własne, zazdrościć, męczyć siebie i swoich bliskich niespełnionymi ambicjami, to zrób coś w tym kierunku, albo odpuść i zajmij się czymś konkretnym. Zastanów się dwa razy nad tym, czy faktycznie tego potrzebujesz, doceń to, co masz, zanim wredne życie każe także tobie zweryfikować, co tak naprawdę w nim się liczy.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Trzeci poród łatwiejszy i szybszy? Tak mówią…


Mówili, że pójdzie gładko i szybko. W zasadzie miałam ledwo zdążyć do szpitala, na porodówkę wparować z konkretnym już rozwarciem, albo nawet pełnym i dziecko „wypluć”. Bo przecież przy trzecim porodzie noworodek niemal sam wyskakuje z łona matki… 

Nie wiem, w czym tkwi sekret, jak można sobie zasłużyć na taki ekspresowy poród, ale ja tego szczęścia nie miałam. I nie żebym była zdziwiona tym faktem, bo żadna to nowość, że nie spełnił mi się dobry scenariusz, ale nie ukrywam też, że miałam cichą nadzieję przeżyć ten trzeci poród jak z filmu – szybko i bez zbędnego wysiłku.

Nadzieja jednak umarła śmiercią naturalną i w rezultacie po raz kolejny przyszło mi stoczyć na porodówce solidną walkę. Nie męczyłam się co prawda tak długo jak za pierwszym razem, ale 6 godzin znoszenia tego cierpienia i wszelkich dolegliwości z nim związanych to i tak za długo!

Tym bardziej że towarzyszący mi ból był okrutny – najgorszy ze wszystkich. Niektórzy twierdzą, że to wina podania oksytocyny, ale nie jestem tego pewna, ponieważ drugi poród również miałam indukowany kroplówką (z powodu przedwczesnego odejścia wód płodowych) i nie doświadczyłam tak koszmarnych bóli, jak teraz. Serio, to było straszne! Chwilami myślałam, że padnę tam plackiem z wycieńczenia.

Całe szczęście był przy mnie mąż, który dał mi ogromne wsparcie psychiczne. Z kolei siły fizycznej dodawała mi dusza fighterki, która obrała sobie za cel urodzić do godziny 19.00, zanim położna prowadząca mój poród skończy zmianę i pójdzie do domu.

Bo muszę przyznać, że położna trafiła mi się tym razem wspaniała! I jej też (zaraz po moim mężu) zawdzięczam dobre, mimo wszystko, wspomnienia oraz całkiem sprawny przebieg całej akcji – mogło być zdecydowanie dłużej i gorzej. Była ze mną cały czas, nie zostawiła w samotności, na pastwę losu, tak jak zrobiła to kobita, z którą przyszło mi rodzić Polę. Rozmawiała ze mną (nie tylko o porodzie), pytała, podpowiadała, pomagała… Badania ograniczyła do minimum, a te, które robiła, starała się wykonywać możliwie jak najdelikatniej. A to naprawdę duże udogodnienie (jeśli można tak to nazwać).

Także w dużym skrócie, żeby nie zanudzać szczegółami, porównując ze sobą trzy porody, z przykrością stwierdzam, że ten ostatni wcale nie był najłatwiejszy i najszybszy. Swoje na porodówce musiałam wycierpieć, wyskakać na piłce i cierpliwie wyczekać do pełnego rozwarcia. Dziecko ze mnie nie wyskoczyło, wręcz przeciwnie, musiałam użyć wiele wewnętrznej siły, by wypchnąć je ze swojego łona.

Ból podczas skurczów był najgorszy ze wszystkich  i samo wydawanie na świat dziecka też dało mi zupełnie inne odczucia – pierwszy raz przeszłam tak świadomie przez fazę parcia. Za pierwszym i drugim razem parłam wtedy, kiedy kazała mi położna. Tym razem robiłam to bez sugestii osób trzecich – gdy sama czułam taką potrzebę. I choć było to w zgodzie z naturą, to jednak w pewnym sensie było też lekko przerażające.

