3 godziny temu

Awaria małżeńska – Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz

Tytuł: Awaria małżeńska
Autorki: Magdalena Witkiewicz, Natasza Socha
Oprawa: miękka
Liczba stron: 334
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Wiosna działa na mnie jakoś dziwnie. Przyroda budzi się do życia, a ja szukam okazji do śmiechu. Tak mi się wydaje, bo ostatnio połykam książki komediowe. Awaria małżeńska to pierwsza z czterech, spodziewajcie się kolejnych „śmiesznych recenzji”.

O czym jest Awaria małżeńska?

Życie potrafi być nieprzewidywalne. Przekonały się o tym Justyna i Emilia, uczestniczki i zarazem ofiary wypadku drogowego. Wypadek sam w sobie też był nieco abstrakcyjny – ot, kierowca autobusu zrobił niebezpieczny manewr, żeby nie przejechać kota. Zamysł sam w sobie słuszny, wykonanie natomiast… no powiedzmy, że pozostawiło nieco do życzenia. W efekcie obie poturbowane panie trafiły do szpitala – jedna z uszkodzonym barkiem, druga złamaną nogą. Przez przypadek trafiły nie tylko do jednego szpitala, ale nawet na tę samą salę. Z czego zresztą żadna nie była zadowolona. To znaczy nie z towarzystwa, bo to akurat obie doceniły, ale z faktu, że utknęły w szpitalu. No bo co będzie z domami i dziećmi?

Obie bohaterki miały mężów, a jakże. Co prawda Emilia swojego wyrzuciła właśnie z domu, ale w obliczu kryzysu powinien wrócić i zająć się potomstwem. Sęk jednak w tym, że jak zwykle nie można się było do niego dodzwonić. Sebastian bowiem telefony odbierał z rzadka, częściej dbając o swój dobrostan i synapsy.
Mateusz – mąż Justyny, co prawda z domu wyrzucony nie został, za to w obliczu katastrofy zgłupiał do tego stopnia, że… spakował do szpitala wszystko to, co według znalezionej w internecie listy jest potrzebne kobiecie na wakacjach. Bo szpital to prawie jak wakacje, prawda?

Później było tylko gorzej, bo zbliżał się koniec wakacji i trzeba było dzieci wyprawić do szkoły. A kupowanie wyprawki, szykowanie codziennych ubrań, BUDZENIE opornych przedszkolaków i szkolniaków to wyzwania, które niejednego ojca przyprawiają o stan przedzawałowy. Niejedną matkę też, ale one się do tego nie przyznają.

Jak doszło do tego, że obaj panowie zatrudnili do pomocy hmm… panią lekkich obyczajów? Tego chyba nawet oni sami nie wiedzą. Trzeba jednak przyznać, że Dżesika naprawdę stanęła na wysokości zadania. Panowie w sumie też. Przynajmniej do pewnego stopnia.

Jak się czyta Awarię małżeńską?

No co mam powiedzieć? Obśmiałam się jak norka i tyle. To historia tak samo śmieszna, jak i nieprawdopodobna. Bo owszem, wypadek jestem w stanie sobie wyobrazić, złamanie nogi tudzież barku też. Nawet zamawianie manikiurzystki do szpitala, bo niby czemu nie. To, że tatusiowie JAKOŚ sobie poradzą, też jest do przyjęcia. Ale w to, że tatusiowie, którzy do tej pory z ledwością ogarniali, ile mają dzieci i w których klasach, nagle stają się specjalistami od domowej logistyki i sprawiają, że dzieci DOBROWOLNIE o ustalonej godzinie samodzielnie się kąpią i idą spać bez przypominania, to nie uwierzę. Dobrze wiem, jak to wygląda, też byłam w szpitalu.

Ale umówmy się, nie każda książka musi być realistyczna. Ta chyba od początku miała być przede wszystkim śmieszna, a przy okazji pokrzepiająca i ten zamysł jak najbardziej Autorkom wyszedł. Natasza Socha i Magdalena Witkiewicz zrobiły kawał dobrej roboty. Mogłyby tak częściej.

Awaria małżeńska – recenzja subiektywna

Długość – no bez szału, bo zaledwie 334 strony. Niby książce to nie szkodzi, ale mnie tak. Jak coś jest tak dobre, to nie powinno się tak szybko kończyć! Zdecydowanie życzę sobie, żeby następne dzieło obu Pań było dłuższe. W końcu dwie Autorki, to i książka powinna być podwójna, nie?

Humor – o tak, obecny chyba na każdej stronie, łzy mi ciekły przy czytaniu. To jest bardzo humorystyczna literatura, która wyrwie z marazmu każdego.

Trupy – hmm…. To nie jest kryminał i raczej ich tam nie ma, chyba że policzymy taką jedną ofiarę… Ale to już sobie sami ustalcie.

Widoczność liter – żadna. Jestem gotowa się upierać, że tam nie ma liter, a książka jest tak naprawdę filmem. Jak się odwraca kolejne strony, to pojawiają się poszczególne sceny. Swoją drogą, to ja bym bardzo chętnie zobaczyła ekranizację.

Bierzcie i czytajcie, jeśli jesteście spragnieni rozrywki w czystej postaci.

Dla kogo jest Awaria małżeńska?

Dla wszystkich, którzy potrzebują resetu i solidnej dawki śmiechu. To dobra książka do zabrania w podróż, o ile nie będzie Wam przeszkadzał wzrok innych podróżnych. Bo na bank będą się patrzeć i zastanawiać, co skłania Was do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Na mnie też się pewnie patrzyli, ale ja przywykłam.

 

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close