Jesień w chacie pod starym świerkiem – Wioletta Piasecka
Tytuł: Jesień w chacie pod starym świerkiem
Autor: Wioletta Piasecka
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Kategoria: powieść obyczajowa
Oprawa: miękka
Liczba stron: 320
Data wydania: 2026-08-26
Po kolejnej udanej lekturze mogę stwierdzić, że są takie cykle książkowe, w których z każdym kolejnym tomem coraz bardziej przywiązujemy się do bohaterów i przeżywamy ich perypetie. Wspominamy losy, pamiętamy popełnione błędy, kibicujemy ich szczęściu — zaczynamy traktować ich jak dobrych znajomych. I dokładnie to się dzieje w książkach Wioletty Piaseckiej, opisujących poruszające koleje życia Jagody, Piotrusia i ich bliskich w serii pod tytułem Chata pod starym świerkiem.
Autorka ponownie zabiera nas nad Zalew Wiślany, który staje się tłem dla trudnych, czasem wręcz traumatycznych wydarzeń. Bohaterowie mierzą się z konsekwencjami wcześniejszych decyzji, a emocje wprost wybuchają z kartek. Momentami na usta cisnęły mi się wyjątkowo niecenzuralne słowa. No jak można być tak… Ale stop, hamuję, nie chcę za wiele zdradzać.
Czego możecie spodziewać się w książce Jesień w chacie pod starym świerkiem?
Podobnie jak w poprzednich częściach mamy kilka wątków. Przewodnim jest historia Jagody i małego Piotrusia, która bardzo, ale to bardzo się komplikuje. Bohaterka usilnie stara się stworzyć dla chłopca bezpieczny, kochający dom, walcząc o możliwość jego adopcji. Nie jest to jednak prosta droga. Same procedury adopcyjne wydają się nie ułatwiać Jagodzie zadania, a sprawę dodatkowo komplikuje nieodpowiedzialne postępowanie babci chłopca. I znów stop, bo choć mnie palce świerzbią, nie mogę nic więcej dodać poza tym, że wiara w stworzenie szczęśliwej rodziny zostaje wystawiona na bardzo poważną próbę. Tutaj nie można pominąć także obecności Artura, który wciąż marzy o odbudowaniu zaufania i dania sobie z (za chwilę byłą) żoną kolejnej szansy.
Kolejny ważny wątek to oczywiście perypetie Maliny, siostry Jagody, której życie dotychczas skąpiło poczucia, że jest dla kogoś ważna. Choć może się wydawać, że wreszcie los się do niej uśmiechnął, bohaterka trafia między młot a kowadło. Kobieta musi zdecydować, czy jest gotowa zawalczyć o własne szczęście, choć to będzie bolało, czy nadal żyć pod dyktando męża i młodszego syna, którzy nie traktują jej tak, jak na to zasługuje. Nie ma tutaj prostego rozwiązania, są za to konsekwencje życia w kłamstwie sprzed lat.
Podczas lektury bardzo łatwo zaangażować się w losy Jagody i Maliny, mimo że każda z nich mierzy się z innymi problemami. Bez wątpienia jeden z najbardziej poruszających mnie motywów to historia Piotrusia, małego przecież jeszcze dziecka, które tak bardzo chce być kochane i mieć swoje bezpieczne miejsce na świecie. Nie bez wpływu na moje emocje pozostaje fakt, że sama mam trójkę dzieci, które kocham nad życie — przez to dotyka mnie cierpienie cudzych, nawet tych stworzonych na potrzeby Czytelników.
Moje wrażenia po lekturze
Nie będziecie zaskoczeni — po raz czwarty przepadłam w lekturze. Jesień w chacie pod starym świerkiem to nie jest książka, którą można przeczytać bez większego zaangażowania, zamknąć i zapomnieć. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów i wystawia ich na bolesne próby, a następujące po sobie wydarzenia budzą ogromne emocje, które podnoszą ciśnienie lepiej niż podwójne espresso.
Dzieje się tu wiele — walka o dziecko, trudne relacje między małżonkami, ciągnące się od lat tajemnice, a także dylematy moralne i nieczysta gra. Można zadawać pytania o to, ile jesteśmy w stanie wybaczyć drugiemu człowiekowi, i do czego sami moglibyśmy się posunąć w rozpaczliwej walce o dobro kogoś, kogo kochamy. I właśnie to najbardziej lubię w powieściach obyczajowych Wioletty Piaseckiej — poza samą historią skłaniają do przemyśleń.
A na koniec krótko i na temat: Jesień w chacie pod starym świerkiem gorąco polecam każdemu, kto lubi emocjonalne powieści obyczajowe i autentycznych bohaterów, których losy naprawdę zaczynają nas obchodzić. PO-LE-CAM!
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska
