Kasza w diecie dziecka – prosty przepis na danie 2 w 1, którym nie pogardzi nawet niejadek!


Ciepłe śniadanie na dobry początek dnia lub deser na miłe jego zakończenie. Pożywne, zdrowe i bardzo smaczne. Idealna propozycja dla małych, wybrednych niejadków oraz dla ich rodziców, którzy chcą przemycić swoim pociechom (a przy okazji również sobie!) choć odrobinę witamin i innych wartości odżywczych. 

Kasza jaglana, bo to ona jest bazą tego dania, to jedna z najzdrowszych kasz. Ma w sobie dużo białka, żelaza, miedzi, kwasu foliowego oraz witamin z grupy B i E, a także lecytynę i krzemionkę.

Jest lekkostrawna, nie uczula, nie zawiera glutenu, a więc polecana jest osobom borykającym się z problemem alergii pokarmowej i stosującym dietę bezglutenową. Ponadto reguluje poziom złego cholesterolu, pozytywnie wpływa na pamięć i koncentrację, a także na stan włosów, skóry oraz paznokci. Polecana jest osobom z nadciśnieniem i anemią.

Ze względu na właściwości antywirusowe i zmniejszające stan zapalny błon śluzowych, stanowi lekarstwo na mokry kaszel oraz katar. Skutecznie rozgrzewa, pobudza i wzmacnia organizm, przez co warto ją jeść na śniadanie, szczególnie w okresie jesienno-zimowym.

A teraz do rzeczy!

Kasza jaglana z jabłkiem – przepis.

Składniki (na 2 porcje):

kasza jaglana – 3 łyżki,
jabłka – 2/3 sztuki,
miód,
cynamon,
opcjonalnie:
szczypta soli,
orzechy włoskie.

kasza-jaglana-z-jablkiem

Przygotowanie:

1. Kaszę dokładnie płuczę pod zimną bieżącą wodą i przelewam wrzątkiem.
Nie pomijajcie tego ponieważ źle przygotowana kasza może mieć gorzki posmak i zepsuć wam całe danie.
2. W rondelku zagotowuję mniej więcej 1 szklankę wody, z dodatkiem szczypty soli.
3. Kaszę wrzucam do wrzątku i gotuję na średnim ogniu, około 15 minut.
4. W międzyczasie obieram jabłka ze skórki i kroję w kostkę.
5. Gdy kasza wchłonie całą wodę, dorzucam do niej jabłka i duszę razem przez około 10 minut, co jakiś czas mieszając by kasza nie przywierała do dna. Jeśli jest taka potrzeba dolewam również odrobinkę wody.
6. Pod koniec dodaję łyżeczkę miodu, choć jego ilość zależy od smaku jabłek – czy są bardziej kwaskowate czy słodkie.
7. Całość doprawiam cynamonem. Ewentualnie dla urozmaicenia smaku, dodaję posiekane orzechy włoskie.

Danie jest niezwykle proste, a przy tym bardzo smaczne – mój 5 letni niejadek zajada się nim tak, że aż mu się uszy trzęsą ;-)
Poza tym, kaszę jaglaną, w takiej postaci (bez orzechów) można również śmiało podać niemowlakowi, w 5-6 miesiącu życia

 

kasza-jaglana-z-jablkiem4  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Już mi ślinka pociekła… :P

  2. Może cały cykl artykułów z przepisami – Jak wspomóc odporność dziecka jesienią?

  3. Wczoraj robiłam akurat kotlety z kaszy gryczanej białej. W sumie robi się jak mielone, ale na pewno potrzebne jest więcej przypraw, jakaś świeża natka, koperek itp i łyżka mąki ziemniaczanej, żeby się masa bardziej związała i kotlety nie rozpadały. No i może jakby dodać trochę mięsa, to nawet mój chłop by nie marudził :)

