6 dni temu

Nocny obserwator – Jeffery Deaver

Tytuł: Nocny obserwator
Autor: Jeffery Deaver
Oprawa: miękka
Liczba stron: 440
Rok wydania: 2023
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Amelia Sachs i Lincoln Rhyme to kolejna para literackich bohaterów, którzy towarzyszą mi przynajmniej od dwóch dekad. Nie pamiętam, kiedy dałam się przekonać do przeczytania Kolekcjonera kości, tak na logikę mogło to być koło roku 2000, chociaż książka wyszła trzy lata wcześniej. Napisałam, że dałam się przekonać i to jest jak najbardziej trafne spostrzeżenie. Książkę wręczyła mi moja ówczesna bibliotekarka z informacją, że to jest o policjancie, który miał wypadek, jest sparaliżowany od szyi w dół, ale głowa mu działa i teraz pracuje umysłem. 

No powiem Wam, że mnie zmroziło. Pani Anetka wcisnęła mi tę książkę praktycznie siłą, bo lepiej ode mnie wiedziała, co mi się spodoba. I chwała jej za to! 

Pokochałam Lincolna, pokochałam też Amelię, która w jakimś momencie została jego żoną. Pokochałam również autora, Jeffery’a Deaver’a. Najbardziej chyba za to, że nie usiłował w cudowny sposób postawić Lincolna na nogi jakąś eksperymentalną terapią, której jeszcze się nie stosuje. Nie, uczynił go niepełnosprawnym i póki co nadal nim jest. 

Amelia i Lincoln to chyba najbardziej udane literackie dzieci tego pisarza. Próbowałam czytać inne jego książki i chociaż obiektywnie nie są złe, to jakoś nie zapadły mi w pamięć. Nawet seria z Katryn Dance nie umywa się do Amelii i Lincolna i chwała autorowi za to, że po ponad dwudziestu latach ciągle kontynuuje serię. 

 

O czym jest Nocny obserwator Jeffery’a Deaver’a?

Lubię serię z Lincolnem i Amelią nie tylko ze względu na tych dwoje, ale przede wszystkim z powodu pieczołowitej dbałości o szczegóły, z jaką autor tworzy każdą kolejną książkę. To nigdy nie jest taka tam sobie powiastka kryminalna z Nowym Jorkiem w tle. W zasadzie historia mogłaby wydarzyć się wszędzie i byłaby tak samo wiarygodna. A wszystko to dzięki szczegółom i szczególikom, które mocno uwiarygodniają całą opowieść. 

Tym razem autor wziął na tapet lockpicking i lockpickerów, przy czym zrobił to całkiem w swoim stylu – jakby całe życie się tym zajmował. Te dwa trudne słowa oznaczają umiejętność otwierania skomplikowanych zamków zapadkowych za pomocą zmyślnych wytrychów i ludzi, którzy się tym zajmują, niekoniecznie legalnie. No i w książce mamy różnorakie opisy zamków, o których pewnie mało kto słyszał i sposoby ich otwierania, ale nie tak, że pogrzebał i otworzył, tylko uczciwie: wziął takie i takie narzędzie, podważył raz, drugi, pogrzebał, poczekał, aż kliknie, lekko pociągnął itp. W zasadzie gotowy instruktaż. A wszystko zostało opisane tak prosto i zwyczajnie, jakby autor opowiadał o swoim hobby, któremu oddaje się przez większość życia. Nie wiem, jak on to robi, ale zawsze jest dobrze przygotowany do pisania, tego się nie da przecenić. 

Tym razem Amelia i Lincoln muszą rozwiązać sprawę samozwańczego Ślusarza, który włamuje się do domów kobiet, kradnie im noże i bieliznę, a w zamian podrzuca kartkę ze starej gazety. Rzecz jest o tyle zagadkowa, że nie szuka bezpośredniego kontaktu, nie robi nikomu krzywdy, natomiast bez trudu forsuje zamki, które teoretycznie są nie do otworzenia bez kluczy. W tle rozgrywa się walka dobra ze złem, czyli cenzury w internecie i polityków wpływających na losy świata. 

Żeby nie było łatwo, to Lincoln (który jest prywatnym konsultantem, bo stan zdrowia wyklucza czynną służbę w policji) trafia na czarną listę za rzekome błędy w ocenie dowodów, które doprowadziły do uniewinnienia jednego z miejskich mafiozów. Oficjalnie więc wcale go w tym śledztwie nie ma… 

 

Nocny obserwator i nagłe zwroty akcji 

O tak, niespodzianek jest w tej książce naprawdę dużo. Fabuła jest wielowątkowa, poznajemy wszystkie fakty z punktu widzenia różnych osób, także Ślusarza. Jednocześnie autor prowadzi swoją opowieść tak, jakby co kilka rozdziałów mówił: „Zaraz, zaraz, bo ja chyba nie powiedziałem, że…”. I nagle cała akcja wywraca fikołka i trzeba sobie na nowo poukładać wszystko w głowie. Co oznacza tylko tyle, że trzeba czytać uważnie i naprawdę zwracać uwagę na szczegóły. W Nocnym obserwatorze dosłownie wszystko jest ważne. Absolutnie wszystko. 

Mnie osobiście taki sposób narracji bardzo się podoba. Lubię, jak w książce dużo się dzieje, im więcej, tym lepiej. Nie przeszkadzają mi tego rodzaju niespodzianki, chociaż obiektywnie rzecz ujmując, wygląda to trochę tak, jakby autor igrał z czytelnikami. Może zresztą faktycznie tak robi. 

 

Subiektywna opinia na temat Nocnego obserwatora 

Właściwie wszystko, co najważniejsze już napisałam. Kocham Amelię i Lincolna, z chęcią sięgnęłam po kolejną historię, w której grają pierwsze skrzypce i nie zawiodłam się. Z prawdziwą przyjemnością po raz kolejny dałam się wciągnąć do w ich sprawy, zarówno zawodowe, jak i prywatne. Chętnie gościłam w ich domu, podsłuchiwałam rozmowy i z drżeniem serca czekałam na rozwój wydarzeń. 

Żeby jednak trzyma się własnych kryteriów, muszę napisać, że:

– książka ma ponad czterysta stron, co całkowicie zaspokaja moje potrzeby – książka jest długa, a temat naprawdę został wyczerpany;

– liter nie widać, czyta się naprawdę genialnie,

– trup jest, więc jest dobrze,

– powodów do śmiechu raczej mało, ale raz czy dwa zdarzyło mi się uśmiechnąć, więc za to też muszę dać punkty.

 

Dla kogo jest Nocny obserwator

To książka z pogranicza sensacji, kryminału i thrillera, więc łatwo ustalić krąg adresatów. Jednak jak w przypadku wszystkich serii uważam, że kolejna część jest dla osób, które przeczytały poprzednie. Na upartego da się zacząć od końca, bo każda część serii stanowi osobną całość, ale… jeśli nie znacie Amelii i Lincolna, zacznijcie od Kolekcjonera kości

Myślę, że młodzież też może się zaprzyjaźnić z Amelią i Lincolnem. 

 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close