2 listopada 2023

Nic do stracenia – Przemysław Piotrowski

Tytuł: Nic do stracenia
Autor: Przemysław Piotrowski
Oprawa: miękka
Liczba stron: 399
Rok wydania: 2023
Wydawnictwo: Czarna Owca

Luta Karabina po raz drugi i… lepszy!

Prawo matki, pierwszy tom nowej serii Przemysława Piotrowskiego z Lutą Karabiną jakoś mnie nie porwał. Niby w trakcie się rozkręcił, ale po przeczytaniu pomyślałam, że jak będzie drugi tom, to przeczytam, jak nie będzie – płakać nie zamierzam.

Po Nic do stracenia sięgnęłam, owszem, z ciekawością, ale bez specjalnie dużych oczekiwań. Gdyby to była kolejna książka z Igorem Brudnym, pewnie byłabym dużo bardziej niecierpliwa, chociaż ogólnie twórczość Przemysława Piotrowskiego bardzo sobie cenię i wiem, że potrafi naprawdę mocno i celnie uderzyć.

No i to właśnie zrobił. Na drugi tom z Lutą nie czekałam, na trzeci czekam i już wyglądam pierwszych gołębi pocztowych zwiastujących dobrą nowinę.

Jak się czyta Nic do stracenia?

Hmm… powiem tak: do tematyki nijak nie pasują określenia „magicznie” i „klimatycznie”, ale tak właśnie mi się czytało. Dawno nie miałam w rękach książki tak dopracowanej pod względem nastroju i emocji, a czytam naprawdę dużo. Tym razem wszystkie słowa są na właściwym miejscu, nie ma niedopowiedzeń, niepotrzebnego przedłużania, jest za to mnóstwo wtrąceń, niby nieistotnych, które ten klimat budują i sprawiają, że całość jest bardzo spójnym thrillerem z mocno skondensowaną treścią. Tu cały czas się dzieje!

Nie wiem, jak określić język tej książki, ale na pewno nie jest zwyczajny. Konstrukcja zdań, ich rytm, długość, składnia – tak się pisze powieści idealne. I chyba po tym odróżnia się artystę od rzemieślnika. Są książki, które się czyta i takie, które się same czytają. Nic do stracenia zdecydowanie zalicza się do tej drugiej kategorii.
Wyraźnie widać, że Przemysław Piotrowski doszedł do tego punktu swojej kariery, w której ma świadomość, że już nic nie musi, a wszystko może. Niewątpliwie Nic do stracenia wyszło spod pióra pisarza, który zna swoja wartość i nie czuje potrzeby udowadniania jej.

A według moich kryteriów książka zasługuje na maksimum punktów w czterech kategoriach:

– Długość – naprawdę zacna, blisko 400 stron małą czcionką.
– Trupy – raczej nikt nie potraktuje jako spojler informacji, że tam, gdzie jest Luta, tam są i trupy. Nie pytajcie ile!
– Humor – co prawda nie jest to książka do śmiechu, ale kilka razy zdarzyło mi się uśmiechnąć, więc muszę zaliczyć na plus. Nastrój na pewno poprawia, więc to też dobrze o niej świadczy.
– Widoczność liter – tym razem absolutnie żadna.

Dodam jeszcze, że to pierwsza od naprawdę dawna książka, która miała wpływ na treść moich snów, a to się prawie nie zdarza. Muszę to napisać: na swój sposób jest genialna i taka trochę „podprogowa”. Tak, tym razem miałam koszmary w nocy. Ale nie mam o to pretensji, dobrze wiedziałam, że wkładam głowę w pętlę.

O czym jest Nic do stracenia?

Luta, która przeżyła uprowadzenie i (na szczęście) odnalezienie córeczki, zamienia się w matkę kwokę. Zdaje sobie sprawę ze swojego przewrażliwienia, ale, no cóż, takie prawo matki. Na każdym kroku kontroluje swoje dzieci, nie wypuszcza na dwór bez opieki, żyje w ciągłym strachu, że sytuacja może się powtórzyć.

Nagła wiadomość z Turcji stawia ją na baczność. Umarł dziadek i trzeba jechać na pogrzeb. Tureckie obyczaje są dość jednoznaczne – kobiety mogą pożegnać zmarłego tylko w pierwszym etapie żałoby, potem jedynie mężczyźni mają do niego dostęp. Rozdarta między ukochanym dziadkiem a dziećmi Luta, postanawia zabrać je ze sobą. W Turcji zaczyna się piekło. Luta po raz kolejny musi szykować się do wojny. Klan Ozalanów nie daje o sobie zapomnieć i dąży do wyrównania rachunków.

I to tyle, ile mogę napisać, żeby nie spojlerować. Cała reszta to rollercoaster wielopoziomowy, który usatysfakcjonuje nawet najbardziej wymagających sceptyków.

Napiszę za to, że Przemysław Piotrowski wie, o czym pisze. To się po prostu czuje. Zna obyczaje tureckie, wie, jak wygląda platforma wiertnicza, ma pojęcie o walce wręcz i strzelaniu na duże odległości. Treść niewątpliwie wyszła spod palców eksperta i może dlatego tak dobrze się to czyta. No i duży plus za kreację pełnokrwistych postaci. Tu każdy ma swój wygląd, osobowość, charakter i sposób bycia. Urzekł mnie opis zaplatania warkoczy przez Lutę, która z jednej strony jest delikatną i wrażliwą matką, z drugiej – kobietą z tytanu.

Dla kogo jest Nic do stracenia?

Nie ma sensu sięgać po tę pozycję, jeśli się nie czytało Prawa matki, bo Nic do stracenia jest kontynuacją i nie bardzo da się potraktować jako samodzielna lektura. Można próbować, ale nie polecam.
Elementy thrillera i kryminału przeplatają się ze sobą bardzo zgrabnie, więc fani obu gatunków powinni być zadowoleni.
Czytelników Przemysława Piotrowskiego nie muszę przekonywać do drugiej części przygód Luty. Pewnie już przeczytali. Całą resztę gorąco zachęcam!

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close