2 minuty temu

Czerwono mi – Alek Rogoziński

Tytuł: Czerwono mi
Autor: Alek Rogoziński
Oprawa: miękka
Liczba stron: 318
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Jakieś zaćmienie umysłowe sprawiło, że podróż pociągiem z Władysławowa do Gdyni postanowiłam sobie umilić czytaniem nowej (a właściwie wznowionej) książki Alka Rogozińskiego Czerwono mi. Nie dość, że śmiałam się jak głupia, to jeszcze łzy mi z oczu ciekły i w efekcie wysiadłam na właściwiej stacji tylko dlatego, że była ostatnia. Nie wiem, co myśleli o mnie inni pasażerowie, ale liczę na to, że moje wybuchy śmiechu uznali za rozrywkę i miły przerywnik monotonnego płaczu niemowlaka. Mój mąż natomiast miał minę, jakby się zastanawiał, czy da się mnie ubezwłasnowolnić, czy lepiej od razu wepchnąć pod pociąg przy wysiadaniu. Uważajcie z tym czytaniem w miejscach publicznych, dobrze Wam radzę!

O czym jest Czerwono mi?

Róża Krull (tęskniliście tak samo mocno, jak ja?) dostaje zaproszenie na opolski festiwal piosenki, czy jak tam się on oficjalnie zwie. Ale nie jako widz, tylko do jury. Na muzyce zna się słabo, śpiewać nie umie, ale co tam – ma być oryginalnie, ciekawie i nowatorsko, więc połowa jury to celebryci. Wśród nich jest też Krzysztof Darski i właściwie tyle powinno wystarczyć jako rekomendacja dla książki. Bo tam, gdzie są Róża i Krzysztof nigdy nie jest nudno.

Teoretycznie ma być zwyczajnie – piosenkarze śpiewają, jury ocenia, wygrywa najlepszy. Ale tam, gdzie nagrodą są duże pieniądze, do głosu dochodzą najniższe instynkty. Wykosić konkurencję? A niby czemu nie? Zabić kogoś? Próbujmy, może się uda.
Jako pierwsza na cel zostaje wzięta Klaudia Hutniak, ale dzikim fartem udaje jej się uniknąć nieszczęścia, rykoszetem odbijając je w stronę producenta muzycznego. To zaledwie preludium do tego, co będzie się działo w kolejnych dniach. Powiem tylko, że przed samym festiwalem pojawią się wątpliwości, czy w ogóle będzie miał kto wystąpić.

Śledztwo teoretycznie powinno być proste i szybkie, w końcu Róża i Krzysztof to duet niezawodny. Tymczasem okazuje się, że historia ma drugie i trzecie dno, trzeba pokopać w przeszłości, a potem jeszcze zmierzyć się z układami i układzikami. Dzieje się, naprawdę się dzieje.

Jak się czyta Czerwono mi?

Jak napisałam wyżej – jest tak śmiesznie, że trzeba znaleźć bezpieczny kącik do czytania. A czyta się szybko, bo ciekawość goni, by sprawdzić, kto i dlaczego ma tak oryginalne pomysły, żeby mordować artystów, wszak oni z reguły są nieszkodliwi. Jeśli cokolwiek mnie zaskoczyło, to Krzysio Darski, który traktował Różę zaskakująco dobrze. Przywykłam, że raczej ma chęć ją dusić, niż chwalić.

Nie wiem, ile realizmu jest w tej książce (i mam tu na myśli raczej sprawy zakulisowe niż morderstwa), ale nieznajomość festiwalowych technikaliów w niczym mi nie przeszkadzała. Czerwono mi to idealna pozycja na urlop – lekka, łatwa, przyjemna i na swój sposób rozkoszna. Bez filozofowania i objawionych prawd o życiu, za to z przymrużeniem oka, olbrzymim poczuciem humoru i ciętym językiem. Kto zna Alka, ten rozumie. Kto nie zna, niech się nie przyznaje, bo mu ręki więcej nie podam.

Czerwono mi – recenzja subiektywna

Długość – 318 stron – niewiele, ale tak typowo dla Alka, więc nawet mnie to nie zdziwiło. Jak zwykle wolałabym więcej, ale wiecie – książki Alka to można łyżkami jeść, więc te nieco ponad 300 stron to taka przystawka, a nie właściwe danie. Obiektywnie jednak muszę przyznać, że zamysł autora się powiódł, na książkę tyle wystarczyło.

Trupy – pomidor.

Humor – no wiadomo!

Widoczność liter – a w życiu! Tam, gdzie jest Róża Krull, tam nigdy liter nie widać.

Subiektywnie i obiektywnie z całego serducha polecam – bierzcie i czytajcie! Jest zabawnie, oryginalnie, nieszablonowo i intrygująco. Sporo tu postaci znanych z innych książek, między innymi nieoceniona Klaudia Hutniak. Z nią nigdy nie jest nudno, chociaż bywa irytująco.

Dla kogo jest Czerwono mi?

Absolutnie dla wszystkich i to niezależnie od tego, czy znają Różę Krull, czy jeszcze ich to szczęście nie spotkało. Tak, to jest szczęście, którego każdy powinien posmakować. Teoretycznie mamy do czynienia z szóstym tomem, ale nie przywiązujcie się zbyt mocno do tej myśli. Daję Wam słowo, że da się Czerwono mi przeczytać jako całkiem samodzielną książkę. Dla dorosłych, dla młodzieży i nawet dla starszych dzieciaków z podstawówki. W końcu ja miałam 13 lat, jak zaczynałam czytać Chmielewską i psychiki mi to nie zryło. Chyba 😉

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close