A co gorsza, pierwszy raz czułam, jak główka mojego dziecka przesuwa się we mnie coraz niżej i niżej, kawałek po kawałeczku!  Powiem szczerze, z ręką na sercu, że było to najdziwniejsze doznanie w moim życiu! I zarazem najstraszniejsze, bo cały czas towarzyszyła mi myśl w głowie, że ta główka lada moment mnie rozerwie! Na dodatek miałam wrażenie, że trwa to całą wieczność i prędko się nie skończy.

Na szczęście jednak cierpienia nastał kres i mój syn w końcu przyszedł na świat, a ja mogłam nareszcie odetchnąć z ulgą i oświadczyć wszem i wobec –„Nigdy więcej!!” ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Maria Ciahotna

    A znasz powiedzenie “Nigdy nie mów nigdy”? Też kiedyś myślałam, że trzeci poród to mój ostatni, ale miałam szczęście przechodzić przez to wszystko raz jeszcze – no i trzeci i czwarty poród były najszybsze. Po trafieniu do szpitala (wyjeżdżaliśmy z domu kiedy skurcze były co ok.5 minut) na szybko załatwienie formalności i pędem na porodówkę, położne chciały mnie najpierw tylko zbadać, ale okazało się, że to JUŻ. Zdziwiło ich tylko, że taka spokojna jestem, nie wydzieram się, komunikuję z nimi normalnie :) Czyli cała imprezka trwała jakieś 30 minut – i chociaż bolało (za trzecim razem nawet bardziej niż za czwartym) to lubię mówić, że mogę rodzić kiedykolwiek :)

  2. Maria Ciahotna

    A znasz powiedzenie “Nigdy nie mów nigdy”? Też kiedyś myślałam, że trzeci poród to mój ostatni, ale miałam szczęście przechodzić przez to wszystko raz jeszcze – no i trzeci i czwarty poród były najszybsze. Po trafieniu do szpitala (wyjeżdżaliśmy z domu kiedy skurcze były co ok.5 minut) na szybko załatwienie formalności i pędem na porodówkę, położne chciały mnie najpierw tylko zbadać, ale okazało się, że to JUŻ. Zdziwiło ich tylko, że taka spokojna jestem, nie wydzieram się, komunikuję z nimi normalnie :) Czyli cała imprezka trwała jakieś 30 minut – i chociaż bolało (za trzecim razem nawet bardziej niż za czwartym) to lubię mówić, że mogę rodzić kiedykolwiek :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

CV krok po kroku


W poprzednim artykule [klik] poruszyłam najważniejsze kwestie związane z CV i odpowiedziałam na pytania, jakie najczęściej dostaję od mam wracających na rynek pracy. Jeśli po jego lekturze nadal nie wiesz, jak napisać dobre CV, od czego zacząć, jaki szablon wybrać, to ten artykuł jest dla Ciebie!

Przed napisaniem dobrego CV dobrze się zastanów

Nad czym się tu zastanawiać? Przecież doskonale wiesz, jakie masz wykształcenie, gdzie pracowałaś i jakie zainteresowania posiadasz. Czy to naprawdę wielka filozofia? Niby nie, ale zdziwiłabyś się, jak wielu kandydatów po prostu siada, spisuje całą swoją zawodową historię i bez chwili pomyślunku wysyła taki sam dokument do setek pracodawców. Dlatego zanim to zrobisz, zastanów się: co chcesz dalej robić? Czy chcesz coś zmienić w swojej ścieżce kariery? Chcesz się rozwijać jako specjalista czy menedżer? W zależności od odpowiedzi Twoje CV powinno wyglądać całkiem inaczej!