    1. Robiłam kiedyś ale nie chciały mi się skleić,może spróbuję jeszcze raz z dodatkiem mąki ziemniaczanej? :)

  4. Podajesz na ciepło czy na zimno?

  5. Ja sie w końcu zebralam i upieklam biszkopty, zniknęły szybciej niż myślałam

  6. U nas dziś szaleństwo,francuskie ślimaczki

  7. Bez orzechów i bez miodu dla malucha. Ja tam bazuje często na kaszach Nominal. I jajecznica. Czyli nic niestety nie podpowiem oryginalnego

    1. Kaszek Nominal nie znam, gdzie je znalazłaś?

    2. Na necie kupuję. Są super. Eko. I świetna baza, można je podać na słodko, na słono, z jogurtem. Różne rodzaje. Ja kupuję na biomaluch.pl

    3. super zdrowe kaszki bez cukru, też polecam Nominal kupisz w eko sklepach lub net

  8. Właśnie nie dawno kupiłam kasze jaglana i gotowalam po raz pierwszy 8,5 msc synkowi,zjadl z owocami i mu smakowało teraz musze zrobić z Waszego przepisu bo pysznie brzmi! Moze i moja 8latka ktora jest niejadkiem da się namówić

  9. Mini placuszki z samego banana i jajka polane polewą czekoladową lub dżemem

    1. O, fajne! Mogę poprosić o przepis 😃

    2. Jasne 😉 widelcem rozgnieść banana w misce dodać jajko i na suchą patelnie male i dość płaskie placuszki uwaga żeby nie spalić szybko się robią można dodać jagody malinę jak już są na patelni do smaku polać czekolada syropem klonowym czy miodem a i banany im bardziej dojrzałe tym lepiej 😊

    1. Ja się przymierzam do zakupu opiekacza właśnie 😁

    2. Ja gdybym nie miała to mój starszy syn by z głodu umarł 😂

  10. Naleśniki, placuszki z serka mascarpone, kanapki tylko ze śmietankowym Almette i dżemem tylko brzoskwiniowym, czasami serek gzik lub owoce z jogurtem maturalnym. KONIEC menu mojego niejadka I tak śniadanie i kolacja

    1. Placuszki z serka mascarpone? Brzmi fajnie, zdradzisz przepis??

    2. Proste, szybkie 😄 i smaczne, dobre sa tez np. z humusem, pasta itp. Smacznego.

  11. U Nas płatki z mlekiem… Jeśli brakuje składnika “bo matka zapomniala o mleku” jest jeden wielki “bigos”… 6:00 rano i mamcia leci po mleko, dziecię musi zjeść. Mówiąc krótko brak mleka, płatków = armagedon

  12. Ryż brązowy z ugotowany i tarkowanym na grubych oczkach jabłkiem + cynamon kardamon i kozieradka.

  13. Owsianka z malinami na mleku

  14. Jajecznica plus odrobina mleka na maśle z ciemnym chlebem z ziarnami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Nauczyciele z podstawówki – tyle zapamiętałam z ich nauk


Z perspektywy czasu, po latach uważam, że wiedza wcale nie była tym czymś najważniejszym, co ze szkoły wyniosłam. Może z liceum tak, ale z podstawówki nie. Nauczyciele z podstawówki nauczyli mnie zupełnie innych rzeczy.

Pierwsza wychowawczyni z klas 1 -3 – nauczyła mnie, że nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość i że są równi i równiejsi.

Pani od polskiego – była miła, niewymagająca i nudna jak flaki z olejem. Zawdzięczam jej jedno – szybko zrozumiałam, że nie chcę być taka, jak ona. I nie jestem!

Pan od matematyki – nauczył mnie, że warto wierzyć w ludzi. Zawsze we mnie wierzył, nawet jak mi nie szło. Przy tym wszystkim nauka trygonometrii to pikuś, zresztą i tak niewiele z niej pamiętam.

Pani od muzyki – owszem, wbiła nam do głowy trochę muzycznej wiedzy i parę piosenek, ale przede wszystkim nauczyła nas radości życia i dystansu do siebie. Uwierzycie, że zawsze chodziła uśmiechnięta?? I na bank nie był to efekt schrzanionej operacji plastycznej, bo o takowych nikt w tamtych czasach nie słyszał.

