13 godzin temu

Bea i Basse – Sabine Lemire

Tytuł: Bea i Basse – zetnij mi włosy, Bea i Basse – muszę siku, Bea i basse – kto jest większy?
Autor: Sabine Lemire
Ilustracje: Signe Kjær
Liczba stron: 26
Okładka: twarda
Wydawnictwo: Dwie Siostry

Bea i Basse – duńska seria dla przedszkolaków, która trafiła u nas w dziesiątkę (recenzja trzech części)

Są książki, które czyta się dziecku, i takie, które czyta się trochę też sobie – po cichu, z uśmiechem, który dziecko widzi, ale nie do końca rozumie. Seria o Bei i Basse należy u mnie do tej drugiej kategorii. I zaraz Wam wyjaśnię dlaczego.

Bea i Basse to bliźniaki w wieku przedszkolnym, bohaterowie nowej duńskiej serii autorstwa Sabine Lemire z ilustracjami Signe Kjær – duetu, który stworzył bestsellerową serię o Molly. Tym razem autorki piszą dla najmłodszych: krótkie historie o codziennych dziecięcych sprawach. Bez wielkich przygód, bez magii i smoków – za to z mnóstwem prawdy o tym, jak naprawdę wygląda świat widziany z wysokości metra dziesięć.

Muszę się Wam do czegoś przyznać: sama mam brata bliźniaka. Czytając te książeczki mojemu dziecku, co chwilę wracały do mnie wspomnienia z dzieciństwa – te dobre, pachnące wspólnymi psotami i sekretami, o których rodzice do dziś nie wiedzą wszystkiego. Bliźniacza dynamika – jedno wpada na pomysł, drugie bez wahania go podchwytuje, a odpowiedzialność jakby dzieli się na pół – jest tu oddana perfekcyjnie. Kto miał bliźniaka, ten wie: we dwoje każda głupota wydaje się dwa razy lepszym pomysłem. Dlatego czytałam tę serię z podwójną przyjemnością – raz jako mama, raz jako mała bliźniaczka, która też kiedyś kombinowała, co by tu jeszcze zmalować.

„Zetnij mi włosy” – czyli nożyczki są fajniejsze niż kredki

Bea nie ma ochoty rysować. Sięga po nożyczki i zaczyna ciąć papier, a Basse oczywiście chętnie dołącza do zabawy. Gdy kartki się kończą, rodzeństwo rusza na poszukiwania: papier toaletowy się nie nadaje, sukienka też nie za bardzo… aż wreszcie Bea wpada na „genialny” pomysł – niech Basse obetnie jej włosy! Rach-ciach i nowa fryzura gotowa. Tylko co na to powie mama? U nas ta część wywołała najwięcej śmiechu – i długą wieczorną rozmowę o tym, co można ciąć, a czego zdecydowanie nie. Podejrzewam, że nożyczki będą teraz u nas pod specjalnym nadzorem.

Bea i Basse

Fot. Archiwum własne

„Kto jest większy?” – czyli odwieczny bliźniaczy spór

Ta część trafiła we mnie najmocniej – i chyba już wiecie dlaczego. Bea twierdzi, że jest większa, bo w końcu urodziła się pierwsza! Basse ma łzy w oczach: przecież wcale nie jest mały – potrafi więcej zjeść i nie boi się pająków. Kto miał bliźniaka, ten wie, że spór o to, kto jest starszy „o te pięć minut”, potrafi ciągnąć się latami. Czytałam i uśmiechałam się pod nosem, bo u nas w domu ta dyskusja też wracała jak bumerang – i nie zdradzę Wam, kto ją zwykle wygrywał. To mądra, czuła opowieść o rywalizacji rodzeństwa i o tym, że każdy jest w czymś „większy” – trzeba tylko pomóc dziecku to zobaczyć.

Bea i Basse

Fot. Archiwum własne

„Muszę siku!” – czyli wpadki się zdarzają

Basse rzuca się poduszkami z kolegami i w ferworze zabawy zapomina pójść do łazienki. Jedna poduszka trafia go prosto w brzuch i… spodnie robią się mokre. Basse najchętniej zapadłby się pod ziemię, ale okazuje się, że koledzy też mają za sobą podobne wpadki – a pani w przedszkolu dokładnie wie, co robić. To chyba najbardziej „terapeutyczna” część serii: z ogromną delikatnością oswaja temat, który dla wielu maluchów bywa źródłem prawdziwego wstydu, i robi to bez cienia oceniania. Po tej lekturze dziecko wie jedno: wpadki się zdarzają każdemu i zawsze jest ktoś, kto pomoże. Dla dzieci na etapie adaptacji przedszkolnej – czyste złoto.

 

 

Co łączy wszystkie trzy części?

Przede wszystkim prostota – w najlepszym, przemyślanym wydaniu. Język jest przystępny, zdania krótkie, historia klarowna. Przedszkolak nadąża bez trudu, a lektura zajmuje w sam raz tyle, ile trzeba przed snem – nawet wtedy, gdy rodzic ledwo trzyma się na nogach. Ilustracje to osobna przyjemność: bardzo ładne, utrzymane w charakterystycznym duńskim stylu, oszczędne, ale pełne wyrazu, z ciepłym humorem ukrytym w detalach. Sama para bliźniąt jest przedstawiona naprawdę ciekawie – to nie są wygładzone, grzeczne dzieci z obrazka, tylko prawdziwe przedszkolaki z krwi i kości, z rozczochranymi pomysłami i wielkimi emocjami. I to, co cenię najbardziej: zero moralizowania. Żadna z tych historii nie kończy się pogadanką. Obcięte włosy, przegrana kłótnia czy mokre spodnie to po prostu życie,  a książki zostawiają przestrzeń na rozmowę z własnym dzieckiem, zamiast wygłaszać morały za rodzica. Skandynawska literatura dziecięca ma tę cudowną cechę, że traktuje dzieci poważnie: ich pomysły, emocje i wpadki nie są wyśmiewane, tylko pokazywane z czułością. A dziecko, które czuje się rozumiane – nawet przez bohaterów książki – łatwiej rozumie samo siebie.

Fot. Archiwum własne

Trzy krótkie, ciepłe, zabawne historie o sprawach, które zna każdy przedszkolak i każdy rodzic. Takie książki zostają z człowiekiem na dłużej: nie dlatego, że są spektakularne, tylko dlatego, że są prawdziwe. Jeśli macie w domu dziecko w wieku 2-5 lat (albo bliźniaki – wtedy tym bardziej!), Bea i Basse po prostu muszą trafić na Waszą półkę. My czekamy na kolejne części – a ja przy okazji obiecałam sobie, że zadzwonię do brata. Tak po prostu, po bliźniaczemu.

Recenzja powstała dzięki współpracy z wydawnictwem Dwie Siostry

 

Przeczytaj także inne recenzje książek Wydawnictwa Dwie Siostry

 

Którędy do Yellowstone? Dzika podróż po parkach narodowych – Aleksandra Mizielińska i Daniel Mizieliński

Oceanarium. Muzeum Oceanu – Loveday Trinick

Dwa dla mnie, jeden dla ciebie -Jörg Mühle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close