Spisz też wszystkie swoje mocne strony. Miałam okazję ostatnio konsultować CV podczas Targów Pracy. To przerażające, ale kandydaci naprawdę nie potrafią przedstawić, jakie korzyści uzyska pracodawca, jeśli ich zatrudni! Ukrywają najciekawsze informacje na końcu, wstawiają mnóstwo niepotrzebnych danych, jak np. stan cywilny, a nie potrafią w kilku zdaniach opisać swoich mocnych stron i osiągnięć. I dziwią się, że mimo dobrego doświadczenia nie dostają zaproszeń na rozmowy. Nie popełniaj tych błędów – zanim jeszcze rozpoczniesz tworzenie dokumentu, zastanów się nad swoimi atutami.

Przeanalizuj ogłoszenie o pracę i… jeszcze się zastanów

Będziemy rozważać najpopularniejszą sytuację, czyli wysyłanie dokumentów aplikacyjnych w odpowiedzi na ogłoszenie. Gdy już ustalisz, po co Ci CV, co dalej ma zadziać się w Twojej karierze i jakie są Twoje mocne strony, wyselekcjonuj interesujące Cię ogłoszenia. Zapamiętaj zasadę: na każde ogłoszenie przygotowujesz oddzielne CV. Twój dokument ma być odpowiedzią na ogłoszenie. To tak, jakbyś odpowiadała na otrzymany list – przecież nie jest tak, że odpisujesz jakieś ogólniki, tylko odnosisz się do jego treści, do poszczególnych wątków. Potraktuj tak samo ogłoszenie o pracę i odpowiedz na zawarte w nim oczekiwania, udowadniając, że jesteś dobrym kandydatem. Widzisz wymagania, które spełniasz? Słowa kluczowe z ogłoszenia muszą znaleźć się w Twoim CV!

Zastanów się, czego oczekuje pracodawca od kandydatów. Wyczytaj to nie tylko wprost, ale postaraj się też czytać między wierszami. Pomyśl, jakie Twoje kompetencje i kwalifikacje przydadzą się na tym stanowisku? Co to za firma, jacy są jej pracownicy? Na podstawie tej analizy wybierz, co o Tobie ma mówić CV tworzone pod to stanowisko. Co chcesz podkreślić? Spróbuj pobawić się w rekrutera – co będzie dla niego najważniejsze, gdy będzie analizował CV? Co jako pierwsze ma mu się rzucić w oczy? Które informacje pominiesz, bo nie będą na ten moment przydatne?

Dopiero, gdy to wszystko będziesz mieć przemyślane – pisz. Pamiętaj o istotności i kolejności informacji. Większość osób podkreśla, pogrubia i powiększa nazwy pracodawców (i nazwy uczelni), a to nie jest najważniejsza informacja. Dużo istotniejsza jest nazwa stanowiska (nazwa kierunku), bo jeszcze zanim rekruter wczyta się w szczegóły, będzie mniej-więcej wiedział, co robiłaś i co potrafisz. Pamiętaj, że rekruter czasami poświęca jedynie kilka sekund na pierwsze “przeskanowanie” wzrokiem CV. Pomóż mu i wyróżnij te najważniejsze informacje.

Stwórz szablon CV

Gdy wpiszesz w Google “szablon CV” lub “wzór CV”, wyskoczy Ci mnóstwo przykładowych szablonów, które wystarczy pobrać, wpisać swoje dane… W większości jednak są one staromodne i po prostu brzydkie. Pomyśl też, ile osób przed Tobą mogło je pobrać. A jak się wyróżnisz, gdy Twoje dokumenty będą takie, jak wszystkie? Z tego samego powodu nie polecam też korzystania z kreatorów CV.