Pani od chemii – chemii mnie nie nauczyła, za to nauczyła poważnego traktowania obowiązków i nierobienia niczego na odwal się. Jak? Dobrym przykładem oczywiście! Chyba najlepiej przygotowany do lekcji nauczyciel, ze wszystkich, jakich miałam. Poza tym słuchała, co do niej mówimy i naprawdę z nami rozmawiała.

Pani od fizyki – w kółko powtarzała: dobry zwyczaj nie pożyczaj. Paradoksalnie nauczyła mnie empatii, tak jej nie lubiłam, że zawsze robiłam odwrotnie.

Pani od plastyki – jest jednym z niewielu nauczycieli, którym się dziś nie kłaniam. Nauczyła mnie, że między wymaganiem a wymuszaniem jest próżnia kosmiczna. Pokazała też, na czym polega brak szacunku do drugiego człowieka.

Pani od prac ręcznych – nauczyła mnie, czym jest złośliwość. Pewnie dzięki niej potrafię osiągnąć level hard w wyzłośliwianiu się.

Pani od biologii – może nie nauczyła mnie, jak się rozmnaża pantofelek, ale nauczyła mnie, że człowiek człowiekowi powinien być człowiekiem. Staram się jak mogę!

Pani od języka niemieckiego i pan od rosyjskiego pokazali mi, że poza nauką warto się czasem zabawić. To właśnie oni najczęściej zabierali nas na spacery w czasie lekcji.

Pani od historii – jedną swoją decyzją zrobiła krzywdę całej klasie, ale postawiła na rodzinę, bo rodzina jest najważniejsza. I dziś przyznaję jej rację. Historii mnie nie nauczyła.

Pani z szatni – nie była nauczycielką, ale muszę o niej wspomnieć. Zarzuciła mi kłamstwo, które było wynikiem jej zaniedbania, do czego pewnie nie chciała się przyznać. Nauczyła mnie, że na niektórych ludzi nawet splunąć nie warto.

 

Pewnie zauważyliście, że kilku przedmiotów brakuje. No cóż… pozostali nauczyciele nie przekazali mi niczego istotnego. Może to smutne, może to okrutne, ale po ponad dwudziestu latach od opuszczenia podstawówki tak właśnie uważam.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. A ja z podstawówki miło wspominam nauczycieli, lubiłam tam chodzić miałam zgraną świetną klasę, wycieczki rewelacyjne, psikusy, wspólne spedzanie czasu po lekcjach na podwórku to były swietne czasy

  2. Jestem pod wrażeniem tak wnikliwej analizy. Sama chyba nie byłabym w stanie doszukać się tylu charakterystycznych cech/ wartości/ zachowań dla uczących mnie nauczycieli.

    1. Na pewno byś była, daj sobie kwadrans na przemyślenia ;)

  3. Pani od matematyki: “nie ruszaj g……a nie będzie śmierdziało” (kiedy ktoś z nas dyskutował z klasowym pajacem)
    Co się nie najesz to się nie naliżesz (znaczy się trzeba coś mieć w głowie żeby skorzystać podczas spr. ze ściągi)
    “Chamstwo trzeba zwalczać chamstwem”. 3 święte prawdy o życiu ;-) Nauczyciel historii – zawsze dużo gadał ale nigdy na temat. Nauczył mnie że jeśli chcę aby coś było zrobione dobrze to musze zrobić to sama. Do dziś nadrabiam zaległości z historii i czytam Wikipedię na dobranoc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Ramię w ramię, czyli o wyprawie, która zbliża i umacnia


Czy spróbowałaś kiedyś wejść na którykolwiek polski szczyt? Poznać naturę gór i poczuć, co to znaczy “wchodzenie”? Zdecydowanie polecam! A dodatkowo jeśli zrobisz to zimą – przy zachowaniu środków bezpieczeństwa – dodatkowy plus.

Dlaczego właśnie chcę się z Tobą podzielić moją górską historią? Właśnie dlatego, że sama miałam okazję tego doświadczyć – ostatnio “zabrano” mnie z okazji urodzin do Zakopanego. I może nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że nie byłam przygotowana na “wchodzenie”. Zwłaszcza, że w górach leżał śnieg, naprawdę było ślisko, a z Warszawy wyjeżdżałam w bluzie.

Nastawiłam się na totalny chillout a zabrano mnie na górskie zmagania. Jak  wyzwanie to wyzwanie. Ja, która latem za dzieciaka wraz z przewodnikiem na koloniach niczym sarenka zdobywała szczyty polskich gór, teraz tego nie zrobię? Jasne, że zrobię!

Nie ma się czym chwalić, ale… nie miałam:
– rękawiczek,
– czapki,
– zimowej kurtki,
– wysokich butów (chroniących kostki),
– plecaka.

Miałam:
– bluzę do biegania z naciągaczami na dłonie i kapturem,
– przeciwdeszczową kurtkę,
– buty “na przełaj”.

Ale co najważniejsze miałam wsparcie partnera w osiąganiu celu. I uwierz mi, że nie ważne jak by było źle i zatrważająco – wsparcie to coś, co zdecydowanie poprawia skuteczność w dążeniu do punktu docelowego.

Co daje „wspólne wchodzenie”?

Idąc w górę, po kamieniach i nieodśnieżonym szlaku, wsparcie ma duże znaczenie, a co więcej – jeśli idziesz z partnerem, to obserwujesz wasze wspólne zachowania, reakcje. Często przekładają się one na życie codzienne. To jest trochę jak próba partnerska. Sprawdzian.

Raz Ty idziesz przodem, raz partner. Dzielicie się swoim przywództwem we wspólnym życiu. Pojawia się strome podejście. Obawiasz się dalszej drogi. Czekasz na partnera, on łapie Cię za rękę – już wiesz, że zrobicie to razem. W pojedynkę można wiele, ale wspólnie jeszcze więcej.

Partner traci siły. Odwracasz się i uśmiechasz – siły wracają, idziecie dalej. Utrata motywacji? Nie tym razem. Uśmiech partnera jest jak lek na całe zło tego świata. Przewróciłam się kilka razy, podał mi swoją dłoń. Wiesz już, że pomoc jest w zasięgu ręki.

Daliśmy radę, zdobyliśmy szczyt i zeszliśmy cali i zdrowi – wzajemny podziw i satysfakcja  – przybiliśmy sobie “piątkę”! My to team, który podołał zadaniu i nic już nas nie zaskoczy.

Ależ to były miłe odczucia! Trzymać się większość trasy za rękę, podawać wodę, wzajemnie motywować się, utrzymywać jednakowe tempo i mieć chwilę tylko dla siebie, na wspólne rozmowy.

Polecam każdemu spacery górskie we dwoje. Zwróć wówczas uwagę na to, jak zachowujesz się w takich kryzysowych i nieoczekiwanych sytuacjach. To jest świetny sposób na poznanie się.

My daliśmy radę na szóstkę, Ty też dasz.

Autorką wpisu jest Larysa Paula Sobiech.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Włącz myślenie! Nie zabijaj swoich dzieci!!


Głupota ludzka, bezmyślność, pośpiech, brawura, nieostrożność, lenistwo i nieumiejętność oceniania własnych możliwości, to tylko część grzechów głównych popełnianych przez dorosłych, które niemal każdego dnia przyczyniają się do uszczerbku na zdrowiu, trwałego kalectwa lub nawet śmierci dzieci! 

