4 godziny temu

Cymanowski Młyn – Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda

Tytuł: Cymanowski Młyn
Autorzy: Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda
Oprawa: miękka
Liczba stron: 399
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Mój sposób wybierania książek do recenzji jest co najmniej niezwykły. Stefana Dardy nie czytałam nic, Magdaleny Witkiewicz jedną książkę napisaną do spółki z Alkiem Rogozińskim, czyli tak naprawdę nie wiedziałam, czego tym razem mogę się spodziewać. I chyba właśnie dlatego trafiłam idealnie. Bez oczekiwań za to z nadzieją, że będzie dobrze. I było!

O czym jest Cymanowski Młyn?

Jak wszystkie smakowite historie tak i ta zaczyna się całkiem niewinnie. Monika i Maciej są małżeństwem na krawędzi. Przechodzą poważny kryzys i koniec związku w zasadzie jest przesądzony. Może i doszłoby do rozwodu, gdyby jakaś dobra wróżka nie wrzuciła im do skrzynki na listy vouchera na dwutygodniowy pobyt w Cymanowskim Młynie – pensjonacie na Kaszubach, gdzie co prawda jest malowniczo i idyllicznie, za to zasięgu nie ma wcale. Taki detoks ma być okazją do odnalezienia siebie na nowo, a staje się zarzewiem całkiem niezłej kłótni. Bo oto po kilku dniach pobytu Maciej oświadcza, że musi wracać do Warszawy i mętnie tłumaczy to sprawami zawodowymi. Powiedzieć, że Monika jest wściekła, to nic nie powiedzieć. Huragan uczuć, który się przez nią przetoczy, rzuci ją w ramiona syna gospodarza, który dziwnym trafem… nie no, aż tak nie mogę, wybaczcie 😉

Szybko okazuje się, że w Cymanowie każdy ma jakieś tajemnice i to takie, których za nic nie chce ujawnić. A jak się czegoś nie chce ujawnić, to robi się wszystko, by do tego nie doszło. Czyli wszystkie chwyty dozwolone. Nawet te niedozwolone. W sumie przede wszystkim te. A wszystko to w pięknych, kaszubskich okolicznościach przyrody. Jest las, jest jezioro, bagno też jest. I ta jedna górka, na której jest zasięg, bo poza tym, to nie ma go nigdzie. Ot, taka współczesna wirtualna budka telefoniczna.

Jak się czyta Cymanowski Młyn?

Cymanowski Młyn to chyba jedna z niewielu książek, która jest czystej postaci thrillerem, bez domieszki kryminału i sensacji. Okładka głosi wręcz, że połączenia thrillera i powieści obyczajowej. W pełni się zgadzam, z tym że thrillera jest więcej. I pewnie dlatego tak mi się podobała. Lubię pozycje, w których historia robi fikołka i pokazuje mi środkowy palec. Tu zaskakuje absolutnie wszystko, a zakończenie wydaje się nieco kpić z czytelników. Albo obiecywać ciąg dalszy.

Zaczyna się całkiem zwyczajnie, ale im dalej w las, tym włoski na karku podnoszą się szybciej. W pewnym momencie robi się mrocznie, niebezpiecznie i jakoś tak, że oddech automatycznie przyspiesza. W efekcie czytelnik dostaje książkę, która potrafi napędzić niezłego stracha, a odłożyć się nie pozwala.

Fantazji autorom odmówić nie mogę. Cymanowski Młyn nie dzieje się tu i teraz. On odsłania powoli tajemnice, które mają kilkadziesiąt lat i nadal są niebezpieczne. Dodatek zjawisk paranormalnych wyjątkowo mnie nie zdenerwował. Ogólnie ich nie lubię, bo to – w moim odczuciu – chodzenie na skróty. Jak nie ma na kogo zrzucić winy albo jak powiązać faktów, to zawsze można wprowadzić na scenę jakiegoś ducha, prawda? W wielu książkach się z tym spotkałam i jakoś mnie to mierzi. Tym razem jednak autorzy zrobili to z naprawdę mistrzowskim wyczuciem i może dlatego, gdybym chciała napisać, co właściwie zrobili, to bym nie umiała. Bo to nie był duch, ale całkiem człowiek to chyba też nie… Doczytajcie sobie, jak ustalicie sedno, to dajcie mi znać.

Cymanowski Młyn – recenzja subiektywna

Długość – no powiem Wam, że do ideału zabrakło całej jednej strony, co poczytałam sobie za dowcip. No ale te 399 stron to całkiem w porządku ilość.

Humor – jak jest Magdalena Witkiewicz to i humoru nie może brakować, aczkolwiek to nie jest śmieszna książka. Jednak są okazje, żeby się uśmiechnąć.

Trupy – no i tu mam problem, bo niby nikt nie ginie, ale… to jest bardzo dobra książka.

Widoczność liter – absolutnie żadna i to od samego początku. Przeniosło mnie na Kaszuby w mgnieniu oka.

Bierzcie i czytajcie wszyscy, którzy spragnieni jesteście dobrej literatury z pogranicza strefy mroku. Mocna rzecz ten Cymanowski Młyn.

Dla kogo jest Cymanowski Młyn?

Cymanowski Młyn to ciepła, chociaż chwilami straszna historia, która może oczarować zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Tak, mimo sporej dawki przemocy, jest na swój sposób czarująca, przynajmniej w moim odczuciu. Dla fanów thrillerów powinna być pozycją obowiązkową. Młodzieży dałabym bez oporów. Nawet tej młodszej, takiej powiedzmy z siódmej, ósmej klasy podstawówki.

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close