Deszcz – Marcin Ciszewski
Tytuł: Deszcz
Autor: Marcin Ciszewski
Oprawa: miękka
Liczba stron: 430
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
No dobrze, teraz mogę napisać to oficjalnie – bałam się tej książki. I wcale nie dlatego, że Marcin Ciszewski pisze horrory, tylko z powodu polityki, której w poprzednim tomie było całkiem sporo. A ja z polityką jestem na bakier, w książkach zwykle jej nie rozumiem i zawsze mam obawy przed napisaniem recenzji. Z drugiej strony – kolejny tom z Jakubem Tyszkiewiczem – no jak sobie odmówić takiej przyjemności?
O czym jest Deszcz?
Deszcz w Warszawie? No owszem, czasem pada, ale nie przesadzajmy, godzinka i przestaje. Nie pamiętam, kiedy ostatnio raz padało kilka dni bez przerwy, jak to Pan Ciszewski był łaskaw opisać. Myślę, że nawet najstarsi Warszawiacy mogą mieć problem z przypomnieniem sobie takowego zjawiska. Co nie zmienia faktu, że chciałabym to zobaczyć.
Ale to nie jest książka o zjawiskach meteorologicznych, tylko wizycie prezydenta USA w Polsce. A jak przylatuje prezydent USA, to wiadomo – wszystkie służby są postawione w stan najwyższej gotowości, po Warszawie praktycznie nie można się poruszać, część ulic jest zamknięta, a osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo głowy państwa wszędzie węszą spisek.
Tym razem cel wizyty jest dość jednoznaczny – negocjacje, które mają się zakończyć podpisaniem paktu dającego Polsce poczucie bezpieczeństwa w związku z sytuacją za naszą wschodnią granicą. W czasie rozmów prezydenckich – wiadomo, ten z USA nie gada z byle kim, tylko z samym prezydentem Polski – pierwsze damy udają się do galerii naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego, gdzie ma się odbyć charytatywna aukcja obrazów. Jeden z nich wystawia Helena Berezowiec – uznana malarka a prywatnie żona Jakuba Tyszkiewicza.
Wszystko idzie zgodnie z planem do momentu, w którym w teoretycznie zamkniętej i przygotowanej tak, że mrówka nie ma prawa się przecisnąć przez szparę galerii, wchodzą terroryści. Obie pierwsze damy, Helena, gwiazda pop i kilku nieprzyzwoicie bogatych szejków stają się zakładnikami. Czego chcą przestępcy? To sobie musicie doczytać. Ja napiszę jeszcze tylko tyle, że autor pojechał po bandzie całkowicie.
Jak się czyta Deszcz?
Przyznam, że mnie się czytało wyjątkowo dobrze, nie wiem, czy nie najlepiej ze wszystkich części serii Meteo, które miałam okazję przeczytać. Tym razem Autor wycelował w dość znane – przynajmniej mnie – miejsca, więc w myślach chodziłam po tych samych ulicach i placach, wyobrażałam sobie te gigantyczne kałuże i problemy z komunikacją. Tam był nawet taki wątek, delikatnie rzucona sugestia, żeby zakazać ruchu prywatnych pojazdów w związku z sytuacją pogodową. No ja bym bardzo chciała się przekonać, jakby to wyszło w praktyce, szczególnie jeśli chodzi o nastroje społeczne. Ale pomysł sam w sobie ciekawy.
Polityki było naprawdę mało i zaliczam to na plus, chociaż ta seria ogólnie jest z polityką mocno powiązana. Mam za to wrażenie, że więcej było tu prywatnego życia Jakuba, jego emocji, przeżyć, rozterek i to też zaliczam na plus.
Co mnie zaskoczyło? Chyba najbardziej to, że totalnie nie próbowałam ustalać, która z opisanych postaci ma odpowiednika w rzeczywistości i kim on jest. Nie zastanawiałam się, która partia jest u władzy, ani kto jest prezydentem – jakoś totalnie mnie to nie obeszło. Zresztą jest w książce bardzo zgrabnie napisany fragment o tym, że tak naprawdę jedni i drudzy są tyle samo warci. Mam wrażenie, że Autor też ma tej polityki trochę dosyć.
Niepokoi mnie zakończenie. Mam nadzieję, że to tylko zakończenie kolejnego tomu, a nie całej serii.
Deszcz – recenzja subiektywna
Długość – 430 stron, miód na serce, pieszczota dla oczu. Nie wiem, czemu księgarnie internetowe twierdzą, że tych stron jest o 100 mniej, ale nie wierzcie im. To jest długa i bardzo dobra książka.
Trupy – pomidor.
Humor – biorąc pod uwagę dramaturgię, to aż zaskakujące, ale tak, kilka razy się zaśmiałam.
Widoczność liter – kolejny raz na plus, bo po poprzednich tomach, które mnie przeorały polityką, trochę się bałam, ale tu nic z tych rzeczy. Bardzo fajnie to wszystko wyszło i w zasadzie nadaje się na film. Myślę, że dobry scenarzysta by to ogarnął nawet bez zbytniego nawiązywania do poprzednich części. Ta naprawdę ma potencjał.
Dla kogo jest Deszcz?
Na pewno dla fanów Jakuba Tyszkiewicza, ale też dla lubiących dobrą literaturę sensacyjną i dla tych, co chcą przeczytać coś fajnego, ale zwykle nieznajomość wcześniejszych tomów serii ich powstrzymuje. Tylko od razu powiem, że jest jeden szkopuł – jeśli przeczytacie Deszcz, to zaspojlerujecie sobie całą przeszłość Tyszkiewicza i później czytanie od początku może być trochę mniej smakowite, więc dobrze się zastanówcie. Tę część da się przeczytać bez znajomości poprzednich, ale… no szkoda by było odebrać sobie taką frajdę.
