Karmienie po raz drugi


Karmienie piersią to cudowne doświadczenie w życiu kobiety. Dając tak niewiele otrzymujemy tak wiele. Wiem, pewnie zaraz usłyszę, że nieprzespane noce, bo dziecko częściej się budzi, że obolałe piersi, że trzeba się często pilnować z tym co się je – to wcale nie tak mało.

Jednak jeśli popatrzymy na to  drugiej strony, to otrzymujemy:
– budowanie odporności dziecka,
– wygodę karmienia wszędzie, bez dodatkowych gadżetów (nie trzeba kupować butelek smoczków, wyparzaczy etc),
– nie trzeba niczego w nocy grzać, szykować,
– można karmić, śpiąc z maluchem,
– bliskość przytulonego do piersi malca,
– ogromne oczęta patrzące znad piersi prosto w nasze oczy.
Można by tak długo wymieniać, bo przecież każda mama ma swoje cudowne doświadczenia związane z karmieniem. Więc może jednak warto te kilka początkowych problemów przezwyciężyć?

Swoją pierwszą przygodę z karmieniem rozpoczęłam od problemów. Synek szybko się denerwował i ciężko było mu złapać pierś, ja miałam na początku mało pokarmu, a słabe pobudzanie piersi przez synka nie ułatwiało sprawy. Na dodatek moje brodawki były potwornie zgryzione przez wielokrotne próby przyssania się synka.
Nie było mi łatwo tym bardziej, że lekarka w szpitalu stwierdziła, że jest potwornie głodny i trzeba będzie go dokarmić. Na szczęście położne cierpliwie pomagały mi i w końcu synek ładnie chwytał pierś, a mnie zaczęło przybywać pokarmu.

Po powrocie do domu sytuacja w miarę się ułożyła jednak ciągłe zasypianie przy piersi sprawiło, że Adi mało przybierał na wadze i tutaj lekarka w przychodni doradziła dokarmianie mieszanką. Jednak nie poddałam się i starałam się ściągać pokarm laktatorem i podawać butelką, żeby nie zasypiał. Było ciężko i w końcu zmęczona tym wszystkim skontaktowałam się z doradcą laktacyjnym. Po wysłuchaniu mnie oraz wykluczeniu problemów z przystawianiem pani doradziła częstsze karmienia w nocy. Wstawałam więc co 2 godziny i przystawiałam śpiącego synka do piersi a ewentualny nadmiar mleka odciągałam laktatorem. Po tygodniu zauważyłam zwiększoną produkcję mleka, a synek ładnie przybrał na wadze, bo spijał tłuste nocne mleczko. Od tego czasu nie miałam żadnych problemów z karmieniem.

Kiedy Adi skończył 4 mies. zaczął dostawać niewielkie ilości nowych pokarmów. Były to najczęściej 2-3 łyżeczki czegoś nowego tuż po karmieniu, tak aby poznawał nowe smaki a jednak nie zastępował nimi mlecznych posiłków. Dopiero kiedy skończył 6 mies zaczęliśmy powoli zastępować posiłki mleczne stałymi.
Kiedy miał 9 miesięcy zaszłam w ciążę. Nie przestałam go karmić, bo oboje czuliśmy potrzebę kontynuowania tej przygody.

Dopiero w 4 miesiącu ciąży kiedy czułam już, że mam bardzo mało pokarmu, a karmienie ogranicza się w zasadzie do samego ssania, bez picia mleka, postanowiłam spróbować odstawić synka. Moje przeczucia okazały się trafne, bo w ciągu tygodnia całkowicie zakończyliśmy naszą mleczną drogę. Czułam lekki żal, że pokarm się powoli skończył, ale wiedziałam też, że muszę dbać o siebie dla drugiego maleństwa, które powoli rosło w moim brzuszku.
Niewielka ilość pokarmu nadal czasem wypływała z piersi, a po jakimś czasie przekształciła się w siarę. Synek zapomniał o ssaniu piersi i wszystko układało się świetnie.

