Karak: Labirynt – nowa odsłona, która daje mnóstwo frajdy
Choć sam „Karak” nie jest już nowicjuszem na rynku, dla nas ta wyprawa do podziemi zaczęła się dopiero teraz, gdy na nasz stół trafiła nowa odsłona tej przygody. I wiecie co? Było naprawdę fajnie.
Od razu widać, że autorzy zachowali ducha serii, ale jednocześnie postawili na zupełnie inną mechanikę. Nie ma tu długiego oczekiwania na swoją kolej ani skomplikowanych zasad. Zamiast tego dostajemy dynamiczną grę, która angażuje wszystkich uczestników od pierwszej do ostatniej minuty. To właśnie ta prostota i tempo sprawiają, że bardzo łatwo powiedzieć: „gramy jeszcze raz”.

Fot. Archiwum prywatne
To również świetna propozycja na wakacyjne wyjazdy. Rozkłada się błyskawicznie, nie wymaga długiego tłumaczenia zasad i sprawdzi się zarówno z rodziną, jak i ze znajomymi.

Fot. Archiwum prywatne
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że wszyscy gramy jednocześnie. Nie ma przestojów ani patrzenia, jak inni wykonują swoje ruchy. Każdy w tym samym czasie buduje własny labirynt, podejmuje decyzje i próbuje zdobyć jak najwięcej punktów. Dzięki temu przez całą rozgrywkę utrzymuje się przyjemne napięcie, bo nigdy nie wiadomo, czy właśnie nie zabrakło Ci jednego ruchu do lepszego wyniku albo czy ktoś nie skończy swojego zadania chwilę przed Tobą.

Fot. Archiwum prywatne
Graficznie „Karak: Labyrinth” prezentuje się bardzo dobrze. Ilustracje są kolorowe, czytelne i pełne charakterystycznego klimatu serii. Bardzo spodobały mi się również zmazywalne planszetki, po których rysujemy kolejne fragmenty labiryntu. To rozwiązanie jest nie tylko praktyczne, ale też daje sporo frajdy, szczególnie młodszym graczom. Całość wygląda estetycznie i zachęca do kolejnych partii.

Fot. Archiwum prywatne
O co chodzi w „Karak: Labyrinth”? Krótkie zasady
Mechanika jest bardzo prosta, ale właśnie w tym tkwi jej siła.
Każdy z graczy otrzymuje własną zmazywalną planszetkę przedstawiającą labirynt oraz flamaster. Następnie wszyscy grają jednocześnie, więc nikt nie czeka na swoją kolej.

Fot. Archiwum prywatne
Rozgrywka sprowadza się do kilku prostych kroków:
- Rysujesz kolejne korytarze, rozbudowując własny labirynt i starając się jak najlepiej połączyć dostępne ścieżki.
- Zdobywasz punkty, planując trasę i wykorzystując pojawiające się możliwości lepiej niż pozostali gracze.
- Realizujesz kartę celu, która daje dodatkowe punkty i często decyduje o końcowym wyniku.
- Obserwujesz tempo pozostałych graczy, bo wszyscy rozwiązują swoje labirynty równocześnie, a czasu na spokojne analizowanie nie ma zbyt wiele.
Ogromnym plusem jest również to, że „Karak: Labyrinth” oferuje tryb solo, więc można potraktować go jako logiczną łamigłówkę również wtedy, gdy nie mamy akurat towarzystwa do grania.

Fot. Archiwum prywatne
Na pochwałę zasługuje także świetnie przygotowana instrukcja „Otwórz i graj”. To krótka ściągawka, dzięki której praktycznie od razu można rozpocząć pierwszą partię, bez konieczności wertowania całej instrukcji. Bardzo lubię takie rozwiązania i mam nadzieję, że będą pojawiać się w coraz większej liczbie planszówek.

Fot. Archiwum prywatne
Prostota, która działa
Największą siłą „Karak: Labyrinth” jest tempo. Rozgrywka płynie bardzo naturalnie, a jednoczesne wykonywanie ruchów sprawia, że praktycznie nie ma przestojów. Cały czas coś się dzieje i trudno choć na chwilę stracić koncentrację.

Fot. Archiwum prywatne
Spodobało mi się również to, że każda partia wygląda inaczej. Układ labiryntu zmienia się z gry na grę, karty celów potrafią całkowicie zmienić sposób planowania, a kilka pozornie prostych decyzji może przesądzić o zwycięstwie lub porażce.

Fot. Archiwum prywatne
Dla nas ten nieco spóźniony debiut okazał się bardzo udany. „Karak: Labyrinth” pokazuje, że dobra gra nie zawsze potrzebuje skomplikowanych zasad. Czasem wystarczy świetny pomysł, szybkie tempo i mechanika, która angażuje wszystkich graczy przez całą rozgrywkę. To jedna z tych planszówek, które bardzo łatwo wyjąć na stół i równie łatwo… zagrać od razu drugą partię.
Dziękujemy firmie Albi za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

