Basior – Piotr Kościelny
Gdybym miała wybrać jednego autora, który ewidentnie nie lubi swoich bohaterów, byłby to nie kto inny, tylko Piotr Kościelny. I wiecie co? Nie mam pretensji, bo dzięki temu w książce może się wydarzyć absolutnie wszystko. Nie wszystko mi się podoba, to jasne, bo ja tam akurat postaci wykreowane przez Autora lubię, ale ta całkowita nieprzewidywalność naprawdę ma swój smaczek. Nie inaczej było w przypadku Basiora.
O czym jest Basior?
Basior to ósmy tom serii z komisarzem Grzegorzem Sikorą i gdybym miała uczciwie napisać, o czym jest, to obawiam się, że szybciej mój laptop popełniłby samobójstwo. Słowo honoru, nie dam rady przypomnieć sobie wszystkich opisanych spraw, bo było ich mnóstwo i tu po raz kolejny należą się Autorowi brawa za wiarygodność. Dokładnie tak sobie wyobrażam policyjną robotę – przestępcy raczej nie czekają, aż policja będzie miała moce przerobowe, żeby ich ścigać.
Na szczęście (albo i nie) łatwo w tym gąszczu wyłuskać główny motyw – wykorzystywanie seksualne dzieci. I tu mam naprawdę niemały problem, bo jako iż kręcę się trochę po internecie, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że opisane wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości. Nie chcę za mocno wchodzić w szczegóły, bo spojlerowanie to zło, ale bardzo się boję, że ta książka nie jest do końca fikcją, chociaż Piotr Kościelny zrobił wszystko, by na taką wyglądała.
Zainteresowanym mogę zdradzić, że w tym tomie jest trochę więcej prywatnego życia Sikory i Bieleckiego. Trochę, bo bez przesady – praca na pierwszym miejscu.
Jak się czyta Basiora?
Basior to książka bardzo dynamiczna. Krótkie rozdziały, mnogość dialogów i stale zmieniających się wydarzeń każe przewracać kartki niemal niezauważalnie. W rezultacie czyta się tak szybko, że koniec nieco zaskakuje. No bo jak to, to już ostatnia strona?! I co dalej?! Bo jak to u Piotra Kościelnego – jakieś dalej na pewno będzie, zakończenie wyraźnie na to wskazuje, zresztą Autor osobiście na targach potwierdził, że będzie dziewiąty tom. Wspomniał też o planach fabuły, ale tego nie zdradzę Wam nawet na torturach!
Muszę natomiast wspomnieć o swego rodzaju przebodźcowaniu, jaki wywołał we mnie Basior. Spraw, problemów zawodowych i prywatnych, kłopotów natury emocjonalnej itp. w pewnym momencie było tak dużo, że zwyczajnie mnie przytłoczyły. Poczułam coś na kształt buntu, złości, chęci protestu, ale zaraz potem dotarło do mnie, że owszem, mogę sobie tupnąć nóżką, tylko niestety najpewniej tak wygląda prawdziwe życie na komisariacie. I muszę Autora pochwalić za umiejętność przedstawienia tego tak, że nawet czytelnik czuje zmęczenie i przeciążenie. Bo raczej nikt mi nie wmówi, że prawdziwi policjanci byli na 13. posterunku 😛
Basior – recenzja subiektywna
Długość – no bez szału, bo tylko 292 strony. Co prawda Piotr Kościelny próbował mnie przekonać, że to nie jest krótka książka, tylko tak wydana (mała czcionka, wąski margines), ale… tempo czytania wskazuje na to, że jednak jest krótka. Nie obraziłabym się za więcej.
Trupy – no to wiadomo i nawet nie będę tego nazywać spojlerem – nie wydaje mi się, żeby Piotr Kościelny napisał książkę, w której nikt nie zginął.
Humor – taki trochę obcesowy, ale obecny. Uśmiechnęłam się więcej niż raz.
Widoczność liter – żadna, co tym razem wcale mnie nie ucieszyło. Niektórych rzeczy po prostu nie chce się widzieć, a ja widziałam wszystko.
Czy to jest dobra książka? Tak, jest bardzo dobra. Ale trzeba mieć siłę, żeby ją udźwignąć. Nie dla początkujących czytelników kryminałów, tu trzeba mieć trochę otrzaskania się z bezwzględnym realizmem opisywanych zdarzeń. Bo nawet jeśli są wymyślone, to równie dobrze mogły być prawdziwe. A to już boli.
Dla kogo jest Basior?
Ósmy tom serii na pewno nie jest propozycją dla osób, które nigdy z Sikorą i Bieleckim nie miały do czynienia. To po prostu nie ma prawa się udać. Każda kolejna część jest kontynuacją poprzedniej i to nie tylko w wątkach osobistych, ale też kryminalnych. Nie wróżę sukcesu nikomu, kto od tego momentu zacznie. A kto już zna Grześka i Michała, na pewno i po tę pozycję sięgnie, raczej nie muszę namawiać. Ale jakby co – naprawdę warto. Nie mam przekonania, czy to pozycja dla młodzieży. Na pewno nie dla każdego licealisty.
