2 godziny temu

Ostatnia żona – Jenny Blackhurst

Tytuł: Ostatnia żona
Autor: Jenny Blackhurst
Oprawa: miękka
Liczba stron: 320
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros

Jenny Blackhurst jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. To autorka, po której książki sięga się w ciemno, bez czytania opisów z tyłu okładki, i macie gwarancję, że nie będzie to zmarnowany czas. Jej powieści mają jednak jedną, potężną wadę: czyta się je zdecydowanie za szybko. Serio, człowiek siada z kubkiem herbaty, otwiera pierwszy rozdział, a chwilę później orientuje się, że do końca zostały może ze trzy strony.

„Ostatnia żona” to fabularny rollercoaster, który nie bierze jeńców. Początek? Klasyk, wręcz policyjna rutyna. Kobieta w panice dzwoni po pogotowie, na miejsce przyjeżdża policja i zastaje ją stojącą nad wykrwawiającym się mężem. Prosta sprawa, prawda? Wszystkie dowody podane na tacy. Motyw zaraz się znajdzie. Można pisać akt oskarżenia. No ale umówmy się – to jest Blackhurst. U niej prosty początek to tylko zasłona dymna, genialna zresztą.

Gra w kotka i myszkę

Ten thriller dosłownie przypina czytelnika do fotela i nie wypuszcza go aż do ostatniego zdania. Autorka bawi się z nami w kotka i myszkę, i to w mistrzowskim stylu do ostatnich stron. Kiedy już myślicie, że rozgryzliście zagadkę, to autorka podsuwa jeden mały szczegół, który obraca całą teorię w pył. Chwilę później daje nowy trop, który wydaje się idealny, po czym znowu wywraca wszystko do góry nogami. Ta ciągła niepewność i gęstniejąca z każdym rozdziałem atmosfera to absolutne mistrzostwo świata. Do samego końca nie macie pojęcia, kto tu jest ofiarą, a kto bezwzględnym katem, i komu w ogóle można zaufać – Annie, drugiej żonie czy Rose – pierwszej. Czy policjantka Rebecca odkryje, kto stoi za mordestwem Luke’a? Przekonajcie się sami.

Bohaterowie z krwi i kości

Ogromnym plusem są postacie. Nie ma tu nudnych, czarno-białych charakterów, które tak często psują nawet najlepsze kryminały. Każdy bohater w „Ostatniej żonie” ma swoje za uszami, jakieś mroczne sekrety i motywacje, które nieśpiesznie wychodzą na jaw. Autorka genialnie dawkuje te zwroty akcji. Nawet w momentach, kiedy wydaje się, że karty zostały już rozdane i zaraz nastąpi wielki finał, okazuje się, że to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Dla kogo “Ostatnia żona”?

Dla fanów mocnych, psychologicznych thrillerów z dobrze rozpisaną intrygą. Dajcie się porwać tej historii, ale lojalnie ostrzegam – planowanie wczesnego pójścia spać przy tej lekturze nie ma najmniejszego sensu.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close