O tragicznym wypadku, w którym czołowo zderzyły się dwa pojazdy i spowodowały śmierć trojga dzieci (6, 9 i 11 lat) trąbiła ostatnio cała Polska. Wiadomość ta była tym bardziej wstrząsająca, ponieważ okazało się, że owe dzieci podróżowały bez fotelików! A jedno z nich nie było nawet zapięte pasami! Jak to możliwe?! Nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że gdyby te maluchy siedziały w odpowiednich fotelikach dziś mogłyby żyć!

Nie chcę nikogo oceniać, nie moja w tym rzecz, ale prawda jest taka, że drażni mnie beztroskie podejście co poniektórych rodziców (i nie tylko), którym się wydaje, że są niezniszczalni. Że pewne zdarzenia losowe ich nie dotyczą. Że bezpieczeństwo owszem jest ważne, ale nie na co dzień i niekoniecznie w aucie.

Wkurza mnie gdy dorosły człowiek najpierw oszczędza na kupnie fotelika – bo przecież one są takie drogie, lepiej więc kupić jakiś tani shit w supermarkecie i zostawić sobie w kieszeni kasę na fajki czy inne przyjemności – a potem tego fotelika nie używa bo mu się nie chce! Przecież tylko kawałek do sklepu jedzie, do szkoły podrzuca, po co od razu bawić się w to jakże żmudne, prawidłowe “montowanie” dziecka w aucie…

A w ogóle to po co fotelik, skoro jest “poddupnik”? Tańszy, mniejszy, lżejszy i łatwiej na to wsiąść, zapiąć też prościej. Same plusy, co nie?
Och jakie to złudne, naiwne i głupie myślenie!

Żeby zrozumieć istotę sprawy i skalę problemu przedstawię wam kilka faktów…

Z badań Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że w fotelikach i innych urządzeniach zabezpieczających przewożonych jest 88% dzieci w Polsce. Najwyższy stopień stosowania tego typu urządzeń zaobserwowano wśród najmłodszych dzieci (0-3 lata) i wynosi 92%. W pozostałych grupach wiekowych spada on do ok. 85-87%.*

Zgodnie z kodeksem ruchu drogowego, dziecko mające mniej niż 150 cm wzrostu musi być przewożone w foteliku lub innym urządzeniu przytrzymującym, zgodnym z masą i wzrostem dziecka oraz właściwymi warunkami określonymi w przepisach Unii Europejskiej lub w regulaminach EKG ONZ.

Wyjątkiem są dwie sytuacje :
1. Gdy dziecku mającemu co najmniej 135 cm wzrostu, ze względu na jego masę ciała, nie jest możliwe zapewnienie odpowiedniego fotelika, wówczas może być ono przewożone na tylnym siedzeniu, zapięte pasami bezpieczeństwa.
2. Na tylnym siedzeniu zamontowane są dwa foteliki i nie ma możliwości zamontowania trzeciego. W tej sytuacji trzecie dziecko, w wieku co najmniej 3 lat może być przewożone na tylnym siedzeniu, na środku, zapięte pasami bezpieczeństwa.**

Miej przy tym świadomość, że 150 cm wzrostu to dolna granica bezpiecznego korzystania z pasów bezpieczeństwa, ponieważ projektowane one są dla osób wyższych.

Jeśli jednak z jakiś względów masz w nosie przepisy posłuchaj jeszcze kilku faktów…

DZIECKO NA KOLANACH

Czy wiesz, że przy najechaniu na przeszkodę z prędkością około 50 km/h, siła bezwładności wyrywa dziecko z ramion opiekuna z impetem odpowiadającym masie 60-krotnie większej od masy uderzeniowej?!

Trzymanie więc dziecka na kolanach opiekuna to wyraz kompletnego braku wyobraźni i rozumu.

https://www.youtube.com/watch?v=P3riUKLHOnI

FOTELIK NA PRZEDNIM SIEDZENIU

Czy wiesz, że otwierająca się poduszka powietrzna, uderzająca w tył fotelika zamontowanego na przednim siedzeniu, ma siłę porównywalną do uderzenia kijem bejsbolowym przez zawodowego gracza? Przeżycie takiego uderzenia graniczy z cudem.

Pamiętaj więc, by nigdy nie ustawiać fotelika dla niemowląt, tyłem do kierunku jazdy, na przednim siedzeniu pasażera, jeśli wyposażone jest ono w aktywną poduszkę powietrzną!

https://www.youtube.com/watch?v=cyigMYs8z2o

FOTELIK KONTRA PODSTAWKA

Podstawka, potocznie nazywana poddupnikiem, nie stanowi żadnego zabezpieczenia dla twojego dziecka! Nie utrzymuje go prawidłowo w momencie uderzenia i/lub gwałtownego hamowania, nie chroni głowy oraz pozostałych części ciała, a źle przebiegające pasy – za wysoko lub za nisko, mogą się przyczynić do podduszenia lub zmiażdżenia narządów wewnętrznych. Uświadom to sobie w końcu!

Z kolei “dobry” fotelik i poprawnie zamontowany, pomaga prawidłowo poprowadzić trzypunktowy pas bezpieczeństwa tak, aby nie uszkodził narządów wewnętrznych dziecka. Zabezpiecza dziecko przed wypadnięciem z pasów, nawet w przypadku dachowania, a także zapewnia ochronę boczną.

Polecam obejrzeć kilka filmików, które ukazują różnice i lepiej niż suche słowa działają na wyobraźnię.

https://www.youtube.com/watch?v=0s6PbhFqa1o

https://www.youtube.com/watch?v=wMCdv6q0EYc

Posłuchaj też co ma do powiedzenia ekspert w tej dziedzinie..

https://www.youtube.com/watch?v=9mkJaiN4lEI

Czy potrzebujesz więcej dowodów na to, że dobry fotelik to podstawa w podróżowaniu z dziećmi?
Czy musi wydarzyć się kolejna tragedia byś to zrozumiał?
Oby tylko nie była to twoja tragedia…

 

*Dane ze statystyk Krajowej Rady Ruchu Drogowego

**Kodeks drogowy Art. 39

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zgadzam się w zupełności z tym że foteliki są ważne i ratują życie szkoda tylko że media piszą informację nie zgodną z prawdą bo dzieci były zapiete i w fotelikach :( one hie żyją ich tata też a chłopiec z drugiego samochodu walczy o życie, tragedia straszna uważam że nie ma co oceniać jesli ktoś poznalby szczegóły ……. :(

    1. Hmmm to ja jakoś nie trafiłam na taką informację, a trochę artykułów o tym poczytałam. Ale myślę, że nie ma co tego roztrząsać – prawdy i tak się nie dowiemy bo media zawsze piszą pod publikę. W każdym razie ja nie chcę nikogo oceniać (o czym już wspomniałam we wpisie), jedyne co, chciałam uczulić tych, którym się wydaje, że przewożenie dzieci bez fotelików i na poddupnikach jest bezpieczne, że wcale tak nie jest.
      Pozdrawiam!

      1. Ja niestety tą sprawę znam bliżej :( jedna z tych rodzin pochodzi z mojego miasta. Ja zrozumiałam twoje przesłanie z którym siezgadzam tylko media powinny pokazywać prawdę a nie wywoływać sensację

  2. Droga mamo,montaz fotalika owszem,jednak nie każdego stać na fotelika dla więcej niz jednego dziecka za połowę swojej pensji…no ale…lepiej wrzucic wszystkich do jednego wora,bo przecież wydaja na fajki..o zgrozo

    1. Po pierwsze, nikt nikomu nie mówi ile ma kosztować fotelik dla jego dziecka.
      Po drugie, podałam PRZYKŁAD (to nie jest wrzucanie wszystkich do jednego wora) z papierosami bo znam osobiście ludzi, którzy nałogowo palą papierosy, a przy tym narzekają, że foteliki są takie drogie i nie stać ich na nie. – tego nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem! Bo uważam, że jeśli kogoś stać na to by wypalać dziennie +/- 10zł, to stać go też na to by taką samą kwotę codziennie odkładać i uzbierać jakąś kwotę, którą przeznaczy się na dziecko, chociażby na fotelik.