Kiedy na świat przyszła Nikola spodziewałam się podobnych problemów. Jakież było moje zdziwienie, gdy córeczka od razu chwyciła pięknie pierś jeszcze na porodówce i najadła się do syta z jednej piersi, po czym spała 3 godziny. Gdybym nie obudziła jej na kolejne karmienie pewnie spałaby dłużej :)

Po powrocie ze szpitala do domu nadal wszystko układało się dobrze. Nikusia pięknie jadła i przybierała ładnie na wadze. Dzięki temu ja byłam spokojna i mogłam każdą wolną chwilę poświęcać Adiemu.
Dzisiaj córeczka ma 3 miesiące i już podwoiła swoją wagę urodzeniową. Je kiedy tylko potrzebuje a mnie nie brakuje pokarmu, a nawet mam go czasem w nadmiarze.
Cieszę się każdą chwilą spędzoną z córeczką wtuloną we mnie przy piersi. Przecież nie będę karmić wiecznie, Nikusia zacznie jeść stałe pokarmy, a w końcu w odpowiednim momencie przestanie ssać pierś. Dlatego póki mój pokarm będzie dla niej wystarczający niech pije tylko moje mleczko, bo nie ma nic lepszego od mleka mamy :)

Kochane Mamy jakie są Wasze doświadczenia z karmieniem? Co najbardziej utkwiło Wam w pamięci?

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bombel
Bombel
8 lat temu

Ale ci zazdroszczę!

Jak sobie przypomnę czasy kiedy mojego brzdąca karmiłam piersią to aż mi się żal robi, że to już przeszłość :) Trzeba przyznać, że to takie – niby nic, a jednak COŚ! :) Mimo, iż początki bywają na prawdę trudne – ja swój ból zranionych brodawek (z pierwszych dni i tygodni) pamiętam do dziś :P To jednak widok wtulonego, spokojnego i zadowolonego dzieciątka jest bezcenny!
Już nie mogę się doczekać drugiej takiej przygody.. :)

Paulina Garbień
8 lat temu
Reply to  Bombel

przed porodem nie mogłam się doczekać powrotu do karmienia :) teraz odciągam moment wprowadzania nowych pokarmów, czekam do pół roku skoro mogę, żeby jak najdłużej się tym cieszyć :)

Magda
Magda
8 lat temu

Dla mnie karmienie piersią było priorytetem po porodzie i na szczęście się udało. Dziś córka ma 11 mcy a ja wciąż ją karmię. Co prawda nie tyle co na początku bo już praktycznie wszystko je ale wciąż to trwa i myślę, że jeszcze nie co potrwa. Dla mnie jest to szczególna więź między nami i nie chcę tego przerywać, nawet pomimo pogryzionych ostatnio brodawek też przypomniałam sobie ból z początków karmienia. Wtedy gryzła dziąsełkami dziś ząbkami ale damy radę :) Pozdrawiam

Kasia Zabun
Kasia Zabun
8 lat temu

ja nie karmie piersia bo nie mam pokarmu i szczerze jestem z tego nawet zadowolona,moje dzieci na sztucznym mleku tez sa duze,zdrowe i silne.

Zobacz kolejny artykuł

Baw się „z głową” – „Zabawy z niemowlakiem” pod patronatem medialnym WRoliMamy.pl!


Gdy rodzi się dziecko zaczynamy w naszym życiu etap istnej rewolucji – jak nigdy uczymy się z prędkością światła wielu rzeczy dotyczących rozwoju i pielęgnacji naszej pociechy. Na szczęście podczas tej nauki nie jesteśmy sami, krok w krok, szybciej niż niejeden prymus uczy się nasze dziecko! Każda spędzona z nami minuta, to nowy rozdział z podręcznika jakim jest życie – warto wpierać naszego malca czułym spojrzeniem i dobrą zabawą, bo to one dają najwięcej!

Chcemy serdecznie polecić Wam tę książkę, jako patron medialny oraz jako mamy. Warto skorzystać z pomysłów w niej zawartych! Część zabaw  z pewnością gości już w Waszych domach, jednak dzięki niej, dowiecie się dlaczego i kiedy warto się w nie bawić! Wspierajcie swoje dzieci mądrze i kreatywnie – bądźcie blisko gotowi do zabawy, czego więcej potrzeba? Kocyka, piłki, wstążeczki…? Prawie wszystkie rekwizyty zabaw dla naszych malców znajdziecie w domu, a książkę w dobrych księgarniach oraz na stronie www.jednosc.com.pl
Bawcie się dobrze!

Przeczytaj całą recenzję książki

ZABAWY Z NIEMOWLAKIEM OK£ADKA.indd

źródło zdjęcia:flickr.com

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Zobacz kolejny artykuł

1, 2, 3… szukam!


Krzątam się po kuchni sprzątając umyte naczynia po obiedzie, córka bawi się w swoim pokoju. Co chwile kontrolnie wymieniamy się krótkimi zdaniami: Tola? CioOo? Co robisz? Bawie. Rzucam krótkie spojrzenie w jej stronę.

Chwilę później woła mnie zupełnie spokojnie, jej głos jednak jest przytłumiony. Wchodzę do pokoju – nie ma jej. Zaglądam we wszystkie zakamarki. Wchodzę do sypialni – nie widzę jej. Wołam… Wołam stanowczo….Wołam karcąco…. Krzyczę, żeby się odezwała! W moim głosie słychać przerażenie. Cisza. Przerażająca cisza i setki myśli.

Szukam jej wszędzie – w szafach, pod łóżkami, wszędzie! Nie odpowiada na moje wołanie. Stoję na środku pokoju, szumi mi w głowie. Czuję się jak filmowa bohaterka jakiegoś dramatu, choć właściwie te wszystkie uciekające sekundy są jak horror. Gdzie ona jest?! Wypadła przez okno? Wszystkie są zamknięte… Coś ją przygniotło.., zaklinowała się…, straciła przytomność…? Jej serduszko jednak nie jest w tak dobrej formie jak obiecał lekarz? Przecież mamy zgłosić się za dwa miesiące.

Zaczynam płakać, nie wiem co mam zrobić. Przecież się nie rozpłynęła. Osuwam się na dywan przerażona, brakuje tchu, serce zaraz wyskoczy mi z piersi… Wszystko wiruje wokół mnie. Takich ujęć nie powstydziłby się światowej sławy filmowiec.

Naglę widzę kątem zapłakanego oka przestraszoną dziewczynkę. Skuliła się pod swoim małym stoliczkiem między krzesełkami. Jak ona do licha tam się zmieściła! Przybiega i przytula się do mnie. Iśiam mamo*. Wszystkie najczarniejsze scenariusze uleciały jak balon napełniony helem. Nie mam pojęcia ile to wszystko trwało, dla mnie całe wieki. Najgorsze chwile w moim życiu. Nigdy tak się nie bałam. Przez najbliższe minuty nie wypuszczam jej z rąk i płaczę w głos. Wtóruje mi córka. Niewinna zabawa kończy się moim okropnym bólem głowy, drżeniem rąk do samego wieczora i rozmową z córką o tym, że nie można się tak bawić.

Dziecięca wyobraźnia nie zna granic, pomysłowość jest nie do przewidzenia. Co może uroić się w głowie dwulatki…? Nigdy wcześniej nie bawiliśmy się w chowanego. I chyba długo nie będziemy. Od dziś zabawa ta jest na mojej czarnej liście. A Wy macie taką listę?

* Przepraszam mamo

Źródło zdjęcia: sxc.hu

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mamiczka
Mamiczka
8 lat temu

Też tak kiedyś się schowałam mojej mamie. Ja będąc dziś w takiej sytuacji chyba bym padła na zawał. Wyobrażam sobie, jak potwornie musiałaś się czuć.

Anna Sztelak
8 lat temu

A mojej sąsiadki dziecko (dwuletnia Judytka) poszła sobie do babci przez las rzekę mostek i ulicę…. Tylko dlatego że mama poszła po napój do domu a ona zobaczyła kobietę z takim samym kolorem włosów udającym się w tamtym kierunku. I pobiegła za nią… Myślała że to mama ale jak się zorientowała że jednak nie to wstąpiła po drodze do babci:) Na szczęście tak to się skończyło bo wtedy to już nie wiedziałyśmy co robić…Jak przeprowadzili z nią ”poważną” rozmowę że tak nie wolno Judytka odpowiedziała; ” Ale mamo ja popatrzyłam w prawo i w lewo jak przechodziłam przez drogę”… Takie… Czytaj więcej »

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
7 lat temu

Raz podobny numer córka mi wycięła podobny numer, w parku na placu zabaw. Z koleżanką się schowały przed mamami. Co przeżyłyśmy z koleżanką szukając dwóch czteroletnich dziewczynek w parku pełnym ludzi i niedaleko stawu… Nie da się tego opisać. Długo też tłumaczyłam, że nie wolno tak robić. Natomiast nie demonizowałabym zupełnie zabawy w chowanego, ustalcie hasło, które oznacza koniec zabawy. Można też ustalić jakiś zawężony obszar do zabawy. Zabawa w chowanego jest fajna a granice łatwo wytyczyć. Możecie też zacząć od chowania misia czy lalki, wtedy łatwo zaobserwować jak dziecko wybiera kryjówki i czy one dla dziecka też będą bezpieczne.… Czytaj więcej »

Zobacz kolejny artykuł

Cóż to był za chrzest


Podczas przeglądania rodzinnych fotografii wpadły mi w ręce zdjęcia wykonane podczas chrztu Młodego. Odżyły wspomnienia związane z tym wyjątkowym dniem, który – jak się okazało – był większym przeżyciem dla nas, rodziców, niż dla naszego syna. Ileż to trudu włożyliśmy w przygotowania, ile czasu spędziliśmy na lekturze poradników dla młodych rodziców, którzy taką uroczystość będą przeżywać po raz pierwszy… Na szczęście w praktyce organizacja chrztu okazała się nieco łatwiejszym zadaniem niż początkowo myśleliśmy i mimo licznych obaw z naszej strony wszystko potoczyło się gładko.

Pamiętam, że pozytywnie zaskoczył nas brak zbędnych formalności związanych z ustaleniem daty chrztu. Ksiądz podał nam najbliższy dostępny termin, a my zgodziliśmy się do niego dostosować. Uniknęliśmy też problemów z wyborem chrzestnych, gdyż od dawna było jasne, że tę rolę będą pełnić nasi bliscy przyjaciele. No i po kilku latach stwierdzam, że wybór był słuszny, zaś nasi przyjaciele świetnie w roli chrzestnych sobie radzą.

Pamiętam, że szczególnie zależało nam na pochwaleniu się Pierworodnym, który w naszym mniemaniu miał być najpiękniejszym dzieckiem w całej grupce chrzczonych tego dnia maluchów. Ot, taki rodzicielski egoizm połączony z dumą i uwielbieniem dla własnej pociechy. Dziś może się to wydawać śmieszne, ale najwięcej problemów sprawił nam właśnie wybór ubranka do chrztu. Chcieliśmy, by nasz synek wyglądał elegancko oraz by w swej uroczystej kreacji czuł się dobrze. Byłam zaskoczona szerokim wyborem ubranek dla niemowląt projektowanych z myślą o tej uroczystości. Po odwiedzeniu niemal wszystkich okolicznych sklepów oraz przejrzeniu setek stron internetowych wybraliśmy wreszcie strój, który spełniał nasze oczekiwania. Choć kusiły nas eleganckie garniturki uznaliśmy, że naszemu Młodemu zapewnimy przede wszystkim wygodę. Wybraliśmy zatem dość prosty komplecik, który ujął nas swą skromną elegancją. Białe body zapinane w kroku, białe spodenki na gumce oraz szykowna, biała bluzeczka z długim rękawem na naszym synku prezentowały się wspaniale. Całość uzupełniła obowiązkowa czapeczka z daszkiem. Jak się okazało na takie wygodne rozwiązanie zdecydowało się więcej rodziców, zaś skromne i wygodne kompleciki zdobyły znaczną przewagę nad garniturkami i ozdobnymi sukienkami. Dzieci wyglądały w nich uroczo, zaś w wygodnych ubrankach dotrwały spokojnie do końca mszy.

Drogie Czytelniczki kiedy chrzciłyście swoje dzieci?
Czy też przywiązywałyście dużą wagę do skompletowania stroju dla małego bohatera uroczystości?
Jeśli macie ochotę, pochwalcie się w komentarzach zdjęciami maluchów.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
milena
milena
8 lat temu

Chrzest był dla mnie bardzo waznym dniem dlatego musiało byc u mnie wszystko zapięte na ostatni guzik. wybór chustki białej, świeca obrazek album na zdjęcia z dedykacja od rodziców i ubiór, formalności w kościele, tort, zaproszenie gości, rezerwacja sesji zdjęciowej i wiele wiele innych drobiazgów. Z chrzestnymi było już wiadomo od dawna kto będzie wiec nie było z tym problemu. wszystko sie udało, był to piękny dzień . Córkę chrzczę w świeta wielkanocne, lany poniedziałek 1 kwietnia i jestem własnie na etapie załatwiania wszystkich spraw :-) Poniżej są zdjęcia syna, słabej jakości :-) bo oryginały mam na starym zepsutym komputerze… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
8 lat temu
Reply to  milena

jaki przystojny mężczyzna :)

Barbara Heppa-Chudy
8 lat temu
Reply to  milena

Ale elegancik :)

Paulina Garbień
8 lat temu

synka chrzciliśmy gdy miał 2,5 tyg. był maleńki bo zaledwie 3kg więc ubranko musiało być malutkie. wybraliśmy śpioszki, sweterek i czapeczkę szydełkowe. Dla córeczki którą będziemy chrzcić w kwietniu dopiero wszystko szykujemy, więc jeszcze trochę przed nami :) strój na pewno będzie starannie dobrany :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close