4 minuty temu

Dom dla lalek – Lisa Gardner

Tytuł: Dom dla lalek
Autor: Lisa Gardner
Cykl: Tessa Leoni (tom 3)
Oprawa: miękka
Liczba stron: 432
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros

Dom dla lalek to jedna z takich powieści, która ostatnio tak mnie przeorała psychicznie, że przed napisaniem recenzji musiałam chwilę odpocząć od tej historii. Dawno lektura książki nie wbiła mnie tak mocno w fotel. Dom dla lalek skończył się zdecydowanie za szybko. Właściwie to leżała na mojej szafce nocnej przez trzy dni i przez te trzy wieczory wmówiłam sobie, że następnego dnia idę spać wcześniej.


I jak myślicie? Oczywiście nie poszłam ani razu. 

O czym jest książka?

Nicky Frank, główna bohaterka, nie powinna była przeżyć wypadku samochodowego. A jednak nocą, po koziołkowaniu samochodu, ranna wdrapuje się po stromym i błotnistym nasypie — w ciemności, w deszczu, z jedną myślą w głowie: Vero. Szuka dziewczynki. Musi ją uratować. 

Dochodzenie prowadzi sierżant Wyatt Foster i szybko natrafia na mur.  Policyjny pies nie znajduje żadnych śladów zaginionego dziecka, a mąż Nicky spokojnie wyjaśnia, że jego żona ma za sobą kilka urazów mózgu. Że jej słowom nie można ufać. Że to nie pierwszy taki wypadek w ostatnich miesiącach.

Im głębiej Wyatt kopie, tym bardziej mu się nie podoba to, co odkrywa. Bo wygląda na to, że ktoś bardzo chce, żeby Nicky już tu nie było, a poszukiwana dziewczynka Vero najprawdopodobniej nie istnieje. 

Jak się czyta Dom dla lalek?

Z zapartym tchem i z rosnącym niepokojem, który nie odpuszcza nawet po odłożeniu książki. Pierwsze rozdziały czytałam z lekką rezerwą. Dwa przeplatające się punkty widzenia, bohaterka, której nie wiadomo czy ufać. Gardner z  precyzją i zimną krwią wie dokładnie, kiedy ci co powie i kiedy znowu zamknie drzwi przed nosem.

Największa siła tej książki tkwi w tym, co Gardner robi z Nicky. Tworzy postać, która nie ufa własnej pamięci, własnym wspomnieniom, własnym zmysłom. Sprawia, że my, czytelnicy, razem z nią błądzimy w tej mgle. 

Mąż Nicky to z kolei postać, przy której moja intuicja nie zawiodła, choć prawie do końca było trudno odnaleźć jego rolę w tej układance. Raz jawi się jako troskliwy opiekun, raz jako ktoś, przy kim robi się po prostu zimno. Gardner dozuje tę dwuznaczność z wyczuciem, nie przekraczając granicy, za którą zaczynałoby to razić.

Dom dla lalek za krótka?

432 strony? Zdecydowanie za mało. Serio.

Klimat powieści jest klaustrofobiczny, zimny i dziwnie domowy. Autorka robi coś naprawdę trudnego: sprawia, że miejsce, które instynktownie kojarzymy z bezpieczeństwem i ciepłem, powoli staje się źródłem autentycznej grozy. 

Trupów nie zabraknie — bo w dobrym thrillerze tak właśnie powinno być.

Czytanie o północy jest technicznie możliwe. Tylko ostrzegam, odkleić się od tej książki jest naprawdę ciężko, więc miejcie pod ręką coś uspokajającego. Najlepiej zapaloną lampkę.

Dla kogo?

Dla wszystkich, którzy lubią, kiedy thriller boli odrobinę bardziej, niż powinien — bo dotyka czegoś naprawdę prawdziwego. Można czytać bez znajomości poprzednich tomów z cyklu Tessa Leoni, choć po lekturze może się okazać, że macie apetyt na całą serię. Jeśli lubicie Jenny Blackhurst czy Tess Gerritsen, Lisa Gardner to naturalny kolejny krok.

Co do wieku — powiedziałabym, że solidna dorosłość. Nie z powodu brutalności, lecz dlatego, że ciężar tej historii wymaga pewnego bagażu, żeby poradzić sobie z takim kalibrem powieści. Mnie zapadł głęboko pod skórę. Głębiej, niż się spodziewałam.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close