    2. To jak kogoś nie stać na ochronę zdrowia i życia dzieci to nie powinien ich mieć więcej niż 1 sztukę…

    3. Foteliki można też kupić używane za 1/3 ceny nowego. Poza tym, gdyby nie było mnie stać na fotelik, nie jeździłbym z dzieckiem samochodem. Brak funduszy nie jest dla mnie żadnym wytłumaczeniem. Każdy ma zawsze jakiś dobry powód lub wymówkę. Równie dobrze można by uznać, że nie stać mnie na buty dla drugiego dziecka, dlatego chodzi boso. Nad pewnymi rzeczami trzeba się zastanowić przed planowaniem drugiego dziecka, a jak już ono jest, to przede wszystkim dbać o jego bezpieczeństwo, a nie liczyć kasę.

      1. Nic dodać, nic ująć! Zgadzam, się w całej rozciągłości!

  3. Taaa ale telefon/tv na raty wypasiony można wziąć, ale na fotelik już szkoda, a są strony, gdzie można go spłacać ratalnie. Cóż, każdy ma swe priorytety, niestety.

  4. gdyby nie dobry fotelik i nieposlusznosc mojej drugiej polowy moja corka nie dozylaby 3 urodzin. facet wjechal w tyl naszego samochodu, mala siedziala z przodu we foteliku. gdyby siedziala z tylu zostala by zmiazdzona, gdyby nie byla we foteliku wyfrunelaby przez przednia szybe. jechali Tylko mnie z pracy odebrac… ktos kto nie sadza dziecka we foteliku jest idiota, debilem, i wszelkie bluznierstwa sie cisna… po prostu nie zalezy mu na zyciu dziecka!

    1. nie lubie wracac myslami do tego. z wypadku byl reportaz. slyszlam nagranie jak moj maz rozmawia z policjantem i prosi o pomoc bo mu auto szwamkuje a nie czuje sie komfortowo, wszyscy szbko jada, godziny szczytu, i nagle slychac huk i krzyk mojej corki… dla mnie to byl film…;( dowiedzialam sie od ratownika co sie stalo, jak odebral tel jak ich z auta wyciagali…,

    2. jak wazny jest fotelik, to nie tylko komfort dla dziecka, to jego zycie…

    3. Aż mnie ciarki przeszły! Obym nigdy nie musiała się przekonywać o dobroci naszych fotelików…..
      P.s. A jak przeszła przez to twoja córeczka? Nie boi się podróżować autem?

    4. naprawde, zachowaj Boze kazda mala istotke od takiej tragedii i kazdego rodzica. zajelo jej ponad rok. byly koszmary i nie chciala wsiasc do samochodu. ja nigdy tego nie wspoiminam. minely trzy lata, do dzis mowi, ze bedzie pania doktor, ale nie wyjasnia dlaczego.

  5. Czasami foteliki mozna ottzymac za darmo albo za grosze lepiej kupic uzywany z testami niz na pokaz sama gabke my mamy dwa foteliki jeden jest caly czas zamontowany w naszym aucie a drugi jest rezerwowy jak np jade z kolezanka i corka na basen czy cos nawet taksowce raz odmowilam z powodu braku fotelika

  6. Troche poza tematem ale może nie do końca.Wczoraj zrobiłem trasę Katowice-Ciechocinek-Katowice,700km ,tam i we wte w strugach deszczu.Końcówka Czestochowa-Katowice po ciemku i dalej padającym deszczu.Gierkówka wyglada tak jak wygląda.Kto jeździ to wie.Zmeczony postanowiłem jechać zgodnie z przepisami a tam ograniczenia do 70 km/h są permanentne.Tirowcy,cysternowcy o samochodach osobowych nie wspominając wyprzedzali mnie wszyscy.Podejrzewam,że w tych osobówkach były dziesiątki dzieci w fotelikach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku