Karmienie 17 października 2016

Kasza w diecie dziecka – prosty przepis na danie 2 w 1, którym nie pogardzi nawet niejadek!

Ciepłe śniadanie na dobry początek dnia lub deser na miłe jego zakończenie. Pożywne, zdrowe i bardzo smaczne. Idealna propozycja dla małych, wybrednych niejadków oraz dla ich rodziców, którzy chcą przemycić swoim pociechom (a przy okazji również sobie!) choć odrobinę witamin i innych wartości odżywczych. 

Kasza jaglana, bo to ona jest bazą tego dania, to jedna z najzdrowszych kasz. Ma w sobie dużo białka, żelaza, miedzi, kwasu foliowego oraz witamin z grupy B i E, a także lecytynę i krzemionkę.

Jest lekkostrawna, nie uczula, nie zawiera glutenu, a więc polecana jest osobom borykającym się z problemem alergii pokarmowej i stosującym dietę bezglutenową. Ponadto reguluje poziom złego cholesterolu, pozytywnie wpływa na pamięć i koncentrację, a także na stan włosów, skóry oraz paznokci. Polecana jest osobom z nadciśnieniem i anemią.

Ze względu na właściwości antywirusowe i zmniejszające stan zapalny błon śluzowych, stanowi lekarstwo na mokry kaszel oraz katar. Skutecznie rozgrzewa, pobudza i wzmacnia organizm, przez co warto ją jeść na śniadanie, szczególnie w okresie jesienno-zimowym.

A teraz do rzeczy!

Kasza jaglana z jabłkiem – przepis.

Składniki (na 2 porcje):

kasza jaglana – 3 łyżki,
jabłka – 2/3 sztuki,
miód,
cynamon,
opcjonalnie:
szczypta soli,
orzechy włoskie.

kasza-jaglana-z-jablkiem

Przygotowanie:

1. Kaszę dokładnie płuczę pod zimną bieżącą wodą i przelewam wrzątkiem.
Nie pomijajcie tego ponieważ źle przygotowana kasza może mieć gorzki posmak i zepsuć wam całe danie.
2. W rondelku zagotowuję mniej więcej 1 szklankę wody, z dodatkiem szczypty soli.
3. Kaszę wrzucam do wrzątku i gotuję na średnim ogniu, około 15 minut.
4. W międzyczasie obieram jabłka ze skórki i kroję w kostkę.
5. Gdy kasza wchłonie całą wodę, dorzucam do niej jabłka i duszę razem przez około 10 minut, co jakiś czas mieszając by kasza nie przywierała do dna. Jeśli jest taka potrzeba dolewam również odrobinkę wody.
6. Pod koniec dodaję łyżeczkę miodu, choć jego ilość zależy od smaku jabłek – czy są bardziej kwaskowate czy słodkie.
7. Całość doprawiam cynamonem. Ewentualnie dla urozmaicenia smaku, dodaję posiekane orzechy włoskie.

Danie jest niezwykle proste, a przy tym bardzo smaczne – mój 5 letni niejadek zajada się nim tak, że aż mu się uszy trzęsą ;-)
Poza tym, kaszę jaglaną, w takiej postaci (bez orzechów) można również śmiało podać niemowlakowi, w 5-6 miesiącu życia

 

kasza-jaglana-z-jablkiem4  

33
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
14 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Anna PyzdraKa RinaSylwia GajdaKasia GórskaPatrycja Gaj Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna Fizia
Gość

Już mi ślinka pociekła… :P

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Nie tylko tobie :)

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Może cały cykl artykułów z przepisami – Jak wspomóc odporność dziecka jesienią?

Ewa Klepczarek
Gość

Wczoraj robiłam akurat kotlety z kaszy gryczanej białej. W sumie robi się jak mielone, ale na pewno potrzebne jest więcej przypraw, jakaś świeża natka, koperek itp i łyżka mąki ziemniaczanej, żeby się masa bardziej związała i kotlety nie rozpadały. No i może jakby dodać trochę mięsa, to nawet mój chłop by nie marudził :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Robiłam kiedyś ale nie chciały mi się skleić,może spróbuję jeszcze raz z dodatkiem mąki ziemniaczanej? :)

Aniela
Gość
Aniela

Podajesz na ciepło czy na zimno?

Basia Chwała
Gość

Ja sie w końcu zebralam i upieklam biszkopty, zniknęły szybciej niż myślałam

Marta Lemańska
Gość

U nas dziś szaleństwo,francuskie ślimaczki

Smi-Nie Alicja
Gość

naleśniki

Patrycja Mucha
Gość

Bez orzechów i bez miodu dla malucha. Ja tam bazuje często na kaszach Nominal. I jajecznica. Czyli nic niestety nie podpowiem oryginalnego

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Kaszek Nominal nie znam, gdzie je znalazłaś?

Patrycja Mucha
Gość

Na necie kupuję. Są super. Eko. I świetna baza, można je podać na słodko, na słono, z jogurtem. Różne rodzaje. Ja kupuję na biomaluch.pl

Anna Pyzdra
Gość

super zdrowe kaszki bez cukru, też polecam Nominal kupisz w eko sklepach lub net

Anna Rogóż
Gość

Właśnie nie dawno kupiłam kasze jaglana i gotowalam po raz pierwszy 8,5 msc synkowi,zjadl z owocami i mu smakowało teraz musze zrobić z Waszego przepisu bo pysznie brzmi! Moze i moja 8latka ktora jest niejadkiem da się namówić

Paulina Rutkowska
Gość

Mini placuszki z samego banana i jajka polane polewą czekoladową lub dżemem

Patrycja Gaj
Gość

O, fajne! Mogę poprosić o przepis ?

Paulina Rutkowska
Gość

Jasne ? widelcem rozgnieść banana w misce dodać jajko i na suchą patelnie male i dość płaskie placuszki uwaga żeby nie spalić szybko się robią można dodać jagody malinę jak już są na patelni do smaku polać czekolada syropem klonowym czy miodem a i banany im bardziej dojrzałe tym lepiej ?

Agnieszka Urbańska
Gość

Omlet. Owsianka. jajecznica

Agnieszka Urbańska
Gość

Parówki ale 100%mięsa

Joanna Blazejewicz
Gość

Sandwich number 1

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ja się przymierzam do zakupu opiekacza właśnie ?

Joanna Blazejewicz
Gość

Ja gdybym nie miała to mój starszy syn by z głodu umarł ?

Patrycja Gaj
Gość

Naleśniki, placuszki z serka mascarpone, kanapki tylko ze śmietankowym Almette i dżemem tylko brzoskwiniowym, czasami serek gzik lub owoce z jogurtem maturalnym. KONIEC menu mojego niejadka I tak śniadanie i kolacja

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Placuszki z serka mascarpone? Brzmi fajnie, zdradzisz przepis??

Patrycja Gaj
Gość

Proste, szybkie ? i smaczne, dobre sa tez np. z humusem, pasta itp. Smacznego.

Patrycja Gaj
Gość
W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Dzięki!

Kasia Górska
Gość

Banany

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Haa! ?

Sylwia Gajda
Gość

U Nas płatki z mlekiem… Jeśli brakuje składnika „bo matka zapomniala o mleku” jest jeden wielki „bigos”… 6:00 rano i mamcia leci po mleko, dziecię musi zjeść. Mówiąc krótko brak mleka, płatków = armagedon

Ka Rina
Gość

Ryż brązowy z ugotowany i tarkowanym na grubych oczkach jabłkiem + cynamon kardamon i kozieradka.

Ka Rina
Gość

Owsianka z malinami na mleku

Ka Rina
Gość

Jajecznica plus odrobina mleka na maśle z ciemnym chlebem z ziarnami

Emocje 14 października 2016

Nauczyciele z podstawówki – tyle zapamiętałam z ich nauk

Z perspektywy czasu, po latach uważam, że wiedza wcale nie była tym czymś najważniejszym, co ze szkoły wyniosłam. Może z liceum tak, ale z podstawówki nie. Nauczyciele z podstawówki nauczyli mnie zupełnie innych rzeczy.

Pierwsza wychowawczyni z klas 1 -3 – nauczyła mnie, że nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość i że są równi i równiejsi.

Pani od polskiego – była miła, niewymagająca i nudna jak flaki z olejem. Zawdzięczam jej jedno – szybko zrozumiałam, że nie chcę być taka, jak ona. I nie jestem!

Pan od matematyki – nauczył mnie, że warto wierzyć w ludzi. Zawsze we mnie wierzył, nawet jak mi nie szło. Przy tym wszystkim nauka trygonometrii to pikuś, zresztą i tak niewiele z niej pamiętam.

Pani od muzyki – owszem, wbiła nam do głowy trochę muzycznej wiedzy i parę piosenek, ale przede wszystkim nauczyła nas radości życia i dystansu do siebie. Uwierzycie, że zawsze chodziła uśmiechnięta?? I na bank nie był to efekt schrzanionej operacji plastycznej, bo o takowych nikt w tamtych czasach nie słyszał.

Pani od chemii – chemii mnie nie nauczyła, za to nauczyła poważnego traktowania obowiązków i nierobienia niczego na odwal się. Jak? Dobrym przykładem oczywiście! Chyba najlepiej przygotowany do lekcji nauczyciel, ze wszystkich, jakich miałam. Poza tym słuchała, co do niej mówimy i naprawdę z nami rozmawiała.

Pani od fizyki – w kółko powtarzała: dobry zwyczaj nie pożyczaj. Paradoksalnie nauczyła mnie empatii, tak jej nie lubiłam, że zawsze robiłam odwrotnie.

Pani od plastyki – jest jednym z niewielu nauczycieli, którym się dziś nie kłaniam. Nauczyła mnie, że między wymaganiem a wymuszaniem jest próżnia kosmiczna. Pokazała też, na czym polega brak szacunku do drugiego człowieka.

Pani od prac ręcznych – nauczyła mnie, czym jest złośliwość. Pewnie dzięki niej potrafię osiągnąć level hard w wyzłośliwianiu się.

Pani od biologii – może nie nauczyła mnie, jak się rozmnaża pantofelek, ale nauczyła mnie, że człowiek człowiekowi powinien być człowiekiem. Staram się jak mogę!

Pani od języka niemieckiego i pan od rosyjskiego pokazali mi, że poza nauką warto się czasem zabawić. To właśnie oni najczęściej zabierali nas na spacery w czasie lekcji.

Pani od historii – jedną swoją decyzją zrobiła krzywdę całej klasie, ale postawiła na rodzinę, bo rodzina jest najważniejsza. I dziś przyznaję jej rację. Historii mnie nie nauczyła.

Pani z szatni – nie była nauczycielką, ale muszę o niej wspomnieć. Zarzuciła mi kłamstwo, które było wynikiem jej zaniedbania, do czego pewnie nie chciała się przyznać. Nauczyła mnie, że na niektórych ludzi nawet splunąć nie warto.

 

Pewnie zauważyliście, że kilku przedmiotów brakuje. No cóż… pozostali nauczyciele nie przekazali mi niczego istotnego. Może to smutne, może to okrutne, ale po ponad dwudziestu latach od opuszczenia podstawówki tak właśnie uważam.

 

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milena Kamińska
Gość

A ja z podstawówki miło wspominam nauczycieli, lubiłam tam chodzić miałam zgraną świetną klasę, wycieczki rewelacyjne, psikusy, wspólne spedzanie czasu po lekcjach na podwórku to były swietne czasy

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Jestem pod wrażeniem tak wnikliwej analizy. Sama chyba nie byłabym w stanie doszukać się tylu charakterystycznych cech/ wartości/ zachowań dla uczących mnie nauczycieli.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Na pewno byś była, daj sobie kwadrans na przemyślenia ;)

Aneta Błąd
Gość

Pani od matematyki: „nie ruszaj g……a nie będzie śmierdziało” (kiedy ktoś z nas dyskutował z klasowym pajacem)
Co się nie najesz to się nie naliżesz (znaczy się trzeba coś mieć w głowie żeby skorzystać podczas spr. ze ściągi)
„Chamstwo trzeba zwalczać chamstwem”. 3 święte prawdy o życiu ;-) Nauczyciel historii – zawsze dużo gadał ale nigdy na temat. Nauczył mnie że jeśli chcę aby coś było zrobione dobrze to musze zrobić to sama. Do dziś nadrabiam zaległości z historii i czytam Wikipedię na dobranoc.

