Malachit – Michał Wierzba
Tytuł: Malachit
Autor: Michał Wierzba
Oprawa: miękka
Liczba stron: 421
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: W.A.B.
Michał Wierzba podpadł mi niesamowicie zapowiedzią nieobecności na targach książki w Warszawie i nawet przemknęło mi przez myśl, żeby go bezlitośnie obsmarować w recenzji. W końcu kto jak kto, ale ja – kobieta, która jest w stanie czepnąć się zawsze i wszystkiego – coś powinnam znaleźć, prawda? No tym razem niestety nie. Michał jest jak mój mąż – potrafi mnie jednocześnie wkurzyć i rozbawić do tego stopnia, że sama nie wiem, czy bardziej go kocham, czy mam ochotę udusić. Malachitem udowodnił, że umie w pisanie i nawet jeśli sięga po oklepany schemat policjanta alkoholika po przejściach, to robi to w sposób, w jaki przed nim nie zrobił tego nikt.
O czym jest Malachit?
Leon Deker trafia na wygnanie. Inaczej nie można nazwać przeniesienia do Niezgody (na co zresztą odczuwa wewnętrzną niezgodę) i zdegradowania do stopnia przysłowiowego krawężnika. Pogardzany przez przełożonego i kolegów z pracy początkowo ma zamiar tylko przetrwać – nic więcej. Jednak jak ktoś się urodził psem, to nie umrze chomikiem. Na pewno nie Leon, któremu nie potrzeba wiele, by złapać trop.
To on jako pierwszy poważnie traktuje majaczenia starej kobiety o zaginionej córce. Teoretycznie kobieta nie żyje, została uznana za zmarłą, ale matka wie lepiej. Jej zdaniem córka żyje, tylko policja nie chce nic zrobić.
Lokalna policja faktycznie ma swoje unikatowe metody pracy – albo może raczej markowania pracy – a Leon zaczyna zadawać niewygodne pytania. To nie ma prawa podobać się miejscowemu Szeryfowi (bo kto by chciał być zwykłym komendantem, prawda?), który robi wszystko, by na każdym kroku podkreślić, jak bardzo nikim jest Leon. Tylko czy takie zachowanie może robić wrażenie na policjancie, który siedem lat pracował pod przykrywką?
To będzie trudne i zagmatwane śledztwo, wymagające wielu nieformalnych posunięć. Będzie też momentami bardzo bolesne, bo są rzeczy, o których czytać się zwyczajnie nie chce i tu muszę przyznać bez bicia – Michał Wierzba przekroczył granice mojej odporności psychicznej.
Jak się czyta Malachit?
Ta książka porywa, ale jednocześnie zamyka w emocjonalnej klatce, z której ciężko się wydostać. Momentami przeraża, wywołuje sprzeciw i chęć głośnego protestu, bo takie rzeczy (doczytajcie sobie, jakie) nie powinny mieć miejsca.
Z drugiej strony jest boleśnie wiarygodna – mogę się nie zgadzać, ale nie mogę zaprzeczyć: takie rzeczy się dzieją i są tacy ludzie. Nie wiem, skąd Autor czerpie inspirację. Pozostaje mi mieć nadzieję, że to tylko efekt wybujałej, lekko zwyrodniałej wyobraźni.
Leon Deker przeraża mnie jeszcze bardziej niż w poprzednim tomie i chociaż rozumiem jego motywy, to sposoby działania już niekoniecznie. Lepiej rozumiem Karolinę, ale do niej miałam słabość od początku. Chociaż tu zrozumienie nie całkiem idzie w parze z akceptacją wyborów. No ale takie jest życie i w sumie historia tej dwójki mnie nie zaskoczyła.
Malachitem Michał Wierzba przypieczętował swoją obecność na liście najlepszych polskich pisarzy. Wydaje mi się, że bez większego wysiłku udowodnił, że sztuka pisania wybitnych powieści nie jest mu obca, a przełamywanie literackich schematów ma w małym palcu.
Bo umówmy się – napisać inaczej coś, co napisali już chyba wszyscy autorzy kryminałów, to naprawdę sztuka. Kiedy wydaje się, że „wszystko już było”, Autor wyciąga królika z kapelusza. Bardzo, ale to naprawdę bardzo jestem ciekawa, który kamień półszlachetny upatrzył sobie na kolejny tom.
Malachit – recenzja subiektywna
Długość – 421 stron. Dla książki w sam raz, dla mnie zdecydowanie za mało. Książka jest na swój sposób straszna, ale dobrnięcie do końca jeszcze straszniejsze. Chcę więcej!
Trupy – tiaaa… no dobra książka to jest, a Michał Wierzba nie ma zwyczaju brać jeńców.
Humor – bardzo dyskretny, ale ja znalazłam kilka powodów do śmiechu.
Widoczność liter – żadna, co jest zachwycające i przerażające jednocześnie.
Dla kogo jest Malachit?
Malachit to drugi po Agacie tom z serii Sumienia Półszlachetne i z serca Wam radzę – jeśli nie czytaliście Agatu, to po Malachit też nie sięgajcie. Niby da się zrozumieć fabułę, ale bez poznania wcześniejszej historii Leona Dekera to po prostu nie ma sensu.
Malachit jest sprytnym połączeniem thrillera i kryminału, ale nie zabrakło też wątków obyczajowych, które nieco łagodzą ciężki przekaz. Mimo wszystko to książka zdecydowanie dla dorosłych, gotowych włożyć głowę pod wodę i poczuć, jak śmierć zagląda im w oczy. Będzie strasznie, ale pięknie też będzie.
