30 maja 2022

Pola. Wnuczka wariatki – Danuta Noszczyńska

Tytuł: Pola. Wnuczka wariatki
Autor: Danuta Noszczyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Oprawa: miękka
Liczba stron: 286

Pola, tytułowa bohaterka, mimo tego, iż ma dwadzieścia osiem lat, wciąż mieszka ze swoją matką, która doprowadza ją do szału. Pani Alina jest bowiem nad wyraz poważna, wiecznie niezadowolona i zamknięta w sobie, a na domiar złego gardzi pracą córki w butiku (wszak stanie za ladą nie jest na poziomie) i zmusza do studiowania, bo przecież trzeba mieć przed nazwiskiem tytuł magistra.

Jakby tego było mało, matka Poli uwielbia rzucać pod jej adresem oskarżenie, że jest taka sama jak jej babka. I nie żeby była to dla niej jakaś obelga, problem tkwi w tym, że Pola nie zna swojej babci. Alina zerwała z nią kontakt dawno temu i nigdy nie raczyła przedstawić córce. Ojca zresztą też nie ma i absolutnie pod żadnym pozorem nie wolno jej o niego pytać. Słowo „ojciec” jest zakazane, należy je omijać szerokim łukiem, a najlepiej wyrzucić ze słownika!

Jak więc żyć w zgodzie z (samotną) kobietą, która wszystko krytykuje, ciągle prawi wywody, stosuje szantaż emocjonalny i skrywa rodzinne tajemnice, za nic w świecie nie chcąc zdradzić niczego dorosłej już córce?

Trzeba jednak przyznać, że Pola i tak dzielnie to znosiła, żyjąc w mniejszym bądź większym stopniu pod dyktando matki. Miarka się jednak przebrała, kiedy Alina oświadczyła Poli, że nie pojedzie na wymarzone wakacje do Hiszpanii, jeśli nie przystąpi do obrony dyplomu. Mało tego, za karę pojedzie na zabitą dechami wieś i spędzi czas w towarzystwie swojej „niepoważnej babki” – jak zwykła ją nazywać.

Pola, choć wcale nie chciała jechać do jakiejś dziury położonej z dala od miasta, przystała na tę opcję tylko po to, by utrzeć matce nosa. I zyskała tym pewną satysfakcję, ponieważ pani Alina, choć sama wyszła z inicjatywą, nie spodziewała się takiej decyzji. Sądziła, że Pola ustąpi i podejdzie do egzaminu, ta zaś była tak uparta, że nie było mowy o żadnym dyplomie. Dyplomatycznie natomiast odpowiedziała – „Jadę do babki”. No i pojechała.

Na miejscu zastała dobiegającą osiemdziesiątki staruszkę, ale nie taką zwykłą, leciwą babkę z chustką na głowie, przyodzianą w fartuch czy inną podomkę. Pani Carmen (bo tak miała na imię babcia Poli) nosiła dżinsy, z ramion spływały jej bujne siwe loki, jeździła jak szalona maluchem i w ogóle miała w sobie mnóstwo energii. Była zadziorna i pyskata, nikogo się nie bała, właściwie rzec by można, że to ona siała postrach we wsi i wojowała z kim popadnie.

Swoją wnuczkę Polę na dzień dobry spiła własnej roboty bimbrem, a potem mimochodem wciągnęła w aferę wycięcia pobliskiego lasu i postawienia w jego miejsce fabryki. Tak więc zwariowana babcia z pomocą rezolutnej wnuczki oraz kilku jej znajomych, którzy z różnych powodów również zjadą na wieś, wypowiedzą wojnę urzędniczym hienom. 

Splot wydarzeń, jakie pociągnie za sobą leśna intryga, zupełnie przypadkiem doprowadzi Polę do odkrycia prawdy o jej rodzinie. Czy to pozwoli nieco inaczej, ciut przychylniej spojrzeć na jej matkę? Ludzie przecież nie są zgorzkniali z natury, zwykle to życiowe doświadczenia kształtują ich tak, a nie inaczej…

Pola. Wnuczka wariatki” to zabawna opowieść o trzech pokoleniach kobiet, które łączą geny, ale różnią cechy charakteru, temperamentu i mentalności. Choć po prawdzie u Poli można by doszukiwać się podobieństw do swej babki, zarówno fizycznych, jak i w usposobieniu. Inaczej sprawa ma się z Aliną, która już bardziej różnić się od swej rodzicielki i córki chyba nie mogła.

W każdym razie książka napisana jest bardzo lekko i z dużą dawką poczucia humoru – niejednokrotnie śmiałam się na głos. Autorka zadbała właściwie o każdego bohatera przewijającego się w tej opowieści, sprawiając, że wszyscy są ważni, wzajemnie się uzupełniają i pozytywnie wpływają na całokształt. Pomijając matkę Poli, która nie pozwalała sobie nawet na odrobinę luzu, każda postać w mniejszym bądź większym stopniu mnie ubawiła. Poczynając od tytułowej wnuczki wariatki, przez zwariowaną babkę, koleżankę z pracy Poli – Aurelię, ich poprawioną niejednym skalpelem szefową, nazywaną w tajemnicy Dziunią, aż po niedocenianego artystę Gienia – byłego chłopaka Aurelii, nieroztropnych policjantów wsi Zaciąż i innych jej mieszkańców…

Nie da się jednak ukryć, że choć historia ta obfituje w dowcipne dialogi i sceny, to jednak porusza ważne sprawy, nad którymi warto się pochylić. Losy trzech kobiet pokazują bowiem, jak decyzje podjęte w młodości wpływają na nasze życie i jak ważna jest (dobra) relacja z matką. Poza tym autorka pokazuje również, że bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie ludzi po pozorach, po ich wyglądzie, co często bywa mylne i niesprawiedliwe.  

Mam takie poczucie, że Danuta Noszczyńska przemyciła do tej zabawnej opowieści dużą mądrość, dzięki czemu nie da się przejść obojętnie wobec tej książki. Chociaż muszę też przyznać, że liczyłam na więcej zwariowanych scen z babką wariatką w roli głównej… 😉

POLECAM!

 

Zdjęcie: Fizinka
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close