Palomino,Zwolnij Palomino! Sto lat, Palomino! – Michaël Escoffier
Tytuł: Palomino,Zwolnij Palomino! Sto lat, Palomino!
Autor: Michaël Escoffier
Ilustracje: Matthieu Maudet
Liczba stron: 28
Okładka: twarda
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Wydawnictwo Dwie Siostry jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Ich książki są mądre, nieoczywiste i wydane tak pięknie, że chce się je trzymać w rękach dłużej, niż wymaga tego samo czytanie. Czasem łapię się na zazdrości wobec własnego dziecka – ja w jego wieku nie miałam pod ręką niczego choćby zbliżonego. O serii „Palomino” chcę Wam jednak opowiedzieć z powodu zupełnie prywatnego. Codziennie mijamy samochodem stadninę. Rano konie snują się po łące bez pośpiechu, skubią trawę i – przysięgam – całkiem świadomie prezentują grzywy i maść. Po południu, kiedy wracamy, po tej samej łące chodzą już ludzie: siodłają, czyszczą, poklepują, mówią coś półgłosem prosto w koński pysk. Syn patrzy na to jak zaczarowany. Zanim zdążę wyjechać z osiedla, słyszę z fotelika zawsze to samo pytanie: „A będziemy jechać obok koni?”. Byłam więc niemal pewna, że kucyk o imieniu Palomino wpadnie mu w oko. Mnie samą ciekawiło jedno: jakie przygody może przeżywać koń o tak nieprzyzwoicie pięknym umaszczeniu?

Fot. Archiwum własne
Autorami serii są Michaël Escoffier (tekst) i Matthieu Maudet (ilustracje), francuski duet, który doskonale wie, jak rozbawić przedszkolaka i jednocześnie przemycić coś do przemyślenia. Na polski przetłumaczył ją Paweł Łapiński, a wydały oczywiście Dwie Siostry. Na ten moment w serii ukazały się trzy tomy.
„Palomino” – tom pierwszy
Palomino ma marzenie. Wielkie, konkretne, nie do odłożenia na później: chciałby mieć dziewczynkę. Rzecz, jak się szybko okazuje, karkołomna. Najpierw trzeba jakąś znaleźć, a potem – i to jest dopiero przeprawa – przekonać rodziców. Rodzice zaś marudzą, jak to rodzice mają w zwyczaju: że dziewczynka to same kłopoty, że trzeba ją karmić, wyprowadzać na spacery, i w ogóle co z nią zrobić, kiedy przyjdzie ochota gdzieś pojechać? Na szczęście Palomino ma Kolorado – najlepszego kumpla, który dziewczynkę już ma i doskonale wie, gdzie się takie znajduje. I tu jest właśnie to, co kupiło mnie w tej książce bez reszty: role stoją na głowie. Przecież normalnie to dzieci wystają w drzwiach kuchni i przysięgają na wszystko, że będą karmić, wyprowadzać, sprzątać, wstawać rano. Tutaj zwierzak marzy o własnym dziecku i prowadzi z rodzicami dokładnie tę samą rozmowę, którą my odbywamy z naszymi po drugiej stronie stołu. Maluch śmieje się z tego, że kucyk chce dziewczynkę. Dorosły czytający na głos śmieje się z czegoś zupełnie innego – i to jest chyba najlepsze, co można powiedzieć o książce dla dzieci. Przy okazji sam się otwiera temat, którego nie trzeba nikomu wciskać siłą: że dziewczynka – jak każdy, kogo bierzemy pod opiekę – to nie tylko przyjemność.

Fot. Archiwum własne
„Zwolnij, Palomino!” – tom drugi
W drugim tomie Palomino ma już swoją dziewczynkę. Scarlett. Ukochaną, wyczekaną, wyszarpaną rodzicom w negocjacjach. Nie ma dnia, żeby nie chciał z nią być. Uwielbia też ścigać się z Koloradem. Trzeba wiedzieć, że Palomino jest najszybszym kucykiem na świecie. Tak szybkim, że czasem pędzi prędzej, niż zdąży pomyśleć. Właśnie zostawił kumpla gdzieś daleko w tyle i gna galopem do mety. Wygra, to jasne. A właściwie wygrają – on i Scarlett, która siedzi mu na grzbiecie. Siedzi? I tu każdy mały urwis, który najpierw robi, a potem myśli, poznaje siebie jak w lustrze. Mój syn na tej stronie zamarł z otwartymi ustami, a potem zaczął się śmiać – tym trochę zawstydzonym śmiechem dziecka, które właśnie zrozumiało, że mowa jest o nim. To jest książka lekka i zabawna, owszem, ale przemyca przy okazji rzecz niełatwą do wytłumaczenia przedszkolakowi: że pęd ma swoją cenę. Że można wygrać wyścig i przegrać wszystko inne. I że najważniejsze rzeczy zwykle nie biegną obok nas – siedzą cicho z tyłu i czekają, aż się obejrzymy.

Fot. Archiwum własne
„Sto lat, Palomino!” – tom trzeci
Palomino ma urodziny. Rodzice, przyjaciele, tort, prezenty – brzmi jak dzień idealny. Tylko powiedzcie mi, który normalny kucyk usiedzi grzecznie przy torcie, skoro właśnie dostał nowe siodło? Nie takie sobie siodło. Wymarzone. Palomino musi je wypróbować teraz, zaraz, w tej sekundzie – i koniecznie w lesie, bo w lesie jest najlepiej. To, że niebo pociemniało, nie ma najmniejszego znaczenia. Deszczyk. Może grzmot. Przejdzie, prawda? Nie przejdzie. Trzeci tom to opowieść o niecierpliwości – tej samej, która każe pięciolatkowi wyjść na dwór w sandałach w listopadzie, bo szukanie butów zabiera zbyt dużo cennego życia. O tym, że ostrożność bywa nudna dokładnie do momentu, w którym przestaje być nudna.

Fot. Archiwum własne
Najlepsze jest to, że autorka ani razu nie stanie nad Palominem z palcem wzniesionym do góry. Kucyk sam wszystko sobie urządza, sam ponosi konsekwencje i sam wyciąga wnioski – a dziecko po prostu przy nim jest i patrzy. Żadnego „widzisz, mówiłam”. W książce dla przedszkolaka to bardzo rzadka sztuka.

Fot. Archiwum własne
Osobny akapit należy się temu, jak ta seria wygląda. Ilustracje Matthieu Maudeta są kontrastowe, wyraziste, utrzymane w kolorach, które nie proszą o uwagę dziecka – po prostu ją biorą. Żadnych pastelowych mgiełek, żadnej ładności na siłę. Najbardziej jednak podoba mi się sposób, w jaki rozłożono treść na stronie. To niemalże komiks – łagodny, oszczędny, z dymkami i dialogami krótkimi jak zdania, którymi dzieci naprawdę mówią. Dla przedszkolaka to rozwiązanie idealne: akcja idzie obrazek po obrazku, więc maluch, który jeszcze nie czyta ani jednej literki, sam sobie tę historię opowiada. Palcem po kadrach, własnymi słowami, za każdym razem trochę inaczej; jednocześnie oswaja się z formą, do której wróci za dwa, trzy lata już jako czytelnik komiksów z prawdziwego świata.

Fot. Archiwum własne
Nie pomyliłam się więc ani trochę. Syn pokochał Palomina od pierwszej strony – a seria dolała oliwy do jego końskiej fascynacji. Teraz, kiedy mijamy naszą stadninę, nie wypatruje już po prostu koni. Wypatruje konkretnych. Ten kasztanowy z tyłu to na pewno Kolorado, a ten jasny przy ogrodzeniu – no, chyba jasne, kto to jest. Chodzi mi po głowie pewien pomysł. Może na urodziny pojedziemy do tej stadniny nie samochodem obok, a naprawdę do środka. Kto wie – może gdzieś tam czeka prawdziwy Palomino?
Recenzja powstała dzięki współpracy z wydawnictwem Dwie Siostry

Fot. Archiwum własne