Dlatego stwórz swój własny szablon. W poprzednim kroku skomponowałaś treści i spisałaś swoje mocne strony w kontekście danego stanowiska. Pomyśl, jaki układ CV najlepiej to wyeksponuje – bo nie ma jednego, najlepszego, uniwersalnego wzoru CV. Raz możesz zacząć od wykształcenia, raz od doświadczenia, a raz od języków obcych, gdy to te są najważniejsze na danym stanowisku. Jaka będzie kolejność poszczególnych sekcji u Ciebie? Co podkreślisz w podsumowaniu zawodowym, czyli kilkuzdaniowym profilu umieszczonym na samej górze? Może umieścisz treści w dwóch kolumnach, by zmieścić wszystkie informacje na jednej stronie? Sprawdź, co najlepiej będzie wyglądać w Twoim przypadku.

Jeśli masz dobre zdjęcie – dodaj je. Pisząc “dobre” mam na myśli zdjęcie portretowe, na którym z przynajmniej lekkim uśmiechem patrzysz prosto w obiektyw. Warto wybrać się do profesjonalnego fotografa na tzw. “sesję biznesową”. Otrzymasz szereg zdjęć, które będziesz mogła wykorzystać w CV i na profilach w profesjonalnych mediach społecznościowych.

Jak podkreślać swoje mocne strony w CV?

Jak już wspominałam, to najsłabszy punkt większości CV, które oglądam – bardzo ciężko wyciągnąć z nich mocne strony kandydata i korzyści, jakie pracodawca będzie miał z zatrudnienia tej osoby. Zaznacz swoje mocne strony już na samym początku, w podsumowaniu zawodowym, o którym pisałam wyżej. W czym się specjalizujesz? Jak długie jest Twoje doświadczenie? Jakie masz osiągnięcia? Co Cię wyróżnia?

Kolejna okazja do podzielenia się mocnymi stronami to opis obowiązków. Wielu kandydatów skupia się tu na wypisaniu jak największej ilości zadań, które wykonywali. Zamiast sucho opisywać obowiązki, pisz więcej o osiągnięciach, sukcesach, wdrożonych przez siebie pomysłach.

Kandydaci zaniedbują też sekcję “Umiejętności”, pisząc tam jedynie o językach obcych, MS Office i kwalifikacjach typu prawo jazdy. Naprawdę tylko tyle potrafisz? Na pewno jest tego o wiele więcej! Wypisz konkretne rzeczy, które potrafisz, np. prowadzenie prezentacji sprzedażowych, pisanie tekstów reklamowych… Świetnym pomysłem jest “udowodnienie” swoich umiejętności, np.: Przygotowywanie raportów  – w obecnym miejscu pracy moje raporty wykorzystywane są przez prezesa zarządu i wspomagają podejmowanie decyzji strategicznych.

Napisanie dobrego CV nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Mam nadzieję, że korzystając z moich wskazówek stworzysz CV, które załatwi Ci wiele zaproszeń na rozmowy. Powodzenia!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

11 zastosowań pasty do zębów, które z marszu pokochasz


Czy pasta do zębów może być wdzięcznym tematem na osobny, poradnikowy wpis? Może, jak najbardziej i właśnie postanowiłam Wam to udowodnić. Nie tylko umyjecie nią zęby, ale wykorzystacie do kilku innych praktycznych rzeczy.

Zaczynamy!

     1.Czyste kubki i szklanki

Osad z kawy lub herbaty? Nie ma problemu, zamiast myć kubki płynem do mycia, połóż na gąbce trochę pasty i tym wymyj środek naczynia. Efekt szybki i spektakularny.

  1. Czyste srebra

Kto ma srebra w domu, ten wie, jak szpecące bywają czarne ślady na wykonanych ze srebra przedmiotach. Pasta do zębów przywraca im blask w mgnieniu oka. Na miękką szmatkę nałóż pastę i delikatnie przecieraj srebra. Spłucz wodą i wypoleruj.

  1. Białe podeszwy

No dobrze, nikt normalny nie przejmuje się tym, czy ma białe, czy czarne podeszwy, bo jak mają być czyste, skoro ciągle gdzieś w nich gonimy? Ale jeśli buty są na ich bokach zabrudzone i biel zamieniła się w szarość, nie ma w tym nic uroczego. Pozbądź się problemu – nałóż pastę do zębów na starą szczoteczkę i wyczyść białe, boczne elementy podeszwy, by znów wyglądały jak nowe.

