3 godziny temu

Nowojorska cisza – Maciej Kaźmierczak

Tytuł: Nowojorska cisza
Autor: Maciej Kaźmierczak
Oprawa: miękka
Liczba stron: 367
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Nowojorska cisza to kontynuacja Nowojorskiego krzyku, książki, która urzekła mnie mieszanką wydarzeń i emocji do tego stopnia, że miałam żal do Autora o tak nagłe zakończenie. Nie lubię, jak książki są krótkie i bezsensownie się urywają, każąc czytelnikom czekać na kolejny tom. No nie lubię, co poradzę? Z pierwszego tomu zapamiętałam historię mrożącą krew w żyłach i podnoszącą włoski na karku. Oczekiwałam, że kontynuacja utrzyma klimat.

O czym jest Nowojorska cisza?

Po wydarzeniach opisanych w Nowojorskim krzyku Danielle Hardy dochodzi do wniosku, że musi odnaleźć Vincenta. Tylko tak udowodni prawdziwość swoich słów i istnienie człowieka, który zabił kilka osób. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, bo Danielle jako pisarka z jedną powieścią w dorobku, z pracą śledczą nie ma nic wspólnego. Ma za to niezłomne przekonanie, że jest silna, niezależna i da radę. Zachowuje się przy tym trochę prowokująco, a trochę głupio, jakby chciała świadomie i dobrowolnie włożyć głowę w pętlę. Jej starania podsyca Miranda – przyjaciółka, która na historii Danielle chce upiec własną pieczeń. No bo kto by nie chciał opisać całego tego koszmaru w gazecie jako pierwszy? Rasowy dziennikarz na pewno.

W efekcie Danny robi rzeczy nie do końca przemyślane, za to dość spektakularne. Ma też własną wizję tego, co się wydarzyło i co jeszcze się wydarzy, dostrzega rzeczy, których inni nie zauważają i jako jedyna odkrywa, że śmierć jej matki nie była przypadkowa. Inna rzecz, że oficjalnie z nikim się tą informacją nie dzieli, zakładając, że najpierw musi odnaleźć Vincenta, a dopiero potem może wszystko ujawnić. W słowie „wszystko” znajduje się naprawdę wiele faktów i domysłów.

Nie mogę Wam napisać, jak potoczy się ta historia, bo byłby to zbyt potężny spojler. Zdradzę tylko, że autor zostawił sobie furtkę do napisania trzeciej części. Czy zechce przez nią przejść? Jeśli tak, mam nadzieję, że zrobi to szybko.

Jak się czyta Nowojorską ciszę?

No niestety – przynajmniej w moim przypadku – bez tych emocji, które towarzyszyły Nowojorskiemu krzykowi. Nie wiem, czy przypisywać to odmienności samej książki, czy zbyt długiej przerwie między lekturą pierwszej i drugiej części. Być może na fali tej pierwszej, drugą oceniłabym inaczej, byłaby naturalną kontynuacją, a nie historią, która niejako zaczyna się na nowo. Miało być z fajerwerkami, a pojawiły się jedynie iskry, a i to nie od początku.


Żeby nie spojlerować powiem tylko, że połączenie perwersyjnego seksu z syndromem sztokholmskim to nie jest coś, co mogę kupić, aczkolwiek jako osoba bez tego typu doświadczeń mam prawo się mylić – być może w silnym stresie podszytym strachem o życie tak właśnie to wygląda. Dajcie znać, jeśli wiecie. I nawet jeśli ten syndrom miałby być udawany, w co nie do końca wierzę, to całość mnie nie przekonała. 

Nowojorska cisza – recenzja subiektywna

Długość – no tu Autor się postarał i za to daję punkty bez wyrzutów sumienia. 367 stron to zdecydowanie więcej niż 302 z poprzedniego tomu.

Humor – niezauważalny.

Trupy – no już zdradziłam, że matka Danielle nie żyje, więc nie ma co ukrywać – jeden na pewno jest.

Widoczność liter – i tu niestety moje rozczarowanie, bo litery były wyraźnie widoczne co najmniej przez połowę książki. Nie mogłam się z tą pozycją dogadać – niby kontynuacja, niby logiczna, niby spójna, a jednak wyraźnie inna niż pierwsza część. Po blisko roku od premiery Nowojorskiego krzyku emocje wyraźnie opadły, chyba nie tylko mnie.


Czy to jest dobra książka? Ogólnie pewnie tak, ale tym razem nie dla mnie. Bardzo żałuję, bo zaczęło się świetnie, znam inne książki Autora, kocham Teodora Okrutnego i smutno mi trochę, że nie poczułam tych wszystkich emocji Danielle Hardy. Jeśli pojawi się trzecia część, pewnie ją przeczytam, ale już z dużo mniejszymi oczekiwaniami.

Dla kogo jest Nowojorska cisza?

Dobre pytanie. Normalnie napisałabym, że dla tych, co czytali Nowojorski krzyk, bo bez znajomości początku tej historii nie ma sensu sięgać po kontynuację. Teraz jednak myślę, że jeśli nie czytaliście Nowojorskiego krzyku, to lepiej dla Was. Przeczytajcie oba tomy jeden po drugim – być może tak właśnie powinno się te pozycje czytać, żeby nic nie stracić z autentycznej grozy pierwszego tomu.

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close