Związek 13 października 2016

Ramię w ramię, czyli o wyprawie, która zbliża i umacnia

Czy spróbowałaś kiedyś wejść na którykolwiek polski szczyt? Poznać naturę gór i poczuć, co to znaczy „wchodzenie”? Zdecydowanie polecam! A dodatkowo jeśli zrobisz to zimą – przy zachowaniu środków bezpieczeństwa – dodatkowy plus.

Dlaczego właśnie chcę się z Tobą podzielić moją górską historią? Właśnie dlatego, że sama miałam okazję tego doświadczyć – ostatnio „zabrano” mnie z okazji urodzin do Zakopanego. I może nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że nie byłam przygotowana na „wchodzenie”. Zwłaszcza, że w górach leżał śnieg, naprawdę było ślisko, a z Warszawy wyjeżdżałam w bluzie.

Nastawiłam się na totalny chillout a zabrano mnie na górskie zmagania. Jak  wyzwanie to wyzwanie. Ja, która latem za dzieciaka wraz z przewodnikiem na koloniach niczym sarenka zdobywała szczyty polskich gór, teraz tego nie zrobię? Jasne, że zrobię!

Nie ma się czym chwalić, ale… nie miałam:
– rękawiczek,
– czapki,
– zimowej kurtki,
– wysokich butów (chroniących kostki),
– plecaka.

Miałam:
– bluzę do biegania z naciągaczami na dłonie i kapturem,
– przeciwdeszczową kurtkę,
– buty „na przełaj”.

Ale co najważniejsze miałam wsparcie partnera w osiąganiu celu. I uwierz mi, że nie ważne jak by było źle i zatrważająco – wsparcie to coś, co zdecydowanie poprawia skuteczność w dążeniu do punktu docelowego.

Co daje „wspólne wchodzenie”?

Idąc w górę, po kamieniach i nieodśnieżonym szlaku, wsparcie ma duże znaczenie, a co więcej – jeśli idziesz z partnerem, to obserwujesz wasze wspólne zachowania, reakcje. Często przekładają się one na życie codzienne. To jest trochę jak próba partnerska. Sprawdzian.

Raz Ty idziesz przodem, raz partner. Dzielicie się swoim przywództwem we wspólnym życiu. Pojawia się strome podejście. Obawiasz się dalszej drogi. Czekasz na partnera, on łapie Cię za rękę – już wiesz, że zrobicie to razem. W pojedynkę można wiele, ale wspólnie jeszcze więcej.

Partner traci siły. Odwracasz się i uśmiechasz – siły wracają, idziecie dalej. Utrata motywacji? Nie tym razem. Uśmiech partnera jest jak lek na całe zło tego świata. Przewróciłam się kilka razy, podał mi swoją dłoń. Wiesz już, że pomoc jest w zasięgu ręki.

Daliśmy radę, zdobyliśmy szczyt i zeszliśmy cali i zdrowi – wzajemny podziw i satysfakcja  – przybiliśmy sobie „piątkę”! My to team, który podołał zadaniu i nic już nas nie zaskoczy.

Ależ to były miłe odczucia! Trzymać się większość trasy za rękę, podawać wodę, wzajemnie motywować się, utrzymywać jednakowe tempo i mieć chwilę tylko dla siebie, na wspólne rozmowy.

Polecam każdemu spacery górskie we dwoje. Zwróć wówczas uwagę na to, jak zachowujesz się w takich kryzysowych i nieoczekiwanych sytuacjach. To jest świetny sposób na poznanie się.

My daliśmy radę na szóstkę, Ty też dasz.

Autorką wpisu jest Larysa Paula Sobiech.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close