  1. Wypełnione dziury w ścianie

Chciałaś przybić gwoździa, ale coś nie wyszło? Albo uderzyłaś czymś w ścianę i zrobiła się dziura w gładzi? Nie panikuj, nie musisz biec do sklepu po gips, żeby mąż się nie dowiedział. Nałóż w dziurę lub wyszczerbienie w ścianie troszkę pasty do zębów i wyrównaj. Jak wyschnie, będziesz miała gładką ścianę.

  1. Wyczyszczone chromowane elementy w domu

Jeśli zastanawiasz się, jak przywrócić świetność chromowanym, pierwotnie błyszczącym elementom wyposażenia łazienki lub kuchni bez używania ostrej chemii, pasta Ci w tym pomoże. Po prostu nałóż na mokrą ściereczkę pastę, wyszoruj, spłucz i wypoleruj. Tyle.

Aha! Zapomniałabym – na stopę żelazka też to działa.

  1. Zasuszone pryszcze

Czasem na twarzy może wykwitnąć coś, czego bardzo nie chcemy. Niespodziewany pryszcz nie zabawi długo na twarzy, gdy od razu zostanie potraktowany pastą do zębów.

Odrobinę pasty nałóż na pryszcz na noc. Rano problem powinien zmaleć. Powtarzaj do skutku.

  1. Czyste paznokcie

Kto grzebał w ziemi bez rękawiczek, obierał buraki, albo zwyczajnie nie ma śnieżnobiałej płytki paznokcia, może ratować ich wygląd pastą. Stara szczoteczka i pasta pozwolą wyszorować paznokcie i zdecydowanie je wybielić. To podziała również w przypadku resztek po lakierze.

  1. Pachnące dłonie

Cebula, czosnek i inne domestosy nie będą prześladowały Cię do końca dnia zapachem na dłoniach, jeśli po robocie nałożysz pastę do zębów na ręce i je przy jej pomocy umyjesz, zamiast mydła. Paskudny zapach odejdzie w niepamięć.

  1. Przy ukąszeniach

Nie będę kłamać – nie stosowałam, ale na pewno wypróbuję. Miłośnicy pasty do zębów twierdzą, że znakomicie się sprawdza się jako chłodzący okład, który koi i znosi ból po ukąszeniu owadów.

  1. Do usunięcia plam po farbie do włosów

Czasem przy farbowaniu, mimo zabezpieczenia skóry kremem, pojawiają się ślady farby. To bywa upierdliwe, bo nieestetyczne ślady mogą się utrzymywać do kilku dni. Pocieranie skóry wacikiem nasączonym wodą i pastą do zębów potrafi zdziałać cuda. Ten sposób może pomóc także przy innego rodzaju plamach na skórze.

  1. Bonus dla matek córek

Jeśli Wasze córki kiedyś przyjdą do Was ze skargą na gumę przyklejoną do włosów, zanim za karę ciachniecie je nożyczkami, połóżcie na gumę pastę. Po kilku minutach guma powinna się poluzować i łatwiej będzie ją wyciągnąć z włosów. Niestety nigdy tego nie próbowałam, więc eksperyment pozostawię w Waszych rękach :)

P.S. Najczęściej słyszę o tym, żeby używać zwykłej białej pasty, a nie tej w żelu i z kolorowymi cząsteczkami. Dlaczego? Tego nie wiem, może Wy mi podpowiecie?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Maria Ciahotna

    Jeśli chodzi o nakładanie pasty na ścianę, to chyba wiadomo, dlaczego ma być biała :D chyba że trafiła nam się ściana kolorowa, wtedy trzeba dobrze dobrać kolor pasty…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku